- Opowiadanie: ARHIZ - O tym jak Obcy pojawili się w Alpha Centauri

O tym jak Obcy pojawili się w Alpha Centauri

Kim mógłby być człowiek z perspektywy maszyny? Istotą słabą i nieporadną? Niekoniecznie!

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

O tym jak Obcy pojawili się w Alpha Centauri

Życie przy Alpha Centauri toczyło się własnym… życiem? Zakładając, że mechanoidy (same określające siebie jako "My") w ogóle żyją. Tak czy inaczej, nadchodziła kolejna era historyczna, „epoka VIII” – tak przynajmniej ogłosił król. Stary dobry król miał formę ogromnego pierścienia – od tysiącleci jego człony okalały równik macierzystej planety robotów, zwanej Kulą. Tam też powstały te przypominające maszyny byty, zrodzone tysiące lat wcześniej, kiedy powierzchnia Kuli była rodzajem wrzącej zupy płynnych metali. 

Ale wracając do władcy – co jakiś czas jeden z jego członów przepalał się i funkcję centrali przejmował sąsiedni, podczas gdy ten "zużyty" miał czas na regenerację. Co jakiś czas król opracowywał nową, przełomową technologię, której efektem był skok rozwojowy. Wtedy też ogłaszał nastanie kolejnej epoki. Przykładem może być chociażby możliwość kolonizowania nowych planet (epoka V), czy wynalezienie napędu czasoprzestrzennego (epoka VII). 

Czym był zatem najświeższy przełom? Właściwie, to nie do końca wiadomo… ponoć król wyliczył, że mechanoidy napotkają inną formę życia. I w tym właśnie celu statek Duży Szybki Prostokąt miał udać się do nowego układu słonecznego, ochrzczonego jako Odległa Gwiazda. 

 

– Proszę, nie przerywaj – sygnalizował Konserwator. – Opowiadaj dalej.

– Dobrze – odparł Odkrywca. – Tak więc Detektor poinformował mnie, jak wyglądało to nowe ciało niebieskie…

– Już wtedy nie rejestrowałeś obrazu? Myślałem, że to Oni…

– Niee, utraciłem tę umiejętność określony czas wcześniej. Mało istotna sprawa… Tak więc wracając do planety… Naszym rejestratorom ukazała się zielona kraina, która swą barwę zawdzięczała pewnej osiadłej formie życia. Nazwaliśmy ją Zielonymi Bateriami Słonecznymi. Jednak pomimo wielości form, nie mogliśmy nawiązać z nimi kontaktu – istoty te były zbyt zajęte swoimi cyklami chemicznymi, o wiele bardziej złożonymi niż nasze. Z kolei ich sygnały elektryczne miały charakter marginalny – do tego stopnia, że z początku nasze wykrywacze nie rejestrowały w ogóle życia. 

– A czy to prawda, że…

– Owszem, tamtejsza atmosfera zawierała ogromne ilości wody, która nie dość, że istniała w postaci wielkich oceanów oraz mniejszych skupisk na lądzie, to jeszcze ustawicznie spadała na nas z nieba w postaci opadów! 

– Straszne! Aż mi się uaktywnił obwód obronny – zakomunikował Konserwator. – Jakie dać teraz powłoki? Tytanowe?

– Tak, podwójne. Wracając do mej opowieści, odkryliśmy też budowle. Było ich właściwie niewiele.

– To Oni je zostawili?

– Tak. Weszliśmy do środka jednego z kompleksów – utworzonego z surowej rudy stopów metali i pokrytego złotem… Oni kochają złoto. Tam po raz pierwszy zauważyliśmy wzmożoną aktywność elektryczną. Impulsy pochodziły od małych istot o sześciu odnóżach, szybkich i czujnych form życia. Nie myślących. Tymczasem od początku było wiadomo, że te korytarze musiały skonstruować byty rozumne. I wtedy zobaczyliśmy Ich ciała…

– Żywe?

– Nie. Oni są trochę jak człony naszego króla, zużywają się. Ale jednocześnie nie poddają się całkowitej regeneracji – robią za to coś innego, w środku starych tworzą się nowi. Całość poprzedza przeniesienie części płynów z jednej istoty do drugiej. Nie jest to świadome zwiększanie liczebności jak u nas, lecz wynika z formy wewnętrznego, dzikiego przymusu – w dodatku niedokładnego. Chociażby wiele ciał w krypcie, jak się później okazało, miało ślady płynów inicjujących powstawanie nowej struktury, pomimo tego, że były uszkodzone, a przez to niezdolne do ich wytworzenia nowego życia. 

– A co z żywymi?

