- Opowiadanie: Shawarkar100 - Szczęście

Szczęście

Hej!

“Szczęście” ukazało się w III numerze Silmarisa, ale pomyślałem: dlaczego nie wrzucić go też tutaj?

Mam nadzieję, że lektura sprawi wam przyjemność...

Szczególne podziękowania chciałem złożyć Bemik, która poleciła mi wysłać tekst do Silmarisa. Dzięki!

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Szczęście

Zapytacie może, czym jest szczęście? Jest panem w podeszłym wieku, odzianym w stare palto, przemierzającym powoli ulicę po deszczu. Starannie omija kałuże, patrząc nieustannie pod nogi. Jego parasol miarowo stuka o kamienie, którymi wyłożono wyboistą ścieżkę, okrążającą kolorowe, ale mokre kramy. Szczęście spogląda na bawiące się na placu dzieci, całe ubrudzone w błocie, ale szczęśliwe. Tutaj nie jest potrzebny…

Skręca więc w boczną alejkę, skryty w korytarzu utkanym z wierzbowych koron. Mija przerdzewiałą metalową bramę i staje naprzeciwko świeżo wykopanego grobu. Grabarz akurat opuszcza trumnę. Szczęście przygląda się jasnym, dopiero co zbitym deskom oraz prostemu krzyżowi. Ładna robota. Rozgląda się dookoła. Wszędzie te same nagrobki, te same krzyże. Czyżby to możliwe, aby jeden człowiek umarł wiele razy? Na nagrobku widnieje jasny napis: “N.N. Mężczyzna, lat ok. 50.”

Zapomniany, zagubiony w gęstej pętli czasu, na zawsze spoczął pośród swoich braci.

Lecz Szczęście nie może nic zrobić. Tylko uśmiechnąć się do samego siebie i chwycić za kostkę, wokół której coś się oplotło.

To jego przeznaczenie.

Zapytacie może: czym jest szczęście? Jest przemoczonym i nieszczęśliwym panem w podeszłym wieku. Jego palto zaczęło się pruć, ukazując znoszony, pomięty garnitur. Nie omijał już małych jeziorek umiejscowionych gęsto na kolorowym chodniku, lecz szurając nogami wchodził do nich co chwilę. Smętnym wzrokiem omiatał poszarzałe skwery i małe kamieniczki, szukając żywej duszy. Lecz nie było już gromady bawiących się dzieci. Tylko nikłe światło latarni. I…

…ona. Wiedział, że ją tutaj spotka. Rzeczy nieuniknionych nie warto odwlekać. Siedziała na murku w swojej najlepszej białej sukience. Śmierć zabrała jej już oboje rodziców. Zanim zdążyła opłakać mamę, odszedł także ojciec. Rzekomo w wypadku samochodowym. Ulica nie jest dobrą matką. Szczęście wiedziało o tym bardzo dobrze. Nikt, dla kogo domem jest ulica, nie kończy najlepiej. Najpóźniej za rok spotka ją na oddziale toksykologii, przypiętą do łóżka.

Lecz Szczęście nic nie może zrobić. Tylko uśmiechnąć się do samego siebie i próbować oswobodzić od liny wrzynającej mu się w kostkę.

To jego los.

Zapytacie, czym jest szczęście? Jest nędzarzem. Żebrakiem, którego okrywają stare szmaty. Idzie boso, potykając się co chwila o własne nogi. Mija drogi apartament, spogląda w niebo i widzi stojącego na balkonie mężczyznę w markowej koszulce i modnych spodniach, palącego e-papierosa. Szczęście zna go doskonale. To wielki szczęściarz, lecz bardzo mały człowiek. W garażu spoczywa jego największy skarb. Piękna, krwistoczerwona maszyna. Świeży lakier, dopiero co nałożony. Drogi interes. To nic. Za tydzień stanie się jeszcze bogatszy. Wygra na loterii.

Lecz Szczęście nic nie może zrobić. Tylko uśmiechnąć się do samego siebie i próbować zatamować krwawienie ze skrępowanej stopy.

To jego fatum.

Zapytacie może czym jest szczęście? Jest łachmaniarzem bez grosza przy duszy, stojącym na skraju mostu. W rękach trzyma olbrzymi głaz, do którego przywiązana jest jego noga.

Lecz Szczęście nic nie może zrobić. Tylko rzucić kamień przed siebie i uwolnić się, usprawiedliwić choć na moment swoje czyny.

