- Opowiadanie: bemik - Na drugim końcu tęczy

Na drugim końcu tęczy

Tak na fali tych wszystkich macek i innych podobnych...

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Na drugim końcu tęczy

Gdzieś nad tęczą wysoko

 Są marzenia, o których marzyłeś kiedyś w kołysankach

 

Marzenia rzadko się spełniają. O niektórych zapominamy, niektóre przestają być godne, byśmy do nich dążyli, a z niektórych zwyczajnie wyrastamy. Ale są też takie, z których nigdy nie rezygnujemy. Zepchnięte wydawałoby się w niepamięć, nagle ożywają. I wtedy człowiek czuje, że warto było śnić…

***

Wakacje w Górkach przed wyjazdem na studia zapisały się w pamięci Jerzego bardzo sugestywnie. Tego lata wkroczył na zakazane tereny, które do tej pory uważał za zarezerwowane dla dorosłych.

Zaraz po egzaminach zatrudnił się na sezon w smażalni ryb.

– Tylko do końca września? – upewniła się pani Sylwia, pulchna właścicielka biznesu.

Chłopak pokiwał głową, niezdolny do wyduszenia słowa. Nie z powodu samego pytania, ale dlatego, że jego wzrok i umysł zaabsorbował ekscytujący widok. Krągły biust przedzielony ciemną linią graniczną wymykał się z okowów stanika ozdobionego koronką i obcisłego sweterka. Jakby przez nieuwagę niedopięte guziczki pozwalały zerknąć głębiej niż Jurek miał do tej pory okazję. Raz tylko, na jakiejś prywatce, dotykał dziewczęcych piersi. W dusznym pokoju po wypiciu kilku piw kumpel rzucił propozycję zabawy. Zasłonięto okna, zgaszono światła i wszyscy obecni porozłazili się po kątach, a wtedy ktoś krzyknął „już”. Należało schwytać najbliższą osobę i po dotyku odgadnąć, kto to jest. Gra była idiotyczna, do niczego nie prowadziła, oprócz tego że bezkarnie można było pomacać koleżankę. Przyciągnął najbliższą dziewczynę i wsunął dłoń pod luźną bluzkę. Zaskoczyło go, że nie natrafił na biustonosz. Maleńki wzgórek idealnie mieścił się w dłoni. Jerzy czuł wzbierające pożądanie i zrobiło mu się okropnie głupio. Tym bardziej że partnerka bez skrępowania wcisnęła mu rękę w spodnie i kilka razy przesunęła po nabrzmiałym członku. Zaraz potem eksplodował, a zniesmaczona sprawczyni odepchnęła go, gniewnie sycząc.

Ten biust był inny – pełny, dojrzały i kuszący w świetle dnia. Chłopak przełknął ślinę i oderwał spojrzenie, bo szefowa zadała mu kolejne pytanie.

– Słucham? – zreflektował się i jednocześnie przestraszył, że kobieta weźmie go za totalnego gamonia.

– Pytałam, czy czasem będziesz mógł zostawać po zamknięciu, żeby posprzątać zaplecze – powtórzyła. – Nie mówię, że codziennie, ale przydałoby się raz na jakiś czas zrobić porządek. Ja, oczywiście, pomagałbym ci w tym.

Po pierwszym sprzątaniu nie mógł się doczekać kolejnego. Ciasne zaplecze, wąski stolik do pakowania, zapach przesmażonego oleju i miękkie, smakujące słonym potem ciało kobiety – to wszystko przyćmiło mu zmysły. Tak bardzo, że wracając do domu, nie był w stanie myśleć o niczym innym. Matkę zbywał półsłówkami, udając, że nie widzi podkrążonych oczu i nie czuje kwaśnego oddechu. Był na nią wściekły, bo znowu rozpaczała po stracie faceta. Zastanawiał się, czy ona jest ślepa, czy uzależniona. Każdy kolejny fagas był gorszy od poprzedniego, każdy krócej gościł w ich domu. Jerzy już nawet nie starał się zapamiętywać imion. Na szczęście stał się na tyle dorosły, że żaden z wujków nie musiał mu się podlizywać. Kiedyś, właśnie ze względu na matkę, udawali przyjaźń, przynosili cukierki, batony, gry i czekali, aż dzieciak zniknie z podarunkami w swoim pokoju. Potem do uszu Jurka dochodziły stłumione pojękiwania i skrzypienie sprężyn. Kiedyś bardziej się starali, bo matka była młoda i ładna. Teraz, zjawiając się, od razu dawali do zrozumienia, że to łaska. Teraz to ona się starała, jak mogła, a i tak odchodzili po kilku miesiącach. A ona płakała. Jerzy nienawidził jej za to. Za tę służalczość, za wyczekiwanie. Była jak kundel – gdy właściciel wychodził, pies kładł się z podkulonym ogonem na posłaniu i tępo wpatrywał w tapetę. Gdy pan wracał, zwierzak ruszał w podskokach na powitanie, merdał ogonem, lizał po rękach i skamlał. Ona też skamlała.

Jerzy znikał w swoim pokoju, nawet nie ruszając przygotowanej kolacji. Wbiegając po schodach, kręcił głową z obrzydzeniem. Potem kładł się na łóżku i wspominał miękkie ciało pani Sylwii, po raz kolejny przeżywał w półśnie to, co niedawno było ekscytującą jawą. Czasem nie wiedział, co było lepsze. Nic dziwnego, że nie dostrzegał, że nie chciał dostrzec, iż coś dzieje się z matką.

Tego dnia wrócił znacznie później do domu. Sprzątanie przeciągnęło się nieco. Sylwia była bardzo cierpliwą nauczycielką, zresztą w jej interesie leżało jak najlepsze wyszkolenie Jurka. Uczyła go, że wszystko należy wykonywać dokładnie, nie spiesząc się, zwracając uwagę na każdą czynność, na drobiazg.

