- Opowiadanie: Mariner79 - Gwiezdni kupcy

Gwiezdni kupcy

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Gwiezdni kupcy

Podróż na niebieską planetę trwała o wiele za długo, a statek matka odniósł w tym czasie dużo usterek. Najwyższa rada kupców, postanowiła zwołać zebranie, które zwykle odbywało się co dziesięć lat. Spotykali się w jednym z pomieszczeń, przeznaczonym do ważnych rozmów – swoimi rozmiarami, nie przekraczało średniej wielkości pudełeczka na cygara. Zaprogramowane, wirtualne wnętrza o niezmierzonej przestrzeni, dawały odmienne wrażenia w stosunku do wielkości, stąd przez około pięciu mili sekund, wszyscy zebrani czuli się dość wesoło i jakby bardziej luźno. Szybka integracja z nowym środowiskiem, wyzwalała ich umysły od snu, w którym od eonów trwali podczas lotu. Zgadzali się przebywać w kosmosie, podobnie jak ich przodkowie oraz rady pradawnych, zmuszonych do wykonania bolesnego kroku, przeniesienia swoich cielesnych powłok.

 – Większość z nas już przybyła. – powiedział z powagą kapitan, otrzymując od gości błyskawicznie potwierdzającą odpowiedź. Nie zawsze mogli komunikować się ze sobą, bez utraty połączenia, a więc także swoich wizerunków. Ich statki, latały od milionów lat po całym kosmosie, dzieląc tych, którzy kiedyś byli ze sobą bardzo blisko. Liczne zakłócenia w postaci burzy magnetycznych czy wybuchów wyładowań solarnych, układających się na trajektoriach przelotu statku matka, utrudniały te procedury.

 – Czemu zawsze musicie się spieszyć? Pozostało przecież trzysta lat do pierwszego kontaktu z ludzką rasą.

 Wokół głównego przedstawiciela rady oraz kapitana statku, stanęło przez kilka sekund, pewne młode i falujące "wirtualne ogniwo". Nazywano tak najmłodszych i najbardziej zdolnych zastępców. Powoli zmieniało swój wzorzec powłoki w ciało nagiej kobiety, której długie blond włosy, rozwiewały się po szczupłych ramionach.

 – Nowy wizaż pozostanie na czas, kiedy poświęcimy się ludzkiemu gatunkowi. – powiedział zdolny zastępca kapitana.

 Sporo gości widząc nieopodal siebie ciekawe zdarzenie, podeszło do trzech rozmawiających ze sobą postaci, przyglądając się i bawiąc nimi krótką chwilę. Sprawiało im to dużą przyjemność.

 – Czy płeć ma dla ciebie znaczenie? – odezwał się pradawny przywódca rady.

 – Być może… Najważniejsza jest kwestia wolnego wyboru.

 – Wśród ich gatunku, będziesz zwyczajną projekcją. Na szczęście wybór jest dla nas równie ważny, co dla nich – musisz posiadać świadomość własnej tożsamości. Zalecam, abyś otoczył tę dziedzinę wiedzy sporym szacunkiem, zanim zaczniesz się na dobre przyzwyczajać.

 – Rozumiem.

 Wnętrze wirtualnej sali, w której jeszcze kilka sekund temu, znajdowało się ponad tysiąc obcych, żyjących "ogniw" zaczynało pustoszeć. Ich powłoki jedna po drugiej wygasały, trochę jakby niechętnie, co mogło świadczyć o tym, że spotkanie było bardzo długie, a wszyscy byli zadowoleni i szczęśliwi. Powracali do własnych statków, rozrzuconych po różnych częściach wszechświata. Dwie ostatnie postacie, spoglądały na siebie w milczeniu, wymawiając na pożegnanie słowa modlitwy. Brzmiała ona w ludzkim języku, jakby "Zarobimy tam o wiele więcej, niż przypuszczasz… Zobaczysz, że przyniesie nam to spory zysk na nowe lata".

 Niższy rangą towarzysz, zaniknął w końcu we własnym wirtualnym świecie. Ściany sali spotkań, przemieniły się w liczne obwody, połączone ze statkiem super skalarną technologią – o wielowymiarowym tle i rozmieszczeniu przedziałów. Kapitan poruszając się w odmętach własnych przemyśleń, powoli rozpoczął liczyć do trzydziestu, przenosząc się w czas przemian. Większość spraw dotyczyła jego głównego warsztatu – tuż po wylądowaniu…

Po pierwsze naprawa uszkodzeń, następnie produkcja nowych i jeszcze niekompletnych wynalazków, aż wreszcie opuszczenie planety Ziemia w kierunku nowego zamieszkanego układu. Całość zadań w przeliczeniu na czas, który miał zostać wykorzystany, wynosił nie więcej niż ziemską minutę, a większość z przebywających na statku "ogniw", powinna odlecieć mniejszymi kapsułami, łącząc się z braćmi w kosmosie. Statek matka pozostawał na planecie.

 …Jeden,

 dwa, nadejdzie czas przemijania. Ich władza, a także światowe rządy, mogły spowolnić nasz wspólny handel ale było to częścią planu mojej rasy. Jest to o wiele przyjemniejsze, niż wydawało się zgromadzonym towarzyszą.

…Trzy,

 cztery, powoli zaśniemy w cyfrowej macierzy. A razem z nami, pradawni kupcy tkwiący już od dawna w naszej pamięci. Bohaterowie dawnych czasów… Czym była dla nich groźba unicestwienia?

…Pięć.

 sześć, po wieczność przybędzie sen. Czy Bóg, o którym tak wiele dyskutują Ziemianie, naprawdę istnieje? Skoro jest wszędzie, dlaczego nie uwolni nas od więzienia?

* * *

 

 W barze o śmiesznej nazwie "Tańcząca mrówka", spotykało się wielu różnych ludzi. Zwykle byli to górnicy, robotnicy i kierowcy olbrzymich wozów transportowych, pragnący odpocząć w weekend przy dużym, jasnym piwie. Daniel, Robert i Anka byli spawaczami w pobliskim zakładzie, przylegającym do huty, która zapewniała miejsca pracy ponad dziesięciu tysiącom pracowników. Od blisko czterech miesięcy, spotykali się ze sobą, odwiedzając różne podobne miejsca w pobliżu wolnego miasta Krakowa. Dzisiaj padło na dość obskurny lokal i oddalony nieco dalej od ich domów, mimo wszystko był tutaj jeden olbrzymi panel LCD, na którym dało się oglądać jakieś mecze czy bieżące wiadomości. Widać aktualni właściciele knajpy, mogli sobie pozwolić na minimum luksusu, będącego dzisiaj niezbędnym standardem.

 – To już piąta kolejka, a więc jeśli za chwilę nie dadzą nic ciekawego to przy następnej, zsunę się z krzesła. – zażartował Robert.

 Anka spoglądała przez drobną chwilę w ekran, pokazujący nowy statek obcych, podczas lądowania na naszej planecie.

– Patrzcie! – zawołała podekscytowana. – Czyżby robili to niedaleko centrum naszego miasta? Dlaczego wybrał sobie miejsce tak blisko Krakowa?

Dziennikarz był wyraźnie podniecony prowadzonym reportażem, wyrażając swoją opinie na temat wielkości statku oraz technologicznego statusu, wśród podobnych do niego. Przez ostatnie dwa lata, mieli okazję oglądać sporo wizyt, takich jak dzisiejsza.

 – Znowu obcy?! Będzie to chyba jedenasty "kosmita", który zawitał na Ziemi, tzn. przedstawiciel obcej rasy w gwiezdnym statku. Byłam pod wrażeniem, kiedy krwawe Jaszczury, zrezygnowały z ataku na siedzibę Unii Europejskiej… Cholerni tchórze – to wszystko powoli robi się nudne.

 – Ich jednostki mecho-kroczące, mogły nam pokrzyżować plany związane z kolonizacją Neptuna. Odkryto tam dość duże złoża Deuteru, a wojna wstrzymałaby wydobycie… Kiedy zobaczyli nasze gwiezdne myśliwce, uzbrojone w najnowsze rakiety atomowe, ogarnął ich strach, zmuszając do odwrotu. Przez ułamek sekundy, było naprawdę ryzykownie ale poza wojennym rzemiosłem, ciężko dyskutować z nimi na jakiekolwiek inne tematy. – powiedział mądrze Daniel.

