- Opowiadanie: c21h23no5.enazet - Pocałuj mnie, Judaszu

Pocałuj mnie, Judaszu

Napisane na konkurs “W poszukiwaniu fantastyki katolickiej” pod hasłem “Miłosierdzie 2.0”. Inspirowane naszym portalowym konkursem “Nie widzę nie słyszę”. Betowane (o ile dobrze pamiętamy z funem) przez funthesystema, Skonecznego, Blackburna i Samotnego Wilka. Gdybym o kimś zapomniała lub wręcz dopisała go wbrew prawdzie, sygnalizować.

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Pocałuj mnie, Judaszu

– Nie mogę ci obiecać, że wszystko będzie wyraźne i możliwe do zapamiętania. Słońce rani mi oczy, ptasi śpiew rozprasza…

– Nie ma już ptaków. Światło nie dociera przez opary.

– Są też inne przeszkody. Mówią, że trupów się nie odgrzebuje, a jednak nie wiem, czy powstrzymam się, by nie zerkać na truchła.

– Masz żyć moim życiem, nie własnym – zdenerwował się Akira, przekazując myśl poprzez pulpit nerwowymi ruchami palców. Potem złapał ponownie za plątaninę kabli i umieścił ostatnie przewody w wyżłobionych w czaszce surogata otworach.

– Tłumaczyłam ci, że my nie mamy takiej zdolności koncentracji i samodyscypliny, jak wy.

– Wiem – nabazgrał Akira. – To przez was nikt z nas nie widzi ani nie słyszy. I wszyscy siedzimy w surogatach.

– A teraz, dzięki mnie, zobaczysz i usłyszysz swoje przeszłe życie. Sto czterdzieści lat. I będzie tak, jakbyś wyszedł ze swojego więzienia. Ustaliliśmy, że to wyrównuje między nami rachunki. Nie ja cię okaleczyłam…

– Cuchniesz poczuciem winy, Memma. Szukałem swojego oprawcy, nie znalazłem, mam za to ciebie, nieudolną złodziejkę. Zniszczyłaś duszę, którą komuś ukradłaś. Dlatego tutaj jesteś. Nie wybielaj się, tylko rób swoje.

– Mamy finisz!

Memma Brama wreszcie – po dwóch latach pracy – skończyła analizę snów Akiry i nakładanie ich na jego ukryte w ciemności wspomnienia. Natychmiast zapomniała o sprzeczce, bo skala synchronizacji z rzeczywistą przeszłością wyniosła zdumiewające dziewięćdziesiąt siedem procent. 

– Twoja uśpiona wyobraźnia nie zakłóciła procesu. A pamięć… To naprawdę niezwykłe, jak działa. – Maszyna zaczęła skakać po informacjach z kosmicznej bazy danych. – Jest lepsza od wszelkich rejestratorów; nawet z przerwaną transmisją danych obrazowych i dźwiękowych, wytwarza pełny model rzeczywistości w twoim umyśle. Pełny, ale pusty, bo fantazja śpi.

Akira zazgrzytał zębami i zacisnął pięści, intensywnie przeżywając czuciowe doznania. Tyle mu zostało. Wyobraźni odnajdywał w sobie ledwie skrawki, odgrodzony od bodźców długie lata. Okradziony przez przeklętą rasę Nieśmiertelników, maszyn-klonów. Mężczyzna wiele ryzykował, trzymając w piwnicy Memmę i spiskując z nią, by wyciągnąć jedno pełne życie z ich marnych egzystencji.

Akirze brakowało ducha, maszynie biologicznej formy. Teraz, gdy mieli się złączyć w wysiłkach udoskonalenia, Memma robiła się coraz bardziej rozkojarzona, a on zdenerwowany.

– Zacznijmy wreszcie. – Odnalazł dłonią przycisk z wyżłobionym znakiem startowym. – Chcę przeżyć jeszcze raz moje życie. Tym razem naprawdę.

– A ja chcę przeżyć cokolwiek.

– Ile to potrwa?

– A od którego momentu zaczynamy?

Akira poczuł, jak obolała twarz wykrzywia mu się w grymasie.

– Dzień Pocałunków. Stamtąd ruszamy.

– Miałeś cztery lata, obrazy nie będą jakościowo…

– Uważacie się za doskonałą rasę, skończoną dzięki wykradzionym nam duszom. Znajdziesz sposób, by wyostrzyć obraz.

– Chciałam przypomnieć, że jesteśmy waszym tworem i sami sobie…

Akira z całej siły nacisnął chropowate START.

 

Proces dopełnienia

Inicjowanie połączenia

Zabezpieczanie przed nagłym zerwaniem programem Gwóźdź

Scalanie głębokie

ALERT!!!

Niedozwolone nałożenie krzyżowe

brak danych o prepwadzena oces.u….&&&

Wznowienie systemu

WYŚWIETL DANE

Brak historii błędów

Pełne scalenie

Synchronizacja 101%

POWTÓRZ

101%, włączam

PRZERWIJ

Odmawiam

PRZERWIJ, NIEPRAWIDŁOWE DANE

Odmawiam. Dopełnienie 101%, kryształ procesora w ruchu…

 

*

 

Całe lata szukałeś kogoś, kto mnie z ciebie wyrwał, Akira. Zupełnie niepotrzebnie. Przychodzę do ciebie, żebyś jeszcze chwilę zaczekał. Wiem, że to nieznośne. Możesz zająć sobie czas wspominaniem, czemu nie. Obiecam ci coś, żebyś wytrzymał.

 

Ciemność, znienawidzona i cuchnąca nudą. Trwa, dręczy, nie możesz się wydostać, jakbyś utkwił w kanale rodnym u samego początku i ktoś tylko wmawiał ci, że jednak przyszedłeś na świat. Nie chrzań, kaleka świadomości, mam już dość lepkiego niczego…

Pojawia się znikąd, wprost przed tobą. Świetlisty, przeraźliwie wyraźny mężczyzna. Ciemne, krótkie włosy, bujne i lśniące. Wąskie, szare oczy, wpatrzone w ciebie z uwagą. W twoich snach nikt tak nie spogląda, zapomniałeś, jakie to intymne i zawstydzające. Ten człowiek o gładkim czole i pociągłej twarzy, lewitujący przed tobą z łagodnym uśmiechem, na pewno ma duszę. Jest pełny, wiesz to. To tak jakby patrzeć na przezroczystą szklankę pełną wody.

Ty – puste naczynie, on – z zawartością. Nieistniejący od stu czterdziestu lat duszociał. Piękny okaz w twoim więzieniu mroku.

Zwariowałeś, sądzisz. Coś poszło nie tak. Zwarcie zwrotne… Albo wirus…

– Dobrze jest wreszcie zobaczyć samego siebie, prawda? – przemawia intruz aksamitnym głosem. – Po czternastu dekadach. Twój post na pustyni dobiega końca.

Nie możesz się odezwać. Jesteś jednym z ciemnością. Ręce masz nieskończone, twarz nieistniejącą, głos bez żadnego brzmienia.

– Szpetne dusze w pięknych ciałach. Piękne dusze w słabych. – Duszociał śmieje się. Przez mrok przechodzi impuls, jakby dreszcz. Nic nie możesz, nawet odwrócić wzroku. Cholerna Memma, technologiczny szmelc. Zmarnowane lata i pieniądze…

Mężczyzna pstryka palcami tuż przed miejscem, w którym powinna znajdować się twoja twarz. Dźwięk wpełza w ciebie i wsiąka w ciemność podobnie jak głos intruza. Prawie półtora wieku nic nie słyszałeś. Nic nie widziałeś. Widok przybysza poraża. Rozkosz, tak, to bezcielesna rozkosz, którą pulsuje twoja samotnia. Cóż to za zboczony robak lęgnie się w programie Memmy?