– Pośpiech niczemu nie służy – tłumaczyła, patrząc mu prosto w oczy, a on był posłusznym i chętnym uczniem. To był trzeci tydzień terminowania i teraz był już gotowy z nią się zgodzić. Dotychczas docierał do końca błyskawicznie jak zagłodzony szczeniak, gdy pierwszy raz dostał na talerzu świeże mięso. Jednak szybko pojął, że lepiej delektować się powoli, bo wtedy starcza na dłużej, a i znacznie lepiej smakuje.

Wyszedł ze składziku i odetchnął kilka razy głęboko, jednak nie poczuł ulgi. Chyba zanosiło się na burzę. Wiatr chwilowo ucichł, a ciężkie powietrze nie chciało natlenić płuc. Koszula lepiła się do pleców, ale nie przeszkadzało mu to specjalnie. Rozpierała go duma i radość. Po raz pierwszy poczuł, że ma władzę nad kobietą. Dużo wysiłku kosztowało go opanowanie własnego ciała, ale opłacało się – wiedział, że Sylwia nie udawała. Zdradzało ją drżenie, urywany oddech. Tym razem to ona chciała, by przyspieszył. Tym razem to on rządził. Drażnił wrażliwe punkty językiem, a kiedy czuł, że kobieta się pręży, umykał na uda, na brzuch, zataczał kręgi, by usłyszeć rozpacz i błaganie. Ponawiał grę i przerywał, aż niemal płakała z wściekłości, aż wbiła mu paznokcie w plecy. Wtedy schwycił ją za włosy i zmusił, by nie zamykała oczu, kiedy będzie w nią wchodził. Sycił się jej podnieceniem. Przyspieszał i zwalniał, aż wreszcie krzyknęła, a on głucho stęknął.

– Jesteś mężczyzną – szepnęła chwilę później, tuląc się do Jurka i całując spoconą pierś kochanka. A on poczuł dumę.

Matka, w świetle telewizora, leżała na sofie w salonie. Sine oblicze drgało ożywione śnieżeniem ekranu, jakby ktoś podłączył trupa do prądu. Jerzy zbliżył się ostrożnie. Czy znowu się odchudzała, zastanowił się, patrząc na sflaczałe ramiona, na piersi widoczne pod cienką koszulą, które rozbiegły się na dwie strony niczym szosa na rozdrożu. Były płaskie, zupełnie nieapetyczne, wręcz odstręczające. Wory pod oczami nabrały fioletowego odcienia i wyglądały jak napompowane wodą. Kobieta miała przechyloną lekko głowę, rozsypane po poduszce kosmyki były matowe, a widoczne na przedziałku odrosty sprawiały wrażenie, jakby reszta włosów oddzieliła się od skóry czaszki. Przez uchylone usta sączyła się strużka śliny. Jerzemu wydawało się, że matka nie oddycha. Nachylił się nad nią nisko i wtedy otworzyła oczy. Czarne, z fioletowymi jęzorami, przerażające i obce. Chłopak odskoczył wystraszony.

– Synku – zaskomlała i już wiedział, że to ona. – Wróciłeś!

– Idę spać – syknął rozzłoszczony.

– Tak, tak. Idź, zmęczony jesteś – przyznała posłusznie. – Tak, tak… Ale czy mógłbyś… Wiesz, tam na dole… Przyniósłbyś mi…

Wiedział, o co prosi. Mierziło go to, ale nie miał siły odmówić. Siadła już na sofie i wzrokiem maltretowanego szczeniaka błagała, by spełnił jej prośbę.

– Nie możesz iść sama?

– Nie – znowu zaskowyczała, a w jej oczach pojawiło się błaganie i strach. – Nie, nie dam rady… Synku…

Zaklął pod nosem, ale ruszył korytarzem w stronę piwnicy. Drzwi były lekko uchylone, chwycił latarkę leżącą na półce i oświetlił schody. Wieki temu coś się popsuło w piwnicznej instalacji, ale nikt nie miał ochoty zająć się naprawą. Owionął go odór stęchlizny, pleśni i wilgoci. Wbrew pozorom lubił ten specyficzny zapach. Pomieszczenie domagało się remontu, przede wszystkim nowej podłogi. Stary beton popękał, a przez szczeliny wyłaziły korzenie dębu rosnącego obok domu. Czasem któryś z facetów matki schodził tu z siekierą, by zrobić porządki, ale nie na długo to starczało. Jurek za każdym razem protestował. Miał wrażenie, jakby to jemu obcinano ręce i nogi. Płakał wtedy w ukryciu, żeby nie narazić się na drwiny kolesi z wytatuowaną klatą i ramionami, a mózgiem wielkości żołędzia.

Światło latarki omiotło ustawione pod ścianami półki. Setki słoi z zamarynowanymi smakami dawnych jesieni, z wepchniętymi w zmatowiałe szkło soczystymi latami, kiedy jeszcze w ich rodzinie dobrze się działo. Kiedy mieszkał z nimi ojciec. Teraz warstwa brudu świadczyła o tym, jak dawno to było. Gdy odszedł z dziewczyną dwa razy młodszą od siebie, nagle wszystko przestało być przydatne i smaczne. Ale zostało, bo nie miał kto wyrzucić. Tak jak nie dało się usunąć wspomnień.

Jerzy ominął wystające węźlaste powrozy korzeni i skierował światło na regał stojący najbliżej schodów. To jedyne wspomnienie, które okazało się przydatne: słoiki wypełnione owocami i zalane spirytusem bądź wódką, gąsiorki i butelki z winem. Lekarstwo matki na samotność. Chwycił cokolwiek i zamierzał już wyjść, kiedy snop światła wywołał z mroku jakąś ułudę. Chłopak przyjrzał się bliżej. Szara pleśń na przeciwległej ścianie poruszyła mackami, jakby wyciągała je w stronę Jurka. Zagryzł zęby. To wszystko przez tę latarkę, pomyślał. Najwyższy czas zmienić baterie. Potrząsnął urządzeniem i aż jęknął. Światło zgasło. Natychmiast otoczyły go oślizłe, gumowe paluchy, przysysając się do skóry. Ze strachu zaczął tracić oddech, na szczęście następny wstrząs sprawił, że znowu błysnęła żarówka. Wykorzystał tę chwilę i umknął na górę.