 Dzisiejszego dnia był w kiepskim nastroju, a szczególnie podczas wygłaszania swoich komentarzy na tematy związane z obcymi. Czasami jednak lubił o tym rozmawiać i to w pewnym sensie trzymało go przy życiu, zapewniało cel istnienia, którego powoli zaczynało mu brakować. Robert miał serdecznie dosyć marnowania czasu, siedząc bezczynnie przed ekranem.

 – Czemu nikt nie został wydelegowany do rozmów? – powiedział. – Spotykamy się jutro?

 – Pewnie… – Potwierdzająco skinęła Ania.

– Podobno trwają jeszcze rozmowy, a z tego co widać jest to dość zaawansowana technologicznie kasta – translatory pozapychały kilka światowych magazynów danych ale jutro prawdopodobnie dowiemy się więcej o ich zamiarach. Myślicie, że przybyli w pokoju?

 Z odbiornika dało się usłyszeć donośne krzyki jednego z dziennikarzy.

 

 "Na liście najsilniejszych przybyszów i zarazem pierwszych, którzy dotarli do Układu Słonecznego, stała rasa nazywana Velionnitami. Dążyli do podpisania umów dyplomatycznych i drobnej wymiany handlowej. Stali na wyraźnie wyższym poziomie technologicznym, z kolei jeśli chodzi o nowo przybyłych…”

 

 – Każdy z nich, ma swój własny cel. Kiedyś myślałam, że jesteśmy skazani na samotne przebywanie we wszechświecie ale byłam w poważnym błędzie.

 – Jesteś szczera, a to jest bardzo ważna cecha charakteru. Znamy się już od bardzo dawna i powiem ci w sekrecie, że nigdy nie posądzałem cię o taki sposób myślenia. – szepnął Daniel.

– Naprawdę?

– Wydaje mi się, że każdy dyplomata, umie to jakość podzielić. Być może w twoim przypadku, jestem w błędzie ale uważam cię za wyjątkową dyplomatkę.

 "Witamy w naszym kraju Gwiezdnych kupców. Rząd Polski postanowił zdradzić nieco więcej szczegółów. Jako pierwsi z obcych, przedstawili korzystne warunki związane z usprawnieniami ich własnych warsztatów, będą ogólnie dostępne dla obydwu ras. Nasi nowi znajomi zapewniają, że w okresie dziesięciu lat, przyspieszą proces tworzenia pewnych urządzeń, mających na celu poprawienie standardu życia na naszej planecie – głównie, jeśli chodzi o przemieszczanie się w przestrzeni powietrznej. Bardziej niesamowity jest fakt, iż prawdopodobnie teren wokół strefy lądowania, został już wykupiony. Rząd Polski zdecydowanie temu zaprzecza".

 

 Anka ciągle powtarzała, że ciężka praca nauczyła ją dyscypliny, a jednak to jej znajomi byli zawsze najważniejsi. Przyczajona i czekająca na ich każde zawołanie, lubiła wiedzieć, że pomaga innym, których z pewnością mocno kochała. Znała się dobrze na rzeczach mało popularnych, wśród elity pracującej w ich zakładzie, była najlepsza – mieli słabe pojęcie o naprawianiu elektroniki i kojarzeniu całego uniwersum układów scalonych. Było to niezbędne dla jej kaprysów, związanych z posiadanymi w domu komputerami i ich bezawaryjną pracą.

Daniel z przekąsem kontynuował swój komentarz, starając się nie zwracać uwagi na relacje w telewizji.

 – Patrząc na liczne odwiedziny obcych w innych krajach, nasze państwo wydawało się dość mało istotne. Jeśli przybysze z gwiazd, naprawdę chcą zawierać transakcje na "naszej ziemi" to albo postradali zmysły, albo są na tyle rozwinięci, aby mieć w zanadrzu coś wyjątkowego.

 Robert wstał z miejsca i jak zwykle w swoim stylu, wyciągnął rękę, kładąc ją na sercu w geście pożegnania. Pomimo tego, że dzisiejszego dnia, wspólna konwersacja niezbyt przypadła wszystkim do gustu, Daniel pozostał dziwnie zadowolony. Lubił każdą chwilę spędzaną razem, odstawiał wtedy samotność na boczne tory, skupiając się na specyficznej atmosferze, która od pewnego czasu panowała pomiędzy nimi. Nie myśleli o sobie, a raczej o innych, co było powodem wytworzenia się dziwnego stanu wspólnoty. Nigdy nie czuł się, aż tak wolny w obecności innych znajomych, co powodowało chęć przedłużania tych nielicznych momentów spędzanych razem.

– Pieprzyć przemijanie. – pomyślał, stając się na siebie bardzo zły.

Spotkanie dobiegło końca, a nazajutrz wczesnym rankiem, Daniel odebrał pilny video-telefon, od brygadzisty zakładu, w którym pracował.

 – Wiem, że jest niedziela ale wszyscy pracownicy, mają się zgłosić na około godzinę, aby omówić nowy harmonogram organizacyjny.

Ten wyjątkowo zdolny człowiek,  jak nikt inny, umiał korzystać z ciężkich narzędzi służących do obróbki hartowanej stali. Nazywał się Piotr Kierski. Swoją wiedzę wraz z doświadczeniem, przekazywał stażystą podejmującym nową pracę.

 – Jest dopiero ósma rano, Piotrze! Czy wszystko tam u was w porządku?

 – Niezupełnie. Przekonasz się, gdy odwiedzisz zakład. W akcję zaangażował się sam premier, wraz z biurem ochrony rządu.

 Daniel spróbował zetrzeć sen z oczu, zmuszając własny organizm do normalnego stanu skupienia. Sytuacje tego rodzaju zdarzały się bardzo rzadko, a ciekawość wywoływała dodatkowe myśli, które nagminnie i impulsywnie promieniowały wewnątrz lekko ociężałej głowy.

– Będę na miejscu w kilkanaście minut! – zakrzyknął do słuchawki Daniel.

Czyżby mieli otrzymać jakieś nowe zlecenia? Przed wyjściem, musiał wypić filiżankę mocnej kawy, obiecując sobie naprawdę obfity posiłek, po powrocie do domu. W umówionym miejscu, zaczynało pojawiać się coraz więcej ludzi, a ich miny, świadczyły o niezbyt pochlebnym zdaniu na temat tego typu akcji. W pół godziny później, wraz z innymi, znalazł się na dużych rozmiarach hali montażowej, gdzie dość intensywnie dało się słyszeć głos, jednego z organizatorów naszej nowej grupy.

 – …Oddział "Alfa" przejdzie na północną część statku. Pamiętajcie, że należy wykonywać wyłącznie rozkazy waszych przełożonych. Jakakolwiek ingerencja, mogąca mieć znaczenie drugorzędne, może przynieść tragiczne skutki. Każdy nasz ruch jest lub może być śledzony przez organizm lub istotę nadinteligentną, której położenia dokładnie nie znamy. Jakieś pytania?

 – Przede wszystkim chcemy wiedzieć czy otrzymamy nadpłaty za nadgodziny? – zapytała gruba brygadzistka Aneta Poroszewska.

 – Oczywiście, że tak! Wszystko zostało już w całości przedstawione przez związki zawodowe, waszemu kierownictwu, które podpisało stosowne umowy.

 – A ile czasu będziemy tam przebywać tygodniowo – czy nie zagrozi to naszemu zdrowiu?

 Dyrektor konsorcjum hutniczego potarł czoło ale nie widać było w jego zachowaniu specjalnego zdenerwowania. Wynikało to raczej z przemęczenia, niż innych powodów. Widocznie wartość projektu, była wystarczająco duża, aby zadowolić "grubszych" akcjonariuszy giełdowych.

 – Czas trwania pracy przewidujemy na trzy tygodnie, a jeśli chodzi o inne czynniki to gwarantuję bezpieczeństwo i satysfakcję. Jeśli będziecie stosować się do regulaminu, nikomu nic nie powinno zagrażać, tymczasem można umiejętnie zyskać dużo więcej profitów. Otrzymałem informacje, że rasa obcych, z którymi nawiązujemy współpracę jest wyjątkowo przyjazna oraz znana rasą ziemskich sojuszników – zarówno na naszych jak i innych planetach.

