- Opowiadanie: Mytrix - Zapuszkowany

Zapuszkowany

version one point four (final) – Mam nadzieję, że udało się tekst dopieścić :-)

version one point three – dalsze poprawki

version one point two – wprowadziłem poprawki – listę zmian dodałem w komentarzu.

version one point one

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Zapuszkowany

o

 

Śmierć na miejscu. Psychoterapeuta wypchnięty z okna gabinetu na czterdziestym piętrze. Ofiara to Adam M… – Wybiła godzina czternasta. Na holoekranach ukazało się nowe wydanie Oktagodzinnika. Niech to szlag, byłem spóźniony do pracy. Artykuł wywołał u mnie przyjemne ciarki z tyłu głowy, więc zanim wcisnąłem gaz do dechy, doczytałem do końca – …do zdarzenia doszło piętnaście minut temu. Na nagraniu z monitoringu widać, że psychoterapeutę popchnął inny mężczyzna. Prawdopodobnie jeden z pacjentów. Więcej informacji podamy w następnym wydaniu o godzinie dwudziestej drugiej.

 

1

 

Przebiegłem przez cholernie długi korytarz i od razu dostałem zadyszki. Nienawidziłem biegać. Pod owiane złą sławą pomieszczenie dotarłem cały spocony.

Przystanąłem na moment by nabrać trochę tchu, po czym dwa razy zastukałem w drzwi. Na klamce został mokry odcisk.

Przywitał mnie on.

Wysoki na dwa, a szeroki na metr stalowy humanoid. Jego ramiona po­kry­wały gra­we­ry – nigdy nie lubiłem tych tatuaży dla zapuszkowanych.

Przy­odzia­ny był w schludne spodnie i pro­sty bez­rę­kaw­nik eksponujący “dzieła sztuki” na rękach.

Im­plan­ty oczne Majstra obrzuciły mnie świdrującym spojrzeniem.

Już za życia był pa­skud­ny. Po śmier­ci nic się nie zmie­nił.

– Mu­si­my pana zwol­nić. Jest pan nie­wy­daj­ny.

Rów­nie do­brze mógł­ po­wie­dzieć, że je­stem ludz­ki.

– Przy­słu­gu­je mi rocz­ny okres wy­po­wie­dze­nia. – W my­ślach po­ka­zu­ję mu środ­ko­wy palec.

– Czasy się zmie­ni­ły. – Srebrne wargi wykrzywiły się w namiastkę uśmiechu. – Prze­pi­sy też.

– Prawo nie dzia­ła wstecz.

– Ma pan mie­siąc, panie An­der­son. Za­pew­niam też, że nie znaj­dzie pan żad­nej innej pracy w tym mie­ście.

Przed oczy­ma prze­wi­nę­ły mi się kolejno: ujem­ny wy­ciąg z konta, we­zwa­nie do spła­ty za­le­głej raty kre­dy­tu i śnie­żą­cy te­le­wi­zor.

– Dwa­dzie­ścia pięć lat – pod­ją­łem i ku­ta­fon mi prze­rwał.

– Do­kład­nie. I przez wzgląd na te lata mam dla pana roz­wiązanie.

Podsunął mi pod nos teczkę opatrzoną logo Mind Transfer Corp. MTC oznaczało ni mniej, ni więcej, tylko propozycję poddania się zapuszkowaniu.

– Nie zrobię tego. – Podniosłem się z krzesła.

Po chwili wahania sięgnąłem po teczkę i wyszedłem.

– Do zobaczenia… wkrótce – padło za mną.

 

2

 

Przebrałem się w ciuchy robocze. Teczkę MTC wrzuciłem do szafki, jej zawartość zostawiłem do przejrzenia na spokojnie, w domu.

Na linię produkcyjną dotarłem grubo po czasie.

– Anderson! – Odwróciłem się w stronę wołającego mnie głosu o metalicznym wydźwięku. – Obrabiarka cyfrowa nie działa. Technicy będą po osiemnastej, przestawiamy na analogową.

– Ha! – Uśmiech rozszerzył mi się od ucha do ucha. – Znaczy potrzebujecie człowieka do obsługi maszyny.

– Potwierdzam. – Wręczył mi papiery i odszedł.

– You made my day! – sypnąłem za nim z angielska. Nie ma to jak coś na poprawę humoru. Pokazać blaszakom wyższość człowieka, to nie zdarzało się za często.

Do przerwy obiadowej wyrobiłem kilka baterii ponad normę. Nienawidzę tych maszyn, a produkuję części do nich. Los jest złośliwy.

Wszyscy udali się do swoich ładowarek, a ja na stołówkę, gdzie spodziewałem się w samotności zjeść posiłek. Co by tu wybrać – dumałem stanąwszy przed automatem z żarciem. Kucharza dawno już zwolnili. O, klopsy w sosie pomidorowym. Może być, brzmiało lepiej niż flaki w sosie własnym. Zresztą, co bym nie wybrał, wszystko smakowało jak psie żarcie.

Nie dająca mi spokoju teczka w szafce sprawiała, że tylko grzebałem widelcem w talerzu. 

Za moimi plecami rozległy się kroki. Nie takie miarowe, mechaniczne. Zwyczajne, ludzkie.

Konan minął mnie bez słowa i usiadł stolik dalej. Bez specjalistycznego jedzenia ani koktajlu proteinowego, co było cholernie dziwne. Ten mięśniak pilnował swoich pięciu posiłków z zegarmistrzowską precyzją. Pomijając, że zegarmistrz to wymierający zawód. Tak samo jak ludzie.

– Co jest, Konan?

– A musi coś być? – odwarknął. Przywalił pięścią w stół, niczym młotem i wstał. Podszedł do mnie bez słowa. Czekałem, wiedząc że sam powie, zawsze mówił.

– Ahmed podłożył mi…

– Bombę? – wtrąciłem, siląc się na żart.

– Świnię.

– Muzułmanin, świnię?

– Zaraz w ryj dostaniesz! – krzyknął, choć widziałem delikatny uśmiech na jego twarzy. – Blaszaki wierzą tylko w technologię i postęp. Wiesz co się stało?

– Skąd mam wiedzieć? – odpowiedziałem pytaniem.

– Zmienił mnie wcześniej na przerwę. Wiesz, zwykle tego nie robi, więc powinienem był się domyślić – przerwał, jakby właśnie wpadł na jakiś pomysł. Pokiwał głową i dokończył:

– Puścił kilka uszkodzonych baterii. Wiesz, od trzynastu lat z mojej linii nie zeszła żadna uszkodzona bateria.

– No to będzie chryja.

– Majster już mnie wezwał, wiesz, stresuję się. No ale nic, idę do niego od razu.

– Też dzisiaj u niego byłem. Straszył, żebym dał się zapuszkować.

– Nie rób tego, bo wiesz co. – Pogroził mi pięścią i odszedł.

Dopiero po minucie czy dwóch dotarło do mnie, że udał się w złym kierunku. Do ładowarkowni.

– Fuck! – zakląłem.

Zerwałem się z miejsca i pobiegłem za Konanem, choć mogło już być za późno.

 

***

 

Do sali z ładowarkami wszedłem powoli i ostrożnie. Rozejrzałem się po rzędach podpiętych do ładowania androidów. Jeden podobny do drugiego, jak wielka armia klonów. Dać im broń do rąk i gotowi podbijać nowe światy. Poczułem się strasznie samotny w tym gąszczu kabli i stali.

Na tablicy rzucającej zielonkawą poświatę odnalazłem Ahmeda i przypisane mu stanowisko C4. No to bomba. To po drugiej stronie ogromnego pomieszczenia.

Do alejki C dobiegłem już cały mokry. Wspominałem, że nienawidzę biegać? Chrzęst szkła pod stopami mnie zatrzymał.

W stłuczonej gablocie przeciwpożarowej pustką ziało miejsce po siekierze.

Przełknąłem głośno ślinę i zajrzałem do alejki.