– Masz! – Rzucił matce na podołek flaszkę. – Kup jutro baterie, bo się kończą.

– Dziękuję, synku, dziękuję… – Roztrzęsionymi rękoma mocowała się z zakrętką.

Jerzy nie czekał, aż poprosi go o pomoc. Uciekł po schodach do pokoju. Nie chciał patrzeć na jej przemianę. Zbyt wiele razy widział, jak z rozlazłej, skowyczącej suki przeistaczała się w rozchichotanego podlotka.

To przez tę duchotę. Jak spadnie deszcz, wszystko się poprawi, pomyślał, rzucając się na łóżko. Przez chwilę zastanawiał się jeszcze, co się ma poprawić, ale nie zdołał wymyślić nic sensownego. Zasnął.

***

Lato mijało leniwie. Jerzy codziennie maszerował do smażalni. Z ulgą opuszczał dom, bo widok matki przyprawiał go o dreszcze. Chyba przestała się wreszcie odchudzać, ale teraz przypominała napuchniętego topielca. Chłopak miał wrażenie, że jeśli pociągnąłby ją za jakikolwiek fragment ciała, spory kawał zostałby mu w dłoni. Zastanawiał się, dlaczego nigdy nie wychodzi na słońce. Gdyby odrobinę się opaliła, wyglądałaby po stokroć lepiej. Ale ona kryła się w domu jak tłusta larwa w glebie. Zasłaniała okna i najchętniej spędzała czas w piwnicy. Twierdziła, że to ze względu na upały. Ale nie służyło jej to – zaczęła kasłać, a Jurek miał wrażenie, że w drobinkach śliny widzi strzępki zielonkawej pleśni. Przesiąkła zapachem stęchlizny.

Rzeczywiście, lato folgowało sobie tego roku. Temperatury już dawno pobiły rekordy stulecia, a na dodatek niemal codziennie padał krótki, ale obfity deszcz. Rolnicy składali z wdzięczności dłonie do Boga, bo wszystko osiągało gigantyczne rozmiary. Nawet w przydomowych ogródkach ogórki czy marchewki były trzy razy większe niż zwykle. I nagle padł jakiś pomór na rośliny. Z niewiadomych przyczyn liście pokrywały się zielonkawym grzybem, który w szybkim tempie uśmiercał żywiciela. Naukowcy ściągnięci do pomocy bezradnie rozkładali ręce.

Jerzy nie przejmował się anomaliami ani pogodowymi, ani przyrodniczymi. Jego świat ograniczał się do ciasnego zaplecza, a czas zaczynał płynąć dopiero po zamknięciu smażalni. Chłopak chłonął to, co pani Sylwia mu ofiarowała. I zamykał oczy na całą resztę. Na matkę, na wszechobecny odór zgnilizny w domu, na pleśń, która wylazła już nawet na ściany w salonie i łazience. Czasami, w przebłysku powracającej przytomności, miał zamiar wezwać fachowców do usunięcia zielonkawo-sinego paskudztwa, ale zaraz rezygnował z pomysłu. Nie miał ani ochoty, ani czasu na zajmowanie się takimi rzeczami. No i szkoda mu było forsy, a o tym, żeby kasę wyłożyła matka, nawet nie marzył. Dlatego uciekał.

Codziennie rano budził się z myślą, że za chwilę zobaczy panią Sylwię. Potem harował w pocie czoła, przygotowując tysiące rybnych kotlecików, filecików i frytek. Przesiąkł zapachem spalonego oleju, podobnie jak pani Sylwia. Jeszcze długo potem zapach smażonych na tłuszczu frykasów wywoływał w nim podniecenie, jakby łyknął jakiś afrodyzjak.

Każdy ranek przybliżał go do chwili rozstania z ciasnym zapleczem, z miękkim ciałem szefowej. Nadchodząca strata ściskała gardło, opanowywał go niemal fizyczny ból. Ukojenie znajdował tylko przy pani Sylwii, kiedy świat ograniczał się do jej miękkich piersi i pulchnych ud.

Powroty do domu stawały się coraz późniejsze, miał ochotę zostawać na zapleczu, ale szefowa, żartując, odsyłała go do mamusi, żeby się wykąpał i dobrze wyspał, bo potrzebowała silnego pracownika. Nie protestował za bardzo, ponieważ kołatała się w nim resztka przyzwoitości, by sprawdzać, co dzieje się z matką. Ale im bliżej było końca wakacji, tym bardziej narastał w nim sprzeciw. Nie chciał opuszczać Górek, bo tu była smażalnia, bo tu była pani Sylwia. Chciał przekonać nie tylko siebie, że powinien zostać w miasteczku. Chciał również potwierdzenia od matki. Z nieuświadomionych bliżej przyczyn pragnął, żeby powiedziała, iż jest jej niezbędny, potrzebny, wręcz konieczny do istnienia. Że jest sensem jej życia i jeśli wyjedzie, to życie straci ten sens. Ale matka milczała, rybimi oczami wpatrując się w niego ze starego fotela, który udało jej się znieść albo prędzej zrzucić do piwnicy. Rozdziawionymi ustami chwytała powietrze jak karp wyrzucony na brzeg jeziora. Milczała.

To dziwne, potrafiła skomleć za każdym odchodzącym facetem, a jego nawet nie próbowała zatrzymać. Dlaczego? Czy znaczył mniej, czy był dla niej mniej ważny od tych wytatuowanych ćwierćgłówków, których znajdowała po drodze swojej egzystencji?

