- Opowiadanie: Nevaz - Śmierć wyprzedana, ale mamy jeszcze kraba

Śmierć wyprzedana, ale mamy jeszcze kraba

Gdybyście siedząc w restauracji mogli złożyć dowolne zamówienie, to czego byście sobie zażyczyli?

 

Dziękuję Skonecznemu i Naz za rzut okiem, a Loli i Morgianie za konkurs, który był nie lada wyzwaniem  : )

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Śmierć wyprzedana, ale mamy jeszcze kraba

Trudno powiedzieć, czy mężczyzna z bródką z kształtu kozią, a z koloru kruczą, był wysokim gnomem, czy nader niskim człowiekiem. Prowadził cię ulicami Zamarzonego Miasta. Usta mu się nie zamykały, ciągle mówił do ciebie bardzo tajemniczym tonem i gestykulował pulchnymi palcami. Jego monologi zapisano kursywą.

Wspominałem już, że twoje odwiedziny to dla mnie wielki zaszczyt? Dlatego postanowiłem pokazać ci to miejsce.

Lukrowany tort z marmuru? Masz ciekawe skojarzenia. Budowniczy rzeczywiście mógł myśleć o jedzeniu… W końcu to rotunda Pałacu Gourmet! Najcudowniejszy przybytek sztuki gastronomicznej w Międzyświecie. Kuchnia, świątynia i teatr w jednym. Kiedy mówię „sztuki gastronomicznej”, mówię całkiem poważnie. To, co z artyzmem tworzy szef kuchni – Maître Télesphore, zawsze odnosi się do żołądka, choć nie zawsze dociera do niego przełykiem. Naiwni poeci zachwycają się sercem. Nonsens! Przecież serce to zwykła pompka. To żołądek trawi.  

Chodź za mną i nie bój się. Maszkarony w spiżowych wrotach nie gryzą. Jeżeli nie znajdzie się dla nas wolny stolik, akolita położy palec na ustach. Odmowa nakarmienia gości zbezcześciłaby jego wargi.

Dopisało nam szczęście, dziś służbę pełni Ambroise. Może nie jesteśmy bliskimi przyjaciółmi, ale z czystym sumieniem mógłbym nazwać go dobrym znajomym.

Wiedziałem, że stary Ambroise nie zawiedzie. Stolik na trzecim piętrze! Będziemy jak ubita śmietanka na filiżance kawy. Teraz musimy jeszcze tylko nałożyć fartuchy. Skąd ten uśmiech? Zapewniam cię, że się nam przydadzą. Biel symbolizuje niewinność, w ten sposób unikniemy splamienia się. Nie, nie przejęzyczyłem się. Wino mogłoby zabrudzić twoje szaty, ale na nas czekają trunki wytrawniejsze niż wino.

Tak, trzecie piętro. Ale za czym się rozglądasz? Wybacz moje rozbawienie, u Télesphora nie używa się schodów. Ktoś inny pomoże nam dostać się na górę. Piękne są, nieprawdaż? Kochałbym to miejsce dla samego widoku złotych skrzydeł cherubii w locie.

Jesteśmy. Rozsiądź się wygodnie. Krzesłokrzew będzie masował twoje plecy i ramiona w trakcie posiłku. Menażerią sztućców w ogóle się nie przejmuj. Każdy ma swoje przeznaczenie, podobnie jak ludzie, zwierzęta i rośliny. Jesteś istotą potężniejszą od widelca, więc możesz zmienić jego los, tak jak bogowie zmieniają nasz. A jeśli odpowiednio stanowczo spojrzysz na łyżkę, naturalnie ugnie się pod twoją wolą. Bogowie… Cicho! Wiesz, kto siedzi w loży? To stary Fatvos! Kiedyś był największym bóstwem po tej stronie Przejścia! Nic nie mów. Jeszcze nas zauważy.

 

***

Srebrzystogrzywy bóg potarł nos mankietem purpury. Ponieważ był istotą wyższą, nigdy nie ciekło mu ze świątobliwej kichawy, ale już czubek nosa kiedy niekiedy zaswędział. Tego dnia transcendentna nuda wyjątkowo mocno dawała się Fatvosowi we znaki, więc zaprosił na obiad dwóch śmiertelników: filozofa Palpadesa Złotobrodego i kronikarza Aravaxa Łysego. Trzej starsi panowie właśnie słuchali Menni, niewielkich, żółtych istot o gąbczastej budowie i muszelkowatych ustach. Maître Télesphore nie zatrudniał ich dla pięknego wyglądu, lecz z powodu słodkich głosów, którymi wprawnie recytowały kartę dań:

– Zemsta: na zimno i na gorąco w sosie pieprznym. Zwierzęta z chińskiej encyklopedii w sosie własnym. Grzanki z roztopionego lodu. Nadzieja w piekle, w posypce z gwiezdnego pyłu. Bezy de luxe ze złotych jaj. Wata cukrowa z burzowych chmur. Kurczę pieczone piorunem. Młody ser dojrzewający w dymie z fajek waszych ojców. Paszteciki z żartem. Żelki, takie jak wy. Z przystawek proponujemy listy skazańców na skórkach od chleba i galaretkę z czary goryczy w zalewie z dżinem. Napoimy was fantazją albo wy użyjcie fantazji, aby zamówić napoje.

