- Opowiadanie: c21h23no5.enazet - Zniknąć? Tego się nie robi wiedźmie

Zniknąć? Tego się nie robi wiedźmie

Zniknął ktoś ważny dla mnie. Dziękuję Blackburnowi za pierwszy kontakt z tekstem.

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Zniknąć? Tego się nie robi wiedźmie

Wiedźma była wyjątkowo szpetna, a w dodatku zalana niemal w trupa i zasmarkana. Każdy, do kogo podchodziła, cofał się z obrzydzeniem, klął i wzywał Boga.

– Mój kot! – łkała czarownica, potrząsając przerażonymi dziećmi, szarpiąc pijakami, czepiając się siat wleczonych do chałup przez baby. – Mój kot zaginął! Widzieliście mojego kota? Kocur czarny jak węgiel!

– Precz, czarci pomiocie! – Handlarz rybami splunął przed swój stragan. – Jak ja zobaczę twojego kota, kijem zatłukę! Nieraz mi towar podkradł, a żeby chociaż zeżarł, jak normalne zwierzę! Biedocie zanosił, bachory kurew karmił.

– A kto by wytrzymał z taką wstrętną dziadówą! – darła się nierządnica pod jarmarcznym burdelem. – Smród, że oczy łzami zachodzą! Nawet kot poszedł precz!

W stronę wiedźmy poleciały kamienie i przegniłe jabłka. Łkając i zataczając się, kobieta wsiadła na miotłę i odleciała z targu w stronę Czarciej Góry, gdzie obradowały jej kumotry. Wpadła w krąg czarownic i wyrżnęła zapuchniętą od płaczu twarzą w ziemię. Wiedźmy roześmiały się, ale podniosły nieszczęśnicę, dały do ręki napitek, zaklęciami opatrzyły facjatę i pozbyły się cieknących smarków.

– Co to się stało, Mahdo? Czego się mażesz jak ten chłystek, cośmy mu kuśkę zmniejszyły za wyzwiska?

– Kota nie ma, mojego kochanego Maurycego!

– Tośmy ci mówiły, że z kotem jak z chłopem. Jak mu dajesz samopas hasać, tak w końcu w inne sidła wpada.

– Nie można kota w domu więzić! – żachnęła się Mahda. – Polować lubi, swoimi ścieżkami chadzać…

– To i mu tym razem ścieżka nie po drodze z twoją chałupą była. A ten twój kocur i tak niewydarzony, myszy nie łapał, ptaków nie dusił… Psa sobie weź, dziś czasy niepewne dla wiedźm, pies domu upilnuje.

– Ja chcę mojego kota! – rozpaczała wiedźma. – Nie można tak o przyjacielu zapomnieć! A jak jemu krzywda się stała?

– Ano mogła, chudy był, byle co mu kark przetrąciło…

– Albo się migdali z jaką kicią, lepsza taka dla kota od starej wiedźmy! Ile razy ci już mówiłyśmy, że pchlarze wyszły z mody? A jaki kolor smętny, czarny! Wieśniaków zabawiać trza, jak przychodzą, a nie straszyć, interesy tedy lepiej idą. Idź z duchem czasu! Spójrz na Lucynę, papugę sobie sprawiła, paplać nauczyła… 

– Bzdury gadacie! Koty już was nie wybierają, boście się gnuśne zrobiły, butne i łase na głupstwa! A mnie Maurycy wybrał! Koty inny świat widzą, ten ciemny, ulotny, dziwów pełen i starej magii, a wy jeno piniądz dostrzegacie i cyrkowe sztuczki za niego czynicie!

Rozwścieczona Mahda rzuciła w ognisko butelkę z rumem. W niebo buchnął olbrzymi ogień, parząc zebrane baby, które poczęły kląć i zaklęciami się ratować. Zeźlona starucha znów wsiadła na dymiącą miotłę i zygzakiem udała się na posterunek strażniczy. Wpadła do izby i uwiesiła się na szyi dowódcy.

– Mój kot zaginął, musicie go szukać! W ropuchy was pozamieniam! Dzieciaki potruję! Z żon zrobię ladacznice!

Strażnicy roześmiali się gromko i wypchnęli ją za próg. 