Jerzy był wściekły. Tak zły, jak jeszcze nigdy. Przycupnął na brzegu regału z zamkniętymi wewnątrz słoików wspomnieniami. Przyglądał się białej, galaretowatej masie, którą nazywał matką. Zwieszone po obu stronach fotela ręce dotykały podłogi, białe palce spływały glutowatą masą na popękany beton i łączyły się z korzeniami dębu. Wszędobylska pleśń już zaczynała wędrówkę w górę kończyn, plotła misterne koronki wokół ramion i szyi, ściekała dekoltem, między gąbczastymi piersiami, skapywała na brzuch i łono, by wedrzeć się do wnętrza i zakwitnąć sinymi gronami. Dojrzewały błyskawicznie, pękały i sączyły się żółtozieloną flegmą po szeroko rozłożonych udach, po gnijących łydkach; rozlewały się po podłodze i sunęły w stronę chłopaka.

Jurek zerwał się z gniewem. Znowu to samo – próbuje odwrócić jego uwagę. Chce, żeby poczuł się winny. Winny jej samotności, strachu. Nie chce z nim rozmawiać, to nie. On tego też nie potrzebuje. Już nie. Przecież ma panią Sylwię. Trzeba iść do pracy. Smażyć ryby. Smażyć frytki. Płakać w miękkie piersi pani Sylwii. Całować panią Sylwię. Ruchać panią Sylwię.

Matka znowu próbowała go zatrzymać. Już wiedział po co ta pleśń na ścianach domu. Miała go osaczyć, opleść, unieruchomić. Ale on jest za mądry. Zorientował się szybko i zdążył uciec. Niech sobie teraz siedzi tam sama. Niech gada do pleśni. On pójdzie do pani Sylwii. I nie wyjedzie z Górek. Zostanie z panią Sylwią. Będą tylko we dwoje. W jej domu. W jej piwnicy. Bo pani Sylwia ma tylko jego, a on ma tylko panią Sylwię. Nie tak jak matka. I pani Sylwia go nie zostawi. Nie tak jak ojciec.

Jerzy uśmiechnął się. Zamknął starannie drzwi od piwnicy. Warto było marzyć…

 

 

Koniec

Komentarze

Ciekawa wizja macek, trochę obrzydliwa. Szkoda, że nie zdążyłaś z tekstem na konkurs. Jak dla mnie, końcówka nieco niejasna. Dzieje się wszystko w miarę logicznie, a nagle przechodzi w oniryzm.

Czy znaczył mniej, czy był dla niej mniej ważny od tych wytatuowanych ćwierćgłówków, których znajdowała po drodze swojej egzystencji.

To nie miało być pytanie?

Babska logika rządzi!

Niezły horrorek!

Zaczyna się nieźle, toczy się takoż, by w zakończeniu…

Bardzo zacne opowiadanie na letni wieczór. ;-)

 

– Je­steś męż­czy­zną – szep­nę­ła chwi­lę póź­niej, tuląc do Jurka i ca­łu­jąc spo­co­ną pierś ko­chan­ka. – Pewnie miało być: …tuląc się do Jurka i ca­łu­jąc spo­co­ną pierś ko­chan­ka.

 

Matka, oświe­tlo­na świa­tłem te­le­wi­zo­ra, le­ża­ła na sofie w sa­lo­nie. – Nie brzmi to najlepiej.

Może: Matka, w świetle te­le­wi­zo­ra, le­ża­ła na sofie w sa­lo­nie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki dziewczyny. Zaraz poprawiam. 

Nie zdążyłam, bo planowałam inaczej, a po prostu wszędzie chcą horrorków, więc się wprawiam.

Finklo, nie poszło w oniryzm (spoiler) – mamuśka została w piwnicy i zmieniała się powoli w pleśń. Może Jerzy jej w tym pomógł?

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Co tu dużo mówić – kawał dobrego tekstu. Gorzkiego, bo epitety, jakie padały pod adresem matki były nieraz bardzo mocne, a moim zdaniem kobieta nie zasłużyła na aż takie traktowanie. Nie widzę przynajmniej, co Jurka mogło do tego umotywować. Pozdrawiam!

Dzięki. Myślę, że motywacja nie musiała wypływać z realnych przesłanek. Ważne było, co o niej sądził Jerzy.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

No dobra, z oniryzmem przesadziłam. Ale zastanawiałam się, czy ona jeszcze żyje… Tak w końcówce mętnie się zrobiło.

Wiesz, że te logiczne i upierdliwe Finkle lubią, kiedy wszystko staje się jasne. ;-)

Babska logika rządzi!

Wiem, ja przeważnie też tak lubię smiley

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Zdecydowanie niepokojąco.

Zakończenie mi się podoba, po pozostawia furtkę wyobraźni.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

DZięki

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Setki słoi z zamarynowanymi smakami dawnych jesieni, z wepchniętym w zmatowiałe szkło soczystymi latami,  --->  wepchniętymi. Liczba musi być zgodna.

Bemik, ja Ciebie przestaję poznawać.

A to akurat bardzo mnie cieszy, Adamie. Bo znaczy, że zaczynam się zmieniać. Jeszcze nie bardzo wychodzi mi straszenie i obrzydzanie, ale widać, że kierunek właściwy!

Zaraz poprawię literówkę, dzięki.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Całkiem mi się podoba Bemik w takiej mrocznej odsłonie. Uwielbiam takie zapleśniałe klimaty. Motyw przemieniającej się w obrzydlistwo matki – genialny. Sceny erotyczne – bardzo sugestywne.

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Zadrżałem przez chwilę, a to znaczy, że tekst udany – przynajmniej tam, gdzie ważny jest klimat. Co prawda rozwinięcie fabuły nie dotrzymuje, tak sądzę, tu kroku, ale i tak się podobało.

Wychodzący po za trzy wymiary tekst, onirycznie nieprzesadzony klimat, spójna, wciągająca historia.  Skromny, ale i sugestywny styl. Nie słodzę (ale i tak, niejeden tak pomyśli), po prostu bardzo misię. Nie  jest to jakieśtam śnienie wstawionego autora. Jestem bardzo kontent. Dzięki za fajne opowiadanie.

Ciebie cieszy, mnie przeciwnie.

Rozumiem dobrze, dlaczego Ciebie cieszy – tak zwany rozwój, poszerzanie pola tematycznego i stylistycznego. OK, tak powinno być. Ale mnie przeciwnie, bo i bez Ciebie, bez Twoich “nowych” tekstów, smęciarstwa, okrucieństwa, beznadziei i paskudztw jest pod dostatkiem, a nawet aż za wiele.

