- Opowiadanie: c21h23no5.enazet - Alicja nie ma lustra, a śmierć kroczy niedokonana

Alicja nie ma lustra, a śmierć kroczy niedokonana

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Alicja nie ma lustra, a śmierć kroczy niedokonana

Niestety, nie mogę się wytłumaczyć, ponieważ nie jestem teraz sobą.

Alicja w Krainie Czarów

 

 

 

Kraniec pustki. Strażnica czasomaterii w nieczynnej fabryce światów.

 

Łomot narastał, jednostajny, niezmordowany, a wywrzaskiwane komendy nie pozostawiały złudzeń. Znów podjęli szturm, wścieklejszy niż kiedykolwiek. Strażnik zacisnął dłoń na krawędzi kolosalnej, żelaznej blokady, która krępowała zębate koła Mechanizmu. Jak miał go ochronić? Do jakiego diabła posłać te duchy?

Wymknęły się otchłani i wygoniono je sprzed wrót królestwa ubogich. W żadnym tymczasowym domu dusz nie mogły się zarejestrować, bo nie potrafiły potwierdzić własnych imion. Bez powrotu do świata żywych, niedokonani kradli sny i przyoblekali się w coraz to nowe formy. Jakaż kaleka armia próbowała przebić się tym razem do nieczynnej fabryki? Czyje mary otoczą Strażnika i oddziały czasu? Tym razem nie smok, uciułany pieczołowicie z tych postrzępionych, zgarbionych duszyczek, który rozpadł się przy natarciu. Nie bezgłośne potwory splecione z cienia, mordercze, lecz wątłe, niszczone światłem. W co nowego przyoblekły się po latach rozpaczy i milczenia?

Sekundnik zbiegł po schodach, rozgarniając stłoczone w sali Lata – najcięższe oddziały. Miał przekrzywiony hełm, migotliwą krew Sekund i Minut na zbroi, obłęd w oczach.

– Nie boją się już – mamrotał. – Za nic mają potępienie. Przelała się czara goryczy!

– Czym są? – spytał Rocznik, trwający u boku Strażnika. – Jaki sen ukradły?

– Orkowie. Trolle. Potwory zakute w zbroje, z machinami oblężniczymi! – W dach rąbnął pocisk, ściany zadygotały, sprzed fabryki dobiegły wysokie krzyki. – Sekundy padły. Minuty się uginają. Minutnik nie żyje.

– Niemożliwe! – Rocznik rozejrzał się po drżącej od huku sali. – To dobre dusze! Nie potrafią utrzymać plugawej formy. Wymordować tylu istnień. Kwadryliony sekund!

Strażnik wiedział już, że potrafią. Na szali czasomaterii materia zaczęła ciążyć w dół. Powoli znikały pokłady czasu.

– Zbudzimy drugie wojsko – zawyrokował.

 

*

 

Wszechświat wewnętrzny, alternatywna Ziemia. Dom Alicji.

 

Nie wiedziała, co ją wyrwało ze snu – lepki, uciążliwie powtarzający się koszmar czy wibracja telefonu. Ciemność rozświetlały kolorowe lampki choinkowe, rozciągnięte na meblach i parapecie. Alicja przez chwilę patrzyła na pary kolorów – żółć z czerwienią i zieleń z błękitem – naprzemiennie rozpalające się i gasnące. Sprawiały, że mrok był przyjazny, surrealistyczny, bajeczny. Przypominał (marnie, ale jednak) drugą stronę lustra – tam, gdzie nie miała już dostępu. Dorosła.

Niechętnie sięgnęła po telefon. Nie znosiła komórek. Dzięki nim czyjeś myśli wchodziły do domu bez pukania, bez zaproszenia. Ale nie mogła wyłączyć swojej. Czekała na wieści. Spojrzała na godzinę: trzecia piętnaście. Dostała wiadomość:

„Cześć, właśnie usłyszałem plotkę, że znaleźli ciało królika. Media milczą, ale między ludźmi wrze! Wiesz czy to prawda?”

Alicja kurczowo zacisnęła rękę na aparacie. Który to tego typu sms, dwunasty? Czemu wszyscy oczekują, że ja TO zrobię? Przecież wiedzą, że lustro się zbiło. Gdyby nie, pal licho ten świat: przeszłabym i go odszukała, choć wiązałoby się to z brakiem powrotu. Nie pozwoliłabym mu zniknąć. Pomogłabym mu. A tak, bez lustra, dlaczego mam zniszczyć swoją plantację marzeń? Tam królik rzuca wszystko w cholerę i przenosi się do nowych światów, pięknych miejsc. A może nawet sieje marchewkę w pustce?  

Kilka minut walczyła ze sobą, by nie wylać całej złości i nie nasmarować jakiejś zjadliwej odpowiedzi o małomiasteczkowym plotkarstwie. W końcu zrezygnowała. Każdy w jej świecie kochał emitowane na żywo, na okrągło bajki drugiej strony. A królika nie było w nich od tak dawna… Alicji zdawało się, że zaginął całe wieki temu. Widzowie odchodzili od ekranów, od kolorowych snów, ich życie traciło istotny element, dzięki któremu wciąż zachowywali niewinność dziecka. Na Ziemi znów pojawiły się koszmary, z ludzi zaczęły wypełzać potwory. Miasto zrobiło się mroczne, niebezpieczne.

Alicja weszła w przeglądarkę internetową drugiej strony i zaczęła wpisywać te same hasła, które sprawdzała codziennie.

Zaginął królik. Narzędzia wyszukiwania: ostatni tydzień.

Ogłoszenie aktualizowane wczoraj, zarówno przez Komendę Główną Krainy Czarów, jak i portal o zniknięciach gwiazd emisyjnych. Dziewczyna przygryzła wargę, czując mieszankę beznadziei i gniewu.

Znaleziono ciało.

Ileż tego jest. Codziennie przybywa kilka takich wiadomości. Nawet w Krainie Czarów niejednokrotnie dotyczą berbeci.

Jak zwykle nic nie pasuje. Nic się nie zgadza.