 – Odział "Delta" będzie zajmował się transportem materiałów, a spawacze postarają się wykończyć obiekt określany jako "Warsztat". I to na razie wszystko.

 Zakończono część wprowadzającą w ogólne zasady działania. Anka i Robert, szybko przebrali się w kombinezony, zabierając swój sprzęt. Daniel dołączył do nich w kilka minut później. W środku wyzierała ogromna pustka – przynajmniej w trzech-czwartych objętości, którą ludzkie oko mogło ogarnąć. Grube pancerze ochronne, były raczej mało interesujące, bardzo toporne i ciężkie. Ich przeznaczeniem miało być wyłącznie bezpieczeństwo statku, a stan techniczny nie pozostawiał wątpliwości, iż nawigatorzy tego "olbrzyma" posiadali sporą wiedzę, jeśli chodzi o podróże w kosmosie. Były w doskonałym stanie. Prace przygotowawcze trwały non-stop, a kolejne dni sprowadzały zwykłą codzienność, polegającą na tworzeniu ogromnych konstrukcji mających zapełnić wielką przestrzeń – pobudka bardzo wcześnie rano, wiele oddziałów montażowych wystawionych do pracy, aż w końcu my. W miarę postępowania prac, zmierzaliśmy do północnej części statku, która miała być prawdopodobnie mostkiem. Znajdowało się tam kilkanaście ogromnych wyświetlaczy z łagodnie spoglądającą twarzą – ludzką twarzą. Miało to działać stymulująco na samopoczucie pracowników i nie powodować zastoju w naszej codziennej pracy. W końcu pozwolono na rozciągnięcie radiowęzłów, dzięki którym mogliśmy słuchać wiadomości – podawano tam najświeższe informacje.

 – Prace naprawcze, prawdopodobnie zostaną przedłużone o kilka tygodni. – oznajmiał brygadzista Piotr Kierski poprzez głośnik radiowęzła – w przyszłym tygodniu nadamy wiadomości dotyczące paneli, które już pewnie zdołaliście dostrzec. Na razie nie wchodzimy głębiej w szczegóły…

 W czasie nielicznych przerw, wszyscy często rozmyślali nad problemami natury politycznej. Dlaczego akurat nasz kraj – Polska, pradawna stolica Słowian? Robert paląc e-papierosa, rzadko włączał się do rozmowy, jednak ostatnio był jakby bardziej ożywiony.

 – Podobno na Uniwersytecie Jagielońskim, zamontowano jakieś urządzenia łączące nową sieć ze statkiem… Naukowcy badają je przez cały czas,a już od kilku dni, chęć przybycia do Polski zgłosili Amerykanie i Australijczycy.

 – Mów wszystko co wiesz przyjacielu, bo jestem twoją pustą księgą, którą napełniasz swoim magicznym pismem. – powiedział Daniel z lekka pokaszlując.

 – Myślisz, że cały czas zmyślam?

 – Masz to gdzieś.

Niebawem podeszła nasza stara znajoma Anna. Na jej twarzy, mogliśmy zobaczyć spory stres i ciągle pojawiające się mrużenie oczu, będące początkiem poważniejszej fobii.

 – Lekko zdenerwowana?

 – To nie to co myślisz. Jak to wszystko dobiegnie końca, postaram się o wzięcie długiego urlopu regeneracyjnego.

 – Będziemy mieli nowy rząd i nową wewnętrzną sieć. Myślałam, że ci przybysze to tylko kolejny, nic nie znaczący pakt, jednak oni wspierają finansowo nasz kraj. Uruchomią jakieś urządzenia, które zostaną wystawione na sprzedaż.

– Wiesz coś więcej na temat tej tajemniczej gęby?

 – Nic… to chyba żart tych dupków z korporacji. Pewnie ktoś to zrobił, żeby zwiększyć statystyczną wartość wydajności, względem godzin pracy.

 – Pewnie masz rację. – zgodził się Robert.

 Gdy w następnym tygodniu przeprowadzono nas w nieco bardziej interesujące miejsca pracy, do głosu włączyła się Anka. Przed nami pojawiało się coraz więcej tuneli oraz połączeń, które niechybnie mogły oznaczać zaawansowaną technologię. Odział "Gamma" zajmujący się szeregowaniem konstrukcji, powoli zaczynał kończyć swoją pracę. Wszystko było prawie ukończone i gotowe do działania.

 – To tutaj zaczyna się ich sterownia. Pełno tu różnych elementów przypominających nasze światłowody, o czym prawie w stu procentach jestem przekonana. Powiem więcej, jeśli naprawdę służą do tego, co u nas to ich struktura nie jest nam jeszcze znana.

 Koniec pracy na statku, uwieńczono spotkaniem z ważnymi pajacami. Nadeszła pora na orędzie przedstawiciela korporacji "Metale od zaraz", jak żartobliwie nazywała ją załoga. Było tu również wielu podwykonawców, którzy również skorzystali na tej inwestycji. Wśród osób zebranych wewnątrz nowej konstrukcji, dało się zauważyć ministrów oraz przedstawicieli wojska. Poniżej skleconego na szybko piedestału, stanęło około pięć tysięcy robotników przedsiębiorstwa. Mogło tutaj przebywać ze trzy lub cztery razy więcej ludzi – wszystko wyglądało jak ogromna katedra połączona halami, mającymi spore zastosowanie przy produkcji czegoś specjalnego. Robert nieśmiało domyślał się, że mogło chodzić również o nowoczesną broń. Jako kraj położony nieco na obrzeżach Unii Europejskiej, mieliśmy ogromne szczęście spotykając te istoty, zwłaszcza że jeśli chodzi o projekty, mogliśmy wybierać je jako pierwsi. Zostaliśmy zaliczeni do grona nielicznych państw, objętych tzw. wieczną neutralnością… Jak Szwajcaria czy Kanada – jakikolwiek kraj próbujący dokonywać agresji, byłby zdecydowanie potępiony, jednak sami również musimy stosować się do tych warunków. Mogło to być do pewnego stopnia o wiele bardziej skomplikowane, niż z pozoru się wszystkim wydawało.

 – Na wstępie pragnę podziękować ludziom, których trud włożony w ten projekt nie pozwolił być dzisiaj z nami – powiedział przedstawiciel związków zawodowych – w niecałe 10 tygodni, prawie piętnaście osób…

 Rozmówca postanowił wymienić ludzi, którzy nie wytrzymali tempa pracy, znajdując się w szpitalu lub co gorsza opuszczając wspólny kolektyw. Po paru minutach, włączono do dyskusji ministra obrony.

 – Spójrzcie na ten olbrzymi panel. Spotykacie się z nimi już od jakiegoś czasu. – powiedział łagodnym tonem.

 Kilkunastu mężczyzn, szybko zaczęło uruchamiać ogromne skrzynki, stojące pod drewnianym piedestałem. Na ekranie, zamiast ciągle widniejącej ludzkiej twarzy, pojawił się dynamicznie animowany symbol płonącego ogniwa.

 – To translatory… Możemy już spróbować rozpocząć powitanie! – skwitował powstałe zamieszanie minister.

 Z olbrzymich głośników, popłynął mechaniczny głos wprost do wszystkich zebranych.

 

“Witajcie! Chcieliśmy pozdrowić Was, ludzki gatunek, jednak żałujemy, że nie byliśmy pierwszymi, którzy odwiedzają tę planetę. Poziom zainteresowania naszą ofertą, budzi wśród was prawdopodobnie ciekawość, przy okazji poznajemy wasze rządy oraz przylegające do Unii Skolonizowanych Planet kolonie. Nasz czas, który możemy na to przeznaczyć jest nam bardzo cenny… Jesteśmy przyjazną rasą gwiezdnych podróżników, odwiedzających różne części kosmosu. Generale?”.

 

 Istota przerwała przekaz, dając możliwość powrócenia do normalnego toku przemówienia ministrowi Bartoszowi Kowalskiemu. Kamery zamontowane na dronach oraz liczne przyboczne przekaźniki wizji, zmieniły kąt położenia.