– Aaargh! – To Konan. Raz za razem uderzenia toporka spadały na uśpionego na czas szybkiego ładowania Ahmeda. Zupełnie jakby drwal rąbał drzewo, tylko zamiast drzazg sypały się iskry. Na podłodze walała się odcięta ręka.

– Stój, na Boga! – wykrzyczałem, biegnąc w stronę kolegi. Gotów jeszcze wszystkich tu zezłomować.

W jego oczach dostrzegłem tylko obłęd i… zwątpiłem. Zawróciłem, lecz na próżno, mięśniak mnie dogonił i obuchem siekiery strzaskał nogę. O mało nie zemdlałem. Skurczybyk rozwalił mi kolano. Na szczęście stracił zainteresowanie moją cierpiącą osobą i wziął się za manualne zwiększanie mocy ładowarek. 

Przeciążenia wywoływane w ten sposób, skutkowały nieodwracalnymi szkodami w układach zapuszkowanych. Nie miałem pewności czy on ich właśnie nie zabijał. Z jednej strony unicestwiał coś czego nienawidziłem, z drugiej w tym czymś wciąż była ludzka świadomość.

Doczołgałem się do gabloty, raniąc całe przedramiona okruchami szkła. Opierając na zdrowej nodze, udało mi się podnieść, co skończyło się silnymi zawrotami głowy. Zanim upadłem, zdołałem dosięgnąć gaśnicy sonicznej.

Łomot, który wywołałem znów zwrócił na mnie uwagę Konana. Tym razem chyba chciał skrócić moje męki, ale postanowiłem się o tym nie przekonywać. Włączyłem gaśnicę i gdy wskaźnik wyświetlił “naładowane”, odpaliłem w stronę mięśniaka.

Impuls ultradźwiękowy rozwalił mu gałki oczne i bębenki w uszach. Na ten widok zwróciłem klopsy w sosie pomidorowym. Przynajmniej tę niewielką część którą zjadłem. Potem straciłem przytomność.

 

3

 

Obudziłem się.

Jak boli, to znaczy że żyjesz.

A mnie nie bolało.

Co jest? Ani ciepło, ani zimno, żadnego strachu. Chciałem spanikować ale jedyne co odczuwałem to jakaś daleko rozwinięta forma niepokoju.

Otworzyłem oczy i poraziła mnie jasność bijąca od lamp. Potrzebowałem trochę czasu, by obraz się wyostrzył. 

Uniosłem dłoń do oczu.

Metalową dłoń.

Zerwałem się z łóżka na równe nogi i w tym samym momencie padłem jak długi straciwszy równowagę. Przy okazji rozbiłem krzesło głową. Dalej żadnego bólu. Zmysły ledwie mnie o tym poinformowały. Adrenalina się nie uwolniła, serce mocniej nie zabiło. Bo nie było już adrenaliny. Nie było serca.

– Dzień dobry, panie Anderson! – To zaalarmowana hałasem pielęgniarka wpadła do pokoju. Przekręciłem głowę i zlustrowałem ją od dołu do góry. Skąpana w szpitalnej bieli, o dużym biuście, piegowata i rudowłosa piękność. Drobne, zalotnie uśmiechnięte  dziewczę wpatrywało się we mnie, oczekując odpowiedzi.

– Dzień dobry – chciałem odpowiedzieć, lecz nie wydobył się żaden dźwięk. Krępujące było tak leżeć z otwartymi ustami na podłodze i gapić się na uroczą pielęgniarkę. Chyba, bo nie odczuwałem skrępowania.

– Ach tak! Zapomniałam – zaśmiała się. – Proszę mi wybaczyć, już pomogę panu wstać!

Niby jak, taką górę stali, zamierzała podnieść taka kruszynka?

Chwyciła mnie od tyłu i z lekkością posadziła na łóżku. Niemożliwe!

– Mam na imię Viki – przedstawiła się. – Pewnie pan się zastanawia jak to zrobiłam! Ha! Mam realistycznego androida, najnowszy model, fajny nie?

Przeparadowała przez pokój w tę i z powrotem, zmysłowo kręcąc biodrami. Pewnie bym się podniecił, gdybym mógł.

– Teraz wybierzemy panu głos. Niestety nie mieliśmy czasu skopiować jego ludzkiego brzmienia, a polisa dostarczona przez fabrykę, nie obejmuje ceny odtwarzania głosu z nagrań. To i tak rzadkie by pracodawca tak dbał o pracownika. Jest pan szczęściarzem! – Przerwała na moment i podsunęła mi mały tablet przed oczy. – Proszę wybrać jeden z tych głosów. Później oprowadzę pana, po nowym ciele i systemie operacyjnym. Niektóre programy uaktywnią się dopiero, gdy będzie pan na to gotowy, na przykład sztuczne emocje. Oczywiście program będzie kontrolował ich natężenie…

Całość zajęła prawie dwie godziny. Niewiele zapamiętałem. Bardziej skupiłem się na tym, że zostałem zapuszkowany. I na czarującej pielęgniarce, która zachowywała się jak człowiek. Przeszliśmy na ty.

– Skorodowało moje serce, zardzewiały myśli. Miałem nadzieję, że to tylko zardzewiały sen mi się przyśnił. A ty przychodzisz, patrzysz na mnie, mówisz, ten sok z marchwi ci chyba służy! – wyrecytowałem, nieco zmieniony tekst piosenki.

Roześmiała się, jakby niewiele rozumiejąc.

– Twierdzisz że umarłeś, a ja tylko powiedziałam, że teraz zyskałeś nowe życie. Nie lepsze ale też nie gorsze, inne.

– To już nie życie, to wegetacja.

– Masz tu namiary. – Podała mi wizytówkę. – To grupa wsparcia dla takich jak my. Przyjdź, ja też tam uczęszczam. – Puściła do mnie oko, wstała i wyszła.

 

4

 

Minęło trochę czasu.

Lustro lodówka – lodówka lustro

w jednym i drugim – zaglądam – pusto.

Testy piosenek kołatały się ciągle po moim cyfrowym umyśle, jako wspomnienie utraconego człowieczeństwa.

Nie ma już lodówki. Inne sprzęty też wyrzuciłem. Chciałem sprzedać, ale nikt ich już nie potrzebuje. Portale z ogłoszeniami są przepełnione. “Sprzedam piekarnik”, “oddam lokówkę”, “zamienię zmywarkę na akumulator”.

Świat oszalał. Polubiłem bieganie.

A lustro… lustro zakleiłem czarną folią po tym, jak próbowałem spojrzeć sobie w oczy.

Pozostała mi tylko wizytówka.

 

***

 

Śmierć na miejscu. Pracownik jednej z fabryk wyskoczył z okna budynku mieszkalnego. Ofiara to Jan Kowalski, prawdopodobnie był on pacjentem zamordowanego dwa tygodnie temu psychoterapeuty. Sprawcy tamtego zdarzenia wciąż nie odnaleziono…  – Wybiła godzina czternasta. Na holoekranach ukazało się nowe wydanie Oktagodzinnika. Tym razem artykuł nie wywołał u mnie żadnej reakcji. Szlag by trafił to metalowe więzienie duszy.

 

***

 

Adres się zgadzał.

Zastukałem żelazną pięścią w drzwi. Te już po chwili się otworzyły i Viki we własnej osobie, wciągnęła mnie do środka. Dalej ubrana była jak seksowna pielęgniarka.

– Miło cię widzieć, długo zwlekałeś z przyjściem… Chodź! – szarpnęła mnie za rękę.

Przeciskaliśmy się przez mieszaninę ludzi i blaszaków.

Moje nowe zmysły były bombardowane dźwiękami, obrazami, światłami. W głośnikach wokalista KSU wykrzykiwał "Jabol punk! Jabol punk!". Pomarańcz, róż, zieleń wściekle atakowały z fryzur, spodni i makijaży. Gravery zapuszkowanych mieniły się w świetle lamp UV. Ponad głowami śmigał hologram chińskiego smoka wykonany w technologii blue print.

