- Opowiadanie: Tensza - Paradoks bliźniąt

Paradoks bliźniąt

Jak pewnie część z was kojarzy, napisałam kontynuację Koziorożca, która – tak jak Koziorożec - ukazała się w Smokopolitanie. A skoro od publikacji, formalnie rzecz biorąc, mija już trzeci miesiąc, to wrzucam „Paradoks bliźniąt” też tutaj. Jest to wersja odrobinę rozszerzona, z lekko zmodyfikowaną ilustracją, którą rysowałam sama, więc mogę zmieniać, wrzucać i żonglować nią do woli :P

Ogólnie wyszedł z tego dosyć długi blok tekstu, ale mam nadzieję, że nikogo nie znuży.

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Paradoks bliźniąt

Za tamten wypadek Gemma próbowała zrzucić winę na Inni. Siostra była idealnym kozłem ofiarnym. Spała jak kamień, trwając w błogiej nieświadomości, kiedy ich brat umierał pod łóżkiem.

To był głupi odruch – wepchnąć go tam, żeby zmienił się w coś mniej realnego. W marę, w sennego potwora. Gemma zwyczajnie spanikowała. Miała wówczas cztery lata i naprawdę wierzyła, że jeśli położy się i zamknie oczy, to chłopiec po prostu zniknie.

Niestety, nie zniknął. Na domiar złego dostał drgawek. Jego drobne ciało sprzeciwiało się rozkazom zaklętego umysłu. Niezdolny do krzyku, tłukł głową o spód łóżka i uderzał chudymi rękami o podłogę. Jedno łupnięcie, drugie, trzecie…

Słuchając odgłosów tej nierównej walki, Gemma nabierała pewności, że Inni się zaraz obudzi. Ale bliźniaczka ani drgnęła. Tymczasem ona zaciskała mocno powieki, powstrzymując napływające do oczu łzy. Powtarzała sobie, że nic z tego nie dzieje się naprawdę. To tylko sen, zwykły koszmar, obie śpią, a pod łóżkiem nikogo nie ma.

Chłopiec tracił siły. Łomotanie wyraźnie słabło, by na koniec przejść w serię nierównych, mokrych plaśnięć. Ostatni dźwięk umarł wraz z braciszkiem, a w pokoju zaległa ciężka, świdrująca uszy cisza.

Gemma otworzyła oczy.

Instynktownie wiedziała, co należało zrobić. Szybko zerwała się z łóżka, ani myśląc zajrzeć pod spód. Sięgnęła tam na oślep, macając dłonią po chłodnej podłodze, aż natknęła się na coś śliskiego i ciepłego. Żołądek podszedł jej do gardła, oczy znowu zaszkliły się od łez.

Zmusiwszy się do przełknięcia śliny, zatopiła palce w mokrych włosach chłopca. Nie spojrzała nawet na wilgotną, drżącą rękę, tylko od razu dotknęła nią uśpionej Inni.

Wiśniowe krople krzepły na policzku siostry i zasychały pod jasnymi paznokciami. W tym czasie Gemma pobiegła do łazienki i stając na palcach, odkręciła kran w umywalce. Wciąż starała się nie patrzeć na ubrudzone dłonie, podstawiwszy prawą pod strumień wody. Unikała również odbicia w prostokątnym lustrze, więc nie pozostało jej nic innego niż wpatrywanie się w posadzkę.

Na nieskazitelnie białych kafelkach widniały dwie maleńkie plamy. Były czerwone jak oczy diablęcia. Takiego, które w kreskówce pojawiało się nad głową głównego bohatera, aby wykłócać się z aniołem.

Gemma nie mogła sobie przypomnieć, skąd kojarzyła tę scenę. Pamiętała tylko, po której stronie zawsze się opowiadała. W przeciwieństwie do Inni nie zapałała wielką miłością do białoskrzydłych stróżów. Z kolei słowa rogatego, czerwonookiego stworzenia wywoływały u niej szczery uśmiech.

Jako czterolatka nie rozumiała jeszcze, co reprezentował sobą diabeł i czym właściwie było zło. Wiedziała tylko, że tamtego dnia zrobiła coś bardzo niedobrego. Że zepsuła Virgo.

Ale przecież ojciec potrafił naprawić wszystko.

Virgo też. Na pewno.

 

•••

 

Inni zbudziła się z naciągniętą na głowę kołdrą i brzuchem pełnym strachu. Z jakiegoś powodu była przekonana, że stało się coś okropnego.

W pierwszym odruchu zawołała siostrę, ale Gemma nie odpowiadała. Jakby obraziła się na nią bez przyczyny. Bo że tylko udawała śpiącą, było dla niej oczywiste. Inni zawsze umiała powiedzieć, co działo się z siostrą, a w tamtym momencie ciężar milczenia Gemmy napełniał ją czystą trwogą.

Nie mogąc znieść przytłaczającej ciszy, wyplątała się z pościeli i krzyknęła piskliwym głosem, dla odmiany wzywając tatę. Tata zawsze wiedział, co robić. I zawsze przychodził, kiedy go wołała. A jednak tym razem nie przyszedł.

To całkiem sparaliżowało Inni. Dziewczynka zastygła w bezruchu, oddychając jak najpłycej, cichutko, byleby nie zbudzić potwora z szafy. Bo nagle zrozumiała, że w szafie czaił się potwór. Słyszała w snach, jak dobijał się do drzwi swojego więzienia. Czuła dławiący smród wydobywający się z zębatej paszczy.

Tylko jedno mogło go powstrzymać: leżąca pod szafą maskotka. Pluszowy anioł uśmiechał się pokrzepiająco, wyciągając ku Inni kluskowate ręce. Kusząc poczuciem bezpieczeństwa.

Gdy wreszcie przełamała strach, przesunęła się na brzeg łóżka i chwyciła ręką siostry wezgłowie. Potem wyciągnęła własną dłoń w stronę pluszaka, by zawisnąć tak nad podłogą. Oczy zogromniały jej na widok ubrudzonych paznokci.

I wtedy Gemma puściła oparcie.

Świat natychmiast wywinął kozła. Przedramię Inni eksplodowało bólem. Ale nie dlatego znowu zaczęła krzyczeć.

Krzyczała, bo zobaczyła potwora. Stwór wyszedł z szafy i wczołgał się pod łóżko. A teraz patrzył na nią wilgotnymi ślepiami, szczerząc skrwawione kły.

Wyglądał koszmarnie. Wyglądał jak…

Wyglądał jak Virgo.

 

•••

 

Histeryczne wrzaski i płacz Inni wreszcie sprowadziły pomoc. Do pokoju przyszła któraś z mam, już nawet nie pamiętały która. A plany Gemmy, żeby zwalić winę na siostrę, nieuchronnie spaliły na panewce.

Równie dobrze mogłaby próbować wrobić samą siebie. W pewnym sensie próbowała. Bo chociaż były dwie, to stanowiły jedno. Założenie, że pomimo wspólnej cielesności, rozdzielnie poniosą konsekwencje, okazało się zwyczajnie błędne.

Prościej rzecz ujmując: po tyłku za karę dostały obie.

W końcu to był ich wspólny tyłek.

 

1. TAKIEJ TRÓJKI, JAK TYCH DWOJE, TO NIE MA ANI JEDNEJ

 

Nie myślcie o tym – przekazał bliźniaczkom. – To wydarzyło się dawno temu.

– Zresztą ojciec mnie naprawił – wysłał Gemmie.

– Przecież tato mnie naprawił – wysłał Inni.

Bliźniaczki kipiały mieszaniną smutku oraz złości. Wręcz namacalnie wyczuwał ich spojrzenie.

– Naprawił, też coś! – powiedziały cierpko, lecz za słowami stała tylko Gemma.

Mimo ślepoty Virgo bez problemu mógł sobie wyobrazić sztylety w dwubarwnych oczach. Jedna tęczówka brązowa, druga jasnokremowa, obie źrenice zwężone i lśniące groźnie – przynajmniej dopóki Inni nie przejmie sterów nad ciałem.

Jako jedyny potrafił tak rozmawiać z bliźniaczkami. Z każdą „na osobności”. Chyba że akurat któraś spała, podczas gdy druga pozostała świadoma. Wtedy tylko ta przytomna mogłaby z kimś porozmawiać bez wiedzy siostry. O ile przy okazji by jej nie obudziła. A że Gemma miała bardzo lekki sen, w praktyce Inni nigdy nie pozostawała sama.

– Nie nazwałybyśmy tego naprawą – dodały już razem, nieświadomie zmuszając Virgo, by spojrzał poprzez nie. By użył ich wzroku.

Tym sposobem mógł zobaczyć samego siebie. Swoją bladą, cienką jak pergamin skórę, wyzierające spod spodu węzły żył oraz kabli, przesłonięte bielmem, nieruchome oczy i włosy przywodzące na myśl pajęcze nici. Pomiędzy długimi, białymi pasmami wił się gruby światłowód łączący go z siecią. W wąskim nosie tkwiła plastikowa rurka, kolejne wychodziły z brzucha i przegubu lewej ręki – jednymi odprowadzano nieczystości, przez inne płynęły środki odżywcze, a wszystko to tkwiło w komorze izolacyjnej, która chroniła Virgo przed zabójczymi dla niego zarazkami, pyłkami i kurzem.

Gdyby nie naga, zapadnięta pierś, wyglądałby na tym katafalku maszynerii, pod wiekiem przezroczystej osłony, niczym śpiąca królewna. W zasadzie i tak przypominał dziewczynę, tylko że bardzo młodą, płaską oraz wiotką. W końcu od dawien dawna nie urósł ani o milimetr, a ważył tyle co nic.

Mogło być gorzej – odesłał Gemini. ­– Przecież nie różnię się zbytnio od przeciętnej modelki. Według współczesnych kanonów piękna jestem prześliczny.

Zamiast odpowiedzi usłyszał pociągniecie nosem. Wyczytał z dualnego umysłu, że bliźniaczkom zaszkliły się oczy.

To Inni zdominowała Gemmę.

– Jesteś… – potwierdziły cicho.

Virgo westchnął w duchu. Naprawdę nie chował urazy wobec sióstr i nie lubił, kiedy same w kółko się obwiniały. Zdecydowanie wolał być żywy niż martwy, tkwić w komorze niż sześć stóp pod ziemią, a poza tym… Poza tym Gemini nie znały całej prawdy. Ani o nim, ani o wypadku sprzed ponad dwudziestu lat.

Dlaczego w ogóle do tego wracacie?

– Przez Voxa – odpowiedziały. – Musimy posprzątać bałagan po Rybce…

Od bliźniaczek powiało niechęcią. Od jednej silnie skrywaną, od drugiej całkiem jawną.

Z biedną Pisces jest gorzej – pomyślała smutno Inni. Jakby nie patrzeć, Ryby nadal były nieudanym prototypem ich samych. – Wciąż wierzy w istnienie Hare, wciąż ją karmi…

…od czasu do czasu urządzając sobie spontaniczną rzeź – wyjaśniła bez ogródek Gemma. – Poszatkowała jakiegoś Nieskalanego i całą jego ochronę. Vox nie wie, dlaczego to zrobiła, ale nie ma wątpliwości, że to ona. Użyła tych swoich idiotycznych pazurków, więc równie dobrze mogła podpisać się ofiarom na czole.

O jej stan też nie powinniście się obwiniać – ledwie dokończył przekaz, usłyszał drwiące parsknięcie.

A kto się obwinia? – Gemma znowu sprawowała kontrolę. Inni natomiast milczała. Dzisiaj całkiem nie była sobą.

Jakie dokładnie macie zadanie? – Virgo postanowił zmienić drażliwy temat.

– Będziemy atrakcją na bankiecie charytatywnym. Trzeba sprzedać Nieskalanym kilka sekretów w zamian za kłopoty. Oficjalnie nikt Rybki o nic nie oskarżył i tak ma pozostać.

Wyczuwam w tym rękę Capriego. Gasi pożar, zanim pojawi się iskra.

– Nie do końca. Pierwsza iskra już poszła, a my musimy zdusić ją w zarodku ­– odparły razem. Coś w ich głosie i myślach sugerowało, że nie mówiły mu wszystkiego.

Dostałyście zgodę na użycie bata?

Powoli skinęły głową.

– Tylko, jeśli marchewka nie zadziała.

– A kto jest iskrą?

Obie umilkły na dłużej.

– Reinkarnant wydusiły wreszcie.

No tak, stwierdził w duchu Virgo. To tłumaczy zachowanie Inni.

Ile lat od transmigracji? – spytał jeszcze, chociaż domyślał się odpowiedzi.

 

2. MY

 

Prezentacja ciągnęła się w nieskończoność od mniej więcej godziny, a Gemini trwały w wyjątkowej jak na siebie desynchronizacji. Pozostawały zgodne tylko w paru czysto fizycznych kwestiach: były zmęczone, odrętwiałe, głodne, swędziała je oblepiona elektrodami skóra i cierpnął przyklejony do krzesła tyłek. Poza tym Inni czuła tremę, ciągle zerkając na obracające się hologramy. Z kolei Gemma miała wszystko gdzieś i podczas wykładu Voxa zwyczajnie się nudziła.

Długowłosy, ulizany szatyn w okularach, w garniturze, bez krawata, za to z butami świecącymi jak psie klejnoty, mówił tak miękkim, wypranym z emocji głosem, że można było zasnąć na siedząco. Prezentowane przez niego wzory, wykresy i symulacje niewiele pomagały w zrozumieniu naukowego bełkotu.

W efekcie atmosfera na sali była, delikatnie rzecz ujmując, dosyć letnia.

Z podświetlonej sceny Gemini miały niezły widok na cudacznie wystrojonych, usadowionych przy okrągłych stołach gości. Nie przegapiły ich zniecierpliwionych spojrzeń i kwaśnych min; zauważyły obracane z nudów kieliszki szampana. Same chciałyby mieć już tę farsę za sobą. Głowa swędziała je od kabli wplątanych w dwubarwne włosy, od nażelowanych elektrod między pasmami czerni i platyny. Nogi, a co gorsza też pupa, ścierpły im od siedzenia w jednej pozycji. Przede wszystkim jednak Gemini naliczyły ponad trzydziestu czystych, którzy w trakcie pokazu przeszli do innej sali. Musiały jak najszybciej do nich dołączyć, by zmyć złe pierwsze wrażenie. Wszystko wydawało im się lepsze od bezczynnego tkwienia na piedestale jak posąg w trakcie licytacji.

Mimo to czekały cierpliwie. Czego nie można było powiedzieć o publiczności.

Przed ich oczami potwierdzał się stereotyp, że wśród śmietanki towarzyskiej panowała nie tylko czystość pod względem błędów genetycznych czy chorób cywilizacyjnych. Wedle powszechnej opinii nobilici pozostawali również nieskażeni głębszą myślą, z czym w takich chwila trudno byłoby się spierać. Słowa Voxa po prostu trafiały w próżnię.

Kilku Nieskalanych ostentacyjnie ziewało, wbijając puste spojrzenia w drzwi. Inni z uporem godnym lepszej sprawy studiowali sufit. W końcu przyszli się tutaj zabawić, a nie słuchać nudnego wykładu o nietypowym rozdwojeniu jaźni, jak najprawdopodobniej interpretowali jego słowa. Krótko rzecz ujmując: jaśniepaństwo oczekiwało rozrywki. Czegoś bardziej pokazowego niż żywe ucieleśnienie yin-yang i ciekawszego od krzywych bioelektrycznych mózgu, które w skrócie opisywały zmienność nastrojów typową dla przeciętnej kobiety z PMS-em.

Tylko jeden czysty wydawał się prawdziwie zainteresowany przypadkiem Gemini. Co było dosyć ironiczne, zważywszy różnicę wieku między nim a pozostałymi gośćmi. Zresztą gdyby nie reinkarnant, Vox pewnie skróciłby prezentację do minimum. Ale nieeeee, lepiej niech się wszyscy męczą, bo jeden mały du…

– Ciii, nie denerwuj się – odebrała od siostry Gemma.

Nawet nie zauważyła, kiedy jej myśli zaczęły dryfować z dala od Inni.

– I to wszystko, proszę państwa – zakończył gładko Vox, a fala ulgi przetoczyła się po sali. – Oczywiście, chętnie odpowiem na wszelkie pytania.

„Och, nie trzeba, dziękujemy” – zdawały się mówić spojrzenia czystych. Niektórzy już wznosili kieliszki, już układali dłonie do oklasków. Ich entuzjazm zgasł równie prędko jak się rozpalił. Nagle wszyscy stracili nadzieję, że prezentacja niebawem się zakończy.

Wystarczyły trzy proste słowa:

– Ja mam pytanie.

Od razu wiadomo było, kto to powiedział. Reinkarnant miał bardzo charakterystyczny głos – nienaturalnie rzeczowy dyszkant z ledwie słyszalną nutą sygmatyzmu. Jeszcze trochę ćwiczeń dykcji, a całkiem przestanie seplenić.

– Słucham – odparł uprzejmie Vox.

– Czy ona choruje na epilepsję?

Gemini powstrzymały grymas irytacji. Nie lubiły, gdy ktoś mówił o nich w liczbie pojedynczej.

– Nie. – Pełnomocnik ojca zaprzeczył ruchem głowy. – Skąd to podejrzenie?

– Jeśli dobrze rozumiem, miała przecięte ciało modzelowate, a to przestarzała metoda „leczenia” – podkreślił sarkastycznie reinkarnant – ostrych rzutów epileptycznych. Co mogłoby implikować, że mamy do czynienia z biedną, okaleczoną dziewczyną, a nie z przypadkiem dualizmu psychicznego.

Ostatnie zdanie wymówił oskarżycielskim tonem, ale jego słowa i tak nie wywołały zamierzonego efektu. Goście niejako się rozbudzili, lecz w ich szeptach i spojrzeniach było więcej konsternacji niż ciekawości, a co ważniejsze – ani śladu wzburzenia. Nastroje wciąż pozostawały całkiem letnie, więc Vox pozwolił sobie nawet na chwilę wymownego milczenia. Potem zerknął na szklankę soku w dłoni reinkarnanta i uśmiechnął się z politowaniem.

Jak do dziecka.

To natychmiast rozpaliło ogień w oczach Nieskalanego. Zapłonęły również jego pucołowate policzki.

– Rozszczepienie mózgu może dawać z pozoru zbliżone efekty – podjął spokojnie Vox – lecz tak naprawdę mamy tutaj do czynienia z zupełnie odmiennym przypadkiem. Przede wszystkim nie doszło do żadnego zabiegu. Cięcia zostały przeprowadzone już na poziomie DNA. Dzięki edycji genomu w Crispie[1] doszło do agenezy ciała modzelowatego, to jest spoidło między półkulami nie wykształciło się całkiem, a jedynie częściowo. Skarłowaciały pień służy u Gemini do komunikacji ejdetycznej, która nie jest możliwa w przypadku operacyjnego przecięcia ciała modzelowatego. Tłumacząc prościej: załóżmy, że pacjent po zabiegu patrzy na przedzielony stół z rozłożonymi symetrycznie klockami. Lewe oko widzi tylko klocki po lewej stronie stołu, a prawe tylko po prawej. Załóżmy również, że te klocki są różne – przykładowo po lewej stronie leżą sześciany, po prawej kule. Jeśli spytamy pacjenta, co widzi, wspomni tylko o kulach. Jeśli poprosimy, żeby wskazał jakiś sześcian, odpowie, że nie widzi żadnego. Jednocześnie jego lewa ręka wskaże prawidłowy obiekt. Wynika to z prostej zależności: każda z półkul zobaczyła co innego i automatycznie uzupełniła widziany obraz. W lewej półkuli znajdują się ośrodki mowy, ale to prawa widzi sześciany i odpowiada za ruch lewą ręką. W ten sposób próbuje się porozumieć. Niemo, na migi, ponieważ normalny kanał komunikacji został odcięty i mówić może tylko lewa półkula. Natomiast Gemini świadomie podzieliłyby się informacjami. Zresztą obie zachowują pełną funkcjonalność motoryczną i werbalną, więc każda może powiedzieć, co widzi. I jeśli miałbym tu użyć jakiegoś porównania, to porównałbym je do dwóch pacjentek po hemisferektomii.