Fatvos wysłuchał wszystkich propozycji nieporuszony. Palpades i Aravax przeciwnie, byli wyraźnie zaskoczeni i wycierali pocące się dłonie w fartuchy. Obaj cieszyli się renomą wieloświatowców. Nigdy wcześniej nie zawędrowali jednak do Krain Nawiecznych, a sława Pałacu Gourmet nie miała okazji wślizgnąć im się do uszu. Bóg losu porwał uczonych mężów wprost znad pergaminów, nie dając chwili czasu na przygotowanie.

– Co oznacza, że możemy zamówić tu zemstę, wasza boskość? – zapytał Palpades, śmiały i niestroniący od trudnych tematów.

Fatvos zmrużył oczy, jak gdyby oczekiwał ciekawszego pytania.

– Zemsta to odwet za doznaną krzywdę.

– W istocie, ale za jaką krzywdę i na kim? – indagował filozof, plotąc kosmyki połyskliwej brody.  

– Zależy, kto składa zamówienie.

– Mogliby zaserwować mi odwet na profesorze Jorgolcie, za nieprzyjęcie moich prac do skryptorium akademii? – Głos uczonego brzmiał bardziej rzeczowo niż emotywnie.

– Jeśli właśnie ten smak tańczy ci na końcu języka, Palpadesie…

– Więc jak wyglądałaby porcja… zemsty?

– Może jak fiolka ze srebrnym płynem, a może jak profesor Jorgolt z czerwonym jabłuszkiem w zębach.

– Skąd wzięliby profesora Jorgolta?

– To już pytanie do szefa kuchni – odparł Fatvos. 

– Czyli Maître Télesphore jest bogiem? – upewnił się kronikarz Aravax.

– Gorzej. Jest kucharzem.

W tym momencie do stolika nadciągnął kapłan posiłku, postawny mąż o etiopskich rysach, odziany w bufiaste szaty z czarnego muślinu, z ciasnymi, złotymi mankietami.

– Czy szanowni panowie zadecydowali już o losach swojego zamówienia?

– Ile kosztuje kurczę? – zapytał Aravax, pozorując obojętność. Menni nie wyśpiewały cen.

– Dzisiaj ja was zapraszam do stołu – szepnął Fatvos, na tyle głośno, by ciemnoskóry taktownie nie odpowiedział na zadane pytanie.

– Poproszę żelki takie jak ja! – oznajmił elastyczny Palpades.

– A macie zwykłą, czarną herbatę, prawda? – spytał lekko zawstydzony kronikarz.

– Znajdzie się – przytaknął muślinowy hierofant.

– Herbata. Szlachetny napar – skomentował Fatvos. – Osobiście wolałbym jednak coś bardziej wyjątkowego. Jak się nazywa to zjawisko, które kończy cielesną egzystencję śmiertelników?

– Śmierć? – podpowiedział Aravax. – Przynajmniej tak sugeruje nazwa.

– Właśnie! – ucieszył się Fatvos. – Poproszę śmierć, raz. Chyba znajdzie się w karcie dań dla nadzwyczajnych gości?

– Nie mogę obiecać. Wczoraj w porze podwieczorku jeszcze ją mieliśmy, ale na kolację dwie grupy zeszły się, żeby świętować jubileusze: bankierzy i rewolucjoniści. Jedni i drudzy chcieli sobie przypomnieć smak śmierci.  

Ostatecznie bóg losu poczynił jeszcze kilka zamówień, aby sprawdzić wytrzymałość nóg stołu na obciążenie frykasami i rarytasami. Czarny położył na stole klepsydrę i z namaszczeniem oznajmił: 

– Zanim przesypią się ziarnka piasku, przyniosę panom trzy wyśmienite obiady.

Fatvos chrząknął niedyskretnie i syknął:

– Jeśli koło fortuny nie zatrzymało się na trzynastce, to wciąż jestem bogiem. 

– Proszę wybaczyć moją impertynencję, wasza wiekuistość. Dwa obiady i jedną obiatę.

 

***

Z korytarza rozległo się beznamiętne:

– Bark, stolik numer trzynaście na trzecim piętrze.

Oceaniczny Krab westchnął, jeszcze raz spojrzał w lustro i odłożył tomik Nietzschego na wysłużony taboret. Poprawił ułożenie kamizelki. Notyrt, atletyczny tryton, dzielący z Barkiem garderobę, wychylił się z beczki na kółkach i zagadnął:

– Dziś znowu bez animuszu?

– To nie tak… – Krab uśmiechnął się nieznacznie, choć ze szczerą sympatią. 

– Znowu martwisz się o żonę i dzieciaki?

