- Opowiadanie: xaoo - Opowiadanie świąteczne na szybko

Opowiadanie świąteczne na szybko

Opowiadanie, szczególnie że pierwsze, powinno odleżeć się zdecydowanie dłużej, musiałem jednak zdążyć z niniejszym ostrzeżeniem na czas. Wybaczcie.

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Opowiadanie świąteczne na szybko

Składniki:

1 szklana rodzinnej atmosfery

1 perypetia tragiczna

1 perypetia komiczna

Garść humoru

Kieliszeczek czegoś mocniejszego

Wymieszać i …

 

Boże Narodzenie zbliżało się wielkimi krokami, na ulicach mimo dwudziestego któregoś grudnia królowała plucha i wiatr. Ludzie jednak, mamieni kolorowymi reklamami, błyszczącymi światełkami i hipnotyzującymi dźwiękami „Last Christmas”, bezrozumnie pędzili przed siebie, za ostanie zaskórniaki kupując z góry nietrafione prezenty, byle zdążyć przed pierwszą gwiazdką. Sceneria jak co roku nie przypominała tej malowanej na coraz większych ekranach telewizorów. Zamiast śniegu pokrywającego krajobraz po horyzont, na trawnikach królowały psie kupy. Zastępując radosnego Mikołaja raczącego się brunatnym napojem dla przyszłych cukrzyków, po ulicach grasowały chytre baby, pochodzące z miasta o najruchliwszym porcie lotniczym na świecie. Wydawać by się mogło, że gdzieś pod płotem za chwilę da się zauważyć opatuloną w znoszone dresy i kufajkę dziewczynkę sprzedającą chińskie zapalniczki. 

Dobrochna, stała zziębnięta na przystanku pod popularnym marketem, przeklinając się w duchu za pozostawienie po raz kolejny rękawiczek w biurze. Ekologiczne reklamówki, sprzedawane przez jakże przyjazną środowisku i własnej kieszeni sieciówkę, wpijały się boleśnie w dłonie, wyładowane po brzegi wiktuałami na zbliżającą się wieczerzę wigilijną. Nijak nie można było ich odstawić na błotnisty chodnik, a skrawek wolnego, jeszcze przed chwilą, miejsca na przystankowej ławeczce zajmował pyzaty trzylatek. Bateria w telefonie jak na złość padła jeszcze w sklepie, a na dodatek pokaźny rachunek zmusił Dobrusię do użycia kredytu na karcie, więc wymarzona i od tygodni obiecywana sobie kreacja sylwestrowa, musiała odczekać kolejny rok, cóż znowu przyjdzie wysłuchać uszczypliwości najbliższych „koleżanek” podczas nocy przełomu roku. Ostania wiadomość nim telefon sczerniał na amen, od Daniela – wieloletniego chłopaka dziewczyny – mówiła o tym, że zostaje on znowu po godzinach w pracy, gasząc pożary związane z opóźnieniami w świątecznych wysyłkach. SMS zapewniał, że rzeczony wróci jak tylko będzie mógł, że kocha i całuje. Smutna refleksja kazała przyznać, że luby wracał przez ostatni tydzień, około północy, ledwie witając się z nią i padając następnie do łóżka by zerwać się przed szóstą i pomknąć oliwić koła prywatnego transportu.

Dziewczę snuło niewesołe myśli na temat zbliżającej się wilii, na którą zdecydowali się zaprosić rodziców obojga, jak również paru członków dalszej rodziny. Kolacja na piętnaście osób, którą przyjdzie jej przygotowywać samej. Dodatkowo w pracy w ramach podsumowywania roku, pojawiły się plotki o redukcjach – nic tylko sama radość, w którą stronę nie spojrzeć. Tymczasem tłum na przystanku gęstniał a autobusu, już spóźnionego dwadzieścia minut, dalej nie było widać. Zamiast Mikołaja pojawił się mężczyzna o zmęczonym spojrzeniu, odmrożonych uszach, w odblaskowej kamizelce Zakładu Transportu, informując zachrypniętym głosem, że z uwagi na „przejściowe, chwilowe” problemy z taborem następny autobus przyjedzie za godzinę. Tymczasem zaprasza, do odwiedzenia jarmarku, na którym uliczny trubadur umili „Szanownym pasażerom” czas oczekiwania piosenką.

