- Opowiadanie: AlexFagus - Lody o smaku sushi (15+)

Lody o smaku sushi (15+)

Zarzekałam się kiedyś, że nie napiszę tego opowiadania. Erotyka i szorty to też nie moja bajka. I nie mam pojęcia, czy broni się jako samodzielny tekst. Ale zwyczajnie nie mogłam się powstrzymać;D

Jakby ktoś nie znał, a chciał poznać wcześniejsze losy bohaterów, zapraszam tu:)

Cytaty z “Pieśni nad pieśniami” pochodzą z Pisma Świętego pod red. ks. Petera i ks. Wolniewicza z Księgarni św. Wojciecha

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Lody o smaku sushi (15+)

– Znowu we śnie zbierałam grzyby. Grzyby, moje drogie, to powszechnie znany symbol se… – Ugryzłam się w język. Gender genderem, ale wolałam nie wcinać się w ten aspekt edukacji bliźniaczek. – Nieważne. Ostrzegają też przed pokusami. Potem biegałam po mieście, szukając lodów o smaku sushi. Nie wiedzieć czemu, od nich zależało powodzenie sesji. Lody to niespodzianka albo chęć pokonania niesnasek w związku. Ryba to symbol nadziei, zaś surowa ryba – nowe korzystne znajomości. Czyżby wszechświat uznał, że zasłużyłam na odrobinę szczęścia? Jak myślicie?

Dziewczynki siedziały cichutko, wpatrując się we mnie z uwagą. Moje kuzyneczki były dziećmi idealnymi – spokojnymi, nad wiek rozważnymi i słuchającymi starszych. Trudno sobie wymarzyć lepsze audytorium.

Basia spojrzała mi prosto w oczy, uśmiechnęła się słodko i oznajmiła:

– Masz syfa na nosie. Takiego białego.

– Czekamy, aż wybuchnie – dodała konspiracyjnie Kasia.

Odruchowo przeciągnęłam dłonią po twarzy. Małe jędze nie kłamały. Tuż nad lewym nozdrzem wyczułam zgrubienie. Syknęłam zawstydzona, zerwałam się i pobiegłam do łazienki.

Po zakończeniu nierównej walki z niedoskonałościami cery, zrezygnowana, gapiłam się na własne odbicie. Kiedyś łudziłam się, że jestem brzydkim kaczątkiem, które zmieni się w pięknego łabędzia. Niestety – nieciekawy pisklak wyrósł na absolutnie przeciętną gęś.

Westchnęłam. Nie miałam czasu użalać się nad niedostatkami urody. Musiałam wracać do bliźniaczek. Chrzestna nieźle płaciła za opiekę nad nimi, a wystawione przez wujka zwolnienie z uczelni sprawiło, że długi weekend stał się jeszcze dłuższy.

I tak, dzięki chwilowej absencji niani, mogłam odpocząć i jednocześnie podreperować kruchy studencki budżet.

Wróciwszy do dziecinnego pokoju, uświadomiłam sobie, że moje lewe zwolnienie chyba wcale nie było takie lewe: tylko ktoś niespełna władz umysłowych mógł się zgodzić pilnować tych dwóch diabląt.

Albowiem jedna z uroczych, spokojnych dziewczynek siedziała na szczycie niezbyt stabilnego regału, zaś druga, z niepokojącym błyskiem ekscytacji w oczach, bawiła się moim, skrywanym dotąd w czeluściach plecaka, smartfonem.

Te małe paskudy musiały posiadać zdolność do teleportacji, jak koty. Przecież, do licha, nie było mnie najwyżej przez cztery minuty!

Ryzykując, że w międzyczasie zostanę szczęśliwą nabywczynią koparki na eBayu, postanowiłam zająć się alpinistką Basią.

– Złaź stamtąd, do jasnej cholery! – wrzasnęłam, podbiegłszy do regału. – Natychmiast!

– Kiedy ja się boję! – zaszlochała dziewczynka, tuląc się do ściany.

– Nie wolno mówić brzydkich słów przy dzieciach! – zaprotestowała Kasia, nie odrywając wzroku od ekranu.

Zignorowałam smarkulę i najłagodniej jak potrafiłam, zwróciłam się do jej siostry:

– Już dobrze, Basieńko, złapię cię, zobaczysz.

Uspokoiła się i z ufnością skoczyła w wyciągnięte ku niej ramiona. Zrzucając przy okazji jedno z ustawionych na górnej półce pudeł.

Choć impet dziewczynki omal nie zwalił mnie z nóg, zdołałam ochronić kuzyneczkę przed upadkiem i uchylić się przed spadającym kartonem.

– Co to? – Kasia odłożyła komórkę na bok, zainteresowawszy się rozsypaną po podłodze zawartością tekturowego skarbca.

Och, czego tam nie było! Kadzidełka woniejące tanim mydłem lub zwietrzałym cynamonem, barwne otoczaki półszlachetnych kamieni, muszle, maleńkie pęczki ziół, a nawet wysuszony konik morski.

Druga kuzynka uwolniła się z mojego uścisku niczym znudzony pieszczotami kociak.

– Nie mówimy babci! – zastrzegła, dołączywszy do siostry.