Bark pokiwał głową i wytłumaczył:

– Dziś Helena znowu pracuje wieczorem, a ja nie wiem, czy zdążę na motylolot przed czwartą, żeby odebrać dzieci ze szkoły. Powinienem znaleźć pracę gdzieś bliżej… tylko kto dziś zatrudni gadającego kraba krasomówcę?

– Gdybym mógł, w tej chwili poszedłbym założyć gildię skorupiaków i zrobił cię jej naczelnikiem, przyjacielu…

– Ale nie masz nóg, więc nie możesz nigdzie pójść – dokończył Bark. – To twój stary tekst, Notyrt. Mimo wszystko, dzięki. Ja mam dziesięć nóg i jak widzisz nie zaszedłem w życiu dalej niż na stanowisko dodatkowej atrakcji dla tych, którzy nie mogą strawić swojej porcji deseru. I powoli kończą mi się pomysły na monologi.

 – Nie przesadzaj, na pewno masz jeszcze coś w zanadrzu. Nigdy nie zapomnę twoich gagów z „Krabiego Drakuli”, albo „Wyciągnijcie go z wody, bo zrobił się cały czerwony”… Wiesz… kilka razy słuchałem, jak mówisz bardziej na poważnie i mocno dałeś mi do myślenia. – Tryton zawiesił głos i zadumał się, a potem dodał: – Ciekawe, czy twoje dzieci też mają taką gadkę.

– Robert nie jest przesadnie elokwentny, ale umie przekonywać innych do swoich racji. Jesienią zapisaliśmy go na boks, okazało się, że pancerz bardzo pomaga chłopcu na ringu.

– A Klaudia?

– Też raczej nie zostanie mówczynią. Marzy o zawodzie fryzjerki. – Głos Barka wyraźnie się ożywił, ale zaraz znów przygasł: – A ja się martwię, że w naszym mieście ludzie wciąż mogą mieć opory przed strzyżeniem u krabki.

– To się nie martw. Basta już, bo mi woda wysycha od twojego biadolenia. Lepiej skup się na tu i teraz.

– No tak, przecież zawsze mogłoby być gorzej. 

 

***

– Szanowni panowie, mam na imię Bark, jestem krabem i przychodzę dziś do was jako krasomówca. W krótkim wystąpieniu chciałbym przybliżyć wam filozoficzne podstawy cynizmu.

– A to ciekawe – zainteresował się Palpades.

– Cóż w tym ciekawego? – spytał Fatvos. – Można sobie w książkach przeczytać.

– A o czym wolałbyś porozmawiać, wasza boskość? – odrzekł Aravax, masując łysinę.

– O czymś, co rzeczywiście nas wszystkich nurtuje.

– Jaki jest sens życia? – zasugerował Palpades.

– To proste: drzewo – powiedział krótko bóg.

– Cudowna metafora – zgodził się krab.

– A kto powiedział, że to metafora? Trzeba znaleźć drzewo życia i zjeść jego korzeń. Szczęśliwiec wygrywa pierwszy etap egzystencji i osiąga wieczną nieśmiertelność. Tylko że wtedy, widzicie, pozostaje bez rozstrzygnięcia jeszcze jedna arcyważna kwestia… Jaki jest sens wieczności? Zgaduję, że na to pytanie żaden z was nie odpowie…

– W historii można dopatrzeć się pewnych prawidłowości – zaczął Aravax, ale Fatvos przerwał mu ruchem dłoni.

– Nastroiłem się już na trawienie śmierci. I co? Kapłan stołu ma czelność podejść do mnie i powiedzieć „śmierć wyprzedana, ale mamy jeszcze kraba”. Niedoczekanie. Oczekuję, że staniesz na wysokości zadania, krabie, i zaoferujesz mi to, na co miałem ochotę.

– Mogę wygłosić prelekcję o tradycjach pochówkowych, albo komparatystyczny wykład o poglądach na życie pozagrobowe. Proponuję również recytację cmentarnej poezji…

– Słowa, słowa, słowa… Tym się nie nasycę. Chcę zobaczyć, jak prezentujesz prawdziwą śmierć.

– Dziękuję za zaufanie, które boski pan we mnie pokłada, ale moją rolą jest opowiadanie, a nie demonstracje.

 – A spójrz na swój kontrakt. Ostatni punkt. Czarno na białym. – Bóg wyjął z kieszeni rulon pergaminu i wręczył go krabowi, który nie miał nawet czasu się zastanowić, skąd wziął się tam dokument.

 – „Spełniać wszelkie życzenia klientów” – przeczytał Bark. – No dobrze. Nie studiowałem prawa, ale wydaje mi się, że nie można tego odczytywać tak dosłownie!

– A ja jestem klientem i właśnie tak życzę sobie to odczytywać. Klient twój bóg, krabie.  

Kronikarz Aravax obserwował błyskawice skaczące pod powiekami Fatvosa, a Palpades odczytał wiadomość skazańca, na skórce od chleba: „koham cie mama wrzystko sie ułorzy”. Po plecach przeszedł mu dreszcz.