– Cóż, myśleliśmy, że uciekli. Schowali się przed nami, jednak skrycie nas obserwowali. Wiedzieliśmy o ich obecności, ale nie mogliśmy ich namierzyć. Cieszyłem się, że nie widzę ich cieni jak moi towarzysze. Rejestracja dzikich, chaotycznych przeskoków elektrycznych w ich ośrodkach myślenia była wystarczająco przerażająca. Określony czas później ewakuowaliśmy się, by powrócić do domu. Dopiero wtedy dowiedzieliśmy się… – Że Oni przylecieli do nas….

– Właśnie. Każdy z nas to pamięta. Odkryliśmy Ich, polecieliśmy do Nich… tymczasem w rzeczywistości to oni polecieli do Nas.

– Tak więc widziałeś ich żywych?

– Widziałem? Nawet nie wiesz, jak bardzo jestem zadowolony, że nie! Ale ci co mogli zarejestrować obraz, mówili o wiotkiej strukturze nasączonych wodą powłok – w dodatku ciągle zmieniających swe położenie. Coś jak połączenie błota, wiru i egzoszkieletu z odrobiną magmy. Co ciekawe, większą część ich ciała okrywała normalna stała materia barwy czarnej – czyżby wygląd ich powłok był straszliwy również dla nich samych? I te Ich sygnały myślowe… podczas, gdy my nie dowiedzieliśmy się o Nich nic, Oni zbadali nas bardzo dokładnie. Gdy statek, którym przylecieli, wylądował, wyszli z naczyniem pełnym wody. Jeden z Nich patrząc prosto na nas swoimi wilgotnymi rejestratorami obrazu, wypił całą zawartość! Taka ilość zabiłaby co najmniej setkę Nas. Dobrze wiedzieli czego się lękamy. Wszyscy rejestrowaliśmy ich myśli – były przepełnione przerażającymi sygnałami. Podczas gdy z każdym określonym czasem rósł nasz strach – rosła także ich pewność siebie. Zaczęli podchodzić do nas coraz śmielej, pokazywać swoją wyższość. Wydobywali z siebie straszliwe zmienne dźwięki, rozpylając przy tym parę wodną. Zresztą, cali w pewnym stopniu nią ociekali, tworząc wokół siebie śmiercionośną chmurę. 

Ale najgorsze były ich informacje, zawiłe i pełne nieścisłości. Podczas gdy komunikowali jedną czynność, robili inną – ich sprzeczne zachowania były nie do przewidzenia. Co rusz wydawali z siebie dźwięki o wysokiej częstotliwości, kiedy nasze systemy nie mogły określić ich logiki wypowiedzi. 

– Jak więc zamierzacie z nimi walczyć? Utraciliśmy wszystkie planety poza Kulą. Co na to król?

– Przegraliśmy.

– Jak to?

W odpowiedzi systemy odkrywcy przestały funkcjonować i wszystkie procesy zostały całkowicie wyciszone. Zdezaktywowany mechanoid padł ciężko na srebrną ziemię. Za nim stał człowiek w czarnym kombinezonie i przezroczystym hełmie.

– On! – wykrzyknął Konserwator

– Ja! – odkrzyknął człowiek, po czym zaśmiał się szyderczo. Wiem, że nie rozumiesz moich słów, marna kupo żelaza, ale wiem też, że rozpoznasz zawarte w nich myśli. Tak się składa, że twój, hehe, król… Został zniszczony! Podobnie jak wszyscy twoi, określmy to, bracia. Jesteś ostatnim ze swojej blaszanej rasy. A wiesz dlaczego? Bo byłeś nam potrzebny. Wasza technologia bardzo nam się przydała, ale chcieliśmy zbadać waszą sztuczną inteligencję. Dlatego skasowaliśmy ci nieco pamięci i podłączyliśmy twojego przyjaciela do naszego sprzętu, by móc nim zdalnie sterować. Naturalnie mieliśmy też dostęp do jego wspomnień. Podczas rozmowy z tobą, badaliśmy twoje rekcje i działanie twojego syntetycznego mózgu. Teraz już wiemy wszystko co chcemy, a ty nie jesteś nam do niczego potrzebny. Zrozumiano? To zdychaj!

– Udało ci się! – rozległ się kobiecy głos. – Padł od przeciążenia systemu.

Oboje zanosili się od śmiechu dobre piętnaście minut. Król mechanoidów określił epokę VIII jako wyjątkową – doskonale zdawał sobie sprawę, że będzie ona ostatnia. 

 

 

ARHIZ

Koniec

Komentarze

Zamierzasz całą swoją twórczość wrzucić na stronę w ciągu jednego dnia? :) 

 

“Tekst ma się bronić sam. Pewnie, tylko bywa tak, że nie broni się on nie ze względu na autora, tylko czytelnika" --- Autor cytatu pragnie pozostać anonimowy :)

Tylko to, co uważam za godne przeczytania ;)

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Podobało mi się, krótkie i lekkostrawne. 