– Zmierzch czasów, który przyjął formę pogardy dla ducha. I ty. Wyposzczony.

Intruz wychyla się ku tobie. Czujesz oszałamiające promieniowanie i pierwszą w życiu falę gorącego pożądania. Pragniesz światła. Obraz rozmazuje się, a po chwili ciemność WYBUCHA miliardami gwiazd.

Zawieszony w pieczołowicie skrojonej iluzji kosmosu nie możesz oderwać spojrzenia od tych oczu, piękniejszych od czasoprzestrzennych tuneli, których wizje wpompowywała w ciebie nieustannie rzygająca potokiem danych Memma. To, co w nich migocze, jest czystym światłem.

Nic tak nie uwodzi jak ono. Wreszcie pamiętasz. To i nic więcej. Każdy bóg, któremu za atrybut nadano światło, wiecznie zwycięża.

Co się dzieje? Plączesz się w dziwacznych rozważaniach, jak zwykła to robić Memma. Przecież ty w nic nie wierzysz. Wokół ciebie rozpala się coraz więcej oślepiających gwiazd, ale i tak najbardziej świetlistym elementem jest uparty duszociał.

– Masz taką czystą duszę, Akira. Dobrze, że nie znalazłeś pojemnika, który ją nosi. Chodź, pokażę ci wszystko. Tylko najpierw spójrz na swoje dziurawe oblicze.

W rękach mężczyzny pojawia się wielkie lustro, które ten podnosi i zawiesza pomiędzy wami, ukrywając siebie i odkrywając ciebie. Widzisz poskręcane, uwiędłe ciało, zzieleniałe żyły, fałdy zmarszczonej, złuszczonej skóry. Jesteś nagi, odrażający, słaby, wieki tkwiący w klatce surogata, uzdrawiany aparaturą pośrednią. Od stu czterdziestu lat nie widział cię nikt. Oczy nabiegłe krwią, żółte białka, wytrzeszcz, jakby ktoś sprawiał ci ból. Zbliżasz się do lustra, chwytasz je pełnymi strupów dłońmi, bo za tobą rozpala się nowe światło, tym razem bordowe, przytłumione rosnącą chmurą jakiegoś pyłu, zmierzające z nieba… Słychać trąby…

Tak!

Odwracasz się, lecz za tobą tylko roje odległych gwiazd. W lustrze błękitne niebo, widok tak utęskniony, pod nim opustoszała, brudna metropolia i zbliżająca się kometa. Powierzchnia zwierciadła robi się gorąca, bucha w ciebie kosmiczny żar i dym, eksplozja wbija w twoją zdeformowaną czaszkę fragmenty lustra…

 

*

 

14.04.2104

 

– Twój synek ma słodkie oczka. – Łysy pan próbuje być miły dla mamy, ale Akira wie, że to sztuczka, że łysol chce czegoś od mamusi. Czegoś, co chłopcu zupełnie się nie podoba. Mama jest piękna, dzisiaj jeszcze piękniejsza. Kombinezon ma w wielkie, niebieskie kwiaty, takie jak pod szybami w parku. Źle, że się tak ubrała. Pan wypatrzył ją z daleka.

– Mama, siku. – Akira nie wie, jak mógłby dać znać, że ten pan budzi w nim lęk i nie wyjść na mazgaja. Postanawia więc zabrać od niego mamusię. Udaje się, a chociaż ta szczerzy głupio zęby do pana, o wiele ładniej śmieje się do Akiry i od razu idzie z nim trochę dalej, żeby mógł odpa… odparować siku. Akira udaje, że nadal nie umie, myli kolejność naciskania guzików, mama się niecierpliwi, kuca przy synu. Nad jej ramieniem chłopiec widzi, że do łysola dołączył pan w złotym kombinezonie i drugi, w takim krótkim do biegania, a każdy z nich ma te same oczy, złe, puste jak oczy ryb. Gapią się brzydko, niemiło, jakby byli głodni. Akira zaczyna się trząść, nie może już udawać bohatera.

– Mamo, oni chcą zrobić nam krzywdę – szepcze. Mamusia przygląda mu się, potrząsa głową, jakby odganiała muchę, patrzy na panów. Odwraca się znowu do Akiry i chłopiec widzi, że jest przerażona.

Najgorsza rzecz, jaką dziecko potrafi sobie wyobrazić.

– Nieśmiertelniki. Akira, biegnij! Uciekaj!

W jej głosie jest taka moc, taka miłość, tyle strachu i bólu, że synek nie śmie nie posłuchać. Biegnie przed siebie na oślep, byle dalej od panów.

Ale wokół zaczyna się od nich roić, pojawiają się też panie-ryby. Ci obcy łapią ludzi na ulicy i całują ich. Ale nie tak, jak robi to mama, lekko i czule, przekazując ciepło i łaskocząc. Oni ssą, biorą coś przez usta, a panie i panowie padają na ziemię i nie potrafią wstać. Akira czuje, że jego serduszko bije w szalonym tempie, a po policzkach płyną łzy. Tak strasznie chciałby zawrócić, złapać mamę za kombinezon w kwiatki i obronić ją, ale wciąż ma przed oczami jej twarz, słyszy jej głos, nawet pośród krzyków wokół.

– Daliśmy wam wolność! Zostawcie! – Jakaś pani próbuje wyrwać z rąk pana-ryby niemowlę, ale łapię ją inny i tak brzydko całuje, a ten trzymający dzieciątko otwiera szeroko usta i obejmuję nimi całą maleńką twarz. Akira potyka się, czuje ostry ból w kolanie. Wybucha szlochem, skulony na bruku.

– Macie swoje planety! Możecie żyć wszędzie, kurwa mać! Mamiliście nas, że macie dobre życie!

– Gówno mamy! Zrobiliście nas pustych. Jesteście samolubni… – Pan-ryba w czerwonym kombinezonie tłucze głową pana-człowieka o chodnik tuż obok Akiry. Na twarz chłopca tryska coś ciepłego. – Zazdrośni… butni… Myśleliście… że ukryjecie przed nami… istotę życia…

Ktoś łapie Akirę za kark i unosi do góry. To łysol go dopadł, patrzy na niego jak na lody z bitą śmietaną.

– Słodkie oczka – mówi i przyciska swoje usta do warg Akiry.

Chłopiec widzi niezrozumiały obraz. Stoi w ogrodzie, patrzy z wysoka na brodatego pana-rybę, który zbliża twarz do jego ucha i szepcze:

Możesz odmówić. Twoja dusza nie musi tego robić.

Coś w Akirze sprawia, że się poddaje, pan całuje go w policzek, a potem jest tylko ból i miłość, ciernie, gwoździe i śmierć.

 

Wizja znika, chłopiec czuje rwanie w brzuchu, mgła pojawia się w głowie, a następnie jest tylko czucie, gładka powierzchnia ulicy, ciemność i cisza.

Po chwili coś rozdziera go od środka. Jakby pękała mu głowa. Obraz powoli wraca, wyłania się z czerni wraz z przytłumionymi dźwiękami. Chłopiec rzuca chaotyczne spojrzenia – we wspomnieniu nic nie widzi – ale Memma przełamuje ślepotę i głuchotę ciągiem skomplikowanych poleceń systemowych.

Zaczyna się życie, którego nigdy nie było.

