- Opowiadanie: Deirdriu - Neptun

Neptun

Spóźniony debiut z 2015 r.

Serdecznie dziękuję moim betom za wsparcie. I dodatkowo dla Wicked G, który zechciał jeszcze przeczytać ostateczną wersję.

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Neptun

1.

 

Laura nie mogła prze­stać ocie­rać łez. Sta­ra­ła się po­wstrzy­my­wać przed po­chli­py­wa­niem, żeby nie zde­ner­wo­wać Marka. W głębi ducha chcia­ła sobie wy­obra­żać, że cier­pi tak samo jak ona, ale było to wy­jąt­ko­wo trud­ne. Jego cier­pie­nie, o ile ist­nia­ło, było zu­peł­nie innej na­tu­ry. Po­dej­rze­wa­ła, że miał różne pomy­sły do­ty­czą­ce przy­czyn ich pro­ble­mów. Dla niej wszyst­ko było jasne i oczy­wi­ste, a Marek wolał wy­my­ślać ko­lej­ne sce­na­riu­sze, nadal łu­dzić się, że każdy pro­blem można roz­wią­zać.

Wes­tchnę­ła gło­śniej niż za­mie­rza­ła. Marek moc­niej ści­snął kie­row­ni­cę, przy­go­to­wany na ko­lej­ną falę ko­bie­cej roz­pa­czy. Mi­ni­mal­nie przy­deptał pedał gazu. Za­wsze tak robił, gdy był zde­ner­wo­wa­ny, a to wy­star­czy­ło, aby Laura sie­dzia­ła na­pię­ta ni­czym stru­na.

– Zwol­nij – wy­krztu­si­ła.

Gwał­tow­nie przy­ci­snął ha­mu­lec. Za­trzy­ma­li się na środ­ku drogi, a ja­dą­cy za nimi sa­mo­chód omal nie ude­rzył w tylny zde­rzak. Marek zga­sił sil­nik i nie wy­glą­da­ło, żeby chciał ru­szyć dalej.

Laura nie miała po­ję­cia jak za­re­ago­wać. Za­ to drugi kie­row­ca nie miał za­mia­ru cze­kać i prze­jął ini­cja­ty­wę. Wy­sko­czył ze swoje­go mer­ce­de­sa, gdy tylko za­trzy­ma­li się. Nie prze­jmował się ru­chem na dru­gim pasie. Szedł pra­wie podskaku­jąc, aby dodać sobie wzro­stu i pew­no­ści. Wzrok wbił w tył głowy Marka, który tylko pa­trzył przed sie­bie.

– Czy cie­bie po­je­ba­ło?! – wy­krzy­czał wście­kły kie­row­ca. Ubra­ny w tan­det­ny dres, miał po­si­wia­łe włosy ścię­te na jeża i bli­znę prze­ci­na­ją­cą po­licz­ek. – Kto uczył cię jeź­dzić, kurwa mać! – dodał, stu­ka­jąc w przed­nią szybę zło­tym sy­gne­tem. Mimo, że męż­czy­zna re­ago­wał agre­syw­nie i za­plu­wał się, chyba nie chciał przejść do rę­ko­czy­nów.

Dzi­wacz­na sy­tu­acja po­zwo­li­ła Lau­rze od­cią­gnąć uwagę od tego, co wy­da­rzy­ło się pod­czas wi­zy­ty w kli­ni­ce. Mimo wszel­kich sta­rań – ko­lej­ne po­ro­nie­nie. Nie cho­ro­wa­ła, dbała o sie­bie, a jej ciało i tak od­rzu­ca­ło za­płod­nio­ną na szal­ce Pe­trie­go ko­mór­kę ja­jo­wą. Tyle czasu i pie­nię­dzy. Jed­nak to nie czas ani pie­nią­dze ją mar­twi­ły. 

Przed pierw­szym za­bie­giem, jesz­cze pełna na­dziei zmieszanej z płonnością naturalnych prób, wspo­mnia­ła Mar­ko­wi o na­wra­ca­ją­cych kosz­ma­rach. Nie zmar­twi­ła się nimi od razu. Zde­ner­wo­wa­nie na­war­stwia­ło się, więc umysł za­czął pro­du­ko­wać gro­te­sko­we ob­ra­zy. Nic poza tym jej nie do­skwie­ra­ło, ale kosz­ma­ry wra­ca­ły re­gu­lar­nie i za każ­dym razem prze­raź­li­wie spój­ne w prze­ka­zie. Nie mogła tego dłu­żej wy­trzy­mać. Mu­sia­ła się po­dzie­lić swo­imi wra­że­nia­mi, a Marek za­miast zna­leźć słowa po­cie­sze­nia, ro­ze­śmiał się. 

– To tylko głu­pie sny – tłu­ma­czył i ca­ło­wał Laurę w czoło, ni­czym małą dziew­czyn­kę. – Tylko głu­pie sny. 