– Nie mówimy babci… – powtórzyłam bezmyślnie.

No tak, mogłam się spodziewać, że ani kolejne latka na karku, ani uroki macierzyństwa nie zdołają sprawić, by ciotka Diana dorosła i przestała się zajmować okultystycznymi bzdurami.

Korzystając z nieuwagi dzieci, wyłączyłam pootwierane przez Kaśkę aplikacje i schowałam telefon do kieszeni. Przycupnęłam na kanapie i obserwowałam grzebiące w wiedźmich śmieciach dziewczynki. Postanowiłam nie przeszkadzać kuzynkom – póki nie próbowały wpychać sobie kamyków do nosa lub suszek do oczu, nic im nie groziło.

– O! Badaj, co wydobyłam! – zawołała z tryumfem Basia, ściskając w dłoni wysłużoną psią obrożę, a ja postanowiłam ochrzanić chrzestną za granie w mmorgp-egi przy dzieciach.

– Ale śmiesznie pachnie! – zauważyła Kasia, gdy siostra podsunęła jej pasek pod nos. – Jak stary ser. I zapałki. I madzia.

Nie miałam pojęcia, kim jest dziwnie pachnąca Madzia.

– Dziewczyny, zostawcie, przecież to jest brudne! – syknęłam i odebrałam im nietypową zabawkę.

Obruszyły się nieco, ale postanowiłam nie zwracać uwagi na ich fochy. Dumałam przez chwilę, co w tajnym pudełku Diany robiła stara obroża. Przecież ciotka nigdy nie miała psa.

Przesunęłam palcami po skórzanym pasku i z obrzydzeniem zauważyłam tkwiącą przy klamrze kępkę rudej sierści.

Poczułam dławienie w gardle i napływające do oczu łzy.

Usiadłam ponownie. Zupełnie nie pojmowałam, skąd wziął się rozpierający skronie smutek. Nie potrafiłam powstrzymać się od łkania.

Dziewczynki znieruchomiały i przyglądały się mi zdziwione.

– Gosia? Czemu płaczesz? – zapytały chórem.

– Nie wiem! – wychlipałam. – Nie rozumiem, co się ze mną dzieje!

Czułam się idiotycznie – niczym bohaterka jakiejś durnowatej telenoweli lub którejś z ciocinych animek. Choć starałam się jak mogłam, nie zdołałam przezwyciężyć irracjonalnej rozpaczy.

Bliźniaczki wdrapały się na kanapę.

– Gosia, nie płacz… – poprosiła Baśka, tuląc się do mojego ramienia. W orzechowych oczach błyszczała szczera troska.

– Nie chcemy, żeby ci było smutno. – Kasia położyła mi głowę na udach. W roztargnieniu głaskałam jej jasne włosy. – Zobaczysz, wszystko posprzątamy. Nie płacz.

– To… To nie przez was – zapewniłam wzruszona. – Przepraszam. Jesteście takie kochane…

I rozkleiwszy się zupełnie, zaczęłam ryczeć jak nadpobudliwy bóbr.

 

***

 

Musiałam zasnąć, ukołysana własnym płaczem, a gdy obudziłam się, zamiast dziewczynek zobaczyłam siedzącą na brzegu kanapy chrzestną.

– Chodź na kolację, Bajaderko. Zrobiłam sushi. Twoje ulubione, z tuńczykiem i mango. Mama przywiozła ci rzeczy na zmianę i kosmetyczkę. Dzisiaj śpisz u nas, dziewczynki się uparły.

Ani słowa o zostawieniu małoletnich kuzynek bez nadzoru, braku wyobraźni czy niczym nieuzasadnionej histerii.

Wieczór spędziłyśmy w typowo babskim gronie, bo wujkowi wypadł dyżur. Mama została do dziewiątej, po czym wróciła do domu, pracować nad nowym projektem.

Ciotka położyła dziewczynki spać, a potem siedziałyśmy we dwie na tarasie i sączyłyśmy grasshoppera. Opowiadała mi, chyba po raz setny, głupawe historyjki z czasu swoich studiów i wypytywała o wykładowców.

Niby dobrze się bawiłam, a przecież czułam, że wszyscy chodzą wokół mnie na paluszkach, jakbym była wyjątkowo kruchą filiżanką, gotową pęknąć od byle hałasu.

 

***

 

Sen długo nie chciał przyjść. Pyzaty pełnią księżyc zalał gościnny pokój bladym, niepokojącym światłem. Łóżko nie należało do najwygodniejszych, ale przynajmniej nie skrzypiało, kiedy się wierciłam. Gdy zdesperowana odwróciłam się twarzą do okna, zrozumiałam, że śnię.

Na parapecie siedział nagi chłopak, mniej więcej w moim wieku, i przyglądał mi się z enigmatycznym uśmiechem. Miał wąski, grecki nos, orientalne rysy twarzy i cudownie zarysowane obojczyki. W księżycowym blasku nie dało się określić barwy sięgających ramion włosów, a jednak uznałam, że są rude. Żeby nie pozostawić wątpliwości co do onirycznego pochodzenia nocnego gościa, moja stuknięta podświadomość wyposażyła go w jadowicie żółte tęczówki i prostokątne, kozie źrenice.