To jego ukojenie…

Koniec

Komentarze

Hmmm. Przyznam się, że mnie tekst nie przypadł do gustu.

Zabrakło fabuły, wyjaśnień… Ale szacun za warsztat, za podejmowanie takich tematów w Twoim wieku. I niech żyje kolektywne podejmowanie decyzji! ;-)

Babska logika rządzi!

Ładnie napisane, ale przykłady, które spotyka Szczęście są takie rzekłbym, że stereotypowe niemal. I nie wiem dlaczego, ale odniosłem wrażenie, że szczęście w Twoim tekście jest czymś złym, czymś płytkim i że cierpienie uszlachetnia. Cóż…

Spodobała mi się postać Szczęścia – od starszego pana do samobójcy i motyw z oplecioną kostką, choć moim zdaniem lepiej wyglądałoby to w większym opowiadaniu.

F.S.

A mnie się podobało.

Dobrze napisane, ciekawe opowiadanie.

Nie widzę w tej postaci [szczęścia] niczego złego ani płytkiego, raczej to, że nie ma na nic wpływu, niezależnie od sytuacji, jakiej jest świadkiem, nic nie może zrobić: ani dodać, ani ująć. To smutne. I – oczywiście – niesprawiedliwe.

Anet, nie napisałem o Szczęściu, że jest płytkie, a raczej o szczęściu. Do samego Szczęścia nie mam nic. Wręcz przeciwnie, bardzo mi się podoba.

F.S.

Tylko uśmiechnąć się do samego siebie i chwycić się za kostkę, wokół której coś się oplotło.

Siękoza. Staraj się z tym walczyć. Im wcześniej to opanujesz, tym łatwiej będzie Ci się potem pisało ;)

 

… ona

bez spacji po wielokropku

 

całe ubrudzone w błocie

Jak dla mnie trochę masło maślane. Wystarczyłoby albo “całe ubrudzone”, albo “całe w błocie”.

 

Na nagrobku widnieje jasny napis: N.N. Mężczyzna, lat ok. 50.

Zastanowiłbym się nad cudzysłowiem, jeśli to cytat napisu. Jeśli to wypowiedź czysto “odnarratorska”, nie użyłbym skrótu, a liczebnik zapisałbym słownie. Ale sam to przemyśl, przyjmij jakąś zasadę (byle poprawną) i bądź konsekwentny ;)

 

Śmierć zabrała jej już oboje rodziców. Zanim zdążyła opłakać mamę, odszedł także ojciec.

Wiadomo, o kogo chodzi, ale teoretycznie zgubiony podmiot. Wychodziłoby, że to śmierć nie zdążyła opłakać mamy. Potem też można by się przyczepić podmiotów; po prostu uważaj na to w przyszłości. 

 

Mija drogi apartament. Szczęście spogląda w niebo i widzi stojącego na balkonie mężczyznę w markowej koszulce i modnych spodniach, palącego e-papierosa. Szczęście zna go doskonale.

Powtórzenie. Pierwsze “szczęście” można by spokojnie usunąć. 

 

To raczej drobne usterki, więc piątka z minusem. Piękny szort. Taki z rodzaju tych, które powinno się traktować trochę jak wiersz. Niektóre zdania naprawdę świetne. “To wielki szczęściarz, lecz bardzo mały człowiek.” Może Ameryki nie odkrywa, ale jest w nim to, co bardzo doceniam. Zwięzłość. Pisarz powinien potrafić ująć coś w kilku prostych, ale zdecydowanych słowach. Myślę, że z czasem będzie tego u Ciebie jeszcze więcej. (Polecam dawkowanie poetyckości oszczędnie, acz celnie). Poza tym uważaj z epitetami. “Smętnym wzrokiem omiatał poszarzałe skwery i małe kamieniczki, szukając żywej duszy.” Raczej nie raziły, bo to szort. Ale na dłuższą metę bądź ostrożny. Czasowniki i rzeczowniki są ważniejsze niż przymiotniki, a przysłówki to zazwyczaj niepotrzebne paskudy. 

Gratuluję publikacji, ale przede wszystkim bardzo dobrego tekstu. W pełni zasługuje na bibliotekę :)

Podkradam zdania z komentarza funthesystema 

Piękny szort. Taki z rodzaju tych, które powinno się traktować trochę jak wiersz. Niektóre zdania naprawdę świetne. “To wielki szczęściarz, lecz bardzo mały człowiek.” Może Ameryki nie odkrywa, ale jest w nim to, co bardzo doceniam. Zwięzłość.