A ja myślałem, że "Grupa wsparcia" okaże się paroma smutnymi postaciami siedzącymi w kręgu na krzesełkach.

Viki zaciągnęła mnie do jednego z bocznych pomieszczeń.

 

***

 

Zostałem podłączony.

– Jesteś pewien? To obudzi także tę mroczną część ciebie. Znów będzie smutek, żal gorycz…

– Jeżeli to co mówisz jest prawdą – zacząłem – to podejmę ryzyko. Nie chcę być kontrolowany. Wolę być smutny i zły, niż popsuty, pusty.

– Okay. Techu, odpalaj.

Tech zaśmiał się histerycznie a holoirokez nad jego łysą głową zafalował niebezpiecznie.

–  Robi się maleńka, dla ciebie wszystko!

 

***

 

Tech: Tu będzie spokojnie…

#008000

Trawa rośnie na moich oczach. Widzę jak się rozwija. Ogarnia mnie spokój, melancholia. Drzewo pośrodku polany… to jabłoń.

 

Tech: Zerwij jabłko i ugryź…

#0000FF

Niebo zakrywają chmury. Zaczynam odczuwać niepokój. Zrywa się wiatr.

 

Tech: Szybciej…

#FF0000

Biegnę, dopadam do jabłoni.

Zrywam jedyne, czerwone jabłko. Waham się czy ugryźć.

 

Tech: Teraz będzie jazda,

Tech: bez trzymanki stary…

#000080

Chmury przybierają granatowy odcień.

Zerkam w górę. Gradzina wielkości orzecha wybija mi oko.

Wypuściłem jabłko z dłoni. Ból, cierpienie.

Czołgam się bombardowany coraz większymi gradzinami.

Dosięgam zakazanego owocu, gryzę…

 

Tech: Wszystko albo nic!

Tech: Tu ci już nie pomogę…

#000000

Zapadam się w głąb siebie. Zalewa mnie mrok.

Topię się w nim, tonę.

Czarna maź wypełnia płuca.

– Ja chcę żyć! – krzyczę w myślach,

ale czy ktoś mnie słyszy?

 

***

 

Cholera, zaraz dostanie zapaści, zrób coś!

– Jeszcze moment, maleńka… – Tech się uśmiechnął. – Jest! Mam go!

 

***

 

Usłyszałem głosy. Wróciłem.

Poczułem lęk, niepokój. Mnóstwo emocji jednocześnie.

– Ja… czuję…

– Udało się! – Tech podskakiwał z radości. Cieszył się jak dziecko.

Rzeczywiście. Udało się zdjąć blokady oprogramowania. Znów mogłem odczuwać. Nieskrępowany algorytmami, odzyskałem namiastkę człowieczeństwa. Namiastkę dawnego siebie.

Gdy wychodziłem do domu, Viki zatrzymała mnie na chwilę.

– Teraz ty daj mi swój numer telefonu, wolę konwencjonalne rozmowy od wiadomości migających na holoekranach.

Wyjąłem oldskulowy smartfon w etui i otworzyłem. Ze środka wysunęła się skrywana tam wizytówka. Viki schyliła się po kartonik, lecz byłem szybszy.

– To nic ciekawego – burknąłem.

Chciała zaprotestować, ale wyświetliłem jej przed oczami swój numer telefonu.

– Zadzwoń koniecznie, chętnie cię odwiedzę.

Żegnając się, w ręku wciąż ściskałem niewielką wizytówkę: Praktyka psychoterapeutyczna – Adam M…

 

5

 

Wszystko wróciło do normy. Częściowo odzyskałem siebie, więc i moje życie wskoczyło na właściwe tory.

Znów pędziłem spóźniony do pracy, czytając na holoekranie artykuł z najnowszego wydania Oktagodzinnika – Kolejna śmierć spowodowana wypadnięciem z okna. Tym razem ofiarą jest pielęgniarka, Wiktoria K, wieloletnia pracownica Mind Transfer Corp… – Poczułem znajome, przyjemne mrowienie z tyłu głowy. Znów żyłem. – Zginęła roztrzaskawszy się na chodniku przed blokiem, w którym mieszkała. Co łączy te trzy tragiczne wypadki z ostatniego miesiąca? Przypomnijmy…

Koniec

Komentarze

Bardzo pomysłowy tekst, świetna narracja. Czytałam z dużym zainteresowaniem, choć w którymś momencie chyba się wyłączyłam (jak bohater, ale to kwestia zmęczenia, a nie zamiany w robota), bo nie zrozumiałam kto jest mordercą. Masz świetny warsztat, dialogi są żywe, tempo wartkie. Gratuluję.

Witaj Urbi!

Dziękuję za miłe słowa. Kto jest mordercą? Nie podałem wprost w tekście, ale zostawiłem wskazówki :-)

Cieszę się, że się podobało, ale śpieszę z zapewnieniami, że do świetnego warsztatu wiele mi jeszcze brakuje. Bałbym się stwierdzić, że jest dobry, ale sam tego obiektywnie nigdy nie ocenię. Mam problemy z interpunkcją, i nie tylko.

Tym bardziej zadowolony jestem, że dialogi wydały Ci się żywe a tempo wartkie i całość pomysłowa i ciekawa.

Poczekaj aż wpadnie Reg. z łapanką (Reg. jak zawsze jesteś oczekiwanym gościem w moich skromnych progach) ;-) i Finkla czy funthesystem z komentarzem. A także inni :-)

Pozdrawiam!

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Całkiem przyjemne i widzę malutkie inspiracje bailouturą :P . Jak nie przepadam za CP, przeczytałem całkiem gładko. Mogłaby być jakaś lepsza bomba na koniec, ale daję 7/10. Można byłoby się pewnie do paru zdań przyczepić, ale zostawiam to naszym kochanym gramasadystkom.

 

P.S. Po tym tekście jestem już pewien co do autorstwa drabbla, choć i tak było to raczej jasne :P

Witaj Bailout!

Co to bailoutura? To moje pierwsze zetknięcie z cyberpunkiem :-)

Bomba powiadasz, a co to, Powstanie warszawskie? Bitwa o Anglię? No trudno :-(

7/10 to i tak spoko nota, dzięki :-)

♡ gramasadystki ♤

Pozdrawiam!

 

P.S. Powiadają, że pewne są tylko podatki i śmierć :-D

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Bailoutura to wiekopomne i ponadczasowe dzieła beletrystyki, które skromnie tworzę. Jak na pierwsze zetknięcie z CP jest zajebiaszczo.

– Zadzwonię – odparła. – brak myślnika.

Mordercą był, zdaje się, Konan, który nie lubił zapuszkowanych. Tyle jestem w stanie dziś wydedukować.

Bailout – Skoro widzisz takie inspiracje to spoko : -) Ja nie umiem wskazać żadnych konkretnych poza tym, że sam pracuję w fabryce :-)

 

Urbi – dzięki, rzeczywiście myślnik zjadło :-) poprawki wprowadzę jednak dopiero z komputera. Najpewniej jutro.

A kto jest mordercą nie powiem :-)

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Spoko, wszystko może być w mojej głowie. Tak czy inaczej wporzo opowiadanie. Pracujesz jako dyrektor z zawodu? :P

Bardziej jako zapchajdziura w grafiku jak któryś z pracowników produkcji wypadnie. Przez firmę pośredniczącą, więc niżej w herarchii być nie mogę :D Nie da się :D

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Skrótowa pierwsza opinia: całkiem pomysłowe, chociaż odnoszę wrażenie, że chciałeś złapać o dwie, trzy skroki za ogon za dużo, przez co naciągnąłeś wiarygodność świata przedstawionego, tak że miejscami pęka.

Czepialstwa:

– psychoterapeuta i psycholog to dwa różne zawody

– jeżeli psychoterapeuta ma gabinet na 40 piętrze, to skąd świadkowie wypchnięcia?