Majak dostrzegł, że otworzyłam powieki, zsunął się z parapetu i podszedł do łóżka.

– O, jakżeś piękna, przyjaciółko moja, o jakżeś piękna! Jak nić purpurowa twoje wargi, a usta twoje pełne są wdzięku – powiedział.

Wyglądał niedorzecznie – z tymi lśniącymi, capimi oczami, z wyprężoną tęsknie męskością, cytujący ochrypłym głosem „Pieśń nad pieśniami”. Gdybym nie śniła, wybuchnęłabym śmiechem. Postanowiłam jednak zachować powagę i wykorzystać prezent od mojego id.

– Całuj mnie pocałunkami ust twoich, bo słodsza jest twoja miłość nad wino – wyszeptałam, odrzucając kołdrę i klękając na prześcieradle. – Wprowadź mnie, o królu, do swojej komnaty; będziemy się cieszyć i radować tobą, upajać się twoją miłością bardziej niż winem!

Musiałam go zaskoczyć, bo zawahał się i spoważniał. Nie pozwoliłam mu na ucieczkę – chwyciłam chłopaka za nadgarstek i poprowadziłam dłoń między moje uda. Prawie zachłysnął się powietrzem. I dobrze: jeszcze tego brakowało, żeby wytwór mej własnej wyobraźni zwiał przed kulminacją.

Rzeczywisty seks jak dotąd mnie rozczarował. Straciłam dziewictwo w czasie wakacji, powodowana bardziej ciekawością niż uczuciem. Pospieszny, bolesny stosunek nie miał w sobie ani odrobiny magii, którą obiecywali poeci. Niemal już zdołałam zapomnieć twarz tamtego nieszczęśnika i niesmak, który czułam rankiem. Niemal.

Obiecałam sobie, że następnym razem zrobię to z miłości, ale ta ostatnio omijała mnie szerokim łukiem.

Tym bardziej byłam wdzięczna opatrzności za wielce realistyczne sny.

Gapiłam się na onirycznego kochanka, rozkojarzona, aż wyszczerzył w uśmiechu ostre, niezupełnie ludzkie zęby, i poprosił:

– Odwróć ode mnie twoje oczy, bo mnie urzekają.

Przymknęłam powieki, a on pchnął mnie na poduszki. Musiał klęknąć nade mną, wsparty na dłoniach, bo poczułam, jak włosy widziadła łaskoczą mnie po piersiach, a kolana zaciskają wokół moich bioder.

– Twoje wargi ociekają miodem, miód i mleko są pod twoim językiem – szepnął, przesuwając palcem po moich zębach. Rozchyliłam je lekko, otwierając się na pocałunek. Język widziadła przepychał się z moim, tańczył po podniebieniu, łaskotał dziąsła.

Po chwili chłopak uniósł się, pomógł mi zdjąć koszulkę i przysiadł lekko na moich udach. Jęknęłam, czując obce ciepło w newralgicznym punkcie. Smukłe, silne palce błądziły po karku, pieściły dołek nad mostkiem.

– Jak wieża Dawidowa szyja twoja, wzniesiona na zdobycznych łupach. Piersi twoje – orzekł, ścisnąwszy je – jak dwoje koźląt, jak bliźniacze jagnięta gazeli, pasące się między liliami.

Zachichotałam i wygięłam się w łuk. Majak zacisnął wargi na sutku. Pławiłam się chwilę w słodkim otępieniu, a potem wymruczałam:

– Zerwij się, wietrze północy! Bywaj, wietrze południa! Niech umiłowany mój wejdzie do swego ogrodu i niech pożywa jego najwyborniejsze owoce.

Roześmiał się i posłusznie zmienił pozycję. Rozsunął delikatnie moje kolana. Westchnęłam, czując ciepły oddech na łonie. Wplotłam palce we włosy kochanka i przytrzymałam jego głowę między udami, dopóki mym ciałem nie targnął spazm rozkoszy.

Uniósł się na łokciu i mrużąc figlarnie oczy, powiedział:

– Wszedłem do mego ogrodu, sio… – Nie pozwoliłam mu dokończyć, zamykając usta gwałtownym pocałunkiem.

Smakował mną.

Objęłam go nogami w pasie i wtuliłam się desperacko w męską pierś. Gdy posuwistymi ruchami rozmywał granice mej jaźni, naszła mnie niezbyt przyjemna refleksja.

– Ja to gdzieś widziałam – seks wśród wersetów „Pieśni nad pieśniami”. Albo czytałam coś podobnego.

Spojrzał na mnie zdziwiony, lecz nie przerwał ani nie zwolnił.

– Wszystko już było – stwierdził pogodnie, napierając dłonią na pośladki.

Miał rację. W snach nie musiałam silić się na oryginalność. Dlatego, czując zbliżające się spełnienie, odrzuciłam głowę do tyłu i powiedziałam:

– Chwilo, trwaj!

Wraz z eksplozją orgazmu dopadły mnie wspomnienia.

Wpatrywałam się wstrząśnięta w niespodziewanie znajomą twarz.