Dziękuję wszystkim.

Adamie – tak, wiem, coraz więcej tego, ale wiesz, jaki jest odbiór “słodkich” tekstów. Ostatnio napisałam coś takiego bardzo bemikowego, a moja beta (bardzo dobra beta) powiedziała mniej więcej tak: bardzo śliczny ten tekst, pięknie napisany, miodzio metafory, tylko po co?

I co byś powiedział na takie dictum? Na bemikowe teksty nie ma miejsca w magazynach sad

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Ech, ludzie się nie znają…

“Bemikowe” teksty nie są złe. Jeśli tylko nie są romansidłami. ;-)

Babska logika rządzi!

laugh

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Fajne :)

DZięki

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

No bemik, w tak mrocznym wydaniu cię chyba jeszcze nie czytałem. Ale przyznam, że mi się podobało. Widać Twoje ulubione zabiegi (wakacje, małoletni bohater) ale tym razem z większą dozą wulgarności i obrzydliwości. I dziwię się, że tekst nie ma jeszcze żadnego punktu do Biblioteki.

Edit: Chociaż motto z Israela Kamakawiwo’ole i tytuł nie do końca mi pasuje do tekstu.

Belhaju, dziękuję.

A tytuł i motto jak najbardziej z rozmysłem – kto powiedział, że na drugim końcu tęczy musi być pięknie i bajkowo? Na końcu tęczy Jerzego spełniają się marzenia – jego marzenia. Cóz z tego, że my możemy uważać je za straszne.

Też żałuję, że nie ma punktów do biblioteki.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Nikt nie powiedział że musi być bajkowo. Ba nawet sam popełniłem szorta o tym traktującego pod tytułem Leprechaun. Stąd też od razu skojarzyłem motto.

A głosy mam nadzieję że niebawem się pojawią :)

Bemiku, wzruszyła mnie Twoja żałość. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Reg, jesteś niemożliwa. Ubawiłaś mnie.

I oczywiście dziękuję za punkcik wink

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

No to cieszę się ogromnie. ;D

Przeczytałam z przyjemnością, a nie wiem dlaczego nie kliknęłam… Wszak miejsce zacnych opowiadań jest w Bibliotece.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

nie odbieram opowiadanka jako horroru. to mroczny i psychologiczny opis separacji od matki, gdzie zarówno młodzieniec jak i matka są emocjonalnymi kalekami.

:)

ładniuchne.

ta, ten inny styl bemika pasi.

 

 

Ignorancja to cnota.

No, Katastrofie, zaskoczyłeś mnie. Dzięki.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Mroczna strona bemik powraca:) Zwykle wolę tę jaśniejszą, ale tym razem podobało się.

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Mrocz jest ze mną. Dzięki Alex. Próbuję, może coś się wreszcie uda. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Wolę Cię, bemik, w wydaniu mroczniejszym, zdecydowanie. Jest niepokojąco, brudno – fleur ładnie określiła klimat jako “zapleśniały” i coś w tym jest. Opisy bardzo działają na wyobraźnię, a sam pomysł na macki – sugestywny i nietypowy. 

Jedyne, do czego mogłabym się przyczepić, to końcówka. Dla mnie nieco zbyt niejasna i za bardzo odklejona od rzeczywistości w porównaniu z resztą brutalnie realistycznego tekstu. 

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Dziękuję, Gravel.  Z tym kończeniem, to niestety często mam problem. Cieszę się, że Ci się.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Betowalam, dobre :)

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

No i wskoczyło do Biblioteki :) Gratulację :)

A ja pamiętam jeszcze inny, taki nie-bemikowy tekst – Truskawki. Tyle, że historia Jurka wzbudziła więcej emocji. Chodzi mi po głowie i spokoju nie daje. Nie jest sympatyczna, miła, budzi dreszcze, a niejasne zakończenie, moim zdaniem (jak już wspominałam wcześniej), pasuje do klimatu tajemnicy tajemniczej pleśni. 

O warsztacie nie muszę się wypowiadać, bo jak zawsze jest na wysokim poziomie. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Truskawki to były o fantastach.pl (pamiętam, że marudziłam na moje białe falbanki ;-) ) czy coś innego?

Babska logika rządzi!

Nie, to było najpierw w Histerii, dość obrzydliwa wizja zemsty fatalnej femme fatale przy udziale truskawek.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

A, dzięki. Chyba wolę truskawki z naszego podwórka ogródka. ;-)

Babska logika rządzi!

Dzięki dziewczyny. Za wizytę i za kliki.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Cieszę się, Bemik :)

Prim "Corcoran" Chum

A mogę wiedzieć, co Cię cieszy?

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

całkiem zgrabne; opowieść o dorastaniu(?); “stęchlizna”; “pleśń”, myślę, że często “młode ptaki” w ten sposób moga myśleć o swoim gnieździe rodzinnym/stosunkach rodzinnych etc. itp.  

"Ora et Labora"

Dziękuję, Gradzielu.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Napisane spójnie i logicznie, aczkolwiek dreszcz mnie nie przeszedł. Bardziej czułem smutek, współczucie czytając ten tekst. A w mojej interpretacji ta dziwna pleśń to metafora, nawiązanie do obojętności matki, albo do alkoholizmu. Wbrew pozorom nie było mi żal matki tylko jej syna. Chłopak, którego życie obarczyło ciężkimi bagażami przykrych doświadczeń po prostu chciał uciec od przykrej codzienności. Może się bał, a może po prostu miał dosyć tego wszystkiego. Natomiast Sylwia to postać trochę pusta jak dla mnie, z jednej strony nic nie znacząca panienka do pieprzenia, a z drugiej dająca Jerzemu szczęście, zapomnienie od problemów, ale tylko poprzez seks. Ogólnie wrażenia pozytywne, nawet bardzo pozytywne.