– Czy on nazwał nas parą półgłówków? – spytała Inni.

– Dokładnie tak, siostro – potwierdziła Gemma.

Po wywodzie Voxa poruszenie wśród gości całkiem zdechło. Znów rozbrzmiewały lekceważące ziewnięcia, szampan pienił się w opróżnianych z nudy kieliszkach. I tylko reinkarnant wyglądał na zaintrygowanego.

– A co, jeśli się pokłócą? – spytał z błyskiem w oku.

Zanim Vox zdążył odpowiedzieć, Gemini uniosły rękę.

– Możemy?

Pełnomocnik skinął głową.

 – Proszę.

Bliźniaczki powiodły po sali długim spojrzeniem, wciąż z uśmiechem na ustach, o który dbała Inni.

– W dzieciństwie zdarzało nam się sprzeczać – zaczęły. Właściwie Gemma zostawiła mówienie siostrze. – Miałyśmy nawet taki podział: to twoja ręka, to moja ręka, to twoje oko, to moje oko… A także: to twój pośladek – uśmiechnęły się szerzej – to mój pośladek. W razie kłótni każda próbowała usiąść na swojej części pupy, najlepiej jeszcze odwrócona plecami do tej drugiej. To był dopiero widok!

Po sali rozeszła się fala pomruków rozbawienia. Wciąż za mało, żeby ożywić atmosferę, ale zawsze to jakiś początek.

– Okres dojrzewania też dał nam w kość. – Mrugnęły przekornie. Inni była w swoim żywiole. – Czas, kiedy dziewczęta przestają traktować chłopców jako głupowatych brzydali i zaczynają dostrzegać w nich niebrzydkich głupków.

Żeńska część widowni wyraźnie się zgadzała.

 – Ponieważ gusta mamy różne – ciągnęły – to kłóciłyśmy się bez przerwy. Och, ten blondyn jest taki przystojny – powiedziały rozmarzonym tonem, bezbłędnie podchwytując spojrzenia jasnowłosych mężczyzn. – Nie ma mowy! Ja wolę tego z ciemną czupryną! – zniżyły głos i kusząco mrużąc powieki, wodziły wzrokiem od jednego bruneta do drugiego. – Na szczęście szybko doszłyśmy do korzystnego dla obu stron porozumienia… – zawiesiły głos i spuściły wstydliwie oczy, by nie pozostawić wątpliwości, co miały na myśli. Lekki rumieniec oblekł im policzki, na ustach błąkał się figlarny uśmiech.

Czuły na sobie spojrzenia męskiej części sali.

– A teraz? – Reinkarnant podniósł głos. Nie wyglądał na oczarowanego. – Już się nie kłócicie?

Cóż, przynajmniej zaczął mówić do Gemini per „wy”.

– Sporadycznie – odparły miękko. Gemma włączyła się do rozmowy. – Odkryłyśmy starą prawdę, że kłótnie donikąd nie prowadzą. Ale każdym przecież targają rozterki. Pod tym względem niewiele różnimy się od zwykłych ludzi. Być może prawie wcale. – Popatrzyły na holoslajd za plecami Voxa. Świetliste impulsy bez ustanku obiegały trójwymiarową reprezentację ich mózgu. – W końcu pacjenci z rozdzielonymi półkulami mieli nie tylko zaburzoną percepcję. Zdarzało im się również dokonywać sprzecznych wyborów. Na przykład przy wyjmowaniu ubrań z szafy. Gdy jedną ręką sięgali po płaszcz, druga odpychała ją i wyciągała kurtkę. Albo kiedy na śniadanie nasypali sobie płatków, a potem chwycili do tego kromkę chleba. – Gemini uśmiechnęły się, pierwszy raz spoglądając reinkarnowanemu prosto w oczy. – Może w każdym człowieku żyją dwie osoby? Może stanowimy najnormalniejszą istotę ludzką na świecie, tyle że świadomą własnej dwoistości? Może po prostu wiemy, że nie ma żadnego „ja”?

Jesteśmy tylko „my”.

 

 

3. PIĘKNY UMYSŁ

 

Po zakończeniu prezentacji Gemini uciekły do łazienki.

Inni przechodziła lekkie załamanie nerwowe, kiedy zamiast pozbyć się resztek żelu przewodzącego z włosów, musiały nałożyć go jeszcze więcej. Gemma z kolei nie miałaby nic przeciwko wylaniu im kubła pomyj na głowę, gdyby tylko mogły uniknąć powrotu. I nie miała tutaj na myśli powrotu do tych snobów. Najchętniej odeszłaby w siną dal, już nigdy nie oglądając się za siebie. Byleby znaleźć się z dala od salonowych gierek, od ciągłych rozkazów Voxa, a przede wszystkim od bólu, który przeszywał ją na widok sparaliżowanego brata…

Oczywiście Virgo nie miał się o tym nigdy dowiedzieć. A jednak już nie pierwszy raz natknął się na skryte uczucia i pragnienia siostry. O czym z kolei ona nie miała się nigdy dowiedzieć.

Słyszycie mnie? – zapytał, gdy tylko Gemini włączyły neurotransponder. Urządzenie stwarzało pozory zwyczajnego diademu – anteny z ciemnego i białego złota splatały się niczym pędy bluszczu, siatka sensoryczna wyglądała jak kunsztowny pątlik, a żel przewodzący… Cóż, równie dobrze mógł być żelem do włosów. Najważniejsze jednak kryło się pod dwubarwnymi lokami – cienki, udający jedno z czarnych pasm kabel, wpięty do wszczepu domózgowego Gemini. To właśnie żyjący w implancie semiorganizm pozwalał Virgo używać umysłu bliźniaczek jako reemitera fal beta. Krótko mówiąc: dzięki sztucznej symbiozie stawały się dla brata chodzącym odbiornikiem.

– Słyszymy – potwierdziły, przeglądając się w lustrze. – I jak wyglądamy?

Loki rozpuściły luźno, tak że jasne pasma przeplatały się z ciemnymi. Na nosie miały okulary cyfrowe o biało-czarnych oprawkach. Ubrane były w długą, odkrywającą ramiona suknię z połyskliwej tkaniny, która pod światło wpadała w kremową biel, a w półcieniu nabierała koloru gorzkiej czekolady. Jednym słowem wyglądały…

Normalnie. Jak zawsze.

– Czyli? – Uniosły brew.

 – Pięknie.

Udało im się zarówno uśmiechnąć z przekąsem, jak i oblać wstydliwym rumieńcem.

Pochlebca – wysłała mu Gemma.

Dziękuję – wysłała mu Inni.

– Chodźmy już – powiedziały razem.

Na sali głównej zrobiło się tłoczno. Po bliźniaczkach scenę przejęła grupa akrobatów. Normale obojga płci mieli naoliwioną skórę, nosili przepaski biodrowe, a zważywszy, jakich dokonywali wygibasów, widowisko w każdej chwili mogło przerodzić się w orgię. To dodatkowo potwierdzało, że naukowy wykład pasował tutaj jak pięść do oka.

Szczęśliwie, nie wszyscy byli zainteresowani występem półnagich gimnastyków. Część gości zgromadziła się w pomieszczeniu obok, gdzie stały wyściełane aksamitem fotele i zastawiony frykasami stół. Przebywający tutaj goście dzielili się na mniejsze grupy. Dziewięciu otaczało Voxa i dyskutowało hałaśliwie, reszta siedziała w fotelach, rozmawiając przyciszonymi głosami.

Znalazło się też kilku bez towarzystwa, a tacy byli najbardziej podatni.

– Hrabino… – Gemini skłoniły lekko głowę, zbliżywszy się do stojącej samotnie Hedvigi pur’Kosel.

Mimo srebrzystych włosów neokratka miała pozbawioną zmarszczek, naciągniętą do granic możliwości skórę, zaś jej rozkloszowaną kreację można było opisać jednym słowem: KORONKI. Mnóstwo, mnóstwo koronek. I jeszcze odrobina. Gwoli dobrego smaku.

Rzecz jasna, kobieta nie była żadną hrabiną, lecz Virgo z rozmysłem polecił bliźniaczkom, by zwracały się do niej w ten sposób. Nieustannie podłączony do sieci, zebrał kluczowe informacje o wszystkich gościach bankietu. Wiedział więc, za kogo się uważali, o czym najchętniej plotkowali, a jakich tematów woleli unikać. Znał też ich dziwactwa oraz pragnienia i mógł wyczytać najbrudniejsze z czystych myśli. Wystarczyło poprowadzić rozmowę na odpowiednie tory – a tym już zajmowały się Gemini.

– Przynajmniej uczą was manier w tym Zodiaku. – Hedviga trzasnęła rozkładanym wachlarzem. Potem powachlowała się nim, chociaż klimatyzacja działała bez zarzutu.

Bliźniaczki nie przejęły się protekcjonalnym zachowaniem kobiety. Jeśli grzeszyła próżnością, a wszystko na to wskazywało, niedługo będą miały ją w garści. Co z kolei powinno przybliżyć je do zaciśnięcia palców na Danielu pur’Koselu. Według plotek zastępca Głównego Purysty był strasznym maminsynkiem i tylko dzięki wpływom rodzicielki udało mu się zajść tak daleko.

– Ależ dobre maniery to podstawa – odparły gładko.

Tymczasem Virgo zaraportował, co udało mu się odczytać z umysłu hrabiny.

Uroda… Zazdrości wam urody. I sukienki też.

– Niemniej ośmielimy się spytać – Inni przejęła pałeczkę – gdzie nabyła pani taką cudowną kreację, pani hrabino?

Jednocześnie Gemma zainicjowała wydzielanie odpowiednich hormonów we wspólnym ciele. Kilka głębokich wdechów i staną się w oczach Hedvigi co najwyżej przeciętnie ładne.

– Oczywiście, była szyta na miarę, wedle moich… – zaczęła wywód Nieskalana. Kąciki jej uszminkowanych warg uniosły się lekko.

Przy odrobinie dobrej woli można było to uznać za uśmiech. Prawdopodobnie najszerszy, na jaki hrabina mogła sobie pozwolić bez uszczerbku na zdrowiu.

Jest dobrze – pochwalił siostry Virgo. – Odbieram od niej pobłażliwą sympatię.

Gemma odetchnęła wewnętrznie, wpuszczając słowa hrabiny jednym uchem i wypuszczając drugim. Dziękowała w duchu Inni za prowadzenie konwersacji z pur’Kosel. Sama chyba oszalałby, zmuszając się do wysłuchiwania tych bredni.

Ile można gadać o koronkach?

 

•••

 

Pycha, żądza, chciwość, zazdrość…

Bliźniaczki nie wahały się wykorzystywać żadnego z ich grzechów.

Boi się utraty pozycji – podpowiadał Virgo, a one zapewniły dyrektora Instytutu Czystości Genetycznej, że jest niezastąpiony.

Chciałby was, em… „przelecieć” – raportował głucho braciszek, więc złożyły komendantowi Straży Wewnętrznej kilka niedwuznacznych obietnic, których nigdy nie zamierzały spełnić.

Temu zależy tylko na pieniądzach. A tamten chętnie nimi szasta.

Dlatego zapoznały szefa Fundacji Pomocy Deformantom z próżnym czyściochem w złotym smokingu.

Mąż ją zdradza – odebrały od brata, spoglądając w opalizujące oczy kierowniczki Laboratorium Transgenicznego.

Potem znalazły jej męża. Czysty był w głównej sali, przy narożnym stole, a na kolanach siedziała mu jedna z akrobatek. Rozchichotana normalka była naga od pasa w górę, nie licząc warstwy oliwki. Musiała zostać tutaj po występie, bo obecnie scenę okupował założyciel Stowarzyszenia Mechanicznych. Gdy Gemini weszły do pomieszczenia, akurat przedstawiał możliwości współczesnej protetyki na przykładzie wielkiego cyborga, robiącego obwarzanka z prętów grubości kciuka.

– Niezłe widowisko, nie sądzisz? – zagadnęły męża transgeniczki, wskazując dłonią żelaznego precla.

W tym momencie chichot akrobatki urwał się niczym ucięty nożem. Dziewczyna spojrzała lękliwie.

Wprost idealnie.

Siostry chwyciły ją za podbródek, pochyliły się jak do pocałunku. Maleńkie wypustki na opuszkach Gemmy przywarły do lśniącej skóry. Z palców popłynęła katecholaminowa esencja czystego przerażenia.

– Odejdź – wyszeptały normalce na ucho.

To było zaledwie muśnięcie bata, lecz akrobatka i tak zerwała się jak oparzona, po czym uciekła z przeprosinami na ustach.

Oszołomiony czysty wodził wzrokiem – to za spłoszoną małolatą, to za bliźniaczkami.

– Nie sądzisz? – powtórzyły Gemini.

Nobilita chrząknął gardłowo i dopiero po chwili odzyskał głos:

– Nie wiem.

– Jak to nie wiesz? – Uśmiechnęły się promiennie, zajmując miejsce przy stoliku.

Potrzebowały dłuższej chwili, by zrzucić z siebie smród strachu i otoczyć się bardziej kuszącą nutą. Na szczęście dreszczyk emocji łatwo było przekształcić w pożądanie.

– Nie mogę oderwać od ciebie wzroku – wyznał Nieskalany.

Gemini zmrużyły oczy, starając się nie uśmiechać za szeroko. Jeszcze nauczą podstarzałego casanovę, jak powinien się do nich zwracać.

To nie będzie trudne – przesłał im Virgo.

Nic więcej nie musiał mówić. Czysty był wyjątkowo uległy – praktycznie sam pchał się bliźniaczkom do rąk. Wystarczyło muśnięcie palców, by do krwioobiegu mężczyzny trafiła spora dawka tęsknoty.

Zanim zorientował się, że coś jest nie tak, już należał do nich.

– Kochasz swoją żonę, prawda?

– Kiedyś kochałem – odparł półprzytomnie.

– Wciąż kochasz.

– Wciąż kocham – powtórzył za nimi.

– Bardzo.

– Najbardziej na świecie…

– I nie pożądasz nikogo innego.

– Nikogo innego.

– Grzeczny chłopiec – wymruczały pochwałę, klepiąc go po ręku.

Wiedziały, że zmiana nie będzie trwać długo. Musiałyby wpływać na mężczyznę regularnie, żeby efekt się utrzymywał. W obecnej sytuacji nie miną trzy, cztery tygodnie i czysty znowu zacznie zdradzać żonę.

Na dobrą sprawę wcale nie pomagały tej kobiecie. Dawały jej tylko chwilę radości i złudną nadzieję na szczęście.

– Idź, przeproś ukochaną za swoje błędy ­– poleciły hipnotyzującym tonem. – Nie zapomnij tylko przekazać jej naszego pozdrowienia.

Mężczyzna skinął głową, po czym żwawo uniósł się z krzesła.

– Dziękuję wam – rzekł półprzytomnie, zanim odszedł.

Przynajmniej uczył się szybko.

– To było ekstra! – Usłyszały za swoimi plecami. – Nic dziwnego, że jesteście ulubienicami tatusia.

Znały tylko jedną osobę, która potrafiła skradać się w szpilkach.

– Ryba…

– Oj, co za groźne spojrzenie. – Pisces, przysiadłszy się do ich stolika, drapieżnie wyszczerzyła zęby. W krwistoczerwonej mini z głębokim dekoltem była żywym ucieleśnieniem prowokacji. – Już szykujecie bacik? A może ciągle bawicie się marchewką? – Jeszcze nie skończyła mówić, gdy w jej ręku pojawiło rzeczone warzywo.

– Skąd to tutaj wzięłaś? zdziwiły się Gemini.

Ryba wzruszyła ramionami i z apetytem wgryzła się w marchew.

– Zawsze mam jedną lub dwie przy sobie – wybełkotała z pełnymi ustami.

Bliźniaczki otaksowały jej skąpą sukienkę uważnym spojrzeniem.

– Nie chcemy wiedzieć, gdzie je chowasz – oznajmiły zgodnie.

W odpowiedzi Pisces pokazała im język i odgryzła kolejny kawałek marchewki. Zaraz potem oczy rozbłysły jej radośnie. Pomarańczowym ogryzkiem skinęła na kogoś w sali. Niedługo później miejsce obok niej zajął szczupły blondyn w czarnym golfie.

Capri.

Głupki! – jęknęła w duchu Inni.

Głupki – potwierdził głucho Virgo.

Tymczasem Gemma rugała rodzeństwo.

– Po tobie spodziewałabym się najgorszego – powiedziała Rybom, a potem zwróciła się do młodszego brata: – Myślałam jednak, że ty masz choć odrobinę oleju w głowie.

Inni aż się skurczyła w środku, gdy Capricorn drgnął pod ich wzrokiem. Ostatnio odbyły z nim parę… rozmów. Albo raczej monologów, których nie miał prawa pamiętać, a które musiały odcisnąć piętno w jego podświadomości.

– Uuu, liczba pojedyncza, Gem? ­– zadrwiła Pisces. – To nie przelewki, co?

– Chyba nie zależy ci na własnym życiu – odparła spokojnie Gemma.

– No so ty! Bałdzo zależy – wymamlała, dokańczając marchew. – Dlatego przyszłam spytać, czemu się tak opierdalacie, kochani? Bo jesteś z nimi, nie, prawiczku? Siedzisz cicho i grzebiesz sobie w mojej śliczniej główce… Ciekawe do czego się dogrzebiesz. Kto wie? Może nawet dostaniesz buziaka od Hare?

Słowa Pi zmroziły go do szpiku kości. Virgo poczuł lodowaty strach, a zaraz potem gorącą ulgę i wdzięczność wobec cyborga na scenie – za jego głośne powarkiwania, za jęk wyginanego żelaza i okazjonalne oklaski widowni. Dzięki występowi wypowiedź siostry utonęła w hałasie. Nikt nie zwracał uwagi na ich małe, rodzinnie spotkanie.

Pi wie, że nie wykorzystujecie pełni swoich możliwości – wyjaśnił bliźniaczkom. – Z kolei Capri próbował powstrzymać Ryby, ale bez większego przekonania. Coś się w nim buntuje, ale sam nie jest pewien, co.

Gemma wpatrzyła się w szare, zmęczone oczy Koziorożca. Ona też miała wyrzuty sumienia za te parę sesji, które odbyli razem. Z drugiej strony zrobiła to wyłącznie dla jego dobra.