Alicja wpatrywała się w ekran, w ogóle go nie widząc. W każdej plotce jest ziarno prawdy, pomyślała.

Odrzuciła telefon na kołdrę, z dala od siebie. O, nie. Nie użyje stłuczonego kawałka lustra, nie nawiąże kontaktu z druga stroną. Jeśliby to zrobiła, światy mogłyby się pomieszać. Całe to piękno, jakie ludzie mogli oglądać, pozostawało takie tylko dlatego, że nie byli w stanie go dotknąć. Jeszcze mam rozum, myślała Alicja. Zamknęła oczy.

 

*

 

Rocznik zbladł.

– Nigdy tego nie robiliśmy! Materia jest bezmyślna. Strażniku, może spróbowałbyś jeszcze raz do nich przemówić… Wyjaśnić, że muszą iść do zakładu recyklingu… Dać się przemielić…

– Chyba cię czas opuścił! – prychnął rozdygotany Sekundnik. – Oni niczego już nie pamiętają. Nikogo nie słuchają. W nic nie wierzą, tylko w Mechanizm, w stworzenie dla siebie świata…

Kolejny pocisk rąbnął w fabrykę; z dachu posypał się połyskujący nicością gruz. Jęki słabnących Minut wzniosły się niepokojąco blisko. Strażnik podszedł do kolejnej dźwigni i szarpnął za zardzewiały napęd. Obok Mechanizmu otworzyła się śluza, wypuszczając ospałe Gramy, Kilogramy i Tony. Pomiędzy nimi kroczył ich jedyny dowódca, Wagownik. Zbliżył się do Strażnika, rozmasowując zastałe, żeliwne paluchy.

– Z czym nie potraficie sobie poradzić? – spytał kanciastym głosem, patrząc na nich z góry. – Cóż to za armia się tu dobija?

– Oddział niedokonanej śmierci – odparł pospiesznie Strażnik. – Dusze, które nie zaznały spokoju. Ich ciał nie odnaleziono.

– Nie rozpoznano – dodał Sekundnik. Po posadzce rozłaziły się pajęczyny pęknięć, fabryka drżała w posadach, ale oddziały materii zdawały się hamować szturm.

– Wszyscy, na których żywi wciąż czekają, co do których mają nadzieję – dopowiedział Rocznik. – Niedokonani czerpią z nich, strzępią ich dusze uzupełniając własne. Młodsze duchy karmią starsze, te już zapomniane. Oddział rozrósł się w pustce jak grzyb, dotleniany z zewnątrz.

– Ubiera się w sny żywicieli. Jeszcze nigdy nie zdołał utrzymać przybranej formy… Chyba że to były dobre istoty, które przychodziły tu czarować nas i błagać…

– Do dziś.

– Pokażcie mi to – zagrzmiał Wagownik. Strażnik poprowadził dowódców po pokruszonych sześciuset stopniach na poddasze fabryki, by stłoczyli się w roztrzaskanym oknie. Ujrzeli mrowie niedokonanych, ubranych w szpetne fantazje. Stworów pokracznych, odrażających, zdeterminowanych. Widok ich zapalczywego szturmu zniewalał wzrok i porażał serce.

Wagownik odwrócił się od okna i niechętnie spojrzał na pozostałych.

– Negocjowaliście ze śmiercią?

– Nie weźmie oddziału, póki żywi go karmią – odparł Strażnik. Patrzył na wzburzone morze niedokonanych oczami bez wyrazu. Nie umiał z czymś takim walczyć.

– Więc są nieśmiertelni – skwitował kwaśno dowódca oddziałów materii. – Nieuprawnieni nieśmiertelni w fabrycznej pustce. Cudownie, panowie. Jeśli utrzymają tę formę, przebiją się i dorwą Mechanizm.

Obrońcy fabryki spojrzeli po sobie bezradnie. Potwory, Minuty i Kilogramy wznosiły wrzaski w zaciekłej walce wśród krajobrazu nieczynnych, w większości porzuconych fabryk, produkujących niegdyś światy. Częściowo zawalone, spękane budowle, przyobleczone w złotawą rdzę, ograbione i zbezczeszczone, oczekiwały już tylko zamknięcia koła czasu. Ludzie rozrośli się w czasomaterii, rozplenili, zabrakło dla nich Mechanizmów, więc je rozkradli. Wydarli z fabryk światów natchnienie. Zostało jedno, którego żywi nie mogli wziąć. Ostatnie spoiwo, nienaruszony filar. A teraz przyszła po niego zdająca się niepowstrzymaną, niedokonana śmierć.

 

*

 

Woda w basenie zdawała się Alicji odmiennym od jej rzeczywistości uniwersum. Przypominała jeden ze światów z drugiej strony, tak gęsty od spełnionych marzeń, że trudniej było się w nim poruszać. Dziewczyna wyobrażała sobie, że życiodajna ciecz ma taką samą magiczną głębię, lepką od szczęścia. Kolejna proteza po Krainie Czarów. Przestrzeń, która gładzi, otula, oddziela od gwałtowności, tłumi nieproszone dźwięki. Bezpieczna jak wnętrze matki. Jak jama królika.

Przez okna na powierzchnię wody padały promienie słońca. Alicja zanurkowała, żeby zobaczyć jak światło załamuje się i przebija taflę. Pod wodą zazwyczaj odbijała się od ściany zbiornika i, wyginając ciało jak delfin, sunęła wzdłuż dna basenu. Tańczyły po nim tęczowe cętki i jeśli przyłożyło się dłonie do rozmigotanego podłoża, refleksy wędrowały po rękach, barwiąc je intensywnymi kolorami.

Tego dnia było inaczej. Głębia zdawała się ciemna, zachłanna, ciężka jak gęsta masa. Alicja od dwudziestu lat pływała z łatwością i wdziękiem ryby. Teraz nie potrafiła wynurzyć się z niespodziewanej pułapki. Sparaliżowało ją; zamarła na minutę, aż wyczerpała cały tlen i poczuła wzmagający się ucisk na gardle. Wreszcie, jakby ktoś zwolnił zatrzask klatki, nasyciwszy się jej strachem, przebiła głową powierzchnię i złapała kilka haustów powietrza.