– Azazel…

Mój mały, demoniczny koziołek przyzwany przypadkiem przez ciężarną wówczas chrzestną. Powiernik dziewczęcych marzeń. Najlepszy przyjaciel, w którego szorstką sierść wypłakiwałam wszelkie smutki i niepowodzenia. Mieszkaniec moich snów, któremu pewnego pięknego, jesiennego dnia postanowiłam zdjąć tłamszącą moc obrożę i przywrócić ludzką postać, bo uznałam, że jest mi droższy niż własna dusza. Ale wtedy…

– Otworzyłam memu umiłowanemu, lecz umiłowany mój odszedł i zniknął. Życie ze mnie uchodziło. Szukałam go, ale nie znalazłam; wołałam, ale mi nie odpowiedział. – Obserwowałam, jak koźle źrenice rozszerzają się z przerażenia. – Dlaczego mnie zostawiłeś? Dlaczego cię nie pamiętam? Dlaczego, Az?!

Odwrócił głowę.

– Bałem się ciebie skrzywdzić, Gosiu. Chciałem, żebyś była szczęśliwa. Żebyś pozostała człowiekiem. Poprosiłem Dianę, by uleczyła twoje wspomnienia. I zwiałem.

– Nie byłam szczęśliwa – warknęłam, wbijając palce w jego plecy. – Nie umiem być szczęśliwa bez ciebie, głupi capie! Nie rób mi tego więcej. Nie zostawiaj mnie!

Roześmiał się gorzko.

– Przeceniasz mnie, śliczna Małgorzato. Nie mam już w sobie dość siły ani litości, by od ciebie odejść.

– To dobrze – oświadczyłam, żałując, że wkrótce się obudzę.

 

***

 

Czułam na policzkach zasychające łzy. Nie miałam ochoty otwierać oczu. Kiedy jednak uchyliłam powieki, ujrzałam zatroskaną męską twarz.

Wierzgnęłam, zaskoczona, i zderzyłam się czołem z intruzem.

Merda! – jęknął mój współspacz, masując nasadę nosa. – Czy zawsze musisz próbować przyprawić mnie o wstrząs mózgu?

Miał ludzkie, brązowe oczy i siekacze jak gość z reklamy Colgate, ale poza tym wyglądał zupełnie jak we śnie.

– Az? To naprawdę ty?

Spojrzał na mnie z politowaniem.

– Nie. Sąsiad z naprzeciwka. A miałem cię za inteligentną dziewczynę…

Nim zdążyłam mu odpyskować, drzwi do pokoju otwarły się, a w naszym kierunku pofrunęło kilka części męskiej garderoby. Pisnęłam i podciągnęłam kołdrę pod szyję.

– Dobra, gołąbki, koniec migdalenia! – mruknęła bezpardonowo chrzestna. – Ubierać się i ścielić łóżko. Migiem! Za pół godziny będzie tu babcia, trzeba zatrzeć ślady. Nie szczerz się głupio, Azazelu, i lepiej uważaj. Nie znam nikogo, kto rzucałby równie skuteczne klątwy, co moja dobroduszna i pobożna matka.

– Miło cię widzieć, Diano – powiedział, wciągając koszulkę wujka. – Nie przypuszczałem, że jesteś dość silna, by ściągnąć mnie tu wbrew woli.

– To nie ja cię tu ściągnęłam – wyjaśniła stropiona. – Dziewczynki martwiły się o Gosię i wypytywały o tę głupią obrożę. No, może wyrwało mi się coś w stylu: „Mógłbyś wrócić, głupi capie”. A one zaczęły mnie przedrzeźniać i… – Zamilkła, ale zaraz odzyskała rezon. – Noż, kurde, jak durny musi być demon, by słuchać pięciolatek?! A ty, Bajaderko, gdy już bzykasz się na obcym terenie, staraj się być ciszej. W tym domu są dzieci!

Gdyby dało się umrzeć ze wstydu, padłabym martwa. Skąd miałam wiedzieć? Sen wydawał się bardziej nierealny niż ten o rybnych lodach.

– Przepraszam… – bąknęłam. – Ciociu, czy to znaczy, że Az zostaje?

Skrzywiła się lekko.

– Na to niestety wygląda. Nie ciesz się, piekielniku – zastrzegła. – Ty lepiej myśl, jak przeżyjesz ślub kościelny!

– Że… co? – wyjąkał zbaraniały Az.

Chrzestna spojrzała na niego z mściwą satysfakcją.

– Ha! Czyli myślałeś, że możesz zbałamucić moją Bajaderkę i nadal wieść żywot wiecznego singla? Niedoczekanie!

– Ale… Kościelny?! Oszalałaś?!

– A co sobie wyobrażałeś, głupi capie? My tu jesteśmy porządną, katolicką rodziną!

Uniosła dumnie głowę i wyszła, trzaskając drzwiami.

Zostałam sam na sam z śmiertelnie przerażonym demonem.

Koniec

Komentarze

Kolejny fajny tekst. Co więcej, wbrew moim przewidywaniom, podejście chichotliwo – humorystyczne w zdecydowanej przewadze. To dobrze. To chyba – że zabawię się w domorosłego socjoseksuologa – nieźle świadczy o życiu erotycznym społeczeństwa. A ten ślub kościelny – rewelacja.

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Przeczytałam :)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Ryba to symbol nadziei, zaś surowa ryba – nowe korzystne znajomości.