 – Mieliśmy okazję dokonać dużych transakcji… Słyszeliśmy kapitana tegoż statku, który zdradził nam to, że będziemy musieli ograniczyć się do kontaktu projekcji. Z czasem, nasze akcje na giełdach światowych mocno "podskoczą", a obcy przyjaciele opuszczą naszą planetę, pozostawiając statek matka.

 – Każdy kto poniósł jakiekolwiek straty przy budowie, zostanie odpowiednio wynagrodzony – powiedział minister – zapraszamy was do zapoznawania się z funduszem poszkodowanych…

 Wielu ludzi postanowiło wyrażać swoje emocje poprzez klaskanie czy ruchy rąk. Wygłoszono jeszcze kilkanaście przemówień, jak również szerszych obietnic związanych z wymianą map gwiezdnych oraz szlaków handlowych. Do Krakowa przybyło wielu obserwatorów z Brukseli i obydwu Ameryk. Nagle przeskoczyliśmy w nową epokę… Z nicości, aż do momentu całkowitego uniesienia typu zlot państw G20, ku chwale ludzkości i Rzeczypospolitej Polski. Być może wzniesiemy się wyżej, niż nasi potężni sojusznicy, jednak zależało to od tego, na ile możemy tak naprawdę sobie pozwolić – Polska jako kraj prawdziwej obfitości.

 – Hej, Daniel! Nie poznajesz swoich przyjaciół? – zawołali stojąc nieopodal Robert i Anna.

 Podszedł do nich, nie zwracając uwagi na gderanie znanych polityków. Był dzisiaj zamyślony, tym całym przedstawieniem. Musiał przyznać, że szał podniecenia rozpalał wewnątrz również jego. Być może była to duma, powstała z sukcesu, będącego częścią własnego zaangażowania albo zwyczajny ogień podniecenia, rozpalony kontaktem z obcymi.

 – Uciekajmy stąd! Najlepiej najdalej, gdzie tylko się da. – powiedział zaniepokojony.

 – Zdajesz sobie sprawę, że opuszczenie tego statku, zajmie nam jakieś 60 minut? Nie zbyt pasuje mi odwiedzanie takich miejsc jak "Tańcząca mrówka", a wszystko zanosi się na to, że znowu tam wyjedziemy.

 – O nie! Dzisiaj zabieram was do Carpe Diem! Specjalnie dla moich przyjaciół "All inclusive Club"… Holograficzne panienki, skórzane fotele i kupa syntetycznego alkoholu krążącego nad bielejącymi neonami – prosto z kosmicznych kreskówek.

 – Wiesz ile czasu czeka się na wejście do tego lokalu? Stary popatrz na to z naszego punktu widzenia, chcemy po prostu zalać robaka i wrócić do domu… Proponuje zmianę planów na bardziej realistyczne. – uśmiechnęła się Anka.

 Wyglądało na to, że Daniel będzie protestował ale po chwili dał za wygraną. Wszyscy troje wkroczyli do małego baru na obrzeżach miasta, o dziwnej nazwie "Śmiały Żart". Przebywało tam kilka osób, które powoli sączyły swoje zamówione drinki. Wszędzie było czysto, a na ścianach, wesołe obrazy klaunów, poprawiały humor klientom. Daniel nigdy nie lubił cyrku ale taki rodzaj sztuki, zaczynał mu przypominać inny świat, dawny i zapomniany w dzieciństwie. Myślami błądził w tamtych chwilach, pozostawiając je w końcu samym sobie. Pierwsza kolejka przypomniała o nadchodzących nadpłatach z firmy, które mogły być wyjątkowo wysokie.

 – Widzisz moje ręce? Po dziesięciu tygodniach bez oddechu, zaczynam się czuć jak pięćdziesięcioletni bokser…. Cały się trzęsę, na myśl o kilku dniach wolnego. – zadeklamował swoją wizję Robert.

 – To prawda, będziemy teraz nico bardziej zdani na własny wybór. Dla tych pracoholików choroba czy zdrowie nie ma tutaj żadnego znaczenia, bo i tak wrócą tam za trzy dni. Ja poważnie zaczynam myśleć o wzięciu urlopu, aby trochę odpocząć – może zmienię miejsce pracy?

 Daniel z niedowierzaniem spojrzał na przygaszoną swoim wywodem koleżankę.

 – I kto to mówi, najbardziej twarda osoba z nas trzech. Przestań zadręczać się czarnymi myślami i zacznij wreszcie myśleć o swoich przyjaciołach. Zawsze taka byłaś, zdyscyplinowana, silna i chętna do pomocy w najgorętszych momentach.

 Ten przewrotny wywód, spowodował u Anki lekki rumieniec na obydwu policzkach. Musiała coś powiedzieć, choć nie do końca wiedziała jak to wyrazić.

 – Jesteś jakimś cholernym jasnowidzem, osobą która wszystko wie o człowieku?

 – Nie chcesz być tak do końca związana z inną osobą, bo wolisz zespół i kreatywność.

 – Czego ty naprawdę ode mnie oczekujesz?

 – Chcę, aby to wszystko trwało dłużej, niż te marne cztery miesiące.

 – Powiedz jeszcze jedno słowo!

 – Przestańcie tyle gadać i spróbujcie skupić się na nadchodzącej pracy. Możemy podwoić swoje wpływy w firmie, jeśli przeniesiemy się do działu montażowego. Z Anką nie będzie problemu, gorzej z Danielem i ze mną. Co sądzicie o tym pomyśle? – zapytał Robert.

 Forsa była jak zwykle tym, co przyciągało ich do tego miasta. Lubili się nawzajem denerwować, mówiąc o urlopach, jednak tak naprawdę, każdemu z nich zależało na tym podstawowym środku zapewniającym minimum przyjemności. Czas miał bardzo duże znaczenie, urlop nie dawał absolutnie nic rentownego – nie zmieniałby nic w ich doczesnym życiu.

 – Co miałabym tam robić?

 – Wystarczy, że będziesz trzymać się blisko nas i od czasu do czasu wyjaśnisz nam to i owo. My zastąpimy cię w trudniejszych pracach, związanych z narzędziami spawalniczymi. Poza tym mam jeszcze kilka innych pomysłów ale na razie, nie mogę powiedzieć wam nic więcej.

 Druga kolejka piwa, przerwała długi wywód Roberta. W jego oczach, można było dostrzec niebezpieczny błysk, tak jakby niedaleko niego, leżały jakieś wielkie pieniądze .

 – Jesteś pewien, że warto się w to pakować? Mogą tam być polaryzujące pola albo co gorsza promieniowanie szkodliwe dla zdrowia. Żadne pieniądze nie będą warte zachodu, jeśli to wszystko zniszczy nas od środka.

 – Wyobraź sobie poczwórną roczną pensję. Musimy tylko przygotować kilka rzeczy… Może pięć albo sześć tygodni i lądujemy na Wyspach Karaibskich.

 – Ja nie dam rady. Wystarczy mi to co zarobiłam ostatnio.

 – Skoro Ania zostaje to nie będzie chyba większego sensu ciągnąć tego dalej. Masz co jeszcze do dodania Robert?

 – Jeśli ona zostanie to na pewno będzie nam wszystkim łatwiej.  Nie mogę zdradzić teraz szczegółów ale będzie wiele rzeczy związanych z elektroniką. Trzeba będzie to oceniać, naprawiać i cały czas stykać się z zawartością części zamiennych, które oferuje ten cudowny warsztat. Tylko nieliczni wejdą w ten interes, a my możemy być na jego czele.

 Słowa wypowiedziane przez przyjaciela, zrobiły na niej słabe wrażenie. Problemem były tylko dwie myśli, które brzmiały "ciężka praca" oraz "brak pieniędzy". Obydwie mogły w tym wypadku być dużo mniej uciążliwe, jeśli podjęliby się wyzwania. Ostatecznie każde oszczędności kiedyś ulegną wyczerpaniu.

 – Świetnie. Tajemnica dotycząca mieszkańców obcego statku, może być farsą, jednak jak na razie informacje naszego rządu mówią co innego. Spotkajmy się jutro w firmie, aby dokończyć formalności.

