- Opowiadanie: c21h23no5.enazet - Kot (15+)

Kot (15+)

Właściwie, tytuł powinien brzmieć “Kot z doktoratem”. Osoby wrażliwe przestrzegam, że treść porusza wiele drażliwych tematów. Dystans powinien zagwarantować uśmiech ;)

Podziękowania dla betujących za utwierdzenie w absurdalności i drobną łapankę.

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Kot (15+)

Hermafrodytyczny Sąd Najwyższy był tego dnia przepełniony. Nieznośny upał powodował, że kamienny, klimatyzowany kolos stanowił największą atrakcję w mieście. Pech chciał, że skwar zaatakował w dzień spraw schizofrenicznych. Sędzia Duoflem przetarł papierem ściernym monokl, patrząc spode łba na kilkudziesięcioosobową wycieczkę z Ziemi, w większości złożoną z Niemców i Polaków. Jeszcze nigdy nie gościł mieszkańców kraju zwanego “rzeczą pospolitą” – unikali gmachów sądu jak ognia. Ludzie! – prychnął w myślach sędzia, wypijając kilka łyków antykoncepcyjnego syropu. Jakby mało było, że ta praca doprowadza mnie do szału. Przecież upośledzone pokraki z Ziemi potrafią rozwalić całą rozprawę swoimi prymitywnymi roszczeniami. 

– Spokój! – warknął na rozgadany tłum, po czym osadził monokl w oczodole i skinął na strażnika szczęśliwości. Ten wprowadził świadka i oskarżonego, który miał lewą rękę skutą z lewą nogą. Za nim z drzwi wyłoniła się poskręcana linia obrony i oskarżyciel. Wszyscy zajęli swoje miejsca, więc Duoflem chrząknął parę razy i rozpoczął pierwszą tego dnia rozprawę.

– Sprawa numer cztery tryliardy dwanaście, ścigana z urzędu. Oskarżony Duogmir doprowadził ofiarę Duogmira do obcowania płciowego wbrew jej woli, w wyniku czego doszło do zapłodnienia. Mamy dziś ustalić skalę pogwałcenia prawa, karę, wysokość odszkodowania i kwestię aborcji. 

Niemcy zaczęli szeptać ze zmartwionymi minami, a Polacy złośliwie się uśmiechać. Sędzia przewrócił oczami i zapadł się głębiej w wysłużony fotel. Miał ograniczone możliwości dyscyplinowania istot z kosmicznych obszarów upośledzonego rozwoju.

– Oddaję głos oskarżycielowi, prokuratorowi Kitibrajnowi!

Kiti z gracją wskoczył na fioletową mównicę i zaczął podpinać się do syntezatora mowy. Z kąta sali dobiegł stłumiony warkot któregoś z Psułbów. Człowiek w okularach o grubych szkłach wskazał na prokuratora palcem, ale Duoflem był na to przygotowany.

– Nie można przerywać pierwszej fazy rozprawy! – Wiedząc, że ma do czynienia z upośledami stopnia ciężkiego, następne zdania wyartykułował powoli i donośnie: – Dopóki nie walnę młotkiem w to – wskazał na kupkę granatowej galarety – trwa pierwsza faza. Proszę zadawać pytania związane ze sprawą. W drugiej fazie będzie można pytać o administrację i pracowników sądu. Taki jest porządek obrad!

Niemcy gorliwie pokiwali głowami, Polacy pokazali Duoflemowi kilka wymownych gestów. Sędzia z westchnieniem odwrócił się od nich i skinął na Kitibrajna. Ten napuszył się i zwrócił do Duogmira.

– Proszę ofiarę o opowiedzenie, co się wydarzyło.

– Byłem w swoim mieszkaniu – zaczął mężczyzna – i oglądałem zapadanie się gwiazdy w nocnym kinie akcji. Wtedy obywatel Duogmir zaczął się do mnie dobierać. Próbowałem powstrzymać jego lewą rękę swoją prawą. Ale jestem leworęczny. Gwałciciel pokonał mnie.

– A więc czyn wyczerpuje znamiona przemocy – skwitował Kiti. – Proszę mówić dalej.