Kobiałki, śnijcie o mnie – to są dobre sny! ;-)

 

Aaaaassaa! :-)

Moja ulubiona panna Gogle w erotycznym natarciu! ;-) Mi wolno, ja mogę, więc – mniam, mlask mlask, mniam , całuj Bibliotekę tak, żeby krzyczała;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Znowu się uśmiechnęłam.  Alex, czy Ty nie za dużo wymagasz od Azazela? On po tej ceremonii może już nie być sobą – ja tylko tak sobie dywaguję, bo mi Małgorzatki będzie żal.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Kobiałki, śnijcie o mnie – to są dobre sny! ;-)

A Ty to jesteś Ryba, czy Surowa Ryba?

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Ryba-Suchar?

 

Daję kropkę, że przeczytałem – . – ale uczciwie przyznaję, że na tą chwilę to ściema jest.

 

Peace!

 

 

 

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Emelkali – jak chcesz, jak chcesz… Grunt, że moge się przechwalac kolegom: śnią o mnie babeczki, śnią! :-D

 

EDIT:

 

Cieniu! No tak, na kolegę zawsze można liczyć… ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

@ thargone – cieszę się wielce, że przypadło do gustu:) A co do podejścia – na razie mamy chyba tylko kobiecy punkt widzenia, zobaczymy, co zaprezentują panowie.

@ Emelkali – już się nie mogę doczekać żurskich komentarzy. Do tego czasu obgryzam skórki od paznokci;)

@ PsychoFish – Ryba jest dobra w każdej postaci! Mi z reguły śnią się duże, które mam ochotę złapać gołymi rękami. Mam tylko nadzieję, że nie wylecę za wulgaryzm w tytule;) Dzięki za punkcik

@ bemik – tu pokładam wiarę w rozsądku Gosi, raczej się dziewczyna nie da sterroryzować reszcie rodzinki. Dzięki za punkcik:)

@ Cień Burzy – Jest! Pierwszy komentarz Mistrza pod jakimś moim tekstem. Kropka i to ściemniona? O Thorze, widzisz i nie grzmisz:(

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Pierwszy?

Możliwą byłaby taka zbrodnia, hańba i niedopatrzenie? Niesporo mi dać wiarę, jakobym nigdy wcześniej w gości do Jaśnie Pani nie zachodził, kwiatów żadnych nie przyniósł, słowem nijakim nie uraczył… Prawda li to?

Jużci, że prawda…

 

Nie wiem Ci ja, jak Thor, ale ja teraz już widzę. Widzę i grzmię!

 

No, to żem się, kurna, popisał… Wejście Ćwoka normalnie…

Mistrz!? Gbur, cham i prostak, a nie żaden tam Mistrz! Świnia zwykła, bym rzekł, lecz nie rzeknę, bom niegodny tego miana, jako że świnkom szlachetności, o Pani!, swą osobą przydawać raczysz w bezmiarze.

Ech, taki już los mój błazeński widać, że cały dzień mi się kajać i wybaczenia żebrać, choć nie zasługuję na nie i nie zasłużę, nawet jeśli przyznam po cichu, że ma kropka bezczelna temu jest fałszywa w swoim wydźwięku, iż aspiracją jej Autora jest nie zabierać się do Ciebie Twojej pracy od dupy strony, niby zbój jaki pokątny, a uczciwie właśnie i sumiennie, od początku to znaczy.

 

Kropki prawdziwej jeszcze nie stawiam przeto, ale uczciwie obiecuję, że zrobię to wkrótce, a jeśli w dniu ogłoszenia wyników ziemia nosić mnie jeszcze będzie – na to gwarancji nie daję jednakowoż – to i prawdziwego komentarza pod tym swoim dziełem się ode mnie doczekasz. Tak mi dopomóż Panie Boże, Orle Bieliku i Ty, Święty Anastazy Wielki, patronie obłąkanych, Amen!

 

Peace!

 

 

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

No dobra, Cieniu, czuję się udobruchana, że ho ho:)

To powracam do konsumpcji skórek.

Peace!

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Przeczytałam.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Oooo, historia na konkurs Kozy doczekała się kontynuacji. No i dobrze, należało jej się.

Lektura przyjemna, zwłaszcza końcówka mi się. Mam nadzieję, że stanie na cywilnym. :-)

Babska logika rządzi!

Przeczytałam.

Alex, tytuł, jeśli o mnie chodzi, jest idealny – i nie tylko przez erotyczne konotacje. Łapiesz czytelnika takim sprytnym, zaciekawiającym tytułem.

 

A łap te duże, śliskie ryby, chwytaj, mnij rozkosznie! I tylko małża pilnuje, żeby się nie interesował, co ty tam w tych snach… ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Bardzo sympatyczny tekst, fajna taka ciotka, nie mówiąc już o demonie ;-)

 

I tylko się czepnę zjedzonego przecinka:

Czekamy[,] aż wybuchnie

Pozdrawiam!

Przeczytałam. Całkiem fajne, ale mam jedną uwagę:

Miał wąski, grecki nos, orientalne rysy twarzy i cudownie odstające obojczyki.