 

 

Minimalizm i skurwysyństwo zachodzi wtedy, gdy dostajesz zupę w płaskim talerzu.

Samotny Wilku, dziękuję –  tym bardziej, że Twoja interpretacja jest jak najbardziej zgodna z moją!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Cymes. Mam tylko jeden problem: za mało tam smrodu, szczególnie w wilgotnym środowisku. W takich wypadkach trzeba sobie pomagać np. chłodziarkami sklepowymi, bo pokrywy są zazwyczaj szczelne, a czasami mrożonki trzyma się również w piwnicy. Poza tym propsy za świetną historię.

Mam obrazek w podobnym klimacie, który chciałbym sfabularyzować, ale się boję, że spieprzę, więc chętnie oddam w bardziej fachowe ręce. :)

"Białka były czerwone, a źrenice większe niż całe oczodoły"

Nie ma za co dziękować pani Barbaro, miło było przeczytać coś spokojnego, a za razem dobrego w przerwie od intryg i całego multum akcji w innych pozycjach. I cieszy mnie, że moja interpretacja była trafna.

Minimalizm i skurwysyństwo zachodzi wtedy, gdy dostajesz zupę w płaskim talerzu.

Dzikowy, dzięki. O co chodzi z tym obrazkiem?

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Spiszę wieczorkiem i zaproszę Cię do bety, to sobie ukradniesz.

"Białka były czerwone, a źrenice większe niż całe oczodoły"

OK

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Wiesz, bemik,  wpisałem się po prostu w ogolne trendy. Niektórym "przykro im"  inni się cieszą i nie omieszkują zamieszczać swoich radości lub przykrości pod tekstami :) 

 

Do sedna: cieszę z: tekst jest niezły,  choć jak to ty na chybcika,  jak to ty….  nie możesz się powstrzymać…  Szlag, dlaczego nie poznałem cię 20 40 lat wcześniej :D 

 No i po trzecie: tak marudziłaś z przystąpieniem do loży,  a to przecież, jak widać, +1,5 (półtora) do oceny :D

 

Prim "Corcoran" Chum

Prim Chumie, czterdzieści lat temu byłam jeszcze bardzo grzeczną i cnotliwą panienką i takie osobniki jak Ty napawały mnie przerażeniem.wink

Myślisz, że to lożowanie zapewnia mi + półtora? Ja sądzę, że to raczej mój nieodparty urok osobisty. I nie półtora, a co najmniej trzy na plusie yes

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

No zgodzę się: Urok: 0,99 Loża: 0,51 :)

Prim "Corcoran" Chum

Nie słuchasz mnie! Nie półtora, a plus trzy!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Prim, przeczytałem komentarze tu i w wątku piórek. Te teorie spiskowe robią się już nudne i przychodzi mi taka myśl: O!

;D

 

Weź coś napisz, bo potrafisz w ładnym stylu, chętnie przeczytam. :)

 

Wybacz, Bemik, za offtop.

Nie ma problemu, Blackburnie – widocznie Prim Chum musi, inaczej się udusi.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

No nie wiem, Blackburn. Sadząc po ilości uśmieszków mój komentarz nie wydał się BaBemik nudny :)

Dlaczego zdecydowałeś się decydować za Nią? :/

Prim "Corcoran" Chum

Nie za Nią. Było o “niektórych” i “innych”, i jakoś tak mnie poruszyło. Możliwe że niesłusznie, przez to można sądzić, że się naprzykrzam. No dobra.

Szlag, kolejny ksobny odbieracz :)

 

Prim "Corcoran" Chum

Aj tam. :)

O!

 

Jaka nieładna, wilgotna i zapleśniała historia ucieczki od nieszczęścia. Ucieczki tym bardziej bolesnej, że niedalekiej, dosłownie na krok, dwa, a urastającej w umęczonym chłopaku do rangi odkrycia Ameryki czy tez magellańskiego rejsu dookoła świata. Młody taki chłopak, nie otrzaskany, a już połamany w sobie, pokiereszowany przez rodziców, od których należało mu się wsparcie i fundament na dalsze życie, skoro mieli czelność powołać go na świat.

Sugestywne, ładnie napisane. tylko finał taki ciut zakałapućkany jak dla mnie, że ze trzy razy musiałem popatrzyć, by zdecydować się, czy to coś nadnaturalnego, czy rozkład zwykły, juz nie metaforyczny a faktyczny, czy tez jakaś brzydko pachnąca mieszanka obojga. Dla własnej spokojności wybrałem bramkę numer trzy ;-)

 

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

O!

Jakże się cieszę, że zajrzałeś. Dziękuję. 

Finał miał być właśnie taki – nie wiadomo, czy to wszystko realne, czy nie całkiem.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bemiku moja żona staje się (poprawka: jest) Twoją wierną czytelniczką, ja też z wielką przyjemnością czytam Twoje teksy, nawet takie horrorowate :D Jak zwykle świetne i idę zagłosować…

F.S

Dzięki serdeczne dla Was obojga.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Podobało mi się. Świetnie napisane, mnie ta wersja Bemik bardzo odpowiada. Opowiadanie trzyma w napięciu, chce się wiedzieć, co będzie dalej. Jednak należę do tych, których zakończenie rozczarowało. Matkę opisałaś fantastycznie, ale zabrakło mi czegoś, co by sprawiło, że Twoje wytłumaczenie (dla Finkli) mnie przekonało. Brakuje jakiegoś ogniwa – przynajmniej według mnie. Dlatego w finale jednak poczułam pewne rozczarowanie.

Scena seksu jak dla mnie trochę zbyt dosłowna, przez co klimat chwilowo siada. Ale to też takie Twoje. ;)

Dzięki, Ocho za wizytę. 

Scena seksu taka z rozmysłem, żeby było bardziej… odrażająco(?)

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

“Odrażający” klimat to robiły świetne opisy matki, a nie to, że ona krzyknęła, a on stęknął. ;)

Ale nie przejmuj się moim marudzeniem. Ja w ogóle mam problem z tak dosłownymi scenami seksu w literaturze. Wydają mi się jakoś mało ekscytujące.