Naszą steraną rzeczywistością bohaterkę, gdyby nie zmęczenie, może zdziwiłby widok kilku kolorowych stragano-namiocików stojących opodal, z których dochodziły dźwięki jakiegoś instrumentu strunowego, mimo że przed chwilą ich jeszcze nie było. Tłumek na przystanku topniał, niektórzy postanowili skorzystać z zaproszenia, inni zniknęli, idąc swoją drogą. Dobrochna zdecydowała się poszukać miejsca, gdzie będzie mogła pozbyć się tych przeklętych siatek i ruszyła w stronę muzyki.

Stragany zachęcały zapachem pieczonych jabłek, kasztanów, kolorowymi ozdobami świątecznymi i innym towarem pierwszej potrzeby w dniach przedświątecznych. Ceny nie odstraszały, więc handel kwitł na całego. Niestety brezentowe namioty, postawione wprost na mokrym rozmiękłym od deszczu trawniku, oraz tłumek pomiędzy nimi nie dawał sposobności by dać odpocząć siatkom. Nasza bohaterka toczyła rozkojarzonym wzrokiem po przepychających się ludziach, gdy w pewnym momencie poczuła silne pchnięcie z tyłu, zatoczyła się i upadła wprost w błotnistą kałużę. Zdezorientowana nawet nie zdążyła krzyknąć, gdy ręka z jej rozładowanym smartfonem zniknęła wraz z nowym właścicielem w tłumie. Na domiar złego, nikt z tłumu zajętego okazyjnymi zakupami, nie tylko nie proponował pomocy, lecz nawet nie zauważył umorusanego biedactwa, upychającego z powrotem rozsypane pomarańcze i cebule do toreb.

Dobrusia nieporadnie próbowała podnieść się z ziemi, gdy poczuła silny chwyt pod ramiona i czyjeś krzepkie ręce podniosły ją na nogi. Nim w pełni zdążyła się odwrócić jej wybawca, staruszek z długą siwą brodą, w zabawnym fioletowym płaszczu i takimż kapeluszu pociągnął ją za sobą do namiotu stojącego nieopodal. W środku łagodnym gestem odebrał jej oblepione błotem siatki, odstawiając je na rzeźbiony fotel, po czym podał jej wykrochmaloną, pachnącą chusteczkę, taką jak pamiętała – zawsze miewał przy sobie jej dziadek, by otarła nią twarz.

– Cała jesteś mokra – odezwał się staruszek, niespodziewanie mocnym aczkolwiek ciepłym głosem – Musisz doprowadzić się do porządku, zanim znowu wyjdziesz na tę chlapę. Ciesz się że grudnie już nie takie jak za moich czasów. Zresztą kochanie, myślę że mogę ci to znacząco ułatwić. – rzekł wyciągając z kieszeni niespodziewanie długi kawałek poskręcanej gałęzi, na której, o dziwo, mimo końca roku, znajdowało się wiele liści, dziadek zaintonował zaklęcie, gałązka rozjarzyła się na końcu ciepłym światłem, które ugodziło Dobrusię

– Ale dlaczego? – wyszeptała dziewczyna, czując jak zapada się w sobie. Ogarnął ją mrok.

– Co dlaczego? Mówiłem ci, że ten trzeci kawałek sernika po makowcu i sałatce śledziowej, to nie jest dobry pomysł – łagodnie napominający głos, prowadzącego samochód Daniela napływał z lewej strony. – Znowu przejadłaś się przy świątecznym stole i masz koszmary? No już, już, zaraz jesteśmy w domu, dostaniesz kubek mięty i termofor, to od razu poczujesz się lepiej.

 „Tak się i z wami, dziateczki stać może:

Od łakomstwa strzeż was Boże!”