Pierwsze po­ro­nie­nie po zabiegu było bar­dzo bo­le­sne. Kłu­ją­cy ból w brzu­chu spo­wo­do­wał, że zbiło ją z nóg. Upa­dła na ko­la­na. Nio­sła bombonierkę ze szkła ołowiowego wypełnioną cu­kier­ka­mi. Zwy­kłe spo­tka­nie ro­dzin­ne, a ona opie­ra czoło o fra­mu­gę drzwi, nie wy­trzy­mu­jąc obec­no­ści obrzy­dli­wie cie­płe­go płynu spły­wa­ją­ce­go po udach. Krew? Nie wie­dzia­ła co ma czuć. Za­wsty­dze­nie? Omal nie po­tłu­kła ulu­bio­nej miski nie­ży­ją­cej matki. W końcu trud­no roz­bić gruby krysz­tał. Cu­kier­ki roz­sy­pa­ły się po pod­ło­dze. Błysz­czą­ce i ko­lo­ro­we pa­pier­ki były tak iry­tu­ją­ce. Wy­glą­da­ły ra­do­śnie, przy­po­mi­na­ły przy­ję­cia uro­dzi­no­we dla ma­łych dzie­ci.

Pod ra­mio­na­mi po­czu­ła mocny chwyt Marka, który po­dźwi­gnął ją do góry. Uwa­żaj, po­my­śla­ła. Roz­le­jesz mnie i zo­sta­wisz mokrą plamę na pod­ło­dze. Sio­stra nigdy nie do­czy­ści. 

Jesz­cze jedna próba, po­twier­dze­nie ciąży. Miało być le­piej. Skoń­czy­ło się jak po­przed­nio, ale już mniej efek­tow­nie. Kosz­ma­ry to­wa­rzy­szy­ły jej cały czas, ni­czym sta­rzy przy­ja­cie­le, któ­rych już nie chce­my znać. Utwier­dza­ły Laurę w prze­ko­na­niu, że coś jest bar­dzo nie tak. 

Marek nie uwie­rzył. Pra­gnął dziec­ka, ale to nie mogło za­ma­sko­wać twar­dej sko­ru­py prag­ma­ty­zmu. Zyski i stra­ty. Emo­cjo­nal­ne czy ma­te­rial­ne mie­rzo­ne tą samą miarą.

Wresz­cie Laura nie była już w cen­trum uwagi i mogła cze­kać na roz­wój wy­da­rzeń jako bier­ny ob­ser­wa­tor, ni­czym widz w kinie. Żad­ne­go za­an­ga­żo­wa­nia. 

Marek opuścił szybę, a drugi kie­row­ca łapał od­dech przed wy­pusz­cze­niem ko­lej­nej wią­zan­ki.

– Czy ma pan żonę? – spy­tał nie­ocze­ki­wa­nie Marek.

Za­sko­czo­ny męż­czy­zna przez kilka se­kund nie wie­dział, co od­po­wie­dzieć. – Tak – wy­krztu­sił wresz­cie.

– A czy jest wa­riat­ką?

Laura wy­bu­chnęła nie­po­ha­mo­wa­nym pła­czem. Dla­cze­go czło­wiek, któ­re­go tak ko­cha­ła i pra­gnę­ła ak­cep­ta­cji, po­sta­no­wił opi­sać ją tak okrut­nym i nie­słusz­nym sło­wem?

 

2.

 

Wspól­ne życie było pełne na­pięć i nie­do­po­wie­dzeń. Ro­dzi­na pod­czas spo­tkań z Laurą i Mar­kiem, po­ka­zy­wa­ła na­strój ni­czym na sty­pie. Wi­zy­ty przy­ja­ciół, si­lą­cych się na ser­decz­ność i wspar­cie, tylko po­gar­sza­ły at­mos­fe­rę. 

Marek był nie­zno­śny w cza­sie swo­ich okre­sów mil­cze­nia.

Laura za­mknę­ła się w ła­zien­ce. Sto­jąc przed lu­strem, przy­glą­da­ła się nowym ranom po na­kłu­ciach, które za­uwa­ży­ła ran­kiem, tuż po prze­bu­dze­niu. Były na lewym udzie, trzy krwa­we punk­ty uło­żo­ne w ide­al­ny, rów­no­bocz­ny trój­kąt. Takie drob­ne i czer­wo­ne. Kosz­mar, któ­re­go nawet nie wy­śni­ła. Po pro­stu się stało.

Za każ­dym razem, nowe rany czy za­dra­pa­nia, za­przą­ta­ły jej myśli ca­ły­mi dnia­mi. Nawet naj­prost­sze czyn­no­ści były trud­ne do wy­ko­na­nia, gdy sta­ra­ła sobie przy­po­mnieć, jakim cudem się po­ja­wi­ły. Czuła, że od­po­wiedź kryje się w snach. 

Bar­dzo długo oswa­ja­ła się z fak­tem, że kosz­ma­ry za­czę­ły opusz­czać świat umy­słu. Póki tam były, póki ist­nia­ły tylko jako ob­ra­zy, ra­dzi­ła sobie. Le­ża­ła bez­piecz­nie w łóżku, a Marek spał tuż obok. Wy­star­czy­ło. Jed­nak skąd miała pew­ność, że mąż w tym nie uczest­ni­czy? Był na wy­cią­gnię­cie ręki, a nigdy nie obu­dził się za­nie­po­ko­jo­ny. Nawet nie wspo­mi­nał, że ma ja­kie­kol­wiek pro­ble­my ze snem. Każ­de­go ranka wy­da­wał się zu­peł­nie nor­mal­ny. 