– Dłonią wywołał u mnie erekcję. Krzyczałem, że nie chcę, ale nie słuchał, a do tego szpetnie przeinaczał moje słowa. Jakbym go jeszcze zachęcał! Przed ejakulacją wsadził członek w moją pochwę…

Polacy ryknęli śmiechem. Niemcy studiowali przewodniki po Hermafrodycie, które zawierały przekrój anatomiczny obywateli planety.

– Panie Duogmir. – Prokurator przybrał surową minę pyska, co sugerowało, że zwraca się teraz do oskarżonego. – Dlaczego dopuścił się pan tak haniebnego czynu, skoro ofiara stawiała czynny i werbalny opór?

– Cóż, nie ukrywam, że byłem pod wpływem hermkoholu. Ale to wina Duogmira! Ileż można sobie nie spuszczać pary?! I dlaczego nie pił syropu antykoncepcyjnego?!

Linia obrony zafalowała.

– Mój klient ma konstytucyjne prawo do dowolnego sposobu użytkowania swoich układów rozrodczych! A picie syropu jest tylko zaleceniem, nie obowiązkiem!

– Mam takie samo prawo do dowolnego dysponowania swoimi układami, co ofiara! – zaperzył się Duogmir.

– Drodzy państwo, proszę mieć na względzie – wtrącił zjadliwie Kiti – że płeć damęska wymaga utrzymywania równowagi pomiędzy popędem a awersją. Po to właśnie syrop, żeby utrzymywanie owej równowagi nie powodowało niepożądanych skutków.

– Sprzeciw! – wrzasnęła linia, wijąc się wściekle na posadzce. – Prokurator sugeruje, że gwałt jest usprawiedliwiony potrzebą zachowania równowagi pomiędzy naturami!

– Podtrzymuję – stwierdził Duoflem. – Kitibrajnie, nie ma zezwolenia na dopuszczanie się przemocy z powodu wzmożonego popędu. Chciałbym zauważyć, że takiego zezwolenia nie ma nawet na planetach o upośledzonym rozwoju. Prawda? 

Uczestnicy wycieczki z Ziemi zgodnie pokiwali głowami, choć niektórzy nie wyglądali na zadowolonych ze słów sędziego.

– Panie Duogmirze. – Duoflem chciał jak najszybciej skończyć ten cyrk. – Czemu nie wziął pan tabletki po stosunku, która nie pozwala na zapłodnienie?

– Jestem oddanym wyznawcą Hermafroboga, wysoki sądzie. Nie mogłem.

– Czy oskarżony również go wyznaje?

– Umiarkowanie, ale tak.

– Więc co ofiara i oskarżony zrobią, jeśli zawyrokujemy aborcję? – spytał Kiti. – Czy mają państwo zamiar razem odwoływać się do drugiej instancji? 

– Czytałem, że nie zasądzono aborcji od cztery tysiące dwudziestego dziewiątego roku – mruknęła ofiara, a oskarżony po chwili dodał:

– Tak, ja też to czytałem!

– Nie zezwalacie na abtreibung, ja? – Kilku oburzonych Niemców wstało. Duolfem zmarszczył brwi, przez co monokl werżnął mu się w skórę.

– Zezwalamy, jak jest taka konieczność.

– Przecież bez wymiany genowej to dziecko będzie ułomne – stwierdził rzeczowym tonem Polak w okularach.

– My nie potrzebujemy wymiany genowej, jesteśmy na wyższym poziomie! – prychnął Kitibrajn, a jego źrenice zwęziły się do szparek. – Poza tym, każde stworzenie, które może czuć przyjemność, jest dla nas ważne. Mamy misję uszczęśliwiać! Ani nie udoskonalać, ani nie czynić dobra.

Ludzie popatrzyli z niedowierzaniem na prokuratora. Einganie, których filozofia istnienia opierała się na celebracji cierpienia, wznieśli pod sufit swoje piskliwe jęki.

– Możemy już przejść do rozwinięcia linii obrony? – Gdy zawodzenie ucichło, sędzia wziął do ręki młotek, przygotowując się do zamknięcia fazy. Nikt nie wyraził sprzeciwu, więc linia rozciągnęła się na całą salę rozpraw, a Duolfem walnął młotkiem w galaretę. Młodsza sędzina zebrała granatowe gluty, żeby zanieść je do akwarium ławy przysięgłych, a na ich miejscu umieściła nową galaretę, zieloną. Rudy Polak triumfalnie wycelował palec w Kitiego, jakby tylko na to czekał.

