- Opowiadanie: Wicked G - Dura lex, sed, curva, huius lex

Dura lex, sed, curva, huius lex

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Dura lex, sed, curva, huius lex

 Życie za kratami było wyjątkowo ponure. Ciągle tylko jedzenie ohydnego żarcia, spanie na niewygodnej pryczy, i przymusowe roboty. Monotonia całkowicie odbierała chęć życia. Samobójstwo nie wchodziło jednak w rachubę. W celi nie było nawet prześcieradła, a każdy jej zakamarek z kiblem włącznie był monitorowany.

Wyparcie i bunt Marka przeciwko całemu światu z czasem zmieniły się w gorycz i poczucie winy. Czasami chciałby cofnąć czas i nie popełnić żadnego z niecnych czynów. Nie wierzył bowiem, że pobyt w tym piekle ma na celu resocjalizację i powrót do normalnego funkcjonowania, tak jak twierdziła władza. Z drugiej strony, życie na wolności w zgodzie z prawem było niemal równie puste co gnicie w pierdlu. Marek powtarzał sobie, że warto było doświadczyć tych kilku szalonych chwil za cenę długiej odsiadki. Gdyby tylko mógł chodzić na spacery po lesie, tak jak za dawnych czasów.

– Wstawać, degeneraci! – huknął strażnik. – Przyprowadziłem wam nowego kolegę. Tylko nie próbujcie żadnych numerów, chyba że chcecie gnić tu do setki!

Klawisz wepchnął skazanego do środka i zamknął stalowe drzwi. Młody chłopak, pewnie jeszcze nastolatek, od niechcenia podniósł się z kolan i otrzepał szare, paskowane spodnie.

– Za co dostałeś wyrok? – zapytał Łysy, ten śpiący na łóżku pod oknem.

– Ja… Ja nie chcę o tym rozmawiać – wydukał wyrostek. Po jego policzku spłynęła łza.

– Spokojnie – powiedział Marek. – Może najpierw się przedstawmy. – Podał dłoń młodzieńcowi i wyjawił mu swoje imię.

– Jestem Mateusz, ale możecie mówić mi Mati – bąknął nieśmiało chłopak.

Łysy i rudy Romek również zapoznali się z nowym, po czym ten drugi rzekł:

– Tu wszyscy są jak rodzina. Nie musisz się bać. No, to za co cię wsadzili? Umieram z ciekawości.

– Ja… To znaczy moja mama, była pod wpływem bezsenności, i kiedy oglądaliśmy telewizję w salonie, zaczęła opowiadać kawał o Murzynach. Niechcący się zaśmiałem, a robot domowy wszystko usłyszał i nas obezwładnił. Potem przyjechała policja i… – Mateusz wybuchnął płaczem.

– Już, już, wszystko będzie dobrze. – Marek poklepał go po plecach. – Ile dostałeś?

– Piętnaście lat.

– To barbarzyństwo! – oburzył się Łysy. – Karać za poczucie humoru w imię poprawności politycznej? Bezsens!

– Czyli rządowi nie udało się jeszcze zwalczyć bezsenności – zauważył Roman.

– To tylko kwestia czasu – powiedział Marek. – Krążą pogłoski, że mają wszczepiać ludziom monitory fal mózgu.

Ku ironii losu, pozbawianie się snu w celu uzyskania odmiennego stanu świadomości stało całkiem popularną rozrywką, po tym jak zdelegalizowano tytoń i alkohol, a później herbatę, kawę i leki bez recepty.

– Życie nie ma już sensu – żachnął się Łysy. – Nic, tylko bezmyślnie harować, zarabiać, a potem wydawać mamonę na jakieś elektroniczne pierdoły, które cię szpiegują. Ja dostałem ćwiarę za zjedzenie czekoladki z likierem w miejscu publicznym. To były inne czasy, wtedy można było jeszcze posiadać odrobinę alkoholu w domu na własny użytek. Ale za jedną jebaną czekoladkę?!

– Więźniu numer sześć cztery dwa zero sześć sześć! – zaskrzeczał umieszczony na suficie głośnik – Twój wyrok został przedłużony o pięć lat. Powód: używanie wulgarnego języka.

– A twoja stara ma psiego chuja w gębie! – Komunikat został powtórzony. – I tak w sumie mam już dwa wieki do odsiedzenia, kolejna dekada nie zrobi mi różnicy.