– Hej, dziewczyno, w porządku? – rzucił zdziwiony ratownik, oderwawszy się od ekranu tabletu i sennej atmosfery. Alicja bez słowa wyszła z basenu do szatni, porwała z szafki kawałek lusterka, chuchnęła w niego i jej oczom ukazała się doskonale znana twarz, o oczach przesłoniętych rondem cylindra.

– Cześć. – Z niepokojem zarejestrowała, że jej głos pełen jest ulgi i tęsknoty. Powinna być zdjęta strachem, bo właśnie ryzykowała poplątanie światów. – Wybacz mi, nie powinnam, ale nie mogę już słuchać plotek. To prawda, że znaleziono ciało?

Kapelusznik milczał przez chwilę, która zdawała się niemiłosiernie rozciągnięta.

– Zaczekaj chwilę, Alicjo. Kot z Cheshire powinien mieć nowiny. Wrócę za kilka minut.

 Dziewczyna odłożyła lusterko na drewnianą ławkę i weszła pod gorący prysznic. Strumienie uderzały o skórę, która zdawała się nadwrażliwa, zupełnie jak w gorączce. Alicja gapiła się w ścianę i czuła, że jej oczy są nienaturalnie rozszerzone. Jak ślepia zdumionej topielicy, która wychynęła z odmętów, z mokrych ramion kostuchy, by ujrzeć obcy świat. Przyłożyła do nich dłonie, podstawiła twarz pod parujące strugi wody. Usłyszała chrząknięcie Kapelusznika, skoczyła jak oparzona ku ławce, poślizgnęła się i runęła na rozgrzaną posadzkę.

– Mamy ciało, tak, przy którym leżało niezniszczalne, marchewkowe serce królicze. Ale nikt nie umie go zidentyfikować. – Przyjaciel z Krainy Czarów mówił szybko suchym, rzeczowym tonem. – Po prawdzie to tylko zgnilizna i nadgryzione kosteczki, rozwleczone dookoła pustych fiolek po odbajecznieniu. Nawet głowy nie ma, a przecież po szczęce to by karciany dentysta poznał…

– Kapeluszniku! – Alicja zatrzęsła się z obrzydzenia i grozy.

– Przykro mi, ale nie jesteś już dzieckiem, a dorosłość to nie bajka. Każdy, kto cokolwiek wie o ciałach wrzucanych w czas, próbował odnaleźć królika w króliku. Marcowy Zając męczył się okrutnie, aż jeszcze bardziej zdziwaczał. Żółwiciel kąpał szczątki we łzach. Ja sam wziąłem ze wszystkiego miarę i próbowałem uszyć kopię tej istotki, ale niestety nic mi się nie zgadzało, sześć par uszu, jedna noga…

Alicja podniosła dłoń, kończąc okropne sprawozdanie. Trudno było pogodzić realia, w których od lat żyła, z mową z drugiej strony.

– Przerzuć go tutaj, Kapeluszniku. Zbadają go w laboratorium…

– Och, maleńka. Niby dorosła, a jednak nie. – Mężczyzna łypnął na nią jednym, jasnozielonym okiem i wykrzywił bordowe usta. – Królika? W laboratorium? A nawet gdyby, to i tak te resztki rozsypią się w proch, ledwo wejdą w twój czas.

Alicja wcisnęła się w kąt, obejmując jedną ręką kolana, drugą zaciskając kurczowo na ostrych krawędziach lusterka.

– On nie może zostać niedokonanym – szepnęła. – Nie królik.

– Może to nie on. Kica gdzieś z odkarmionymi, mięciutkimi królicami…

Dziewczyna mimowolnie się uśmiechnęła.

– Nie opowiadaj mi swoich banialuk. Widziałam go na ekranie. Był coraz smutniejszy.

Kąciki ust Kapelusznika opadły, a błękitna wstążka, którą przewiązany miał cylinder, nagle wypłowiała.

– Zaciął się bajką. Tak. Nie chciał, żebym zszył ranę. Pokazywałem mu nowe perłowe igły, jedwabne nici, a on nic…

Alicja przymknęła na chwilę powieki. Wyobraźnia podsunęła jej migawki scen, które niegdyś, podczas podróży przez krainy magii, zdawały się nie do pomyślenia, a dziś były na wyciągnięcie ręki. Awanse, mąż, dzieci, wnuki… Groby bliskich…

Otworzyła oczy i wstała gwałtownie. Starsza kobieta w galaretowatym czepku wyłoniła się jak duch z szatni i ze zdziwieniem spojrzała na dziewczynę w cytrynowożółtym stroju kąpielowym, ściskającą fragment lustra tak mocno, że krew kapała wprost do odpływu jednego z pryszniców.

– Ojej, co się pani stało? To chyba trzeba opatrzyć?

– To powierzchowne. Stłukłam lusterko.

Babcia zmrużyła oczy.

– Tu zaraz będzie aerobik dla seniorów! Niech pani wezwie sprzątaczkę, bo się ktoś pokłuje!

– Oczywiście.

Gdy złorzecząca pod nosem kobieta zniknęła za drzwiami basenu, Alicja stanowczo zwróciła się do przyjaciela:

– Chcę wrócić. Wiem, wiem, nawet nie otwieraj ust, żeby mi prawić morały! Znów stanę się dzieckiem i nigdy nie wrócę do realnego świata. Jasne. Stać mnie na to, biorę. Poproszę towar, Kapeluszniku. – Zbliżyła jedno oko do lusterka. – Powiedz mi, gdzie macie lustro. Udowodnię ci, że królik żyje. Gdyby to była jego marchewkowa pikawa, wiedzielibyście. Czulibyście, że się odbajecznił. Ale wy nie macie pewności. Pomogę wam. Przecież wiesz, że potrafię.

Mężczyzna powoli zdjął cylinder i przeczesał w zakłopotaniu włosy.

– To szlachetnie głupie i głupio szlachetne, Alicjo. I dlatego z pewnością uszanowałbym twoją decyzję, tylko że widzisz, jest maleńki, drobniutki problem. Zanim królik zniknął, to mu odwaliło. Bardziej niż normalnie. Stłukł je wszystkie.