O ra­nach też mu­sia­ła po­wie­dzieć Mar­ko­wi, cho­ciaż wy­da­wa­ło się to pra­wie nie­moż­li­we. Za­uwa­żał stru­py, ale nie nie­po­ko­iły go. Cza­sem tylko pytał czym się znowu ska­le­czy­ła. Przez jakiś czas wy­my­śla­ła hi­sto­ryj­ki o na­ucze­niu się ha­fto­wa­nia. W domu nawet nie było naj­prost­sze­go ze­sta­wu do szy­cia. Na szczę­ście Marek nie był zbyt spo­strze­gaw­czy, ale dla nie­po­zna­ki, ku­pi­ła nici, ze­staw igieł, mu­li­ny i tam­bo­rek. Po­ło­ży­ła wszyst­ko w wi­docz­nym miej­scu, w przed­po­ko­ju. Marek ani razu nie spoj­rzał, ani nie spy­tał, czy co­kol­wiek z tym robi. Nigdy nie po­pro­sił o za­ce­ro­wa­nie dziu­ra­wej skar­pe­ty. Przy­naj­mniej Laura była pewna, że mała gier­ka oka­za­ła się sku­tecz­nym oszu­stwem. 

Jed­nak trud­niej było wy­tłu­ma­czyć trój­kąt­ną rankę, która po­ja­wi­ła się za lewym uchem. Za­krwa­wi­ła po­szew­kę. Marek prze­stra­szył się tro­chę i za­czął uskar­żać na wy­ła­żą­ce pie­rze. Laura po­czu­ła, że po­win­na być szcze­ra i za­koń­czyć szko­dli­wą ma­ska­ra­dę. 

– Nie wiem, skąd to się bie­rze, ale to chyba widzę w swo­ich snach. Te wszyst­kie ska­le­cze­nia. Ktoś mi je robi pod­czas ja­kichś badań. 

Marka za­mu­ro­wa­ło na kilka minut. Za­ję­ło mu nieco czasu prze­tra­wie­nie in­for­ma­cji. Nie miała zbyt wiel­kich ocze­ki­wań, tylko odro­bi­na em­pa­tii wy­star­czy­ła. 

Nie wie­rzył. Czuła, że w nim coś za­czy­na pękać. A naj­gor­sze dla Laury, miało do­pie­ro na­dejść. 

Marek za­pu­kał do drzwi. – Ile bę­dziesz jesz­cze tam sie­dzieć?

Szyb­ko wło­ży­ła ko­szu­lę nocną, która za­kry­wa­ła stru­py. Nie mu­siał ich oglą­dać, bo przyj­dzie mu do głowy ko­lej­na wi­zy­ta le­kar­ska, nie­po­trzeb­ne ba­da­nie krwi i naj­gor­sze – ko­lej­na płon­na dys­ku­sja nad wy­bo­rem in­ne­go specja­li­sty.

– Prze­stań się tak grze­bać! – krzyk­nął po­iry­to­wa­ny. 

 

3.

 

– Cie­szę się, że po­sta­no­wi­łeś ze mną po­roz­ma­wiać na temat Laury – po­wie­dzia­ła Agata, gdy kel­ner po­sta­wił przed nimi fi­li­żan­ki z pa­ru­ją­cą kawą. – A mój deser? – przy­po­mnia­ła, ob­da­rza­jąc kel­ne­ra nie­znacz­nym spoj­rze­niem. 

Agata była uro­cza ze swoją okrą­głą twa­rzą i do­łecz­ka­mi w po­licz­kach. W nie­bie­skich oczach iskrzy­ła ra­dość. Jasne włosy się­ga­ją­ce ra­mion krę­ci­ły się w loki, przy­po­mi­na­ją­ce złote pier­ścion­ki. Taka słod­ka i ra­do­sna. Lu­bi­ła się śmiać i za­chę­ca­ła do wspól­nej za­ba­wy. Wy­glą­da­ła nieco jak lalka, o czym Laura czę­sto Mar­ko­wi wspo­mi­na­ła. Blada i pusta lalka. Błysz­czą­ce oczy Agaty były tylko szkla­ny­mi kul­ka­mi. Włosy zo­sta­ły zro­bio­ne ze sztucz­nych włó­kien. Mimo to, sie­dząc przed przy­ja­ciół­ką żony z lat stu­denc­kich, nie mógł po­zbyć się wra­że­nia, że to wła­śnie ona jest mięk­ka i pełna życia.

Laura była zimna i ostra. Gdy do­ty­kał naj­mniej­sze­go skraw­ka jej skóry, bał się na­tknąć na roz­cię­cia. Cza­sem prze­ra­ża­ły go ob­ra­zo­we wizje. Wi­dział jak z ra­mion żony wy­cho­dzą drob­ne ostrza przy­po­mi­na­ją­ce po­tłu­czo­ne szkło. Idio­tycz­ne. Jak scena z tan­det­ne­go hor­ro­ru. Może udzie­la mu się na­strój, a może w głębi ducha czuje, że zbyt mało daje od sie­bie. Od­da­la­li się. Wcale go nie od­py­cha­ła. Wprost prze­ciw­nie, chcia­ła roz­ma­wiać i dzie­lić się swo­imi lę­ka­mi. On nie miał cier­pli­wo­ści ani chęci. Wy­du­ma­ne pro­ble­my i po­krę­co­ne prze­my­śle­nia. Tak to wła­śnie wi­dział Marek. Takie rze­czy mi­ja­ją. Prze­cze­ka. Przy­po­mni od czasu do czasu, że nic się nie dzie­je i wszyst­ko sobie wy­my­śli­ła. 