– Jak pchlarz może być adwokatem?

– Jestem prokuratorem – zaperzył się Kitibrajn, machając nerwowo ogonem. – I wypraszam sobie! Mam doktorat z prawa hermafrodytycznego i staram się o habilitację z różnic w kodeksach karnych cywilizacji wyższych…

– Możesz mieć doktorat co najwyżej z ogarniania kuwety! – zarechotał mięśniak, który przez całą rozprawę szturchał siedzącego obok Niemca i cmokał do Polki siedzącej przed nim.

– Zgłaszam pomówienie! Używam toalety! Nawet ziemskie koty potrafią to z zestawem WC Kici, który notabene sprzedaje wam mój kuzyn. I zgłaszam obrazę! Wnoszę o międzyrozprawę! – Prokurator najeżył się, po czym zaczął prychać i charczeć w niekontrolowany sposób, obnażając ostre zęby. Pewnie zapowietrzył się i połknął jakiś kłak, pomyślał Duoflem, wyjmując monokl z oczodołu. To już był wyłącznie cyrk, a nie rzetelne sądownictwo.

– Kitibrajn, upośledy mają immunitet, nie możesz ich pozwać. – Sędzia popukał się wymownie w czoło. – Oni nie ewoluują, od trzystu lat nie było żadnych nowelizacji ustawy o Ziemianach!

– A taki chuj! – wrzasnął okularnik. – Domagam się międzyrozprawy, cwaniaki! Za obrazę i dyskryminację!

Duoflemowi opadła szczęka. Gdy Kiti opanował odruchy wymiotne, wsadził syntezator głębiej w gardło i przeskoczył na sędziowską ławę.

– Jednak się uczą, psia mać – mruknął. – Ja im dam… – Usiadł frontem do rozentuzjazmowanych ludzi, rozkraczył się i zaczął toaletę, na co Polacy zgodnie zwyzywali “samojebców”, “lizodupy” i całą Hermafrodytę.

Duoflem ukrył twarz w dłoniach, stwierdzając w myślach, że ewolucja to piekło, a upośledzenie wygląda na raj. Miał ochotę krzyknąć: Chcę zostać Ziemianinem! Zabierzcie mnie ze sobą! Dobrze jednak wiedział, jaki los spotkał Duohelma, ostatniego pracownika Wielkiej Administracji, który zechciał odrzucić wyższą ewolucję. Ukraińcy ucięli mu przyrodzenie i odtąd rodzina Duohelma dostawała kartki z Ziemi od niejakiej Wilhelminy.

Cofnięcie się do jednej natury zdawało się Duoflemowi niewyobrażalne, choć odrobinę pociągające. Życie kobiet z tą pustką między nogami, domagającą się wypełnienia, z tą serdecznością do świata i tumultem emocji… Egzystencja mężczyzn z przymusem nieustannego podłączania “wtyczki” do “kontaktu”, pragnieniem dominacji i nieustanną rywalizacją… Biedni ludzie, myślał Duoflem, patrząc na podnoszone w górę pięści i latające po sali krzesła. Musieli łączyć się w pary, żeby uzyskać harmonię i zadowolić naturę. W pojedynkę stanowili kompletne fiasko. A tak w ogóle, jakie szpetne imię by mu nadano? Eugenia? I co to za świat, gdzie najwyżej rozwinięta rasa musi studiować? Na Hermafrodycie tylko zwierzęta podciągają swoje zdolności intelektualne w tak prymitywny sposób. A jednak, ta prostota umysłów Ziemian potrafiła oczarować, gdy upośledy przekrzykiwały się z lubością, obrzucając Kitiego rynsztokowymi inwektywami. Prokurator, wyprowadzony z równowagi, narobił właśnie na sędziowską ławę, tuż obok zielonej galarety. Duoflem nie wytrzymał takiego natłoku prymitywizmu: roześmiał się histerycznie i zaczął walić młotkiem w parujące ekskrementy, rozbryzgując niemożebnie cuchnącą maź.

Do sali wbiegł oddział specjalny strażników szczęśliwości.