Dziewczyna oddaliła szkiełko na odległość wyciągniętej ręki, jakby nagle zaczęło cuchnąć. Oto koniec szalonych marzeń, bezsensownych, dziecinnych mar oplatających ją w ciemności. Nigdy tam nie wróci.

– Stłukł wszystkie magiczne lustra? – szepnęła z niedowierzaniem.

– Zajmij się życiem, Alicjo. Czas zabierze ci za tę rozmowę siedem ostatnich miesięcy ziemskiej egzystencji. Pomyśl, ile herbatek z babunią odebraliśmy twoim wnuczkom.

Dziewczyna usłyszała, że do szatni wtacza się grupa rozentuzjazmowanych staruszek. Czuła się jak osaczone zwierzę. Weszła do ubikacji, zamknęła drzwi na zamek, usiadła na klapie muszli i schowała twarz w dłoniach.

Po kilku sekundach zabłądziła we wspomnieniach z dzieciństwa. Rozmawiają. Biegną, uciekając po wygłupie. Kiwają się w rytm muzyki na dworze królewskich kart. Snują po porzuconych, króliczych jamach. Widziała puszystą kitę, bystre oczy. Obietnicę przygody, jaką zawsze dawało podążenie za królikiem. Zaparło jej dech. Lusterko wypadło z pokrwawionych palców i roztrzaskało się w pył.

 

*

 

Obserwatorzy odsunęli się gwałtownie od okna, bo jeden z napastników, plugawe stworzenie o posturze trolla, złapało głaz i miało właśnie cisnąć nim w fabrykę, lecz nagle zniknęło. Kamień opadł na kilku wrzeszczących dziko, zaskoczonych orków.

– Co się stało?! – spytał Wagownik.

– Potwierdzono jego śmierć. Dokonał się. – Rocznik omiatał znów wzrokiem wrogie oddziały. – Patrzcie, berserk!

Wielki, zgarbiony niedokonany, odznaczający się w półmroku czerwienią oczu zaryczał ogłuszająco, wprawiając przestrzeń w nieznośne wibracje. Wygiął ku niebu szyję i obnażył długie, ostre zęby, a przez jego ciało przebiegło kilka silnych spazmów. Napastnicy wokół rozstąpili się z czcią. Wróg nagle wbił spojrzenie prosto w okno, w którym stłoczyło się dowództwo oblężonych i zaczął wielkimi susami pędzić w kierunku bramy fabryki. Rozgarniał Minuty i Kilogramy jak zapałki.

– Cóż to za nowe szaleństwo? – Wagownik wychylił się, patrząc, jak prący w bojowym szale potępieniec wpada w wejście do budynku. Z sal przylegających do głównej, na której szczycie stali, dało się słyszeć potężne dudnienie Ton i tubalne okrzyki Lat, próbujących odeprzeć atak.

– Został dokarmiony czyimś żalem. Potężna dawka. – Sekundnik dygotał, jakby kąsał go mróz.

– Jeden, dwa takie ataki odeprzemy, ale ile zdołamy? – Rocznik patrzył z rozpaczą na osowiałego Strażnika.

– Zawiodłem – mruknął ten, podczas gdy ciężkie oddziały toczyły pod nimi zażarty, krwawy bój, a pociski lawiną runęły na pękającą fabrykę.

– O, nie. – Wagownik złapał opiekuna Mechanizmu za fraki, podniósł i przycisnął do ściany, mierząc potępiającym spojrzeniem. – Jeszcze nie zwijamy żagli. Żołnierz nigdy się nie poddaje, póki trwa walka. – Puścił zmieszanego Strażnika i odwrócił się do reszty. – Mówicie, że można ich dokonać. Potwierdzić tożsamość, a wtedy śmierć bierze się należycie do roboty.

– Owszem, ale…

– Panujemy nad materią i czasem. Możemy je nagiąć. Cofnąć…

– Nikt nie może zmieniać przeszłości, przecież… – Słowa Rocznika utonęły w huku, a on sam wpadł na Sekundnika, gdy wielki głaz walnął nieopodal w ścianę.

– Nie zmienimy! – upierał się Wagownik. – Podglądniemy ją tylko. Mogę dowolnie przemieszczać materię…

– Podziurawisz świat fizyczny. To szaleństwo – upomniał Rocznik, zdejmując resztki hełmu i przyciskając rękę do krwawiącej rany. Rozbrzmiały wiwaty ciężkich oddziałów, którym udało się odeprzeć szturm. Mieli chwilę, by wymyślić ratunek.

– To może się udać – niespodziewanie włączył się Strażnik. – Ale czasomateria potrzebuje równowagi. Wyrwę po jednej stronie musimy zrównoważyć wybrakowaniem drugiej.

– Przerwiesz koło czasu! Światy się zawalą! – warknął Rocznik. –  Kompletnie wam odbiło.

– Zrobimy maleńkie okna. Miliony drobnych oczek zarówno w materii, jak i w czasie. Siatkę.

Wagownik wyjrzał przez wyrwę na pole bitwy, odnalazłszy wroga o czerwonych oczach i połamanych uszach.

– Nasz królik z kapelusza – mruknął z satysfakcją.

 

*

 

Alicja zaspała, spętana snami pełnymi białego futra, w którym tonęła. Złapała kawałek czekolady, włożyła kurtkę i wybiegła na podwórze. Wsiadła do samochodu, ziewając przeciągle, odpaliła silnik, wrzuciła wsteczny i ruszyła na ulicę. Rozległ się krzyk i coś łupnęło w auto. Zaskoczona dziewczyna wyhamowała, po czym spojrzała za siebie. Jej sąsiad stał, opierając ręce o bagażnik, i patrzył na nią z naganą. Alicja wysiadła i zaparła się pod boki.

– Zwariował pan?

– Nie możesz przejechać. Spójrz na ulicę.

– Jestem spóźniona do pracy!