– Toż każdemu wiadomo, że taka rozchlipana czarownica nawet czkawki zaklęciem nie wywoła! – ryknął dowódca. – Wstyd przynosisz swojej profesji! Pchlarzy to my z wioski gonimy, pewnie i twojego żeśmy nad rzekę zagonili i w nurt popchnęli! Idź nam lepiej ziół na potencję zaparz, bo się kończą, ino skończ smarkać przed tym, bo za gluty nie zapłacę.

Drzwi posterunku zatrzasnęły się. Wiedźma przestała płakać. Odetchnęła głęboko kilka razy, dosiadła miotły i wróciła do swojej chaty. Położyła się obok młodego, jurnego czarnoksiężnika, z którym od lat spółkowała, iluzją soczystych wdzięków mamiąc.

– Maurycego nie było, co? Lubił łazić za zjawami, pewno dał się złapać demonom. Ja znam te demony, oj znam… – mruczała cicho, pukając w ramię kochanka, który drzemał twarzą do ściany. Mag ocknął się i wściekł z miejsca.

– Nic, jeno o tym pchlarzu myślisz! Mikstury nieuwarzone, w obejściu nie zrobione, nikogo nie nastraszyłaś, jeno pośmiewisko z siebie robisz. I ze mnie! Kot z natury ma wszystkich w rzyci, z tobą włącznie. Idzie w cholerę i wraca albo nie! A do czego niby wiecznie miałby tu przychodzić? Mleko zwietrzałe, w chałupie trupem woni, tyś coraz mrukliwsza jest, nawet nóg nie rozkładasz tak często, jak kiedyś… Szmaciarza już długo nie ma, a ty odpuścić nie umiesz. Głupiaś jest! – Przewrócił się na drugi bok, w stronę wiedźmy. A że tego dnia nieodmieniona była czarodziejsko i pierwszy raz zoczył ją w prawdziwej postaci, wzdrygnął się, splunął, po czym wyszedł z chaty, żeby więcej nie wrócić.

Mahda zwinęła się w kłębek pod kocem, tak jak zwykł jej kocur. Nie działało żadne zaklęcie przywołujące, nigdzie nie mogła namierzyć Maurycego. W bezsilności wyszła do ludzi i gorzko pożałowała, że próbowała szukać pomocy u gawiedzi. Chciała już tylko sama zmienić się w kota, przestać czuć tę obrzydłą rozpacz i pójść w ślad za czteronożnym kamratem. Hen, w las za instynktem, nieprzywiązana do nikogo! Ale i tego nie była w stanie dokonać, zdjęta żalem niszczącym magię. Pozostała więc w swojej chacie, licząc, że kot wróci. I tylko czasem grzybiarze lub myśliwi widzieli ją przy chałupie, jak próbowała wygiąć zgarbiony grzbiet, sunęła na czworakach przez podwórko i miauczała przeraźliwie.

Koniec

Komentarze

Z lenistwa wkleję część komentarza z bety:

Mimo że to wiedźma, sympatię do niej poczułem. Cierpiała na utratę przyjaciela. Emocjonalny tekst, jak na mój odbiór. No i jakby drugie dno widać, choć nie wiem czy nie nadinterpretuję. Dobra, umiarkowana stylizacja. Jest klimat. Podoba mi się.

Gdyby nie przedmowa, to pewnie inaczej bym odebrała tekst, a tak widzę, że ma on pewien osobisty wydźwięk i cel. 

Rano, w drodze do pracy spotkałam sąsiada, który ze łzami w oczach powiedział, że jego psiak odszedł. Czymś się struł i po kilku godzinach zwierza już nie było. Najwyraźniej dzisiaj jestem skazana na współczucie z powodu tego typu strat. 

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Niestety, tym razem zniknął człowiek. Ale ma naturę kota.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

To tym bardziej ciężko mi znaleźć słowa stosownego komentarza.  

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Smutne, ale wiem że takie miało być.

Imię głównej bohaterki (Mahda) kojarzy mi się z jednym z bossów z Diablo (postać ta przewodziła Sabatowi bodaj w drugim akcie).

Przedmowę przeczytałam na koniec. Ale i bez tego tekst bardzo mnie poruszył. Przepiękne i jakieś takie bliskie sercu to opowiadanie.