 

IMHO, lepiej brzmiałoby “mocno zarysowane” albo chociaż “wystające”. Odstające kojarzą mi się z uszami i dziwne wizje podsuwają. Ale, jako rzekłam, to tylko moja skromna opinia :)

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Znakomity ciąg dalszy tamtej, świetnej opowieści. No, może tylko epizod, ale za to lody lizać. ;-)

Tylko zakończenie strasznie dołujące – perspektywa kościelnego ślubu… No, to przecież horror jakiś!

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

@ Lolu – dzięki, już zaraz wypluję ten przecinek

@ gravel – zastanawiałam się nad tym, ale czepiłam się jakichś patetycznych wyrzeźbionych i mi do narracji nie pasowały, zmienię na zarysowane.

@reg – oj, cisnął limit znaków, cisnął. Tym bardziej miło mi, że się podobało:)

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Ech, no, wiedziałam od początku, że Bajaderka będzie w końcu z Azem :p Zawsze to się tak kończy :p Niemniej z przyjemnością przeczytałam o dalszych losach Panny Google :)

Super znowu czytać o pannie Google, Azie i zajebistej ciotce Dianie. No, podobało mi się mega. I ten tytuł, miodzio! Schrupałam tekst tak szybko, że nie mogłam uwierzyć, kiedy nadszedł koniec. Dla mnie to nie 15k znaków a góra 5k :P 

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

To jest jeden z tych tekstów, pod którymi głupio mi napisać komentarz. No bo co ja będę pisał oczywistości.

Chciałoby się, żebyś machnęła jakiś cykl. Niekoniecznie tak długi jak Jeżycjada, ale powiedzmy połowę – jakość nie zdąży opaść, a będzie lektury na dłuższy czas.

Lubię Twoje teksty, Alex. I – tradycyjnie – nie zawiodłaś. A teraz – sio! Do biblioteki. ;)

Sorry, taki mamy klimat.

@Finklo – (jiik! przegapiłam część komentarzy, przytłoczona wizją roztoczoną przez Psycho). Myślę, że w końcu stanie na cywilnym – ślub może by Az jeszcze przeżył, ale bierzmowanie? Dzięki na punkt:)

@ rooms, Morgiano – munch, munch, munch (żuje skórki)

@Bellarix – też od początku to wiedziałam;) Cieszę się, że przewidywalność nie przeszkodziła w przyjemności.

@Tenszo – właściwie powinnam zadedykować opko Tobie (jak widać spora część fabuły wynikła z odpowiedzi na Twoje pytania:)), tym bardziej mi miło. A tytuł jest faktycznie ze snu (ech, te późne kolacje). Dzięki ogromne za nominację i klepniecie w biblio!

@Klapacjuszu – dziękuję pięknie za nominację i tak miły komentarz. Też bym chciała machnąć jakiś cykl, ale lenistwo nie pozwala:)

@Seth – dzięki:) Będę się starała nadal stawać na wysokości zadania

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Miło było sobie odświeżyć świat panny Google. :)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

To poniżej pasa, wciągać w to dzieci ;) 

I,  na szczęście, obyło się się bez pornografii…

 

Gdyby nie ramy konkursu, to byłoby coś, co umieściłbym na podium miesiąca. 

Całe szczęście, że nie jestem jury’nym 

;) 

Nie biegam, bo nie lubię

Corcoranie, ależ możesz zgłaszać do piórka także teksty konkursowe. Jeśli tylko sądzisz, że zasługują. :-) To Dragoneza była wyjątkiem.

Babska logika rządzi!

Nie jestem pewien, czy do piórek powinno się zgłaszać opowidania konkursowe, przed rozstrzygnięcie samego konkursu? 

 

Nie biegam, bo nie lubię

Konkurs to jedno, piórka – zupełnie co innego. Mnie Kochane Warioty dały pierze za “Wizje”, choć przeca Dzikowego i jego ekipy nadal nie widać z wynikami “Nie widzę…”. Tak więc nominuj Pan śmiało, jako i inni nominują (oczywiście jeśli masz ochotę. Ja do niczego nie nakłaniam, nie sugeruję, nie zabieram głosu póki co).

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

A nawet bardzo śmiało – tekst jest z kwietnia, więc czas jest tylko do piątego maja.

Babska logika rządzi!

No, wreszcie dotarłam i ja. 

Bardzo przyjemne opowiadanie. Pięciolatki i kościelny ślub rządzą. :)

@Szyszkowy Dziadku – spora część przyjemności po mej stronie

@ Corcoranie, miło mi ogromnie. Co do dzieci… no aż głupio mi było tag z nimi przy erotyce zamieścić, stąd rodzina;)

@ ocho – cieszę się z dotarcia:)

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Zgodnie ze zmodyfikowanym wzorem:  K/A/vL mamy tu:

A, liczbę komentarzy autora, równe: 5

K,  liczbę komentujących: 18

Pierwiastek z L (pierwiastek z ogólnej liczby komentarzy) : 7,7

 

Co  daje nam w przybliżeniu wynik na poziomie  pół Corcorana…  

 

Nie biegam, bo nie lubię

Hej! Nie tylko nie rozumiem potrzeby pierwiastka. Jeszcze jakoś bardzo nietypowo go wyliczasz. ;-) Skąd się wzięło niecałe osiem?