– manualne odłączanie cyborgów od ładowarek powodujące uszkodzenia jest całkowicie niewiarygodne

– niemożność załadowania protagoniście dawnego, “ludzkiego” głosu jest naciągana, bo z pewnością zachowało się jakieś nagranie, na podstawie którego można by ów głos odtworzyć w wersji cyfrowej

– “Sprzedam pralkę”, a i szef protagonisty i pielęgniarka byli ubrani

– Wizytówka… “Anderson, szlifierz, tokarz, pracownik fabryki”.

 

na emeryturze

Witaj garry.

Dzięki za komentarz.

Wobec czepialstwa choć przyjmuję na klatę, to postawię i obronny firewall.

1 – Wiem, że to dwa różne zawody, gościu parać się mógł oboma, zresztą gazety potrafią poprzekręcać.

2 – Na przeciwko jednego wieżowca okna drugiego, to i świadkowie znaleźć się mogą.

3 – jak kiedyś odłączyłem na chama mp3 z portu usb to się zepsuła ;-) serwis stwierdził, że spaliłem port i sam jestem sobie winien.

4 – kto by za to zapłacił?

5 – Pralkę biorę na klatę. Rzeczywiście o jedno urządzenie za daleko.

6 – Wizytówka? Widywałem już takie jedynie z imieniem, nazwiskiem i numerem telefonu. Bohater równie dobrze mógł robić fuchy po pracy.

Czy to tłumaczenia naiwne czy nie rozstrzygnij jak uważasz. Pralkę na pewno z opowiadania usunę. Nad resztą też pomyślę, mimo, że się tłumaczę.

Bez postronnych czytelników ciężko wszystko wyłapać.

 

Pozdrawiam!

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

1 – Wiem, że to dwa różne zawody, gościu parać się mógł oboma, zresztą gazety potrafią poprzekręcać.

Jasne, to nawet dość typowe, że psychoterapeutami zostają psychologowie, ale zgaduję, że zwyczajnie chciałeś uniknąć powtórzenia. Zupełnie niepotrzebnie.

2 – Na przeciwko jednego wieżowca okna drugiego, to i świadkowie znaleźć się mogą.

Mogą, ale w liczbie mnogiej? Patrzący akurat w okno w momencie wyrzucania, i to z odległości umożliwiającej dostrzeżenie drugiej postaci i interpretację jej zachowania? Tu by zdecydowanie bardziej pasował monitoring.

3 – jak kiedyś odłączyłem na chama mp3 z portu usb to się zepsuła ;-)

Co innego tania elektronika użytkowa, a co innego sprzęt służący do podtrzymywania życia. Ja wiem, że to cyberpunk, i ludzkie czy tam postludzkie życie nie ma większego znaczenia, ale są granice zawieszenia niewiary.

4 – kto by za to zapłacił?

Ten, kto zaplacil za cale metalowe cielsko. Jakie to mogą być koszta, w porównaniu z transferem umysłu do robota? Zresztą, pielęgniarka nic nie wspomniała o cenie, wspomniała natomiast o niemożności.

Wizytówka? Widywałem już takie jedynie z imieniem, nazwiskiem i numerem telefonu. Bohater równie dobrze mógł robić fuchy po pracy.

Powiedzmy, ale pasuje to, jak pięść do nosa.

 

na emeryturze

Dzięki za odpowiedź i podpowiedź.

Zgodnie z regulaminem zamierzam jeszcze z tekstem pracować, jeżeli wprowadzę poprawki, nie omieszkam poinformować w temacie konkursowym.

Mam już kilka pomysłów na usprawnienie tekstu.

Pozdrawiam!

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Udowadniasz, że da się przedstawić smutną historię w ponurym świecie w zupełnie luźny i zabawny sposób. Nieźle! To Twój drugi tekst, który czytam i znów wrzuciłeś do niego masę swojego charakterystycznego humoru. Z pewnością łatwo byłoby rozpoznać w przypadku anonimowego opowiadania. Fragmenty naprawdę niezłe, np.:

Na tablicy rzucającej zielonkawą poświatę odnalazłem Ahmeda i przypisane mu stanowisko C4. No to bomba. To po drugiej stronie ogromnego pomieszczenia.

Tekst właściwie czyta się sam i mimo że nie jestem wielkim fanem cyberpunkowych klimatów, przeczytałem z przyjemnością. Mam nadzieję, że się nie obrazisz, jeśli wyrażę swoje zdanie: opowiadanie nie jest wybitne, ale nadaje się w sam raz na wieczorny relaks.

Zawróciłem, lecz na próżno, mięśniak mnie dogonił i ciosem siekiery w nogę, powalił na ziemię. O mało nie zemdlałem. Skurczybyk rozwalił mi kolano.

Tutaj może warto dokładniej określić, jaki był cios? Bo w sumie czytelnik nie wie, czy bohaterowi właśnie odrąbano nogę, czy tylko dostał obuchem ;)

Przy okazji rozbiłem krzesło głową.

Aż się prosiło dodać: „I głowę krzesłem…” ;P

A, właśnie – to odłączanie i psucie cyborgów, o którym wspomniał gary, też mi zazgrzytało w trakcie czytania.

Lektura przyjemna, jednak wykonanie niestety pozostawia trochę do życzenia. Może nie jest źle, ale mam wrażenie, że Twój czarno-biały tekst był bardziej dopieszczony. Poniżej podam kilka propozycji poprawek, w większości interpunkcja.

 

Nienawidzę tych maszyn[,] a produkuję części do nich.

 

Wszyscy udali się do swoich ładowarek[,] a ja na stołówkę.

Przed „a” zazwyczaj stawiamy przecinek.

 

Bez swojego posiłku ani koktajlu proteinowego, co było cholernie dziwne. Ten mięśniak pilnował swoich pięciu posiłków z zegarmistrzowską precyzją.

 

– Co jest[,] Konan?

 

Wiesz, zwykle tego nie robi, więc powinienem był się domyślić – przerwał, jakby właśnie wpadł na jakiś pomysł. Pokiwał głową i dokończył – puścił kilka uszkodzonych baterii.

„Puścił” dałbym wielką literą. To już nie jest to samo zdanie i nie według mnie takiego dialogu nie czyta się najlepiej. Wtedy możesz też dodać dwukropek po „dokończył” albo po prostu usunąć to słowo.

 

Zanim upadłem[,] zdołałem dosięgnąć gaśnicy sonicznej.

 

Ponad głowami śmigał hologram Chińskiego smoka wykonany w technologii blue print.

„Chińskiego” możesz walnąć z małej.

 

– Dzień dobry[,] panie Anderson!

 

Niby jak, taką górę stali, zamierzała podnieść taka kruszynka?

 

Drzewo po środku polany

Pośrodku

 

– Zadzwonię odparła.

Skonsumowałeś myślnik.

Witaj Perruxie!

Przy czarno-białym tekście miałem więcej wolnego czasu i świetnego betującego. Stąd ten tekst może być mniej dopieszczony. Zapewniam, że poświęciłem mu tyle uwagi ile zdołałem, a i będę jeszcze poprawiał.

Oczywiście, że się nie obrażę, chętnie przyjmuje krytykę.

taką – taka – to jest celowe powtórzenie choć być może niefortunne.

Charakterystyczny humor, fajnie mieć coś po czym cię rozpoznają, za co cię polubią lub znienawidzą. :-)

Największym komplementem dla mnie jest gdy jak to określiłeś "tekst czyta się sam". Sam uwielbiam opowiadania, które są płynne, tak, że płynę przez nie bez przeszkód.

Dzięki za wizytę i ciekawy komentarz. Nie omieszkam wprowadzić poprawek.

Pozdrawiam!

 

Edit: Gdy tekst nadaje się na relaks to dobrze. Sam piszę by sie zrelaksować, odrealnić na moment ;-)

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

“Dwa metry stali wzwyż, prawie metr wszerz” – zatrzymałem się na chwilę, żeby rozważyć, kim byli ci, którzy stali dwa metry wzwyż. Jak już się wybiłem z rytmu, to zwróciłem jeszcze uwagę na “bezrękawnik eksponujący (…) schludne spodnie”. A potem się rozpędziłem (bo ja biegać lubię) i było już tylko lepiej.