 

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Tak to jest – wszyscy mówią, że to normalne, że tak musi być bo taka natura, ale jakoś człowiek się nie potrafi pogodzić… ciężko.

Bardzo mi się…

F.S.

Bardzo emocjonalne i niespodziewana, choć bardzo pasująca i przejmująca końcówka.

Cześć.

Fajne i udane.

Również oryginalne.

 

Dygresja: jeżeli komentarz zostawia “beta”, która przecież bardzo dobrze zna treść opowiadania, zaś tejże “bety” opinię autor tekstu również zna (mało tego, została ona wręcz skopiowana), to jaki jest cel zostawiania takiego zdublowanego komentarza?

Parafrazując wierszyk dla dzieci: “…koła adoracji rosną, że aż strach”.

Gdy wymyślę sygnaturkę, to się tu pojawi.

Również mi się podobało, również uważam, że bardzo emocjonalne. Końcówka zaskakująca. A i bez przedmowy całość wypada smutno. Pozdrawiam!

Piotrze, po to beta “kopiuje” komentarz lub jakąś jego część, aby inni czytelnicy też mogli się z nim zapoznać. Dlaczego beta nie mogłaby publicznie pokazać, że coś się jej podobało, lub do czegoś miała zastrzeżenia (nie tylko te pochlebne komentarze są dublowane publicznie), skoro robią to wszyscy inni czytelnicy? 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Dziękuję wszystkim za lekturę. Tekścik mi pomógł, coś odpuściło. A skoro czyta się dobrze, to warto było wrzucić :)

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

“Zalać się w trupa” – ha, brakowało mi wczoraj tego określenia w moim pisarskim słowniku :) Pożyczam!

Mój kot zginął! – “zaginął” jest mniej sugerujące

wyrżnęła zapuchniętą twarzą – zapuchniętą od płaczu (mam wrażenie, że to śmiały skrót)

Spójrz na Lucynę, papugę sobie sprawiła, paplać nauczyła… – spójrz na Snowa, kruka przygarnął rozpaplanego i od razu bestseller! ;)

iluzją soczystych wdzięków mamiąc. – przy tym miałem nieco dłuższą rozkminę, cóż znaczy, a potem, gdy zacząłem sobie wyobrażać…

Trochę smutne. W sensie taka żałość towarzyszy czytaniu. Też przerobiłem kocią niekończącą się ucieczkę, współczucie przychodzi (choć nie utożsamię się z wiedźmą ;) )

 

Sirinie, dzięki za poprawki. Też przeżyłam kilka kocich ucieczek. Ale tym razem to nie kot zaginął. 

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Osobiste wycieczki… Chyba muszę się przyzwyczaić, że piaskownica w końcu ogarnia wszystko.

Ech, dzieci. Musicie wiedzieć, że jestem dumny ze swojego nazwiska. A co Wam się stało, że sądzicie, iż szastanie nim sprawi mi przykrość albo Wam poprawi samopoczucie?

Koniec dygresji i dzisiejszych uwag o infantylności.

Post można usunąć, niczego nie wnosi.

Gdy wymyślę sygnaturkę, to się tu pojawi.

Przeczytałem komentarze dwukrotnie. Nie rozumiem, skąd mowa o nazwisku. Nie rozumiem też, o co pretensje do bety. Skoro autorka i tak widziała komentarz, to niesłychanie łatwo się domyślić, że jego wklejanie nie jest dla niej, nie jest po to, aby jeszcze ją połechtać.

PS. Post można, konto też, koniec dygresji. 

Najlepiej pisałoby się wczoraj, a i to tylko dlatego, że jutra może nie być.

Piotrze, ja nic nie mam do twojego komentarza. Blackburn chciał, żeby jego opinia była widoczna, ale rozumiem, że mogłeś to inaczej zinterpretować. Tyle, że to jest kolejny raz, kiedy Blackburn “obrywa” za to, że chce wyrazić, iż coś mu się podoba.

A ty, Kwisatz, po co się wtrącasz w dysputę i stajesz się nowym rozgrzebywaczem mrowiska, skoro nawet nie raczyłeś skomentować opka?! ;> Mogłeś chociaż napisać: nie smęć, Naz, czy cokolwiek. Stalkujesz tu tylko po to, żeby śledzić offtop! Wstydź się ;)

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Nie smęć Naz :)

Najlepiej pisałoby się wczoraj, a i to tylko dlatego, że jutra może nie być.