– Czego od nas oczekujesz, Rybko? – zapytała ostro i natychmiast zganiła się za utratę opanowania.

– Nie udawaj głupiej, Gem – prychnęła Pisces. – Dobrze wiesz, o czym mówię.

Gemma zacisnęła zęby. Dla uspokojenia powoli wciągnęła i wypuściła powietrze przez nos. W końcu przywołała Inni ku sobie.

Na powrót stały się całością.

– Przecież robimy wszystko, co w naszej mocy – odpowiedziały, po czym zwróciły się do Capricorna. – Wytłumacz jej.

Koziorożec znowu drgnął. Przez kolejną chwilę zaglądał im w oczy, ale udawały, że nic nie zauważyły. Wreszcie splótł dłonie na stole i zapatrzył się w nie posępnie.

– Po pierwsze – zaczął cicho – rozkazy całkiem sprzeczne z naturą obiektu z czasem mogą wzbudzić jego podejrzliwość. Przykładowo mężczyzna, który odszedł od tego stołu, nie będzie kwestionował powodów swojej decyzji, bo darzy żonę uczuciem, wygasłym czy nie. Z drugiej strony, za trzydzieści dwa dni wróci do swoich starych nawyków.

I tak dłużej niż sądziliśmy, zauważył Virgo. To była chyba jego pierwsza całkiem prywatna myśl tego wieczora.

– Im delikatniejsza perswazja ­– ciągnął Capri – tym pewniejsze efekty. Jeśli przekonać ludzi, że sami podjęli jakąś decyzję, będą się jej trzymać. Poza tym – omiótł wzrokiem salę – jest tu za dużo osób, i to przynajmniej parę takich mniej podatnych. Nie zapanowałaby nad całym tłumem. Najwyżej nad jakimiś pię…

– Brawo – bliźniaczki weszły mu w słowo. – Masz naprawdę piękny umysł.

– Najpiękniejszy – wtrąciła z uśmiechem Pisces, chociaż widać było, że zezłościła się na Capriego. Jakby nie patrzeć, śpiewająco wykonał polecenie Bliźniąt.

– Nie – odrzekły beznamiętnie. – Nikt nie ma piękniejszego umysłu od Virgo. I nie znajdziecie drugich takich bliźniaczek jak my. – Zajrzały w ciemne oczy siostry. – Jest tylko stuknięta rybka, która wierzy w istnienie królika.

Druga jaźń na moment rozbłysła w zwężonych źrenicach Pisces. Odsłoniła drapieżnie kły. A potem wróciła na swoje miejsce.

Zazdrość… – odczytał Virgo.

– Zazdrość – powtórzyły za nim Gemini. – To twój grzech, Pi.

– Jeden z najmniejszych, prawiczku – odparła butnie Ryba, chwytając Capricorna pod ramię. – Dobra, zaczęło mnie to nudzić. Chcę potańczyć! – zażądała, pociągnąwszy brata za sobą.

Na pożegnanie Koziorożec rzucił bliźniaczkom przepraszające spojrzenie. Ryba z kolei, mrugając zawadiacko, posłała im buziaka.

– Będą z tego kłopoty – orzekły jednogłośnie Gemini.

Virgo nie mógł się z nimi nie zgodzić.

 

4. WIRUS REINKARNACJI

 

Nazywał się Niklas pur’Artell i miał sześć lat. Albo sto czterdzieści osiem. Zależy, jak na to spojrzeć.

Kiedyś był starszym bratem Logana pur’Artella. Potem już raczej młodszym. Zależy, jak na to spojrzeć.

Długie lata zarządzał NucEnergą. Po śmierci wciąż był i nie był CEO firmy. Zależy, jak na to spojrzeć.

Jedno nie ulegało wątpliwości. Przed reinkarnacją ludzie okazywali mu należny szacunek. Teraz traktowali go jak dziecko.

Nienawidził ich za to.

– Może dokładkę, paniczu?­ – spytała Marta, gdy dokańczał łososia. Oficjalnie była jego sekretarką, lecz wszyscy i tak widzieli w niej niańkę.

– Prosiłem, żebyś zwracała się do mnie normalnie.

– Wybacz, Nik. – Kobieta spuściła wzrok na stół. Zmarszczki wokół jej ust pogłębiły się w grymasie smutku. Grafitowy żakiet wisiał na kościstych ramionach jak worek.

Marta kiedyś rzeczywiście była jego asystentką, prawą ręką, okazjonalnie również kochanką. Teraz stała się odsuniętą na bok pracowniczką NucEnergi. Zmęczoną, podstarzałą pięknością – niespecjalnie potrzebną i bardzo samotną.

Niklas powinien ją odesłać, ale nie miał serca.

Dawniej miałbyś, zaszeptał mu w duchu wirus reinkarnacji. Kod jego istnienia. Zapisane w materiale genetycznym „ja”.

Czy mogło z tego powstać „my”? Sześciolatek i stuletni pryk? Panicz i prezes?

Reinkarnant spojrzał na siedzącą dwa stoliki dalej reprezentantkę Zodiacs Inc. Nie przyznałby tego głośno, ale ta przedziwna kobieta trafiła w czuły punkt. Namieszała mu w głowie. Zresztą nie tylko jemu.

Obserwował Gemini, odkąd wyszła z łazienki. W krótkim czasie zaczął się zastanawiać, czy nie nakłoniłaby rekina, aby przeszedł na wegetarianizm. Ludzie miękli przy niej jak wosk, sztywne sylwetki i marsowe miny rozpływały się w mgnieniu oka. Co niewyobrażalne, udało jej się nawet rozbawić starą pur’Kosel. Niklas chyba nigdy wcześniej nie widział, żeby hrabina się uśmiechała. Ani w tym, ani w poprzednim życiu.

Bardzo mu się to nie podobało. Daniel był marionetką w rękach matki, co z kolei pozwalało jej pociągać za sznurki w Puryfikatorium, zaś Główny Purysta miał wkład we wszystkich sprawach karnych. Ponadto Nik był przekonany, że wkrótce jego niełatwe życie stanie się jeszcze odrobinę trudniejsze. Mianowicie, za sprawą tego zacofanego pierdziela od eugeniki, profesora Reutera. Pracownicy INCG-u sprawowali nadzór nad wszystkim reinkarnantami, toteż w bardzo prosty sposób mogli zaszkodzić każdemu z nich. Nie trzeba było mieć setki na karku, żeby wiedzieć, do jakich okrucieństw zdolni są urzędnicy.

W trakcie bankietu Niklas, poza resztkami optymizmu, stracił też dwójkę starych przyjaciół. O ile kiedykolwiek można było ich nazwać przyjaciółmi. W końcu Karlowi przede wszystkim zależało na zbieraniu funduszy dla swojej organizacji. Jak dotąd Nik był jego najhojniejszym donatorem, ale cholera wie, czy Zodiaki nie podbiją stawki. Albo czy Karl nie zdecyduje się grać na dwa fronty. W każdym razie Niklas nie mógł mu już ufać. Z kolei Irmę ostatnio ogarnęła obsesja na punkcie własnej urody. Transgeniczka ciągle coś w sobie zmieniała – a to kolor tęczówek, ust lub włosów, a to rysy twarzy, grubość talii albo kształt bioder. Nie miał pojęcia, co nią owładnęło. Zważywszy, że odpowiadała za przebieg jego reinkarnacji, już wcześniej miał się czym martwić. Teraz zwyczajnie nie wiedział, co myśleć. Pierwszy raz od miesięcy widział ją roześmianą, kiedy wirowała ze swoim mężem na hali tanecznej. A ten, nawiasem mówiąc, chwilę wcześniej rozmawiał z Gemini.

Dodać jeszcze figlarne uśmieszki, które wymieniła z komendantem Straży, i Niklas przestał mieć jakiekolwiek nadzieje, że szybko pomści brata. Przynajmniej nie za pomocą legalnych środków. Co nie znaczyło, że zamierzał dać za wygraną. Musiał tylko wpierw wybadać grunt.

Niestety, zanim zdążył wrócić z hali i dosiąść się do reprezentantki Zodiaków, kobieta miała już nowe towarzystwo. Pozostało więc czekać, na razie zadowalając się porcją niedoprawionej, lekkostrawnej rybki. I szklanką soczku.

Miał ochotę kogoś zabić.

– Na pewno niczego więcej nie potrzebujesz? – matowy głos Marty wyrwał go z zamyślenia.

Być potrzebną. Tylko tego chciała, lecz on nie mógł dać jej nawet tyle. Nie w tym ciele, nie przez następnych parę lat – dopóki dawni współpracownicy nie zaczną znowu traktować go poważnie. A wtedy będzie już za późno.

– Właściwie chciałbym, żebyś porozmawiała z Ilmą. – Odchrząknął, mlaskając niezgrabnym językiem. – Z Irmą… Zacznij od umówienia mnie na kompleksowe badania, wypytaj, kiedy powinienem odzyskać wszystkie wspomnienia, a przy okazji spróbuj się wywiedzieć, skąd wzięło się jej nagłe rozweselenie… Możesz to dla mnie zrobić?

– Oczywiście, Nik – przytaknęła, choć wcale nie wyglądała na przekonaną.

Reinkarnant dobrze wiedział, co mogło ją trapić. Miała zostawić sześcioletnie dziecko samo na bankiecie pełnym zboczeńców, hedonistów i oszołomów. Już podczas występu akrobatów omal nie dostała zawału. Roztrzęsiona i blada jak ściana, doszła do siebie dopiero, gdy opuścili razem salę.

– Jeszcze jedno – zatrzymał ją, kiedy wstała już od stołu. – Możesz nazywać mnie „paniczem”. Po namyśle stwierdzam, że nawet mi to pasuje. – Zdobył się na odrobinę wesołości.

Chociaż tyle mógł dla niej zrobić.

– Dobrze, paniczu. – Marta nie odwzajemniła uśmiechu.

Niedługo po tym, jak odeszła, towarzysze Gemini podnieśli się z krzeseł. Dotychczas Niklas widział tylko ich plecy i zdawało mu się, że w ogóle nie zna tej pary. Na pewno nie byli powiązani z nim tak, jak poprzedni rozmówcy lobbystki. Niemniej, gdy ujrzał twarz czarnulki w czerwonej kiecce, drgnęła jakaś struna w jego głowie.

Wirus natychmiast przyszedł z pomocą.

„Kto to?” – rozbrzmiało Niklasowi pod czaszką. Reinkarnant rozpoznał swój stary głos. „To moja nowa zabaweczka” ­– odpowiedział mu brat.

Tak, uświadomił sobie. Widziałem kiedyś tę dziewczynę. W domu Logana.

Niewiele brakowało, by zerwał się na równe nogi. Zamiast tego zacisnął dłonie w pię… piąstki. Wziął głęboki wdech. Ukradkiem zerknął na stojącego w pobliżu ochroniarza. Najpierw ledwo dostrzegalnie skinął głową na niego, potem na dziewczynę. Mężczyzna bez zwłoki ruszył za czarnulą.

Szacunek szacunkiem, lecz i bez niego można było się obyć. O ile miało się pieniądze, a na ich brak Niklas nie mógł narzekać. Z jego majątkiem opłacenie ochrony bankietu stanowiło zaledwie drobny wydatek.

Tylko co zrobić z tą przedziwną kobietą? Jakoś wątpił, żeby dała się przekupić.

– Potrzebuje pan towarzystwa? – Gemini sama przyszła do niego.

– Nik – odparł zwięźle, wskazując jej krzesło.

Na moment zrobiła minę, jakby chciała powiedzieć, że wygląda słodko, kiedy jest taki poważny.

– O ile możemy mówić sobie na „ty” – dodał, rumieniąc się lekko.

Nie cierpiał tych swoich puców. Były zdecydowanie za mocno ukrwione.

– Jasne, tyle że raczej na „wy” – rzuciła nieformalnym tonem.

Miała zdecydowanie zbyt piękny uśmiech. Niklas od razu się rozproszył i zapomniał, co zamierzał powiedzieć. Technicznie rzecz biorąc, miał mózg sześciolatka, więc naprawdę łatwo tracił koncentrację.

– I jak łosoś? – Kobieta wskazała palcem rozbabrane resztki na jego talerzu.

– Bez smaku – odrzekł szczerze.

Nagle wokół zrobiło się głośno. Był niemal wdzięczny, że jego zatrważająco piskliwy głos utonął we wszechobecnych oklaskach.

– Może pójdziemy w jakieś cichsze miejsce? – zaproponowała Gemini, nachylając się Niklasowi do ucha i wyciągając ku niemu dłoń.

Wciąż nieco roztargniony, mimowolnie chwycił jej rękę. Potem dał się wyprowadzić z sali.

– Wiem, co próbujesz osiągnąć – wydusił z siebie. Brzmiało to zdecydowanie mniej nonszalancko, niż planował. Wręcz rozpaczliwie.

– Ciągle nam nie wierzysz – zignorowała zaczepkę, spoglądając na niego spod zmrużonych powiek.

Dopiero teraz zauważył, że nawet rzęsy miała dwukolorowe.

– W dualizm psychiczny? – upewnił się, a kiedy skinęła głową, dodał: – Oczywiście, że nie. Może sama w to wierzysz… Tak, na pewno wierzysz. Ale zostałaś okaleczona. Nic więcej.

To już zabrzmiało lepiej. Pewniej. Mniej dziecinnie…

– Ciekawe. – Gemini znowu się uśmiechnęła. Tym razem w regularnych rysach zagościło coś wilczego, heterochromiczne oczy rozbłysły niepokojąco.

Nie mógł powiedzieć, żeby umniejszało to jej urodę. Wciąż była atrakcyjna, tyle że w dużo mniej czarujący sposób. Ciągle również prowadziła go za rękę, a mijani goście posyłali im półuśmieszki, prześlizgując się wzrokiem po splecionych razem dłoniach. Niklas nie miał pewności, czy próby wyrwania się nie byłyby dla niego bardziej żenujące ­niż dalsze podążanie za kobietą. Na szczęście długo nie musiał się zastanawiać. Gemini skręciła w korytarz i po chwili znaleźli się na tarasie. A ona puściła jego dłoń.

Niemal czuł z tego powodu żal.

– Ciekawe? – Zadarł głowę, by pochwycić jej wzrok. W ciele sześciolatka naprawdę trudno było patrzeć na kogoś z góry.

– Nie sądziłyśmy, że ktoś, kto umarł, by odrodzić się na nowo, będzie tak… – zawiesiła głos, opierając się o marmurową balustradę – …zaściankowy.

Omiotła wzrokiem rozpościerający się w dole ogród. Podobne do bluszczu pędy matre oplątywały wszystko – abstrakcyjne rzeźby, kute ogrodzenie, cienkie drzewa. Tworzyły jeden wielki, skłębiony labirynt cieni pod bladym księżycem. Pięły się po ścianach belwederu, wspinały na stojący przed budynkiem cokół, oplatały bijący w niebo filar. Daleko w górze, setki metrów nad ziemią, rozwarstwiały się na cieniutkie, przezroczyste pasma, które przykrywały miasto ochronnym kloszem, by filtrować powietrze i blokować szkodliwe promieniowanie.

Nocą trudno było je dostrzec. Tylko lekko zamazane kontury księżyca i rzadkich chmur wskazywały, że Kopuła Matki wciąż tkwiła na swoim miejscu.

– Dobrze… – stwierdził niepewnie Niklas i stając obok reprezentantki, wsparł się plecami o balustradę. Za wszelką cenę starał się nie pokazywać po sobie, że jej słowa ubodły go do żywego. Niestety, po części miał również ochotę tupnąć nogą i wydąć policzki.

I jak tu normalnie funkcjonować? Ech.

– …przyjmijmy, że jesteście dwie – ciągnął. – To nic nie zmienia. Nie pozwolę się omotać ani wykpić waszemu pracodawcy. Mój brat został zabity niedługo po tym, jak skontaktował się z Zodiakami. Złożył mi również obietnicę… Obietnicę, która musiała doprowadzić do konfliktu między wami. A wy woleliście się go pozbyć niż pokojowo załatwić splawę… Ekhm, sprawę.

Szlag by to trafił. Już tak dobrze mu szło.

– Nic nie zamierzacie powiedzieć? – spytał, gdy jej milczenie zaczęło się przedłużać.

Gemini popatrzyła na niego z nieodgadnionym wyrazem twarzy.

– Logan nie był dobrym człowiekiem. Bez względu na to, co obiecywał ci przed śmiercią.

Niklas zmarszczył brwi.

– To również niczego nie zmienia. Chcę po prostu, żeby winna stanęła przed sądem.

Trafił.

Widział to w jej oczach, choć nawet nie mrugnęła. Logana naprawdę zabiła jakaś „ona”, kimkolwiek była – seksowną czarnulką czy dwukolorową ekscentryczką.

– Pragniesz sprawiedliwości, a nie obchodzi cię, że twój brat zabijał ludzi. Podejście typowe dla Nieskalanego. I przy okazji takie wygodne…

Niklas przymknął powieki, wciągając ze świstem powietrze. Nie wiedzieć czemu, zachciało mu się płakać.

To już była, kulwa, przesada.

– Nie poddam się waszemu czarowi. – Zwrócił na Gemini wilgotne oczy, po czym wskazał brodą wyjście na taras. – Oni czują się zbyt bezpiecznie. Nie rozumieją, że jeśli przyzwolić na śmierć jednego, zaraz polecą kolejne głowy. Bo skoro można zabić czystego, a potem wykpić się paroma uśmiechami, to czemu nie wybić ich co do nogi? W końcu to tylko banda zarozumiałych, zadufanych w sobie utracjuszy. Dopóki mają co chlać, co jeść i co posuwać, dopóty nie przejmą się okazjonalnym zaginięciem czy dwoma. Zorientują się, że coś jest nie tak, dopiero jak będzie już za późno… Czyż nie?

– Więc jesteś zwolennikiem teorii spiskowych – stwierdziła, nawet nie zerknąwszy na niego.

Znowu wpatrywała się w ogród.

– Po prostu lubię wybiegać myślą dalej niż czubek własnego penisa – odparł spokojnie, a ona wybuchnęła perlistym śmiechem.

Cóż, takie słowa musiały brzmieć naprawdę idiotycznie w ustach sześciolatka. Pewnie według niej zachowywał się rozkosznie.

– Niezwykle – stwierdziła, jakby usłyszała jego myśli. – Jesteś bardzo niezwykłym człowiekiem, Nik.

Jej wypowiedź sprawiła mu irracjonalną przyjemność, ale zmusił się, by stłumić to uczucie. Nie mógł sobie pozwolić na sympatię wobec tej kobiety.

– Wręcz przeciwnie, bywam całkiem przyziemny. Dlatego też nie obchodzi mnie, czy mój brat był dobrą czy złą osobą. Był rodziną. Tylko to się liczy.

 

5. PARADOKS BLIŹNIĄT

 

– Rozumiemy – wydusiły przez ściśnięte gardło.

Nagle poczuły się bezużyteczne. Rzadko komu udawało się oprzeć urokowi Inni albo sprzeciwić rozkazom Gemmy. Tym bardziej nie spodziewały się, że obie będą miały trudności z przekonaniem kogoś tak… Cóż, niepozornego? A może najzwyczajniej w świecie nie radziły sobie z dziećmi? Albo źle do tego wszystkiego podchodziły? Przecież Niklas nie był tym, na kogo wyglądał. Miał ciało sześciolatka, ale jego mentalność nawet Virgo wprawiała w konsternację. Odczytanie czyichś fal mózgowych nigdy nie było dla niego równie problematyczne. Ciągle gubił się w uczuciach i myślach reinkarnanta. Nie nadążał za zaprogramowanym przed laty wirusem, który nieustannie splatał neurony w jego nie w pełni skonfigurowanym umyśle.