Fajna i dobrze skomponowana scena z “grupą wsparcia”. Bardzo podobał mi się też pomysł z powrotem do człowieczeństwa przez zjedzenie jabłka. Kilka mocnych zdań (np. “Jest pan nie­wy­daj­ny. Rów­nie do­brze mógł­ po­wie­dzieć, że je­stem ludz­ki”).

Nie wszystko zrozumiałem. Czy wszystkie roboty to zapuszkowani ludzie? Czy Jan Kowalski to Konan?

 

Do poprawki:

– Zadzwonię odparła.

 A poza tym jestem urażona: 

Poczekaj aż wpadnie Reg. z łapanką (Reg. jak zawsze jesteś oczekiwanym gościem w moich skromnych progach) ;-) i Finkla czy funthesystem z komentarzem. A także inni :-)

Phi!

Pomimo tego przyznam, że to bardzo dobre opowiadanie.

Spotkałam się już  z motywem przenoszenia świadomości do maszyny u kogoś, kto zdecydowanie tym pogardzał, ale nie przeszkadza mi to. Fajnie to pokazałeś. Nie muszę też wiedzieć, kto zabił, dla mnie nie musi to być dopowiedziane.

Przeczytałam z przyjemnością :)

Zgadzam się ze słowami Perruxa:

Udowadniasz, że da się przedstawić smutną historię w ponurym świecie w zupełnie luźny i zabawny sposób.

Czasem jest tak, że najmocniej uderza mnie coś subtelnego i tak było w przypadku wzmianki o niepotrzebnych lodówkach, która tak dobrze oddała płynące z tekstu przesłanie “co by było, gdyby ludzkość jaką znamy, zaczęła przemijać”. Polemizowałbym z tym, że pralki są potrzebne, skoro zapuszkowani noszą ubrania. No bo czy się pocą? Jeśli nie, powinieneś to zaakcentować, skoro wcześniej wspominałeś wrodzoną nadpotliwość. Chyba że coś mi umknęło… Tak samo zabrakło mi wyjaśnienia wzmianek o bieganiu. Jeśli miałbym się czegoś jeszcze czepiać, to rozwiązania sprawy morderstwa, choć rozegrałeś to zgrabnie, bez mówienia wprost. 

Z resztą uwag Garego się raczej zgadzam, choć na część rzeczy w ogóle nie zwróciłem uwagi (uszkodzenie poprzez wyjęcie ładowarki; wizytówka). 

Poza tym czyta się dobrze, choć wciąż masz niedobory przecinków (,,,,,,,,,,,, :D). Jest charakterystyczny humor, wplatanie tekstów piosenek – za polskie klimaty plus ode mnie. Jest chyba bardziej punkowo, niż cyberowo. I ja odbieram opko bardziej jako socjoloficzne SF. 

Ogólnie przyjemna lektura, niepozbawiona głębszej myśli. 

Wielkie dzięki za komentarze.

Dłuższych odpowiedzi udzielę jutro :-)

SPOJLERY

Tak wszyscy zapuszkowani to ludzie. Jan Kowalski to przypadkowy sąsiad głównego bohatera.

Kto zabijał – to mogę wyjaśnić na priv, tym którzy się nie połapali.

Ze wzmiankami i bieganiu to jest tak, żebza dużo było myśli w mojej głowie a za mało znaków :-) Planowałem scenę gdzie zapuszkowany bohater musi biec, i już teraz mu to nie przeszkadza bo się nie męczy – jakiś plus zapuszkowania. Choć z drugiej strony pragnął być ludzki… a może pragnął odczuwać satysfakcję z pewnych rzeczy? :-)

Pozdrawiam!

Edit: Się czepiliście Konana, przecież bohater zabił go gaśnicą :-)

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Dołączę do zadowolonych. Jak napisał Perrux – poważny temat, przedstawiony lekkim stylem, z domieszką humoru – to zawsze działa na plus.

Przyczepiłbym się jeszcze Konana (sorry!), bo jakoś nienajlepiej wygląda mi jego gwałtowna przemiana. To jest, rozumiem, psychopata – dobry chłopak był i mało pił, a tu nagle klik – i mamy wcielenie bestii, ale dramaturgii tekstu pomogłoby, gdyby podczas koleżeńskiej rozmowy na stołówce nastąpiła jakaś drobna zapowiedź, zajawka tego, że Konanowi właśnie odwala i że za moment stanie się coś paskudnego.

Aha, i zmień to "dwa metry stali wzwyż". Wiadomo o co chodzi, ale aż kłuje w oczy. Wystarczy jakiś przymiotnik, na przykład "dwa metry nierdzewnej stali wzwyż", czy coś w tym stylu.

 

Będzie spojler 

 

Tak mi się właśnie pomyślało, że to dość smutne, iż ci, którzy najbardziej chcieli pozostać ludzcy, okazali się psychopatycznymi mordercami ;-)

Pozdrawiam!

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Pozytywnymi aspektami tekstu na pewno są humor i narracja. Udało ci się opisać dosyć rozbudowaną historię w krótkim tekście bez wrażenia nadmiernej "kondensacji" fabuły. Pod względem klimatu – jak dla mnie odrobinę za mało mrocznie. Motyw utraty człowieczeństwa po transferze świadomości do maszyny – pojawia się dosyć często w tym podgatunku, mi akurat nie podszedł ze względu na to, że zapatruję się na te tematy w inny sposób. Pojawiło się trochę błędów, ale większość już wyłapana, od siebie dodam tyle, że zmieniłbym tego "faka". Wcześniej nie stosujesz zapisu fonetycznego przy angielskim, trochę to niekonsekwentne. Edit: Też nie załapałem wątku kryminalnego, ale komentarz Thargone nieco go wyjaśnił.

No rest for the Wicked

Witaj thragone! Witaj Wicked G!

Wyjaśnień, w razie co udzielę na priv.

Nad tekstem będę jeszcze pracować, bo okazało się, że dużo można poprawić a i się czegoś nowego zawsze nauczę ;-)

Dzięki za wizytę, poświęcony czas, krytykę, pochwały i przede wszystkim za pozostawienie po sobie komentarzy.

Na wskazane fragmenty zwrócę uwagę.

Pozdrawiam!

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Perruxie:

"Przy okazji rozbiłem krzesło głową."

Aż się prosiło dodać: „I głowę krzesłem…” ;P

Właśnie, że nie mogłem tak napisać, bo stalowy łeb nie rozbił się od uderzenia w krzesło :-)

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

LISTA ZMIAN W TEKŚCIE

 

!SPOILER ALERT!

 

version one point two

 

– Wprowadziłem poprawki (literówki, interpunkcja)

 

– Poprawki według “czepialstwa” garrego, które po rozważeniu uznałem za bardzo zasadne ;-)

1 – Ujednoliciłem zawód i praktykę do psychoterapeuty

2 – Świadków morderstwa zastąpiłem monitoringiem

3 – Manualne odłączanie od ładowarek zastąpiłem manualnym przeciążaniem ładowarek

4 – Sprostowałem niemożność załadowania protagoniście jego dawnego głosu. Teraz polisa dostarczona przez pracodawcę bohatera nie pokrywa kosztów odtwarzania jego głosu z nagrań.

5 – Sporną pralkę zastąpiłem piekarnikiem. Skoro noszą ubrania to i je piorą – pełna zgoda.

6 – Wizytówkę głównego bohatera zastąpiłem podaniem numeru telefonu z oldskulowego smartfona w etui. Teraz stamtąd wysuwa się/wypada wizytówka psychoterapeuty.

 

– Kilka innych zmian mających na celu ułatwienie odkrycia tożsamości zabójcy (spora część czytelników miała z tym problemy)

– Zmiany stylistyczne kilku zdań.