Przykro mi z powodu straty Mahdy… Mam nadzieję, że kobieta niebawem się podźwignie i wyczaruje coś bardzo wiedźmowatego.

Choć opowiadanko smutne, przeczytałam je z przyjemnością.

 

Wpa­dła do izby i uwie­si­ła na szyi do­wód­cy. – Co uwiesiła?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie chcę Cię smucić, ale robi się to, robi. Nie tylko wiedźmom. Czarodziejom także.

Trudno skomentować tak bardzo osobisty tekst.

Dobrze, że chociaż trochę sprawdza się jako terapia.

Trzymaj się.

Babska logika rządzi!

uczepiając się siat wleczonych – raczej czepiając się

Nie raz mi towar podkradł, – nieraz 

kumotry – wydaje mi się, że to odnosi się do rodzaju męskiego, więc tutaj raczej powinno być “kumy”

A mnie chyba za bardzo zaleciało wiedźmą z Wilżyńskiej Doliny autorstwa Brzezińskiej, bo jestem dość świeżo po lekturze. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Smutne i ładne.

Też moją uwagę zwróciły te “kumotry”, w ogóle do wiedźm, w sensie istot płci żeńskiej, nie pasując.

 

Przeczytałam ze smutkiem, bo sama mam koty – na szczęście niewychodzące – i wiem, że strata każdego czworonożnego przyjaciela wywołałby u mnie podobne reakcje, jak u wiedźmy. Do mnie jednak zakończenie jakoś nie przemówiło.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Kumotrów zostawiłabym w spokoju.

W pierwszej chwili też chciałam zaproponować kumy, ale to, że wiedźma znalazła się wśród koleżanek, nie wyklucza obecności męskich osobników, obradujących na Czarciej Górze. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję kolejnym użytkownikom za odwiedziny, lekturę i poprawki. Bemik, Jagódka to by tak nie rozpaczała. Z lepszej gliny była ulepiona. Moja jest niewydarzona i słaba.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Choć historia (wbrew iluzją przykrytym pozorom) zwykła i codzienna, napisane przekonująco, obrazowo, choć oszczędnie, i technicznie niemal bez zarzutu.

Wpadła do izby i uwiesiła na szyi dowódcy

Miałem wątpliwości czy to zdanie jest rzeczywiście poprawne, wiem, że jest takie, by usunąć się występujące w poprzednim zdaniu, ale hmm… brzmi dziwnie, jakby na tej szyi coś uwiesiła. Jednak ja się nie znam.

Już, już poprawiam, Reg o tym wspominała. Mam coś popsute, strasznie tnie mi się strona, jak edytuję opowiadania, do poprawek muszę zmieniać przeglądarkę.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Ładne, choć smutne. Przeczytałam z przyjemnością. Klep

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Ciężko jest komentować tekst, który powstał ewidentnie w ramach autoterapii. Zresztą w takim przypadku zadowolenie czytelników nie jest chyba najważniejsze. Najbardziej liczy się to, czy tekst spełnił swoją rolę. A to już nie nam oceniać. 

Patrząc na szort nie przez pryzmat genezy jego powstania, ale jak na “zwykłe” dzieło, powiedziałabym, że jest ładnie napisany i budzi jakieś emocje. Bardzo dobra końcówka. Ale, imo, to raczej krótki obrazek z życia niż pełnoprawne opowiadanie. Chociaż z drugiej strony rozumiem zamysł autorki.

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Dziękuję za kolejne odwiedziny, lekturę i opinie. Opko pomogło, jak było kiepsko. Teraz jest nijako. Boję się napisać coś nowego, żeby nie było nijakie.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Wiesz, to, że jedno opko pomogło, nie oznacza, że jak było kiepsko, to i opko wyszło kiepskie.

Babska logika rządzi!

– Ano mogła, chudy był, byle co mu kark przetrąciło…

To zdanie mi zgrzytnęło – jeżeli to przypuszczenie, przydałoby się jedno słówko więcej, z którego wynikałoby, że to przypuszczenie.