I podpisuję się pod nimi. Jeśli kiedyś zostaniesz uznanym pisarzem, będę mogła część zasług przypisać sobie. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Jak wiersz, powiadacie? To by tłumaczyło, dlaczego do mnie dzieło nie trafiło. ;-)

Babska logika rządzi!

Trochę przypomina mi tekst Gravel “Szatan smutny śmiertelnie” :)

 

Rzeczywiście dałeś trochę stereotypowe przykłady, ale za świetny pomysł na personifikację szczęścia można to wybaczyć ;)

Opowiadanie może się spodobać czytelnikom, motyw starszego pana ma w sobie coś smutnego, a zarazem czegoś innego, co odbieram jako wybaczenie. Reszta opowiadania również jest wyśmienita i zwróciła moją uwagę, aż do samego końca. Trochę za krótkie.

Koniec życia, ale nie miłość

Inne mam wyobrażenie szczęścia i jestem zaskoczona, Shawarkarze, że w Twoim jest tyle smutku. Jednakowoż, młody Twórco, nie mogę odmówić Ci niebanalnego pomysłu i bardzo porządnego wykonania. ;)

 

na­prze­ciw­ko świe­żo wy­ko­pa­ne­go grobu. Gra­barz aku­rat opusz­cza trum­nę. Szczę­ście przy­glą­da się ja­snym, świe­żo zbi­tym de­skom… – Powtórzenie.

 

Smęt­nym wzro­kiem omia­tał po­sza­rza­łe skwe­ry i małe ka­mie­nicz­ki, szu­ka­jąc żywej duszy. – Masło maślane. Kamieniczki są małe z definicji.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Jest panem w podeszłym wieku, odzianym w stare palto, przemierzającym powoli ulicę po deszczu.

Tylko jedną ulicę?

 

Szczęście spogląda na bawiące się na placu dzieci, całe ubrudzone w błocie, ale szczęśliwe.

Tu z kolei powtórzenie, które mnie osobiście mocno zraziło, i to nie tylko na poziomie językowym, ale również logicznym, by wychodzi mi, że Szczęście, choć spersonifikowane, jest, generalnie, niepotrzebne, bo ludzie i bez jego interwencji potrafią być szczęśliwi. Albo – co wynika z dalszej części tekstu – wręcz odwrotnie: nieszczęśliwi mimo jego obecności.

To trochę tak, jakby pisać o śmierci (albo ŚMIERCI, by oddać hołd bodaj najfajniejszej i najmądrzejszej znanej mi – i pewnie większości świata, szczególnie tego płaskiego jak Dysk – personifikacji tegoż zjawiska) w ten sposób: Śmierć zjawiła się na miejscu wypadku, ale nie była potrzebna, bo wszyscy pasażerowie volkswagena już nie żyli. Tudzież odwrotnie: Śmierć zjawiła się na miejscu wypadku, ale nie była potrzebna, bo wszyscy pasażerowie volkswagena czuli się dobrze i nie mogła zabrać ze sobą żadnego z nich.

Więc co to za Śmierć? I – analogicznie – co to za Szczęście?

Dla mnie bez sensu. I w tym kontekście bez sensu wydaje mi się też finałowe “usprawiedliwianie swoich czynów”, bo żadnych “czynów” na dobrą sprawę nie ma. Szczęście wydaje się być po prostu biernym obserwatorem, który cierpi dlatego, że wie wiele, ale nie może zrobić nic. Zupełnie nieprzekonywująca wizja.

Tak zwany “warsztat” bardzo dobry, choć tutaj pewnie zasługę trzeba dzielić również między moich ziomków i ziomalki z Silmarisa. Z kolei styl, będący już w całości Twoją zasługą, jest świetny. Mi się bardzo. Dlatego bezczelnie pozwolę sobie udzielić Ci pewnej rady, którą powtarzałem tu już wiele razy i którą pewnie powtórzę jeszcze nieraz: nie słuchaj żadnych rad (w tym również i tej), a tym bardziej instrukcji odnośnie tego, jak masz pisać (pomijając oczywiście wbijanie sobie wszystkich zasad poprawnej polszczyzny – od interpunkcji po ortografię. Może Tobie pójdzie to lepiej niż mi;). To jest pułapka, w dodatku cholernie niebezpieczna. Jeżeli podczas pisania zaczniesz sobie wkręcać, że to a to lepiej napisać tak, a tak, bo ten lub ta powiedzą to bądź tamto, to przegrałeś już na starcie.