Kel­ner do­niósł deser brzo­skwi­nio­wy. Ko­bie­ta ob­li­za­ła ko­niusz­kiem ję­zy­ka wargi uma­lo­wa­ne czer­wo­ną szmin­ką. Czy ta szmin­ka nie była zbyt czer­wo­na? – po­my­ślał Marek.

– Wiesz, że to nie pierw­szy raz? – po­wie­dzia­ła, gdy szy­ko­wa­ła się do ugry­zie­nia ka­wał­ka so­czy­ste­go owocu.

– Nie ro­zu­miem.

– Masz bar­dzo dużo szczę­ścia, że wła­śnie ze mną się skon­tak­to­wa­łeś. – Wy­tar­ła odro­bi­nę bitej śmie­ta­ny z ką­ci­ka ust. – Znam jej ta­jem­ni­ce.

Marek upił łyk kawy, która była przy­jem­nie gorz­ka.

– Kiedy ostat­nio roz­ma­wia­ły­ście?

Agata wzru­szy­ła ra­mio­na­mi.

– Prze­sta­ła do mnie dzwo­nić, gdy po­ja­wi­ły się pro­ble­my z ciążą. – Otwo­rzy­ła sze­ro­ko usta, aby zjeść ko­lej­ny ka­wa­łek brzo­skwi­ni. Lu­bi­ła robić dłu­gie pauzy po­mię­dzy ko­lej­ny­mi zda­nia­mi. Takie prze­cią­ganie było w jej stylu i miało cel. Marek tro­chę za późno się w tym zo­rien­to­wał.

– Pew­nie była też za­zdro­sna o cie­bie.

– Trzy lata – do­po­wie­dział sobie cicho nie sły­sząc ostat­nie­go zda­nia Agaty. – Jakie ta­jem­ni­ce? – za­py­tał. Chciał po­znać praw­dę o wła­snej żonie. Tylko jaką praw­dę? Miał ją w za­się­gu ręki, wy­star­czy­ło wy­słu­chać Laury. Cza­sem nawet wy­star­czy­ło wy­słu­chać sie­bie. Kiedy o po­ran­ku za­czy­na­ła opo­wia­dać swoje sny, bał się przy­znać, że tej samej nocy, leżał w łóżku jak spa­ra­li­żo­wa­ny. Czuł jak coś lub ktoś go dusi.

Uśmiech Agaty spo­wo­do­wał, że zro­bi­ło się mu go­rą­co.

Czy jej bluz­ka nie ma za du­że­go de­kol­tu na taką oka­zję?

 

4.

 

Strach był rze­czy­wi­sty i na­ma­cal­ny. 

Na­cią­ga­jąc koł­drę pod brodę, nie łu­dzi­ła się, że bę­dzie miała ja­kie­kol­wiek po­czu­cie bez­pie­czeń­stwa. Po pro­stu nie chcia­ła czuć każ­dym cen­ty­me­trem skóry coraz gęst­sze­go po­wie­trza, chłod­nych po­wie­wów i pierw­szych wra­żeń nie­chcia­ne­go do­ty­ku. Bar­dzo chcia­ła się od­se­pa­ro­wać od wszel­kich od­czuć.

Koł­dra zo­sta­nie ścią­gnię­ta, a całe ciało ob­le­je in­ten­syw­ne białe świa­tło. Laura bę­dzie się czuła lepka. Unie­sie się do góry. Stra­ci świa­do­mość.

Jed­nak zanim nad­cią­gnie bru­tal­ny finał, bę­dzie miała wra­że­nie, że ktoś spo­glą­da na nią przez szpa­rę uchy­lo­nych drzwi. Małe dło­nie zo­sta­wią mokre od­bi­cia na szy­bach okien. Świa­teł­ka wiel­ko­ści zia­re­nek pia­sku, za­czną przelaty­wać po po­ko­ju tam i z po­wro­tem.

Im bar­dziej bę­dzie za­ci­skać po­wie­ki, tym bar­dziej bę­dzie czuła, jak wszyst­ko wokół roz­pusz­cza się, roz­le­wa ni­czym syrop. Pokój zmie­ni stan sku­pie­nia. Rów­no­cze­śnie bę­dzie prze­su­wał się do punk­tu w obcej przestrze­ni. Przestrze­ni, któ­rej nie ro­zu­mie, a do któ­rej od tak dawna jest za­bie­ra­na.

Dotyk zim­ne­go me­ta­lu, cie­pło ob­cych ciał, a umysł leży na półce w słoju.

Łzy na­pły­nę­ły pod po­wie­ki.

Odkąd pa­mię­tała, czuła się ni­ja­ka. Miała wra­że­nie, że jest tylko kukłą, którą prze­sta­wia się z kąta w kąt. Nic nie czu­ła, tylko od­bi­jała ocze­ki­wa­nia in­nych ni­czym lu­stro. Daje się ma­ni­pu­lo­wać wszyst­kie­mu, aby po pro­stu ist­nieć w co­dzien­nym życiu. Je­dy­ne prze­ży­cie, które po­wo­dowało prze­pływ krwi w ży­łach, bicie serca, pobudze­nie od­de­chu, cie­pło skóry, jest tak in­ten­syw­ne, że po­wo­du­je sza­leń­stwo.

W chwi­lach naj­więk­sze­go prze­ra­że­nia i wy­ob­co­wa­nia, wie­dzia­ła, że jest kimś wię­cej.