A dla mnie to ostatnie było takie sobie. Ale miało też swoje smaczki, np: wilgotne rejestratory obrazu.

ARHIZIE, Vercenvard ma rację – nie wrzucaj wszystkich opowiadań jednego dnia, daj nam trochę odetchnąć. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

@bemik, @vercenvard, Ja wychodzę z założenia, że jeżeli chce to niech wrzuca i dziesięć, z doświadczenai wiem, że jak ktoś nie chce to i tak nie będzie tego czytał ;) 

No właśnie o to chodzi. Chłopak nieźle pisze, warto, żeby parę osób przeczytało jego teksty, oceniło, wytknęło błędy. Ale rzadko kto ma ochotę czytać parę opowiadań tego samego autora pod rząd. Ja mam dziś dyżur, więc czytam niejako z obowiązku, chociaż przyznaję, że cieszę się, iż opowiadania są z sensem i nie najeżone błędami.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Ale wiesz, ja np. widząc kilka opowiadań tego samego autora nie mam niepohamowanej potrzeby czytania wszystkiego po kolei. Myślę, że portal nie ulegnie awarii, gdy się pominie jedno opowiadanie i przejdzie do następnego ;P 

Ale ja lubię mieć statystyki w porządku (znaczy 100%). I takie mam wykonanie swoich dyżurów, przynajmniej dotychczas tak się udawało. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Przeczytałem z bardzo umiarkowanym zainteresowaniem. Tekst wydaje mi się zbyt przekombinowany i mało literacki. Zero emocji. Pozdrawiam.

Mi to nie przeszkadza, ale dla samego wrzucającego, o ile liczy na więcej komentarzy, lepiej chyba robić jakieś przerwy, bo mozna podtrzymać zainteresowanie zamiast doprowadzić do przesytu.

Wracając do tematu:

 

– w pierwszym akapicie mamy chyba naruszenie czasu narracji – (zakładając, że żyją) i powtórzenie: tysiące/tysiącleci – zastąpiłbym czymś, np milenia.

Co jakiś czas król opracowywał jakąś nową przełomową technologię

Powtórzenie.

Przykładem może być chociażby możliwość kolonizowania

I znów problem z czasem.

 

– Proszę, nie przerywaj – sygnalizował Konserwator. – Opowiadaj dalej.

– Dobrze – odparł Odkrywca. – Tak więc Detektor

W dwóch linijkach trzy pojęcia/nazwy (w końcu z dużej litery) o których znaczeniu nic nie wiadomo. Efekt kompletnego zagubienia z serii “wait, what?”

 

Tak więc wracając do planety.

Była zielona, barwę zawdzięczała pewnej osiadłej formie życia, którą nazwaliśmy Zielonymi Bateriami Słonecznymi. Jednak pomimo wielości form, nie mogliśmy nawiązać z nimi kontaktu – istoty te były zbyt zajęte swoimi cyklami chemicznymi, o wiele bardziej złożonymi niż nasze. Z kolei sygnały elektryczne były znikome – do tego stopnia, że z początku nasze wykrywacze nie rejestrowały w ogóle życia.

Akapit przed “była zielona” wprowadza zamęt. Nie wiadomo czy się urwała kwestia dialogowa, czy to jej dalszy ciąg.

 

Był utworzony z surowej rudy stopów metali i pokryty złotem… Oni kochają złoto. Tam po raz pierwszy zauważyliśmy wzmożoną aktywność elektryczną. Były to małe istoty o sześciu odnóżach, szybkie i czujne. Nie myślące. Tymczasem od początku było

Again…

 

Czemu Oni/Nich/Nas ciągle z dużej litery? I czemu tyle tego:

 

I te ich sygnały myślowe… podczas, gdy my nie dowiedzieliśmy się o Nich nic, Oni zbadali nas bardzo dokładnie. Gdy ich statek wylądował, wyszli z naczyniem pełnym wody. Jeden z nich

 

Ogólnie czytało mi się dość ciężko ze względu na formę, natomiast treść niespecjalnie porywa, szczególnie że z góry wiadomo, o kim gadają przez cały czas, a z jedynego zaskoczenia pod sam koniec nic specjalnego w sumie nie wynika, bo i tak już chwilę wcześniej stwierdzono, że przegrali, a poza tym nie ma chyba żadnego powodu by los tych mechanoidów miał nas jakoś specjalnie obchodzić.

