- Opowiadanie: c21h23no5.enazet - Psota

Psota

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Biblioteka:

bemik

Oceny

Psota

Funkcjonariusz Gryboś w prawej ręce trzymał Obywatelski Kodeks Karny, a w lewej Spis Wykroczeń Uchodźców. Skonsternowany, długą chwilę studiował oba dokumenty. Ostre słońce grzało go w kark. W końcu podniósł głowę i niechętnie zwrócił się do przerażonej kobiety, zakutej w kajdanki. Miała świeżo podbite oko, a pod nosem zaschniętą krew.

– Jest pani oskarżona o rozbój z bronią, wymuszenie, próbę kradzieży i czynną napaść – oznajmił wypranym z emocji głosem. – Muszę panią aresztować. Wszystko, co pani powie, zostanie użyte przeciwko pani. Nie przysługuje pani prawo do adwokata.

– On mnie zmusił! – wydyszała drobna blondynka. Słaniała się na nogach; wysoki partner Grybosia, aspirant Szpak, podtrzymywał ją za ramiona. Policjanci byli pewni, że kobieta została już zarażona. Nie mogli jednak nic dla niej zrobić; określone w przepisach symptomy jeszcze nie wystąpiły.

Gryboś z trudem przełknął ślinę i zignorował oskarżenie. Zamknął gruby kodeks karny, a kilkustronicowy spis wykroczeń wyciągnął w stronę drugiego z oskarżonych.

– Pan zostanie pouczony przez wręczenie materiałów edukacyjnych – wyrzucił z siebie policjant, siląc się na uprzejmy ton.

– Uuueeeee mmmpf? – Zombie wyszarpał książeczkę z dłoni mężczyzny, zmiął ją i cisnął ze złością w skutą kobietę. Słoneczny dzień wyraźnie dawał mu się we znaki. Upał powodował też, że niemiłosiernie cuchnął. Obnażył zęby, złapał towarzyszkę za włosy i próbował odciągać od aspiranta Szpaka.

– Niestety, pańska znajoma została właśnie aresztowana – wyjaśnił cierpliwie Gryboś. –  Proszę nie zadawać się z tak niewysublimowanym towarzystwem.

Żywy trup przekrzywił obrośniętą zielonym grzybem głowę, wpatrując się przekrwionymi oczami w policjanta. Funkcjonariusz słuchał swojego dudniącego serca, starając się zachować spokój. Wiedział, że przyspieszony rytm stanowi jedyną rzecz, na którą uchodźca zwraca uwagę. W końcu zombie machnął nadgniłą ręką i oddalił się, powłócząc jedną nogą i wydając z siebie zwierzęce warczenie.

Policjanci wprowadzili chorą kobietę do radiowozu i skierowali się ku komisariatowi. W trakcie jazdy oskarżona zaczęła płakać i opowiadać:

– Wdarł się do mojego domu… Przetrzymywał, bił i gwałcił…

– Insynuacje… – mruknął Szpak, próbując doprowadzić do użytku swój poskręcany pas bezpieczeństwa. Pozbył się już odruchu zerkania na wszechobecne kamery, gdy wypowiadał nieludzkie, wyuczone formułki. Gryboś początkowo klął przełożonych za przydzielenie mu takiego żółtodzioba. Teraz wiedział, że nic lepszego nie mogło go spotkać.

Po zapięciu pasa, jego partner przejrzał obraz kamer z najbliższych ulic.

– Stłuczka na Prądnickiej i manifestacja na Szulca. Transparenty sugerują, że uchodźcy domagają się większości w rządzie i niewolnic seksualnych. Jak na razie rozwalili tylko zaparkowane samochody i rozszarpali dwie kobiety. Nie mamy tam nic do roboty. Jedź przez plac Nowej Flagi Unii Europejskiej.

Gryboś skinął głową i z trudem powstrzymał uśmiech.

Przejechali obok mostu Wielkiego Pojednania, na którym znajdowało się przejście graniczne. Policjanci zobaczyli zniszczenia po nocnym szturmie uchodźców: spalone budki strażników, dziesiątki zwłok i grzyba porastającego most, ulicę oraz liczne budynki na brzegu. Aleję prowadzącą do przejścia granicznego blokowały karetki, karawany, wozy Straży Pożarnej i limuzyny Służby do Spraw Równego Traktowania Imigrantów. Mężczyźni dostrzegli nawet helikopter Komisji Szerzenia Przypadłości w Europie.