– Alicjo, jest niedziela. – Siwiejący mężczyzna przyjrzał jej się z troską. – Nie wiem, gdzie się podziewałaś przez ostatnie kilka dni, ale…

– Jakie kilka dni? Przecież… wczoraj była środa… Jadę do pracy!

– Popatrz na ulicę.

Zdezorientowana dziewczyna zerknęła na aleję i zobaczyła tłumnie zgromadzonych mieszkańców oraz policjantów, którzy oglądali jakieś porzucone, ciemne śmieci, wyglądające jak przegniłe odpadki. Z zaskoczeniem odkryła, że na chodniku przed jej drzwiami stoi naczynie pomalowane fosforyzującą, zieloną farbą. Powoli podeszła do przedmiotu, klękając i przyglądając mu się z bliska. Był przewiązany długim źdźbłem trawy, z którego zwisała biała karteczka z napisem: DOTKNIJ MNIE. KRÓLIK.

Alicja przez chwilę gapiła się na wiadomość, a potem wyciągnęła gwałtownie telefon z kieszeni kurtki i weszła na portal informacyjny. Rzeczywiście trwała niedziela. Poczuła mróz w piersi. Czy to niedokonany królik okradł ją z czasomaterii?

W kilka minut przeczytała w serwisach tyle nowin, że zjedzona w pośpiechu czekolada zdawała się wdrapywać po jej gardle, w panice próbując uciec. Dziewczyna usiadła na trawniku, starając się opanować mdłości.

Na całym świecie z nieba spadały miliardy ciał. Zebrane w najróżniejsze naczynia prochy pojawiały się znikąd pod domostwami rodzin. Stosy szczątków w różnych stadiach rozkładu, napęczniałych topielców, zmumifikowanych przez czynniki atmosferyczne zwłok, odrąbanych kończyn, szkieletów – to wszystko wykwitało na powierzchni ziemi jak makabryczne kwiaty, każdy podpisany danymi personalnymi, datą i przyczyną zgonu. Podobnie niezidentyfikowane trupy, przetrzymywane w kostnicach lub pochowane bez imienia, zostawały rozpoznane przez nie wiadomo kogo, kto wydrapywał imiona na nagrobkach, uzupełniał akty zgonów, demaskował nawet najstarsze, najtrudniejsze zagadki badaczy.

Mało tego, media z całego świata udostępniały relacje setek tysięcy świadków, którzy utrzymywali, że jeśli tylko byli spokrewnieni lub blisko związani z zaginionym, po dotknięciu szczątków odczuwali ulgę nieistnienia i końca cierpień. Jakby to już nie wystarczyło, ludzie twierdzili, że doświadczają następnie cudownych wizji: krótkich scenek z kolejnego życia zmarłego, choć nigdy nie były na tyle szczegółowe, by ową osobę odnaleźć. Często też zdawały się przesiąknięte magią, absurdem, nieziemską wspaniałością, pochodzące z innego wymiaru.

Kościół podniósł krzyk, że to sprawka diabła i należy podjąć zakrojone na szeroką skalę egzorcyzmy. Pierwsze badania naukowców potwierdzały informacje zamieszczone na karteczkach. Mnożyły się teorie na temat boskiej interwencji, kosmicznej łaski, duchowej siły sprawczej. A Alicja siedziała na trawniku obok urny z resztkami królika z Krainy Czarów i drżała.

DOTKNIJ MNIE.

Znów powiodła wzrokiem po ulicy pełnej zszokowanych, przerażonych lub rozradowanych twarzy.

DOTKNIJ MNIE.

Wyciągnęła trzęsącą się rękę ku naczyniu i przez moment tak zastygła. Wiedziała, co się stało. Ktoś zadał kres niedokonaniu i ulitował się nad ziemską gawiedzią, zdejmując na moment pożegnania z bliskim liniowość czasu.

Liniowość czasu.

Łapczywie chwyciła urnę w dłoń. To, co ją przeniknęło, przypominało kolejną rzecz z wycieczek po drugiej stronie. Równinę zasłaną miliardami dmuchawców, a przynajmniej mała Alicja tak je nazwała. Okazały się strzępkami jeszcze nieukształtowanych duchów, istniejących poza czasem, przejawiającymi się w Krainie Czarów, by nasiąknąć magią. Nagle zawiał wiatr i zalążki dusz uniosły się, zaczęły wirować wokół dziewczynki i przenikać ją. A choć każdy miał inny głos, wszystkie szeptały to samo.

Chcesz nas, pulsujący Mechanizmie? Żywa fabryko? Myśmy są to, co się dopiero dokona, z tego, co się już dokonało. Krąg nieustanny. Nigdy nie smuć się przemijaniem, Alicjo. My zawsze wirujemy, zawsze tańczymy.

Alicja przycisnęła urnę do piersi. Dokonało się. 

Koniec

Komentarze

bezgłośne potwory splecione z cienia, mordercze, lecz wątłe, niszczone światłem.

True story, Sis.

 

Ciężko było pogodzić jej realia, w których od lat żyła, z mową z drugiej strony.

Rozdrażniło.

 

W kilka minut przeczytała w serwisach tyle nowin, że zjedzona w pośpiechu czekolada zdawała się wdrapywać po jej gardle, w panice próbując uciec. Dziewczyna usiadła na trawniku, próbując opanować mdłości.

 

Z uwag technicznych. Uderzyło mnie, że Wagownik i jego armia stali po stronie Czasu, skoro reprezentowali materię, przed którą tam – o ile dobrze wszystko zrozumiałem (co jest bardziej niż wątpliwe) – zawzięcie się broniono.

 

Kolejna kwestia. Ala zapytała Deepa, czy znaleźli ciało. On poleciał na ploteczki do Kota, by rzecz potwierdzić, a potem się okazało, że przecież już sam je widział, a nawet próbował identyfikować. Nielogiczne.