Naga le­ża­ła na stole.

 

Pod­słu­cha­ła dys­ku­sję Marka z le­ka­rzem. Miało to wy­glą­dać jak przy­pad­ko­we spo­tka­nie w kli­ni­ce, o ile to moż­li­we w kli­ni­ce bez­płod­no­ści. Po­szła do to­a­le­ty, ale szyb­ko się zre­flek­to­wa­ła. Sta­nę­ła w dru­gim kory­ta­rzu, a le­karz z mężem roz­ma­wia­li o wiele za gło­śno jak na po­uf­ną wy­mia­nę zdań.

– Bar­dzo przy­kro mi o tym mówić, panie Le­chow­ski – za­czął le­karz swoim mo­no­ton­nym tonem, któ­rym mu­siał usy­piać stu­den­tów na wy­kła­dach. – Ale mam pewne po­dej­rze­nia w sto­sun­ku do pana żony.

Marek gło­śno prze­łknął ślinę. Nie wie­dział czego się spo­dzie­wać.

– Pana żona trze­ci raz stra­ci­ła ciążę. Bio­rąc pod uwagę oko­licz­no­ści…

– O czym pan mówi? – Marek prze­rwał gwał­tow­nie. 

Le­karz wes­tchnął gło­śno przed prze­ka­za­niem swo­ich przy­pusz­czeń.

 

Cien­kie, prze­źro­czy­ste rurki przy­cze­pio­ne do ciała Laury. Unie­sio­ne nogi, wzier­ni­ki.

Dziw­ne po­czu­cie bez­pie­czeń­stwa.

Ko­cha­li ją. Dbali i pie­ści­li. Przy­tu­la­li i ca­ło­wa­li. Zmy­sło­we prze­ży­cia.

Ta­jem­ni­ce, które prze­sta­wa­ły nimi być, gdy pod­da­wa­ła się wszyst­kie­mu. Cała ma­szy­ne­ria w ciele i poza nim nie była już taka obca i wroga.

Otu­la­ła mi­ło­ścią.

 

– Pana żona po­wo­du­je po­ro­nie­nia.

– To nie­moż­li­we. Ona tak bar­dzo pra­gnie mieć dzie­ci.

– Fak­tem jest, że na jej ciele bar­dzo czę­sto po­ja­wia­ją się licz­ne za­dra­pa­nia i na­kłu­cia. Ka­le­czy samą sie­bie.

– Nawet je­że­li tak jest, to nie powód, aby stwier­dzić, że za­bi­ja swoje dzie­ci.

– Nie­ste­ty, praw­do­po­do­bień­stwo jest wy­so­kie. Laura nie ma żad­nych prze­ciw­ska­zań, aby nie do­no­sić ciąży, a mimo tego stra­ci­ła ko­lej­ne dziec­ko. 

 

Ko­bie­ta sto­ją­ca obok łóżka miała ma­ho­nio­wą skórę, żółte, ga­dzie oczy oraz białe ni­czym śnieg włosy. Roz­ta­cza­ła wokół sie­bie aurę mat­czy­nej opie­ki. Gła­ska­ła Laurę po gło­wie dużą i wąską dło­nią z sze­ścio­ma palca­mi.

– Dla­cze­go je za­bie­ra­cie? – spy­ta­ła Laura. Miała tak sucho w gar­dle.

Zro­zu­mia­ła, że nie­roz­wi­nię­te strzę­py ko­mó­rek, które brała za po­czą­tek krwa­wie­nia mie­sięcz­ne­go, a potem okazy­wa­ły się po­ro­nie­niem, były tylko atra­pą. Oszu­stwo po­zwa­la­ją­ce na ra­cjo­nal­ne funk­cjo­no­wa­nie wśród ludzi. Pro­blem, który można było na­zwać i wy­glą­dał na moż­li­wy do roz­wią­za­nia ję­zy­kiem me­dy­cy­ny. Mimo to, wciąż opie­ra­ła się le­cze­niu, a le­ka­rze nie znali żad­nych od­po­wie­dzi.

One na­le­żą do nas.

Laura nie wi­dzia­ła, żeby ko­bie­ta po­ru­sza­ła usta­mi. Usły­sza­ła głos w my­ślach. Był ła­god­ny i koił zde­ner­wo­wa­nie.

Nie martw się o dzie­ci. Są bez­piecz­ne i szczę­śli­we. Kie­dyś nawet je zo­ba­czysz.

Laura uśmiech­nę­ła się błogo. Trój­ka jej dzie­ci była bez­piecz­na. Ist­nia­ły w nie­zna­nym czło­wie­ko­wi miej­scu, rozwi­ja­ły się i uczy­ły kształ­to­wać swoją rze­czy­wi­stość. Nie były bier­ne jak ich matka, która zde­cy­do­wa­ła się na po­świę­ce­nie.

Świa­tło po­wo­li ciem­nia­ło. Isto­ty i ich ma­szy­ny od­cho­dzi­ły. Zo­stał tylko na­ra­sta­ją­cy chłód i strach przed nie­zna­nym.

 

5.