– Znowu poniosło strażników – zauważył Gryboś, starając się mówić z naganą w głosie. – Musieli zastrzelić co najmniej kilku uchodźców, skoro tak rozrzuciło Przypadłość. Chyba stracimy tę dzielnicę.

– Przypadłość jest święta – przyznał cicho Szpak.

Radiowóz wjechał na miejski plac targowy, zacieniony szpalerami olbrzymich płacht. Na bramie wjazdowej wisiała wielka, różowa flaga. Widniało na niej otulone tęczową wstęgą serce, które pokrywał zielony grzyb. Po placu przechadzały się setki żywych trupów. Zdjęci śmiertelnym strachem sprzedawcy oddawali uchodźcom towary za darmo. Woleli zbankrutować, niż zostać oskarżeni o wyzysk i nieudzielenie pomocy ofiarom wojny.

Gryboś zacisnął zęby, czując przypływ adrenaliny. Wyżarte przez grzyba, złośliwe twarze odwracały się w stronę radiowozu.  W szybę uderzyło kilka kamieni.

– Chyba jestem w ciąży… – łkała aresztowana kobieta. – Powiedzcie, że ta zaraza zabija płód! Że… zabije… mnie…

– Proszę nie namawiać funkcjonariuszy do kłamstwa i wypowiadać się z należytym szacunkiem o Przypadłości – wyrecytował oschle młodszy policjant.

Kilkunastu zombie stanęło na drodze radiowozu, zagradzając przejazd. Wygłodniałe żywe trupy wpatrywały się w policjantów. Aspirant Szpak powoli sięgnął do kabury. Jego partner pomyślał, że takiego przedstawienia jeszcze razem nie grali. Ale reguły pozostawały te same.

– Są uchodźcami – mruknął cicho Gryboś, starając się jednak mówić bardzo wyraźnie. – Uciekli przed wojną klanów w swoim kraju. Pamiętaj, że nadzorujemy ich azyl.

– To nasz kraj – powiedział ze złością Szpak. Temat był na tyle "wdzięczny", że nie musieli silić się na kłamstwa.

Gryboś poczuł chłód w piersi. Wyciągnął broń z tłumikiem i odwrócił się ku pasażerce. Bez żadnej nadziei poszukał jakichkolwiek symptomów przemiany. Potem wycelował pistolet w jej pierś i strzelił.  

– Świadek niesubordynacji pracownika zlikwidowany – stwierdził głośno. Wychylił się i otworzył tylne drzwi radiowozu, po czym wypchnął z niego ciało kobiety. Zombie rzuciły się na podarunek jak wygłodzone zwierzęta.

– Zwłoki zutylizowane – oznajmił Gryboś i wcisnął pedał gazu. – Funkcjonariusz Szpak otrzymuje naganę i najwyższą liczbę nieodpłatnych nadgodzin. 

Aspirant odwrócił szybko głowę, wyglądając przez szybę od strony pasażera. Gryboś wiedział, że jego partner się uśmiecha.

Koniec

Komentarze

Melduję, że przeczytałam :)

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Podtrzymuję opinię z bety: fantastyczny komentarz do bieżącej sytuacji geopolitycznej.

Powodzenia w konkursie :)

Uśmiechnąłem się po przeczytaniu. Całkowicie odwrócony system wartości. Tak mi przyszło na myśl, że gdyby policjanci też byli uchodźcami, byłoby jeszcze ciekawiej. Podsumowując: Cool. yes

Mam wątpliwość w kwestii zdania z kaburą. ;)

 

– Przypadłość jest święta – przyznał cicho Szpak. – Najcelniejsze podsumowanie całego tekstu. Piękne.

Napisałbym coś o chorobach psychicznych, które jak mam wrażanie ogarnęły całe nacje, ale szkoda strzępić języka.

Mi nie było do śmiechu.

Sith Happens!

Dzięki za lekturę i komentarze.

Zalth, to chyba jedna choroba… Skrajne stadium L.

Blackburn, z kaburą zdanie jest chyba identyczne, jak w opowiadaniu, które maltretujemy… Wyjaśnij mi, proszę, swoje wątpliwości.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Naz, ale to moje wątpliwości i nie muszą być słuszne. Czasem niepotrzebnie się czepiam. Po prostu, gdy przeczytałem to zdanie, to automatycznie pomyślałem: oczywiście, że po broń, przecież nie po banana. To policjant, a kabura służy mu do przechowywania broni. Ale teraz myślę, że chyba niepotrzebnie zwróciłem na to uwagę.