 

Edit: A, już wiem! Wziąłeś liczbę odwiedzających!

Babska logika rządzi!

Finklo, powtarzam:

L– liczba odwiedziń

vL, VL –  pierwiastek kwadratowy z niej 

 

 

Nie biegam, bo nie lubię

Aaa, odwiedzin…

Babska logika rządzi!

Masz rację, Finklo. Powinieniem, według wzoru, przyjąć ogólną liczbę komentarzy,  a nie liczbę  odwiedziń.  Dasz radę  podać zweryfikowany wynik w skali Co?

 

Nie biegam, bo nie lubię

Podstawić do wzoru i policzyć pewnie bym dała radę. Ale po co, skoro i tak nie potrafię zinterpretować wyniku, a on ciągle się zmienia?

Babska logika rządzi!

 Tu w okolicach 0, 5 Co.  

Co może znaczyć, że autor bywa nie skory  do rozmowy… 

EDIT: Ani dobrze,  ani źle. Taki tam głupawy eksperymencik myślowy, więc nie stresuj się,szczególnie w trakcie jazdy :) 

Nie biegam, bo nie lubię

Bo autor był w lesie, a nie lubi pisać z komórki. Poza tym nie wiem, czy 0,5 Co to źle, dobrze czy neutralnie. Proszę o chmurki albo słoneczka, tudzież alternatywną ocenę piktograficzną, albowiem matematyka przeraża mnie tylko ciut mniej niż prowadzenie samochodu.

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Jednak kobiety są okrutne. Azazela do kościoła gnać / wlec za fraki… Mało że zabraniają czytać przy jedzeniu, to jeszcze i to… :-)

Przesympatyczne.

 

O, zabranianie czytania przy jedzeniu jest prawie równie okrutne jak zabranianie jedzenia przy komputerze . Ale, Adamie, tu płeć chyba nie ma nic do rzeczy. Raczej poziom rozsądku (też mi wielkie halo, ta odrobina karmelu na radiatorze, jakbym wiedziała, że rozleję herbatę, to bym jej przecież nie słodziła;)).

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

.

 

Tym razem ta prawdziwa, szczera, oryginalna i nieściemniana “.“.

 

Dziękuję za cierpliwość.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Przeczytałem. Całkiem zabawne. I zaskakujące, oryginalne zakończenie.

@ Cieniu – taka piękna, taka krągła, idealna…;)

@ Marcinie – dzięki:)

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Nadrabiam komentarzowe zaległości.

Przeczytałem z dużą przyjemnością. Zrównoważenie humoru, erotyzmu i mistycyzmu to główne zalety opowiadania. Wesoła rodzinka z takimi umiejętnościami, bardzo mi się :D Scenka również smakowita, choć nie wyczułem tytułowego posmaku;)

Nawiązanie do Pieśni – miodzio, podobnie jak sentymentalne nawiązanie do spełnienia marzeń i spotkania po latach przyjaciół z dzieciństwa.

Rewelacyjne opowiadanie – zrównoważone, przyjemne i przeczytane jednym tchem.

empatia

Dziękuję, empatio:)

A co do posmaku…

 

(hmm, trochę głupio psuć swój jako taki wizerunek, czymś, co zapewne palnęłabym na żywca, ale skoro w temacie konkursowym były te ciastka i buldogi…

Kusi…

A tam, raz kozie śmierć)

Takie rzeczy tylko przy bakteryjnym zapaleniu pochwy;)

 

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Leżę.

Sorry, taki mamy klimat.

!!! Posuń się.

Jak to? Tak sam się?! Oo

Sorry, taki mamy klimat.

Alex, o curva, nie dobijaj leżącego… :-D

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Seth :)

EDIT: miałam coś dopisać, ale teraz to już się boję. ;)

Nowa Fantastyka po tym konkursie już nigdy nie będzie taka sama :D

Alex, chapeau bas!

empatia

Trochę późno, ale jestem!

 

Przyjemna, zabawna historia. Przyznam, że nie przeczytałem poprzednich przygód bohaterki i fabularnie czuć, że coś mnie ominęło. Ale to detal, mała łyżka dziegciu…

A teraz czekam na ślub… ;)

 

Dobry tekst!

 

Pozdrawiam! 

 

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Dzięki, Nazgulu:)

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Opowiadanko napisane z humorem, przyjemnie się czytało. 

:-) Komunikat specjalny :-)

Powiadamia się niniejszym Autorkę krótkich spodenek pod tytułem “Lody o smaku sushi”, iż bez wahań, bez nijakich wątpliwości oraz bez nacisków z zewnątrz, w uznaniu walorów rzeczonych porteczek, jako to niemałej porcji humoru, chwilami nieco przewrotnego, wielce pozytywnego zakończenia, okraszonego ukazaniem bezmiaru kobiecego / wiedźmiego okrucieństwa wobec ujarzmionego demona, popierać będę nominację Jej przykrótkich gatek do piórka.

Koniec komunikatu.