Umyśle dziecka. Mimo wszystko.

– To dobrze – odrzekł pur’Artell. – A teraz wybaczcie – odkrył zegarek na ręku, urządzenie mrugnęło zieloną ikonką – ale ktoś do mnie dzwoni.

Powinniśmy go śledzić – zasugerował Virgo.

Myśli reinkarnanta wciąż pozostawały dla niego mgliste, lecz co do jednego nie miał wątpliwości. Brunetką w jego głowie była Pisces, a przed chwilą znowu o niej pomyślał.

– Nie – wyszeptały bliźniaczki. – Najpierw chcemy porozmawiać z…

…pełnomocnika ojca znalazły przy szwedzkim stole, gdzie urabiał jak ciasto kolejnego z wpływowych gości bankietu.

– Możemy go ukraść na chwilkę? – Uśmiechnęły się do nobilita, a potem złapały Voxa pod ramię.

– Kłopoty? – spytał zwięźle. Kąciki jego ust były delikatnie uniesione, jakby odbywał z Gemini niezobowiązującą pogawędkę.

Tyle że oczy miał zimne.

– Chodzi o Rybę… – zaczęły przyciszonym głosem bliźniaczki. Z początku nie chciały donosić na Pisces, lecz skoro reinkarnant się nią zainteresował, nie miały większego wyboru.

Kiedy skończyły opowiadać, dotarli już na znajomy taras.

– Najchętniej bym się jej pozbył – oznajmił Vox. Bez mrugnięcia powieką, wypranym z emocji głosem.

Mówi prawdę – zaraportował Virgo, chociaż siostry ani przez chwilę w to nie wątpiły.

– Spróbowałbyś tylko – mruknęły ostrzegawczo.

– Nie rozumiem, dlaczego została sparowana z Capricornem – kontynuował niewzruszenie Vox. – Same z nią kłopoty.

Każdy w rodzeństwie miał swoją parę. Koziorożec – Ryby. Bliźnięta – Pannę. Waga – Byka… I tak dalej. Lecz nie to było najważniejsze.

Przede wszystkim liczyło się, że Pisces stanowiła rodzinę. Więc najpierw wyciągną ją z tarapatów, a dopiero potem własnoręcznie uduszą.

– W takim razie, co… – Gemini urwały wpół zdania, kiedy drzwi na taras otworzyły się z trzaskiem.

– Tu jesteście! – wysapał Capri, ukazując się w wejściu. Był blady, jakby właśnie zobaczył śmierć. Z jego rozszerzonych źrenic wyzierała czysta panika.

Nigdy go takim nie widziały.

– Pisces pozwoliła się złapać – wyrzucał z siebie pospiesznie. – Ja przewidziałem… Ale ona tak szybko… i zaraz osłabła. Złapał ją ochroniarz. Drugi wyrósł nade mną. Udawał, że mnie uspokaja, ale widziałem jak ten drugi… Ale nie mogłem… – Kucnąwszy, zacisnął powieki i wyszeptał, łapiąc się za głowę: – Coś mnie blokowało…

– Już, już, ciii… – Pogładziły roztrzęsionego brata po włosach, kierując wzrok na milczącego ponuro Voxa.

Nie musiały zadawać pytania, a on nie musiał na nie odpowiadać. Virgo i bez tego poznałby odpowiedź. Jak na razie jednak w głębi nieruchomych źrenic ziała pustka. Vox nie myślał o niczym, tylko zastygł w bezruchu niczym posąg. Równocześnie, jakby… nasłuchiwał. Aż wreszcie przymknął powieki. Jedno krótkie słowo rozbłysło w jego umyśle.

Zezwolił na użycie bata.

 

•••

 

Niklas nie lubił uciekać się do takich metod, ale miał obawy, że podobna okazja już się nie powtórzy. Zresztą, nie zamierzał nikogo krzywdzić. Znał bardzo humanitarne sposoby na wyciąganie z ludzi informacji. Liczył też po cichu, że czarnowłosa ślicznotka wystraszy się na tyle, by bez dodatkowej zachęty wyśpiewać wszystko, co wie.

Teraz leżała nieprzytomna na tylnym siedzeniu elektrycznego sedana, za połyskliwą przegrodą ekranową, która wyświetlała mapę z ich obecną lokalizacją. Na przedniej szybie widniał dokładnie ten sam obraz, a samochód jechał automatycznie, chociaż miał też wmontowaną kierownicę. Obecnie za kółkiem siedział drugi obok Marty opiekun Niklasa – ciemnoskóry Joseph.

Reinkarnant spojrzał na niego spode łba. Wedle przepisów nawet w samonawigującym się pojeździe musiał zajmować miejsce pasażera, chociaż pojazd wlókł się niemiłosiernie. Oczywiście, nic wielkiego nie stałoby się, gdyby Nik siadł za kierownicą i zostali zatrzymani przez Straż, ale po co ryzykować stratę kilku cennych minut? Naburmuszonym chłopcem kierowały wyłącznie dziecięce humory.

Cholera, pomyślał, kiedy mi to wreszcie przejdzie?

Z drugiej strony rozumiał, dlaczego wirus powoli dokonywał zmian w jego mózgu; dlaczego brnął przez układ nerwowy jak mucha w smole. Po pierwsze, gdyby wtłoczono w niego wszystkie wspomnienia, całą osobowość i wiedzę Niklasa pur’Artella naraz, prawie nic nie zostałoby mu w głowie na dłużej. Po drugie, jakby nie patrzeć, jego mózg wciąż się rozwijał, kształtował, więc pełna reinkarnacja wymagała czasu. No i po trzecie, mógłby zwyczajnie nie przeżyć tak gwałtownej przemiany. Co nie ułatwiało mu życia jako takiego.

Właściwie, gdyby nie upór brata, chyba już dawno by się poddał. Zmienił imię, zrzekł się majątku wraz z nazwiskiem. Jednak Logan ani myślał mu odpuścić. „Znajdę sposób” – mówił. „Wyciągnę z tych dziwadeł wszystkie ich sekrety. I już nigdy nie będziesz musiał przez to przechodzić”.

Teraz nie żył, a jemu zostały tylko wspomnienia. I kilka bezużytecznych nagrań z monitoringu.

Kamery uchwyciły jedynie rozedrgany cień przemykający między ludźmi. Ci nagle padali na ziemię, łapiąc się za rozorane gardła. Plamy krwi wykwitały na mahoniowej podłodze. Tymczasem komisarz Straży Wewnętrznej zarzekał się, że chociaż Logan leżał już martwy, zdołał odbyć z nim rozmowę przez telefon.

Nic nie trzymało się kupy.

Niklas jeszcze raz spojrzał na tylne siedzenie. Nie wyobrażał sobie, by czarnulka mogła być ciemnym kształtem z nagrania. Związana i nieprzytomna wyglądała całkiem bezbronnie – niczym krucha, porcelanowa lalka.

Takie są najgorsze, zaśpiewało mu w duszy. Westchnął ciężko. Kogo miał słuchać? Siebie czy siebie?

Oszaleć od tego można.

– Joseph?

– Mhm…? – Jego dawny i zarazem obecny ochroniarz zawsze był małomówny.

Miało to swoje zalety.

– Nie rozmawiaj o tym z Martą. – Niklas zagryzł dolną wargę. Kiedy dotarło do niego, co robi, nabrał ochoty, by uderzyć się w twarz.

– Okej – przytaknął Joseph.

– Powiemy, że miałem kolejną migrenę.

– Mhm.

– Zadbaj też, by ktoś odebrał ją z pałacu.

– Jasne.

To sobie pogadali…

Nik usłyszał jakiś warkot i spojrzał przez okno, ale nie dostrzegł niczego. Jednocześnie poczuł się bardzo samotny.

Rety, co mi jest? Potrząsnął głową. Odnosił wrażenie, jakby nałykał się estrogenu. Co za idiotyczny pomysł…

 

•••

 

– Zaczekajcie tutaj – wydały polecenie, zanim wróciły do budynku.

– Nie, pójdę z wami – sprzeciwił się Capri. – Chcę pomóc.

Mimo że nadal wyglądał jak trup, udało mu się zapanować nad głosem. Był naprawdę wyjątkowo uparty. Mało komu udawało się przezwyciężać uwarunkowanie.

– Już wystarczająco pomogłeś – odparły chłodno Gemini, dodatkowo usadzając go wzrokiem.

Może zareagowały zbyt ostro, ale wolały nie tracić czasu na bezsensowne kłótnie. Prawda była prosta: jego naiwna rycerskość na nic by im się nie przydała. Musiały teraz popracować w pojedynkę.

To znaczy we dwie.

Raczej we troje – poprawił je Virgo.

No tak. Tylko we troje. Nie potrzebowały nikogo więcej.

– Dokąd zabrano dziewczynę? – zapytały pierwszego napotkanego ochroniarza. – Drobna, czarnowłosa, niedawno zemdlała…

Na szczęście korytarz był pusty, a wysokiemu osiłkowi nie udało się dotknąć zegarka z komunikatorem. Gemini złapały go za gardło, nim zdążył chociażby mrugnąć, a serum prawdy już dobrą chwilę płynęło w jego żyłach.

– Nie wiem – odpowiedział półprzytomnie.

Przez moment rozważały, czy nie zmusić go do wypytania reszty ochroniarzy. Szybko jednak stwierdziły, że tylko wzbudzą podejrzenia.

Następny, którego znalazły, stał przy głównym wejściu do belwederu.

– Odjechała z dzieciakiem – zdradził, pochwycony w sidła ich wzroku.

– Dokąd?

– Nie wiem.

– Kurde – sarknęły z irytacją. – A kto może wiedzieć?

Ochroniarz, marszcząc czoło, wahał się przez sekundę.

– Może jego niania?

Gemini spojrzały na mężczyznę z zaciekawieniem, a ten rozpromienił się jak dziecko, które właśnie zabłyszczało inteligencją przed rodzicami.

– Wiem, gdzie ją znaleźć – dodał.

– Prowadź. – Bliźniaczki skinęły głową.

Niedługo później siedziały przy jednym stole z Martą Zenovic.

Wszystko w tej kobiecie było wyblakłe jak zbyt często prana koszula: płowe włosy, wodniste oczy, zmęczona twarz. Na sam jej widok serce ściskało się żalem.

– Panicz pur’Artell prosił…

Tak właśnie o nim myślała: „panicz”.

– …byś dołączyła do niego na zewnątrz.

Zenovic wyglądała na zdziwioną, ale zgodziła się pójść z bliźniaczkami i ochroniarzem.

Gemini odstawiły mężczyznę przy wejściu, każąc mu liczyć do miliona od tyłu i zapomnieć o wszystkim wraz z zerem. To nie zawsze działało, ale przynajmniej kupowało im trochę czasu, którego bardzo teraz potrzebowały.

Za progiem belwederu zajęły się Martą. Powietrze tutaj było przyjemne. Orzeźwiające i niezbyt zimne zarazem. Inni z całych sił starała się myśleć tylko o nim. Tylko o oddychaniu. Tymczasem Gemma trzymała Zenovic w żelaznym uścisku. Dała jej nawet chwilę na wyzbycie się wszelkich obaw. Poczekała, aż przestanie wbijać paznokcie w ich przedramiona…

Potem zadała pytanie, a kobieta uśmiechnęła się smutno.

– Jeśli w tym dziecku naprawdę żyje cokolwiek z mojego Nika… to wiem, dokąd mogli pojechać.

 

•••

 

Jeżeli głębiej się zastanowić, był nie tylko klonem, ale i własnym synem. Czy wobec tego pochwalał podjętą przez siebie decyzję? Nie miał pewności. Wiedział za to, że niedługo rozboli go głowa. Od takich myśli zawsze bolała.

– Dotarłeś do celu – oznajmił komputer samochodowy. Najwyższy czas! Jechali zdecydowanie zbyt długo.

Mapa zniknęła z przedniej szyby, odsłaniając zimne wnętrze podziemnego parkingu. W przezroczystym filarze, obok którego stanęli, rozbłysło logo NucEnergi. Miniaturowa chłodnia kominowa wypuszczała obłoczek trójwymiarowej pary. Z głośników popłynął miły, kobiecy głos:

– Witaj w domu, Nik.

Może dawni współpracownicy nie traktowali go już jak szefa, może dopiero za dwanaście lat będzie mógł objąć swoje stanowisko na nowo, a oni do tego czasu wielokrotnie spróbują się go pozbyć… Lecz dla SI wciąż był jedynym panem i władcą NucEnergi. Zadbał o to przed śmiercią, wgrywając NEgi pozaoficjalną aktualizację. Można by rzec „nielegalnego robaka”, ale przecież to był jego system.

– Witaj, Ne – powiedział, wysiadłszy z pojazdu.

Hmm… „Nik i Ne” brzmi jak tytuł jakiejś bajki, przemknęło mu przez głowę. Kolejna z miliona niedorzecznych myśli.

Tymczasem Joseph stanął obok, przykładając klucz elektroniczny do tylnych drzwi samochodu. Te otworzyły się z miękkim sykiem, jednak leżąca w środku dziewczyna ani drgnęła.

Niklas cofnął się o krok, by przepuścić towarzysza. Ciemnoskóry ochroniarz zanurkował do wnętrza pojazdu. A wtedy czarnulka otworzyła oczy.

I zniknęła.

 

•••

 

Gemini od początku wiedziały, że muszą się spieszyć. Po wysłuchaniu Zenovic nabrały też pewności, co zamierzała zrobić Ryba.

Zabić.

Zabić wszystkich, którzy staną jej na drodze.

– Przecież nie istniał lepszy sposób na rozwiązywanie problemów, szydziła Gemma. Proszę państwa, oto śmierć: zbawienie duszy i lekarstwo na każdą bolączkę. Do zakupienia w najbliższym krematorium.

Och, jakże miały ochotę przetrzepać skórę Pisces. Wygrzmocić z niej te wszystkie pokłady głupoty, które chowała pod czaszką.

– W jaki sposób możemy się tam dostać? – zapytały jeszcze Martę.

– Mam zapasowe klucze… – Kobieta wyciągnęła z eleganckiej, czarnej torebki kartę chipową i niedużego pilota.

– Dziękujemy – powiedziały, odbierając od niej przedmioty. Musiały podciągnąć sukienkę, by schować je w ukrytej na biodrze saszetce.

 Gdy z powrotem uniosły głowę, dostrzegły łzy w błękitnych oczach.

– Tęsknię za nim. – Zenovic pociągnęła nosem. – Ten malec… To nie mój Nik. To tylko dziecko… Odrażająco dorosłe, ale jednak… – Głos jej się załamał.

Inni delikatnie pogładziła policzek kobiety. Musnęła wargami słone usta, przytknęła czoło do czoła.

– Odejdź – wyszeptała bez udziału Gemmy. – Pogódź się ze stratą i odejdź.

Blondynka powoli skinęła głową.

– Odejdę – powiedziała.

I tak też zrobiła.

Nie wróciła już do belwederu, tylko ruszyła ku trzymetrowej, kutej bramie. A tam jak spod ziemi wyrósł niewysoki normal w białym stroju – chłopiec parkingowy.

Bliźniaczki nie pozwoliły mu zatrzymać Marty.

– Ty, chodź tu – rozkazały, machając na niego ręką i dziękując losowi za pychę Nieskalanych. Większość nowoczesnych samochodów mogła zaparkować się sama, więc do nadzoru parkingu starczyłby zwykły automat.

Ale ludzie lubili, kiedy inni ludzie im usługiwali.

– Cicho. – Gemma dotknęła szyi chłopaka, kiedy ten już otwierał usta.

Słowa momentalnie uwięzły mu w gardle.

– Podstaw najszybszą – ciągnęły razem – najwścieklejszą maszynę, jaką masz do dyspozycji.

Normal pobiegł wykonać polecenie, a one zastanowiły się, czy mówić cokolwiek Voxowi. Lepiej nie, zdecydowały. Zastępca ojca mógłby się nie zgodzić, by same ruszały w pogoń. Najwyżej powiedzą później, że skoro pozwolił im działać, to działały.

Virgo nie skomentował tej decyzji. Jego milczenie zaczynało martwić bliźniaczki, ale pomruk silnika nagle odwrócił ich uwagę.

O nie… – Inni na widok maszyny, którą podstawił parkingowy, zrobiło się słabo.

Gemma za to uśmiechała się w myślach, gdy odebrawszy kask od chłopaka, wsiadły na smukły pojazd.

– Będę prowadzić.

– Dobrze, tylko uwa…

Czarny chopper ruszył z piskiem opon.

– Wolniej, wolniej! – krzyczała Inni, lecz na przekór jej Gemma jeszcze dodała gazu.

Ich sukienka zafurkotała na wietrze. To zdecydowanie nie był najlepszy strój do jazdy na motocyklu. Cóż, przynajmniej pantofle miały na płaskim obcasie.

Włącz nawigację – poleciła siostrze Gemma.

Po chwili ich e-kulary wyświetliły ścieżkę ze strzałek i informację, ile kilometrów zostało do celu. W takim tempie powinny bez problemu dogonić pur’Artella. To znaczyło również, że chopper musiał być zhakowany. Wszelkie blokady prędkości instalowane w pojazdach miejskich po prostu w nim nie działały.

Bliźnięta mogły gnać na złamanie karku.

 

•••

 

Otworzył usta do krzyku. Wszystko działo się tak szybko. Czarnulka zniknęła z samochodu, nagle pojawiła się za plecami Josepha. Białe kły zalśniły w uśmiechu. Coś mignęło srebrzyście.

– Stój! – Rozkaz odbił się od ścian i sklepienia podziemi.

Jakby kilka głosów wypowiedziało go jednocześnie.

 

•••

 

Dzięki chopperowi nie tylko dogoniły pur’Artella. One go przegoniły.

Przez chwilę bały się nawet, że Marta źle przewidziała ruchy podopiecznego. Potem szlaban parkingowy zaczął się unosić, a Gemini ledwo zdążyły ukryć motocykl.

– Witaj w domu, Nik.

– Witaj, Ne.

„Nik i Ne…”, odczytał Virgo.

Drzwi samochodu odsunęły się bezgłośnie. Ryba włączyła ślepowidzenie, rzucając się z pazurami na ochroniarza.

– Stój! – wykrzyczały z całych płuc bliźniaczki.

Siostra zamarła w miejscu. Jej metalowe pazury zawisły o włos od tętnicy szyjnej mężczyzny. Reinkarnat patrzył na to wszystko zogromniałymi oczami.

– Stój, nie ruszaj się, ani drgnij – powtarzały rozkazy bliźniaczki, wychodząc z cienia, aż chwyciły Pisces za kark. – A teraz opuść rękę.

Ryba wykonała polecenie.

– Nienawidzę was – wysyczała głosem Hare. – Przeszkodziłyście mi…

– Tak, tak, wiemy. Kiedy łowisz ryby, królik rucha cię w dupę. Czy jakoś tak. Mało eleganckie rozwiązanie, nie uważasz?