Pewne rady i obserwacje oczywiście będą jak najbardziej słuszne i pomocne, ale tylko dopóki, dopóty pomagają Ci udoskonalać i rozwijać Twój własny styl. Natomiast kiedy ktoś spróbuje go zmieniać, mówiąc – sorry, Fun – że to jest lepsze, a to gorsze, więc pisz tak a tak, to nie słuchaj. Pod żadnym pozorem.

Po pierwsze dlatego, że nikt nie ma monopolu na rację odnośnie tego, jak wygląda “prawidłowy” styl i jak powinno się pisać, więc nikt też nie ma prawa narzucać Ci swojej wizji, ani mówić, że coś robisz dobrze, a coś źle. My jako czytelnicy możemy tylko subiektywnie oceniać, czy nam się podobało, czy nie. I ewentualnie poprawiać błędy.

Literatura jest żywa, płynna i niedająca się ująć w żadne ramy. I właśnie to jest w niej piękne. Gdyby wszyscy pisali na jedno kopyto, według jakichś autorytatywnie ustalonych norm, pisanie i czytanie nie miałoby żadnego smaku, szczególnie dzisiaj, kiedy Nihil novi jest aktualne jak nigdy dotąd, ale już mniej aktualne, niż będzie jutro. Skoro praktycznie nie masz szans opowiedzieć czegoś naprawdę nowego, to musisz (no dobra, nic nie musisz. Ale powinieneś) opowiadać swoje historie na swój własny, oryginalny sposób. Oczywiście, że nie wszystkim się będzie on podobać – co na swój sposób też jest dobre – ale za to ci, którym spasuje, być może pewnego dnia ustawią się w kolejce po autograf.

Po drugie, jeżeli pozwolisz, by cudze wizje zdominowały Twoją własną, to ani się obejrzysz, a stracisz całą radość z pisania i tę cudowną wolność, jaką ono zapewnia; z pana własnych słów zamienisz się w niewolnika czyichś oczekiwań. A oswobodzić się z tej niewoli – o ile w ogóle to możliwe – jest bardzo trudno.

 

Peace!

 

P.S.

Sorry za bełkot, trochę już jakby śpię.

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze..." /FNS - Supermarket/

Zdawało mi się, czy klikałem wcześniej bibliotekę? Albo mi się śniło, albo mi się przypadkiem odkliknęło – w każdym razie naprawiłem i jest :) No, to za Szczęście :)

F.S.

okrążającą kolorowe, ale mokre kramy.

Dlaczego “ale”, a nie spójnik wprowadzający równorzędność, np, “i”? Niby detal, ale jak dla mnie to udziwnianie tekstu. “Ale” sugeruje jakąś sprzeczność, wprowadza warunek – a co ma bycie kolorowym do bycia mokrym?

 

Ach, Shawarkarze. Jeżeli jako czternastolatek piszesz takie teksty, to aż strach pomyśleć, co będziesz tworzyć za dziesięć, dwadzieścia lat. Zwięzłość i celność niektórych zdań jest faktycznie imponująca, a styl nie razi. Jednak podobnie jak Finkla – odczuwam niedosyt, jeśli chodzi o fabułę. Bo ładne zdania swoją drogą, ale to tylko opakowanie, które powinno mieć co opakowywać. Inna sprawa, że nie przepadam za takimi tekstami-obrazkami i pewnie nie jestem obiektywny. Więc gratuluję dobrego tekstu i wyczekuję jakiegoś bardzo dobrego. ;)

Pozdrawiam!

No to ja jeszcze dodam, Shawarkarze, żebyś nie słuchał Cienia. 

Jeśli mój komentarz odebrałeś jako ingerencję w styl, to źle się wyraziłem. Chciałem po prostu wypunktować konkretne rzeczy, na które warto zwrócić uwagę. Nie da się zaprzeczyć, że poetyckość, epitety czy dobór części mowy wpływają na odbiór tekstu. Owszem, przedstawiam pewną “moją wizję”, ale jest to wizja tego, co chcę czytać.

