- Opowiadanie: cobold - Nasza jest noc, czyli Pierwsza Koniunkcja Brajana

Nasza jest noc, czyli Pierwsza Koniunkcja Brajana

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Nasza jest noc, czyli Pierwsza Koniunkcja Brajana

– Tak jest, panowie! Ta noc należy do nas! – wystękał Seba, wspinając się na wzgórze.

Kłentinowi aż opadła szczęka. Nie powinien się tak dziwić, atmosfera chwili oddziaływała nawet na największego prostaka w naszej grupie. Ktoś jednak musiał zachować zimną krew. Tym kimś byłem zwykle ja. Skupiłem myśli i przeskanowałem widoczny w dole krajobraz.

– Brajan, jaką mamy strategię? – zapytał zziajany Seba. Wciąż bez jednego przekleństwa.

– Strategia jest taka, że dzisiaj wszyscy zaliczamy swój pierwszy raz! – odparłem.

– No to, kutwa, wiem. Ale jaką mamy taktykę? – Pomimo lat wojskowego wychowania, Sebie wciąż myliły się podstawowe pojęcia.

– Tam – wskazałem ręką na odległy zagajnik – jest nasz cel.

Kłentin westchnął głęboko, Seba nerwowo splunął pod giry. Widoczna w podczerwieni kępa drzew aż kipiała obietnicą.

Kreśliłem w powietrzu szkic sytuacyjny:

– Z uwagi na wynikłe opóźnienie, natarcie poprowadzimy po linii prostej, lekko tylko omijając wiejskie zabudowania. A tak na wszelki wypadek umówmy się, że tam – wskazałem na połyskujące w świetle księżyca jeziorko – tam będzie nasza Z Góry Upatrzona Pozycja.

– Po co? – Seba, jak zwykle, nie zrozumiał.

– To jest pozycja, w kierunku której będziemy spieprzać w podskokach, jeśli miejscowi wypuszczą psy.

 

 

Pięknie musieliśmy wyglądać, tak spieprzając w podskokach, w blasku księżyca. Szkoda, że dziewczyny nie mogły tego widzieć. Szarawary łopotały nam na wietrze, a akselbanty krzesały srebrne iskry. Rozpierała nas kawalerska fantazja.

– Zie-mia-nie! Pe-da-ły! – wrzeszczał Seba w stronę ścigających nas burków.

– Ucisz się! Tylko ich rozjuszysz – syknąłem.

– Dlaczego, przecież i tak nic nie rozumieją – zauważył przytomnie Kłentin.

Dopadliśmy do jeziorka i zanurzyliśmy się pod powierzchnię. Woda była okropna – wściekle zimna i lepka, dawała nam jednak pewną przewagę – psy nie potrafiły długo wytrzymać bez powietrza.

Księżyc przechylił się już w stronę horyzontu, kiedy ostatni kundel zrezygnował z pilnowania brzegu jeziorka. Szczękając zębami, wyłoniliśmy się wreszcie spod tafli wody.

 Trzeba przyznać, że straciliśmy sporo z naszego młodzieńczego wdzięku. Mokre epolety zwisały smętnie, poprzetykane wodorostami bandoliery ociekały wodą. W ładownicy przy pendencie Seby chlupotała jakaś ryba. Nie było czasu na porządną toaletę. Pozostawało liczyć na urok osobisty i łaskawość nocy. Oraz na determinację potencjalnych partnerek. Ich zegar biologiczny też tykał coraz szybciej.

– Kłentin, opowiedz coś o dziewczynach, tak po swojemu, dla podniesienia morale – poprosiłem, wciąż trzęsąc się z zimna.

– One tam są, wiedzione odwiecznym zewem natury, czekają na nas. Kołyszą zalotnie swoimi kibiciami, a ich gorące łona prężą się niecierpliwie…

– Ogrzeją nas tymi łonami? – zadał praktyczne pytanie Seba.

– O ile ich nie spłoszymy. Trzeba podejść, tak łagodnie, ale zarazem w sposób zdecydowany, i zagadać: „Cześć, Andżela”…

– Dlaczego akurat „Andżela”?