– Epidemia głupoty! Kwarantanna! Wszyscy na miejsca!

Sędzia opadł na fotel, wciąż chichocząc. Kiti oglądał swoje upstrzone plamami kału futerko.

– Duoflem, nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, ale ja myję się językiem – syknął. Trząsł się, najwyraźniej walcząc z potrzebą. – Zahamowanie instynktów opanowuje się dopiero po habilitacji…

Sędzia skręcił się na krześle, łapiąc za brzuch. Wiedział już, jak zabić nudę swojej niewdzięcznej pracy. Na każdą rozprawę trzeba zapraszać jakiś inny, ziemski naród.

A Polaków zawsze.

Koniec

Komentarze

Z pokorą przyznaję, że kot pana Mrożka ma się dobrze, ale……….. Pierwszy raz Krakusa złapała mnie za oko. Podobuje mi się pisanka, znaczy. Sam konkurs nie, ale pisanka taaaaaaaaaaaaak.

Teraz poczytam Cię uważniej Smoku Wawelski.

Fajowskie literki. 

Dziękuję, shadook… (tu problem z odmianą nicku) za odwiedziny i cieszę się, że były przyjemne :) A mnie aż się cieplutko robi na “Smoka Wawelskiego” :3

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

“Oskarżony Duogmir doprowadził ofiarę Duogmira do obcowania płciowego wbrew jego woli…” – jeśli doprowadził ofiarę, to raczej wbrew jej – ofiary – woli.

 

“– Nie można przerywać pierwszej fazy rozprawy! – Wiedząc, że ma do czynienia z upośledami stopnia ciężkiego, następne zdania wyartykułował powoli i donośnie. – Dopóki…“ – po “donośnie” powinien być dwukropek, a nie kropka.

 

“– Mam takie samo prawo do dowolnego użytkowania swoimi układami“ – do dysponowania układami, użytkowania układów itp., ale “użytkowania układami” jest niegramatyczne.

 

Z pewnością tekst jest absurdalny ;) Podoba mi się pomysł na wyższą formę ewolucji.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Poprawione. Dziękuję :)

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Przeczytałam heart

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Rozprawa tyleż absurdalna, co zajmująca. Nonsensu w sam raz i, ku mojemu zadowoleniu, w całkiem niezłym gatunku. ;-D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Pisałem już przy betowaniu, że bardzo misię. Zabawny absurd, dużo drobnych smaczków i dobre wykonanie. Gratuluję. B.

Absurd w dobrym stylu, bo inteligentnie, sensownie (bo absurd powinien być sensowny) oraz zabawnie. Tylko chyba nie wszystko zrozumiałem :) Bo po co na rozprawie byli Niemcy?

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Dziękuję za opinie, punkty i odwiedziny! thargonie, Niemcy po prostu brali udział w wycieczce. Pasowali mi jako kontrast ;)

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Bardzo fajny tekst. Rewelacyjna koncepcja na pomysł rozprawy. Misie.

Babska logika rządzi!

Ubawiłem się, a pointa, podsumowująca uroczo narodową kłótliwość jako gwaranta uchachania Doflema – mi się bardzo.

 

I nonsensu było sporo ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Finklo, PsychoFishu, cieszę się niezmiernie i dziękuję za kliki :)

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

W wymogi konkursu wpisuje się znakomicie, absurd aż wylewa się z kolejnych zdań. Sam nie jestem fanem kotów, ale przeczytałem z zainteresowaniem i parę razy się uśmiałem. A chyba o to w tym tekście przede wszystkim chodziło :)

Dokładnie o to, belhaju, cieszę się z efektu :) Dziękuję za lekturę i opinię.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Klepnął Cię ja pod ogonkiem, Kotku (prokuratorski), boś ładn… y.

No.

 

Ogólnie, najbardziej podobał mi się pomysł z “I co to za świat, gdzie najwyżej rozwinięta rasa musi studiować? Na Hermafrodycie tylko zwierzęta podciągają swoje zdolności intelektualne w tak prymitywny sposób.“. Dobra rzecz.

Samogwałt oskarżonej ofiary momentalnie skojarzył mi się z epicką sceną z elenarowej kawki, co jest jednocześnie i dobre i złe. Dobre, bo fajna wariacja zajebistego (i wzorowo absurdalnego) pomysłu, a złe, bo nihil novi w sumie.

