- Opowiadanie: Klapaucjusz - Sieg Freud

Sieg Freud

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Sieg Freud

Nerwowe pipnięcia i alarmowe eoeoea niosły się w każdym kącie naszej kosmicznej super stacji. Nie wiedziałem o co chodzi, ale jedno było dla mnie zupełnie oczywiste – iż coś się działo. A to mogło znaczyć, że ludzkość znowu stanie na skraju. Przerwałem pracę zupełnie zdeprecjonowany tym nagłym zdarzeniem i zadziałałem automatycznie: skleiłem pięknego, aromatycznego gibona. Kiedy poczułem relaksujące uderzenie pierwszego błogiego obucha i puściłem pierwsze kółko z dymu, swoim oczyszczonym umysłem rozejrzałem się uważnie po kokpicie ,ale źródło problemu musiało się brać gdzieś indziej. Ja zabrałem się za dalszy przegląd stacji. Gdyby okazało się, że to jakaś poważniejsza awaria, wpadlibyśmy jak śliwka, fioletowa i pomarszczona jak palec staruszki, na który spadło coś ciężkiego jak słoń w kompot. Wtedy wykonanie misji , a z tym i los ludzkości, znalazłyby się w okolicznościach, rzekłoby się, całkiem niewesołych. Misja nasza była z gatunku tych, ni trochę nie przesadzam, z nożem na gardle.

 

Zastanawiało mnie co robił sojaL? Co prawda nie był on mechanikiem, ale charakteryzowało go ogromne doświadczenie i na pewno szybko zwokalizowałby dokładną przyczynę problemu – to on zdradził mi, że mogę z wami, drodzy czytelnicy pogaworzyć, bo jest jakiś problem z czwartą ściana stacji. No i wreszcie gdzie był nasz mechanik?

 

W końcu elektroniczny tumult ucichł, mogłem więc odetchnąć z ulgą, co też z ulgą uczyniłem.

SojaLa i atsakoJę znalazłem w hangarze rekreacyjnym. Prawie ich przegapiłem, bo musicie wiedzieć, że, chociaż trudno ocenić dokładny rozmiar, pomieszczenie jest naprawdę wszechstronne, może i ze 200 na 200 na 200 metrów sześciennych. W dodatku unosi się w nim wiele przedmiotów do fitnessu , zestaw kina domowego i wiele innych różności ,które zasłaniają widok.

– Nie zapytasz skąd nasze omen nomen grobowe miny? – od razu przeszli do rzeczy, a mnie ogarnął zimny dreszcz.

– O-o-o-o-men nomen grobowe? – Wyjąkałem – Wia… Wiadomość z ziemi? Coś stało się moim dzieciom?

Pokręcili głowami, ale tak podstępnie, że jednak tylko bardziej mnie przeraziło i skinęli, żebym poszedł za nimi.

Każdy ruch atsakoJ był bardzo jedwabny, nie wiedzieć jak to robiła, ale nawet kiedy sunęła przez nieważkość w skafandrze bił od niej seksapil. Nie raz to nawet dosłownie. SojaL raz pozwolił sobie na klepnięcie ją w zgrabny pośladek, to wzięła tak mu przywaliła, że wpadł w ruch obrotowy.

Dotarliśmy wreszcie do sypialnej kapsuły mechanika – skinfSa. Kiedy zajrzałem przez okrągły bulaj. Patrzyły przez niego na mnie szeroko otwarte przywodzące na myśl rybie oczy. Zupełnie, nieodwołalnie martwe. Martwe jak natury malowane przez mistrza Rubensa grubym pędzlem, który wykonano z końskiego włosia kiedy siedział w swojej pracowni i tworzył jak natchniony Mezo, który z miłości do pięknych kobiet raczej niż wrodzonego talentu układał sztosowe wersy, które towarzyszą mi do dzisiaj, kiedy spotykam fajną foczkę i nawijam do niej: Aj waj daj się poderwać aj – a ona leci na mnie jak mydło w wojsku w wannie. Jak barszcz czerwony na koszulę kiedy najbardziej nie możesz się ubrudzić, jak samoloty na lotniska, jak klaps Rumcajsa na leśne dupsko Cypiska. AJ. Szarpnąłem drzwi: zamknięte. Na początku nie zrozumiałem i myślałem, że coś się może zacięło. Dopiero później dotarł do mnie geniusz tej zbrodni. Morderca zamknął kapsułę od środka, więc żadne z nas nie miało szans przypadkiem wejść bez pukania i przedwcześnie odkryć jego śmierci. W dodatku nie dało się pobrać odcisków palców i innych oględzin. W ten sposób byliśmy skazani na domysły i podejrzliwość, być może do końca naszej podróży. Które z nich za tym stało? Które było gotowe zgubić ludzkość? Ta podejrzliwość na pewno będzie nie znośna.