– One wszystkie mają na imię Andżela. Jak się któraś zapyta, skąd znasz jej imię, to trzeba odpowiedzieć: „Bo wyglądasz jak anioł”. Wiecie, taka subtelna gra słów.

Seba sięgnął za ryngraf na piersi i wyjął płaską manierkę. Odkorkował szyjkę, w powietrzu rozszedł się znajomy zapach siarkowodoru.

– To co, panowie, na odwagę?

 

 

Tuż przed zagajnikiem rozdzieliliśmy się. To była saperska robota. A wolałbym nie być w pobliżu, kiedy Seba zdetonuje jakąś minę.

Dziewczyny pasły się na polanie. W niemym zachwycie obserwowałem ich fascynującą anatomię. Trzeba przyznać, że miały na czym siedzieć. I spoczywać. I sadowić się. I mościć. I wiertolić. I kokosić. No, dużo tych członów miały.

Kierowany nieomylnym instynktem, podszedłem do najdorodniejszej. Tworzylibyśmy razem piękną parę. Dymorfizm płciowy w pełnej krasie.

– Cześć, Andżela! – zagaiłem.

Odwróciła powoli głowę, z pyska wystawały jej resztki jakiejś zieleniny. Zatrzepotała kilkoma rzędami rzęs.

– Żorżetta jestem – zamruczała zmysłowo.

Uruchomiłem wewnętrzny słownik i gorączkowo poszukiwałem jakiejś zgrabnej metafory. Żorżetta, żorżeta… Co to, do cholery, jest ta żorżeta?

– Faktycznie, mogłabyś cały świat przesłonić… – wypaliłem.

Chyba nie zrozumiała subtelnej gry słów. Ostatnie, co pamiętam, to szybko zbliżający się, wycelowany w moją głowę, kibić. A może był to gorący łon?

 

 

Wracaliśmy, wlokąc ze sobą brzemię hańby. Wystarczył jeden rzut oka na Sebę i nie musiałem o nic pytać. Szamerunki w strzępach, podarte rajtuzy z potrójnymi lampasami, wszystkie oczy podbite. Na Kłentina wolałem nawet nie patrzeć. Jak takie pierdołowate chuchro mogło stawić czoła żywiołowi kobiecości?

Słyszeliśmy z tyłu dźwięk odpalanych silników. Dziewczyny wracały do domu. Po chwili, na niebie wykwitły smugi kondensacji. Śledziliśmy je wzrokiem, dopóki statki nie oddaliły się na bezpieczną odległość. Mimo wszystko odetchnęliśmy z ulgą.

Seba postanowił wyładować się na Kłentinie.

– Z czego się tak cieszysz, idioto?! I co tam chowasz za plecami?

– Bo ja… skradłem dziewczynie całusa! – zachichotał nerwowo Kłentin.

– Jak to?! – Nie wierzyliśmy własnym uszom.

– No normalnie, moja Andżela odwróciła się na chwilę, a ja wtedy – cap! I uciekłem…

– Opowiadasz! Weź pokaż!

– Nie no, panowie. To są w końcu, że tak powiem, intymne sprawy – obruszył się Kłentin.

Znaczy, straciliśmy kumpla. Cichy metan…

Powoli wlekliśmy się w kierunku rakiety. Żaby rechotały nad stawem, w lesie ryczał jakiś łoś, czy inny jeleń. Stada świetlików krążyły w powietrzu, w swoim obłąkanym tańcu miłości. Coś tam klaskało za borem.

– Pieprzona planeta, pieprzonych zboczeńców! – celnie podsumował Seba.

Nie wiem, czy mi się wydawało, czy rzeczywiście w jego głosie pobrzmiewała nuta zazdrości. Bo, jak się tak dobrze zastanowić, to że mężczyźni są z Marsa, a kobiety z Wenus, nie jest zbyt praktycznym rozwiązaniem.

Koniec

Komentarze

Przeczytałem i przyznaję, uśmiałem się.

Padłem dwa razy. Raz przy imieniu Kłentin (opadła mi szczęka wraz z nim), a drugi kiedy narrator raczył zauwazyć, że dziewczyny “pasły się na polanie”. 