Na minus też te wszystkie Deimiona, które kompletnie mi się… no tak, pokićkały.

Za to napisane fajnie, satyra na Polaków zupełnie sensowna, czytało się dobrze. W sumie, więcej niż dość na bibliotekę.

 

Peace!

 

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Potężny absurd w szybkim tempie i bez chwili wytchnienia :) Sąd to świetne miejsce na surrealistyczną akcję – co takiego jest w tej instytucji, że tak dobrze łączy się z absurdem? 

 

 

Dziękuję, Cieniu. Z tymi imionami było zamierzone, efekt jak np. z Azjatami – komuś spoza wydaje się, że wszyscy są tacy sami… Co do “Bohatera…”, pomysł na taki samogwałt i rozprawę miałam od dawna, ale dopiero konkurs mnie sprowokował do jego spisania. Niemniej pisząc sama pomyślałam, że motywy są nieco podobne, więc rozumiem skojarzenie.

Reinee, dzięki za opinię. Absurd pojawia się chyba dość często w zderzeniu prawa (idei) i życia (praktyki)… ;)

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

I ja przeczytałem, Ty nasz portalowy strażniku szczęśliwości ;D

Rzeczywiście, absurdu całkiem dużo, choć porównując tekst z opowiadaniem Psychofisha, które przeczytałem bezpośrednio wcześniej, daje się zauważyć, że Twoimi założeniami było raczej przerysowanie rzeczywistości, uwypuklenie pewnych przywar oraz stereotypów i nakreślenie ich w komicznym świetle, zamiast opowiedzenie wypełnionej absurdem historii.

(Patrz, jakie długie zdanie wysmażyłem! Specjalnie dla Ciebie! ;3 )

To oczywiście nie jest zarzut, ino przedstawienie toku mej kontemplacji na temat pojemności wora zwanego absurdem ;D

Opowiadanie bardzo mi się podobało, dobrze sprawiła się złożona z Polaków i Niemców loża szyderców, którzy nie pozwolili nieszczęsnemu sędziemu porządnie, z szacunkiem dla powagi instytucji, przeprowadzić rozprawy.

Świetny moment, gdy oskarżony wchodzi na salę ze spiętymi kajdankami ręką i nogą :D

Z Ciebie to jednak wesołek, Naz, choć kreujesz się na mroczną ;P

 

Jeszcze jedna uwaga na koniec (nie mogę Ci odpuścić :P ):

Chciałbym zauważyć, że takiego zezwolenia nie ma nawet na planetach o upośledzonym rozwoju. Mylę się?

Uczestnicy wycieczki z Ziemi zgodnie pokiwali głowami,

Nie powinni pokręcić głowami? Gest w sumie odnosi się do “mylę się”, a nie wcześniejszej odpowiedzi… Chyba, że chciałaś coby wyszło na opak, gdyż jako upośledzone istoty, Ziemianie nie ogarnęli, ale zwróciło moją uwagę, to zamieszczam ;)

Ewentualnie mogłabyś zmienić pytania na “Prawda?”, to chyba rozwiązałoby ten dylemat ;)

"Piwo usypia pamięć, brandy budzi ją z drętwoty, najlepsze jest wino na serca tęsknoty!"

Jest zabawnie i błyskotliwie, ale czegoś mi jakby zabrakło. Jakiegoś kopa, iskry, nie wiem. Generalnie tekst mi się skojarzył z tumblrowymi dramami: co dowodzi tylko, jak bardzo jest absurdalny ;)

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

CountPrimagen, ja nie kreuję się na mroczną. Jestem mroczna! Mój chłopak twierdzi, że sypiam w trumnie, jestem lodowatym, żywym trupem, chodzącą depresją i nazywa mnie Królową Potępionych.