Kliknięcie odbezpieczanej broni przeszkodziło Pisces w odpowiedzi. Ochroniarz wycelował glocka prosto między jej oczy.

– Ręce do góry albo strzelam – rzucił nieco bełkotliwie. Dłonie mu się trzęsły.

Niełatwo było sprzeciwić się rozkazom Gemini. Nawet takim niebezpośrednim.

– Jeśli podniesiemy ręce, ona będzie wolna. – Wskazały brodą na Pisces. – Naprawdę tego chcesz?

Mężczyzna zawahał się, spoglądając w czarne oczy Ryby. Bliźniaczki wykorzystały ten moment, by wyskoczyć do przodu i chwycić rękę z bronią.

Glock wystrzelił, ale był już wycelowany gdzie inaczej. Pocisk z głuchym łoskotem wbił się w ścianę.

– Zaśnij…

Ochroniarz, wiotczejąc jak szmaciana lalka, upadł na ziemię. Gemini powiodły spojrzeniem od niego do trzymanej za szyję siostry. Kiedy Ryba również zmiękła, skierowały wzrok na szykującego się do ucieczki sześciolatka.

– Teraz twoja kolej, Nik ­– wymruczały, spoglądając za biegnącym dzieckiem.

Nie musiały nawet przyspieszać, by go złapać. Po paru krokach sam się przewrócił, a chwilę później leżał już obok pozostałych.

Wtedy też bliźniaczki zaczęły się spierać.

Nie możemy tego zrobić dziecku… – protestowała Inni.

To nie jest dziecko – odmyślała stanowczo Gemma.

Ale…

– Do diabła, Ii, on ma wspomnienia sprzed ponad stu lat! Zresztą wiesz, że Ryba nie dała nam wyboru.

Virgo też to wiedział. Wprawdzie w podziemiach miał bardzo słaby odbiór – z głowy reinkarnanta wyłowił tylko jakieś strzępy, myśli Pisces w ogóle nie był w stanie odczytać, a ruch ochroniarza wyczuł zdecydowanie za późno – jednak sytuacja była dla niego jasna. Zatuszowanie tego wszystkiego przekraczało możliwości Gemini. Mimo młodego wieku Niklas pur’Artell był wysoce odporny na ich czar. Nawet teraz Virgo czuł, że chłopiec ocknie się najwcześniej z trójki. No i jak dotąd nie udało mu się znaleźć niczego, co mogłoby skłonić reinkarnanta do rezygnacji ze swoich zamiarów.

Ogólnie rzecz biorąc albo one musiały zniknąć, albo dzieciak. Najlepiej tak, by nie wzbudzać niczyich podejrzeń. A przecież nikogo nie powinno dziwić, jeśli coś zepsuje się w głowie reinkarnanta. Ot, wirus źle połączy kabelki i tragedia gotowa.

Czyste rozwiązanie godne Nieskalanego.

– Odwróć wzrok, Ii – wyszeptała Gemma, przejmując kontrolę nad całym ciałem.

Czasami zwracała się tak do niej w dzieciństwie, kiedy ojciec przeprowadzał swoje testy. Inni miała kryjówkę wewnątrz podzielonego umysłu – nie widziała stamtąd ani nie słyszała, co działo się z obiektami doświadczalnymi.

Gemma nigdy nie doznała tego luksusu. Zwyczajnie nie potrafiła „odwrócić wzroku”.

– To nie będzie trwało długo – obiecała.

 

•••

 

Niklas uniósł ociężałe powieki. Kręciło mu się w głowie. Jego świat kurczył się do dwóch rozedrganych punkcików. Jasnego i ciemnego.

Dopiero po chwili zorientował się, że to oczy.

– Czujesz, jak oddychasz. – Usłyszał. – Wdech i… wydech. Wciągasz i wypuszczasz powietrze. Twoja klatka piersiowa unosi się i opada. Myślisz o każdym oddechu. To powoduje takie dokuczliwe uczucie, prawda? Świadomość oddychania. Jakby proste stwierdzenie faktu potrafiło rozsynchronizować tak skomplikowaną maszynę, jaką jest twój organizm. Rozumiesz, o czym mówię?

Z trudem przełknął ślinę. Nagle ścisnęło go w piersi.

– Czujesz to? Czujesz, jak twoje nozdrza rozszerzają się, wciągając powietrze? Jak wypełniają się płuca jeszcze nie w bolesny, ale już w namacalny, nieprzyjemny sposób? Spokojnie, to tylko złudzenie. Weź głęboki wdech i zrób powolny wydech… Znowu wdech… Wstrzymaj powietrze… I wydech. A teraz bądź tak miły i zapomnij…

Zapomnij, jak się oddycha.

 

•••

 

Inni kuliła się w ciemności.

Teoretycznie nie odbierała żadnych bodźców. Problem w tym, że nie musiała. Dobrze wiedziała, co działo się wokół niej. Słyszała w myślach łomot, czuła odległy smród moczu. Skrobanie paznokci, odór śmierci. Nie potrafiła zapomnieć strzaskanej twarzy. Wybałuszonych oczu, zmiażdżonego nosa i czerwonych, wyszczerzonych zębów. Nie umiała zmyć śladów krwi.

Znów była małą, bezsilną dziewczynką. Znów pogrążała się w czarnej rozpaczy, próbując zmusić braciszka, by ożył, by zaczął na powrót oddychać. Przytulała go do piersi, wsączając w żyły adrenalinę i płakała. Płakała, bo to nic nie dawało.

Poprzedni Virgo umarł, a tata wcale go nie naprawił.

Więc jednak się domyśliłyście.

Inni uczepiła się głosu brata jak liny. Jakby mozolnie wygrzebywała się z bagna.

Tylko ja

Od kiedy?

– Nie wiem.

Chyba nigdy nie pomyślała o tym wprost. Zwyczajnie w głębi serca czuła, że jej drugi braciszek umarł tam, pod łóżkiem, gdzie kryły się potwory.

Tylko że potworem okazałyśmy się my.

Nie – zaprzeczył Virgo. – Nie tylko wy…

W przeciwieństwie do Gemini nie byli bliźniętami. Byli jednym: nadajnikiem i odbiornikiem, umysłem i ciałem. Nie istniał żaden poprzedni Virgo.

Od początku był wyłącznie on.

I to on doprowadził do wypadku. Zagłębił się w najmroczniejszych sekretach Gemmy, wyciągnął najczarniejsze z jej koszmarów na powierzchnię. Jesteś tą gorszą, tą niegrzeczną, szeptał złośliwie. Nikt cię nie pokocha, skoro sprawiasz tylko kłopoty. Sama nie umiesz kochać. Przez to kiedyś zranisz tatę, zranisz siostrę… W końcu zranisz mnie.

– Nie! Siedź cicho! – pisnęła czterolatka. – Nic nie mów, nawet nie oddychaj!

Zatem nie było żadnego „w końcu”. Było teraz, już. Dwa słowa wystarczyły, by zaprojektowane do wykonywania rozkazów ciało przestało funkcjonować. Część Virgo udusiła się w mękach, lecz druga część wciąż żyła. Nadajnik bez odbiornika, bez oczu, uszu i czucia, jak po drastycznej amputacji, w której traciło się całe ciało i połowę duszy. Zostało jedynie zamknięte w sparaliżowanej powłoce „ja”. Kalekie od dnia narodzin, od niemowlęcia ukryte w krypcie ze stali.

– Rozumiesz, Inni? Zawsze wyglądałem tak, jak teraz. Nie ma w tym waszej winy. Możecie odejść. Przecież tylko to was powstrzymywało… A nawet nie wiedziałyście, kim jestem.

– Wiedziałyśmy – pomyślała Inni. – Jesteś rodziną. Nie opuszcza się rodziny.

Ani nie zmusza się jej do zostania.

Na to nie miała odpowiedzi. Milczała, a czas nieubłaganie leciał.

Ona też cierpi, Inni. Też nie chce tego robić… I wiesz, że nic nam o tym nie powie. Ale ja nie pozwolę, żeby więcej cierpiała. Nie pozwolę ci zostawiać jej samej.

Przecież Gemma też jest rodziną.

 

•••

 

W paradoksie bliźniąt jedno starzeje się szybciej niż drugie. Wynika to z błędnego założenia, że ich układy nie są równoważne.

Tyle że w przypadku Gemini rzeczywiście nie do końca były. Wbrew wszelkim pozorom Inni żyła nieco dłużej od Gemmy. Była tą starszą; tą, która wybudziła się pierwsza. I mogła kontrolować siostrę. Od dzieciństwa pilnowała się jednak, by tego nie robić.

Aż do teraz.

– Przypomnij sobie! – krzyknęła, potrząsając chłopcem. – Oddychaj!

Sześciolatek zacharczał, zwijając się w kłębek. Miał sine usta i wywrócone oczy, ale jakimś cudem nie stracił jeszcze przytomności. Walczył z rozkazem Gemmy, rzucał się niemrawo. Po którymś razie w końcu sobie przypomniał i zaczerpnął oddechu. Zaraz potem zwymiotował na podłogę.

Wciągając spazmatycznie powietrze, rozpłakał się jak małe dziecko, którym w rzeczy samej przecież był.

– Patrz na mnie! – Inni klepnęła go w twarz. – Patrz!

Patrzył szklistym wzrokiem.

– Wiesz, kim jestem?

Potaknął.

– Boisz się?

Skinął jeszcze gorliwiej.

– Dobrze, zapamiętaj jedno. – Inni zebrała myśli. Skoro dotychczas nie udawało jej się oczarować reinkarnanta, musiała mu dać coś, w co bezwzględnie zechciałby uwierzyć. – To wszystko moja wina. Moja, słyszysz? Zabiłam twojego brata, ciebie też próbowałam zabić. Oszukać. Kłamałam, że jesteśmy dwie. Traktowałam cię jak głupie dziecko. Teraz bawię się z tobą w chowanego. Szukaj mnie, smarkaczu. Tylko pamiętaj, że nie jestem już w Zodiakach. Uciekłam. Narobiłam bałaganu, wepchnęłam ci fałszywe wspomnienie do głowy i uciekłam. Niczego nie możesz być pewien.

– Niczego – wymamrotał, ocierając smarki spod nosa i zemdlał z nieprzytomnym uśmiechem na ustach.

Między jego okrwawionymi zębami widniała przeurocza szczerba.

 

•••

 

Na koniec musiała zająć się ochroniarzem, a ten nie należał do rozmownych. Minęło trochę czasu, zanim nabrała pewności, że niczego nie pamiętał. Potem trzeba było jeszcze ocucić Rybę i zabrać ją w bezpieczne miejsce. Koniec końców zaczynało już świtać, gdy dotarły pod wieżę Zodiacs Inc.

– Mamy prośbę – powiedziała do zsiadającej z motocykla Pisces, tak by nie zdradzać, że działała na własną rękę.

– To dopiero nowość – parsknęła kpiąco Ryba. – Już znudziło się wam dyrygowanie ludźmi?

Inni nie odpowiedziała. Patrzyła na siostrę w oczekiwaniu, aż cisza zaczęła być przytłaczająca.

– No, dobra. – Pisces wzruszyła ramionami. – Czego chcecie?

– Żebyś wydrapała coś swoimi pazurami.

Dziewczyna zmarszczyła czarne brwi.

– Chyba nie macie na myśli…

– Tak, Pi. Chodzi o mnie – przesłał Virgo. Na krótką odległość od Wieży mógł dzięki symbiontowi, nie tylko odbierać, ale również nadawać swoje myśli.

– Daj nam chwilę – poprosiła jeszcze Inni.

Pierwszy raz w życiu nie potrafiła powiedzieć, co mogło się dziać w umyśle siostry. Gemma nie odezwała się ani słowem, od kiedy starsza bliźniaczka przejęła kontrolę.

Przejdzie jej – pocieszał ją brat.

Mam nadzieję – odmyślała.

Nagle dotarło do niego, co Inni czuła poza smutkiem. Duszący strach przygniótł go i zamroczył na moment. Pierwszy raz od dawna – być może od utraty drugiego Virgo – bała się tak mocno. Nie wiedziała, co zrobią z siostrą bez jego pomocy. Czy poradzą sobie w prawdziwym świecie?

Delikatnie, z nieznacznym wahaniem, pogładziła neurotransponder. Wymacała cieniutki kabel, który wił się pomiędzy włosami aż do ukrytej pod potylicą wszczepki.

Wrócimy po ciebie – obiecała.

Wiem.

Virgo rozdzielił swoje myśli.

– Kocham cię, Inni.

– Kocham cię, Gemmo.

– My ciebie też, Virgo…

Nie miał pewności, która z sióstr odpowiedziała. Może obie? Nie, nie był w stanie powiedzieć. Nawet nie chciał próbować. Już tylko patrzył ich oczami. Obserwował, jak Pisces unosi zakończone metalowymi pazurami palce. Jak Bliźnięta pochylają głowę, odgarniając włosy. Aż wreszcie poczuł delikatne ukłucie bólu.

I został całkiem sam.

 

_____________________________

 

[1] Skrót dotyczy systemu CRISPR-Cas (clustered regularly interspaced short palindromic repeats-CRISPR associated).

Koniec

Komentarze

Czytałam, betowałam, kibicuję tekstowi nadal i spokojnie mogę polecić. Mimo długości tekst wciąga i zasysa. Dla mnie to majstersztyk. Bardzo ciekawie zarysowana główna postać, a właściwie postacie. Niebanalność pomysłu każe się zastanowić, ile jeszcze porąbanych pomysłów można znaleźć w głowach fantastów, a w szczególności w głowie Tenszy. Kibicuję jej od początku pojawienia się na portalu, a im więcej czasu upływa, tym bardziej przekonuję się, że postawiłam na właściwego konia (klaczkę).  

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Obrazek – fajny :P Tyle na tę chwilę, bo obraz dwoi się i troi, a łóżko woła i zaprasza :)

Gratuluję sukcesów, bo zasłużone :)

Tekst skonsumuję, bo zapowiedź narobiła apetytu (”napisałam kontynuację Koziorożca!”), ASAP.

Pozdrawiam.

Look at every word in a sentence and decide if they are really needed. If not, kill them. Be ruthless. - Bob Cooper

bemik, dziękuję :) ty już sama wiesz, jaka jestem ci wdzięczna

Bogusławie, wieki cię tu nie widziałam :D Bardzo się cieszę!

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

Ja też. Fajnie jest zmartwychwstać! :P Nie było łatwo, ale jestem. To znaczy – będę. Jutro :P I’ll be back, cytując klasyka, dużo bardziej zmartwychwstały niż dziś :)

Okej, okej, już spadam. Pod tekstem ma być o tekście, tako rzecze loża :)

Over & Out. ZzzzzzZZzzzzzzzz

Look at every word in a sentence and decide if they are really needed. If not, kill them. Be ruthless. - Bob Cooper

Smacznych snów :D (i sama już też nie offtopuje!)

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

Kiedy zobaczyłam,  że opowiadanie nawiązuje do Koziorożca i Smoka, stwierdziłam, że muszę najpierw przeczytać pierwszą część. Zła wiadomość jest taka,że Koziorożec spodobał się bardziej. Dobra, że tekst stracił jedynie odrobinę że swojej świetności w stosunku do poprzednika :) 

 

Pod tamtym opowiadaniem też postaram się napisać słów kilka, ale bez odwołań chyba się nie obędzie:(

 

Stworzony przez Ciebie świat jest tylko tłem dla historii, ale i tak nie mogę powiedzieć,  żeby nie był zajmujący. Podział ludzi na kasty nie jest co prawda niczym nowym, ale ładnie wkomponowujesz w to wszystko hierarchię podobną do arystokratycznej. To nadaje takiego specyficznego wydźwięku. A przecież jeszcze na inne sposoby nawiązujesz do naszej cywilizacji, na przykład napomknięcie o rycerskości Capriego.

 

Gemma i Inni są świetnie wykreowane. Sprytnie przedstawiłaś ich dualistyczną naturę. Dialogi między nimi były bardzo przekonywujące, szczególnie dzięki sprzeczny charakterom, które obie miały,  a które swoją drogą sprawdziły się w ukazaniu Bliźniaków. Myślę,  że nie byłoby łatwo  lepiej spersonalizować ten znak zodiaku ;) W tym miejscu  muszę jednak wyznać,  że nie polubiłam tych postaci :( Ale to tylko moje widzimisię, bo, jak widać, nie ma im czego zarzucić :)

 

Virgo. Tutaj z kolei uważam,  że nie dałoby się nawet równie dobrze przedstawić Panny ;) Ukłony. Przed kreacją całej trójki, która jest chyba bardziej wiarygodna od wcześniejszej. Jednak Capricorn i Pisces zaskarbił i sobie moją bezwarunkową sympatię.  Przez to mam zaburzone odbieranie innych bohaterów i mogę być trochę nieobiektywna ;)

 

Akcja, IMO w Koziorożcu i Smoku była bardziej zajmująca,  ale z drugiej strony ten tekst był o wiele dłuższy, a i tak wciągnęłam się niesamowicie, więc nie będę narzekać:) Dobra końcówka;)

 

Nie wiem sam, co mi się marzy, jaka z gwiazd nade mną świeci - J.Kaczmarski

lenah, wielkie dzięki! :) cieszę się niezmiernie, że mimo długości tekst wciągnął. A chyba jeszcze bardziej raduje mnie, że przeczytałaś obie części i choć ta trochę mniej ci się podobała, to jednak nie odnosiłaś wrażenie, że historie do siebie nie pasują albo mocno odstają. Przyznam, że teksty dzieli odstęp niemal dwóch lat, więc miałam co do tego spore obawy.

A skoro postaci z “Koziorożca…” zaskarbiły sobie twoją sympatię, z niecierpliwością wyczekuję komentarza i pod tamtym opowiadaniem :D

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

Na pewno ciekawy świat, interesujące pomysły na zodiaki. Każde wypasione na swój jedyny sposób. Ciekawam, dlaczego pozmieniałaś płcie bohaterów. Czyżby, gdzie diabeł nie może…? ;-)

Końcówka mi słabiej przypasowała. Jakoś ten kabelek we łbie znikąd się bierze, sama nie wiem, czy Virgo żyje, czy nie…

Ale ogólnie bardzo na plus. Podziwiam rozmach kreacji. I obrazek też dobry.

to jest poidło między półkulami nie wykształciło się całkiem,

Zabawna literówka.

Babska logika rządzi!

Przeczytałem. Ale na raty, bo nie mogłem zdzierżyć, że Mary Sue Gemini tak wszystko się udaje. Koncepcja tej postaci jest całkiem interesująca, a wywód o ciele modzelowatym z wykładu był szalenie interesujący, tylko co z tego, skoro Inni jest sztywna jak kij od miotły, a Gemma sili się na bycie oziębłą, cwaną i obojętną, a tak naprawdę różnie z tym jest. I w efekcie obie wypadają okrutnie antypatycznie.