Koniec

Komentarze

Autorze, rozumiem pośpiech ale przeczytać jeszcze raz w 20 minut i dokonać poprawek licznych literówek można. Np. "przed chwila" bez "ą" pojawia się 2 razy… przypadek? Zaprosić kogoś na Willę? (Na)rzeczonego?/ z telefonu łapanki robić nie będę bo to nieczytelne samobójstwo by było, a lenistwa autora wyręczać nie zamierzam :), Zdarzają się też za długie zdania. Całość mnie nie porwała. Na plus: Twist jest. Dziewczynka z zapałkami jest. Święty Mikołaj jako biskup jest. Jakiś morał też się trafił na końcu. Pozdrawiam!

* + Wiktor 1.07.2016 "A kiedy przyjdzie nam się spotkać to poznamy się po oczach."

Ludzie jednak(+,) mamieni kolorowymi reklamami, błyszczącymi światełkami i hipnotyzującymi dźwiękami „Last Christmas”(+,) ← wtrącenie, z obu stron przecinki.

 

Ile razy można powtarzać tytuł? Niepotrzebnie masz go drugi raz w treści.

 

Miast śniegu pokrywającego krajobraz ← to miast średnio mi pasuje do współczesnej historii

 

chytre baby z miasta o najruchliwszym porcie lotniczym na świecie. ← eee… Przez długą chwilę myślałam, że baby mają port, bo pomieszałeś tutaj z podmiotami zdania

 

zakutaną w znoszone dresy i kufajkę ← hm, czy można być zakutanym w dres?

 

Dobrochna, stała zziębnięta na przystanku pod popularnym marketem(+,) przeklinając w duchu rękawiczki ← chyba siebie za zostawienie rękawiczek? Rękawiczki same nie zostały w biurze.

 

sieciówkę(+,) wpijały się boleśnie w dłonie

 

Nijak nie można było ich odstawić na błotnisty chodnik(+,) a skrawek

 

Dobra, dalej nie poprawiam, bo dziś trochę napięty grafik. 

Przeczytałam do końca. Rozumiem ostrzeżenie (nie pierwsze tego typu), są tu próby narysowania i przerysowania rzeczywistości, fajnie. Mało się dzieje, ale tekst jest krótki, więc nie przeszkadza, zwłaszcza, że najważniejsza ma być puenta. Ale gdzie tu fantastyka?

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Święty mikołaj chyba miał być fantastyczny ale skoro to tylko sen to fantastyki ni ma :D

* + Wiktor 1.07.2016 "A kiedy przyjdzie nam się spotkać to poznamy się po oczach."

Dziękuję za pierwsze, słowa słusznej krytyki. Cóż co nagle to po diable. Ale wszyscy mamy napięty grafik;). Uparłem się na publikację mimo braku korekty gdyż, tekst za tydzień nie będzie miał już tej wymowy. 

Mytrix – tak, pośpiech pośpiech i jeszcze raz przedświąteczny pośpiech, nic więcej mnie nie usprawiedliwia. Myślę że jest już nieco lepiej. 

 c21h23no5.enazet – błędy wskazane i nie tylko usunięte, a fantastyka – czyż sny z samej natury nie są nieco magiczno-fantastyczne? (przychylając się do uwagi, przemyciłem zaklęcie – jednak i tak we śnie) 

No tak, najpierw wielkie żarcie, a potem omamy. Zgoła niefantastyczne. Niestety, do mnie nie trafiło.

Wykonanie woła o pomstę do nieba. Xaoo, czy słyszałeś coś o interpunkcji?

 

że zo­sta­je on po znowu po go­dzi­nach w pracy… – Dwa grzybki w barszczyku. 

 

luby wra­cał przez ostat­ni ty­dzień, co dzień około pół­no­cy… – Powtórzenie.

 

a au­to­bu­su, już spóź­nio­ne­go 20 minut dalej nie było widać. – …a au­to­bu­su, już spóź­nio­ne­go dwadzieścia minut, dalej nie było widać.

Liczebniki zapisujemy słownie.

 

za­pra­sza do od­wie­dze­nia ulicz­ne­go jar­mar­ku, na któ­rym ulicz­ny tru­ba­dur… – Powtórzenie.

 

mimo że przed chwi­la ich jesz­cze nie było. – Literówka.