Jeśli chcesz pisać także dla czytelników, to tych czytelników powinieneś słuchać, a raczej wysłuchiwać. Bo mogę w ogóle nie mieć racji. Nawet jak 10 osób będzie miało podobne zdanie, wszyscy mogą nie mieć racji. Twoim – jako autora – zadaniem jest z tych czytelniczych “wizji” wyłuskać coś, co Ci się przyda. Samo otrzymanie zwrotnej informacji czy tekst się spodobał, czy nie, jest cenne, ale jak tu pójść do przodu bez sprecyzowania, co się spodobało, a co nie? Najczęściej czytelnicy nie potrafią rozgryźć mechanizmów, które odpowiadają za to, że coś się podoba. Ale to, że tekst przypada do gustu, nie jest przypadkiem. Oczywiście możesz do tego dochodzić przez lata metodą prób i błędów – o ile w ogóle chcesz pisać dla innych, a nie tylko dla siebie – jednak po to chyba jest portal, by się podzielić własnym doświadczeniem. Wnioski i tak musisz wyciągnąć sam. A od wyciągania wniosków z rad kolegów po piórze do niewolnictwa cudzych oczekiwań chyba daleka droga. 

 

Gratuluję błyskawicznej biblioteki :)

No to ja jeszcze dodam, Shawarkarze, żebyś nie słuchał Cienia. 

Mam wrażenie, że próbujesz negować wszystko, co napisałem, Fun, ponieważ oparłem się na Twoim komentarzu (a ściślej: na jego fragmencie) jako przykładzie tego, co uważam za – uwaga, eufemizm – szkodliwą bzdurę.

Można i tak, ale zauważ, że Twój dzisiejszy wpis jest rozwinięciem tego, co napisałem rano:

Pewne rady i obserwacje oczywiście będą jak najbardziej słuszne i pomocne, ale tylko dopóki, dopóty pomagają Ci udoskonalać i rozwijać Twój własny styl.

Radzić, pomagać, zwracać uwagę na błędy – owszem, jak najbardziej. Ale z tymi radami trzeba ostrożnie, bo (Rada to niebezpieczny podarunek, nawet między Mędrcami, a każda może poniewczasie okazać się zła /J.R.R. Tolkien/) doświadczenie doświadczeniu nierówne. O gustach nie wspominając. Ja tam, na przykład, lubię przysłówki. Wcale nie uważam też, że przymiotniki są w jakikolwiek sposób gorsze od rzeczowników, bynajmniej. I to jest jedno.

Natomiast mówienie komuś, że jego styl jest nieprawidłowy, bo nadużywa porównań (a do tego już od Twoich słów niedaleko), to coś zupełnie innego. Często powtarzam, że od dobrej historii wolę dobrze opowiedzianą historię. A jaka to jest ta dobrze opowiedziana historia? Cechuje ją przede wszystkim to, że słowo nie służy tylko do przekazywania informacji, ale do… sam nie wiem: malowania obrazów, nadawania im barwy i głębi, nadawania wyrazom i zdaniom wielu znaczeń i znaczeń nowych, wprawiania w zachwyt literacką żonglerką. Słowem lub kilkoma, jest to opowieść, której nie chce się kończyć, bo podróż okazuje się przyjemniejsza od celu. A więc – zazwyczaj – dużo metafor, porównań, epitetów, przysłówków, przymiotników i tak dalej i tym podobne. Co więcej, sam staram się tak pisać i – jak wynika z moich doświadczeń – to się sprawdza.

Ale nikogo nie próbuję przekonać, że to jest jedynie słuszna wizja i że powinien się nią kierować. Bo tak nie jest, po prostu. Potrafię za to – podobnie jak, wbrew temu co uważasz, większość tutejszych użytkowników (a pewnie i ludzi w ogóle) – powiedzieć, co mi się w tekście podobało, a co nie, oraz czasami wskazać pewne błędy natury stricte technicznej.