 

***

Biedny krab, biedny krab! W złym miejscu o złym czasie! Nie patrz się w stronę boga losu, bo i nas zaprosi do stolika. Ukrój sobie jeszcze nadziei.

 

***

Palpades wpatrywał się w swoją żelkową podobiznę, a Aravax przez słomkę wysysał dżina z galaretki. Światli mężowie w białych fartuchach nie zdecydowali się stanąć w obronie życia. Zniecierpliwiony Fatvos bezgłośnie bębnił palcami w blat stołu, jakby wybijał takt egzekucyjnego werbla. Bark zrozumiał, że to nie przelewki. Postanowił sięgnąć po swój największy talent i wybrnąć z kłopotów mądrym słowem:

– O, wasza boskość. Chciałbyś zobaczyć prawdziwą śmierć?

– A powiedziałem coś niewyraźnie? Chcę poczuć emocje śmiertelnika, który jej doświadcza. Nie interesują mnie doznania ofiary pozbawianej życia. Zdarzyło mi się kończyć czyjąś egzystencję. Pot. Drżenie. Turlanie się w dywanie wspomnień albo pustka i nicość. Chcę żebyś to ty odebrał dziś życie, krabie. Ja będę obserwował i chłonął uczucia mocą boskiej empatii.

– Odebrał… czyje życie? – Bark starał się uniknąć drżenia głosu.

– Bez znaczenia.

W powietrzu przeleciała mucha. Krab złapał ją ostrożnie za błyszczący odwłok i przytrzymał w delikatnym uścisku szczypiec.  

– Możesz zabić choćby tę muchę – podpowiedział Fatvos.

Krab zadumał się. Nieraz zabijał owady. Zacisnąłby szczypce i może despotyczny demiurg dałby mu spokój. A jednak coś pod czerwonopomarańczowym pancerzem buntowało się przeciw takiemu rozwiązaniu. Poddanie choćby małego skrawka rzeczywistości bezdusznym kaprysom potężniejszego bytu gwałciło zasady, w które krab wierzył.

– Nie mogę pozbawić życia dla samego kaprysu klienta – stwierdził sucho.

– Przecież zabijacie tu codziennie setki stworzeń, żeby podać je na talerzu – zauważył bóg.

– A chciałbyś, żeby ta mucha znalazła się na twoim talerzu, o czcigodny?

– Mucha? A wyglądam na żabę?

– W takim razie nie zabiję.

– Doskonale. – Fatvos skrzywił się leciutko. – Wiesz co, krabie? Zabij sam siebie, a zaręczam, że cię skonsumuję. Nawet sięgnę po odpowiedni widelec.

– Ciekawy pomysł – odparł Bark. – Ale nawet, jeśli się zabiję, to ty i tak nic z tego nie pojmiesz, wasza boskość.

– Co?! Ja, bóstwo srebrnej klasy, niemal wszechmogący i wszechwiedzący Fatvos mam nie pojąć postępku zwykłego skorupiaka? Litości…

– Abstrakcja do granic surrealizmu – podsumował krab, kiwając czułkami.

– Proszę? – zdziwił się bóg.

– Wasza boskość, krab może mieć rację. To, co dla nas jest surrealne, dla ciebie nie musi… i odwrotnie – włączył się Palpades.

– Otóż to! – podchwycił krab. – Dla ciebie, o Fatvosie, granice możliwości są jak krawędzie między dwoma płytkami podłogowej mozaiki. Stąpając na co dzień po pałacu boskiej egzystencji, nawet ich nie zauważasz. Dla nas byłoby surrealistyczne, gdyby do tamtego stolika przysiadła się kobieta z głową żyrafy, pijąca czas przez wahadło małego, nakręcanego zegara.

– Przy tamtym stoliku? Ale siorbie… – Bóg zachichotał, a przy wskazanym stoliku oczywiście pojawiła się wspomniana dama.

– Albo mężczyzna karmiony łyżkami zielonego groszku przez swoje lustrzane odbicie – Aravax też postanowił być kreatywny.

– Nikt nie poddaje w wątpliwość twoich możliwości, potężny Fatvosie. Ale sam musisz przyznać, że dla ciebie najbardziej surrealistyczna jest śmierć.

Bóg po raz pierwszy tego dnia uniósł grube brwi z zainteresowaniem:

– Co proponujesz, żeby ocalić swoją skorupę i zaspokoić mój apetyt?

– Żebyś nauczył się czegoś o śmierci i o śmiertelnikach. Proponuję natychmiastową zamianę miejsc. Chyba jesteś władny uczynić coś takiego?  

Zamrugały srebrne gwiazdeczki.  

– Oczywiście – odparł Fatvos, już w ciele kraba.

Bark w postaci boga wyciągnął zza pazuchy stufuntowy worek złota i gruchnął nim o stół:

– Dla wszystkich spirytus! A resztę kruszcu na napiwek!

– Długo jeszcze będę czekał na moją iluminację? – przypomniała o sobie czerwona inkarnacja bóstwa, próbując przekrzyczeć wiwaty na swoją cześć. Cherubie przelatywały ponad stolikami, bombardując naczynia strumieniami destylatu. 