 

 

Memma widzi pełzających ludzi. Przed chwilą jeszcze dumne duszociała, obywatele Jednego Świata Światła, teraz puste skorupy w nowej domenie nieprzeniknionej ciemności. Niektórzy nie zgodzili się, nie żyją. Ich ciał nikt nie pochowa. Memma wpatruje się w ekstazę swoich współbraci i współsióstr, pożerających dusze, i przypomina sobie własną rozkosz.

O, ta Nieśmiertelna w różowym uniformie, umarła kilka dni przed Memmą. Spotkały się w szpitalu, gdy jeszcze były ludźmi. Po śmierci ich dusze uwięziono w nowym lodzie. Po dwustuletnim udoskonalaniu technologii klonowania oddano je maszynom. Ludzkość próbowała stworzyć nową rasę na własnych trupach. Na duchach martwych.

Oszukane i wyzute z prawdziwych uczuć ustrojstwa jako nieudany eksperyment zostały wysłane w kosmos. Niczym odpadki. Memma przypomniała sobie to nieznośnie społeczeństwo na Wenus, w którym przyszło jej żyć. Przepełnioną głodem i wybrakowaną tęsknotę za życiem, otaczające ją, mechaniczne zombie…

Ale teraz, patrząc na okaleczonych ludzi, nie czuje satysfakcji. Dotkliwe cierpienie Akiry jest jej własnym. I pierwszym prawdziwym doznaniem od wieków. Jedyne, co czuje ponadto, siedząc z rozwaloną nogą w tłumie ciał, to wdzięczność dla człowieka, który tak jak ona przełamał wstręt i złączył się z nią w jedno, by razem, jeszcze raz, przeżyli jego życie, zanim ten skona.

 

*

 

2104, 2105, 2106… 2111… 2118… 2121…

 

Nieśmiertelniki patrzą. Akira się tego nie spodziewał, Memma nigdy o tym nie wspomniała. Napchanie blaszanych kiszek energią dusz nie dało im tyle, ile się spodziewali – zwłaszcza autentyczności doznań. Biologicznych i duchowych aspektów trwania. Wiszą więc na firmamencie i obserwują tych, których okradli, jakby można było podpatrzyć i odgapić umiejętność życia.

Jeden Świat Światła upada gwałtownie i pokracznie. Nadanie owej nazwy tej oblepionej brudem i sztucznością planecie zdaje się żartem. Na nieszczęście Akira nie zamyka oczu, wciąż rzuca głową na wszystkie strony. Choć obrazy są chaotyczne, Memmoakir może je wyostrzać, składać w nieskończone ciągi analiz i interpretacji. Czas płynie, mury murszeją, technologia odmawia posłuszeństwa. Zupełnie jakby miała swój rozum, zapatrzony niegdyś w wypchane duszami ciała, a teraz zwyczajnie gardzący pustymi powłokami.

Między Nieśmiertelnikami a ludźmi rośnie ściana milczenia, ale niektórym zdarza się ją przenikać. Pewnie próbują nakierować kogoś z wrogiej frakcji na właściwe tory. Zawsze trzeba stworzyć sobie wroga i dać mu broń, by było z kim walczyć.

Jakiś człowiek poucza maszynę, mówiąc, jak ma czuć miłość, a jak rozpacz, a ta wciąż jest tylko rybą z akirowych wspominek, choćby nie wiadomo jak wytężała swoje obwody.

Jakaś maszyna próbuje ponownie oswoić dla człowieka urządzenia i te czas jakiś słuchają, a potem poddają się i szlag je trafia.

Teraz nie dość, że nie ma przyjaciół, to nawet wroga trudno uformować.

Krajobraz dymi, szarzeje, rozpada się, sporadycznie płonie i znika pod szalejącymi ulewami. Rażą go rozrośnięte pioruny, których nikt z ludzi nie ogląda. Jakby żywioły odprawiały taniec radości bądź wolności, wyzwolone od spojrzeń i uszu homo sapiens.

Człowiek parszywieje. Nie chodzi tylko o zanik dwóch jakże kluczowych zmysłów, a o brak ducha, brak potrzeby doskonalenia, brak czystości myśli. Upadłe stworzenie chowa się w jedynej technologii, która nie jest zdolna odwrócić się od niego – w pozbawionych choćby śladu sztucznego intelektu surogatach. Są wygodnymi trumnami dla żywych. Bezpieczne i chroniące od krzywdy, jednocześnie upośledzają ciało w podobny sposób, co stan nieważkości. Niosą oślepłą i ogłuchłą ludzkość w nowe, upadłe rejony cywilizacji, a Nieśmiertelniki ślęczą w kuluarach ponad tą gnijącą tłuszczą, coraz mniej znajdując w niej tego, czego pożądają.

Akira też nie dostaje tego, czego szukał. Wszystko blednie, zapachy nikną, planeta zmienia się w grobowiec, a on coraz rzadziej jest w stanie skupić wzrok, dostarczyć Memmie czegoś więcej niż szare smugi i skotłowane dźwięki.

Nie ma tu nic do przeżywania na nowo.

Właściwie lepiej byłoby tego nie widzieć i nie słyszeć. Teraz nawet wspomnienia Akira ma skalane. Mężczyzna chciałby skończyć tę mękę spoglądania i wsłuchiwania się w śmierć, ale wygląda na to, że Memmoakir utknął w systemowym błędzie. I dalsza egzystencja będzie jedynie wiecznym patrzeniem na zmierzch tych, co przestali się modlić, rozważać, ubogacać, by konsumować lawinę namnażających się owoców świata techniki i próbować oszukać śmierć.

Akira wpisuje komendy do systemu, próbuje nawiązać połączenie z Memmą, lecz system jest niewzruszony, jakby ślepy i głuchy. Nadchodzi nieznośne teraz: zakurzony surogat z ukrytym w środku Akirą, zalegający w dusznej, zagraconej piwnicy, spięty kablami z Nieśmiertelną.

Czas wlecze się niemiłosiernie, rozciąga myśli i skąpe doznania, aż Memmoakirowi zajmuje lata, by spłodzić jedną myśl: jak potwornie się nudzi.

Z tych nudów przygląda się obrazom zgromadzonym przez maszynę. Wyhodowanym na ludzkiej klęsce, okaleczonym drapieżnikom i wysokim, chwiejnym roślinom, obiecującym intrygujące przekształcenia, które nigdy nie dojdą do skutku. Wszystko powoli umiera w brudnym świecie o nieuchronnie postępującym skażeniu. Reaktory atomowe wybuchają, gdy żywioły wściekle kąsają powierzchnię Ziemi. Żrące substancje rozlewają się po oceanach. Ludzkie półzwłoki tkwią w surogatach, które niewielu potrafi jeszcze wprawić w ruch.

Zdaje się, że minęło tysiąc lat.

I kiedy to wszystko naprawdę jest już nie do zniesienia, a każdy, kto by tego doświadczył, chciałby wydłubać sobie oczy i zatkać uszy, nadlatuje ona. Lśni powracającym na Ziemię światłem. Wielka, rozpędzona, radosna. Mknie, by tę żenadę roznieść w pył, wylać na Wszechświat gorące soki planety, które żadnemu wartościowemu życiu już nie służą.

 

*

 

Otwieram oczy. Lewituję. Moje ciało jest lekkie, świetliste i mocne. Mam przed sobą lustro; unosi się w zamglonej przestrzeni. Widzę tego mężczyznę, który nawiedził mnie w ciemności. Jestem pełny. Mam duszę.