Z tego samego też powodu – różnorodności smaków literackich – uważam, że pisanie pod czytelnika jest błędem i to ogromnym. Potencjalnych odbiorców jest bowiem kilka miliardów i każdy z nich ma prawo do własnej opinii na temat danego tekstu, obrazu, rzeźby, piosenki, filmu czy koloru zasłon w Białym Domu. Dlatego to, co jednych nudzi albo razi, innych może zachwycić. I pewnie zachwyci. Z tej prostej a oczywistej przyczyny nie da się zadowolić wszystkich, a podejmowanie takich prób jest z góry skazane na porażkę. I można przy tym totalnie zgłupieć. Natomiast jeżeli długo przebywa się w dosyć wąskim gronie czytelników, w dodatku będących również autorami, coraz częściej z wyrobionym już nazwiskiem i dorobkiem literackim, naprawdę łatwo – o wiele łatwiej, niż mogłoby się wydawać – wpaść w spiralę myślenia cudzymi kategoriami i upodobaniami. Wiem, bo sam tak mam. Z jednej strony (nie jestem w tych odczuciach i doświadczeniach osamotniony) jest to świetne, bo faktycznie niesamowicie rozwija, ale z drugiej straszne, bo siłą rzeczy wpycha w pewne schematy i ogranicza ekspresję twórczą. Nie poszedłem na żadne studia literackie właśnie dlatego, że nie chciałem, by jakiekolwiek narzucone z góry normy wymodelowały mój styl i mnie jakoś “uporządkowały”, ale dzisiaj wiem, że całkiem się tego uniknąć nie da. Nawet jeżeli człowiek – świadomie lub nie – nie podporządkowuje się opinii publicznej (w tym wypadku forumowej), to i tak z przerażającą dokładnością jest w stanie przewidzieć, kto jak odbierze jego opowiadanie. I to gdzieś tam siedzi w głowie i miesza, więc zamiast cieszyć się pisaniem, twórca mimowolnie stara się dostroić do gustów jak największej ilości odbiorców. Już samo to jest presją. Pisanie zawodowe (albo półzawodowe, bo tylko o takim mogę na razie mówić) jest pod tym względem jeszcze gorsze.

A to wszystko przecież bzdura! Jeden wielki bullshit. Kiedy czujesz, że pisanie to jest TO, każde kolejne napisane przez Ciebie zdanie, każdy gotowy tekst, powinien być czystą radością, małym aktem spełnienia. Tylko wtedy to naprawdę ma sens. I właśnie tego sensu będę bronić przed wszystkimi, którzy lepiej wiedzą, jak należy pisać (bo z tym i tylko z tym mam problem). A jeśli komuś Twoje dzieło się nie spodoba – co z tego? Wszystkich zadowolić się nie da, ale zawsze znajdą się ludzie, którzy jednak docenią Twoją pracę. A im bardziej się rozwijasz, tym takich ludzi będzie więcej, bo każdy znajdzie coś dla siebie.

Powtórzę zatem raz jeszcze: Shawarkarze, szukaj własnej drogi. Ucz się i przyjmuj dobre rady, ale nie zbaczaj ze ścieżki, która najbardziej Ci odpowiada. Zwłaszcza, że już zaprowadziła Cię bardzo daleko.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze..." /FNS - Supermarket/

Powtórzę zatem raz jeszcze: Shawarkarze, szukaj własnej drogi. Ucz się i przyjmuj dobre rady, ale nie zbaczaj ze ścieżki, która najbardziej Ci odpowiada. Zwłaszcza, że już zaprowadziła Cię bardzo daleko.

Amen. 

Hej!

Tak błyskawiczny przebieg wydarzeń nieco mnie zamroczył, więc dopiero teraz odpisuję.

 Finkla – szkoda, że nie podpadło, następnym razem postaram się bardziej. Od zawsze pociągały mnie liryczne i ciężkie tematy :)

Foloin – zdawałem sobie sprawę, że w tego rodzaju tekstach stereotypowości niemalże nie da się uniknąć. Fajnie, że podobała ci się postać Szczęścia.

Anet – miło, że po raz kolejny poświęcasz swój czas na przeczytanie mojego tekstu i zostawienie pod nim komentarza. Naprawdę dzięki.

Fun – miałeś naprawdę błyskawiczny czas reakcji. Już po 5 minutach od wrzucenia dałeś klik do biblioteki :) Dziękuję za kolejne wskazówki i przeczytanie tekstu. Myślę, że uda mi się znaleźć złoty środek pomiędzy radami twoimi i Cienia Burzy. No i czekam na kolejne twoje opowiadanie, abym mógł ci się wreszcie zrewanżować.