Super tekst, daję mu 5 z czystym sumieniem bo naprawdę poprawił mi humor. 

Witaj!

Zamaluj kwadrat przy prawidłowej odpowiedzi.

Opowiadanie jest:

■ Przeczytane

□ Nieprzeczytane

Pozdrawiam!

* + Wiktor 1.07.2016 "A kiedy przyjdzie nam się spotkać to poznamy się po oczach."

Świetne! Na poprawę humoru w zimny, zmęczony i wymęczony czwartek.

F.S.

Jestem tu nowy, dlatego proszę o iluminację. Wyjaśnijcie mi proszę, co mają znaczyć wpisy w stylu: 

Zamaluj kwadrat przy prawidłowej odpowiedzi.

Opowiadanie jest:

■ Przeczytane

□ Nieprzeczytane

Albo: przeczytałem.

Nie znam tutejszych zwyczajów , czy też slangu (jeżeli tak to można nazwać). Nie wiem, czy tego typu wpisy mają być pewnego rodzaju przekazem dla autora danego tekstu (ironią, drwiną, pochwałą)? Może brak mi na tyle elokwencji, inteligencji, czy wdrożenia w temat, aby to jednoznacznie rozszyfrować? Nie wiem.

P.S. Pytanie jest jak najbardziej poważne.

Pozdrawiam serdecznie

Konia urodziwego więcej do powinności głaskaniem przywiedziesz niż biciem.

To znaczy, ze juror przeczytal a nie komentuje teraz tylko po zakonczeniu konkursu. A opowiadanie dobre :) Cobold w formie. Puenta w punkt i nieoczywista, pasace sie dziewczyny – mistrzostwo :)

Ja w takim razie nie chcę być z Wenus, wolę… sama nie wiem, co wolę.

Zabawne.

Czy masz czternastoletniego syna Jakuba?

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

On ci to!

smiley czyli niedaleko pada jabłko od jabłoni!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bellatrix, dziękuję bardzo za wyjaśnienie! W życiu sam bym na to nie wpadł. 

Konia urodziwego więcej do powinności głaskaniem przywiedziesz niż biciem.

Żorżeta… smukła jak rakieta :)

Zgrabny szorciak, uśmiałem się.

Powodzenia w konkursie :)

Świetne. Kłentin mnie kupił :D. I Andżele! Oraz humor, akcja i wykonanie.

 

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Ostatnie, co pamiętam, to szybko zbliżający się, wycelowany w moją głowę, kibić. A może był to gorący łon? – parsknęłam śmiechem :D

Śmieszny tekst, świetna puenta. Bardzo mi się podobało.

Tekst zabawny podobał mi się. Nie wpadł bym, żeby manierkę za ryngrafem trzymać. Miejsce orginalne ale nie wiem czy komfortowe

Pozwolę sobie skomentować, układając matematyczne równanie:

Klika zabawnych fragmentów (właśnie – prawdziwie ZABAWNYCH, a nie próbujących być zabawnymi) + pomysł niczego sobie + fajne zakończenie + dobrze dobrany język opowieści = przyjemnie spędzona chwila przy tekście.

Dodam jeszcze, że jak tak dalej pójdzie, będę musiał czytać Twoje teksty ze słownikiem ;) Brajan ma chyba bardziej bogaty “wewnętrzny słownik” ode mnie.

Bardzo ładnie napisane, czytało się przyjemnie. Pomysł rewelacyjny – niby oczywisty patrząc na temat, ale wykonanie świetne. Parę razy się roześmiałem, a sama sytuacja tak przyjemnie prawdziwa :) Podsumowując: pełna satysfakcja z lektury! :)

Since the days of Dying Earth...

Przeczytałem :)

Nie pośmiałam się. Wiadomo, przy takich tematach mam muchy w nosie ;D Może też dlatego, że ostatnio poczyniłam drobny wpis filozoficzny o tytule: “Mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus jako empiryczny dowód na wessanie przez czarną dziurę”.

Że dobrze napisane, podkreślać nie będę, bo co to dla ciebie dobrze coś napisać?