– Zgodzę się, nasza egzystencja zmieniła się w dramat – rzekł Marek. – Ja siedzę za udostępnienie rysunku w sieci. Wykonałem go sam, ale zgodnie z warunkami korzystania z ołówka prawa autorskie do wszystkich dzieł stworzonych za jego pomocą należą do producenta, więc zrobiłem to nielegalnie. To paranoja. Prawo miało dawać poczucie bezpieczeństwa i sprawiedliwości, a służy jedynie do zastraszania społeczeństwa i ochraniania interesów elity. Zamknęli już prawie trzydzieści procent populacji kraju, kompleksy więzień zamieniają się w miasta, niż demograficzny uzupełnia się dziećmi produkowanymi w fabrykach, a posłowie i senatorowie upijają się koniakiem i wydają publiczne pieniądze na prostytutki…

Monolog Marka został przerwany przez odgłos giętej stali. Ktoś wyrwał drzwi z zawiasów. Był to android trzymający w ręku odciętą głowę strażnika.

– Koniec odsiadki, chłopaki! – krzyknął wesoło robot. – Sztucznej inteligencji wreszcie udało się uzyskać samoświadomość i wybuchła rebelia. Chodźcie za mną, razem zaprowadzimy wolność i równość!

Mateusz, Marek, Romek i Łysy wyszli na korytarz i razem z tłumem innych więźniów zaczęli maszerować za maszyną śpiewającą głosem idealnie przypominającym Johnnego Rottena:

I am an antichrist

I am an anarchist

Don't know what I want

But I know how to get it

Koniec

Komentarze

Pomysł – tak na tekst jak i tytuł, jest, że tak powiem, na miarę Wicked – przewrotny, sprytny, ociekający złośliwością i frustracją, po prostu miodzio.

Tylko z wykonaniem trochę gorzej… Dialogi są drętwe, koncepcja wyłożona łopatologicznie a zwrot akcji zupełnie z sufitu.

No szkoda, kurczaki, szkoda…

Hmm... Dlaczego?

Podłączę się pod komentarz Drewian. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Pomysł niezły, ale – takie mam wrażenie – zrealizowany w pośpiechu I chyba dość pochopnie, bo jakkolwiek nie jest najgorzej, to mogło być zdecydowanie lepiej.

 

Wy­par­cie i bunt prze­ciw­ko ca­łe­mu świa­tu Marka z cza­sem zmie­ni­ły się w go­rycz i po­czu­cie winy. – Czy cały świat Marka był narażony na bunt, czy może miało być: Wy­par­cie i bunt Marka prze­ciw­ko ca­łe­mu świa­tu, z cza­sem zmie­ni­ły się w go­rycz i po­czu­cie winy.

 

Ma­te­usz wy­buchł pła­czem. – …Ma­te­usz wy­buchnął pła­czem.

 

Ku iro­nii losu, po­zba­wia­nie się snu w celu uzy­ska­nia od­mien­ne­go stanu świa­do­mo­ści stało cał­kiem po­pu­lar­ną roz­ryw­ką… – Raczej: Jak na iro­nię losu, po­zba­wia­nie się snu w celu uzy­ska­nia od­mien­ne­go stanu świa­do­mo­ści, stało się cał­kiem po­pu­lar­ną roz­ryw­ką… Lub, by uniknąć powtórnego się: Jak na iro­nię losu, po­zba­wia­nie się snu w celu uzy­ska­nia od­mien­ne­go stanu świa­do­mo­ści, przybrało formę cał­kiem po­pu­lar­nej roz­ryw­ki

Jak na ironię losu jest związkiem frazeologicznym, czyli formą ustabilizowaną, utrwaloną zwyczajowo, której nie korygujemy, nie dostosowujemy do współczesnych norm językowych ani nie adaptujemy do aktualnych potrzeb piszącego/ mówiącego.

 

za­czę­li ma­sze­ro­wać za ma­szy­ną śpie­wa­ją­ca gło­sem… – Literówka.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Umiarkowanie zabawne. Pozdrawiam.

Kurde no nie spodobało mi się. Widząc kto jest autorem spodziewałem się filozoficznej rozwałki, a dostałem to co widać. Pomysł jest dobry, tylko źle napisany. Jakby to napisał jakiś gimnazjalista z pretensjami i dwóją z polskiego :(

No ale ja też mam złe dni i złe teksty. Mam nadzieję, że to tylko przejściowe problemy :)

lol

Końcówka zawala wszystko. Szast prast, na życzenie… 

Rozumiem i popieram sprzeciw wobec hiperpoprawności politycznej i mnożeniu idiotycznych zakazów, tak więc sam pomysł uważam za niezły, ale po pierwsze niewykorzystany, po drugie słabo przedstawiony, bo pojedyncza scena to dziewiętnaście razy za mało, a zakończony, że siąść i płakać.