Krab-bóg nic nie odpowiedział. Wyciągnął tylko spod siedzenia ogromny sekator, zbliżył się i jednym ruchem odciął skorupiakowi nogę.

– Kurwa mać, zwyrodnialcu! – zaklął szpetnie bóg-krab. – Jak mogłeś zadać mi tak niewyobrażalny ból?

– Niewyobrażalny? Teraz chyba możesz go już sobie wyobrazić? – odrzekł krab-bóg.

Palpades i Aravax stuknęli się szklanicami ze spirytusem, powoli analizując sytuację i dezynfekując rzeczywistość.

Srebrne gwiazdeczki zamrugały ponownie.  

– Rany boskie, przecież nie masz nogi! Poczekaj… uzdrowię cię. – Głos Fatvosa wciąż był roztrzęsiony na myśl o ruchomych ostrzach.  

– Obejdzie się. Może bogiem nie jestem, ale potrafię zregenerować utraconą kończynę.

Zawstydzony Fatvos zamilkł. Kronikarz Aravax wszystko skrzętnie zanotował, a filozof Palpades wsunął krabowi w szczypce glinianą tabliczkę z adresem swojej świątyni dumania. Krasomówca ukłonił się i odszedł w stronę kuchni. Powstrzymał go krzyk boga:

– Czemu zamieniłeś nas ponownie?

– Bałem się, że zaczniesz dobierać się do mojej żony. W pewnych aspektach nie mogłaby mnie odróżnić od boga i nie mogę jej za to winić. Moje uszanowanie, panowie.

Krab wesoło zastrzygł szczypcami. Od tego momentu zaczął czerpać prawdziwą radość ze swojego skromnego życia. A szef kuchni, który wszystko obserwował z ukrycia, powinszował Barkowi ocalenia skorupy i w dowód uznania podarował dla jego żony, Heleny, butelkę lodowego wina.  

 

***

Sprytny krab. Tak zagrać bogu losu na nosie… Ciszej, bo jeszcze nas usłyszy! Gdybyś chciał, mogę powiesić mój szklany ekran obok obrazu z karawaną, na lewo od tego ze statkiem z żaglami z motyli. Jeżeli poczujesz głód czegoś nowego, wystarczy, że sięgniesz przez swój szklany ekran, prosto do pałacu mistrza Télesphora. Na mnie niestety już czas! Dziękuję za wyśmienity obiad.

Mężczyzna z bródką chwycił świecę oburącz, syknął i uleciał z jej dymem.

Kompan cię opuścił, a do stolika zbliża się czarny kapłan stołu. Uśmiecha się grzecznie i zwraca się wprost do ciebie:

– Mam nadzieję, że smakowało. Płatność będzie w złocie, czy prawem niespodzianki? A może zapłacisz tym, co chowasz w kieszeni?

 

 

Koniec

Komentarze

Niezły opis restauracji i popis fantazji przy wymyślaniu dań. Aż zgłodniałam. Ujął mnie żarcik z obiadem i obiatą. ;-) No i filozofii i okazji do refleksji nie brakło.

Misie.

Babska logika rządzi!

Wykwintnie absurdalny posiłek, wysublimowany, znakomicie przyprawiony i szalenie wytwornie podany. ;-)

 

Za­pew­niam Cię, że się nam przy­da­dzą. – Literówka.

 

– Jeśli koło for­tu­ny nie za­trzy­ma­ło się na trzy­na­st­ce, to wciąż je­stem bo­giem. - – Po kropce przyplątał się dywiz.

 

– No tak, prze­cież za­wsze mogło by być go­rzej.– No tak, prze­cież za­wsze mogłoby być go­rzej.

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję, cieszę się, że Wam smakowało.  

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Listy skazańców na skórkach od chleba! Piękne! :-)

 

Ujął  mnie Pałac Gourmet, całkowicie . I surrealistycznym pomysłem i starą jak wczorajsze pieczywo historią śmiertelnika sprytnie grajacemu Bogu na nosie. Nie wspominając o cwanym przewodniku, który wie kiedy i jak być i nie być. :-(

 

Mi się  bardzo!

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Dzięki, Fiszu. 

Fajnie, że spodobał Ci się przewodnik – długo zastanawiałem się, czy to udana klamra, ale pisanie zacząłem właśnie od tego fragmentu. 

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Przeczytałem, ale chyba się zgubiłem. Wiem, nie ma czym się chwalić. Ufam bardziej doświadczonym, że jest bardzo dobrze. ;-)

Blackburn, to zupełnie jak ja ;) Bardzo przyjemnie płynęło się przez opowiadanie, ma swoje smaki, jest inteligentne i, można powiedzieć, wykwintne. Puenta ze starciem kraba i boga zrozumiała, ale poza tym podział na różnie części zbił mnie z tropu i pozostałam z poczuciem, że niewiele rozumiem z całości oraz z motywu, który kierował autorem.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Tak, masz rację, że opowiadanie ma swoje smaczki. Ciekawy pomysł na trudny tytuł. I tu jestem pełen podziwu. Może po prostu w gust nie trafiło i nie przemówiło, przez co zbiło nas z tropu. Ale doceniam styl, pomysł, smaczki i że inteligentnie napisane. Nie ośmielę się jednak kliknąć oceny, bo może być nieadekwatna do rzeczywistej jakości.