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Dziękuję bardzo. Fajnie, że się Wam podobało, bo to moja pierwsza wycieczka w stronę tego typu tekstu.

“jak tak dalej pójdzie, będę musiał czytać Twoje teksty ze słownikiem” –  tak sobie właśnie wymyśliłem, żeby wzbogacić opowiadanie jakimś elementem dydaktycznym, ubrałem bohaterów w mundury armii Księstwa Warszawskiego (choć nie dam sobie głowy uciąć, że część tych słów nie oznacza elementów anatomii Brajana i spółki).

“Nie pośmiałam się. Wiadomo, przy takich tematach mam muchy w nosie” – ależ enazet, ja przecież właśnie dokonuję gruntownej dekompozycji schematu, poprzez jego ośmieszenie! Zwracam również uwagę na silnego bohatera kobiecego. Najsilniejszego.

 

 

Sympatyczne i sprawnie napisana opowieść.

Tylko – czemu akurat na Ziemi? I drugie – czemu bohaterowie w akselbantach, galonach, z pendentami,  ładownicami i całym wojskowym sztafażem? No i cel pobytu, przynajmniej w pierwszej części, nie do końca jest jasny. 

No, ale cóż – konwencja humoreski ma swoje prawa.

Pozdrówka.

Żorżetta rozbiła bank. Tekst rozbił bank. Fajnie, że coraz więcej tekstów z zacięciem humorystycznym się tutaj pojawia.

Czaszka mówi: klak, klak, klak!

czemu akurat na Ziemi? – bo wpół drogi. Tekst próbuje udzielić odpowiedzi, czego tak naprawdę Obcy szukają na naszej planecie. Niczego, jesteśmy tanim hotelem na godziny.

czemu bohaterowie w akselbantach, galonach, z pendentami,  ładownicami i całym wojskowym sztafażem – bo taki właśnie sztafaż kojarzy się z Marsem.

No i cel pobytu, przynajmniej w pierwszej części, nie do końca jest jasny – inaczej nie byłoby zabawy na końcu ;-)

Pozdrawiam również.

Uśmiechnęło się :D Przy Kłentinie to żaden Brajan czy Seba nie będzie wystarczającą atrakcją ;)

 

– To jest pozycja, w kierunku której będziemy spieprzać w podskokach, jeśli miejscowi wypuszczą psy.

 

 

Pięknie musieliśmy wyglądać, tak spieprzając w podskokach, w blasku księżyca.

 

:D

"ubrałem bohaterów w mundury armii Księstwa Warszawskiego" sorki, że się czepiam ale lubię historie i coś mi nie pasuje ;) żołnierzy księstwa Warszawskiego nie nosili ryngrafów("Seba sięgnął za ryngraf na piersi"), no jak już to konfederaci barscy, husaria i niektórzy żołnierze wyklęci. Taka luźna uwaga ode mnie.

coboldzie, wiesz jak to jest, “babie nie dogodzisz”… :P

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Lekkie, zabawne, z domieszką nienachalnego absurdu – bardzo miła lektura :-)

Co do umundurowania bohaterów – też nie do końca wiem, czemu akurat ta a nie inna epoka – wszak z Marsem może kojarzyć się jakikolwiek militarny styl – od mieczy z brązu po miotacze promieni śmierci. Właściwie może nawet lepiej byłoby dla ogólnego elementu zaskoczenia, gdyby Kłentin i reszta ubrani byli we współczesne mundury. Prawie do końca można byłoby mniemać, że to jacyś młodociani militaryści, albo miłośnicy paintballu… A może i lepiej jest, jak jest. Więcej absurdu dzięki temu :-)

Ja właśnie dokonuję gruntownej dekompozycji schematu, poprzez jego osmieszenie…

Tak?