 

A w ogóle, to ładnie, zgrabnie, z uczuciem i niebanalnie. Nigdy nie miałem kota, a dobrze mi się czytało.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Eleganckie, Nazulko.

Niby nic wielkiego, prosta opowiastka, a jednak ma w sobie głębię i potrafiła wzbudzić emocje.

Przypomniało mi psa mego zmarłego dziadka, który po śmierci ukochanego właściciela uciekł z domu, pozostawiając babcię samą…

Przez długi czas nikt nie mógł go znaleźć, by później okazało się… że siedział przy grobie dziadka. I nie chciał stamtąd odejść.

Cholera wie jak trafił, skąd wiedział…

 

Współczuję, zarazem pełen wiary, że czas wyleczy(ł) rany i jedynie spojrzenie na bliznę przypomina o tragedii, przywraca cień bólu… Jednak wszystko to, wierzę święcie, pozostanie zatartym nieco wspomnieniem, pozwoli na nowo odnaleźć spokój ducha.

:)

 

 

(Na stempel jakości tekścik jak najbardziej zasługuje, ale skoro jest osobistą terapią… Chyba nie ma sensu szczególnie mocno go promować ;) )

"Piwo usypia pamięć, brandy budzi ją z drętwoty, najlepsze jest wino na serca tęsknoty!"

A co tu roztrząsać…

Emotkiem polecę: sad, i kliknę.

 

A z konkretnych uwag, to brakuje mi tu jakiegoś stempla, co by tę osobistą historię konkretnie przypieczętował czytelnikowi.

 

Sith Happens!

Dzięki za odwiedziny, kliki, uwagi, historie z życia wzięte. O tak, pies potrafi być absolutnie wierny i uzależniony od człowieka.

 

Czasem każdemu się ulewa. A jak się ulewa, istnieje niebezpieczeństwo, że nie będzie to idealnie rozegrane. 

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Podobało mi się. Opowiadanie ma swój klimat od początku do końca. I stylizację na równym poziomie. Pewnie, że akcji w nim nie ma, ale nie o to w takim tekście chodzi. Przekaz jest niezwykle emocjonalny, a i parę spraw wartych zadumy można tam znaleźć. Innymi słowy dokładam się do Zaltha i posyłam do biblioteki ;-D

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

A ja? ;(

Też chciałem kliknąć :'(

"Piwo usypia pamięć, brandy budzi ją z drętwoty, najlepsze jest wino na serca tęsknoty!"

Strasznie smutne opowiadanie o prawdziwej przyjaźni. Strasznie mi się tej wiedźmy żal zrobiło, każdy ją odrzucał, krytykował, ale nikt nie wyciągnął ręki. Smutny jest też powód powstania tekstu…

Minimalizm i skurwysyństwo zachodzi wtedy, gdy dostajesz zupę w płaskim talerzu.

Nie przekonałoby mnie, gdyby nie ostatni akapit. Reszta tekstu wydaje się momentami groteskowa. I chyba dzięki temu końcówka wypada aż tak dobrze. Czuję, że już zetknąłem się z takim rodzajem kulminacji, ale nie wiem jak to dobrze opisać. Bo tak: cały tekst jest pełen wydarzeń, gonitwy, krzyku i dialogów. Czyli intensywnie. A końcówka – odwrotnie. To obraz, szept, uczucie. Jeszcze inne zobrazowanie: cały tekst jest pełen ognia, a końcówka to popiół. I ten popiół trafia w sedno.  Nie wiem, czy zrobiłaś to świadomie i czy jest to jakieś “opatentowane” zagranie, ale mam mocne wrażenie, że gdzieś już coś takiego widziałem. Próbuję sobie przypomnieć gdzie. Bo dobre to. 

Wilku, funthesystem, miło mi, że zawitaliście. Przy okazji spóźnione podziękowania dla KPiacha!

 

funthesystem, chyba nieświadomie to zrobiłam. Próbowałam opisać, jak się miotałam, szukałam pomocy, a potem zrezygnowałam. Jak sobie przypomnisz, o co chodzi, daj znać :)

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Przedmowa zapowiadała, że nie będzie wesoło.

 

Ja również odczułam sympatię do wiedźmy i aż żal, że wszystko się tak potoczyło. :(

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Nowa Fantastyka
Patronujemy