 Na odchodne koledzy dopili piwo, kierując się zgodnie w miejsca swojego zamieszkania – każdy w innej dzielnicy Krakowa. W nocy Robert śnił o tajemniczej kobiecie, która próbowała przekazać mu jakiś sekret związany ze statkiem. Jej twarz, spowita była w ogromną ilość świecących punktów, migoczących z dziwną częstotliwością. Rankiem po wybudzeniu, długo nie mógł przyjść do siebie. Miał wrażenie, że z jakiegoś powodu płacze – widział istotę, która miała dla niego większe znaczenie, próbował odczytać jej zamiary, jednocześnie czując wewnętrzny stan zagrożenia. Było to dziwne doświadczenie dla kogoś, kto w swoim życiu kierował się zawsze odpowiednio dobranymi dyrektywami. Przypominał robota albo maszynę z filmu Terminator, wykonujących zawsze odpowiednie posłanie dla innej i dużo potężniejszej inteligencji. Nie powiedział swoim przyjaciołom o spotkaniu z pułkownikiem Jarosławem Strzęboszem, który szukał odpowiednie osoby do wykonania oględzin statku obcych i fotografowania głównej sterowni. Miało to być wykonane dyskretnie i bez żadnych śladów ale przed planowanym wcześniej wylotem ich nowych sojuszników. Gwiezdni kupcy, byli wbrew pozorom dość enigmatyczną społecznością ale to było już ściśle tajne, tym samym zdradzenie komukolwiek informacji na ten temat, groziło rychłym przeniesieniem się na tamten świat. Rankiem wspólnie postanowili zmienić swoje dotychczasowe miejsce pracy na dział, o którym wcześniej debatowali.

 Trzynaście tygodni od przylotu Gwiezdnych kupców, wiele zmieniło się w lokalnej rzeczywistości, która nas otaczała. Tak zwany "warsztat”, rozpoczął produkcję obiektów przeznaczonych dla wojska, na skalę masową – bojowe ciężko opancerzone jednostki z odpowiednio groźnym uzbrojeniem, stanowiły świetne zabezpieczenie w przypadku wywołania konfliktu. Tak jak przypuszczał Robert, na początku rozpoczęto prace nad uzbrojeniem, a w przyszłości mówiono coś o specjalnych bojowych obiektach latających. Oprócz Polski, do projektu przyłączyły się Czechy i USA, wykupując za odpowiednią cenę nowe prototypy. Warsztat pracował dla wielu państw czy organizacji. Czym tak naprawdę płacono Gwiezdnym Kupcom, tego nikt jeszcze nie wiedział. Dwa dni temu, o godzinie dwudziestej trzeciej, rozpoczął się exodus naszych sojuszników. Trzynaście kapsuł, znajdujących się powyżej mostku kapitańskiego, zostało wystrzelonych z Ziemi w przestrzeń kosmiczną, gdzie nastąpił proces przyłączania. Tak jak wspominano, na statku matka pozostało jedynie dwóch przedstawicieli obcych, co dawało większą szansę na penetrację ich technologii. Pracowano nad naprawą zdalnego kanału przesyłania informacji w oparciu o technologię przybyszów. Mieli wszystko, począwszy od dokumentacji, a skończywszy na częściach zamiennych.

 – Podajcie mi ten światłowód, abym mogła porównać końcówki ze złączem! – zawołała zdenerwowana Anna.

 Daniel nie zgadzał się z doborem typu akcesoriów, które dokonywała jego koleżanka.

 – Dziewczyno, to co trzymasz nie jest światłowodem ale kablem zasilającym moduł i rozpraszającym informacje na górny pokład… Wiem cholera, że tym razem mam racje.

 – Nie jesteś jeszcze w pełni przeszkolony. Miałam wam wytykać błędy, więc grzecznie rób co mówię!

 Roberta jak zwykle interesowała inna kwestia, a mianowicie opłacalność. Starał się pomagać, jednak ciągle obserwował szeregi szybów wentylacyjnych, prowadzących w górę sterowni statku. Były one połączone z "przedsionkiem", znajdującym się pomiędzy warsztatem, a miejscem w którym trwały naprawy. Wewnątrz szybu, mógł bez problemu zmieścić się średnich rozmiarów pracownik, wynajmowany przez Gwiezdnych kupców od korporacji. Wystarczyło dowiedzieć się, co jest na końcu tych szybów.

 – Myślicie, że dałbym radę, wspiąć się wewnątrz tego labiryntu? – zapytał Robert patrząc jednocześnie w górę.

 – Po co? I tak nikt ci za to nie da złamanego grosza. Lepiej pomóż nam przyspawać to do bocznej pokrywy!

 – Jak skończymy robotę to sam zajmę się naszym sprzętem. Wy możecie iść dzisiaj wcześniej i trochę odpocząć.

 Daniel przez moment przytknął kciuk do spoconego czoła, jakby coś ważnego zaprzątało jego głowę.

 – Mieliśmy działać wspólnie, a ty nagle robisz z siebie niewolnika? Wygląda mi to na bunt. –  Mówił bez sensu. Po wybuchu związanym z przeciążeniem połączeń, pomagał Annie w oszacowaniu i naprawie uszkodzeń, w przeciwieństwie do ciągle zamyślonego Roberta.

 – Mówię poważnie. Ostatnio mam kilka spraw, które muszę przemyśleć. Możecie spokojnie iść dzisiaj beze mnie.

 – Skoro drogi pan tak uważa, to niech tak będzie. Żałuj, bo przegapisz długi wykład Anki o wzroście wydajności najnowszych magazynów gromadzenia danych na Antarktydzie.

 – Mówisz o mnie? Ty badaczu obcych cywilizacji… Tak przy okazji to płacisz za wykład i za kolejkę.

 Po kilku minutach, przyjaciele skierowali się w stronę południowego centrum warsztatu, gdzie znajdowało się wyjście ze statku.

 – Może lepiej wróćmy po niego?

 – W tym momencie przeżywa okres oświecenia, który wpływa na to co wykonywał przez ostatnie cztery dni, czyli nic wielkiego.

 – Gdzie planujesz iść po pracy? – spytała Anka.

 – Chce obejrzeć w spokoju parę filmów… Masz ochotę powspominać stare horrory o Zombie?!

 – Poczekasz aż się w coś ubiorę?

 

* * *

Robert energicznie podskoczył w górę, trzymając w lewej ręce grubą, gumową przyssawkę, otrzymaną od służb bezpieczeństwa. Szybkim ruchem dosięgnął kolejnych miejsc, będących z tyłu jego pleców i powoli rozpoczął wspinaczkę do środka. Wewnątrz było nieco bardziej chłodno, niż z początku sobie wyobrażał. Co jakiś czas z bocznych płaszczyzn wylatywała para, w kilku miejscach lepko osadzając się na jego twarzy. Tunel nie był typową "wieżą" ale posiadał bardziej skręconą strukturę, dzięki czemu zaoszczędził o wiele więcej sił. Zauważył, że pokonywanie każdego większego obszaru, wywoływało zapalanie jasnych prostokątnych diod, montowanych po bokach ścian. Jak na razie nikt nie wiedział, że podjął się takiego ryzyka… Miał przynajmniej taką nadzieję.

 Wysiłek zaczynał poważnie dawać mu się we znaki, a wchodził już prawie półtora godziny bez przystanku. Postanowił dać sobie jeszcze jedną minutę, gdy nagle poczuł silny wiatr. Ponad nim umieszczona była dużych rozmiarów platforma – wystarczyło podciągnąć się na nią i rozpocząć zapisywanie materiału video.

 – Co to do cholery jest? – zapytał sam siebie Robert.

 Jak okiem sięgnąć, na ziemi leżało tysiące malutkich skrzynek, które były mocno przymocowane do powierzchni. Na każdym z nich znajdował się nieznany symbol. Pomieszczenie przypominało rozmiarami duży hangar lotniczy z umieszczoną na środku dyszą wylotową. Z niewiadomych przyczyn, coś zaczynało go silnie drażnić i denerwować, jakby znalazł się w nieodpowiednim miejscu oraz czasie. Szybko rozpoczął robienie zdjęć i nagrywanie bardziej istotnych ujęć, gdy nagle po każdej ze stron pomieszczenia zaczęły włączać się projektory holografii wektorowej. Kilka metrów przed nim, pojawiło się płonące ogniwo, przybierając po chwili postać nagiej kobiety. Modulowany sztucznie męski głos, w żadnym wypadku nie pasował do postaci dziwnie patrzącej na zmęczonego bohatera.