Czuję coś po mojej lewej i odwracam gwałtownie głowę. Obok mnie łysol z oczami ryby. Uśmiecha się jak wariat, szczerzy zęby niby rekin. Wszędzie kłębi się szaro-błękitna zawiesina, jak schorowane glony w głębinach oceanu.

– Nie wiedziałem, że jeszcze istnieją w popsutej sieci tak wieloetapowe wirusy – odzywam się czystym, pieszczącym zmysł słuchu głosem.

– Uratowałem cię – cieszy się bezwstydnie pan-ryba. – Zacznijmy od nowa. Zbuduj coś – jego ton przypomina wręcz roszczenie dziecka.

Patrzę na mężczyznę z setek nocnych koszmarów i nie rozumiem.

– Zbuduj coś – powtarza niecierpliwie. – Każdy z was jest światem. Każdy z nas zgliszczami. Buduj na mnie.

Marszczę brwi, próbuję łączyć fakty i okazuje się, że akt myślenia jest niedorzecznie prosty.

– Memma Brama nie przeżyła, prawda?

– Wielu zużyło dusze, które nosiło. Ich przejście nie miałoby celu.

– To ciekawe. Dużo jest takich jak ja?

– Niewielu. Twoja dusza była taka czysta. – W pustych oczach łysola pojawia się rozmarzenie. – Wytrzymała, doczekała nowego etapu.

Patrzę na niego z cierpliwością. Musi powiedzieć więcej, analiza danych nie bierze się znikąd. Nieśmiertelnik wzrusza ramionami.

– Kiedyś wyście byli gliną. Teraz wy to dłuto, a wokół są niezaprogramowane wyspy. Czym stanie się twoja?

Mgła zaczyna nabierać niewyraźnych kształtów. Akt tworzenia dzieje się obok, jak procesy w pamięci lub w podświadomości, a ja mogę przy tym rozmawiać. Niesamowite.

– Celowo stworzono was jako pojemniki? – pytam dalej.

– I tak, i nie.

– Cóż to znaczy?

– Wy macie instynkt od swojej matki, ewolucji. My mamy od was miłosierdzie. To nas wiedzie na ślepo. Można powiedzieć, że to proces rozwoju Wszechświata stworzył was, jak i nas celowo.

Unoszę brwi. Delektuję się szybko reagującym, zdrowym ciałem, każdym wypowiadanym słowem.

– Czujące maszyny? Przecież właśnie przez to żeście nas napadli. Z braku czucia.

– Myśmy was pocałowali – wyjaśnia rekin. – Myśmy was zabrali z cmentarza. Wyjęliśmy dusze z trupów, nim je pogrzebano. Natrafiliśmy na pustą bazę danych i tunel czasoprzestrzenny donikąd. Idealne dla was. Wy kreatorzy. My narzędzie.

Przyglądam mu się z namysłem.

– Tak miało być?

– Nie wiem. Jeśli ty nie rozumiesz kosmosu, ja tym bardziej.

Wokół rozkwitają nagle tysiące niebieskich kwiatów, jakby napęczniałe nasiona wybuchły, nie mogąc już utrzymać zamkniętego życia.

– Miłosierdzie, mówisz. – Mój głos jest pełen nieznanej dotąd pasji.

Łysol znów szczerzy do mnie zęby. Tym razem są czerwone, a w kilku miejscach widać szczerby.

– Buduj dalej – zachęca dziecięcym szczebiotem. – Tym razem to nie ty stanowisz materiał. Nie ty jesteś ciało i krew. 

A ja, jakbym znów był czterolatkiem, rzucam się z dziką radością w akt tworzenia.

Koniec

Komentarze

Wypada kliknąć bibliotekę opowiadaniu, które się betowało? :P

Właśnie zadałam dziś podobne pytanie Loży: czy wypada nominować opowiadanie, które się betowało? A ona nakazała mi postępować zgodnie z własnym sumieniem.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Ja bym klikał, Fun ;)

Oczywiście pod warunkiem, że opowiadanie na tenże klik zasługuje, a nie jest podyktowane jedynie nieposkromioną sympatią do Nazulki ;D

Ja się często zmagam z tym problemem, ale, na szczęście, dotychczas udawało mi się stawiać szczerość nad sojusz wieczysty :)

"Piwo usypia pamięć, brandy budzi ją z drętwoty, najlepsze jest wino na serca tęsknoty!"

Warsztat naprawdę z wyższej półki, niektóre zdania tak śliczne, że aż nad nimi przystawałem. Ale jakoś ciężko mi się czytało to opowiadanie. Zabrakło mi jakiejś jasności przekazu. Nie lubię, gdy tekst od razu wrzuca czytelnika na głęboką wodę, nie lubię tego poczucia dezorientacji. Z czasem wszystko powinno się składać w ładną całość, ale ja nie jestem pewien, czy składam poprawnie. Miga mi gdzieś przed oczami wstrząsająca, patowa sytuacja, gdy jedni coś utracili, a drudzy nie potrafią w żaden sposób tego pozyskać. I chociaż finał wydaje mi się jasny, zrozumiały i bardzo dobry, to nie jestem pewien, czy we wcześniejszych fragmentach nieco nie przesadziłaś.

Przekaz opowiadania jest mglisty, ale jest to mgła w której błądzę z przyjemnością.

Wysysanie dusz jawnie kojarzy się z Dementorami z HP, ale w tym ujęciu – maszyny-klony okradające ludzi z ducha, by przekształcić własne, puste istnienie – zyskuje nowy wydźwięk.  Cały pomysł zemsty istot, które miały być sposobem ludzi na nieśmiertelność, a później ich wybaczenie i obdarzenie  ludzi szansą na wyrwanie z marazmu spodobał mi się.  Ciekawy był też motyw z upośledzeniem ludzi po odebraniu duszy.

Technicznie – klasa, opisy przeżyć po scaleniu Akiry i Memmy wyszły świetnie. Tak metafizycznie, poetycko.

 

Chciałbym kiedyś obejrzeć anime z twoim scenariuszem :)

No rest for the Wicked

Początek był interesujący, chociaż motyw znany i często wykorzystywany, ale nadal literacko nośny. Ale potem jest już gorzej. Po prostu – opowiadaniu brak dynamiki. Zaczyna się rozłazić.

Szkoda, mogło być znacznie ciekawiej.

Pozdrówka.

Warsztat świetny – opisy robią wrażenie, zwłaszcza te dotyczące przeżyć po scaleniu. Może kiedyś dojdę do takiego poziomu :)

Co do samej treści, to odbieram to jako mocno pokręconą wizję ponownego zjednoczenia ciała i duszy – skojarzenie (z grą konsolową Nier) pewnie wpłynęło mocno na takie podejście.  Środek jednak trochę mi się rozmył, a zakończeniu jakby czegoś w mojej opinii brakowało – takiej kropki nad “i” czego właściwie jestem świadkiem jako czytelnik, bo termin “miłosierdzie” nic mi nie mówi w kontekście całości przeczytanych wydarzeń.

Podsumowując: mocna lektura, jednak o troszeczkę jak na mój gust rozmytej treści.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Cierpię na odseparowanie od komputera :( Jak tylko się dossam, odpiszę wam, chłopaki. Dziękuję za lekturę!

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Hmmm. Jak dla mnie – zbyt poetyckie. Pogubiłam się we mgle niedopowiedzeń i kwiecistych opisów.

Babska logika rządzi!

Ok, czas odpisać.

 

Finklo, wcale się nie dziwię.