Stworzyłeś straszliwe zdanie, aż krew w żyłach zamiera. Za to trafnie wyłuskałeś nielogiczność. Dzięki za opinię :)

gravel, dziękuję za odwiedziny. Rozumiem doskonale, że czegoś zabrakło. Codziennie mi czegoś brakuje w każdym elemencie otoczenia i mnie samej. Zapewne posiłku z krwi CountPrimagena… ;)

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Cóż za partner… Żebyś tylko nie zarumieniła się od tych wszystkich komplementów, bo czar wizerunku pryśnie ;P

Widziałem kiedyś stronę, na której sprzedawano bukiety zeschłych kwiatów i taką sympatyczną garderobę, jak na przykład zakopana przez jakiś czas w wilgotnej ziemi suknia ślubna. Byłabyś urzeczona! <3

Jeśli mógłbym Cię prosić, to nie popełniaj więcej TAKICH nielogiczności, bo tekst staje się zupełnie niezrozumiały i znika jakakolwiek przyjemność z odbioru. Cierpiałem męki jak czytałem! (choć uczciwie przyznaję, że niebagatelną rolę odegrał w tym również targający trzewiami głód) ;*

 

A mojej krwi raczej nie byłabyś w stanie spożyć – przez wiele lat słuchania metalu nagromadziło się w niej tyle rtęci, że pewnie stanęłaby w gardle ;/

Mogę się za to podzielić nerką, ręką, nogą, okiem i uchem – i tak mam po parce, a moim sojuszniczkom nie zwykłem niczego żałować :)

"Piwo usypia pamięć, brandy budzi ją z drętwoty, najlepsze jest wino na serca tęsknoty!"

Przeczytałam.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Wieloletnie słuchanie metalu? Moja ulubiona krew! Mam duży sentyment do takiej przesiąkniętej Cradle of Filth bądź Anathemą.

Meldunek przyjęty, Morgiano ;)

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Nasączcie krew My Dying Bride, byndzie zagładowy bukiet ;-) 

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Podobało mi się. Fajnie wykreowana ideologia tej wyższej rasy.

"Czy sarny się tną, czy jeżozwierz, czy pancernik? Żadne zwierzę... w naturze." ~ J. K. Dębski

Życie kobiet z tą pustką między nogami, domagającą się wypełnienia, z tą serdecznością do świata i tumultem emocji – Tutaj mi coś zgrzyta. Może brzmiałoby lepiej, gdyby podzielić to zdanie na dwa? Bo w jednym ciągu to trochę tak, jakby pustka między nogami miała w sobie serdeczność do świata i tumult emocji.

 

Ogólnie miło, zabawnie i zmyślnie.

Polacy na sali sądowej? Zabrakło mi tylko jakiegoś cebulowego opisu, by podkreślić wpisaną w naszą tożsamość narodową dumę.

Słodko wplotłaś w same zaloty poalkoholowe uwolnienie ukrytych głęboko pragnień. No i do tego temat “nie bardzo do pośmiania się”, który jednak udało Ci się przedstawić w taki sposób, że właściwie zapomniałem, że mowa o aborcji po gwałcie.

Też mi się mocno z tekstem Elenara skojarzyło. Ogólnie “Kot” ma swoje momenty, ale mimo wszystko nie tak wiele i nie tak mocnych bym była na tak. Bibliotekę klepnęłabym, ale w tym względzie jestem spóźniona. Mogę tylko pochwalić surrealistyczne opisy (przetarł papierem ściernym :P) i zganić za nadmiar humoru kloacznego.

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

grucho, masz rację, coś pasowałoby tutaj przebudować. Zaraz się tym zajmę. Dziękuję bardzo za lekturę, komentarz i polecenie :)

Tenszo, przyjmuję ganienie, ale ileż można tylko filozofować? Czasem “humor kloaczny” (genialne stwierdzenie) to jedyny ratunek odciążający. Dziękuję za opinię i teoretyczną Bibliotekę ;)

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Przeczytałem z przyjemnością i pewnym niepokojem, bo mam nieodparte wrażenie, że z tyłu głowy Enazet, podczas pisania tego tekstu nie było tylko strojenie sobie żartów. Z tekstu wyziera kilka spraw, które są dla nas, ludzi, mało pochlebne. I celowo piszę ludzi, nie Polaków. Bo fragmenty będące satyrą na nasze przywary narodowe, to osobna kwestia.

Wiesz, Enazet, im więcej czytam Twoich tekstów, tym bardziej dochodzę do wniosku, że przyzwyczajam się do pewnego sposobu wyboru tematyki i naświetlania problemów. Efekt jest taki, że coraz mniej mnie niektóre rzeczy uwierają. To dobrze, bo to, co wychodzi spod Twojego pióra jest nietuzinkowe.