Bemik – wybiegasz bardzo daleko w przyszłość, ale skłamałbym gdybym powiedział, że taka wizja przyszłości mi się nie podoba.

lenah – tekstu Gravel nie czytałem, ale chyba będę musiał to uczynić. Dzięki za komentarz.

MrBrighside – wiem, że fabuła jest dosyć uboga i stereotypowa, ale niestety ciężko było tego uniknąć decydując się na taki tekst. W założeniu to miało być kilka scen, połączonych pewną powtarzalnością w formie zdań typu “ Lecz Szczęście nie może nic zrobić…”. W najbliższym czasie postaram się wrzucić coś dłuższego

Nie spodziewałem się, aż tak pozytywnej fali komentarzy. Jestem naprawdę bardzo szczęśliwy, że opko przypadło wam do gustu i że dostało się do biblioteki. A teraz idę spać, żeby nie popaść w samozachwyt.

 

Gravela – Gravel to dama ;-)

F.S.

Przepraszam, przez te nicki ciężko się połapać. Juz poprawiam. Jeszcze raz przepraszam.

Shawarkarze, obawiam się, że to nie jest kwestia postarania się mniej lub bardziej. Mnie liryka raczej odpycha… Kwestie gustu, te rzeczy. Ale powodzenia na Twojej drodze. :-)

Babska logika rządzi!

Ja znów pozwolę sobie skopiować opinię z wątku silmarisowego: 

Ten tekst przypomniał mi inny*, w pewien sposób podobny w konstrukcji, który powalił mnie kiedyś na kolana. Tym razem na kolanach nie wylądowałam, ale i tak mi się spodobało. Bardzo ładne metafory. 

 

* I uzupełnię, że i mnie chodziło o tekst Gravel “Szatan smutny śmiertelnie”.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Bardzo mi się podobało. Jest klimatycznie i jak na taki krótki tekst, to idealnie przyciąga uwagę. Gratuluję, publikacji.:)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

A dziś jest Międzynarodowy Dzień Szczęścia!

(tak sobie piszę, żeby mi się gwiazdka pokazywała ;)

Nie podobało mi się. I nie mówię o dobrym wykonaniu ani o zgrabnej poetyckości, bo to akurat największe plusy. Ta kreacja szczęścia nie ma dla mnie najmniejszego sensu. Od Arystotelesa po utylitarystów, odsłony szczęścia był skrajnie różne, a czasem z sobą sprzeczne, ale tutaj po prostu słowo szczęście mi nie pasuje. Pasowałyby całe szeregi innych słów. Mogłabym tu umieścić człowieczeństwo, empatię, wolność i tak dalej, ale szczęście? 

Niemniej czytało się bardzo przyjemnie i gratuluję publikacji.

Co do dyskusji na temat ingerencji w styl, to styl nigdy “własny” nie jest. Zlepiamy go z miliona wpływów naszych ulubionych twórców, odbiorców, nauczycieli, kontaktów z innymi, językowych naleciałości regionu i tak dalej. Jest zlepkiem, któremu moim zdaniem nowe wpływy nie szkodzą, bo są ledwie kolejnym klockiem w budowli, na której ostateczny kształt mamy ograniczony wpływ. Warto gromadzić wszystkie klocki, bo potem one się przenikają, jedne zjadają drugie, kolejne wnikają w filary, inne odpadają. To naturalny proces, który odbywa się w każdym z nas. Ograniczanie go jest raczej rodzajem samookaleczenia, zwłaszcza gdy chodzi o rady innych piszących, a nie o salwy bodźców z konsumpcyjnego świata.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Przeczytałem szybko i bardzo mi się spodobało. Faktycznie ma w sobie coś z poezji :) Opisy wprowadziły w zadumę, ale też do jakichś wielkich wniosków nie doszedłem. Ot, dobra odskocznia dnia codziennego.

Since the days of Dying Earth...

Pomysł fantastyczny, ładnie napisane. Podobało mi się, chociaż humor mi trochę opadł po przeczytaniu. Teraz troszkę mi głupio za zazdroszczenie szczęścia niektórym osobom, bo mam przed oczami staruszka z opowiadania. Na pewno zostanie w pamięci na długo.

Może ja jakiś płytki jestem, ale nie zrozumiałem. Technicznie bardzo zgrabne, poetyckie rzekłbym nawet. Ale myśli przewodniej ani przekazu nie załapałem.

"Nie wierz we wszystko, co myślisz."

Nowa Fantastyka
Patronujemy