Naz, głównym motywem była chęć wzięcia udziału w ciekawym konkursie ;-). W trakcie wymyślania, o czym mógłbym napisać, zacząłem się zastanawiać nad granicą między surrealizmem a fantasy.

Blackburn, ufam również twojej opinii. Jasność przekazu to bardzo przydatne kryterium. Mam nadzieję, że następnym razem lepiej sprostam wyzwaniu!

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Przeczytałam heart

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Ukłony za absurd którego nie utopiłeś w internetowych gagach. Mimo mojej awersji do tego konkursu (ale dyżur, to komentować trzeba) dotarłem do końca, i to już duży komplement z mojej strony. :)

Sith Happens!

Tak jak napisałem wyżej, konkurs okazał się niemałym wyzwaniem. W zasadzie dużo trudniejszym, niż się spodziewałem. Pisanie bez sensu, ale z sensem to wyższa szkoła jazdy. A z drugiej strony, tak jak krab tłumaczył Fatvosowi, surrealizm z bóstwem w roli głównej niekoniecznie da się odróżnić od szeroko rozumianego fantasy. O ile oczywiście zależy nam, na nalepianiu etykiet… Fajnie, że dobrnąłeś do końca. Odkłaniam się.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Na plusy, zdecydowanie sprawny warsztat, słowami umiejętne operowanie i niektóre drobne absurdy (i tutaj koniec truizmów) ale raczej jako pojedyncze byty, bo całościowo, historia niespecjalnie do mnie przemówiła (przy czym zakładam, że zrozumiałem wszystko doskonale). I nawet nie wiem, dlaczego w sumie, bo pomysł naprawdę dobry. Po prostu nie chwyciło, niestety. No i faktem pozostaje, że wstawki przewodnika jednak wynudziły trochę. Zabrakło mi w nich tej nieznośnej lekkości bytu. Chyba po prostu nie jestem entuzjastą takiej narracji. No i wypada to tym gorzej, że w tle mamy część niejako właściwą, a tą zdecydowanie lepiej i przyjemniej mi się czytało. Choć też nie ukrywam, że szło się pogubić w dialogach trochę.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Dzięki za odwiedziny. Mógłbyś wskazać, w których konkretnie dialogach szedłeś się gubić? Może dam radę coś poprawić. 

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Dobry tekst, ale nad nominacją Ryby muszę się zastanowić. W pewnym momencie (kiedy doczytałam do wiadomości więźnia na skórce od chleba) byłam pewna TAK-a, ale końcówka jest moim zdaniem sporo słabsza niż reszta. Może kwestia limitu, może nieuniknionego zwycięstwa śmiertelnika nad bogiem, jednak posmak mam mieszany ;) Mimo absurdu tekst chwycił mnie za serduch w środku, by na końcu całkiem popuścić linę na obu frontach.

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

Ależ mi się ten tekst spodobał. Zdarza mi się, że czytam tu teksty i zazdroszczę autorowi, że tak potrafi. To był jeden z tych przypadków. Jestem pod wrażeniem wyobraźni, poczucia humoru, utrzymania niewątpliwie absurdalnego absurdu w ryzach.

Miłe panie, dziękuję Wam za lekturę.

Tenszo, ja cały czas zastanawiam się nad tą nominacją od Fisza i jakkolwiek homo-zoofilnie by to nie zabrzmiało, czuję się wyjątkowo mile podłechtany jego rybią płetwą. Twoje wrażenia trochę mnie zaskoczyły, ale jestem zadowolony, że tekst nie pozostawił Cię obojętną. Akurat tutaj nie mieszałbym w to limitu – tekst nie był cięty. Zwycięstwo śmiertelnika też chyba było nieuniknione : (.

Ocho, cały pąsowieję!

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Rozjaśniam więc zagadę nominacji.

 

Behold, the light is shed on mystery!

<muzyka wzmagająca napięcie>

 

Bo w tej absurdalnej historii, przypominającej mi pewną mangę (”Spirited away”? Łaźnia bogów etc.), o przechytrzeniu boga przez kraba – kraba postawionego w niewygodnej dla siebie sytuacji – jest wszystko co trzeba: bohater, któremu kibicuję, groźny antagonista, przeważające siły wroga i wreszcie fortel oraz spryt, które pozwalają wystrychnąc je na dudka. Oraz plastyczne uabsurdalnienie kuchni :-)

I dlatego jezdę na TAK i nominowałem po dłuższym posiedzeniu, tfu, pomyśleniu.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Sympatyczne porównanie : ).