– Inne drobne zmiany

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

4 – Sprostowałem niemożność załadowania protagoniście jego dawnego głosu. Teraz polisa dostarczona przez pracodawcę bohatera nie pokrywa kosztów odtwarzania jego głosu z nagrań.

To jest niezłe!

Reszta zmian też wyjdzie opowiadaniu na dobre. 

Właśnie, że nie mogłem tak napisać, bo stalowy łeb nie rozbił się od uderzenia w krzesło :-)

Rzeczywiście! Przecież to zakuty łeb…

Zakuty w stal, oczywiście.

 

A poprawki wydają się jak najbardziej w porządku.

Dzięki chłopaki :-)

Ano łeb zakuty, prawie tak jak łeb autora :D

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Ciekawy pomysł, ciekawy :) I co napisać więcej,  mam problem, bo mój największy zarzut wobec tego tekstu może być rozpatrywany równie dobrze jako zaleta :<

 

Ano, po części powtórzę się po Wickedzie. Ja też wolę,  kiedy dystopie ociekają mrocznym klimatem, a nawet nim przytłaczają. U Ciebie było raczej lekko, z humorem, swoją drogą udanym, nienachalnym i sympatycznym. A według mnie to całe zapuszkowanie aż się prosiło o jakieś drastyczniejsze sceny. 

Bardzo spodobał mi się ten fragment z lodówką, lustrem itd. Ładnie zaznaczasz, że był człowiek i człowieka nie ma. Lodówka,  wcześniej pewnie pełna jedzenia, niezbędnego dla człowieka,  teraz stoi pusta. Zwykle, prozaiczne czynności są już dla bohatera niedostępne,  ale została obudowa. Tak jak stalowy pancerz w którym bohater został zapuszkowany, który stoi pusty, ale jest. Potem lustro, które mówi już o czymś więcej, może o tym, jak bohater potrzeba samego siebie. Że nie chce albo nawet nie potrafi zobaczyć w lustrze człowieka. A nawet jeśli próbuje, przeraża go to, co miałby tam zobaczyć. Bardzo wymowne jest ta czarna folia ;)

A, jeszcze są inni ludzie, którzy też przestali potrzebować wielu, wielu rzeczy… :< Smutne to takie, za serce chwyt,, dobry fragment, co tu dużo mówić  :D

 

Nie przepadam za walkami kryminalnymi, ale nie mogę powiedzieć,  żeby ten był zły;)

 

Pielęgniarka okazująca się AI też w porządku,  jak i cała grupa terapeutyczna:)

 

Mam skojarzenia z Anhedonią;) Szczególnie przy tej rozmowie kolegów i początkowej scenie z hologramem :v 

 

Co tam jeszcze? Tytuł pasuje do treści i wskazuje na humorystyczne podejście, które mi tak tutaj zgrzytało i na które tak trochę ponarzekałam ;) Ale trzeba mi wybaczyć,  że lubię tak dramatycznie;) I jeszcze pozwolę sobie wspomnieć o tej technice relaksacyjnej. Nie, nie chodzi o zapis , ten jest w porządku,  rozumiem, cyberpunk:) Raczej o sugestywność opisów, która mogłaby być większa:( Ale może to tylko do mnie tak nie przemówiły  :)

Witaj Lenah!

Dzięki za odwiedziny :-)

Miało być dość lekko i potwierdzasz, że jest, czy się udało. Może kolejny tekst powstanie mroczniejszy, Wtedy zadowolę inną pulę użytkowników :D

"Fragment lodówka – lustro(…) pusto", to cyctat z piosenki ;-) Przypasował mi do tekstu więc wykorzystałem, lubię wplatać fragmenty z utworów muzycznych do opowiadań.

Cieszę się, że znalazłaś sceny, które do Ciebie przemówiły.

Co do Anhedonii to nie ukrywam, że tamten tekst mi się podobał!

Ubolewam, że zabrakło dramaturgii :-)

Jeszcze raz dzięki, za długi i rozbudowany komentarz!

 

Pozdrawiam!

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Przeczytałem z przyjemnością. 

Mimo, że cyberpunkowe, nie było tak mroczne i przygnębiające jak spodziewałem się ujrzeć. Nie wiem czy to plus czy minus. Tematyka niby ciężka, ale przedstawiona w lekki sposób. 

Szybko prowadziłeś akcję, płynąłem z tekstem i nie znużył mnie ani przez chwilę. Najlepszym fragmentem był ten z zaklejeniem lustra, wyrazisty, daje się odczuć. 

 

Dzięki! Doceniam miłą lekturę na początku dnia :). 

Witaj Łukaszu!

 

Rad jestem, że lektura na począek dnia okazała się miłą!

Cyebrpunk podobno zapowiada mroczne klimaty, ale opowiadanie, z założenia miał być lekkie, więc się udało :-)

Jak już wcześniej wspominałem w odniesieniu do komentarza Perruxa, to, że przez tekst da się płynąć, jest dla mnie cennym komplementem, sam cenię sobie takie teksty.

Fajnie, że znalazły się i odczuwalne fragmenty. Dzięki za 5tkę!

Polecam się na przyszłość.

 

Pozdrawiam!

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Wypchnięty z okna praktyki? Nie za bardzo zrozumiałem to zdanie. A zdanie, chyba trzecie, rozpoczynające się od zwrotu “Niech to szlag…” zdecydowanie od akapitu. Rozpoczyna nowy ciąg akcji.

Wstęp opowiadanie ma istotne znaczenie – powinien co najmniej zaintrygować, w różny sposón, jednak powinien “wciągnąć” czytelnika w opowieść.

Pozdrówka. 

Witaj Roger!

Niestety nie dostrzegam nic złego w zdaniu o "wypchnięciu z okna praktyki" :-(

Z kolei zwrot "Niech to szlag" rzeczywiście można by zacząć od akapitu – nad tym się zastanowię, zobaczę co mi lepiej leży, jak usiądę przed komputerem, bo z telefonu, edycji się nie tykam :-)

Dzięki za przeczytanie tych paru znaków, mam nadzieję, że i do reszty zajrzysz, no chyba, że wstęp Cię zraził ;-(

 

Pozdrawiam!

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Tak z zasady okno albo okna są w ścianach pokoju. Albo pokojów, sal, komnat, gabinetów. Nie słyszałem, żeby praktyka posiadała okna. 

Wyszło po prostu śmiesznie. Tyle.

Pozdrówka.

Właśnie jak to przeczytałam, to sprawdziłam na Google ;D Niemniej jednak nie umniejsza to Twojej roli w kreacji tego świetnego fragmentu opowiadania. W końcu inspiracje można czerpać zewsząd :)

 

… A wyjdę na bardzo obłudną jak powiem, że jednak po cichu liczyłam, że sam wymyśliłeś te słowa? :D

 

 

 

 

Rogerowi chodzi zapewne o to, że “praktyka” to prowadzona przez tego psychoterapeutę działalność, nie zaś miejsce, gdzie ją wykonuje… Niby coś w tym jest, ale ja (i zapewne pozostali czytelnicy) bez problemu zrozumieliśmy kontekst zdania…

 

Podobało mi się. Tempo akcji dobre, cieszy, że unikając wodolejstwa potrafisz przemycić do treści drobne smaczki, które umilają lekturę i zwiększają immersję. Klimat rzeczywiście nieco humorystyczny i, jak wielu już zauważyło, ten brak gatunkowego ciężaru, niewspółmiernego z tematyką opowiadania, jest jedną z większych wad Zapuszkowanego.

Fabuła w porządku, choć niczego nie urywa, nadrabiasz za to światem – fajnie zarysowany pomimo limitu. Polisa na głos i holoirokez – pierdółki, ale dzięki nim frajda z czytania rośnie ;D

Przypadły mi do gustu akcje z ładowarkami i zrywanie jabłka (ciekawy i trafny zapis!), nie podobały mi się za to angielskie komentarze. Ale to subiektywne uczucie…

Nie jestem też przekonany, czy wpisujesz się tym tekstem w nurt cyberpunka, na szczęście nie muszę się nad tym głowić…

 

Warsztat na poziomie, choć rzeczywiście przecinki się do Ciebie nie garną…

– Cholera[+,] zaraz dostanie zapaści, zrób coś!