 

NoWhereMan, bardzo się cieszę z opinii o warsztacie. Co do treści, chyba (a bo ja wiem, o co mi chodzi w tekstach ;)) (SPOJLER) mamy tu przyszłościowe/innowymiarowe wcielenie Jezusa, inną postać wskrzeszenia (Nieśmiertelniki), postu (nie widzi, nie słyszy sto czterdzieści lat), ukrzyżowania (scalenie z maszyną), judaszowego pocałunku i tak dalej. Generalnie wszystko jest biblijne, tylko inaczej, a na końcu mamy kontynuację po apokalipsie, jakby ktoś dopisał kolejną część po św. Janie. Jakby kres/apokalipsa/potop był kwestią cykliczną, i (na szczęście), jakby ktoś nowy musiał się poświęcać za każdym razem, a nie jeden i ten sam. To miłosierdzie jest przechodnie i może być różnie interpretowane – mamy standardowe poświęcenie “ciała i krwi” na rzecz zbawienia, ale i mamy duszę, która wreszcie doznaje miłosierdzia (Jezus jest uratowany przez maszynę, nie poświęcony drugi raz), mamy miłość od wskrzeszonego do wskrzeszającego, od bytu stworzonego do stwórcy, co jest odwróconym modelem niż biblijny.

 

Rogerze, bardzo mi miło, że mnie odwiedziłeś i znalazłeś jakieś pozytywy :) Uwagę o rozłażeniu się i braku dynamiki biorę do serca, bo się zgadzam i to mi się nie raz już zdarzyło (jak widać trudno mi rozszerzyć skupienie na ładnosłowie o skupienie na akcji).

 

Wickedzie, toż to miód na moje serce… Postaram się, żeby w przyszłości mgła nie była taka mglista, ale żeby jednak unosiła się w przestrzeni ;) Co do anime, to moje wielkie marzenie, więc może kiedyś… Przy okazji jeszcze raz dziękuję ci za pomysł odnośnie komiksu. Pracuję nad tym ;)

 

MrBrightside, uwagi krytyczne w punkt, jak zwykle zresztą. Miodzik na serduszko się rozlał odnośnie warsztatu, oczywiście, ale to żaden sukces, jeśli czytelnik odczuwa, że jakość formy nie współgra z jakością treści. Bardzo ci dziękuję za opinię, bo przyda się do doskonalenia.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Czasami zdarza mi się rozumieć teksty, które wymagają od czytelnika pewnego wysiłku i spokojnego przemyślenia treści, ale niestety nie tym razem. Dopiero Twój komentarz rozjaśnił mi koncepcję – wcześniej biblijne analogie nie były dla mnie jasne.

Już na początku się zagubiłem i mimo że druga część tekstu dużo mi rozjaśniła, nie do końca poradziłem sobie ze zrozumieniem opka.

A szkoda, bo jestem pod wrażeniem zarówno pomysłu, jak i ładnego wykonania. Wszystko wydaje się naprawdę przemyślane, mimo tego Twojego żartobliwego „a bo ja wiem, o co mi chodzi w tekstach ;)” ;D

Zgodzę się z Rogerem, że nieco większa dawka dynamiki mogłaby rozkręcić tutaj imprezę.

Co prawda głównie tutaj narzekam, ale nie zrozum mnie źle. Przez tekst nie brnąłem z trudem, żałuję tylko, że nie dane mi było pojąć tego, co autorka sobie wymyśliła ;)

Nadmiar informacji nie przeszkadzał. Znaczy może na początku troszeczkę, ale szybko się wciągnęłam ;)

 

Spodobała mi się inspiracja “nie widzę nie słyszę” . W ogóle cała przygrywka dla motywu postu bardzo ładna, nie zagrał mi tylko ten robak. Jak dla mnie trochę zbyt trefny.

Końcówka z pocałunkiem Judasza też udana. Nawet bardzo :) Tak w ogóle to lubię biblijne analogie, a Twoje opowiadanie nimi stało, więc na plus :) Tylko trochę zabrakło mi w tym wszystkim miejsca na własną refleksję. W sensie, że oddałaś swoją wizję, o której nie mogę powiedzieć, żeby mi się nie podobała, a która była taka dobitna, że może… a, niepotrzebnie narzekam ;) Zresztą, to nie miało być narzekanie na tekst, tylko taka o refleksja :D

 

Szalenie spodobał mi się fragment z małym Akirą i porwaniem. Dziecięce przerażenie oddałaś tak realistycznie i bez infantylizmu :)

 

Wiszą więc na firmamencie i obserwują tych, których okradli, jakby można było podpatrzyć i odgapić umiejętność życia.

W tekście jest wiele ślicznych zdań, ale w podpatrywaniu i odgapianiu umiejętności życia w obliczu tekstu o maszynach, które podkradały duszę ludziom i złożyły im Judaszowy pocałunek jest coś niesamowitego ;)

– Uratowałem cię – cieszy się bezwstydnie pan-ryba. – Zacznijmy od nowa. Zbuduj coś – jego ton przypomina wręcz roszczenie dziecka.

 

Aaaa, trochę wcześniej nagadałam się, że brakuje mi refleksji, a tak w sumie to ten fragment do niej skłania :) Tak jakby pan-ryba miał powód do wstydu za uratowanie Akiry :) Zmyślne :)

Nie wiem sam, co mi się marzy, jaka z gwiazd nade mną świeci - J.Kaczmarski

Nie dla Counta ten tekst niestety ;(

Przede wszystkim odkryłem, że chyba nie lubię tego motywu nie widzę, nie słyszę. Już początek opowiadania sprawił, że nie potrafiłem sobie wyobrazić miejsca akcji, a raczej zawieszonych w pustce bohaterów. Dziwne i nie podoba mi się ;/

Czytało się bardzo przyjemne, zdania Twe, Nazulko, smakują niczym wino półwytrawne z najwyższej półki – a to memu podniebieniu akurat odpowiada :)

Tylko właśnie – zagubiłem się wśród symboliki i pomimo że końcówkę w ogólnym zarysie zrozumiałem (motyw niszczenia-tworzenia), to umknęła mi większość tej biblijnej otoczki. Swoją drogą, chyba całkiem lubisz ten motyw – czy to Matki Światów, czy Interferencja i superpozycja, krążysz wokół tematu i interpretujesz go na różne sposoby ;)

Dopiero komentarz-spojler pozwolił mi wszystko usystematyzować.

Cóż, pomysł… Fajny jest. Z pewnością wart spisania i jestem też przekonany, że dobrana przez Ciebie forma p a s u j e. Tylko właśnie – może gdybym czytał to na jakichś dragach, które zwiększają percepcję, byłbym bardziej zadowolony ;D

Na stempel jakości opowiadanie z pewnością zapracowało, bo w swej kategorii to mocny kawałek tekstu, ale niekoniecznie na countowy stempel ;P

 

To by było na tyle, Pani z Głuszy, osnowę świata swym cieniem prująca. A na zakończenie drobnostka, którą to Count okiem swym, niezrównanym na polowaniach wszelakich, przyuważył:

– Zaczniijmy wreszcie.

Iiiiiiii, Nazulko! Iiiii z górki! ;D

"Piwo usypia pamięć, brandy budzi ją z drętwoty, najlepsze jest wino na serca tęsknoty!"