Wydaje mi się, że nie było tu zbyt dużo dosłowności. Ale rozumiem Cię – każdy ma coś, co go wyjątkowo drażni w tekstach. Cieszę się za to, że opisy matki podeszły (o ile coś takiego może podchodzić wink)

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

czterdzieści lat temu byłam jeszcze bardzo grzeczną i cnotliwą panienką i takie osobniki jak Ty napawały mnie przerażeniem.wink

Ejjj, zupełnie niepotrzebnie, prawda? 

:P

Prim "Corcoran" Chum

Przeczytałam z przyjemnością, mimo tych wszystkich dość sugestywnych i paskudnych momentów. I niejasne zakończenie, jak dla mnie, idealnie pasuje do klimatu tekstu. Bardzo mi się podobało. :)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Prim Chumie – jak najbardziej potrzebnie. Intuicja mnie nie zawiodła.

Morigano, cieszę się ogromnie.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Podobała mi się Bemik w takim wydaniu :) Fajny kontrast pomiędzy wakacjami a mrocznymi scenami w domu. Opisy pleśni sugestywne, udało się zbudować specyficzny, niepokojący klimat. W pierwszej chwili nie byłam przekonana do zakończenia, ale ostatecznie jestem na całkiem mocne tak.

Super, cieszę się ogromnie, że Ci przypadło do gustu.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Też mi się podobało – szczególnie przedstawienie relacji między postaciami i oparcie właśnie na nich opowiadania i jego nadnaturalnych elementów. Winę za rozwój sytuacji znajduję po obu stronach, u syna i matki – postaci nie są jednowymiarowe.

"Czy sarny się tną, czy jeżozwierz, czy pancernik? Żadne zwierzę... w naturze." ~ J. K. Dębski

Każda interpretacja jest dobra – cieszę się, że tak to odczytałeś. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Miałem sporą dylemę, jak postąpić z tym tekstem. I teraz – kiedy już postąpiłem, jak postąpiłem – nadal ją mam. Bo całość fabularnie mnie generalnie nie przekonuje. A już na pewno nie straszy czy w jakiś sposób “robi klimat”. Matka zmienia się w – wybacz uproszczenie – warzywo, a protagonista-skończony-dupek – daje nogę i, powiedzmy, dupy. Brakuje mi też wyjaśnień. Skąd, co, jak, po kiego, dlaczego tęcza?

Z drugiej jednak strony mamy spójną (nie nielogiczną), a poprzez nacechowanie emocjami i pewien dramatyzm mocną opowieść, którą pisała be.mi.k. Warsztat w kropkę, styl świetny, kilka naprawdę pięknych zdań, spora przyjemność z lektury.

No i erotyka. Mnie się tu, jak mniemam, powszechnie uważa za naczelnego erotumana – może być, że w jakimś stopniu słusznie – a marka zobowiązuje. Dlatego pozwolę sobie stwierdzić, że erotyka – nie tylko scenki-ciupanki, ale całokształt zagadnienia; to bardzo mocna strona opowiadania. Zrobiła wrażenie.

Staram się nie negować tego, co nie jest złe – a ten tekst nie jest, bynajmniej – a co po prostu nie trafia do mnie. Dlatego zdecydowałem jak zdecydowałem. I musimy z tym żyć.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

 Przyznam, że czuję się lekko skołowana.

Skąd, co, jak, po kiego, dlaczego tęcza? – ano mój drogi z tego, że po drugiej stronie tęczy są marzenia. A Jerzy miał marzenia. I one się spełniły.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Porównania, jakie stosujesz wobec matki głównego bohatera są rzeczywiście trafione. Mój faworyt to:

Sine oblicze drgało ożywione śnieżeniem ekranu, jakby ktoś podłączył trupa do prądu

 

Zdanie, na którym trochę się zamyśliłem i uznałem za bardzo udane:

Gdy odszedł z dziewczyną dwa razy młodszą od siebie, nagle wszystko przestało być przydatne i smaczne.

Wydaje mi się, że przelewasz na papier dokładnie to, co chcesz wyrazić. Może to banalne stwierdzenie, ale nie każdy tak ma ;)

 

Jest taki moment w Twoim opowiadaniu, kiedy latarka Jerzego nagle odzyskuje sprawność i jest on wtedy w stanie wyzwolić się spod panowania macek. Tak właśnie zachowywali się wszelcy przedstawiciele sił ciemności, w horrorach starszej daty. Pstryknęło światełko i nagle dwutonowy obślizły stwór ucieka do kąta, żeby czasem nie pokazać się zbyt dużej ilości ludzi, albo żeby nie nadwerężać budżetu filmu objawiając się w pełnej krasie choćby na trzy sekundy. To oczywiście pół żartem, pół serio.

 

W Twoich tekstach jest dużo trafnych spostrzeżeń z zakresu psychologii. Dla mnie to duży atut całej Twojej twórczości.

Chociaż, ciągnąc ten wątek, nie podzielam Twojego optymizmu wobec głównego bohatera. Nie wiem, czy miałaś okazję oglądać taki amerykański film “Lektor" z 2008 r. z Kate Winslet i Ralfem Fiennesem. Jednym z głównych wątków jest przedwczesna relacja seksualna (bo romantyczną tego nie sposób nazwać) dojrzewającego chłopaka z dorosłą kobietą i niemożność zawiązania i utrzymania jakiejkolwiek innej zdrowej relacji później, nawet gdy chłopak jest już mężczyzną w średnim wieku.

 

Widzę, że dyskusja pod Twoim tekstem dotyczy kierunku Twojej Twórczości: macki versus piękno. To dylemat chyba każdego twórcy. "Piękne pisanie" jest szczytne, idealistyczne, ale macki pociągają i od czasu do czasu chce się wejść w ten obślizły, brudny świat…

Jeśli byłabyś w stanie przyjąć moja sugestię: Bemik, zostań po Jasnej Stronie Mocy ;)

 

Pod koniec czytania Twojego tekstu prawie się porzygałem, pięknie dziękuję.