 

Poza tym… nie zrozumiałem. Znaczy poszczególne elementy i owszem, ale całość dla mnie niejasna; nie wiem, do czego TAK NAPRAWDĘ zmierza finał (i czy tam dotarł), co miał pokazać (i czy to pokazał). Zapewne dlatego, że nie czytałem Alicji. Z tego samego też powodu dywagować nad treścią nie zamierzam. Zdradzę tylko, że – właśnie przez tę niejasność – niespecjalnie mi podeszła. I trochę jednak wynudziła (przy czym nie śmiem zgadywać, która cześć bardziej).

Napisane w sumie świetnie, doczepić się niemal nie było do czego. Przy Alicji wyczarowałaś fajny klimat, taki posępny, smutny, nierzeczywisty trochę. I Kapelusznik fajny. Czy “realistyczny”, nie wiem, bo nie mam porównania. Ale fajny.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Dziękuję za lekturę i opinię, Cieniu. Poprawiłam to, co wskazałeś.

 

Wojsko czasu i wojsko materii broniły Mechanizmu. Walczyły z oddziałem niedokonanej śmierci – duszami, które nie zaznały spokoju.

 

Kapelusznik poszedł dowiedzieć się, czy sprawa się ruszyła – czy ktoś może zidentyfikował ciało. Nie chciał rozmawiać z Alicją bez aktualizacji danych, bo wiedział, że to najpewniej jedyna ich konwersacja.

 

Tekst jest z jednej strony autoterapią (to zmetaforyzowane – choć nie zawsze – wydarzenia z życia), z drugiej “pożegnaniem z magią” (dzieciństwem). Właściwie to tyle.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Od kilku dni czekałem na to opowiadanie. Tytuł, przyuważony na liście betowań, kupił mnie od razu. Warto było poczekać. Sceny ze strażnicy w klimacie gaimanowskim. Alicja, która dorosła (?) – temat chyba nie nowy, ale jeden z najlepszych do własnych reinterpretacji. 

Zazgrzytały mi 3 (słownie: “trzy”) sformułowania:

zakleszczający się ucisk na gardle – “zakleszczać się” znaczy tyle co “więznąć w czymś” a nie “zaciskać wokół czegoś”. Generalnie jednak sformułowanie jest proweniencji ginekologiczno-urologicznej i jako takie budzi głupie a niepotrzebne uśmieszki.

poślizgnęła się i wyłożyła na rozgrzanej posadzce – wyłożyła bez “się” brzmi kaleko, z powtórzonym “się” jeszcze gorzej. W ogóle SJP podaje pięć znaczeń “wyłożyć się” ale żadne nie dotyczy upadku (a co najwyżej wygodnego ułożenia). Upadkowi odpowiada jedynie “wyciągnąć się jak długi” – ale to zbyt oblatane dla tak dobrego tekstu. Może “runęła”?

podziurawisz świat fizykalny – może lepiej “fizyczny” czy “materialny”? “Fizykalny” to wprawdzie synonim “fizycznego”, ale stosowany głównie w sformułowaniu “badanie fizykalne” czyli “lekarskie badanie przedmiotowe”. A może tylko mi się zdaje? 

Nie bardzo zrozumiałem scenę w basenie – przez chwilę myślałem, że to tafla wody, widziana od spodu stanie się lustrem i Alicja wyjdzie w Krainie Czarów. Ale aerobik dla seniorów i tak rządzi!

No i na koniec ten fragment:

wrzuciła wsteczny i zamaszyście ruszyła na ulicę. Rozległ się krzyk i coś łupnęło w auto. – jeżeli przyczyną łupnięcia był siwiejący mężczyzna (bardzo proszę uważać na siwiejących mężczyzn…), to zgodnie z zasadą zachowania pędu, Alicja nie miałaby już z kim rozmawiać.

I to tyle. Pragnę tylko dodać, że nawet jeśli są tu jakieś minusy, to te minusy nie przesłoniły mi plusów :-) No i jeszcze raz: ten tytuł! Pobetujesz mi kiedyś tytuł?

 

 

Autorka moje zdanie zna, ale napiszę krótko, że tekst bardzo mi się spodobał. Dorosła Alicja, która z tą swoją dorosłością niezbyt potrafi sobie poradzić, wypadła wiarygodnie. Ponury klimat z jej udziałem kupił mnie. Sceny w magicznym świecie/zaświatach/pustce podobały mi się nieco mniej.

Tak czy siak, kawał dobrego tekstu!

Dziękuję za opinię (budująca!) i uwagi, cobold, wszystkie wyglądają na trafne (z tym fizykalnym to zapewne zboczenie ze słownictwa filozoficznego). Jutro rano wygładzę, bo już ledwo patrzę na oczy.

Ech, podobno zdarzały mi się dobre tytuły parokrotnie (zawsze jestem zdziwiona), więc jasne, że pobetuję! ;)

 

MrBrigstside, przyjemność (i nauka na przyszłość) po mojej stronie.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Eeeech, dawno nie miałem takiego problemu z oceną tekstu… ;/

Bardzo podobały mi się opisy walki w świecie z drugiej strony. Były takie… barwne. I odpowiednio dynamiczne :)

Również ten podział na dusze dokonane i niedokonane ciekawy. :)

Problem polega jednak na tym, że Alicji właściwie nie znam, grałem jedynie w Alice: Madness Returns, a i to dość dawno temu. Stąd, podobnie jak Cień, miałem trochę wątpliwości, żeby nie powiedzieć dosadniej: błądziłem.

Hmm… Może za głupi na to jestem XD

W każdym razie coś mi nie grało w fabule, trudno było mi wczuć się w dramat Alicji, zaś postaci z drugiego świata bywały za bardzo abstrakcyjne. No i momentami za dużo przymiotników, jak mi się zdaje, odwracały trochę uwagę od akcji.

Ile by jednak nie mówić, radocha z lektury duża, więc jutro przeczytam raz jeszcze i może wszystko bardziej się wyklaruje :)

Tytuł wyborny, JESTEM Z CIEBIE BARDZO DUMNY, DROGA SOJUSZNICZKO! :D

 

Tyle ode mnie, Naz. Na koniec kilka uwag:

Niedokonani czerpią z nich, strzępią ich dusze i uzupełniając własne.