Według mnie to jest bardzo trafne spostrzeżenie :) Wiadomo, że po broń, fakt. Można spokojnie wyrzucić końcówkę zdania.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

laugh

Choroba ogarniająca narody? Oczywiście, że tak, zdiagnozowana już dawno: toż to bakteria Karola Marksa :) Koncepcja analogii pomiędzy imigrantami a zombie całkiem ciekawa, podobne skojarzenia pojawiają się po oglądnięciu co po niektórych nagrań krążących po szeroko rozumianych internetach.

No nieźle.

Nie oskarżaj Marksa o zanikający poziom rozwagi, krytycyzmu, trzeźwego osądu, wybiórczą moralność… :P Moim zdaniem tyle Marks przyłożył do obecnej sytuacji ręki, co Nietzsche do zagłady żydowskiej. Wszystko zależy od późniejszych interpretacji…

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Użyłem tego w bardziej hasłowym charakterze, nie istnieje związek frazeologiczny “bakteria Fryderyka Nietzschego”;)

 

Ej, a tak w ogóle kolejny Twój post – kolejny Nietzsche. Przykro mi to mówić, ale jesteś uzależniona.

No nieźle.

Przeczytałam. Warsztatowo, oczywiście, świetnie, a treściowo… faktycznie, nie umiem przeczytać tego opowiadania bez odniesień do obecnej sytuacji geopolitycznej. A kiedy czytam je w ten sposób, to budzi we mnie wielki opór i dość paskudne skojarzenia :(

Poważnie wątpię w sens zaczynania dyskusji na ten temat pod tekstem, który – było nie było – siedzi na portalu fantastycznym i opowiada o zombie. No to nie zacznę ;)

Przeczytałem, dobrze napisane.

Przekaz dość oczywisty, może wydawać się nawet atrakcyjny, ale nie ma czemu się dziwić, przecież skrajności sprzedają się najlepiej…

Sorry, taki mamy klimat.

Dziękuję za lekturę :)

 

Skoneczny, ja siedem lat studiuję filozofię… 

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

W 100% podpisuję się pod komentarzem Loli, jeśli pozwolisz, Lolu ;)

Porządnie napisany szort, ale czy uchodźcy-zombie zostaną mi w pamięci na dłużej… Raczej nie.

 

Chyba stra­ci­my dziel­ni­cę.Chyba stra­ci­my dziel­ni­cę.

Liczę się jednak z tym, że Gryboś mógł tak powiedzieć.

 

Żywe trupy wy­głod­nia­łym wzor­kiem wpa­try­wa­ły się w po­li­cjan­tów. – Chyba tylko dlatego, że były to żywe trupy, potrafiły patrzeć wzorkiem. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Chyba stracimy (tę) dzielnicę.

Trochę zbyt groteskowe, żeby bawiło czy poruszało, więc efekt, jakikolwiek miał być, raczej nie został osiągnięty. Ale napisane bardzo ładnie. I tak zdeczka nie wwdług Twoich “standardów klimatycnych”, co jest i plusem i minusem. Nie wiem tylko, czym bardziej, bo z jednej strony fajnie, że jest lekko, płynnie. A z drugiej… chyba lubię te Twoje mózgojeby.

 

Peace!

 

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Dziękuję za lekturę i poprawki :)

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Jest akcja!

I trup!

Groteska przesadna poprawnie.

Ale tu jest 1 myśl (pomysł), tylko = jednoznacznie płaska fabuła.

Ignorancja to cnota.

Prawie komplement od Katastrofa!

Małymi kroczkami do przodu ;)

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Zombie uchodźcy. Ech, nie mam pytań :) Przesłanie jasne, sposób przedstawienia dobry. Ale mi osobiście czegoś tu brakuje. Może faktycznie coś z tą fabułą, a może brakuje mi trochę emocji w tych postaciach, sam nie wiem… Ale ogólnie na plus :)

Zgadzam się z Serwatusem. Świetny pomysł na uchodźców zombiaków.

Napisane dobrze i przewrotne, ale wolę widzieć w tekście groteskową historię o zombiakach niż komentarz do obecnej sytuacji geopolitycznej, bo wtedy staje się rozczarowująco jednostronne.

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

A ja nie wiem, dlaczego “Psota”. Żadnej psoty tam nie zauważyłam. Opowiadanie oczywiście czarny humor, nawet gore, ale w sumie wymowa tragiczna i najczarniejsza.