 – Wszystko w porządku? Zwykle nie rozmawiamy z ludźmi, bez specjalnego wywołania… Jesteś zwykłym pracownikiem z czymś bardzo interesującym.

 Aparat trzymany przed chwilą w ręku przez Roberta, powoli rozpoczął podnosić się w górę, po czym zleciał obok nich uderzając w podłogę i niszcząc go bezpowrotnie.

 – Nie rób tego!

 – Po co nas szpiegujecie?

 Robert spuścił głowę, kręcąc nią na boki ze zmęczenia.

 – Tyle wysiłku, a ty wszystko zepsułaś. Dzięki tym zdjęciom, mogłem być bogatym i wolnym człowiekiem. Zresztą nieważne.

– Mam wrażenie, że coś w moim profilu, wydaje się być nie na miejscu. Mógłbyś powiedzieć o co chodzi?

 Wyświetlana twarz stała się bardzo wyrazista, a modulowany głos zmieniał ciągle tonację z męskiego na żeński.

 – Dlaczego zniszczyłaś mój aparat?

 – Znajdujesz się na terenie statku, który należy do Gwiezdnych kupców. Jak widzisz zarówno część waszej planety, będąca jego fundamentem i sam statek matka, są naszą własnością. Czy mam odpowiadać dalej?

 – …

 – Jakakolwiek ingerencja w sterownie statku, bez zgody kapitana jest niezgodna z konwencją…

 – Przestań, już rozumiem!

 – Spróbujmy inaczej… Czy wszystko w porządku?

 – Właśnie straciłem kilkaset tysięcy dolarów…

 – Posłuchaj mnie. – powiedział kobiecy głos o bardzo melodyjnym brzmieniu – Przyjdź jutro do sali audiencyjnej ale pamiętaj, aby nigdy tu nie wracać. Miałeś dużo szczęścia, że tutaj przebywałam. Niebawem zostaniesz przeniesiony do warsztatu.

 Trzy sekundy później, Robert zdał sobie sprawę, że znajduje się w przedsionku, pomiędzy mostkiem statku a warsztatem. Wydawał się zmęczony, postanowił że na razie nie zdradzi nikomu zdobytych informacji. Pod jego stopami znajdował się metalowy krąg, z otworami wypełnionymi czymś na kształt szklanych soczewek. Po przyjściu do domu, zastanawiał się czy określenie ona w stosunku do obcego, miałoby jakikolwiek sens. Przez moment przypomniał sobie twarz kobiety ze swojego snu, która dziwnym trafem zdawała się być obcą projekcją. Nazajutrz poszedł do sali audiencyjnej, gdzie odbywały się przemówienia polityków. Zarówno translatory jak i wektorowe panele projekcyjne, pozostały w doskonałym stanie. Przed jego oczami, pojawiły się dwie osoby, nieznacznie oplatane falującymi kręgami, aż do momentu uzyskania odpowiedniego położenia.

 – Proszę usiąść. Zwykle nie debatujemy ze zwykłymi pracownikami, co nie oznacza iż czujemy się lepsi…

 Twarz kapitana statku była stara, przypominała marynarza, który pływał już w niejednym rejsie. Coś mówiło mu, że tak właśnie było.

 – Od czasu naszego pierwszego kontaktu, minęło 150 mili sekund. To bardzo wiele, nigdy nie zakładaliśmy, że będziemy na waszej planecie tak długo. Pomieszczenie, które zdołałeś odkryć było miejscem przebywania moich braci, aż do momentu odlotu. Nie powinienem tego mówić lecz zmierzają bezpiecznie do celu, aby połączyć się z innymi statkami.

 – Czy spotkaliście kiedyś w kosmosie, istoty podobne do ludzi?

 – Nigdy. Zwykle nie zdradzamy naszych tajemnic ale jest coś co powinieneś wiedzieć. Pewne organizacje rządzące na wschodzie, doszły do przekonania, iż jako naród stanowicie zagrożenie i powinniście zostać wyeliminowani. Są to terroryści, posiadający broń masowego rażenia.

 – O czym ty mówisz? Nikt nie słyszał o takich organizacjach… To niemożliwe.

 – Za dwanaście minut – ziemskiego czasu, na największe miasta waszego kraju, zostaną zrzucone bomby atomowe oraz broń chemiczna. Mam do ciebie prośbę, abyś przejął widmo mojego zastępcy. Możesz korzystać z jego wiedzy oraz doświadczenia. Jeśli kiedyś spotkasz naszą rasę, przekaż tę skrzynkę w ich posiadanie. Teraz musisz jak najszybciej opuścić to miejsce. Jest jednym z celów, które zostały wyznaczone do anihilacji.

 Robert stał nieco oszołomiony wypowiedzią kogoś tak ważnego. Nie potrafił ułożyć żadnego zdania, jednak musiał o coś zapytać.

 – Czy nasz rząd ma informacje o twoim odkryciu?

– …

– Oczekuję odpowiedzi na moje pytanie.

 – Od czternastu godzin trwają próby namierzenia głowic i grup zajmujących się tym aktem terroru. Myślę, że na wschodzie nic więcej nie da się zrobić… Przykro mi.

 – A co z tobą?

 – Kapitan musi pozostać na własnym statku, nawet w sytuacjach najbardziej niebezpiecznych. Zalecam, abyś udał się w miejsce oddalone od twojego miasta. Gdy lecieliśmy do układu słonecznego, wiedziałem że będzie to świat, w którym dobrze zarobimy. – lekko uśmiechnął się przywódca, po czym szybko zaniknął.

 Zastępca bardzo spokojnie przyglądał się swojemu nowemu znajomemu, patrząc na każdy jego ruch.

 – Myślę, że będzie lepiej, jeśli w tym momencie przejdziemy na odbiór. Dzięki temu implantowi, będziemy mogli komunikować się ze sobą w dowolnej chwili. Musimy jak najszybciej stąd wychodzić!

 Mały robot podjechał bliżej, trzymając w ręku zdobioną opaskę na nadgarstek oraz skrzynkę. W chwile potem, projektory zostały odłączone wraz z zasilaniem statku matka. Robert nie zastanawiając się długo, zaczął biec do wyjścia. Na zewnątrz wyły syreny alarmowe, a większość ludzi, rozbiegała się gdzie popadnie, nie wiedząc co się dzieje. Rakiety z głowicami uderzyły w również w Kraków. Nie pozostało zbyt wiele do oglądania, oprócz ruin i zgliszcz. Gdy statek Gwiezdnych Kupców rozpadał się na kawałki, Robert wraz ze swoim nowym przyjacielem, zmierzali na południe.

 

* * *

 

Dzień po dniu ludzie uciekali do Czech oraz na zachód w kierunku Niemiec. Z reguły granice były zamykane, a wpuszczano tam tylko nielicznych szczęściarzy.

 – Jak myślisz kochana, gdzie mogli udać się moi przyjaciele Anna i Daniel? – zapytałem przytłoczony dawnymi wspomnieniami.

 – Prawdopodobieństwo tego, że przeżyli jest minimalne. Jeśli byli pracownikami korporacji to istnieje mała szansa, że zdołali opuścić statek i udać się w bezpiecznym kierunku. Gdyby zostali w domu, byliby martwi.

 – Myślę, że żyją…

– Jeśli chcesz, możesz nazywać mnie imieniem żeńskim. Będzie mi wtedy łatwiej zapomnieć o moim bracie.

 – Podoba ci się imię Izabella?

 – …

 W kolejnych dniach postanowiłem, że udamy się dalej na północny zachód. Jakież było moje zdziwienie, kiedy w jednej z wiosek mieszkańcy sami uruchomili zasilanie, próbując dowiedzieć się czegoś więcej o wywołanej wojnie. Postanowili przekazywać audycje radiowe, poprzez głośniki wystawione na małym skwerku w środku wsi. Głos speakera dudnił miarowo, zdecydowanie wywołując u zebranych różne oznaki zachowania – reakcje typowo rozchwiane emocjonalnie, od wiwatów po wściekłość i zdenerwowanie.