– Jeszcze moment[+,] maleńka… – Tech się uśmiechnął. – Jest! Mam go!

Cholera, która dostanie zapaści – ubawnyś, Mytriksie! :D <3

Przy wtrąceniach też zdarza Ci się pomknąć za szybko, ale jakoś szczególnie rytmu czytania to nie psuje, więc luz ;)

 

Tyle ode mnie. Stawiam stempel jakości i kręcę z zaskoczeniem głową, że jeszcze jest co stawiać ;)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Lenah myślę, że na obłudną nie wyjdziesz :-)

Wiem o co chodzi rogerowi z praktyką, myślę o zmianie na gabinet.

Witaj CountPrimagen!

Dzięki za znak jakości, kolejny do kolekcji :D

Przecinki, owszem, nie lubią mnie, jednak wolę dać mniej niż za dużo, choć staram się wyłapać wszystkie.

Co do nurtu cyberpunka, to jest to moje pierwsze z nim zetknięcie, więc mogłem się rozminąć. Ciężaru gatunkowego nie znam, a chciałem by tekst był o rzeczach cięższych ale dość lekki :-)

No i garry obiecał wyrozumiałość co do przynależności gatunkowej :-) Sam z niecierpliwością czekam na teksty innych użytkowników.

Dzięki za wizytę!

Pozdrawiam!

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Co do nurtu cyberpunka, to jest to moje pierwsze z nim zetknięcie, więc mogłem się rozminąć. Ciężaru gatunkowego nie znam, a chciałem by tekst był o rzeczach cięższych ale dość lekki :-)

Z tym ciężarem cyberpunka i immanentną ponurością gatunku to bzdura. Jedno słowo: “Zamieć”.

na emeryturze

przyjemne mrowienie” jest przyjemnie niepokojące.

Zmieniłbym jeszcze ten fragment z wypadającą wizytówką. Skoro wypadła “niezauważona”, a Viki nadepnęła “nieświadomie”, to informując o treści wizytówki zmieniasz na chwilę narrację z pierwszoosobowej na wszechwiedzącą. Zgrabniej byłoby wpleść tę informację w dialog bohaterów lub rozważania samego Andersona.

garry – zamiecione :-)

coboldzie – prawda, że przyjemne jest lepsze :>?

Dzięki za sugestię. W rozważania Andersona czyli np. zauważa w myślach co wypadło, ale nie daje tego po sobie poznać?

Lub w dialog w stylu, "coś ci wypadło (…)podniosła i oddała (…) co to? (…) nic takiego (…)?

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

O to to, to to!

Dobra, rację ma Count dziwiąc się, że jeszcze jest co klikać ;)

 

 

Choć świat, w którym puszkują ludzi, do radosnych nie należy, udało Ci się, Mytriksie, podejść do zagadnienia raczej swobodnie i z należytą dozą niezłej jakości humoru, w efekcie czego lekturę uznaję za zajmującą i satysfakcjonującą, mimo że nie domyśliłam się kto był wypychaczem.

 

  Psy­cho­te­ra­peu­ta wy­pchnię­ty z okna prak­ty­ki na czter­dzie­stym pię­trze. – Raczej: Psy­cho­te­ra­peu­ta wy­pchnię­ty z okna gabinetu na czter­dzie­stym pię­trze.

Wydaje mi się, że gdybym umawiała się na wizytę u specjalisty, ten nie powiedziałby, że dnia tego, o godzinie takiej chciałby mnie widzieć w swojej praktyce, bo wyznaczyłby spotkanie w swoim gabinecie.

 

MTC ozna­cza­ło nie mniej, nie wię­cej jak pro­po­zy­cję pod­da­nia się za­pusz­ko­wa­niu.MTC ozna­cza­ło ni mniej, ni wię­cej, tylko pro­po­zy­cję pod­da­nia się za­pusz­ko­wa­niu.

 

Po pod­ło­dze wa­la­ła się od­cię­ta ręka.Na pod­ło­dze wa­la­ła się od­cię­ta ręka.

 

– Teraz wybierzemy panu głos. Niestety nie mieliśmy czasu skopiować pańskiego ludzkiego brzmienia, a pana polisa dostarczona przez fabrykę, nie obejmuje ceny odtwarzania pana głosu z nagrań. To i tak rzadkie by pracodawca tak dbał o pracownika. Jest pan szczęściarzem! – Przerwała na moment i podsunęła mi mały tablet przed oczy.  – Proszę wybrać jeden z tych głosów. Później oprowadzę pana, po pana nowym ciele i systemie operacyjnym. Niektóre programy uaktywnią się dopiero, gdy będzie pan na to gotowy… – Nadmiar panów.

Proponuję: – Teraz wybierzemy panu głos. Niestety nie mieliśmy czasu skopiować jego ludzkiego brzmienia, a polisa dostarczona przez fabrykę, nie obejmuje ceny odtwarzania głosu z nagrań. To i tak rzadkie by pracodawca tak dbał o pracownika. Jest pan szczęściarzem! – Przerwała na moment i podsunęła mi mały tablet przed oczy. – Proszę wybrać jeden z tych głosów. Później oprowadzę pana, po nowym ciele i systemie operacyjnym. Niektóre programy uaktywnią się dopiero, gdy będzie pan na to gotowy

Zredukowałam panów do czterech.

 

wcią­gnę­ła mnie do środ­ka. Dalej ubra­na była jak sek­sow­na pie­lę­gniar­ka.

– Miło cię wi­dzieć, długo zwle­ka­łeś z przyj­ściem… Chodź! – po­cią­gnę­ła mnie za rękę. – Nie brzmi to najlepiej.

 

Moje nowe zmy­sły bom­bar­do­wa­ły dźwię­ki, ob­ra­zy, świa­tła. – Czy na pewno zmysły bombardowały dźwię­ki, ob­ra­zy i świa­tła, czy raczej zmysły były nimi bombardowane?

 

Po­ma­rańcz, róż, zie­leń wście­kle ata­ko­wa­ły z fry­zur, spodni i ma­ki­ja­żu. – Chyba wielu tam obecnych było umalowanych, więc: Po­ma­rańcz, róż, zie­leń wście­kle ata­ko­wa­ły z fry­zur, spodni i ma­ki­ja­ży.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Witaj Reg!

Cieszę się, że tym razem dostarczyłem zajmującej i satysfakcjonującej lektury.

Dziękuję za sugestie poprawek, na pewno skorzystam niebawem ;-) Redukcja panów do czterech bardzo udana, terminaror by się nie powstydził :D

Widziałem, że lenah zgłosiła do biblioteki, więc z Twoim klikem mam pięć – moja buzia się cieszy.

Dzięki za wizytę! A co do wypychacza, to najciemniej jest pod latarnią :)

 

Pozdrawiam!

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Choć z początku jakoś nie mogłem się odnaleźć w wydarzeniach (za bardzo miałem w pamięci taki czysty Cyberpunk 2020), to jednak po incydencie w fabryce wpadłem właściwy tor traktowania. Pomysł i fabuła fajna, dobrze przedstawione, a wykonanie przyzwoite. Bohater spodobał mi się, zwłaszcza jego zachowanie tuż po zapuszkowaniu.

Plus za tekst Luxtorpedy :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Miło mi niezmiernie, Mytriksie, że się przydałam i życzę Ci sukcesu w konkursie! ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

No, przyszłam na gotowe, więc czytało się bardzo przyjemnie.

Tylko przecinki Ci zostały. Czasami miałam wrażenie, że oszczędzałeś na znakach, wycinając znaki interpunkcyjne…

Ciekawy świat przedstawiony, te wszystkie smaczki. No i zapuszkowani ludzie dość makabryczni.