Jestem jeszcze tylko ciekaw, czy dopatrzyłeś się w menu małego hołdu dla dwóch pisarzy. 

 

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Tylko “Gwiezdny pył” złapałem – jeden z dwójki?

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

1 = nadzieja w piekle + gwiezdny pył (nadzieja w piekle to tytuł komiksu, polecam)

2 = chińska encyklopedia

;– )

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Nevazie, mogę Cię zacytować?

Pisanie bez sensu, ale z sensem to wyższa szkoła jazdy.

Jak dla mnie egzamin w tejże szkole zdałeś bardzo dobrze, jeśli nie celująco.

Z absurdami zazwyczaj mam problem, ale tu, tak jak w przypadku stołowej nogi Fisha, bardzo sensowny jest ten absurd. Do tego nie dość, że wywołał uśmiech (odczytywanie menu – dania pychotki :) ), to jeszcze ma pewną głębię (”starcie” kraba z bogiem).

W sumie, jak sobie przypomnę Ostatni zamyka wieko, to wcale się nie dziwię, że i w tym konkursie przedstawiłeś tak zacny tekst.

A i jeszcze jedno – skąd wziąć taki masujący krzesłokrzew?

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Śniąca, jak tylko jakiś krzesłokrzew mi się nawinie, to podeślę go do Ciebie bez wahania ;).

Moim zdaniem to opowiadanie idzie bardziej w kierunku surrealizmu niż absurdu, ale naklejanie etykiet bywa problematyczne. W moim odczuciu bardziej absurdalny jest “Kot” Skonecznego (polecam). Pod stół Fisha też będę musiał zajrzeć : ). Może zostawił jakieś resztki…

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

W sumie masz rację z tym surrealizmem. Ja się za bardzo zafiksowałam na temacie konkursu… 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Przeczytałam.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Dzięki :D

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Jedna z większych zachęt do czytania tekstu to obietnica odwiedzin tajemniczego, egzotycznego miejsca, do którego nie sposób się dostać na co dzień.

Według mnie od początku grałeś tą kartą i to dość umiejętnie.

Z absurdu bardzo zręcznie przeszedłeś do filozoficznej powiastki: czy Bóg może zrobić tak, żeby czegoś nie móc zrobić?

 

Najlepsze potrawy w opowiadaniu wg mnie to (moje TOP 3):

1. Żelki, takie jak wy.

2. Napoimy was fantazją albo wy użyjcie fantazji, aby zamówić napoje.

3. Nadzieja w piekle.

 

Tu mi zgrzytnęło:

Pytanie tylko, jaki jest sens wieczności? Zgaduję, że żaden z was nie odpowie na to pytanie

Chodzi o powtórzenie (wiem, to wypowiedź, ale "boska" przecież).

 

Tu chyba nie powinno być pierwszej kropki:

– Doskonale. – Fatvos skrzywił się leciutko.

 

Przy tym zdaniu:

Palpades i Aravax stuknęli się szklanicami ze spirytusem, powoli analizując sytuację i dezynfekując rzeczywistość.

akcja dla mnie raptownie przyspieszyła. Myślę, że możesz śmiało pokusić się o więcej takich momentów w swoich tekstach. Myślę że mogą wtedy być – wiem, trudno w to uwierzyć – jeszcze lepsze ;)

 

Dzięki za ten popis na b. wysokim poziomie: filozofia + absurd + zabawa słowem + kraby!

 

Dziękuję za lekturę, Nimrodzie.

Takie komentarze czyta się najfajniej – budujące ego autora, ale wytykające mankamenty ^ ^.

Z powtórzeniem przyznaję Ci rację. Spróbowałem napisać to zdanie jeszcze raz, mam nadzieję, że teraz jest zgrabniej.

Jeżeli chodzi o nieszczęsną kropkę, czy mógłbyś uzasadnić swoją opinię, proszę? Po kilkunastu miesiącach w towarzystwie portalowych asów powinienem już opanować wszelkie reguły poprawnej interpunkcji… Choć gdy o tym pomyślę, to nie jest jedyna rzecz, którą powinienem zrobić, a jeszcze nie zrobiłem :P.

 

Bardzo się cieszę, że lektura Kraba dostarczyła Ci przyjemnych wrażeń!

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Napisałam kiedyś tekst, który dział się we wsi o nazwie Międzyświecie… ale to tak na marginesie. Dwa razy musiałam przeczytać Twój tekst i za każdym mi się podobał. Menu wyborne, żarcik-oprawa tekstu przyjemna, kraba polubiłam. I bardzo, bardzo na plus pomysł, że boski absurd naszą codziennością :)

Gdzie znajduje się ta miejscowość? Teraz w Google wyskakuje mi Międzyświeć w woj. śląskim, mógłbym przysiąc, że w trakcie pisania znalazłem też wieś o podobnej nazwie w zachodniopomorskim, ale może to tylko wytwór mojej wyobraźni.