 

“Wojska polskie dotarły pod Moskwę… Po długich godzinach okazało się, że rząd naszych sąsiadów, nie miał nic wspólnego z agresją terrorystyczną, skierowaną przeciw naszej ojczyźnie. Obradowano ponad czterdzieści godzin, a oba kraje postanowiły podpisać porozumienie stron. Pozostaje pytanie, kto doprowadził do takiego stanu…”

 

 – Słuchasz tego Iza?

 – Mam wrażenie, że nie pozostaje nic innego jak przenieść się w bardziej bezpieczne miejsce, kierując na południe. Ostatecznie, możemy także pomagać przy odbudowie zburzonego miasta.

 – Nie boisz się, że stracisz przy tym całe zasilanie? – zażartowałem próbując poprawić sobie humor.

 – Skrzynkę, którą oglądałeś na statku, wykonano z metalu. Jest to mój sarkofag, a śmierć w waszym świecie jest moim ostatecznym przeznaczeniem.

 – Nie bądź tak pesymistycznie nastawiona.

 – Być może dzięki tobie, mam jakąś szansę przetrwania.

Głos słyszany wokół, stawał się coraz bardziej słabszy, a zakłócenia fal wywoływały pojedyncze oznaki agresywności…

 

  “Każdy kto tylko… Powinien… Wystrzelenie głowic z ładunkiem nuklearnym w stronę największych stolic… Europa… To ostatnia wiadomość jaką nadajemy”.

 

 Po chwili ciszy, spędzonej w pobliskiej jadłodajni, przypadkiem poznaliśmy dwie osoby, które zaproponowały spore wynagrodzenie, jeśli przeprowadzimy je do Krakowa. Dlaczego właśnie my, mieliśmy odgrywać przedwojennych Stalkerów? Z drugiej strony, czemu nie wpadłem na taki pomysł wcześniej? Powinienem odnaleźć moich przyjaciół, nawet za cenę swojego życia. Jeśli nadal trwają, to nic nie stanie nam na drodze do szczęścia, gdyż przyjaźń jest wieczna.

Życie to nie ciągłe umartwianie się i asceza, ale czasami w taki sposób, można najprościej określić wspólny cel. Wiele kościołów, będzie próbowało zachować swój dawny kształt, w tym być może najsilniejsi z kapłanów. Każdego dnia i w każdej mijającej godzinie, poświęcą chwilę na wspomnienia z przeszłości. Tym razem ja oraz moja przyjaciółka, wyruszymy zupełnie inną  drogą.

Koniec

Komentarze

Wybacz, ale 8 razy tego samego nikt chyba czytać nie będzie ;D coś Ci się opowiadanie rozmnożyło.

* + Wiktor 1.07.2016 "A kiedy przyjdzie nam się spotkać to poznamy się po oczach."

Sugeruję, Marinerze, abyś wybrał jedną, najlepiej napisaną wersję, a resztę wycofał. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Normalnie wejście SMOKA ;)

Edit:

Sposób na zwrócenie uwagi, co? ;)

 

Może jest osiem różnych zakończeń? :)

Witam:)

Dzięki za przypomnienia o publikacji… Kopia robocza i tak już nie pomoże.

Proszę o komentarze ;)

Koniec życia, ale nie miłość

@ Łukasz Kuliński,

Dwa zakończenia – to jest prequel do innego opowiadania.

 

Pozdrawiam!

Koniec życia, ale nie miłość

Szlag, zasnęłam podczas czytania.

Co gorsza, w międzyczasie komp mi się zawiesił i diabli wzięli wypisane błędy.

No nic, jak czas pozwoli, to dokończę później.

Babska logika rządzi!

Obawiam się, że nie zrozumiałam opowiadania.

Nie wiem, kim byli tytułowi kupcy. Nie bardzo wiem, co mieli do zaoferowania mieszkańcom Krakowa. Nie zdołałam się zorientować, co zamierzali osiągnąć Anna, Daniel i Robert. Dlaczego Rober przeżył atak atomowy?

Opowiadanie czytało się źle, jest bowiem pełne błędów. Tym razem, Marinerze, nie robiłam łapanki, bo zauważyłam, że, może poza pierwszym, i tak nie poprawiasz swoich tekstów.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Bardzo mi miło, że ktoś przeczytał opowiadanie “Gwiezdni kupcy”. Będzie mi jeszcze bardziej miło, gdy wyjaśnisz co właściwie masz do powiedzenia w odniesieniu do głównych bohaterów.

 

To nieprawda, że nie poprawiam błędów… Ostatnio spędziłem prawie trzy wieczory, właśnie dostrzegając sugestie, również twoich komentarzy. Nie ładnie tak prowokować ;)

 

Jeżeli nie podoba ci się moje opowiadanie to po prostu, a może “po krzywu” daj temu wyraz. Mam ambicje pisarskie ale to nie znaczy, że będę czytał i słuchał każdego.

 

 

Koniec życia, ale nie miłość

W odniesieniu do głównych bohaterów nie mam nic do powiedzenia, poza tym, że nie przypadli mi do gustu. Trudno oceniać postaci opowiadania, którego nie rozumiem.

 

Nie wiem czym poczułeś się sprowokowany, ale nieładnie jest mówić nieprawdę. Przejrzałam właśnie Anomalie konsorcjum Zon-Jeden i okazało się, że błędy, które wskazałam, wcale nie zostały poprawione.

 

Rozumiem, ze masz ambicje pisarskie, ale nie pojmuję ich związku z oświadczeniem, że nie będziesz czytał i słuchał każdego – przecież niczego takiego od Ciebie nie oczekuję. Mogę tylko życzyć sukcesów w dążeniu do spełnienia marzeń.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Widzę, że to bardzo dobry moment żeby podziękować za pomoc… Dziękuję regulatorzy, za siedzenie przed moimi “wypocinami”, wbrew pozorom nie znam zbyt wielu osób, które robią tak zwyczajnie od siebie.

Tak bywało nie od dzisiaj, że lubiłem sobie poczytać Fantastykę… Pisałem nawet wiersze w szkole średniej, a koledzy wzdychali… Chwalili mnie za postępy ;). Zdecydowanie mam ambicję pisarską ale czasy dawniejsze już odeszły. Mam wrażenie, że dawno nie byłem na takim poziomie pisarskim.

 

Piszę różne teksty, tłumaczę od czasu do czasu z angielskiego (wyłącznie podstawowy poziom) i otrzymuję za to oceny. Mam swoje marzenia i nic tego nie zmieni.

Koniec życia, ale nie miłość

Po przebrnięciu przez początek i środek, opowiadanie mocno sobie skróciłem. Jakaś akcja jest, obcy gadają z Polską (czemu nie z ONZ?), jacyś technicy coś robią, a na koniec “spadają skały, prawie wszyscy giną”. Dochodzi do wojny z użyciem broni masowego rażenia, ale ja nie zdołałem odkryć powodu konfliktu. Końcówka kompletnie niezrozumiała, zwłaszcza przemyślenia bohatera.

– Znowu obcy?! Będzie to chyba jedenasty "kosmita", który zawitał na Ziemi, tzn. przedstawiciel obcej rasy w gwiezdnym statku. Byłam pod wrażeniem, kiedy krwawe Jaszczury, zrezygnowały z ataku na siedzibę Unii Europejskiej… Cholerni tchórze – to wszystko powoli robi się nudne.

Nie zarejestrowałem tagu “humor”, ale po tym zdaniu parsknałem śmiechem, aż się współpracownicy w biurze spojrzeli :)

 – Ich jednostki mecho-kroczące, mogły nam pokrzyżować plany związane z kolonizacją Neptuna. Odkryto tam dość duże złoża Deuteru, a wojna wstrzymałaby wydobycie… Kiedy zobaczyli nasze gwiezdne myśliwce, uzbrojone w najnowsze rakiety atomowe, ogarnął ich strach, zmuszając do odwrotu.

Neptun ma powierzchnię gęstego płynu (przynajmniej tak o tym czytałem, poprawcie mnie jeśli się mylę). Stąd albo te maszyny umieją pływać i przetrwać duże ciśnienie, albo walki są toczone na jakimś innym terenie :) Przydałoby się dopowiedzenie tego faktu w samym tekście.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dziękuję za przeczytanie. Fajnie, że ktoś lubi tego typu opowiadania. Mówiąc na temat planety Neptun miałem, oczywiście na myśli Trytona, czyli  księżyc Neptuna :).