Historia też niczego sobie.

Ogólnie – misie. Zrobię Lenah psikusa… ;-)

Babska logika rządzi!

Finklo, ładnie to tak, późną porą? :( Ciemne sprawy po ciemku… ;)

Dzięki za bibliotekę! Finklo, ładnie to tak psikusy robić? Dobrze, że smaczki okazały się smaczkami a nie solą w oku :-) Wybacz przecinki, wciąż nad nimi pracuję… Fajnie, że Ci się.

Witaj NoWhereMan!

Cyberpunk 2020 znam prawie że tylko z nazwy :D

Grunt, że udało się zaciekawić. A luxtorpeda ma fajne teksty, trzeba korzystać z różnych inspiracji, nie ma co wymyślać koła od nowa :-)

Reg. dzięki, liczę na mocne teksty od konkurencji!

lenah nie przemuj się, doceniam twe dobre chęci :-)

 

Pozdrawiam!

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Lenah i Mytriksie – macie rację, że nieładnie tak atakować, kiedy przeciwnik śpi. Ale tekst się spodobał, co zrobić? ;-)

Babska logika rządzi!

Mytrixie, ale tym sposobem masz sześć klików. Jeszcze jeden i dorównałbyś “Partii na kacu”, która uzbierała siedem ;~)

Dobra, dobra, nie rozpędzajmy się tak… ;-)

Babska logika rządzi!

Starczy, że Finklę podziurawiłem w pojedynku :•)

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Będzie mi teraz wypominał do najstraszniejszej apokalipsy… Zdecydowanie, trzeba zrobić rewanż. ;-)

Babska logika rządzi!

Kiedy tylko wezwiesz, rękawicę podniosę :-) Tym razem Ty wybierasz temat :-)

 

Edit: Coboldzie, zmieniłem scenę wizytówkową, dzięki za zwrócenie uwagi :-)

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Cześć Mytrix!

Nie jestem specjalnym fanem cyberpunku ale staram się rozwijać swoją wiedzę o pisarzach, od Gibsona, aż po Carda. Przeczytałem twoje opowiadanie bez zająknięcia, uważam że jest świetnie napisane – pomysłowo,  z dozą cierpliwości, bo zwilżyłeś nasze umysły wątkiem kryminalnym. Przy okazji, chciałem zapytać  co oznacza poniższe zdanie, gdyż nie jestem nazbyt wyrobiony w terminologii

 

“Przeciążenia wywołane w ten sposób, skutkowało nieodwracalnymi szkodami w układach zapuszkowanych.”

 

Mam na myśli wytłuszczone słowa, w powyższym zdaniu. Opowiadanie oceniam na bardzo dobre, napisane bez błędów i z charakterystycznym przytupem.

 

Pozdrawiam!

Koniec życia, ale nie miłość

Witaj Marinerze!

Zacznę od Twojego pytania: (o w cytowanym zdaniu jest literówka :D) układy – podzespoły/mechanizmy/procesory itd czyli to co znajdziesz we wnętrzu zapuszkowanego. A zapuszkowany to (w moim opowiadaniu) określenie na świadomość przeniesioną z ludzkiego ciała do maszyny o humanoidalnym kształcie, czyli to taki android, tyle że sterowany przez ludzką świadomość a nie Sztuczną Inteligencję.

Dzięki za wizytę! Cieszę się, że wysoko oceniasz moje opowiadanie i że przypadł ci do gustu wąek kryminalny.

Gdybyś miał jeszcze jakies pytania, pisz śmiało.

Pozdrawiam!

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Nie jestem zwolennikiem pomysłu na transfer ludzkiego umysłu do maszyny. Nie sądzę aby to było możliwe, ale to oczywiście tylko moja opinia. Mimo tego bardzo dobrze mi się czytało Twoje opko. Zacnie napisane i miejscami uśmiechało. Ahmed na stanowisku C4 wymiata. :) Pewnie jeszcze jeździł citroenem c4. ;-) 

ciao

Witaj Blackburn, dzięki za wizytę :-)

Może i transfer ludzkiego umysłu do maszyny na chwilę obecną jest wątpliwy, ale za to przeszczep jest już realny.

Cieszy mnie, że czytało się dobrze, a ten Ahmed… no jakoś tak wyszło. Citroenem c4 powiadasz? Byłby to staroć trochę w czasach opowiadania :D

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Podoba mi się, jak nienachalnie splotłeś wątek kryminalny (mam słabość do wątków kryminalnych, cóż zrobić) z dramatem egzystencjalnym. Bardzo ładnie się to wszystko zazębia i komponuje w płynną i ciekawą cyberpunkową opowieść. Niestety, to że historia jest interesująca, nie znaczy, że jest wiarygodna. Drugie czytanie skończyłem z uśmiechem, ale i szeregiem pytań, które w moim mniemaniu podważają wiarygodność świata przedstawionego: dlaczego komuś zależy na kosztownym transferowaniu zwykłych robotników do robotów (po co płacić, skoro można poczekać, aż wymrą), dlaczego Anderson próbuje powstrzymać Konana (nie rozumiem, co mogłoby nim kierować, skoro sam nie stronił od mordów, a zapuszkowanych nie darzył szczególną sympatią), jak to się stało, że policja nie dopadła Andersona (dwa morderstwa związane z terapeutą, wystarczyłoby wnikliwie przeanalizować listę pacjentów). Prawdopodobnie dałoby się to wszystko wyjaśnić, kosztem ograniczenia kilku nadmiarowych dialogów, ale też i nie ma pewności, czy wyszłoby to Zapuszkowanym na dobre.

Podsumowując: interesująca, sprawnie (choć nie super świetnie) skondensowana opowieść, działającą na wyobraźnię i emocje, ale niewiarygodna w kilku kluczowych aspektach, a przez to odrobinę zbyt sztuczna.

na emeryturze

Dzięki za rozbudowaną opinię :-) Na niektóre zarzuty pewnie miałbym odpowiedzi, ale skoro nie ma ich w tekście, to nieistotne, bo ten bronić musi się sam. Pozostaje czekać na wyniki :-) Odniosę się tylko do trasferowania, umyśliłem sobie, że w moim świecie nie ma AI (czy po popsku SI), a przynajmniej nie aż tak rozwiniętej, lub jest zakazana, ale to wąek niedopowiedziany, właściwie całkowicie nieporuszony, a teraz widzę, że szkoda. Pozdrawiam!

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Interesująca historia. Jak na cyberpunk łatwo wchodzi, niezłe dialogi, zagadka kryminalna też ok.

Dzięki za pozostawienie śladu zygfrydzie :-)

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Przeczytałem parę dni temu. Wciąż pamiętam i wciąż się uśmiecham, jak przy czytaniu. 

Z konkursowych opowiadań twoje podobało mi się najbardziej. 

Ciekawe, dynamiczne, bez zadęcia, z humorem. 

Wszyscy kiedyś spotkamy się pod jakimś memem.

Dzięki za dobre słowo Akanirze :-) Uśmiech to zdrowie – tak mówią :)

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Nie wiele zdała by się opinia kogoś, kogo warsztat mocno kuleje. Powiem tylko, że opowiadanie bardzo mi się podoba. Solidnie napisane i czyta się bardzo płynnie. Wizja zapuszkowania i rozpoczęcia nie lepszego, nie gorszego a innego życia, wydaje się dosyć intrygująca ale tylko do momentu kiedy pojawia się zdanie – “Pewnie bym się podniecił, gdybym mógł.” ;P

 

@zPawel – Dzięki, że zajrzałeś i zostawiłeś ślad po sobie. Opinia każdego kto przeczyta opowiadanie jest przydatna choćby z poziomu szarego czytelnika. To szary czytelnik będzie decydować czy kupić Twoją książkę, czy nie :-)

Haha, no ten tego, tak wyszło z tym podniecaniem :-)

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Nowa Fantastyka