Fajnie, że Ci się podobało.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

W mojej głowie było Międzyświecie i chyba tylko tam – a teraz też u Ciebie :-)

Nevaz, w kwestii tej nieszczęsnej kropki to chyba jednak ja się pomyliłem. Po krótkiej analizie, prosząc o wybaczenie wytknięcia nieistniejącego błędu, dochodzę do jedynego słusznego wniosku: kropka być powinna.

 

Gdybyś nie napisał, że tylko bytujesz wśród portalowych asów, nie włączając siebie do tego grona, wziąłbym Cię za takiego.

Ale myślę, że jest tak, że jesteś portalowym asem, ale jeszcze o tym nie wiesz ;)

 

Albo wiesz i się droczysz?

Sam nie wiem.

Może wróćmy do tej rozmowy popijając regionalne piwko do pizzy na cienkim cieście, podanej w eleganckich kartonach, rozłożonych na stertach moich powieści w twardych oprawach :D ? Z przyjemnością zaproszę…

Nie droczę się : ). Raz jeszcze dziękuję za zwrócenie uwagi na interpunkcję. Choć momentami sam w to wątpię, tym chyba kierują jakieś reguły i podobno można się ich nauczyć. Szaleństwo… 

 

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Pozostaje mi tylko przytoczyć po raz kolejny opinię z wyników. Gratuluję trzeciego miejsca. :)

Interesujący absurdalny pomysł. Obraz restauracji ładnie i żywo odmalowany. Prawie jakbym tam była! Ładnie pokazana scena boga z krabem. Trochę moralizatorstwa się wkradło, ale i tak bardzo mi się podobało. Dodatkowo ujął mnie sam początek i zakończenie. Bardzo fajnie zamknął historię.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Dzięki.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Wreszcie znalazłem chwilę na odwiedziny.

Podobało się, ładne ramki na początku i końcu, a wymyślne dania przywodzą na myśl “Pianę zdarzeń” Borisa Viana (w nowszym tłumaczeniu tytuł brzmi “Dziewczyna z lilią”), w której to książce dreptało na talerzu mnóstwo absurdu.

Przeczytałam z przyjemnością:)

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Miło, że wpadliście, dziękuję Wam obojgu za podzielenie się odczuciami.

Nie znam tej książki, Sirinie. Może pewnego dnia po nią sięgnę, choć do tej pory nie była na mojej liście lektur.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Jest w niej kilka zachwycających akapitów, ale też absurdu tak wiele, że książka jest nierówna. Niemniej krótka, wiec to ciekawe doświadczenie czytelnicze.

Lubię krótkie książki : ).

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Tak mi się podobało, że aż żałowałem tak szybkiego zakończenia. Czytam, czytam, a tu nagle bach! I po wszystkim. Absurd w mistrzowskim wykonaniu. Nadzieję w piekle wyłapałbym i bez posypki ;) A czy odpowiedź na pytanie o sens życia nie jest po trochu nawiązaniem do liczby 42 z pewnego kosmicznego przewodnika? 

Niewątpliwym minusem jest fabuła. Stanowi ona głównie pretekst do przedstawienia serii absurdalnych wydarzeń. Owszem, jest umotywowanie Barka i parę innych rzeczy, ale przez pół tekstu nie wiedziałem, do czego to wszystko zmierza. A można by to podsumować: krab uczy boga o śmierci. To wystarczająco na wpleciony gag, ale za mało na treść całego tekstu. Zapamiętam głównie barwne postaci i restaurację. Co do tego całych wstawek kursywą – chyba nie mam zdania, czy są dobre, czy złe. Bo z jednej strony miejscami wnoszą fajny klimat, a z drugiej – czasem dezorientują i nie wnoszą zupełnie nic (co jest antywisienka na torcie, bo większość zdań naprawdę jest super). 

Czy jest jakaś szansa na kontynuację losów kraba Barka? 

 

PS Tryton – Notyrt. To załapałem szybko. Nie wiem, czemu krab-Bark zajął mi więcej czasu :D

Miło mi, że Ci się podobało.

Jeśli chodzi o nawiązanie do pewnego przewodnika, wydaje mi się, że moja Żona czytała tę książkę, kiedy pisałem swój tekst, ale prawie na pewno nie rozmawialiśmy głośno o tym wątku. Może przez sen?

Pamiętam, że bardzo chciałem wziąć udział w konkursie i głowiłem się nad pomysłem. Niewątpliwie opowieść podporządkowała się miejscu akcji. Wydawało mi się jednak, że istota śmierci to temat w sam raz dla tekstu tej długości. Wstawki kursywą to trochę taki eksperyment dla dodania egzotyki : )

Raczej nie ma szans na kontynuację losów kraba. Do późnej wiosny mogę mieć problem z czasem na pisanie, a na później mam już konkretne plany. Ale nigdy nie wiadomo ;).

 

 

 

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Świetnie napisane. Mnóstwo smaczków, i tych ukrytych, i wystawionych na pokaz  :) 

Nie wiem sam, co mi się marzy, jaka z gwiazd nade mną świeci - J.Kaczmarski

Dziękuję, bardzo mi miło.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Nowa Fantastyka