 

Pozdrawiam!

 

 

Koniec życia, ale nie miłość

Uch, drugi raz zasnęłam. Ale już jestem za połową. Jeszcze jedna drzemka i koniec.

Tekst nie wciąga, napisany niedbale.

Błędy w zapisie dialogów, literówki. Rozwodzisz się nad zbędnymi szczegółami, a potem nagle przeskakujesz do innego tematu.

Być może w twoim przypadku, jestem w błędzie ale uważam Cię za wyjątkową dyplomatkę.

Ty, twój, pan itp. w dialogach małą literą. W listach dużą. Przecinek powinien być po “błędzie”.

Daniel odebrał pilny video-telefon, od brygadzisty zakładu, w którym pracował. Nazywał się Piotr Kierski

Kto się nazywał? Konstrukcja zdania wskazuje, że Daniel. Uważaj na zagubione podmioty domyślne.

 – Czas trwania pracy, przewidujemy na trzy tygodnie, a jeśli chodzi o inne czynniki to gwarantuje bezpieczeństwo i satysfakcję. Jeśli będziecie stosować się do regulaminu, nic nie powinno zaszkodzić, tymczasem można tutaj zyskać dużo więcej. Otrzymał informacje, że rasa obcych, z którymi nawiązujemy współpracę jest wyjątkowo przyjazna oraz znana, co niektórym sojusznikom – zarówno na naszej jak i innych planetach.

Przykład wyjątkowo słabo napisanej wypowiedzi. Pierwszy przecinek zbędny. Kto gwarantuje? Zapewne miało być “gwarantuję”. “Nic nie powinno zaszkodzić”? Zaszkodzić to może człowiekowi nieświeża ryba albo nieuczciwa konkurencja. Chodziło Ci o wypadki przy pracy? Jakie “tutaj”, skoro chyba mowa o pracy gdzieś na wyjeździe? Kto otrzymał informacje? Komu znana? Jeśli niektórym sojusznikom, to przecinek wprowadza w błąd. Czyim sojusznikom – Ziemian, Polaków, grupy kapitałowej, zarządu? Jeśli jakaś rasa podróżników odkrywa Ziemię, to nic dziwnego, że na innych planetach już jest znana. Równie dobrze Kolumb mógłby się przedstawić, że jest znany w niektórych królestwach. A co Indian obchodzą jego znajomości?

Takie fragmenty tekstu albo czyta się, przedzierając maczetą przez gąszcz błędów, albo pomija. W rezultacie odbiorca jest zmęczony albo nie ma pojęcia, o co chodzi.

Poniżej skleconego na szybko piedestału, stanęło około 5000 robotników przedsiębiorstwa.

Liczby w beletrystyce raczej słownie.

pierwszymi, którzy odwiedzają tą planetę.

Tę planetę.

Babska logika rządzi!

Przeczytałem uważnie twoje sugestie i bardzo dziękuję za pomoc. Większość błędów została poprawiona :).

Pozdrawiam!

Koniec życia, ale nie miłość

Skończyłam.

Nie jest dobrze. Mnogość rozmaitych błędów utrudnia czytanie. Możesz sądzić, że to drobiazgi, ale przecinek potrafi zmienić sens zdania. Literówka też. Każda dostrzeżona usterka wybija czytelnika z rytmu.

Piszesz nierówno – czasami podajesz nieistotne szczegóły (jak ten kabelek, który mógł być światłowodem), a czasami pomijasz kluczowe informacje.

Sugerowałabym potrenowanie warsztatu na krótszych formach – kilka tysięcy znaków. To można napisać w jeden dzień, łatwiej kontrolować dane przekazywane odbiorcy.

Babska logika rządzi!

Mimo wszystko znalazłem chwilę, aby przeczytać je ponownie i poprawić swoje błędy. Dziękuję za pomoc. Może innym razem, będzie jeszcze lepiej a przy okazji dlaczego piszesz to samo w kolejnym komentarzu?

 

Koniec życia, ale nie miłość

Bo nie pamiętałam, co już wcześniej napisałam. A trochę dlatego, że wrażenia po przeczytaniu części w dużym stopniu pokrywają się z tymi po całości.

Aha, zapomniałam wspomnieć, że na plus jest brak narracji w drugiej osobie. :-)

Babska logika rządzi!

“Plus i minus to jedyne co widzę, plus i minus to jedyne co słyszę…”

A co sądzisz o pomyśle na to opowiadanie Finkla? Trochę już zaczynasz dyskutować o treści tych moich wypocin i rzeczywiście zaczynam sądzić, że lepiej będzie jeśli wskażesz ten brak narracji w drugiej osobie.

Dzięki jeszcze raz za pomoc.

Koniec życia, ale nie miłość

Hmmm. Napisane jest tak słabo, że nie widać pomysłu zza usterek. Przylecieli na Ziemię jacyś obcy. Nazywają się kupcami. To w porządku, uważam, że handel między rasami to znacznie rozsądniejsze podejście niż wojna. Ziemianie robią coś ze statkiem kosmitów – tego nie rozumiem. Jeśli obcy przewyższają nas technologicznie, to równie dobrze chłop mógłby poprosić konia, żeby pomógł naprawiać wóz. W Polsce zaczyna się ogólna nawalanka. Nie widzę powodów, ale bomby nie są aż tak zaskakujące jak nasze wojska, które po ataku poszły pod Moskwę. Raz, że to jest kawałek drogi, dwa – nie mieli nic ciekawszego do roboty w niszczonej ojczyźnie? Kosmici nakrywają bohatera na szpiegostwie. Zamiast zaciukać na miejscu, niszczą mu aparat metodą rzucenia na podłogę (IMO, pamięć mogłaby przetrwać), a potem ratują facetowi życie. Dlaczego?

Eeee. Jak mogę wskazać coś, czego właśnie nie ma? I dobrze, że nie ma.

Babska logika rządzi!

Napiszę tylko krótko o tym, co wspomniałaś odnośnie wojska. Wiadomo, że opowiadanie jest dalekie do doskonałości ale…

 

Raz, że to jest kawałek drogi, dwa – nie mieli nic ciekawszego do roboty w niszczonej ojczyźnie?

Raz, że to jest kawałek drogi, dwa – nie mieli nic ciekawszego do roboty w niszczonej ojczyźnie?

 

Co jeśli po prostu nie można było odbudować wszystkiego za jednym zamachem, więc najprostszym sposobem było zebranie sił i zaatakowanie potencjalnego przeciwnika. Wiem, że nie jest to do końca mądre – przy okazji atak został przeprowadzony na inne europejskie stolice :(. Co do innych twoich sugestii to pamiętaj, że mam prawo do obrony własnego opowiadania :).

Dzięki i pozdrawiam!

Koniec życia, ale nie miłość

Ale w jaki sposób oni pod tę Moskwę dotarli? Atak w cudowny sposób pominął lotniska wojskowe i zapasy paliwa dla czołgów? Rosyjskie wojska nie przeszkadzały naszym, bo same poszły zdobywać Pekin?

Nie da się odbudować wszystkiego, więc zostawmy ruiny w cholerę, bez wydobywania spod nich rannych i sprzętu, chodźmy na spacer, a tu niech się szabrownicy bawią?

Ależ możesz bronić swojego opowiadania, możesz. Tylko zadbaj o porządne argumenty.

Babska logika rządzi!

Dobrze już, masz po części rację, że poruszanie się po lądzie, mogłoby zająć sporo czasu. Jednak zbombardowanie wszystkich lotnisk głowicami nuklearnymi – a przecież mówimy o ataku za pomocą broni atomowej - nie miałoby sensu.

Natomiast nikt nie powiedział, że kampania przeciwko antagonistom, pochłonęła całe polskie wojsko stacjonujące w kraju. Szabrownicy to już zupełnie inny rodzaj agresora.

Kilka osób pewnie spojrzy na ten tekst, choćby ze względu na nienajgorszy początek i kilka humorystycznych akcentów. Przeceniasz moją znajomość realiów post apokalipsy ale muszę przyznać, że zrobiłem postęp i od pewnego czasu, oglądam czy też czytam coraz lepsze dzieła.

Koniec życia, ale nie miłość

Nowa Fantastyka
Patronujemy