Nimrod, Twoje stwierdzenie: 

Pod koniec czytania Twojego tekstu prawie się porzygałem, pięknie dziękuję.

to dla mnie naprawdę nagroda.

Po której stronie zostanę, jeszcze nie wiem. Próbuję swoich sił i po jednej i po drugiej. Trochę więcej wysiłku kosztuje mnie ta brudna strona, ale też mocno pociąga (jak każde zło). 

nie podzielam Twojego optymizmu wobec głównego bohatera. – tu nie ma optymizmu, Nimrodzie. Zdaję sobie sprawę, że po takich doświadczeniach nie ma szans na zdrowe relacje międzyludzkie.

Dzięki serdeczne za wizytę i za obszerny komentarz. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Nimrodzie, Ty to potrafisz prawić komplementy. ;-)

Babska logika rządzi!

Prawda? Też się tym zachwyciłam!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Za tymi słodyczami kryje się konstruktywna krytyka. Ale Bemiku, Finklo – myślę, że poznałem Was już na tyle, że mogę śmiało stwierdzić, że akurat Wam nie muszę tego tłumaczyć ;)

Oczywiście smiley

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Chyba już wszystko, co trzeba o tym tekście, powiedziano. Podobała mi się złożoność historii, przykuwające uwagę sceny, wyraziści bohaterowie. Ten tekst aż kipi uczuciami.

Jestem pod wrażeniem.

Cieszę się ogromnie, dzięki kam_mod!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Uffff, dobre to było.

Masz niesamowicie rozwinięty warsztat, językowo nie sposób Ci czegokolwiek zarzucić. Treściowo zresztą też, z małym wyjątkiem – marchewki, które rolnikom wybujały, a potem pożarła je pleśń, przyjęłam do wiadomości, a potem czekałam na nawiązanie do nich jak na tę słynną strzelbę Czechowa. Niestety do końca nie wiadomo, co spowodowało katastrofę ekologiczną – ta sama pleśń czy nie ta sama? I dlaczego właściwie?

Ok, czepiam się, a miałam tylko napisać, że bardzo mi się podobało :)

"Prędzej czy później cmentarze są pełne wszystkich". T. Pratchett "Panowie i damy"

Dzięki Merrin za wizytę.

A wiesz, z tymi marchewkami to tak jak w naturze – padało, było wilgotno, zeżarła pleśń. Generalnie chodziło mi o to, żeby nie było wiadomo, co wymyślił sobie Jurek, a co naprawdę się działo.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bemik, co za obrzydlistwo! Napisane świetnie, a ta plastyka aż wywołuje ciarki. Ja nawet nie piję z innymi ludźmi z jednego naczynia i nie lubię podawać ręki, a ty mi tu o smażalni, tłustości, pleśni, pocie, “wybuchaniu” w majtki, macaniu w ciemności, zgniłych zawartościach słojów… Teraz muszę wziąć prysznic!

Niemniej kawałek świetnej lektury i to kolejna pozycja, dzięki której cieszę się, że nadrabiam piórka. Bohaterowie są tak autentyczni, jakby byli ludźmi z sąsiedztwa. Jak zwykle opisujesz też doznania/przemyślenia, które miał/zna każdy, i ubierasz je w idealne słowa.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Naz, ale mnie ucieszyłaś tą opinią. Staram się odejść od bemikowego stereotypu (słodko i atłasowo), nie zawsze mi się to udaje, ale ciągle próbuję. Tym bardziej Twój komentarz mnie raduje. Dzięki!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Czytało się bardzo dobrze, ale w moim odczuciu to bardziej obraz niż opowiadanie. No ale tekst krótki, więc to raczej nie zarzut :) Spodobał mi się sposób ujęcia erotyki; poza tym stworzyłaś bohaterów nie budzących sympatii, lecz współczucie, a czasem odrazę – przez co są autentyczni, co bardzo lubię. Jednak zabrakło mi czegoś, czym mógłbym się zachwycić i nie potrafię określić, o co chodziło. Może przydałoby się trochę wyjaśnień… Ale przecież życie raczej nie daje się wyjaśniać. A jeśli chodzi o element fantastyczny to traktuję go jako metaforę. W każdym razie niezła lektura :)

Dzięki, Fun, to kolejna próba zmiany czegoś w moim stylu pisania i opisywania. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

W takim razie muszę kiedyś też zajrzeć do czegoś takiego typowo “bemikowego” ;)

Zapraszam!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Gorzko, oj, gorzko. I do tego jak wiarygodnie;) Nie jest to, co prawda, mój klimat, ale cieszę się,  że przeczytałam:) 

 

Świetny tytuł. I chociaż nie tego się po nim spodziewałam,  to i tak uważam,  że świetnie pasuje do całości :) A niektóre zdania – prawdziwe perełki;)

Nie wiem sam, co mi się marzy, jaka z gwiazd nade mną świeci - J.Kaczmarski

O, lenah, widzę, że grasujesz po moich tekstach. Cieszy mnie to ogromnie. Dziękuję Ci bardzo!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Wszystko dobrze, tylko zakończenie, IMO, niejasne, chociaż i tak całkiem niezłe.

 

Czy można wierzyć w jakość w świecie zdominowanym przez ilość?

Przeszukiwałem Twoje opowiadania, a tytuł z tęczą mnie przyciągnął, bo ostatnio rozmyślam o LSD.

 

Hm… doskonale opisałaś związek Jurka z Sylwią, czułem wręcz smak tego seksu. Naprawdę dobre.

 

Ale wątek macek, no cóż, według mnie miał większy potencjał. Według mnie zakończenie zbyt szybko atakuje, wręcz wdziera się gwałtownie – fajnie, jakbyś tekst może jeszcze nieco rozwlekła od momentu, jak matka-potwór zaczęła przemieniać się bardziej namacalnie :) 

Czy można wierzyć w jakość w świecie zdominowanym przez ilość?

Dzięki, Piotrze. To wszystko próby wyjścia z bemikowej szufladki. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Nowa Fantastyka