 

nie­któ­rzy po­sta­no­wi­li sko­rzy­stać z za­pro­sze­nia, inni znik­nę­li idąc swoją drogą. Do­broch­na po­sta­no­wi­ła po­szu­kać… – Powtórzenie.

 

Nasza bo­ha­ter­ka to­czy­ła roz­ko­ja­rzo­nym wzro­kiem po prze­py­cha­ją­cych się lu­dziach, gdy w pew­nym mo­men­cie po­czu­ła silne pchnię­cie z tyłu, za­to­czy­ła się… – Powtórzenia.

 

Zdez­o­rien­to­wa­na nawet nie zda­rzy­ła krzyk­nąć… – Literówka.

 

sta­ru­szek z długą siwą brodą, za­baw­nym fio­le­to­wym płasz­czu… – Pewnie miało być: …sta­ru­szek z długą siwą brodą, w za­baw­nym fio­le­to­wym płasz­czu

 

zanim znowu wyj­dziesz na chla­pę. – …zanim znowu wyj­dziesz na chla­pę.

 

Zresz­tą Ko­cha­nie, myślę ze mogę Ci to zna­czą­co uła­twić.Zresz­tą, ko­cha­nie, myślę że mogę ci to zna­czą­co uła­twić.

Formy grzecznościowe i zaimki piszemy wielką literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie.

 

nie­spo­dzie­wa­nie długi ka­wa­łek po­skrę­ca­nej ga­łę­zi, na któ­rym o dziwo wciąż w końcu roku znaj­do­wa­ło się wiele liści… – Gdzie na poskręcanej gałęzi był wciąż koniec roku?

Proponuję: …nie­spo­dzie­wa­nie długi ka­wa­łek po­skrę­ca­nej ga­łę­zi, na któ­rej, o dziwo, mimo końca roku, wciąż znaj­do­wa­ło się wiele liści

 

które wy­strze­li­ło i ugo­dzi­ło Do­bru­się – Brak kropki na końcu zdania.

 

Mó­wi­łem Ci, że ten trze­ci ka­wa­łek ser­ni­ka… – Mó­wi­łem ci, że ten trze­ci ka­wa­łek ser­ni­ka

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

A gdzie się podziała fantastyka? Brodaty facet w kolorowym ubranku to w tym okresie żadne dziwo.

Babska logika rządzi!

Styl jest nawet zabawny i barwny, napięcie budowane całkiem umiejętnie, człowiek oczekuje ciekawej historii… a tu nagle BAM! Bezsensowny i oklepany zabieg “to był tylko sen”, który tylko w niewielu utworach rzeczywiście coś wnosi (np. u Konwickiego w “Zwierzoczłekoupiorze”).

Lubię mieć poczucie, że tekst jest świadomie skonstruowany. Że wszystkie napisane zdania są nieprzypadkowe. Niestety tutaj widzę tylko napisaną właśnie “na szybko” (i nie ma się czym chwalić – może trzeba było poczekać rok) scenę, która nie ma żadnego sensownego szkieletu, dzięki któremu czytelnik odczułby satysfakcję z lektury. A gdyby był, wybaczyłabym Ci stereotypowe potraktowanie kobiecej psychiki i te wszystkie przecinki postawione tak bardzo losowo (albo według jakiegoś tajnego klucza, którego nie mogę rozgryźć ;)).

Oczywiście z końcówką można się utożsamić – rzeczywiście po przejedzeniu śnią się koszmary ;) Ale to za mało.

Ze względu na oryginalny styl i narrację, którą nazywam “tu i teraz” i którą bardzo lubię, czekam na opowiadanie, nad którym posiedzisz trochę dłużej, a przez to może sprawisz, że czytelnik po przeczytaniu tekstu poczuje się odrobinę bogatszy, a nie tylko pomyśli: “Racja, nie będę się dziś przejadał”.

Z przykrością stwierdzam, że nie znalazłam w powyższym tekście ani oryginalności, ani  fantastyki ani humoru. Nie podobało mi się sad

Hmm... Dlaczego?

Nowa Fantastyka