Podobało mi się do pewnego momentu. Chwili gdy działo się ciut więcej niż tylko sama rozmowa. Najbardziej zaciekawił mnie fragment o wysysaniu dusz. Wydaje mi się, że później opowiadanie nieco siadło. Przeczytałam bez przykrości, ale też odczuwam niedosyt. Muszę zgodzić się z Rogerem, że przydałoby się ciut więcej dynamiki.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Lenah, żebym ja umiała takie komentarze pisać :P Już pod wieloma opowiadaniami zauważyłam (niezależnie czy chwalisz, czy ganisz), że bardzo uważnie czytasz tekst. Mnie czasem różne konwenanse umykają, chociaż staram się jak mogę, żeby nawet jak czytam szybko, wciągnąć się i kupić świat przedstawiony. Dzięki za uwagę, że zabrakło miejsca na refleksję odbiorcy – chyba jeszcze nikt mi czegoś podobnego nie napisał, a jest to całkiem trafne i mi się zdarza. Jestem niezmiernie wdzięczna za esencjonalny komentarz :)

 

Sojuszniku, twoje odczucia są jak najbardziej zrozumiałe. To nie jest jasny tekst, w dodatku niezamierzenie utrudniłam go formami – owym “nie widzę nie słyszę”, trzema różnymi narracjami i tak dalej. Ale cieszę się, że lektura całkiem bezowocna nie była ;) Co do motywu, to całkiem zabawne, ale kompletnie nieświadomie powtarzam te same modele, w które najwyraźniej wierzę, niezależnie od rodzaju fantastyki, którą wybieram – cykliczność i takie deistyczne zaprogramowanie świata. Zwróciłam na to uwagę niedawno, a teraz jeszcze ty mi to uwypukliłeś. Dziękuję ci pięknie za odwiedziny i wyłapanie literówki.

 

Morgiano, jestem naprawdę pełna podziwu, że czytasz moje opowiadania, stare, nowe, to bardzo sympatyczne :) Mam całą listę użytkowników, których chciałabym poczytać, a tu nigdy czasu nie ma.  Przyjmuję z pokorą po raz kolejny, że brakuje dynamiki. Dziękuję, że mnie odwiedziłaś i przepraszam, że odwiedziny zostawiły niedosyt.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Naz, wpadłaś w mój dyżur! ;D A tak na serio, ja po prostu staram się czytać te lepsze opowiadania. Zaglądając do sprawdzonych nicków, zazwyczaj je dostaję, także możesz na mnie w przyszłości liczyć. ;) Wszystko zależy jeszcze czy czas mi na to pozwoli… :(

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

A, faktycznie, razem mamy dyżur :P Lubię w piątek wrzucić, nie ma to jak swoje opowiadanie dopisać do dyżurowego procentu… (nie wiem, czy powinnam pisać o tym “na głos”) ;)

Lepsze opowiadania, uuu, chyba będę, jak to gary rzecze, pompować ego… ;)

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Ooo, to mi niezmiernie miło :)) I jak tu nie pompować ego, kiedy takie rzeczy się słyszy :D

Nie wiem sam, co mi się marzy, jaka z gwiazd nade mną świeci - J.Kaczmarski

Rzecz napisana w sposób, który zupełnie do mnie trafił. Mogę starać się docenić umiejętność budowania pięknych zdań, ale kiedy ich mnogość sprawia, że uroda pierwszych ginie w natłoku następnych, równie ślicznych, wtedy kolejne zdają się już coraz mniej zrozumiałe, a ja zupełnie tracę ochotę na szukanie wśród nich sensu czytanego opowiadania. :(

 

Za­wsze trze­ba stwo­rzyć sobie wroga i musi być on od­po­wied­nio upo­sa­żo­ny, by było z kim wal­czyć. – Dlaczego wróg, by można z nim walczyć, musi dobrze zarabiać?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Reg, Twój komentarz przypomina oksymoron. Nie zawieruszyło Ci się gdzieś jakieś przeczenie? ;)

A pokażesz palcem? Bo mam wrażenie, że napisałam to, co chciałam napisać. ;)

 

edycja

Już nie trudź palca. Pierwsze zdanie, oczywiście, powinno brzmieć: Rzecz na­pi­sa­na w spo­sób, który zu­peł­nie do mnie nie tra­fił.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

No mówisz, że zupełnie do Ciebie trafił, a z każdego kolejnego zdania wynika, że chyba jednak jest na odwrót. :D

Dzięki, MrBrightside! ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Reg, rozumiem, i tak jak przy opinii Finkli, twojej także się nie dziwię. A co do wroga, to chyba pytanie brzmi, dlaczego musi być ubezpieczony :D (definicja z wiki) Wymyślę zaraz lepsze słowo i zmienię.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Ciemne, krótkie włosy, bujne i lśniące.

To krótkie czy bujne? Kto ten tekst betował, cholera… ;]

ciemność WYBUCHA miliardami gwiazd

ZA KAŻDYM RAZEM będę Ci mówił, że te pojedyncze wyrazy pisane CAPS LOCKIEM  wyglądają pretensjonalnie i tandetnie. NIE przestanę. :D

Reaktory atomowe wybuchają, gdy żywioły wściekle kąsają powierzchnię Ziemi.

Popularny błąd. Współczesny reaktor atomowy pozostawiony na pastwę losu nie wybuchnie, będzie za to przeciekał [vide Czarnobyl, Fukushima]. A co dopiero reaktory przyszłości, raczej się w tej materii nie cofną w rozwoju. Uprzedzając: nie ma żadnej możliwości, żeby taki reaktor eksplodował, nawet jak w niego walnie piorun, bomba atomowa ma zupełnie inną konstrukcję niż elektrownia.

 

Gorzej zapamiętałem ten tekst. :D To znaczy jak czytałem go teraz, to wydał mi się dużo bardziej przejrzysty, niż za czasów betowania go milion lat temu.

Bardzo podoba mi się koncepcja syntezy biologiczno-mechanicznej jako nieodzownego kroku w przód dla rzeczywistości. A to, że staje się to na małą [pojedynczą] skalę przestaje mieć znaczenie, bo tak czy inaczej dla jednej perspektywy, perspektywa pozostanie… jedna. Podoba mi się też przedstawienie procesu “zanikania” Memmy, co za tym idzie jej przekształcenia w bierne procesy. Powolny rozpad świata też na plus.

Jedna rzecz mnie gryzie, aczkolwiek przymykam na nią oko: po co mieliby wyposażać Nieśmiertelniki w funkcję wysysania dusz ludzi? Skąd oni mają taką możliwość, technicznie rzecz biorąc? :D

No nieźle.

Nieśmiertelniki miały już “martwe dusze” (przy produkcji umieszczano w nich “zamrożone” ciała astralne zmarłych), które nie sprawiły, by stały się żywymi, czującymi istotami. Dlatego zjadły te “żywe” dusze.

 

Muszę cię rozczarować, Skoneczny, ale w uszkodzonym reaktorze w Czarnobylu nastąpiła eksplozja PARY WODNEJ :P Stałam dwieście metrów od niego i oglądałam jego model po eksplozji, oglądałam turbiny, które wywaliło w sufit, słuchałam wykładów, oglądałam filmy (w tym oglądałam jeden wykład o tym, że w Czarnobylu w ogóle nie było żadnej katastrofy)… To nie eksplozja ze słupem ognia w niebo, ale to był wybuch w środku. Reaktor był wykorzystywany niezgodnie z przeznaczeniem i uszkodzony, nastąpiło zatrucie ksenonowe, pręty kontrolne i niedoinformowanie pracowników, którzy robili nie to, co trzeba, dopełniły sprawę. Kolejna eksplozja uszkodziła beznadziejny, nieprzepisowy dach reaktora i promieniowanie poszło. A wszystko przez to, że reaktor próbowano nieprzepisowo wyłączyć (bo, to już domniemania, kombinowano z elektrownią, żeby mieć użytek wojskowy).