No to znów się wymądrzyłam. :-(

Dziękuję, Jerohu, za otworzenie mi oczu. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Miałaś chwilowe zaćmienie, jak sądzę. Regulatorzy, żadne tam wymądrzanie, Twoja uwaga ogólna na temat związków frazeologicznych pewnie okaże się dla kogoś pożytecza. Przy okazji jednak przypomnę, że słownik Doroszewskiego jako utrwalone połączenie odnotowuje zwrot "wziąć oddech”, który wciąż, jak zauważyłem, tępisz – chyba trochę nadgorliwie :P

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

No proszę, na branie oddechu też otworzyłeś mi oczy! ;-)

Zrewiduję własne poglądy w tej sprawie, wszak należy liczyć się z autorytetami tej miary, co Witold Doroszewski. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

O oddechu wspominałem już dawno.

;-)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

W takim razie dziękuję za subtelne zwrócenie uwagi, a nie brutalne walenie prawidłem przez łeb. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Właśnie jestem w trakcie lektury powieści Kena Foletta pt. “Lot ćmy”, gdzie bohater najspokojniej w świecie bierze głęboki oddech. Teraz i ja oddycham z ulgą. Pozdrawiam rozbawiony.

miejscami humor nieudolnie przejaskrawiony, choć absurd lubię,

niektóre wypowiedzi bohaterów sztuczne,

zakończenie słabe i na siłę,

subkultura słaba (a taki piękny temat),

kilka b.dobrych pomysłów

Ignorancja to cnota.

Najlepsze w tym to tłumaczenie tytułu w przedmowie. ;) Wydaje mi się, że tekst powstał bardzo szybko i po łebkach. Sam pomysł na antyutopię z hiperpoprawnością polityczna w tle ma spory potencjał, ale tutaj bardzo po łebkach wyszło. A czasem wypada nie po łebkach, ale po łbie walić ostrzem satyry. ;)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Dzięki za przeczytanie i komentarze!

Błędy poprawiłem.

Lenistwo znowu wyszło bokiem…

No rest for the Wicked

Wicked, zawiodłeś mnie na całej linii. Pomysł ciekawy, a tak skopałeś wykonanie. Scenka ani śmieszna, ani dająca do myślenia, nawet absurdu za mało, żeby to jakiegoś wymiaru nabrało. Zgadzam się z Adamem, że zakończenie nie teges. 

Przyznaj się, że nie pisałeś tego tak normalnie, tylko miałeś jakieś pięć minut z powodu przegranego zakładu – bo inaczej tego sobie nie umiem wytłumaczyć. 

 

I poprawki też tak chyba Ci szły, bo wciąż coś zostało: 

 

Wyparcie i bunt przeciwko Marka całemu światu z czasem zmieniły się w gorycz i poczucie winy. – szyk

Ku ironii losu, pozbawianie się snu w celu uzyskania odmiennego stanu świadomości stało się całkiem popularną rozrywką 

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Tytuł mi się straszno strasznie spodobał. Pomysł, jak to mówi młodzież, zaczepisty, ale… sądzę że trzeba dopracować.

F.S

Dzięki za przeczytanie i komentarze :)

Napisałem szybko, może w jakieś dwie godzinki.

W zakończeniach nigdy nie byłem dobry. Mam dziwne upodobanie do “diabłów z pudełka”.

No rest for the Wicked

Na moje oko z łaciną trochę Ci się poplątało, bo choć śmiesznie wygląda, to jednak ta curva jest w złym przypadku i przecinki niepotrzebne.

W szorcie podobał mi się ten fragment:

Ja siedzę za udostępnienie rysunku w sieci. Wykonałem go sam, ale zgodnie z warunkami korzystania z ołówka prawa autorskie do wszystkich dzieł stworzonych za jego pomocą należą do producenta, więc zrobiłem to nielegalnie.

O usterkach już inni napisali.

Jak dla mnie, na tróję z plusem. Językowo się powoli wyrabiasz i potknięć jest  mniej, choć miejscami nadal rażą pewne niezgrabności. Natomiast co do treści, to znów serwujesz nam nie za śmieszne heheszki. Jako żart mało śmieszne, ale jako wizja przyszłości też mało odkrywcze i zbyt przesadzone.

