- Opowiadanie: Yatzeck - Bajarz

Bajarz

Umiejętność opowiadania przyciągała od zawsze, przyciąga teraz i będzie przyciągała w przyszłości. Wiem jak było i niestety wiemy jak jest...

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Bajarz

– Widziałem… Widziałem rzeczy, które na próżno opisywać… Nikt nie zrozumie, co czułem siedząc w krzakach, w grozie, zlany zimnym potem. Hm, nigdy nie bałem się nocy. Nawet lubiłem wędrować nocą… Ale wtedy…

– Napij się.

– O dziękuję… Dobre to wino.

– Niedużo go zostało, ale w taką noc trudno się nie napić.

– Tamta noc była inna. Czarna i cicha. Można było usłyszeć na wiorstę szelest spadających liści. Od trzech dni byłem w drodze z pismami od mojego pana. Głęboki las był cichy i pogrążony w nieprzeniknionej ciemności.

– Mamo!… Antek zabrał mi chochoła!

– Zamknij się, gówniarzu! Nie widzisz?!

– O…? Dziad bajarz…

– Zamknij sień za sobą! Nie siadaj tu! Jak chcesz posłuchać, to idź pod piec!

– Zostaw go… kiedy byłem mały też lubiłem słuchać opowieści. Do naszej wsi rzadko zaglądał bajarz. Ale jak przychodził było wielkie święto. Choć tu chłopcze. Otrzep śnieg i siadaj.

– Ale mów, mów o tamtej nocy.

– Ciemność wtedy była zupełna. Rozpoznawałem trakt bardziej na nos niż go widziałem. Co kilka kroków przystawałem i nasłuchiwałem. Wydawało się, że słyszę odległy tętent kopyt. Odgłos dobiegał zza moich pleców. Obejrzałem się. W zupełnej ciszy słyszałem zbliżającego się jeźdźca. Ktoś pędził galopem przez pogrążony w ciemnościach las. Nie zamierzałem zostać stratowanym. Zszedłem z duktu… i przystanąłem w kępie jałowca. Jeździec musiał być bardzo blisko. Wpatrywałem się w mrok… Zdawało się, że w dalekiej perspektywie widzę czarną sylwetkę konia i jeźdźca…

– Mmmm… łepsiuuu!!!

– Na zdrowie…

– Kumie, co wy wyprawiacie?

– A tak mi się jakoś…

– Wysmarkajcież ten zasrany kinol.

– Niech idzie precz!

– Przeszkadza!

– Nie pójdę, to takie ciekawe.

– No to przynajmniej wysmarkajcie nos za progiem.

– Dobra ale niech bajarz poczeka.

– Bajarz nie ma czasu.

– No to nie wyjdę.

– Ale kumie, kapie ci z nosa!

– Idźcie chłopie i wysmarkajcież się, poczekam…

– Przymknij te drzwi! śnieg sypie do sieni!

– Wybacz panie, lud u nas prosty i głupi, ale szczery.

– Nic nie szkodzi…

– Gospodarzu, moja baba przyszła, stoi cały czas za oknem, a tam mróz aż trzaska, może wejść?

– Ufff… niech wejdzie, ale niech na Panienkę Najjaśniejszą, nikt już nie przeszkadza!…

– Chodź, Jagna.

– Mówcie panie.

– No więc… Kiedy zbliżał się jeździec, odruchowo przysiadłem pośród jałowca. Jakiś strach mnie opadł nieznany. Zobaczyłem czarną plamę konia. Na jego szyi skrzyła się biel piany. Sapał ciężko przez rozdęte chrapy. Jeździec wyglądał jakoś dziwnie. Wydawał się pokraczny. Dziwnie przygarbiony zwisał za łbem konia. Nagle koń jakby mnie wyczuł. Zarżał cicho i zrobił nagły unik. Szarpnięcie było tak silne, że jeździec spadł z jego grzbietu. Postać runęła tuż przede mną. Koń ani się nie zatrzymał. popędził dalej traktem w las. Byłem przerażony… W ciemności przyglądałem się leżącej postaci. Nie ruszała się i nie wydawała głosu…

– Prrrryyyyiiiii…!

– No nie! Który to pierdnął?!

– Fu, co za smród!

– He, he, he!.. Janko pojadł dzisiaj grochówki, jego stara umie dobrze warzyć.

– Ja mam już dosyć!

– Ale panie!?…

– Pierdzicie, smarkacie, ciągle ktoś włazi, wyłazi. Jak można bajać w takich warunkach?! Idę gdzie indziej. Może tam ktoś będzie chciał posłuchać!..

– No i poszedł… Co my teraz zrobimy?

– Jak to, co!.. Józek! Idziemy po telewizor!

Koniec

Komentarze

Kilka błędów. Niezłe opowiadanie, ciekawa forma. Dobrze urozmaicona wtrąceniami (ktoś wejdzie, ktoś pryknie). Szkoda, że nie wiemy jak się kończysmiley

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

Coś mało wyrozumiały ten bajarz. Szkoda, że nie opowiedział do końca.

Drugie z rzędu opowiadanie, które czytam, stanowiące czysty dialog. Taka forma ma swoje zalety, ale jednak szybko zaczyna nużyć. Chyba warto tę monotonię czymś przełamać.

Interpunkcja kuleje. Wydaje mi się, że zapisywanie kichnięć i pierdnięć jako dialogu to pewna przesada.

Babska logika rządzi!

Mówiący o niczym szort, desperacko okraszony puszczaniem bąka, niestety, zupełnie nie przypadł mi do gustu. :(

 

– Za­mknij sień za sobą! – Wydaje mi się, że można zamknąć drzwi do sieni, ale chyba nie sień.