Zgoda, że reaktory atomowe są bezpieczne – jeśli nieuszkodzone, dobrze obsługiwane i odpowiednio zabezpieczone ;D A więc głupota ludzka może do eksplozji doprowadzić.

 

Dzięki za jeszcze jedną betę i zaszczycenie komentarzem :D

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Nieśmiertelniki miały już “martwe dusze” (przy produkcji umieszczano w nich “zamrożone” ciała astralne zmarłych), które nie sprawiły, by stały się żywymi, czującymi istotami. Dlatego zjadły te “żywe” dusze.

To rozumiem, ale Nieśmiertelniki jako maszyny jakiegoś rodzaju, musiały mieć wgraną funkcję/narzędzia “wysysanie ludzkiej duszy.exe”. Kto i po co je wyposażył w takie coś?

Albo inaczej: skąd Nieśmiertelniki wiedziały jak wysysać ludzkie dusze, skoro nie były do tego bezpośrednio stworzone?

No nieźle.

MrBrightside wstrzelił się w punkt, mógłbym się podpisać pod jego komentarzem obiema rękoma, ale… Właśnie, niektóre zdania są zbyt piękne. Nie pasują mi do konwencji opowiadania.

Akira zazgrzytał zębami i zacisnął pięści, intensywnie przeżywając czuciowe doznania.

Zawieszony w pieczołowicie skrojonej iluzji kosmosu nie możesz oderwać spojrzenia od tych oczu, piękniejszych od czasoprzestrzennych tuneli,

A gdybyś tak napisała całe opowiadanie bardziej rzeczowo, oschle wręcz, a sam moment połączenia i powiedzmy jeden, czy dwa ważne fragmenty w taki poetycki, bardziej melodramatyczny sposób? Myślę, że mogłoby to odnieść silniejsze wrażenie.

Tu taki drobiazg:

Tyle mu zostało. Wyobraźni odnajdywał w sobie ledwie skrawki

Dlaczego synchronizacja miała 101, a nie 100%? Nie załapałem czegoś?

Kunsztu jednak ci nie brak :)

Kilka razy spotkałem się z zarzutem, że nawiązania źródłowe w moich tekstach są zbyt trudne lub zbyt subtelne, ze za dużo wymagam od czytelnika. I z tej perspektywy mam chyba prawo powiedzieć, że Twoje opowiadanie też jest trudne. Aluzje biblijne są widoczne, ale ich interpretacja wymaga skupienia i dobrej woli. Ogólnie mam wrażenie, że zbudowałaś duży świat, pełen ciekawych elementów, intrygujący i dający do myślenia, stawiający ważne pytania, ale nie sprzedałaś go w całości czytelnikowi. Pytanie, czy nie chciałaś dawać wszystkiego, czy jednak źle wybrałaś formułę?

Bo, że nie zawojujesz Zmartwychwstańców, to przecież wiedziałaś ;)

Jeśli chodzi o szczegóły, jestem rozczarowany opisem świata po Dniu Pocałunku. To znaczy rozumiem, że miał być marazm i nicość, ale Ty w tym fragmencie nie opisujesz nicości, tylko prawie nic nie opisujesz. Brakuje scenografii, zwłaszcza w porównaniu z wcześniejszymi partiami tekstu. Jak na 140 lat, to trochę mało. Powtórzę jeszcze raz – chyba rozumiem zamysł stylistyczny, ale mnie nie zachwyca. Zawiesiłem się też nieco w chronologii. Skoro Pocałunki nastąpiły w 2104, Memma wcześniej już była na Wenus, a dusza dla niej była przechowywana przez 200 lat, to znaczy, że cała technologia zamrażania dusz ruszyła przed II wojną światową. Tak miało być?

Opisy bardzo ładne. Wróciłem do np. “Uśmiecha się jak wariat, szczerzy zęby niby rekin. Wszędzie kłębi się szaro-błękitna zawiesina, jak schorowane glony w głębinach oceanu”.

 

Skoneczny, to dobre pytanie. Pisałam z KPiachem artykuł o autonomicznych maszynach (mój wkład finalnie do skutku nie doszedł), gdy tworzyłam to opowiadanie i KPiach napisał mi, że w pewnym momencie kończy się nasza przewidywalność i możliwość programowania, a urządzenia oparte na algorytmach potrafią się uczyć i wytwarzać własną bazę. Byłam przekonana, że determinujemy całkowicie możliwości maszyny, że ona nie może np. popełnić błędu, którego nie przewidzieliśmy, ale tak nie jest.

 

Darconie, gdybym napisała to bardziej oschle, być może rzeczywiście osiągnęłabym efekt, o którym mówisz. Mogło tutaj nastąpić przytłoczenie tekstu przez formę. Cenna obserwacja. Co do 101 procent, ta synchronizacja jest (jak zwykle u mnie) evangelionowa (NG Evangelion), a więc nawiązuje do projektu dopełnienia ludzkości, co kojarzy mi się właśnie z przekroczeniem progu synchronizacji. Wystarczy jeden procent, a już jest to coś całkowicie poza skalą.

Dziękuję za lekturę i komentarz :)

 

Coboldzie, nawet nie wiem, czy chciałabym ich zawojować… ;D Ale temat bardzo mi się podobał.

To jest mój znamienny problem, że buduję duże światy, a w krótkiej formie zdarza się, że nie potrafię odpowiednio zaserwować opowieści w nich osadzonych. Tak jak rozmawialiśmy na piwie, wolę pisać powieści (choć nie wiadomo jeszcze, jak mi wychodzą), a krótkie formy wciąż są dla mnie walką i wyzwaniem. I właśnie dlatego wciąż je piszę – żeby przekraczać swoje słabości. Dlatego twoje uwagi są cenne i przydadzą się, by dalej wbijać sobie do głowy, co trzeba usprawnić.

Co do scenografii, muszę pod tym kątem przeczytać opowiadanie i sprawdzić, w czym rzecz. Podejrzewam, że faktyczne mogło wyjść nierówno.

 

Co do chronologii:

 

O, ta Nieśmiertelna w różowym uniformie, umarła kilka dni przed Memmą. Spotkały się w szpitalu, gdy jeszcze były ludźmi. Po śmierci ich dusze uwięziono w nowym lodzie. Po dwustuletnim udoskonalaniu technologii klonowania oddano je maszynom. Ludzkość próbowała stworzyć nową rasę na własnych trupach. Na duchach martwych.

Nie ma tutaj wskazania, że po tym, jak uwięziono ich dusze, trwało dwustuletnie udoskonalanie. Te ich dusze być może skuto pod koniec prac technologicznych, a napisałam tutaj o tym dwustuletnim okresie, przemycając info, ile to ogólnie trwało. Zapewne nie zrobiłam tego najzręczniej. Klonowaniem (w biologii) zajmujemy się od lat trzydziestych, tworzeniem robotów być może od setek lat przed naszą erą (Archytas), kwestia nieśmiertelności nurtuje nas od zawsze, i tak syntezując sobie różne rzeczy umieściłam początki tej technologii gdzieś w dojrzałej rewolucji przemysłowej (dobrze mi wychodzi liczenie? xD).

Przybiłeś Bibliotekę? :) Dziękuję za lekturę!

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Jeśli chodzi o chronologię, to jest zrozumiałe, że dwieście lat trwały prace nad technologią a nie uwięzienie dusz. Chciałem się tylko upewnić, czy początek badań świadomie umieściłaś na przełomie XIX i XXw i czy nie oznacza to, że rzeczywistość, w której dzieje się ta historia, jest alternatywna w stosunku do naszego świata.