 

Marek nie za­dzwo­nił do Laury, że nie wróci na wie­czór. I tak by się nie prze­ję­ła. Żyła w swoim dziwacz­nym świat­ku, gdzie miała zmy­ślo­nych przy­ja­ciół i wro­gów. On z kolei, wresz­cie za­sma­ko­wał rze­czy­wi­sto­ści. Tak bar­dzo mu bra­ko­wa­ło bli­sko­ści i pro­sto­ty. Miał dość skom­pli­ko­wa­nych kon­cep­tów żony. Opo­wia­da­ła o nich zbyt czę­sto. Były tak bar­dzo ode­rwa­ne od ziemi.

Dla­cze­go jej na to po­zwa­lał? Była chora, sza­lo­na. Spo­tka­nie z Agatą tylko go w tym utwier­dzi­ło. Ta­bu­ny le­ka­rzy trak­to­wały­ pro­blem zbyt de­li­kat­nie i ogól­nie. Do­pie­ro była przy­ja­ciół­ka żony po­sta­wi­ła na do­sad­ność. 

Laura mie­wa­ła pierw­sze dziw­ne wizje, będąc w szko­le pod­sta­wo­wej. Kil­ku­krot­nie wspo­mi­na­ła na­uczy­cie­lom, że męż­czy­zna w czar­nym płasz­czu przy­cho­dzi do sy­pial­ni póź­nym wie­czo­rem. Za­czę­to nawet po­dej­rze­wać ojczy­ma o mo­le­sto­wa­nie sek­su­al­ne. Z cza­sem do­szły hi­sto­rie o la­ta­ją­cych spodkach oraz eks­pe­ry­men­tach, któ­rych była ofia­rą. Nikt nie brał tego na po­waż­nie. Znie­chę­co­na za­prze­sta­ła opi­sy­wać dziw­ne przy­pad­ki. Tylko pod­czas stu­diów wspomnia­ła o tym Aga­cie, którą uzna­wa­ła za swoją naj­lep­szą przy­ja­ciół­kę. Laura tak bar­dzo po­trze­bo­wa­ła zwie­rzyć się po la­tach mil­cze­nia.

Żona Marka za­cho­ro­wa­ła i po­trze­bo­wa­ła po­mo­cy. Czy miał ja­kieś inne wy­tłu­ma­cze­nie?

Jeden z le­ka­rzy tłu­ma­czył Mar­ko­wi, że stres spo­wo­do­wa­ny pro­ble­ma­mi z do­no­sze­niem ciąży może pro­wa­dzić do dra­ma­tycz­nych re­ak­cji. Jed­nak jesz­cze nigdy nie spo­tkał się z przy­pad­kiem, który prze­cho­dził w tak pogłębio­ną psy­cho­zę. Naj­wy­raź­niej epi­zo­dy z wcze­sne­go okre­su doj­rze­wa­nia ob­ja­wi­ły się po­now­nie, w cza­sie psy­chicz­nego kry­zy­su.

Marek prze­ra­ził się sło­wem psy­cho­za. Za­brzmia­ło osta­tecz­nie, groź­nie. Ża­ło­wał, że po­wtó­rzył tak in­tym­ne roz­mo­wy, gdy za­czę­ła mu opo­wia­dać o swo­ich naj­więk­szych oba­wach i po­dej­rze­niach. Nad­użył za­ufa­nia?

Agata po­wie­dzia­ła, żeby się tak nie mar­twił. Niech przyj­dzie do niej, jak tylko po­ja­wią się pro­ble­my. Jej usta prze­go­nią każdy smu­tek.

Miał na­dzie­ję, że Laura nie zro­bi­ła ni­cze­go głu­pie­go. Gdy włą­czył te­le­fon, oka­za­ło się, że nie dzwo­ni­ła ani razu. Idio­ta. Prze­cież ją zna. Wy­dzwa­nia­ła­by, a gdyby się zo­rien­to­wa­ła, że jego ko­mór­ka jest wy­łą­czo­na, sza­la­ła­by z wście­kło­ści. Za­czę­ła­by rzu­cać mniej­szy­mi przed­mio­ta­mi, pła­ka­ła, a nawet po­tłu­kła kilka ta­le­rzy.

Mu­siał do­pu­ścić do sie­bie myśl, że ko­bie­ta, którą wy­brał na to­wa­rzysz­kę życia, nie była do końca zrów­no­wa­żo­na. Czy może się do tego przy­znać przed samym sobą? A może coś po­mi­nął? Prze­ży­cia, któ­rych nie mógł zro­zu­mieć, wolał za­po­mnieć. 

Sza­leń­stwo. Dla­cze­go wszyst­ko się ukła­da, ale nie tak jak po­win­no?

Wpadł do miesz­ka­nia. Miał po­czu­cie, że coś ze­psuł i teraz musi się szy­ko­wać na naj­gor­szy sce­na­riusz. Oczy­ma wy­obraź­ni wi­dział Laurę z pod­cię­ty­mi ży­ła­mi, ku­lą­cą się w kącie sy­pial­ni, albo le­żą­cą w wan­nie peł­nej krwi. Maka­brycz­ne ob­raz­ki zmie­nia­ły się w ułam­kach se­kund, ale wolał ich nie roz­trzą­sać.

– Marek, to ty? – usły­szał głos Laury z kuch­ni.

Ulży­ło mu. Py­ta­nie zo­sta­ło za­da­ne na­tu­ral­nym tonem, któ­re­go dawno nie sły­szał. Coś się zmie­ni­ło. W progu nie po­czuł chło­du ani stra­chu. Laura prze­sta­nie opo­wia­dać swoje hi­sto­ryj­ki. Był tego pe­wien. Wrócą do normalno­ści. Wczo­raj wie­czo­rem pod­dał się chwi­li, ale kto wie, czy to nie był czas po­trzeb­ny żonie. Ja­kieś wyda­rze­nie zmie­ni­ło Laurę, przy­szło zro­zu­mie­nie, a on nie musi być tak bez­sil­ny i robić głu­po­t.