Pierwszy odezwał się sojaL

– Dedykuję, iż morderca jest wśród nas – wychrypiał basowym głosem przez zęby.

– Immamentnie tak – przytaknąłem gorliwie.

 

Chociaż zdawało by się, że wydarzyło się dużo jak na jeden dzień, nie był to jednak koniec niespodzianek. Nagle z góry z pawlacza spadło na mnie dużo pudełek. Z jednego z nich wypadł ciężki błyszczący karabin. Obejrzałem go z dużym zainteresowaniem. Co mógł robić na stacji kosmicznej? Do dziś tego nie wiem. Upchnąłem wszystko z powrotem na pawlaczu i popłynąłem przez nieważkość na poszukiwanie pozostałych członków załogi. Ale wcześniej miałem wiele do przemyślenia, a lać mi się chciało niemożebnie i w ogóle nie mogłem pozbierać myśli. Dlatego wcześniej odlawszy się do specjalnego kubka, wszystko wróciło do normy.

 

Kiedy wróciłem do bursy, moim współtowarzysze-współpodejrzani kłócili się. Ich oczy krzesały iskry, kiedy się zderzali wzrokami. sojaL był właśnie w trakcie monologu, który prowadził z wielką zwadą – albowiem zawsze był z niego dobry mówca. Było to dziwne uczucie widzieć naszą aż do godziny temu zgrabną ekipę w takiej teraz wrogości.

Było, minęło, bo sojaL, trząsnąwszy drzwiami, wyszedł ze stacji, zaczerpnąć świeżego powietrza. Muszę się wam przyznać, iż zawsze marzyłem tylko o dwóch rzeczach: o psu i o ojcze. Może to zadecydowało, że wziąłem koc i ruszyłem za nim, bo w kosmosie jest cholernie zimno.

Nie mogliśmy rozmawiać, bo jak pewnie dobrze jesteście zorientowani, w próżni takie numery nie wychodzą. Może to kwestia olśniewających dech w piersiach ferii barw, omnipotentnych zwierzęco ciał niebieskich, jednakże jakoś tak bez słów tak się to nam potoczyło, że skończyliśmy nago owinięci kocem w hangarze rekreacyjnym.

– AAAAAAAA – krzyknęła, a zdziwienie w jej oczach łani mieszało się z obrzydzeniem nadając jej twarzy niebanalny wyraz niepodobny do tego jak jej twarz wyglądała, kiedy się zazwyczaj pięknie uśmiechała. – Co tu się znowu odpierdala w tej cholernej stacji wariatów?

Ten rozdzierający pisk tak nas przestraszył, że puściliśmy koc, który majestatycznie podryfował przez hangar ujawniając nasz srom. AkatsoJ zasłoniła usta dłonią, wpatrując się, ku memu nieprzejednanemu zdumieniu, nie w przyrodzenie, tylko na pośladek sojaLa.

– Znam to znamię – szepnęła głucho. To byłeś Ty sojaLu? Ten nieznajomy z nocnego pociągu EIC 19514637164819401 relacji Białystok – Czechowice Dziedzice?

– yyyyyyyyyyy? – odparował pytaniem na pytanie.

– Pociąg powrotny z woodstocku, kibel w wagonie trzecim?

Przeniosła wzrok na mnie

– Jezusie przenajświętszy, dwunastu apostołów i Ty Zeusie, gromowładny. Znamiona identyczne kubek w kubek. Chyba bym zemdlała, gdyby tu była jakaś grawitacja. Powiedz ile masz lat?

– 28

– Czy wychowałeś się w klasztorze Sióstr Mandarynek?

– S-s-s-s-skąd wiesz?

– Wiem, że to nie zabrzmi dobrze, ale chyba przespałeś się z swoim ojcem.