Literówka. To “strzępią” też dziwne, ale w sumie ładnie brzmi XD

– Cześć[.+] – Z niepokojem zarejestrowała, że jej głos pełen jest ulgi i tęsknoty.

Kropeczka się zapodziała :)

Weszła do ubikacji, zamknęła drzwi na zamek, usiadła na klapie muszli i schowała głowę w rękach.

Może “twarz w dłoniach”? No, chyba, że miała graby wielkości pokryw od śmietników :D

Lusterko wypadło z pokrwawionych palców i roztrzaskało w pył.

“Roztrzaskało się” w pył…

Był przewiązany długim źdźbłem trawy, z którego zwisała biała karteczka z napisem[:+] DOTKNIJ MNIE. KRÓLIK.

Nie żałuj króliczkowi dwukropka, Naz! ;)

"Piwo usypia pamięć, brandy budzi ją z drętwoty, najlepsze jest wino na serca tęsknoty!"

Powiem tak – z poezji i filozofii jestem równie słaby, co w interpunkcji – nic nie zrozumiałem smiley.  Za to doceniam świetny styl – jak to est pięknie napisane!

Z drobniutkich technikaliów – “niedokonani kradli sny i przyoblekali się w coraz to nową formę”. Skoro oni kradli,  to wg mnie konsekwentnie – “przyoblekali się w coraz to nowe formy”.

“Niedokonani czerpią z nich, strzępią ich dusze i uzupełniając własne” – albo bez “i”, albo “uzupełniają własne”.

A tak w ogóle – to była estetycznie piękna lektura smiley.

rocktime.pl - zapraszam na moją audycję we wtorek o 19. Rock rock til' you drop... :)

Bardzo fajny pomysł. Trochę się gubiłam przy tej walce czasu i materii z diabli wiedzą czym, ale ogólnie ciekawy tekst.

Uch, z relikwiarzami to się musiały cuda dziać. ;-)

Czytałam “Alicję”, ale na kolana mnie nie rzuciła. To nie moja logika. ;-) Acz przyznaję, że niektóre cytaty genialne.

Babska logika rządzi!

Tytuł świetny, przyciągający uwagę. Jak również i ‘podtytuł’. Ciekawe przemieszanie dwóch wątków, oba mnie zainteresowały. Bardzo plastyczna wizja ‘identyfikacji’ zmarłych. No, podobało mi się :)

Omg, Finkla i Bellatrix zadowolone! Zaznaczę sobie w kalendarzu… ;) Dzięki za lekturę i opinie. I kliki oczywiście.

 

Staruchu, serduszko rośnie, że pięknie napisane. Chciałam w filozofii zająć się estetyką, ale mówili mi: only etyka, ratuj świat ;< Poprawiłam to, co wskazałeś, dziękuję.

 

Sojuszniku, a wiesz, że mniej opierałam się na lekturze, więcej na najnowszym filmie (jestem wzrokowcem), gdzie właśnie występuje dorosła Alicja (choć kompletnie odmienna od mojej i z innymi problemami) oraz Czas, który ma nieziemsko inspirujących pomocników. Biegają tam takie małe sekundeczki, ale jak trzeba, zbijają się w wielką minutę ;) Bardzo feministyczny film, swoją drogą. Dzięki za odwiedziny, poprawiłam wskazane rzeczy.

 

Melduję, że poprawki cobolda też wprowadzone.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Alicja to nie moja bajka, ale się podobało. Świetny opis Strażnicy i bitwy. Trochę się pogubiłem w basenie, bo Alicja nagle dała nura w „głębię” i ja posłusznie za nią. I już myślałem, że tam jakiś odpływ był (taki mega) do Pustki, zwykłej kanalizacji lub jeziora Loch Ness… Zaskakujące zakończenie. Fajnie się czytało, dzięki!

 

Kilka wątpliwości:

 

„Widzowie odchodzili od ekranów, od kolorowych snów, ich życie traciło istotny element, dzięki któremu wciąż zachowywali niewinność dziecka.” – ja bym to podzielił na dwa zdania.

 

„Ludzie rozrośli się w czasomaterii, rozplenili, zabrakło dla nich Mechanizmów, więc je rozkradli. Wydarli z fabryk światów natchnienie. Zostało jedno, którego żywi nie mogli wziąć. Ostatnie spoiwo, nienaruszony filar. A teraz przyszła po niego zdająca się niepowstrzymaną, niedokonana śmierć.” – czego ludzie nie mogli wziąć, natchnienia czy Mechanizmu? A śmierć przyszła po Mechanizm, natchnienie, spoiwo czy filar? Jakoś rodzaje mi się w czytaniu pomieszały. Pierwsze ze zdań też podzieliłbym na dwa. I chyba zrezygnowałbym ze zdania o natchnieniu albo przeszmuglował w inne miejsce.

 

 „Przyłożyła do nich dłonie, podstawiła twarz pod natrysk.” – zgrzyta mi w onirycznej atmosferze całości takie techniczne podstawianie twarzy pod natrysk

 

„Mieli chwilę czasu, by wymyślić ratunek.” – o jeden czas za dużo, chyba że mieli chwilę czegoś innego.

 

„Stosy rozłożonych szczątków…” – może „Stosy szczątków w różnych stadiach rozkładu”, bo skoro już są rozłożone, to ich nie ma? Albo „Rozłożone w stosy szczątki…”, ale to chyba nie o to chodziło?

EDIT: Albo po prostu: “Stosy szczątków…”?

 

„Często też zdawały się przesiąknięte magią, absurdem, nieziemską wspaniałością, pochodzące z innego wymiaru.” – literówka: pochodzącą z innego wymiaru.

Alicji nie czytałem, więc pewnie większość smaczków pozostanie dla mnie niedostępna. Ogólnie napisane dobrze, szybko się czyta, jest świetny klimat, szczególnie w scenach oblężenia. Ale ciągle tez wiedziałem, że coś mi umyka, właśnie przez brak znajomości oryginału. Popuściłaś wodze fantazji, niektóre pomysły naprawdę świetne. Jeśli chodzi o nawiązanie do książki Lewisa Carrolla najlepsza pozycją jest dla mnie Złote popołudnie Sapkowskiego.