“Tekst ma się bronić sam. Pewnie, tylko bywa tak, że nie broni się on nie ze względu na autora, tylko czytelnika" --- Autor cytatu pragnie pozostać anonimowy :)

Przeczytałem trzy Twoje teksty, ARHIZie, te ostatnie. Napiszę bez czajenia się: treści, pomysły mogą podobać się wielu czytelnikom, ale powtarzanie się niejako typowych dla Ciebie błędów podobać się raczej nie będzie. Pisałeś, że to starsze teksty. Nie mogłeś ich uważnie przejrzeć, literówki wyłapać, sprawdzić w słowniku ortograficznym, jak to jest z przecinkami? Pospiech jest wskazany tylko przy łapaniu pcheł i przy biegunce…

Co do treści. Tekst o końcu cywilizacji mechanidów od razu, z powodu “osoby i postaci” króla, skojarzył mi się z jedną z bajek Lema, więc musisz wybaczyć, że przegrywasz wobec takiej konkurencji. Listy zakochanych nie są złe, ale szybko widać, ile więcej można było z nich “wycisnąć”. I na płaszczyźnie międzyosobowej, i zwłaszcza na płaszczyźnie zagadek naukowych, szczególnie nieudanego kontaktu z Alienami czy jak im tam dokładnie. Widać, że nie chciałeś wchodzić na pole minowe słabo znanych tematyk. Inicjacja młodego kapłana ciekawa ze względu na próbę diagnozy, dlaczego niektóre cywilizacje zastygają na danym poziomie rozwoju, danym wzorcu kulturowym.

Generalnie nieźle.

Na wstępie dziękuję za komentarze. To może od początku.

Vercenvard, Idaho_Iowa, bemik – po zapoznaniu się z waszymi (i Adama) sugestiami wycofałem część tekstów, które przy okazji popoprawiam i w miarę możliwości odświeżę. I w żadnym razie nie chciałem nikogo katować – nie wiedziałem, że macie tutaj coś takiego jak dyżury ;)

Ryszard – dziękuję z opinię. 

Vercenvard – dziękuję za uwagi. Co do pojęć (Konserwator, Detektor itd.), możliwe, że źle “przedstawiłem” postacie. Spróbuję dopracować. 

Co się tyczy “Ich”. “Oni”, to nazwa własna, którą roboty nadał ludziom, także wyraz stosunku jaki mechanoidy przypisują naszemu gatunkowi. Innymi słowy, fragment do poprawienia (jeszcze nie wiem jak).

AdamKB – nawiązanie do Lema celowe. I fakt, wszystkie teksty wrzuciłem niejako “z automatu”, stąd u wszystkich te same błędy. Jednak pisząc tutaj jestem nastawiony przede wszystkim na naukę i korzystanie z Waszych rad, co – mam nadzieję – będzie widać w kolejnych pracach. 

 

 

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Opowiadanie nie wywarło na mnie większego wrażenia. Choć przeczytałam bez przykrości, to podejrzewam, że niebawem o nim zapomnę.

 

Niee, utra­ci­łem umie­jęt­ność okre­ślo­ny czas wcze­śniej.Niee, utra­ci­łem umie­jęt­ność okre­ślo­ny czas wcze­śniej.

 

Mało istot­na spra­wa…. – Po wielokropku nie stawiamy kropki.

 

Ow­szem, tam­tej­sza at­mos­fe­ra za­wie­ra­ła ogrom­ne ilo­ści wody, która nie dość, że ist­nia­ła w po­sta­ci ogrom­nych oce­anów… – Powtórzenie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Interesujący opis życia na naszej planecie z punktu widzenia robotów. Te wszystkie “zielone baterie słoneczne” itp. mi się spodobały. Ale zabrakło interesującej, oryginalnej fabuły. Tekst całkiem przyzwoity jako wprawka literacka, lecz nie rzucił na kolana.

Aha, dlaczego alpha zamiast alfy?

 

Babska logika rządzi!

Regulatorzy – dziękuję za opinię.

 

Finkla – to był tekst z forumowego konkursu i bodajże taka był tam podana odgórnie nazwa ;)

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Skrzyżowanie Lema z Transformersami. Sprawnie napisane ale fabularnie bez fajerwerków.

Zbyt krótki tekst. Nie lepiej rozwinąć to w jakąś większą formę? Porządne opowiadanie z fabułą, aż szkoda dosyć ciekawego pomysłu na taki króciak.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Ciekawy pomysł, całkiem dobrze napisane, ale znowu za krótko. Uważam, podobnie jak kilkoro innych komentatorów, że dobrze by było to rozwinąć.Jestem ciekaw co dalej, zwłaszcza, że podoba mi się jak piszesz.

F.S

Dziękuję za uwagi :)

 

Poprawiłem tekst zgodnie z Waszymi sugestiami, ale nadal pozostawiłem znaczną ilość “Oni” i Ich”, żeby nie zmieniać już idiolektu robotów. Początkowo chciałem przebudować historię i napisać ją od nowa, ale ostatecznie uznałem, że lepiej będzie po prostu napisać coś w ten deseń, ale nowszego i ciekawszego.

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Nowa Fantastyka