Od­krę­ci­ła wodę w zmy­wa­ku.

Po­szedł do niej, kiedy za­czy­na­ła płu­kać ta­le­rze przed wło­że­niem do zmy­war­ki.

– Jak mo­głam po­zwo­lić, aby tak długo le­ża­ły na wierz­chu? Okro­pień­stwo – po­wie­dzia­ła do sie­bie, a po chwi­li od­wró­ci­ła się do męża. – Nie chodź w bu­tach po domu.

W Lau­rze po­ja­wi­ła się pew­ność, że każde wy­da­rze­nie i strach były ko­niecz­ne. Tak po pro­stu miało być. Ko­niec uża­la­nia się i wy­obra­ża­nia, jakie by­ły­by jej dzie­ci, gdyby się na­ro­dzi­ły. Na­ro­dzi­ły się, ale nie w spo­sób ja­kie­go można by było ocze­ki­wać. Wiele rze­czy ist­nia­ło poza nią i przy­szedł czas się po­go­dzić.

Cze­ka­ły ją ko­lej­ne wi­eczorne wi­zy­ty.

– Prze­pra­szam – od­po­wie­dział Marek.

Laura spoj­rza­ła na niego zdzi­wio­na. – O czym ty mó­wisz? Od kiedy to prze­pra­szasz za wcho­dze­nie w bu­tach?

– Od teraz.

Na twa­rzy Laury po­ja­wił się uśmiech, któ­re­go od dawna nie wi­dział.

Bę­dzie żył swo­imi złu­dze­nia­mi – po­my­śla­ła Laura.

Niech tak po­zo­sta­nie.

Koniec

Komentarze

Obawiam się, Deirdriu, że nie pojęłam, co miałaś nadzieję opowiedzieć. Rozumiem, że Laura po raz trzeci roni, ale nie dotarło do mnie, dlaczego tak się dzieje. Jaki ma to związek z jej sennymi przeżyciami, przyjaciółką i tytułem opowiadania. :(

 

Marek moc­niej ści­snął kie­row­ni­cę, przy­go­to­wany na ko­lej­ną falę ko­bie­cej roz­pa­czy. Mi­ni­mal­nie przy­ci­snął pedał gazu. – Nie brzmi to najlepiej.

 

Wy­sko­czył ze swoje­go Mer­ce­de­sa… – Wy­sko­czył ze swoje­go mer­ce­de­sa

Marki pojazdów zapisujemy małymi literami.

 

Nio­sła miskę ze szkła oło­wio­we­go wy­peł­nio­ną cu­kier­ka­mi. – Kryształowa miska? Jakoś mi po nie brzmi.

Może: Nio­sła bombonierkę ze szkła oło­wio­we­go wy­peł­nio­ną cu­kier­ka­mi.

 

Marek otwo­rzył szybę… – Czy szybę można otworzyć?

Może raczej: Marek opuścił szybę… Lub: Marek otwo­rzył okno

 

Gdy do­ty­kał naj­mniej­sze­go skraw­ka jej skóry, bał się na­tknąć roz­cię­cia. – Czy nie powinno być: …bał się na­tknąć na roz­cię­cia.

 

w głębi ducha czuje, że zbyt małe daje od sie­bie. – Literówka.

 

Ta­bu­ny le­ka­rzy trak­to­wa­li pro­blem zbyt de­li­kat­nie i ogól­nie.Ta­bu­ny le­ka­rzy trak­to­wa­ły pro­blem zbyt de­li­kat­nie i ogól­nie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Neptun – ​nieodgadniona głębia ludzkiej psychiki? Mi się podobało, chociaż nie wszystko zrozumiałam, ale może przez to, że sama bohaterka siebie nie rozumiała. Czułam jej tragedię i lubię motywy snów w opowiadaniach.

Skrót z opinii podczas betowania:

Napisane ciekawie, czytało się przyjemnie. Tylko tekst skończył się, kiedy zaczęło być naprawdę interesująco. Jak dla mnie – za mało wyjaśniasz, zakończenie zbyt otwarte. Jak oni to robią? Dlaczego nikt oprócz Laury ich nie zauważa? To jest, do licha, ingerencja w naszą rzeczywistość i powinni jakoś się objawić. A tu poronienie na imprezie rodzinnej i nikt nic nie widział?

Bohaterowie. Marek wzbudza żywą antypatię. Niezłe, cholera, wsparcie zapewnia żonie. A przyjaciółka też suka. Wydawali mi się tak podli, że aż mało wiarygodni, ale może jestem naiwna i wyjątkowo dobrze dobieram znajomych. Właściwie lubi się tylko Laurę, ale nie wiadomo, jak kończy się ten epizod w jej życiu. Stara się o następne dzieci? Spotyka z dotychczasowymi? Rozwodzi?

Babska logika rządzi!

@ Regs, poprawki nałożone. Uwielbiam słowo bombonierka i cieszę, że dałaś okazję, aby zagościło w tekście.

Tytuł – odniesienie astrologiczne, Neptun jest planetą wiązaną z duchowością, ale też szaleństwem.