Lissan, Mechanizm, spoiwo, natchnienie i filar to tutaj jedno i to samo. Wydaje mi się, że tam jest ok. Co do “pochodzące”, forma jest według mnie poprawna. “zdawały się przesiąknięte magią (…), pochodzące z innego wymiaru.” Z resztą się zgadzam i już uwzględniam w poprawkach. Bardzo dziękuję za wnikliwą lekturę i opinię :)

 

Belhaju, dzięki za odwiedziny. Bez znajomości Alicji pewnie umyka coś drobnego, ale głównie chodziło o zaczarowanie nią bardzo złych emocji, obrazowanych przez oblężenie. Dzięki za polecankę, nie znam i zajrzę.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Naz zaskoczyłaś mnie, że nie znasz. Opowiadanie to dostało chyba nawet Zajdla. Kot z Cheshire wymiata :)

Dobrze się czytało się, bo warsztat zgrabny. No, ale wyjdę na marudę – nie mogę napisać czegoś wbrew przekonaniu: tytuł raczej mnie zniechęcał do zajrzenia, a w treści opowiadania nie znalazłem niczego dla siebie. No i po lekturze zostałem z prostackim pytaniem: o co kaman? Ogólnie nie podeszło. 

Ach, marudź, Blackburnie, cenię sobie twoje marudzenie. Akurat ty powinieneś wiedzieć, o co kaman. Ale to nic! Tekst ma się bronić sam.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Ech… wyszło mi chyba tylko marudzenie dla marudzenia, wybacz. Może wrócę z bardziej konstruktywnym komentarzem, ale nie dziś. ;)

No cóż, pewnych opowiadań nie powinno się czytać w nieodpowiednim nastroju. Podtrzymuję opinię o nie podobaniu się tytułu – i nie wiem dlaczego. :/ Opowiadanie – hmm… tekst bardzo emocjonalny o ścieraniu się dwóch światów (w bohaterce?) – tego z dzieciństwa i świata dorosłego, brutalniejszego i orkowego. O tęsknocie za przeszłością i niechęci do teraźniejszości – scena w basenie bardzo symboliczna. Treść opowiadania mocno alegoryczna, i nie mam przekonania, że wszystko zrozumiałem, ale z przyjemnością wycofuję się z poprzedniego komentarza – że nie podeszło. Jednak zacna lektura. Mea maxima culpa.

Cieszę się, że jednak :) Tytuł może być nieco przekombinowany i albo wchodzi, albo nie. Co dziwne, książki nazywam ostatnio jednym słowem…

Co do nieodpowiedniego nastroju, to się zgadzam. Przy czym u ciebie to nie był wcale styl “much w nosie”, po prostu przeszło ci bez echa. Za to ja ostatnio strzeliłam taki komentarz, mając okropny humor, że teraz już nie siadam do czytania, jak mnie życie boli… (mój luby pewnie stwierdziłby, że w takim razie nigdy nie powinnam nic czytać;)

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Czytałam, nie bardzo rozumiejąc, co czytam, a im bardziej starałam się dociec, z czym mam do czynienia, tym bardziej rosło we mnie uczucie bezradności. W tym stanie dotrwałam do końca i z przykrością wyznaję, że wciąż nie mogę powiedzieć iż zrozumiałam opowiadanie. :-(

 

Ciem­ność roz­świe­tla­ły ko­lo­ro­we lamp­ki cho­in­ko­we, roz­cią­gnię­te po me­blach i pa­ra­pe­cie. – Raczej: …roz­cią­gnię­te na me­blach i pa­ra­pe­cie.

 

Całe to pięk­no, jakie lu­dzie mogli oglą­dać… – Całe to pięk­no, które lu­dzie mogli oglą­dać

 

Cięż­ko było po­go­dzić re­alia… – Trudno było po­go­dzić re­alia

 

Z sal przy­le­ga­ją­cych do głów­nej, na któ­rej szczy­cie stali… – Co jest szczytem sali?

 

– Ali­cjo, jest nie­dzie­la.– Si­wie­ją­cy… – Brak spacji po kropce.

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Przepraszam, Reg, i dziękuję za poprawki, już wprowadzam. Opowiadanie mówi o tym samym, o czym tekst “Zniknąć? Tego się nie robi wiedźmie” – o odchodzeniu, stracie, poszukiwaniach, cudzych decyzjach, na które nie mamy wpływu. 

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Za co przepraszasz, Enazet? Za to, że napisałaś najlepiej jak umiałaś? To raczej mnie jest przykro, że opowiadania podobne powyższemu, nie należą do moich ulubionych.

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Czytało się bardzo przyjemnie, napisane świetnie, ale jak spora grupa nade mną nie wszystko zrozumiałem. “Alicji…” też prawnie nie znam, może to moje usprawiedliwienie,  a może nie…

Dziękuję za odwiedziny i punkt, zygfrydzie. Aż trochę się dziwię, że nikt nie zna Alicji…

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Ja znam. ;-) Nie zachwyciła (za bardzo chaotyczna), chociaż niektóre zdania genialne.

Babska logika rządzi!

No a filmy? Z Deppem? Ja je bardzo lubię, zwłaszcza ten najnowszy. 

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Do tego tekstu nie mogłem podejść bez przygotowania (przejechałem się na tym pierwszym razem gdy próbowałem go przeczytać). Niemniej jednak przy drugim podejściu uznałem lekturę za bardzo udaną :)

To ulga dla mnie i radość, że udało się podejść drugi raz i spędzić miło czas :)

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Podobało mi się, ciekawe opowiadanie :)

Dorosła Alicja jest super! On jako postać wyszła rewelacyjnie.

Choć nie sądzę bym wszystko zrozumiała. Nie do końca przemówiły do mnie sceny z walki czasu. Nie bardzo rozumiem, o co walczyli.

Mimo że w tekście dostrzegam przemijanie i dorastanie, jako główny motor całej historii, to zakończenie też w stu procentach mnie nie usatysfakcjonowało, bo pozostało poniekąd niezrozumiałe.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Nowa Fantastyka
Patronujemy