 

Edytka: miałem jeszcze napisać, że czytając o tym co zdarzyło się podsądnemu, miałem nieodparte skojarzenia z relacjami z badań nad pacjentami po kallotomii.

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

Dziękuję za wnikliwą lekturę i bardzo ciekawą opinię, KPiachu. (bardziej mnie ciekawi nie dlatego, że ego połechtane, ale z powodu myśli: eee, on chyba zgłupiał…) ;)

Straszne skojarzenia! :o

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

eee, on chyba zgłupiał…

To całkiem możliwe. Jako mężczyzna, podobno rozwijałem się tylko do 15 roku życia, później wszystko poszło w mięśnie. A mnie się dodatkowo wydaje, że od jakiegoś czasu, jeszcze się cofam ;-)

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

Hej, cenię Twoją twórczość. Nie wiem czy oglądasz czasem taki program You Can Dance na TVN. Tam często świetni tancerze muszą tańczyć w nie swoich stylach, np. tancerz jazzowy odtwarza Hip-hop. Na koncu przewodniczący jury, Agustin Egurrola, mówi: "chociaż to nie twój styl, świetnie odtańczyłaś wszystko, jestem twoim fanem". Ja oczywiście nie mogę się wcielić w rolę jurora, bo biorę udział w tym samym konkursie co Ty, ale mogę powiedzieć tyle, że cenię Twoją twórczość ;)

Doceniam i cieszę się, Nimrodzie :) Obrazowe porównanie (zwłaszcza, że całe życie tańczę). Dziękuję za odwiedziny!

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Aż jestem zdziwiona, że nie ma tu mojego komentarza… A przecież przeczytałam już dawno, dawno temu. Cóż, nadrabiam więc.

Nie zaprzeczę, że tekst jest absurdalny, surrealistyczny, groteskowy i chyba zabawny. Chyba, bo jednak nie do końca mnie rozbawił, jakby poczucia humoru nam się gdzieś rozjechały. Przez to nie dotarł też do mnie w pełni, więc – wybacz – nie przyłączę do pochwalnego chóru. Nie twierdzę, że jest źle, ale stanę sobie tak trochę z boku, na neutralnej pozycji. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Być może zbyt ostrożnie wyrażam swoje myśli, ale cała ta metafora o tancerzu tańczącym nieswoje style miała wyrazić to co napisała Śniąca. Przy całym szacunku do twórczości autorki opowiadania, dołączam do chóru stojących nieco z boczku.

Zrozumiałam już za pierwszy razem, Nimrodzie! ;)

Śniąca, pierwszy raz absurd pisałam, nie dziwię się, jeśli idealnie nie wyszło :) Wszystkich nie da się też zadowolić – kto by próbował, pewnie by zwariował. Dziękuję za opinię.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Podobało mi się, absurd należycie absurdalny. Rozgrywanie narodowych stereotypów mnie co prawda nigdy nie bawiło, ale oprócz tego – całkiem udany żart.

Niestety, nie trafił do mnie ten tekst. Trudno mi powiedzieć, dlaczego, bo i absurd, i koci prokurator owszem, a już najbardziej różnokolorowe galaretki. Chyba sama przedstawiona historia się ze mną minęła :(

Ocho, Lolu, dziękuję za lekturę i opinię. Lolu, też tak miewam, że żarty jakby przechodzą obok mnie i nie łapię, z czego inni mają uciechę ;)

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

A mnie tekst przypadł do gustu. Ciekawie i z humorem napisany. Nawet Niemcy mi nie przeszkadzali i byli fajnym odbiciem. Ideologia wyższej rasy interesująca i nieco przerażająca. Absurdu, jak dla mnie w sam raz. :)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Nawiązując do tekstu – zabawne, ale umiarkowanie ;).

Momentami bardziej, momentami mniej, ale w ostatecznym rozrachunku właśnie tak.

 

Morgiano, a dlaczego Niemcy mieliby komuś przeszkadzać : > ?

 

I jeszcze to:

http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/sedzia-i-sedzina;2554.html

niby potocznie można, ale niektóre potrafią się wk….

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Nowa Fantastyka
Patronujemy