Znaczy – mężczyźni – zmilitaryzowani, rześcy, aktywni, przedsiębiorczy  (choć idioci), natomiast kobiety – wielkie, apatyczne krowy, memłające trawę i biernie czekające na wyrwanie…

I dziwić się, że Naz pisze, iż ma muchy w nosie…  ;-)

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Znaczy – mężczyźni – zmilitaryzowani, rześcy, aktywni, przedsiębiorczy  (choć idioci), natomiast kobiety – wielkie, apatyczne krowy, memłające trawę i biernie czekające na wyrwanie – tylko, że to nie są ziemscy mężczyźni i kobiety. I z ich punktu widzenia, my Ziemianie to…

 

Epoka taka a nie inna, bo po prostu podobały mi się te słowa. I do tego uznałem, że mogą równie dobrze oznaczać jakieś trzeciorzędowe, anatomiczne  cechy płciowe bohaterów ;-)

 

Kłentin niestety oparty na faktach…

Ha, dobre to, o trzeciorzędowych, anatomicznych cechach płciowych! :-)

Byliby to mężczyźni doskonali – anatomicznie przystosowani do ukrywania piersìówki ;-)

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

To znaczy –  tak w ogóle, chłopaki nosili na sobie oprzyrządowanie z różnistych epok ziemskich. Fakt, głównie tak z czasów przednapoleońskich, napoleońskich i postnapoleońskich. Ryngraf jest znacznie wcześniejszy. 

Ale, jeżeli już, to nie bandolier, tylko bandolet. Też znacznie wcześniejszy, i tutaj w znaczeniu pasa na ładownicę albo ładunki, ewentualnie przewieszanego przez ramię pasa do broni białej, a nie krótkiego muszkietu, używanego przez dragonów, w czasach Kmicica takoż.

Chyba jednak w znaczeniu pasa na ładunki, bo chłopcy mieli też pendenty. Było co dźwigać…

Pozdrówka. 

Zabawne, podobało mi się :)

Dziękuję za zaproszenie, Coboldzie, wrażenia z tekstu tym razem dużo lepsze wręcz zaje…fajne. ;)

Przyjemny humor i lekki tekścik, tak na poprawę humoru.

 

Kłentin mnie kupił od samego początku. <3 ;)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

thargone <3

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Całkiem śmieszne :) 

Precz z sygnaturkami.

“Widoczna w podczerwieni kępa drzew, aż kipiała obietnicą.“ – Raz, że bez przecinka, dwa, że jakoś zgrzyta mi liczba pojedyncza – ta jedna, kipiąca obietnica…

 

“A tak na wszelki wypadek, umówmy się“ – Tu też bym nie dawała przecinka ;)

 

“Księżyc przechylił się już w stronę horyzontu“ – przechylił?

 

“– Jak to?! – nie wierzyliśmy własnym uszom.“ – Wydaje mi się, że “nie wierzyliśmy własnym uszom.“ raczej trudno uznać za naturalną kontynuację dialogu, to osobne zdanie – a co za tym idzie, powinno zaczynać się wielką literą.

 

Hm, co do “unoszenia się honorem” też mam wątpliwości…

 

Niemniej jest to bardzo sympatyczna, miła opowiastka ; ) Klikałabym, gdyby jeszcze było w co.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Przeczytałem, rozbawiło mnie. Masz bujny, ciekawy styl. Powodzenia!

Konia urodziwego więcej do powinności głaskaniem przywiedziesz niż biciem.

Zgadzam się – humor nienachalny i całkiem wysokiej próby. Ja bym tak nie potrafił ;―D

Ubawiły mnie Andżele, Żorżetty, słownictwo oraz wplecenie pewnej doniosłości, patosu, do prostej przecież fabuły. Tak się powinno pisać szorty, Coboldzie drogi :―D

Jeśli miałbym wskazać jakieś słabości, to… uznałbym za takie kolejne zalety tekstu – prostotę i lekkość. Sprawiają one, że szort jest bardzo dobry i potrafi umilić chwilę, ale nie jest wyjątkowy. Hmm… jest świetnym zawodnikiem wagi ciężkiej, ale w superciężkiej raczej nie ma startu, że tak to obrazowo ujmę ;―)

 

Niemniej, znak jakości od Counta byłby duży i ze szczerego srebra :―)

"Piwo usypia pamięć, brandy budzi ją z drętwoty, najlepsze jest wino na serca tęsknoty!"