Sny – mogą być prawdziwe. Na warsztat wzięłam fenomen porwań przez Obcych, który w ostatnich latach zyskał głęboko duchowy wymiar.

Przyjaciółka – po prostu osoba, która przekazała Markowi, że Laura już miała takie epizody w przeszłości.

 

@Katia72 – podoba mi się “nieodgadniona głębia ludzkiej psychiki”, pasuje do astrologicznego odniesienia w tytule.

 

@Finkla – niestety, ludzka niegodziwość nie zna granic. A już po głowie jakiś czas temu chodziło rozwinięcie tego motywu. Może powinnam poważnie się zastanowić nad spisaniem :)

Deirdriu, bardzo się cieszę, że uznałaś poprawki za przydatne i że spodobała Ci się bombonierka. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Za mało. Postawiłaś, Autorko za dużo pytań bez odpowiedzi przez co opowiadanie nie spodobało mi się szczególnie. Możliwe, że to ma potencjał, ale trzeba go rozwinąć. Kilka ciekawych pomysłów, a żaden w pełni nie wykorzystany. Jednak opowiadanie (bardziej fragment) jest smutne i robi wrażenie. Tą właśnie ciężką tematyką tekst się broni.  Dla mnie Marek i Agata byli bardzo realistyczni, wielu ludzi zachowałoby sie tak samo. Dzięki nim ten tekst pokazuje, że życie to nie bajka i to też plus. Nie mniej jednak, z powodu ograniczenia fabularnego, które stanowi piętę Achillesową opowiadania, jest to tylko mocny średniak.

Piotr Czestkowski

Mocny średniak może być, Pietrek ;) Cieszę się, że tematyka sama w sobie broni tekstu. Dziękuję serdecznie za opinię.

 

@Regs, w sumie myślałam, że poprawek powinno być o wiele więcej ;)

Deirdriu, całkiem możliwe, że coś tam zostało, ale przy pierwszym i jedynym czytaniu nie jestem w stanie zauważyć wszystkich usterek. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ty to umiesz człowieka pocieszyć ;)

Jak dla mnie za bardzo enigmatyczne, za dużo niewyjaśnionych elementów. Do pytań Finkli mogę dorzucić jeszcze swoje. Czy Laura jest jedną z obcych, zakamuflowanych na Ziemi w jakiś sposób? Czy tylko ich “inkubatorem”? I co dalej?  Ucięłaś historię w ciekawym momencie. 

Wyżej wspomniane braki nadrobione zostały za to dobrym wykonaniem i czytało mi się gładko i przyjemnie. 

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

@Śniąca, nawet nie wiesz jak mnie cieszą komentarze, że tekst się czyta gładko. Ciągle żyję w przekonaniu, że ledwo klecę zdania.

Twój głos jest kolejnym zachęcającym do stworzenia kontynuacji Neptuna, albo w ogóle przerobieniu. Wyjdzie w praniu :)

Ty to umiesz człowieka pocieszyć ;)

Nie umiem, Deirdriu, niestety, nie umiem. :(

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie zgadzam się, mnie wiele razy pocieszyłaś :)

O! Naprawdę?

W takim razie, Katiu, cieszę się, że zrobiłam coś, o czym myślałam, że tego nie potrafię. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Naprawdę :) :) :)

:D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

@Regs, co my zrobimy bez Twojego redaktorskiego zacięcia :)

@Regs, co my zrobimy bez Twojego redaktorskiego zacięcia :)

Deirdriu! Na bogów! Czy wiesz coś, o czym ja jeszcze nie wiem???!!!

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

regulatorzy – cały czas się zastanawiam jak wyłapujesz wszystkie możliwe błędy :)

Piotr Czestkowski

regulatorzy – cały czas się zastanawiam jak wyłapujesz wszystkie możliwe błędy :)

Pietrku, nie wiem, jak to się dzieje, ale kiedy czytam, po prostu je widzę. Byczki i ustereczki same wypełzają.

Magia…? ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

“It’s a kind of magic”?:)

Piotr Czestkowski

To na pewno są jakieś czary :) Ja patrzę i patrzę i nic nie widzę, a nawet jak za długo to robię to raczej widzę błędy tam, gdzie ich nie ma… :)

Deirdriu! Na bogów! Czy wiesz coś, o czym ja jeszcze nie wiem???!!!

 

Widzisz, pod opowiadaniem o tytule Neptun, odkrywasz coraz więcej tajemnic o sobie. I jak tu w astrologię nie wierzyć ;)

 

To na pewno są jakieś czary :) Ja patrzę i patrzę i nic nie widzę, a nawet jak za długo to robię to raczej widzę błędy tam, gdzie ich nie ma… :)

 

Mam dokładnie tak samo.

Bo nie trzeba cały czas siedzieć i patrzeć w tekst. Niekiedy wypada zerknąć do słownika. ;-)

Babska logika rządzi!

Ach, żeby to takie proste było :)

Hmmm, historia mocno obyczajowa, a to nie moje buty. Gdzieś tam jest trochę fantastyki. Jednak koniec końców niestety nie przemówiło. Mimo to gładko mi się czytało, nic jakiejś negatywnej uwagi nie przykuło.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dziękuję NWM za przeczytanie i komentarz :) Rzeczywiście, historia przyjmuje bardziej formę obyczajówki.

Nowa Fantastyka
Patronujemy