W tekście gdzieś padło, że Pisces jest nieudanym prototypem Gemini. Ale czy na pewno nie jest na odwrót? Droga Tenszo, moim zdaniem Rybka jest najwspanialszą perełką jaką dotychczas nam ujawniłaś ze swojego pokręconego świata i żałuję, że nie zasłużyła sobie na dedykowany tekst, a przewija się tylko w tle zarówno tu, jak i w Koziorożcu. Pod koniec to wręcz była pokazana jako wróg, czarny charakter i w sumie nie miałbym nic przeciw temu; liczyłem, że Pisces wypruje tym zarozumiałym pannom flaki albo chociaż utoczy trochę krwi, no ale skończyło się jak się skończyło…

Postać Virgo wypadła płasko. Nie wiem, czy dobrze zrozumiałem, że typ był cały czas martwy i istniał tylko jako jakiś wszczep w głowie bliźniaczek? Tak czy siak, działał jak encyklopedia, nie dałaś mu szansy zabłysnąć, nie dałaś mu żadnej wyrazistej cechy, a na koniec go zabiłaś, chociaż już był martwy. ;_;

Najlepiej (oprócz siódmoplanowej Pisces) wypadł reinkarnant. Zagrało tutaj wszystko, genialna postać.

Poględziłem. To teraz idę nominować, gdzie się da. I czekam na zapowiedziany duet byk-waga. :>

Pozdrawiam!

Ach, nareszcie nastał ten dzień, kiedy mogę użyć swej mocy w celu, dla którego o nią walczyłem :D <3

 

Tak się zastanawiam… Czyżbyś nie miała cierpliwości do napisania książki, droga mi Tenszo?

Bo widzisz – Paradoks jest napisany właśnie w taki niespieszny sposób, sprzyjający konstruowaniu większej całości. W sumie stosunek treści do objętości wypada jak dla mnie średnio – mogłaś skrócić ten tekst, skoro i tak stanowi cegiełkę czegoś większego.

Pod względem postaci, MrBrightside napisał mądrze i wyczerpująco. Mnie również Virgo zawiódł, mam też wątpliwości odnośnie tego jego “życia”. No ale ja mało domyślny jestem :(

Gemini pod względem konstrukcyjnym super, ale osobowości obu dziewcząt mogłyby być bardziej wyraziste, zróżnicowane. Wszystko niby napisane, ale nie czuć tego. Jest, niestety, jak prawi Jasnostrony – do Rybki i im daleko ;/

Co do wykładu z sześcianami – interesujące, brzmi wiarygodnie, ale mam wątpliwości, czy tak to działa. Kora wzrokowa zbiera informacje z obydwu gałek, a dróg wzrokowych chyba nie cięli… Chyba przekombinowane, ale nie będę wyrokował, póki dokładniej tego nie przemyślę.

Swoją drogą, słyszałaś o zespole pomijania? Ciekawa sprawa, od razu mi się przypomniał ;D

 

Ciekawi mnie też, jak tekst odbierze ktoś, kto nie zna Koziorożca. Mimo wszystko jest tam trochę więcej worldbuidingu, który pozwala zrozumieć świat. Tutaj część spraw jest, skądinąd dość czytelnie, zarysowana.

 

Wielkie plusy za prowadzenie akcji, immersję, balans, dualizm Gemini, reinkarnatora, przykuwający uwagę początek, plastyczne, oszczędne opisy, zwarte, interesujące przedstawienie “faktów”, powrót Pisces & Capri’ego, tytuł, ilustrację, smak potraw na przyjęciu, czadowy motocykl, “Po prostu lubię wybiegać myślą dalej niż czubek własnego penisa.” w ustach sześciolatka, potwora pod łóżkiem, podtytuły i za Twój własny, “piękny umysł” ;**

 

Dobra, tyle ode mnie, sojuszniczko cudna :D

A teraz zdradź mi jeszcze – co dodałaś w tej wersji? Bo Count nareszcie doczekał się papierowego Smoko, to go zaskoczyłaś wrzucając tekst tutaj ;)

 

Ode mnie również potrójna pomoc, z Zajdlem włącznie :)

"Piwo usypia pamięć, brandy budzi ją z drętwoty, najlepsze jest wino na serca tęsknoty!"

Finklo, takie drobnostki jak płeć nie mają dla ojca, to jest twórcy Zodiaków, znaczenia ^^ Z tym kabelkiem wieczorem poprawię/rozjaśnię, bo właściwie wydawał mi się oczywisty, skoro pisałam o neutransponderze. A przecież nie jest.

Natomiast “poidło” poprawiłam od razu i zapisałam sobie do listy zabawnych literówek :P Dzięki!

MrBrightside, nie ma to jak dostać komentarz, który wydaje się całkowicie negatywny, a potem nominację do piórka xD Biorę zarzuty na klatę, jeszcze nie raz je sobie dokładnie przeanalizuję. Musze podkreślić, że na dobrą sprawę Gemini się nic nie udało, jak powinno :P Co do Rybki – ona w następnej odsłonie Zodiaków gra pierwsze skrzypce. Po prostu potrzebowała dla siebie większej sceny :D (tekst ma już ponad 200k).

No i widzę, że końcówka też do poprawy, bo z Virgo wyszło niejasno. A może zasugerowałeś się komentarzem Finkli? Bo telepata żyje i nie był żadnym wszczepem (choć ten domysł naprawdę mnie dziwi, bo dosyć dokładnie opisałam jego fizyczne ciało i kim był ten drugi Virgo).

EDIT: Pisałam komentarz, zanim pojawił się ten Primagena. Względem papierowej wersji poprawki raczej kosmetyczne, bez obaw :) Dziękuję pięknie za potrójną pomoc ^^ Co do tego:

Co do wykładu z sześcianami – interesujące, brzmi wiarygodnie, ale mam wątpliwości, czy tak to działa. Kora wzrokowa zbiera informacje z obydwu gałek, a dróg wzrokowych chyba nie cięli… Chyba przekombinowane, ale nie będę wyrokował, póki dokładniej tego nie przemyślę.

Obejrzałam filmiki o takich eksperymentach i przeczytałam artykuł, więc bez przecinania sobie tego i owego bardziej pewna być nie mogę :P Jak będę miała chwilę, wyszukam któryś z tych filmików.

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

Na razie, gwoli rozjeśnienia sytuacji, dodałam tyle:

Najważniejsze jednak kryło się pod dwubarwnymi lokami – cienki, udający jedno z czarnych pasm kabel, wpięty do wszczepu domózgowego Gemini. To właśnie żyjący w implancie semiorganizm pozwalał Virgo używać umysłu bliźniaczek jako reemitera fal beta. Krótko mówiąc: dzięki sztucznej symbiozie stawały się dla brata chodzącym odbiornikiem.

A teraz idę karmić męża, bo inaczej mnie rozwiedzie :P

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

Tenszo, spodobał mi się “Paradoks”. Po prostu uważam, że chwalić tak, żeby chwalić to każdy może, więc staram się rzucać jakieś sugestie, które być może przydadzą Ci się w przyszłości. ;)

A tekst o rybce na 200k to już chyba powieść, co? :o

Jasne, że sugestie się przydadzą! Zamierzam jeszcze trochę rozbudować ten tekst, więc na pewno uwzględnię wasze uwagi. Po prostu, jak się przeczyta tyle zarzutów wobec tekstu, to na koniec człowiek nie spodziewa się nominacji xd

A tekst o Rybce, nie jest tak całkiem o niej, po prostu ona gra w kontynuacji główną rolę spośród mnóstwa (jakoś przy Zodiakach narratorzy mnożą mi się jak króliki :P). I tak to już będzie powieść. Bo te 200k to dopiero połowa.

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

Taką fantastykę naukową to ja bardzo lubię ;)

Przez rozmiar tekstu długo zabierałem się do przeczytania. Ale nie żałuję :) Bardzo spodobał mi się świat, koncept technologii i jej opis. Końcówka też mi przypadła do gustu –  ciekaw jestem, co się stanie dalej w tej historii. Jak Finkla, też nie wyłapałem do końca, o co chodzi z Virgo.

Podsumowując – jest bardzo dobrze. Poproszę następne danie ;) choć te 200k znaków, to nie wiem jak pochłonę, będę musiał dzielić na porcję.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

NoWhereManie, lejesz miód na moje serce, szczególnie że chyba nie czytałeś “Koziorożca”? Co do tych 200k: mam nadzieję, że już wyjdą na papierze. Na ile płonne, to się dopiero zobaczy ;)

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

Tak, Koziorożca nie czytałem, ale nie czułem nic obcego w opowiadaniu – połapałem się łatwo kto jest kim i w terminach. Tak więc próg wejścia dla nieznajomego jest bardzo przystępny :) A za samego Koziorożca wezmę się też niedługo – tylko 56k znaków ;)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Cieszy mnie to niezmiernie :D Dziękuję!

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

“Wciąż za mało, żeby ożywić atmosferę, ale zawsze to jakichś początek.“ – jakiś, a nie jakichś.

 

“– No so ty! Bałdzo zależy – wymamla, dokańczając marchew.“ – Raczej: wymamlała?

 

“lekkostrawnej dla żołądka“ – czepialstwo level high – to “dla żołądka” wydaje mi się zbędnym dookreśleniem; przecież to jasne, że dla żołądka.

 

“…wskazał brodą wejście tarasu.“ – z jakiegoś powodu “wejście tarasu” bardzo mi zgrzytnęło. Czy taras ma wejście? Raczej jest wyjście na taras…

 

“Co niestety, nie ułatwiało mu życia jako takiego.“ – Albo “niestety” wydzielone przecinkami z obu stron, albo wcale.

 

“Nik usłyszał jakichś warkot…’ – j.w. – jakiś, a nie jakichś.

 

Czytam na raty ; ) Na razie tyle.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Dzięki! :) Mamlanie poprawiłam od razu, resztę ogarnę rano.

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

Tenszo, Ty to umiesz Pisać.

Przeczytałem dwukrotnie. Raz trochę w biegu, na telefonie. Bywam niecierpliwy, gdy na czymś mi zależy. I jeszcze raz na spokojnie, wydruk. Nie wiem, czy „Paradoks” podoba mi się bardziej od „Koziorożca”. Na tę chwilę tak, ale chyba głównie dlatego, że jest to nowa, świeża odsłona kapitalnie wykreowanego przez Ciebie świata. Poza tym był taki czas, że treść „Koziorożca” mogłem cytować z pamięci prawie słowo w słowo. Zresztą, czy to aby ważne, który z tekstów podoba się bardziej, skoro oba podobają się bardziej niż bardzo?

A „Paradoks” mi bardzo.

Przede wszystkim wciągnął. Tak za pierwszym, jak i za drugim razem. A to, przynajmniej dla mnie, ważne. Wiele razy czytałem coś, co po zakończonej lekturze oceniłem pozytywnie, ale sam proces chwilami męczył. Natomiast „Paradoks Bliźniąt” – jak chyba wszystkie Twoje teksty, z którymi miałem przyjemność obcować – wskakiwał mi prosto do głowy. A przy tym rozbawił w kilku momentach, za co ogromny plus. Jeśli chodzi o postaci, najjaśniej zabłysnął Niklas, ale bliźniaczki także wzbudziły dużą sympatię. Virgo mniejszą, jednak spełnił swoją rolę i nie potrzebowałem go w opowiadaniu ani mniej, ani więcej. Pisces i Capri pojawiają się tutaj jako cameo, i dobrze. Lubię wzmagać sobie apatyt drobnymi smakołykami, gdy wiem, że zbliża się prawdziwa uczta. Bo zbliża się, prawda? Nie zagłodzisz mnie, odstawiając Martina? ;)

Worldbuilding godny pozazdroszczenia. Styl i zasobność jeżyka również.

Strach tak wyłącznie słodzić – jeszcze wyjdę w oczach przed– i popiśców na groupie :D – więc dorzucę jeszcze, co mi się nie podobało. Jak coś takiego znajdę. Poszukam przy kolejne lekturze i – jeśli mi się uda – dam znać :)

Pozdrawiam.  

Look at every word in a sentence and decide if they are really needed. If not, kill them. Be ruthless. - Bob Cooper

Przeczytałam już jakiś czas temu, jeszcze w ‘Smoko’ i – jeśli chodzi o Virgo – to dla odmiany nie zrozumiałam pierwszej sceny – czemu on umierał pod łóżkiem sióstr? Z opisu mi wynika, że Gemma i Inni dzieliły ciało na pół /jedna ręka i policzek Gemmy, druga – Inni/ ale z drugiej strony jest, że Gemma miała ‘zamknąć oczy’ i ‘pobiegła’ (czyli raczej na więcej niż jednej nodze).

Świat i wykreowane postacie mi się podobają, aczkolwiek miałam nieodparte wrażenie, że fabuła opowiadania jest tylko pretekstem, żeby przedstawić bliżej bliźniaczki, a szkoda, bo postać starca zreinkarnowanego w ciele sześciolatka wyszła ciekawie.

(tak, pamiętam, że wiszę Ci komentarz do opowiadania z NF:))

Bogusławie, co ja mam ci napisać :D Takie komentarze to człowiek najchętniej wieszałby sobie nad łóżkiem. Cieszę się niezmiernie, że tak bardzo lubisz zarówno świat, jak i postaci. Już się zaczęłam obawiać, że poza Basią nikt tych moich Gemini nie polubi :P Choć jak zawsze wychodzi na to, że postać drugoplanowana (Niklas) skradła mi scenę. To już norma w moim wykonaniu i właściwie nie powiem, żeby mnie martwiło.

Bello, we fragmencie Virgo (1.) napisałam, że czasami jedna przejmuje władzę nad całym ciałem, gdy druga śpi. Przy czym zaznaczyłam, że raczej to Gemma, bo Inni ma twardy sen, a ona nie. Ogólnie widzę to tak – półkule zostały wybudzone w różnym czasie, ponieważ wpierw jedna musiała w pełni nauczyć się “obsługi” ciała, potem druga. A ten ich podział to moja ręka, to twoja ręka, to tylko dziecinnie kłótnie, które prowadziły do samych problemów ;) Dzięki za lekturę!

(też pamiętam :D)

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

Mając w pamięci Koziorożca i Smoka, spodziewałam się równie zajmującej opowieści. Niestety, doznałam lekkiego zawodu. Jakkolwiek czytałam bez przykrości, to nie mogłam pozbyć się wrażenia, że więcej tu ładnych zdań niż właściwej treści. Choć zdaję sobie sprawę, że należało Gemini porządnie przedstawić, to bez entuzjazmu uczestniczyłam w bankiecie okraszonym prezentacją. Zmęczył mnie tłum gości i konieczność bliższego poznania kilkorga, z którymi nie wiem czy jeszcze kiedyś się spotkam.

A Gemini, no cóż, uważam że mają zbyt wiele atutów, zbyt wiele mogą, są zbyt pewne siebie. Chciałabym, aby choć raz powinęła im się noga i żeby wpadły w prawdziwe tarapaty.

Nie wiem, może coś przeoczyłam, ale do końca opowiadania nie zorientowałam się, co się stało, że Virgo umarł pod łóżkiem czteroletnich Gemini.

 

więc nie po­zo­sta­ło jej nic in­ne­go niż wpa­try­wa­nie się w zie­mię. – Raczej: …niż wpa­try­wa­nie się w podłogę/ posadzkę.

Szczególnie że w kolejnym zdaniu piszesz nie o klepisku, a o nieskazitelnie białych kafelkach.

 

Wedle po­wszech­nej opi­nii no­bi­li­ci po­zo­sta­wa­li… – Jeśli to nie jest neologizm, powinno być: Wedle po­wszech­nej opi­nii no­bi­lowie po­zo­sta­wa­li

Uwaga dotyczy także dalszej części opowiadania.

 

zmien­ność na­stro­jów ty­po­wą dla prze­cięt­nej ko­bie­ty z PMSem. – …ko­bie­ty z PMS-em.

 

I to by­ło­by na tyle, pro­szę pań­stwa – za­koń­czył gład­ko Vox… – Czy ten osobliwy zwrot, wymyślony i rozpowszechniony przez Jana Tadeusza Stanisławskiego, profesora mniemanologii stosowanej, został użyty celowo? http://obcyjezykpolski.pl/i-to-by-bylo-na-tyle/

 

Po sali ro­ze­szła się fala roz­ba­wio­nych po­mru­ków. – Czy na pewno pomruki były rozbawione?

Proponuję: Po sali ro­ze­szła się fala pomruków roz­ba­wie­nia.

 

Nie­złe wi­do­wi­sko, nie są­dzisz? – za­ga­iły męża trans­ge­nicz­ki… – Można zagaić rozmowę, ale nie osobę.

Proponuję: Nie­złe wi­do­wi­sko, nie są­dzisz? – zagadnęły męża trans­ge­nicz­ki

 

i oto­czyć się bar­dziej ku­szą­ca nutą. – Literówka.

 

W krwi­sto­czer­wo­nym mini z głę­bo­kim de­kol­tem… – Mini jest rodzaju żeńskiego, więc: W krwi­sto­czer­wo­nej mini z głę­bo­kim de­kol­tem

 

– Za­wsze ma jedną lub dwie przy sobie – wy­beł­ko­ta­ła z peł­ny­mi usta­mi. – Literówka.

 

– Może do­kład­ki, pa­ni­czu?­ – spy­ta­ła Marta… – Raczej: – Może do­kład­kę, pa­ni­czu?­ – spy­ta­ła Marta

 

kiedy wi­ro­wa­ła ze swoim mężem na hali ta­necz­nej. – Czy nie powinno być: …kiedy wi­ro­wa­ła ze swoim mężem na sali ta­necz­nej.

 

Nik usły­szał ja­kichś war­kot i spoj­rzał za okno… – Nik usły­szał ja­kiś war­kot i spoj­rzał przez okno

By spojrzeć za okno, trzeba je pierwej otworzyć i wychylić się zeń.

 

a one za­sta­no­wi­ły się, czy mówić co­kol­wiek Vo­xo­wi. Le­piej nie, po­sta­no­wi­ły. – Nie brzmi to najlepiej.

 

Wol­niej, wol­niej krzy­cza­ła Inni, lecz na prze­kór niej, Gemma jesz­cze do­da­ła gazu. …na prze­kór jej Gemma jesz­cze do­da­ła gazu.

 

– Mamy proś­bę – po­wie­dzia­ła do zsia­da­ją­cej z mo­to­cy­klu Pi­sces… – – Mamy proś­bę – po­wie­dzia­ła do zsia­da­ją­cej z mo­to­cy­kla Pi­sces

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Szkoda, reg. Choć niezmiennie dziwi mnie zarzut wobec pewności siebie Gemini – ktoś, kto ma moc rozkazywania innym, raczej naturalnie byłby dosyć pewny siebie :P

Poprawki wprowadziłam, podkreśliłam też, że z Niklasem Gemini niespecjalnie wyszło:

– Rozumiemy – wydusiły przez ściśnięte gardło.

Nagle poczuły się bezużyteczne. Mało kto potrafił oprzeć się urokowi Inni albo sprzeciwić rozkazom Gemmy. Tym bardziej nie spodziewały się, że będą miały trudności z przekonaniem kogoś tak… Cóż, niepozornego?  A może najzwyczajniej w świecie nie radziły sobie z dziećmi? Albo źle do tego wszystkiego podchodziły? Przecież Niklas nie był tym, na kogo wyglądał. Miał ciało sześciolatka, ale jego mentalność nawet Virgo wprawiała w konsternację. Odczytanie czyichś fal mózgowych nigdy nie było dla niego równie problematyczne. Ciągle gubił się w uczuciach i myślach reinkarnanta. Nie nadążał za zaprogramowanym przed laty wirusem, który nieustannie splatał neurony w jego nie w pełni skonfigurowanym umyśle.