RogerZielonooki – uwagi z historii umundurowania bardzo ciekawe. Na Wikipedii coś tam było o bandolierach i ryngrafach, ale Waszej wiedzy ufam bardziej. Jeśli będę o tym pisał kiedyś na poważnie, nie omieszkam zapytać. Sami jednak przyznacie, że wprowadzanie teraz poprawek do tego tekstu byłoby nieco groteskowe…

Morgiano – polecam się na przyszłość.

Koniu – miło, że zarżałeś, znaczy – zajrzałeś.

Jose – Dzięki!. Kępa kipiała jedną obietnicą, bo chłopakom tylko jedno w głowie ;-)

Count – tekst jest, w zamierzeniu, wagi zdecydowanie lekkośredniopółkoguciej. I coś chyba kłamiesz, bo nos Ci rośnie (chyba, że to nie nos) ;-)

Oczywiście, że nie ma co zmieniać. Doroszewski podaje znaczenie zarówno wyrazu bandolet, jak i wyrazu bandolier. W sumie podobne, chociaż wyraz bandolet ma szersze znaczenie.

Szkoda, że chłopaki nie mieli na ramionach mundurów szewronów. Dużo by ich pewnie nie było, ale zawsze jedną, dwie naszywki mogliby z dumą prezentować. 

Ciekawy wyraz. Link → http://doroszewski.pwn.pl/haslo/szewron/

Pozdrówka.

Świetne opowiadanie, przyjemnie absurdalne.

Piotr Czestkowski

Teraz się zmieniać nie opłaca :).

Tylko taką uwagę dałem bo się uczyłem o tym okresie przez pięć miesięcy. Nie jest to jakiś straszny błąd ryngrafy nosiło się z 40 lat wcześniej więce je jest to jakoś bardzo odległe. A zważając na styl tego opowiadania (humor i absurd) to można przymknąć oko na to.

Przeczytawszy.

Babska logika rządzi!

Poza tą jedną literóweczką nie mam się do czego przyczepić.

Przeczytałam z ogromnym zadowoleniem, rozbawiona treścią i wprowadzona w świetny nastrój tym, co rozweseliło także wcześniej komentujących. ;D

 

W ła­dow­ni­cy przy pen­dan­cie Seby chlu­po­ta­ła jakaś ryba.W ła­dow­ni­cy przy pen­dencie Seby chlu­po­ta­ła jakaś ryba.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

To ja się bardzo cieszę!

Literóweczka poprawiona, uwzględniłem też część uwag Jose.

Najbardziej chyba podoba mi się finezja, z jaką prowadzisz temat, który bywa przedstawiany topornie, ordynarnie i ogólnie bywa nadużywany. Dużo jest w Twoim tekście dwuznaczności i niedopowiedzeń, czyli tak jak powinno być.

“Ryngraf” sprawdzałem na wikipedii. Ogólnie te wszystkie epolety i bandoliery to dość dobre rekwizyty opisujące męskie wyobrażenie tego, co kobiety powinny podziwiać w płci przeciwnej.

Poza tym poziom Twojego pisania jest dla mnie imponujący. Satyra wielce udana.

 

Dzięki, Nimrod. Cieszę się tym bardziej, że jak widzę, to już drugie moje opowiadanie, którego lektura sprawiła Ci przyjemność.

Poczułem się jakbym czytał Pilipiuka a nie jestem fanem tego brodatego pana.

Pilipiuk? Pilipiuk… To ten, co go wszyscy krytykują, a w skrytości ducha zazdroszczą komercyjnego sukcesu?

Dobre! Imiona świetne, szczególnie Kłentin i Żorżetta. Pomysł też interesujący, być może wyjaśnia dotąd niewyjaśnione tajemnice (świntuchy z tych kosmitów!). Czytało się szybko, a i się uśmiechnęło solidnie :)

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Humor pierwsza klasa (Żorżetta <3 tutaj aż parsknąłem), wykonanie świetne, a i puenta lekka i bardzo celna. Napisałbym, że to kawał dobrego tekstu, ale z racji jego długości, napiszę tylko, że to kawałeczek dobrego tekstu. ;)

Chapeau bas, Coboldzie.

Nowa Fantastyka
Patronujemy