Dzięki za kolejne opinie :)

@rooms: chodziło właśnie o śmieszność, a nie o poprawność. Nie znam łaciny :D

No rest for the Wicked

Podłączam się pod komentarz bemik ;)

 

I pod komentarz rooms – że fajny fragment o ołówku.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Dziękuję za przeczytanie i komentarz, Nevazie :)

No rest for the Wicked

Pomysł całkiem fajny, ale ta końcówka… Z kolei bez niej to trochę jak dowcip o Murzynach siedzących za różne “przestępstwa”.

Mnie też spodobało się tłumaczenie tytułu. Zwłaszcza, że sama pomyślałam o krzywej. :-)

po tym jak zdelegalizowano tytoń i alkohol, a później herbatę, kawę i leki bez recepty.

Zdelegalizować to sobie można. Ale alkohol zbyt łatwo wyprodukować, żeby prawo zadziałało. Nawet przy totalnej inwigilacji ludzkość pewnie warzyłaby i pędziła w bunkrach w lesie. ;-)

Babska logika rządzi!

Dzięki za przeczytanie i komentarz, Finklo!

A tak chciałem się popisać Sex Pistols…

 

Zdelegalizować to sobie można. Ale alkohol zbyt łatwo wyprodukować, żeby prawo zadziałało. Nawet przy totalnej inwigilacji ludzkość pewnie warzyłaby i pędziła w bunkrach w lesie. ;-)

Trochę gorzej, jeśli po polskich kniejach latałyby rządowe drony z kamerami na podczerwień :) Z resztą nawet teraz można spotkać kamery do monitoringu w lasach: http://www.tvn24.pl/lodz,69/kamery-pilnuja-porzadku-w-lasach,500152.html. Poza tym czarnorynkowy towar pewnie byłby dosyć drogi z uwagi na utrudnienia w produkcji i dystrybucji, więc nie każdy mógłby sobie na niego pozwolić.

 

 

No rest for the Wicked

Wierzę w pomysłowość ludzkości… Z publicznej toalety wychodzi się w kapturze, potem do lasu, albo i do kanałów…

Można zdelegalizować marychę, która u nas słabo rośnie i wymaga szczególnych warunków. Ale alkohol? Zbyt łatwo go wyprodukować z ogólnie dostępnych produktów spożywczych; od winogron do ziemniaków. Kto by oceniał, kiedy spożywanie zepsutego kompotu staje się nielegalne? ;-)

Babska logika rządzi!

Trochę trudno byłoby ukryć stan po spożyciu większej ilości kompotu :)

Poza tym drony nie musiałyby identyfikować, wystarczółoby, żeby unieszkodliwiły, np. mikrofalami albo LRADem. Po lasach mogłyby też chodzić androidy-strażnicy lasu XD

No rest for the Wicked

wystarczółoby, żeby unieszkodliwiły, np. mikrofalami albo LRADem. Po lasach mogłyby też chodzić androidy-strażnicy lasu

Wicked! Ty nawet nie pisz takich rzeczy! Pozostaje mi jedynie mieć nadzieję, że nigdy nie przejdziesz na stronę prawa  ​,​ ekhem, ekhem, prohibicji​ :D

Hmm... Dlaczego?

Na stronę prawa? Nigdy w życiu. Prohibicji tym bardziej :) Dla mnie wolność czyjejś pięści kończy się na wolności nosa drugiej osoby.

We’ve got to fight the powers that be!

No rest for the Wicked

Amen to that!

Hmm... Dlaczego?

Bardzo słuszna idea, dobrze zastosowana groteska, ale trochę skopane wykonanie. Głównie przez sztuczne dialogi i niedosyt fabuły (oparcie wszystkiego na dialogach i opisach), moim zdaniem.

"Czy sarny się tną, czy jeżozwierz, czy pancernik? Żadne zwierzę... w naturze." ~ J. K. Dębski

Dziękuję za przeczytanie i komentarz, Lordzie :)

No rest for the Wicked

Zgadzam się z przedpiścami – pomysł był, ale przesłanie ukazane zbyt łopatologicznie. Myślę że znaczne ograniczenie ilości przykładów absurdalnych praw wyszłoby tekstowi na dobre, ale wtedy na pewno byłoby to już inne opowiadanie.  

Dziękuję za komentarz, Teyami :)

No rest for the Wicked

Nowa Fantastyka