Umyśle dziecka. Mimo wszystko. (…)

– Dobrze, zapamiętaj jedno. – Inni zebrała myśli. Skoro dotychczas nie udawało jej się oczarować reinkarnanta, musiała mu dać coś, w co bezwzględnie zechce uwierzyć. (…)

Nagle dotarło do niego, co Inni czuła poza smutkiem. Duszący strach przygniótł go i zamroczył na moment. Pierwszy raz od dawna – być może od utraty drugiego Virgo – bała się tak mocno. Nie wiedziała, co zrobią z siostrą bez jego pomocy. Czy poradzą sobie w prawdziwym świecie? (…)

Dzięki za uwagi :) Ze śmiercią Virgo – on był przeciwieństwie bliźniaczek – jeden umysł, dwa ciała, z czego jedno umarło pod łóżkiem, a drugie stało się bezużyteczne. To akurat dosyć jasno opisałam (tak mi się wydaje), to znaczy, że było ich dwóch.

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

No, dla mnie Virgo nie był porządnie wyjaśniony. Nadawca i odbiornik to ciała czy umysły?

Babska logika rządzi!

Zrozumiałam, że Virgo w niejasnych okolicznościach umarł pod łóżkiem i że brała w tym udział/ wiedziała o tym Gemma, która była przekonana, że ojciec go naprawi. A potem, po latach, kiedy Virgo jest unieruchomiony, byłam przekonana, że to skutek działań naprawczych ojca.

Ciągle nie wiem, co wydarzyło się pod łóżkiem.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hm, to jeszcze coś dopiszę w tej materii, ale wieczorkiem :) Ogólnie nadawca/odbiorca to były dwa ciała, ale z niewyjaśnionych (zamierzenie) powodów ciało nadawcy jest sparaliżowane. Pod łóżkiem zmarł odbiorca. Gemma myślała, że ojciec odratował Virgo, ale w rzeczywistości jego drugie ciało nie żyje.

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

“ślepowidzenie” – A fuj, a cóż to za kradzież określenia od Wattsa? ; p

 

“Na krótką odległość od Wieży mógł dzięki symbiontowi[-,] nie tylko odbierać, ale również nadawać swoje myśli.“

 

Skończyłam wreszcie. I muszę się zastanowić. Tak się bowiem składa, że nie czytałam “Koziorożca i Smoka”. I w pierwszej chwili pomyślałam, o rany, najpierw muszę przeczytać jeden długi tekst, bo potem przeczytać drugi długi nominowany tekst ; p Ale doszłam do wniosku, że to właśnie może dobrze, że nie znam “Koziorożca”, bo będę mogła “Paradoks” ocenić oddzielnie, nie jako kontynuację. No to teraz się muszę zastanowić.

Nie wiem, czym dokładnie jest Twój Zodiak, tylko się domyślam – albo odruchowo dopowiedziałam sobie własną teorię – niemniej podoba mi się postać Gemini. Najbardziej zaś podoba mi się motyw sześcioletniego reinkarnanta :) Nie podoba mi się natomiast motyw “podwójnego” Virgo. Choć przyznam, że początkowa scena jest mocna O.o Aż mi się nie chciało czytać dalej…

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

jose, Watts wykorzystał istniejące zjawisko jako tytuł:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Zesp%C3%B3%C5%82_widzenia_mimo_%C5%9Blepoty 

a z pełną nazwą, czyli “zespołem ślepoty mimo widzenia” trochę długawo by to wyszło :P ogólnie nie planuje tego używać ani jako tytuł rozdziału, ani nic w tym stylu, a tutaj jest hintem, co mniej więcej wykorzystuje Pisces.

 

Przecinek zaraz naprawię. A ty się zastanawiaj :D Dziękuję!

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

A to mnie dokształciłaś : D

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Czytam, długie to, a czyta się świetnie, więc co mogę wykraść z nawału zajęć chwilkę, to siadam i kontynuuję. Jestem w połowie, rozdziawiam twarzyczkę przy tych wszystkich mądrych słowach, pomysł na bliźniaczki, chłopaka, dalsze kreowanie świata jest oszałamiający. Muszę się nieco zgodzić z Jasną Stroną i Primagenem co do zarzutów względem postaci. Jak uda mi się wreszcie dzielnie doczytać, napiszę więcej.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Dziękuję i z niecierpliwością czekam na więcej. Jako że wciąż z tel pisze to dodam tylko że lubię robić wypasiony bohaterów by ich potem miażdżyc :D

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

Przeczytałam. Ogólnie przez tekst się płynie, bo styl masz prawdziwie przyciągający, ale niestety jakoś nie czuję się do końca przekonana, czy wszystko zrozumiałam. Może niezbyt uważnie czytałam? Nie bardzo rozumiem, o co chodzi z Virgo i bratem Nika. Niby świta mi, że musi być to jakoś powiązane, ale mimo to nie ogarniam.

Sam pomysł na Gemini świetny, miło było znów zobaczyć się z Capri i Pisces, a i sam motyw reinkarnacji też wyszedł super.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Dziękuję, Morgiano :) Brat Nika to Logan, czyli antagonista Koziorożca i Smoka, o czym po takim czasie można już nie pamiętać. Swoją drogą przeklinam się za to imię, bo totalnie zapomniałam, że Logan to w umysłach ludzi Wolverine… Najnowszy film tym bardziej ciska mi owym błędem w twarz.

Natomiast kwestia Virgo, jak już ustaliliśmy, jest skomplikowana. Dodałam już sporo wytłumaczeń i nie chciałabym przesadzić w drugą stronę. Trzecia część ma dużo scen z Virgo, więc pewne niejasności sa mi nawet na rękę (no bo tajemnica i w ogóle :P).

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

Piszę komentarz dopiero po lekturze “Koziorożca i Smoka”.

Tamto opowiadanie miało ciekawy – chociaż nie wybitny – pomysł na siebie, ale dużo lepsze wykonanie. Tu, z kolei, pomysł jest szalenie interesujący, ale tekst jest miejscami trochę niezrozumiały… Musiałem przeczytać dwa razy, żeby dojść do co niektórych konkluzji, a tego szczerze nie lubię. Od tych wszystkich tajemnic ludzkiego umysłu aż boli mnie mój własny mózg :P Natomiast nawet po dwóch lekturach, a także komentarzach, nadal nie wiem – jak działa Virgo? Mam nadzieję, że trzeci tekst wyjaśni co nieco w tej kwestii :)

Tenszo, naprawdę umiesz ładnie pisać – to jedno muszę Ci przyznać.

Precz z sygnaturkami.

Czytałam już jakiś czas temu i mogę szczerze polecić. W moim odczuciu fajny, przemyślany tekst, który ciekawie rozbudowuje świat Zodiaków. A styl z każdym tekstem lepszy :)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Nie ma to jak Internet w pociągu. Napisałam komentarz, wysłałam, wszystko mi się wyświetliło. Teraz patrzę i nie ma ;)

W skrócie:

N_b, a co wciąż jest dla ciebie niezrozumiałe? Czym dokładnie jest Virgo?

Mirabell, dzięki, kochana :)

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

Tenszo, zastanowiłam się, a myślałam długo. Ktoś wcześniej w komentarzu napisał, że to opowiadanie jest tylko pretekstem do przybliżenia postaci Gemini. I w sumie takie właśnie odniosłam wrażenie. Ciężar tekstu jest skupiony na bohaterkach, a nie na fabule, która jest tak jakby tylko przy okazji. Przeczytałam z zainteresowaniem, jeśli tylko zbiorę się w sobie niechybnie nadrobię “Koziorożca”, bo to wstyd, że nie czytałam, ale “Paradoks” koniec końców mnie jednak nie kupił. Bohaterowie owszem, mają to coś, ale nie opowiadanie jako takie.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Szkoda :( A w ogóle ta fabuła jest wynikiem w dużej mierze uwag portalowiczów :P Bo kilka osób wytknęło mi, że w Koziorożcu za łatwo poszło, nie ma konsekwencji wydarzeń i dlatego treść Paradoksu skupia się na owych konsekwencjach.

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

A widzisz, to dodam jeszcze jedno – Paradoks nie jest w sumie opowiadaniem, tylko rozdziałem. Bo ewidentnie coś było wcześniej i coś jest później. To pewien wycinek, a nie zamknięta całość ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Poniekąd tak, ale dużo na portalu tekstów z serii było, a ja jednak starałam się napisać ten tak, by dało się go czytać bez znajomości “Koziorożca…”. I to mi się chyba udało, patrząc po komentarzach. A jeśli po lekturze chcesz wiedzieć, co będzie dalej, to chyba dobrze, nie? :D

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

Pewnie ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Zgodnie z zapowiedzią – jestem :)

“Paradoks” jest napisany wyraźnie lepiej niż “Koziorożec”. Teraz przyczepić się nie ma czego…

…oprócz literówki ;)

– No so ty! Bałdzo zależy – wymamla, dokańczając marchew.

A tak na poważnie: warsztatowo naprawdę dobrze, ale aż prosiłoby się o więcej zdań perełek, dwuznaczności (szybki i wściekły pojazd? :D), czegoś, co dźwigałoby styl jeszcze wyżej. Po prostu nie przestawaj iść do przodu, bo postęp widać :)

 

Fajnie, że piszesz już powieść, bo mam wrażenie, że Twój sposób pisania w Zodiakach jest właśnie taki powieściowy. Sporo wątków, miejscami niespieszna akcja, interesujące tło. W “Paradoksie” brakuje mi czegoś, czego szukam w opowiadaniach – takiej mocy zawartej w samodzielnym kawałku prozy. Możliwe też, że opowiadanie cierpi na syndrom środkowej części trylogii… ;)

Poza tym zabrakło mi jakiejś głębi. Snujesz ciekawą opowieść, ale wszyscy bohaterowie są tak wyjątkowi, że trudno mi się z nimi utożsamić. (Najbardziej ludzka wydała się Marta). Na dobrą sprawę nie wiem, czy ta historia została napisana tylko po to, by zapewnić rozrywki, przenosząc w interesujący świat. Jeśli tak – sprawdza się. Jeśli chciałaś nią coś powiedzieć – przykro mi, ale do mnie nie dotarła żadna szczególna treść. Motywy bohaterów są uzasadniane często argumentem “bo to rodzina”. Ale przecież Zodiaki typową rodziną nie są… To stwarza fajny punkt wyjścia do jakichś drobnych rozważań, oczywiście bez popadania w psychologiczny czy filozoficzny bełkot. 

Jest też więcej science niż w “Koziorożcu”. Ale, podobnie jak Count, nie dałem się przekonać tym wywodem o sześcianach itd. Robiłaś jakiś research przed pisaniem na ten temat? 

 

Ogólnie przyjemna, rozrywkowa lektura, jednak pozostawia spory niedosyt. 

Tak, zrobiłam research i pisałam już o tym Coutnowi. Tutaj masz jeden z filmików, które obejrzałam. O eksperymentach jest tak od 2 minuty.

https://www.youtube.com/watch?v=wfYbgdo8e-8

 

Szybki i wściekły może wykorzystam :D Dzięki. Literówka poprawiona.

Swoją drogą, funie, ty mi tu piszesz o zwartej, zamkniętej formie, a sam nie rozwiązujesz najciekawszych wątków u siebie? xD No no!

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

Szybki i wściekły może wykorzystam

“– Podstaw najszybszą – ciągnęły razem – najwścieklejszą maszynę, jaką masz do dyspozycji.” ← Już wykorzystałaś :D

 

Swoją drogą, funie, ty mi tu piszesz o zwartej, zamkniętej formie, a sam nie rozwiązujesz najciekawszych wątków u siebie? xD No no!

Zależy, co kogo ciekawi. U mnie zawsze najważniejszy jest człowiek i to o nim piszę, a nie o jakichś alternatywnych planetach czy znikających zwierzętach :)

Rety, ja to mam sklerozę… Kiedyś to znałam swoje teksty na pamięć. Ale teraz juz tyle się tego nazbierało, że własne dowcipy zapominam xD nach…

U mnie też najważniejszy jest człowiek. A tak dokładnie całe mnóstwo dziwnych ludzi :P W następnej części jest tego tyle, że zaczęłam sobie rysować grafy, kto z kim i dlaczego.

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

No wreszcie doczytałam i mam chwilę na rozwinięcie komentarza.

Co mnie irytowało:

Po pewnym czasie (przezajebistym początku) scenki zaczęły być skoczne i zlepiane, takie chwilowe urywki, od których marszczyły mi się brwi. Świat został gdzieś w tyle jako rzecz całkowicie drugorzędna, a pojawiła się taka wartka cykliczność, z dramatycznymi zawieszeniami akcji na końcach, co powtórzone tyle razy straciło dla mnie efekt.

“Czubek penisa” mnie nie rozśmieszył, uważam też, że “roześmiała się perliście” ← perliście za zbędne (fun się pewnie cieszy ;). Taka ta scena jakaś nienaturalna, mało logiczna (widzenie dalej niż czubek penisa generuje niezwykłość?), sama nie wiem; zapamiętałam ją, więc coś mi tam nie leżało.

 

Co mi się podobało:

Kreacja bohaterów, choć nagromadzenie całej gamy niezwykłych, ciekawych postaci jest bardzo angażujące i wymagające od czytelnika. Ale nie przeszkadzało mi to, wręcz przeciwnie. Twoja historia jest spójna i rozwija się w tak naturalny sposób, że jestem przekonana co do twoich świetnych zdolności do spłodzenia arcyciekawej powieści. W Koziorożcu chyba było trochę łatwiej, czy to przez większe wprowadzenie do świata, czy też mniejszą ilość wykręconych, mądrych słów, zdolności itp., ale to są drobne rzeczy, które łatwo ewentualnie wygładzić, żeby pomóc czytelnikowi.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Cieszę się, Naz, że moje betowanie na coś się przydaje :D

naz, niezwykłe dla nich był oto, że dziecko opierało się ich wpływowi ;) a kawał z penisem ma swoich zwolenników, więc będę go bronić :D ogólnie “Paradoks…” czeka jeszcze rozwinięcie, kiedy już skończę z kontynuacją. “Koziorożca” też, bo niektóre rzeczy zdecydowanie trzeba rozjaśnić.

Dzięki za lekturę!

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

Uff, wreszcie znalazłam trochę czasu.

Imponująco się ten Twój świat rozwija. Może nawet trochę zbyt imponująco, jak na opowiadanie. ;)

Nie pamiętam dokładnie Koziorożca, pamiętam za to doskonale, że mi się bardzo podobał. Ten tekst też mi się podobał, bo jest w nim wiele elementów, które podobać się muszą. Ale… No właśnie, mam jednak ale.

Dla mnie to nie jest materiał na opowiadanie. W Koziorożcu fabuła była znacznie prostsza (a przynajmniej przystępniejsza), spójna, to było właściwie takie opowiadanie akcji. Czytało się świetnie przez tę nadbudowę, która sprawiła, że przygodówki nie dało się potraktować jak zwykłej, banalnej przygodówki. W tym tekście natomiast akcja wcale do przodu nie pędzi, skupiasz się na postaciach, wzajemnych relacjach, mniejszych i większych intrygach. Doskonale widać, że to tylko wycinek większego świata. Aż za bardzo widać. Trzeba się porządnie skupiać, by się nie pogubić, co nie jest w sumie złe. Warto czasem się skoncentrować. ;) Części wątków zapewne nie sposób do końca pojąć bez znajomości całości. Ale ja miałam też wrażenie ciasno upchanego w pudełko świata, z którego (pudełka) wystają macki sięgające do innych, niewidocznych pudełek, a co gorsze pudełko to miało zaraz eksplodować, bo po prostu to, co w nim upchnięto, przestało się już w nim mieścić. Nie lubię tego. Lubię, jak w takich przypadkach jak ten jest długo, czasem nawet leniwie.

Ale, Tenszo, mimo tego, co napisałam wyżej, to i tak nie mogę nie napisać, że jestem pod wrażeniem Twoich umiejętności, Twojej wyobraźni i kreacji tego bogatego świata.

Dzięki, kochana :) Twój komentarz utwierdza mnie w przekonaniu, że trzeba pisać kontynuację (co właśnie czynię).

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

Tenszo, na początku dwa skojarzenia. “Nieskalani" – nieodparcie kojarzą mi się z wiernymi oddziałami Daenerys z “Pieśni lodu i ognia” G. R. R. Martina. Wybacz, jestem "skalany" tą lekturą ;) Natomiast "Ślepowidzenie" Wattsa przyszło mi na myśl nie tylko dlatego, że "Ryba włączyła ślepowidzenie", ale dlatego, że tytułowe Bliźniaczki przypominają mi pochodzącą z tej powieści postać, w ciele której mieszkają aż cztery osobowości (”Banda Czworga”). Pomimo różnic w charakterze tych osobowości, zgoda między tymi postaciami panuje podobna jak pomiędzy Gemmą i Inni.

Poruszasz też, podobnie jak Watts, wątek uznania takiej osoby wielorakiej jako równoprawnego członka społeczeństwa i uznania ją za normę społeczną.

 

Ta wypowiedź zwróciła moją uwagę:

– (…) Trzeba sprzedać Nieskalanym kilka sekretów w zamian za kłopoty. (…)

Gemma chce sprzedać sekrety, a Ty sprzedajesz po kawałku czytelnikowi tajemnicę. Wyobraźnie pracuje. Co więcej w pełni wywiązujesz się ze złożonej obietnicy – sekrety sprzedane, kłopoty gwarantowane. Fajnie :)

 

Te stwierdzenia bardzo mi się spodobały i zapadły w pamięć:

nieskażeni głębszą myślą

był (…) własnym synem.

 

Czasami nieoczekiwanie zmieniasz styl narracji, gdy chcesz podkreślić perspektywę bliźniaczek:

W efekcie atmosfera na sali była, delikatnie rzecz ujmując, dosyć letnia.

Krótko rzecz ujmując: jaśniepaństwo oczekiwało rozrywki.

(…) jej rozkloszowaną kreację można było opisać jednym słowem: KORONKI. Mnóstwo, mnóstwo koronek. I jeszcze odrobina. Gwoli dobrego smaku.

W efekcie uzyskujesz lekkość tekstu, który nie przytłoczył mnie swoim ciężarem, chociaż w początkowej części musiałem się mocno skupić, by utworzyć w umyśle odpowiednie szufladki na Voxa, Rybkę, reinkarnanta, Nieskalanych, Pisces i Capriego, a potem wrzucać do nich podawane przez Ciebie informacje i odkryć, że niektóre z tych określeń przypisane są do jednej i tej samej osoby. Takie zmiany stylu to chyba dość ryzykowna zabawa (nie jestem do końca pewien), ale sumarycznie mój odbiór jest pozytywny, tzn. myślę, że dość umiejętnie snułaś ten typ narracji.

 

Przy tych wyrażeniach nie sposób było mi prześliznąć się i popędzić dalej:

nienaturalnie rzeczowy dyszkant z ledwie słyszalną nutą sygmatyzmu.

przecięte ciało modzelowate

komunikacji ejdetycznej [pamięć ejdetyczna]

hemisferektomia

Z palców popłynęła katecholaminowa esencja czystego przerażenia.