– Kłamiesz, dziwko, nie jestem ojcojebcom – wykrzyknąłem przepełniony wzburzeniem. Później złapałem za karabin z pawlacza i w głębokim efekcie – daję słowo nie byłem w tym momencie poczytalny, po prostu nie wydoliłem z napięciem – wywaliłem całą taśmę nabojów, które zaczęły rykoszetować po całym pomieszczeniu od nowoczesnych ścian stacji wykonanych z izomerów. Na szczęście ściany uginały się delikatnie, odbierając część pędów nabojom, niestety akatsoJ i sojaL zginęli na początku, zanim kawalkada z kałacha się uspokoiła .Patrzyłem na ich śmierć skamieniały, także nie zauważyłem dwóch pocisków, które poruszały się na tyle wolno, że nie zabiły mnie, mimo, że trafiając, w oczy , oślepiły.

 

Epilog

Kilka dni później– sam chciałbym wiedzieć ile, ale nie wiem ,bo nie mogłem obserwować światła słonecznego, zginąłem z głodu bez wzroku, nie mogąc wymacać nic do jedzenia. Ludzkość jest zgubiona:/

 

Koniec

Komentarze

 

W jakiś perwersyjny sposób mi się nawet podobało, męczące było i kilka literówek znalazlem (np. pisze się sześć ściennych). Ale poza tym chyba bez sensu , więc jest ok ej.

Czy to jest sygnaturka?

Mam nieodparte wrażenie Klapaucjuszu, że podszedłeś do swoich bohaterów w bardzo nowatorski sposób, przedstawiając ich od dupy strony, i to tak dosłownie jak i w przenośni a nawet we przestrzeni pomiędzyplanearnej tudzież rozgwiezdnej.  Widać też, że się solidnie i mocno przygotowałeś, do pracy wybierając wątki zamierzchłe, znane już w starożytności, ale to nie stanęło Ci na przeszkodzie bynajmniej i w najmniejszym stopniu by je zaangażować w całkiem współczesną historię. A ta jak na tragedię przystało, zawiera w sobie tyle dramatyzmu i nieoczekiwanych zwrotów akacji, że ją się czyta dosłownie na wdechu i bez mrugnięcia oczami, które jak się okazuje można stracić w całkiem niecodziennych okolicach. Nie wykluczam też, że co wrażliwsi i zazdrośni czytelnicy, dlatego że tak nie potrafią pięknie pisać jak Ty, mogą nabawić się kompleksów.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Wielki to zaszczyt otrzymać tak komplementarne komentarze od tak znamiennych gości! Kocham Was*

 

*tylko metaforycznie, ale szczerze

Nie szkodzi, że szczerze, ważne że metaforycznie. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

 

A jako że w wyznaniu użyłeś liczby mnogiej, niniejszym informuję, że mi też jest niezmiernie przyjemnie ogrzać się w regulatorki tym, no, blasku…

Czy to jest sygnaturka?

Ojej, to ja blaszczę blaskiem grzewczym??? ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Kchrobaku, Ty kokietku, nie bądź żeż taki skromny!

 

Ładny neolegalizm, Regulatorzy, pasowałby do universamu Mechaniszkina:

– Fiu, fiu…. ale się wyblaszczyła… niech mnie tranzystor bipolowy

Ooo! Dziękuję, Klapaucjuszu! Ucieszyłeś mnie niechybnie, ale i zażenowałeś, no bo gdzież mnie tam do universamu Pana Mechaniszkina Wspaniałego.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Właściwie mogłabym podpisać się pod komentarzem Reg. Bardzo ładna Grafomania, mnóstwo pięknych błędów – ach, te metry sześcienne! – i do tego jeszcze odgrzebana historia z interesującym twistem. Podobało się.

Babska logika rządzi!

Trochę się zapeszam, kiedy czytam takie denuncjacje. Cieszę się!

Zajedobre, intryga wciąga jak chodzenie po bagnach :)

Piękne – bardzo mnie jako autora wyjęło – porównanie, dziękuję!

Świetne :)

Ożesz w pytę Fallusa! Alez to mitoloforyczne było! A komcie nad poziom wylatały jak szczerbate wuje z wiochy obok, kiedy wparowały na sztachetówę z marnymi bejsbolkami!

 

Się ubwałem, szerząc przyznam! ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Promieniuję z dumy i kontentu, kiedy pojawiają się tak pochlebne opinie!

Nowa Fantastyka
Patronujemy