Dziękuję za kolejne komentarze i spostrzeżenia.

AlexFagus, jestem w temat uwikłana odgórnie i musiałam odreagować, ale jak najbardziej rozumiem twoją rację.

chinagirl, “psota” wobec reżimu, systemu, przełożonych. Policjanci zapewnili aresztowanej los, który uważali za lepszy, niż przemiana. I to pod okiem przełożonych.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Paskudne, ale bardzo dobrze napisane. Fuj, aż mi coś podchodzi do gardła. Może jestem zarażona?

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Przeczytałem z niesmakiem. To “dziełko”, nie jest ani dowcipne, ani ciekawe, ani głębokie w treści.Jest po prostu odstręczające. Ponadto żadem policjant nie strzela w środku radiowozu. Opowiadanie nadaje się moim zdaniem jedynie na grafomanię. Pozdrawiam zniesmaczony.

Dzięki za opinię i punkt, bemik. Przepraszam za mdłości! ;)

 

ryszardzie, jeszcze chwila i uprzedzisz się do moich tekstów całkowicie… ;) Prawda, ciężko strzelać w radiowozie, ale z wychodzeniem do głodnych zombie raczej nikt by się nie kwapił.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Szorcik niezły i bardzo ładnie uwypuklający to, co uwypuklić należy.

 

Ryszardzie, seansu South Parku to Ty byś chyba nie przeżył :)

Zygfrydzie – rozbawiłeś mnie niemal do łez yes

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Moje miasteczko, małe miasteczko, śmierdzącą rzeczką przecięte wpół…

Dzięki za lekturę i opinię, zygfrydzie ;)

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Skojarzenia geopolityczne pchają się zbyt nachalnie. I zgadzam się z Alex – przedstawienie raczej jednostronne.

Babska logika rządzi!

Przykro mi, bo doceniam twój styl i nawet potrafię łyknąć Twoje teksty filozofujące (chociaż generalnie za takimi nie przepadam), ale tym razem mi nie podeszło. Jednak to raczej moja wina, niż Twoja, bo mam pewną alergię na takie poruszanie-przekładanie wprost aktualnych problemów społeczno-politycznych. Jest tego tyle wokoło, że w literaturze wolę od tego odpocząć. Może, gdyby było w tekście coś jeszcze, jakoś inaczej, subtelniej poruszone, a nie tak płasko jednostronnie. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Rozumiem :) Mimo relatywizmu i liberalizmu, w tym temacie jestem jednostronna i wiem, że jednostronność jest wadą tekstu. Ale patrząc na to, co się dzieje (na przykład dziś w Brukseli), w ogóle mi własna jednostronność nie przeszkadza. Aczkolwiek literatura, fakt, zasługuje na coś więcej. 

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Nie napiszę chyba nic, co nie było już napisane powyżej.

Opowiadanie napisane bardzo dobrze, to wiadomo. I pomysł też niczego sobie, tylko jak to już wspomniano, bije od niego “jednostronność”.

I jeszcze jeden zarzut, może…

Nakieruj mnie proszę, jaką ewentualnie funkcję ma pełnić ten tekst? Bo jest tam, powiedzmy, całkiem sprytna, jeżeli nie nazbyt uproszczona analogia, ale brak większego komentarza. Zdaje mi się, że fantastyka w jakiejkolwiek formie najlepiej nadaje się do stawiania pytań, niż udzielanie odpowiedzi, ale nawet odpowiedzi w tym tekście specjalnie nie ma. Dowiedziałem się z tekstu jednej tylko rzeczy: enazet nie lubi uchodźców ogółem, albo przynajmniej tych z bliskiego wschodu. Szkoda, że nie ma tu nic więcej, nie rozpoczynasz opowiadaniem żadnej dyskusji. Dlatego na koniec opowiadania mam po prostu wrażenie, że chciałaś coś z siebie wyrzucić i tyle, a ja oczekiwałbym od Ciebie nieco więcej ;)

 Wizja od strony rekwizytów interesująca, ale od strony przesłania – jednowymiarowa. Trochę szkoda, bo w sumie figura tego zombie daje całkiem szerokie pole do przypisywania różnych znaczeń.

– Kreacja Policjantów – takich dwóch typowych krawężnioli, co – trzeba przyznać – zostało dość sprawnie pokazane.

– Rola Policjantów w istocie się nie zmienia, pilnują przestrzegania przepisów, tylko przepisy jakieś takie dziwne ; )

I po co to było?

Nowa Fantastyka
Patronujemy