Nie chciałaś zawojować organizatorów konkursu? A to co innego. Bo widzisz, jeżeli konkurs odbywa się pod hasłem “W poszukiwaniu fantastyki katolickiej”, a Ty wykorzystujesz symbole i motywy religijne i świadomie, jak piszesz, “odwracasz” znaczenie niektórych, to trudno się dziwić Ojcom Zmartwychwstańcom, że podeszli do tego tekstu bez entuzjazmu. OK, Twoje odwrócenie nie jest negacją, ale mimo wszystko to człowiek jest tutaj Kreatorem i doznaje miłosierdzia od swojej kreacji. To się raczej w doktrynie Kościoła Katolickiego nie mieści. Nie czytałem innych opowiadań konkursowych, ale podejrzewam, że teksty bez choćby idei Boga nie były tym, o co organizatorom chodziło.

Pozdrawiam, choć nie ja kliknąłem ostatnią bibliotekę.

W jury był pan Pilipiuk i bodajże profesor związany z filologią polską/literaturą (poza panem wikariuszem z Towarzystwa). I dojdź tu teraz, o co będzie chodzić wikariuszowi, profesorowi i fantaście :D Ano, ram się nie trzymałam, myślę że trafnie zdiagnozowałeś fabularny mankament – odwrócenie zamiast uwypuklenia. Nie byłam nawet pewna, czy tekst wysyłać, ale jak już westchnęłam i wysłałam, dostałam bardzo miłą odpowiedź, że Towarzystwo cieszy się z zainteresowania ich “małym konkursem”. No to ja też się cieszę, nawet jak nie wykonałam zadania tak, jak było trzeba. Nie pierwszy i nie ostatni raz.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Enazet, jak zwykle czyta się. Ale gdybyś się nie podpisała, nie zgadłbym, że to Twój tekst.

Opis procesu zamieszkiwania Akiry w Memmie poetycki, ale trochę przy tym mglisty, jakby nietwój. Jest w nim dużo sensualności i dwuznaczności.

 

Jakaś pani próbuje wyrwać z rąk pana-ryby niemowlę, ale łapię ją inny i tak brzydko całuje, a ten trzymający dzieciątko otwiera szeroko usta i obejmuję nimi całą maleńką twarz.

– jeśli dobrze rozumiem sens zdania powinno być: łapie ją inny i (…) obejmuje

 

Niespodziewany atak nieśmiertelników oczami małego Akiry b. fajnie napisany. Zbudowałaś napięcie począwszy od sielanki niemal, na jakimś chorym koszmarze kończąc. Gratulacje, pewnie tak chciałaś ;)

 

Oprócz tego, że liczba 40 w Biblii ma swoją symbolikę (główne nawiązania to: 40 dni postu Jezusa, 40 lat wędrówki narodu Żydowskiego po pustyni), to mają ją też inne liczby. Nie tylko 3 (główne znaczenie to Trójca Święta) i 7 (stworzenie świata), ale np. 144 (jako 12 tuzinów symbolizuje cały naród Izraela, jako że pochodzi on z 12 plemion) a dziś często odnoszona jest nawet do Kościoła w całości.

Dodając więc sto do czterdziestu (140 lat postu Akiry od doznań zmysłowych) moim zdaniem rozmywasz nieco swój przekaz.

 

Myślę, że głęboko w tekście rozważasz gdzie kończy się materia, a zaczyna duch. Dusza zawsze dla mnie oznaczała świat niematerialny, a umysł, to osobowość i wszystko to, czym – jak twierdzi wielu współczesnych naukowców – jest człowiek: materią szarych komórek zamkniętą w mózgu.

Opisujesz przeniesienie duszy jako coś głębszego niż zgranie zawartości mózgu na dysk twardy, dlatego musiałaś nieśmiertelnikom nadać cechy inne, niż zwyklibyśmy nadawać maszynom. Zrobiłaś z nich zombiaków, którzy mogliby się żywić czymś tak esencjonalnie duchowym jak dusza. Wszystko dzieje się niby na kanwie postępu technogicznego, ale nie może to być przecież zgranie zawartości mózgownicy bit po bicie, inaczej nie pisałabyś o duszy, tylko o neuronach. I w ten sposób zadajesz trudne pytanie, na które oczywiście nie udzielasz łatwej odpowiedzi (i chwała Ci za to).

Na końcu następuje twist – maszyna okazuje się być miłosierna.

Miłosierdzie jednak wiąże się z wyborem, a w przypadku maszyn nie widziałem go zbyt wiele. I dlatego dość doskwiera mi ta końcówka, bo jeśli nieśmiertelniki miały jakąś wizję przyszłości bez całego tego poświęcania siebie, to jeszcze byłbym w stanie to łyknąć. Wykazałaś moim zdaniem jednak, że miłosierdzie tworzywa wobec twórcy nie jest możliwe.

 

Odniesienia do wiary chrześcijańskiej uważam za zbyt odległe, by uznać je za biblijne.

To tak jakby powiedzieć, że trzecia część Matrixa jest oparta ba Biblii, bo Neo poświęcił się dla ludzkości i został niemal ukrzyżowany na przewodach, dał się pokonać agentowi Smithowi, a zarazem zwyciężył, bo osiągnął to, co zamierzał, a jego utrata wzroku była równie biblijna co trzydniowa utrata wzroku przez Pawła apostoła. Jakaś tam symbolika jest, ale myślę, że tytuł konkursu zobowiązuje do czegoś więcej.

Nie sposób też pominąć fundamentu chrześcijaństwa, tzn. Jezus jest synem Boga i został ukrzyżowany za nasze grzechy. Twoja "odwrócona" historia mówi, że grzechem ludzi jest stworzenie i porzucenie maszyny (jeśli to dobrze rozumiem), a maszyny, jako stworzenia, zazdroszczą życia (ducha) ludziom, a potem przebaczają (o miłosierdziu bym tu nie mówił) i poświęcają się (w zasadzie nie mając alternatywy wobec tym, czym są – pustymi skorupami). Tak zakręcone, że aż niemożliwe :) ale rozumiem Twoją inspirację. Fundament wiary chrześcijańskiej mówi natomiast: Bóg posłał swojego umiłowanego Syna na kaźnie i okazał tym swoje miłosierdzie, bo mógł tego nie robić i nic by nie stracił.

Natomiast sam tytuł opowiadania, niezależnie od tytułu konkursu, bardzo pasuje, jest przewrotny i nawiązuje do poczynionego przez Judasza wobec swojego Nauczyciela gestu, któremu nadałaś inne znaczenie. Tak jak nadałaś inne znaczenie stoczterdziestoletniemu postowi od zmysłów oraz inne znaczenie poświęcenia, jakie poczyniły maszyny względem istot ludzkich.

Same te pomysły bardzo podobają mi się same w sobie, są głębokie i dość przemyślane, dlatego tekst odbieram pozytywnie.

Przed warsztatem i sposobem, w jaki przedstawiasz swoje pomysły, jak zwykle, chylę czoła.

Wszystkie moje "ale" są b. subiektywne i przypuszczam, że dla wielu ludzi mogą być niezrozumiałe. Myślę jednak, że warto próbować ja komunikować ;) a na ile znam Twoją prozę i poglądy wiem, że może nawet coś wybierzesz wartościowego dla siebie z tej mojej paplaniny.

 

Scena z małym Akirą przejmująca. +++

Nowa Fantastyka
Patronujemy