 

Koń ani się nie za­trzy­mał. po­pę­dził dalej trak­tem w las. – Tu chyba miał być przecinek.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Opowieść bajarza mnie nie wciągnęła. Wkładasz w jego usta dosyć dużo dziwnych konstrukcji i zdań, ale jego przygoda wydaje się być płaska i niezbyt interesująca. Próby budowania napięcia wypadają blado – i nawet nie jestem w stanie powiedzieć, czy taki był zamysł, czy po prostu tak wyszło… Puenta odrobinę ratuje tekst, ale ogólnie lektura nie była satysfakcjonująca.

Polecam przeczytać tekst, jakby to był kolejny skecz z Janem Kobuszewskim :) Suchy tekst bez didaskaliów nie przemawia :(

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Bez komentarza.

Poezja jest chorobą niektórych ludzi, podobnie jak perła jest cierpieniem ostrygi. - Heinrich Heine

Trochę się gubiłem w dialogu, ale przy takiej strukturze to chyba nieuniknione. Z drugiej strony dużym plusem opowiadania jest właśnie jego forma. Może nie odkrywcza, ale naprawdę ciekawa. Warto było ten tekst przeczytać choćby dlatego, aby pochylić głowę nad klawiaturą i zastanowić się przez chwilę nad samą ideą formy czystego dialogu.

Pozdrawiam :)

Z jednej strony rozumiem, co chciałeś opowiedzieć przez to ciągłe przerywanie wypowiedzi bajarza nic nieznaczącymi wtrąceniami i wzmianką o telewizorze. Tutaj można by wybaczyć brak fabuły. Ale z drugiej strony forma też nie jest jakaś dobra :<

Nędza.

Nie dość, że wykonanie niechlujne – zdania rozpoczynające się z małej litery, problemy z interpunkcją – to jeszcze forma dialogu sprawia, że akcja się rozmywa, brak jej spójności. Nie wiem nawet ile osób słuchało tego bajarza…

Fabuła urwana, a dopisywanie tych pierdnięć i kichnięć wyszło dość kuriozalnie. Łeeepsiu? To jest wyraz dźwiękonaśladowczy na kichnięcie? Dałbyś choćby, jeśli już musisz, jakieś “a psik!”… Pryyii komentować może nie będę.

 

Żeby nie było, że hejter ze mnie, co szklankę widzi jedynie w połowie pustą, dodam iż zakończenie jest pewnym jaśniejszym punktem całości. Niemniej – do zapomnienia.

 

Tyle ode mnie, a na koniec:

Choć tu chłopcze.

Tu się załamałem…

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Do mnie nie przemówiło i to nie względu na samą formę dialogu, ale jego treść. A w zasadzie jej brak. Bo sama wizyta bajarza nic mi nie pokazuje, a wciąż przerywana opowieść też nie ma zakończenia. Do tego przyznam, że wykłócanie się o smarkanie mnie zniesmaczyło.

Jeśli ukryłeś tu jakąś głębszą myśl, to niestety, ale ja jej nie dostrzegam.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Tym razem nie będzie egzegezy treści mojego shorta/dialogu.

 

Dziękuję za komentarze. Kochani, jestem dysgrafikiem i czasem nie radzę sobie z wizualnym aspektem tekstu… Ale przecież, tekst to także (a może przede wszystkim) treść. Mimo wielokrotnego sprawdzania, w moim przypadku, błędy umykają… :( Nie stać mnie na korektora, więc teksty graficznie jakie są, takie są. Cenne (w moim przypadku) są uwagi dotyczące treści i te postaram się brać sobie do serca.

Szczególnie dziękuję tym, którzy mimo niezrozumienia, czy braku chemii do mojego tekstu, powstrzymali się od wypowiedzi. :)

Fajnie, że jest ktoś kto zna cytat z gen. Pattona: “Jeśli wszyscy myślą tak samo, to ktoś nie myśli wcale.”

Szanowne koleżanki i koledzy… dziękuję!

Rozumiem też i te głosy krytyki, które wynikają z… a nie ważne z czego…Jednak powiem to inaczej… Czy bylibyśmy tutaj gdyby nie ekran lecz wielokrotnie powielony papier nosiłby nasze wypociny?… ;)

Gdybym miał nieco mniej siwych włosów na głowie, pewnie było by mi przykro, czytając większość zamieszczonych powyżej opinii.  Jednak jest inaczej. Nie zrażam się mimo, iż wiem, że to co kiedyś napisałem może być… po prostu niezrozumiałe… Świat posuwa się do przodu nie dzięki strażnikom pradawnych praw i stróżom utartych ścieżek, ale dzięki próbom, wysiłkom i ofiarom tych, którzy idą swoją drogą. (Tylko się nie śmiejcie z mojego patosu.) (Swoją drogą, czy postęp to wartość sama w sobie? Nie ważne.) Zatem, uważnie słuchając co mówicie, idę dalej. :)

I na Boga, wy-lu-zuj-cie… Młodzieży! Otwórzcie czakry i pory! :)

 

@Finkla. Dziękuję za uwagi i cenne wskazówki. Oonomatopei używam jedynie jako środka wyrazu, by jednoznacznie pokazać stosunek współczesnej gawiedzi do konsumowanych mediów. Bo jak pewnie się domyślasz, mój dialog to krzyk protestu przeciw temu co od lat dzieje się z tzw. środkami masowego przekazu. Pierdzenie i mokre kichanie to najdelikatniejszy obraz jakim opisuję to co niszczy tę medialną rzeczywistość. :)

Poezja jest chorobą niektórych ludzi, podobnie jak perła jest cierpieniem ostrygi. - Heinrich Heine

Nowa Fantastyka