Poszarżowałaś ;) Nie sposób było dla mnie nie przerwać czytania, żeby zerknąć do słownika. No chyba, że o to Ci chodziło ;) W końcu pan A. Sapkowski też tak robi.

 

Świetne jest podsumowanie przesłania Twojego tekstu, bardzo zapada w pamięć:

– Może w każdym człowieku żyją dwie osoby? Może stanowimy najnormalniejszą istotę ludzką na świecie, tyle że świadomą własnej dwoistości? Może po prostu wiemy, że nie ma żadnego „ja”?

Jesteśmy tylko „my”.

… i tu wstawiłaś obrazek. Nie zapomnij powtórzyć tego zabiegu w druku, gdy już złożysz swoją powieść ;)

 

Kiedy bliźniaczki odkryły przede mną swoje niesamowite zdolności podprogowej sugestii i wpływania na zachowania i postępowania innych ludzi, poczułem mały zawód, taki "zawodzik". Oto rycerz Jedi wykonuje dyskretny ruch ręką i mówi do strażnika "przepuścisz mnie", a strażnik z hipnotycznym wzrokiem powtarza "przepuszczę cię", po czym otwiera szlaban. Moim zdaniem chwyt jest zbyt klasyczny jak na tak zręcznie pokręconą historię. To oczywiście tylko moje subiektywne odczucie podczas czytania tekstu.

 

Chyba unikałbym też takich wstępów (to tylko moja sugestia):

Pycha, żądza, chciwość, zazdrość…Bliźniaczki nie wahały się wykorzystywać żadnego z ich grzechów.

Dialogi i sytuacje, które przedstawiasz są wystarczająco wymowne, bym sam mógł stwierdzić które z ludzkich słabości wykorzystują bliźniaczki podczas realizacji swojej misji. Nazywanie ich to jakby podawanie czytelnikowi na talerzu wniosków, które sam mógłby wyciągnąć.

 

Zaserwowałaś też trochę szpiegowskiej atmosfery w dość solidnym wydaniu. Momentami klimat Twojego opowiadania przypominał mi akcję “Mission Impossible”, gdy Ethan Hunt z mikrosłuchawką w uchu porusza się wśród różnych osobistości na bankiecie, dostaje krótkie dyrektywy lub podpowiedzi od operatora, by móc wypełnić swoją niemożliwą misję.

 

Tym zdaniem tłumaczysz nazwę rozdziału ("3. PIĘKNY UMYSŁ"):

Nikt nie ma piękniejszego umysłu od Virgo.

Bardzo sprytnie, zastanawiam się czy może dla wzmocnienia wymowy można by było bez większego wysiłku umieścić je na końcu rozdziału? Te same odczucia mam wobec zdania:

I nie znajdziecie drugich takich bliźniaczek jak my.

Opisuje ono doskonale tytuł rozdziału "1. TAKIEJ TRÓJKI, JAK TYCH DWOJE, TO NIE MA ANI JEDNEJ".

 

To oczywiście tylko luźno rzucane przeze mnie myśli, bo napisane jest to świetnie i z rozmachem. Miałem jednak uczucie, że zderzyłem się z tym tekstem i że być może przydałoby mi się jakieś wprowadzenie albo rozbieg, by wskoczyć do tego pędzącego świata (jak rozumiem to nieprzeczytany przeze mnie "Koziorożec").

A ten glock to przeżyje nas wszystkich ;)

Hej, Nimrodzie :) Strasznie się cieszę, że wpadłeś. Tak, teraz Banda Czworga trochę mi się kojarzy z Gemini, choć siostry to stary pomysł, jeszcze sprzed czasu kiedy czytałam Ślepowidzenie. Ogólnie motyw wielu osobowości w jednym ciele przewijał się nie raz – choćby w takim klasyku, jak sfilmowany ostatnio GiS. Mam jednak nadzieję, że sposób, w jaki to przestawiłam, jest dosyć ciekawy czy może nawet oryginalny :P Co do możliwości bliźniaczek – już to chyba pisałam w którymś z komentarzy, ale sama nad nimi nie nadążam, więc powtórzę. One bez Virgo takie kozackie już nie będą. Szykuje dla nich naprawdę trudną przeprawę :D (ja tak lubię – najpierw wykozaczyć bohatera, a potem go krok po kroku niszczyć –jestem okrutna).

Dzięki za sugestie. Jak będę redagować tekst pod książkę na pewno przypomnę sobie twoje uwagi :) W kwestii rozpędu – tak, “Koziorożec” mógłby pomóc. Ale naprawdę starałam się, by nie był konieczny.

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

Hej ho

Mam wyrzuty sumienia, bo do tej pory nie znalazłem czasu na lekturę Koziorożca, chociaż to geograficzno-astronomiczne stworzenie chodzi za mną od zeszłorocznego Zajdla.

Warsztatowo, twój tekst ze wszystkich nominowanych w tym miesiącu wzbudził we mnie największe uznanie. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że należałoby go czytać razem z Koziorożcem/ po lekturze Koziorożca i nie uważam, żeby to było coś złego – wielu autorów tworzy cykle opowiadań i trudno oczekiwać, by w każdym kolejnym wyjaśniali wszystko od początku.

Dołączę do grona tych, którzy nie do końca zrozumieli kim/czym jest Virgo. Gdybym mógł coś zmienić, to w scenie wykładu nie ukrywałbym faktu, że reinkarnant jest dzieckiem – nie bardzo zrozumiałem, jaki był cel tego zabiegu (Potem zerknął na szklankę soku w dłoni reinkarnanta i uśmiechnął się z politowaniem. Jak do dziecka).

Tak jak Mr. Brightside, lekko irytowałem się sukcesami Gemini i byłem pod wrażeniem postaci reinkarnanta.

Podsumowując – lektura na poziomie, uczucie smutku, że nie znalazłem czasu na poprzednią część :P. Nawet jeśli pojawiły się problemy z ogarnięciem wszystkiego, atuty warsztatu i postać Nika zapewniły satysfakcję z lektury.

Niezły pomysł z tymi zodiakami – jest potencjał na kolejne części, czyli będzie na czym zbijać gruby hajs – wydawcy Cię polubią :D.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Fajnie, że wpadłeś. Nawet jeśli to kwestia obowiązku :D

Na pewno lektura Koziorożca by pomogła, ale wybaczę ci, że jeszcze nie znalazłeś na niego czasu. Może kiedyś na papierze? Zobaczymy.

Co do ukrywania reinkarnanta – chodziło o to, że on jakby jest i nie jest dzieckiem. To miało zasygnalizować te niejednoznaczność.

Gruby hajs w Polsce? Marzyciel xD

Dzięki!

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

Jakby tak wypłacili w jednogroszówkach, to może się uzbierać gruba warstwa w portfelu… ;-)

Babska logika rządzi!

To w jednogroszówkach to było nawet ciężkie :P Dać w słoik i jest broń.

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

Czyli można kosić gruby hajs i zarabiać ciężkie pieniądze… A bogatego to nawet na broń stać. ;-)

Babska logika rządzi!

No, jeśli tak na to spojrzeć xD

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

Jakkolwiek przykro mi to mówić, niemal cały czas podczas lektury czułem się tak, jak czuli się goście na bankiecie podczas arcymądrych wywodów Voxa.

Za dużo tu chaosu, a jednocześnie znudziłem się.

Mocno zazgrzytał mi ten fragment:

Gdy wreszcie przełamała strach, przesunęła się na brzeg łóżka i chwyciła ręką siostry wezgłowie. Potem wyciągnęła własną dłoń w stronę pluszaka, by zawisnąć tak nad podłogą.

A raczej miejsce, w którym jest usytuowane. Po pewnym czasie załapałem, o co tam chodziło i że to nie był jakiś dziwny babol, ale pierwsze wrażenie pozostało, niestety, niezatarte. A wrażeniem tym był po prostu totalany mózgojeb. Bez żadnego sensownego kontekstu zwyczajnie zdurniałem, przez chwilę gapiłem się na ekran, potem przeczytałem jeszcze raz, by się upewnić, że literki nadal zachowują taki porządek w jakim je zastałem po raz pierwszy. Gdy już się upewniłem, że tak jest w istocie, nie zostało mi nic innego, jak zdurnieć jeszcze bardziej.

Zakładam, a nawet jestem przekonany (no dobra: pewny), że specjalnie tak to skonstruowałaś, żeby przybić uwagę czytelnika i zrobić mu mindfuck, zaintrygować i zaciekawić, ale w moim wypadku skutek był taki, że przede wszystkim się skrzywiłem.

Tytuł pierwszego rozdziału to kolejny drobny zgrzyt. Nie chodzi już nawet o to, że taka przeróbka starego i doskonale mi już “obrzmianego” powiedzonka (kiedyś taki był tytuł pierwszego rozdziału mojej powieści) jest swoistym dysonansem – coś jak cover świetnego kawałka, który się słuchało od lat, więc każde odstępstwo brzmi fałszywie i sztucznie. Chodzi o to, że próbuję odnieść ten tytuł do treści tekstu i naprawdę się gubię.

TAKIEJ TRÓJKI, JAK TYCH DWOJE, TO NIE MA ANI JEDNEJ

Kto tu jest dwójką: Gemini i Virgo czy Gemma i Inni? Jeśli Gemma i Inni (na co wskazywałaby końcówka w formie niemęskoosobowej), to powinno to brzmieć raczej:

TAKIEJ TRÓJKI, JAK TE DWIE, TO NIE MA ANI JEDNEJ

Z kolei jeśli mowa tu o Gemini i Virgo, to generalnie jest tu trójka taka jak tych dwoje, więc też bez sensu^^.

W sumie w jakiś sposób rozważania nad tym zagadnieniem są fascynujące.

 

Dalej. Dalej jest już mniej czepiania się szczegółów, ale chlapał różem też nie będę.

Przede wszystkim znudził mnie ten tekst. Choć jednocześnie nie mogę powiedzieć, że czytało się źle, bynajmniej.

Przez całe opowiadanie dzieje się bardzo niewiele, a kiedy się dzieje, nie zawsze i nie do końca wiadomo co i po co. Głównie jednak gadają, kombinują, wyjaśniają, kłócą się i dążą do czegoś, czego sens mi, niestety, umknął. Znaczy niby wiem, kto chciał komu zrobić i dlaczego, ale… Finał trochę przekombinowany i jakby niezupełnie logiczny.

Słyszała w myślach łomot, czuła odległy smród moczu. Skrobanie paznokci, odór śmierci. Nie potrafiła zapomnieć strzaskanej twarzy. Wybałuszonych oczu, zmiażdżonego nosa i czerwonych, wyszczerzonych zębów. Nie umiała zmyć śladów krwi.

Nie wiem, kto tam miał strzaskaną twarz i w ogóle, bo zarówno mały Virgo we wspomnieniu jak i Niklas umierali… mniej widowiskowo. A nikt inny mi tu nie pasuje. Zakładam jednak, że chodzi o tego pierwszego, bo w prologu jest coś o krwi i brudnych paznokciach.

Decyzja Gemmini też jest podyktowana przesłankami, których do końca nie rozumiem.

Poza tym nie wciągnęły mnie problemy bohaterów, nie wzbudziły żadnych emocji (wyjątkiem jest tutaj sam początek, ale, niestety, rozwinięcie też bardzo zawiodło – ale o tym później), nie zaintrygowały w najmniejszym niemal stopniu, więc zupełnie się nie utożsamiam z ta historią. Ani jej bohaterami.

Generalnie poszczególne postaci nakreśliłaś ładnie, wiarygodnie. Szczególnie podobała mi się Gemini rozbita na dwie sztampowe, ale przecież jedynie słuszne osobowości; tutaj wypadło to naprawdę fajnie. Postaci poboczne, jak Niklas, którego ja też mimowolnie zacząłem postrzegać głównie jako dziecko, czy samotna, w jakiś sposób oszukana przez życie Marta wypadły równie dobrze. Ale taka na przykład Pisces, którą w Koziorożcu nawet lubiłem, teraz mnie tylko drażniła. Sam Koziorożec, sprowadzony do roli bezużytecznej pacynki, łącznika (jednego z łączników, w dodatku nie najsilniejszego) między opowiadaniami i trochę zapychacza materii, również, cytując młodzież: meh!

Virgo też niespecjalnie ciekawy. Ot, rasowy “mózg wspierający”, tyle że wyposażony w zdolności parapsychiczne zamiast(?) kilogramów elektroniki użytkowej, a związana z nim historyjka z dzieciństwa – jak już wspomniałem – mocno rozczarowująca. Nawet nie chodzi o sposób, w jaki Gemma go zabiła, ale “wielka tajemnica” związana z tym wydarzeniem i samym Virgo była po prostu “eeeee…”. A liczyłem na coś w stylu “Ożesz…!”.

No i, finalnie, osobowość to jedno, ale Geminni – zresztą nie tylko one – cierpią na coś, co można chyba nazwać Syndromem Supermena: po prostu są zbyt zajebiste, żeby je lubić/traktować poważnie/szanować/kibicować/inne. 

[/marudzenie mode: off]

 

Co mi się podobało, to przede wszystkim lekkość piórka. Nie wciągnęła mnie ta historia tak, że miałem problem się oderwać, styl też nie oczarował, jak to czasem lubi, ale bez bólu przełknąłem ponad siedemdziesiąt kilo gadania, wyjaśnień, science-fiction, babskich humorów, dziecięcych humorów, i polityki, i nie dostałem czyraków na nędznych resztkach wątroby ani opuchlizny na tym, co kiedyś miało czelność pretendować do miana mózgownicy. A to się chwali.

Reinkarnat. Pomysł świetny i wykorzystany rewelacyjnie. Zasadniczo, to nie miałbym nic przeciwko osobnej historii o w dwójnasób dorastającym Niklasie, dziecku-niedziecku, milionerze, przedsiębiorcy i gangsterze, który musi się zmagać z wszystkimi problemami swojego dziwnego stanu. Trochę zlewa mi się ta wizja ze starym filmem “Duży”, z Tomem Hanksem, i w takiej właśnie gorzko-śmiesznej konwencji właśnie bym to widział. Ale jednak. Więc może mały spin-off?^^

 

Peace!

 

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Pewnie już się zorientowałaś, ale byłam na tak.

Na rzecz tekstu przemawia rozmach kreacji. Podobają mi się Twoje pomysły na bohaterów.

Wprawdzie bliźniaczki są może nieco nazbyt wyczesane, wydaje się, że wszystko mogą, ale w końcu i Capri nie wypadł kozie spod ogona. Sam pomysł na manipulowanie ludźmi świetny. A drugi, na pomieszczenie dwóch osobowości w jednym ciele, też niezgorszy. Reinkarnowane dziecko też mi się.

Fabuła całkiem zacna, zwroty akcji wystarczająco często, żeby się czytelnik nie nudził. Tylko końcówka wydawała mi się trochę z maszyny.

Napisane dobrze, ale wiadomo, że to już nie ten poziom, żeby stróżki mylić ze strużkami.

Babska logika rządzi!

Dziękuję wam kochani. Mam mało dobroci w postaci Internetow, więc odpisze jakoś bardziej rzeczowo koło wtorku :)

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

Tenszo, nie wiem, skąd Ci się biorą takie szalone pomysły na elementy świata przedstawionego, ale jestem pod wrażeniem. Bardzo przyjemnie się czytało, chociaż wrzucasz czytelnika na coraz głębsze wody i nie zawsze wszystko od razu ogarniałem, to jednak nie przysłoniło przyjemności z lektury. Materiał, który przedstawiłaś, rzeczywiście obszerny, i ciekawie byłoby przeczytać powieść w tym świecie.

P.S. A co z tą powieścią, której kilka rozdziałów wrzuciłaś?

Tez nie wiem :D Wrodzone skrzywienie być może. Cieszę się, że wyszło dobrze. Powieść się tworzy, a co do tej poprzedniej – cóż, też się tworzy xD Trochę ją pozmieniałam (podrasowałam świat i dodałam POVa), więc postanowiłam jej tu nie wrzucać, dopóki nie skończę. Jeszcze mi się kolejna rzecz odmieni i będę się niepotrzebnie tłumaczyć ;) Stwierdzam, że jednak na bety należy dawać gotowy towar.

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

Gratulacje z powodu kolejnej nominacji!

Dziękuję! Ogromnie się cieszę :D Szczególnie, że Zodiaki to obecnie mój główny projekt.

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

No, no. 

Trochę się gubiłem, ale i tak było dobrze. Niełatwo utrzymać moją uwagę przy długim tekście. 

Może nawet kupię tę waszą gazetę, żeby przeczytać twoje nowe opowiadanie. 

Gratuluję Zajdla. 

Wszyscy kiedyś spotkamy się pod jakimś memem.

Dziękuję, Akanirze :) #Eudajmonia z najnowszego NFa to też SF.

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

Co do Rybki – ona w następnej odsłonie Zodiaków gra pierwsze skrzypce. Po prostu potrzebowała dla siebie większej sceny :D (tekst ma już ponad 200k).

Yay. Trzymam kciuki za książkę.

 

Jeśli chodzi o tekst, jest malowniczo i zabawnie napisany, i właśnie styl (i oryginalność pomysłów! Skąd to się bierze, niepojęte. Mam wrażenie, że twój mózg jest na zupełnie innym levelu niż reszty piszących tutaj.) były tym, co zatrzymało mnie przy tekście. W okolicach bankietu zrobiło się nieco trudno – przez cały czas musiałam być skupiona, bo coś się działo, przy czym mam wrażenie, że działo się dużo różnych rzeczy na raz i być może trochę za dużo tego było, a jednocześnie miałam takie… “odczucie”…? że i ty, Tenszo, w trakcie pisania tego byłaś skupiona, by nie pouciekać w pięć różnych stron, tylko trzymać się głównej osi. Nie wiem, może to dlatego, bo nie miałam chwili odpoczynku, cały tekst musiałam przejechać na najwyższych obrotach. Ogólnie więc dołączam do bojówki Koziorożec i Smok > Paradoks Bliźniąt. Ale fajne to było i strasznie mi się podobało, choć zdecydowanie popieram przedmówców, że to już materiał na książkę :)

Hej, kam :) Strasznie się cieszę, że wpadłaś. Fajnie zobaczyć gwiazdkę pod odleżałym tekstem.

Poniekąd cieszy mnie też, że “Paradoks…” to tekst trudniejszy w odbiorze niż “Koziorożec…”. Kontynuacja (czyli tekst trzeci) stylem wraca do “Koziorożca”, ale czwarta część znowu będzie o Gemini i znowu powinna być cięższa. Po prostu Koziorożcem chce wciągać czytelnika, a za pośrednictwem Gemini dawać mu do myślenia :D

I dzięki za trzymanie kciuków!

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

Nie miałam przyjemności czytać jeszcze Koziorożca, ale zaryzykowałam przeczytanie najpierw tego opowiadania. I nie żałuje :D

Bardzo mi się podobało! Ten bogaty, niebanalny świat mnie urzekł. Całość pięknie i lekko napisana. Do tego zabawna. Co mogę więcej dodać? Gratulacje za w pełni zasłużone piórko!

Dziękuję, Nerisso! :D Bardzo miło zobaczyć gwiazdkę pod starym tekstem, a jeszcze pozytywny komentarz do tego.

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

Nowa Fantastyka