<><>

Daruj, Alex, formę – czytałem ponownie dla przyjemności przypomnienia sobie całości tekstu i wprawiło mnie to w lekko przewrotny humor…

Hmm… widzę, że wszystko, co miało zostać powiedziane, już zostało powiedziane. Nie pozostaje mi zatem nic innego, jak strzelić parę truizmów i napisać, że tekst jest lekki, przyjemny, zabawny i zdecydowanie zasługuje na bycie przeczytanym. No i sprawia, że igraszki z kozą nabierają zupełnie innego wydźwięku.

Właściwie ten tekst jest tak integralny z poprzednią częścią, że komentarz mógłbym spokojnie zamknąć na „już o tym pisałem'”. Nie zrobię sobie tego jednak. Przede wszystkim dlatego, że ze wszystkich do tej pory przeczytanych przeze mnie tekstów, Twój jako pierwszy podchodzi do erotyki tak jak trza – wybacz dosadność, ale nie umiem sobie odmówić przyjemności napisania tego, co właśnie zamierzam napisać: jest pieprzenie, nie ma pier…

W dodatku robisz to naprawdę pięknie; jednocześnie słodko i pikantnie. I za to kolejna wielka pochwa.ła^^.

Fakt, Fifi też podeszła do tematu dosyć konkret, ale u niej jednak brakło erotyki w erotyce. A to detale tworzą klimat.

 

No i gratuluję podium. Zasłużone. Oj tak. Zasłużone.

 

Peace!

 

P.S.

Jakkolwiek to zabrzmi, najlepszy był jednak grzyb.

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Tekst przyjemny i lekki. Wcześniejszych części nie czytałam i przez to miałam problem z odniesieniem się do samego pomysłu. Choć może nieco jeszcze należałoby go podszlifować, aby faktycznie mógł być samodzielnym tekstem. Może skuszę się na przeczytanie pierwszej wersji.

ALE! Muszę przyznać, że i tak interesująco odrysowana została główna bohaterka i jej demoniczny przyjaciel. Fajtłapowata dziewczyna, ale ma to coś. Podobało mi się.

Aaaa i ten ślub kościelny… Iście szatański pomysł. :D

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

O ile zrozumiałem, to jest część jakiegoś większego cyklu opowiadań?

 

Założenia historii są całkiem fajne, to znaczy seks opisany kawałkami biblii (trochę jak w “imieniu róży), puenta ze ślubem – wydaje mi się jednak, że samo opowiadanie jest nieco za długie przez co pomysł się rozmywa w lekkim nadmiarze znaków.

I po co to było?

Musierowicz dla starszych dziewczynek. ;-) Nie czytałam wcześniejszych losów bohaterów, ale nie było mi to potrzebne do zrozumienia treści. Ujęłaś mnie wpleceniem w igraszki „Pieśni nad pieśniami” (dla mnie na tym opiera się rewelacyjność tego tekstu, ale też poniekąd jego słaby punkt). Lekkie i bardzo przyjemne.

Och, jak ja kochałam Musierowicz, jak kochałam. Do dzisiaj pamiętam definicję tombaku.

Zachwyciło mnie to opowiadanie. Nie wiem, czy dlatego, Alex, że łykam każdy Twój tekst bez popitki, czy po prostu jest doskonałe ;) Słodkie, erotyczne i z bohaterem, który powoduje gęsią skórkę… Bo nikt nie tworzy takich seksownych gości, jak AlexFagus.

 

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Słonko i morze super sprawa, ale miło znów dorwać się do klawiatury:)

@ domku – bardzo się cieszę:)

@ Adamie – dziękuję ślicznie, że stoisz murem za moimi krótkimi gatkami. A forma taka, że każdemu podobnej życzyć;D

@ vyzarcie – dzięki:) Przypuszczam, że w rzeczywistości rzadziej to kozy wykazują inicjatywę;)

@ Cieniu – Jejku. Jejku jej;) (Rumieni się. I dyga)

@Morgiano – miło mi, że się podobało. Niestety nie mam koncepcji na dopracowanie opowiadania pod względem samodzielności, więc pozostaje mi tylko kuszenie do sięgnięcia po “Kozę(…)”

@syfie – to po prostu kontynuacja opowiadania z “Castingu” – spokojnie, tamto też Ci się nie podobało:) Nadmiar znaków? Ha, normalnie 15 tys znaków zajmuje mi opis śniadania! I to się raczej nie zmieni. Podziwiam tych, którzy potrafią nakreślić klimatyczną historię bez nadmiernego rozgadywania się, ale znam granice własnych możliwości.

@rooms – Dzięki. Kurcze, wstyd się przyznać, ale nie czytałam Musierowicz. Błąd, bo na część studenckich bajek nie dałabym się nabrać. Muszę nadrobić.

@ Emelkali – ech, tak mi miło, że aż nie wiem, co wystukać. Następnego seksownego gościa stworzę z dedykacją dla Ciebie:)

 

 

 

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Przeczytam, jak znajdę trochę więcej czasu. Pozdrawiam. :)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

– Ja to gdzieś widziałam – seks wśród wersetów „Pieśni nad pieśniami”. Albo czytałam coś podobnego.

 

Ostatni raz czytałem w Narrenturmie. A widziałem recytację np. tu ;-)

Coś dla Fisha ;D

 

Twój tekst miał kilka smutnych akcentów, jak seks bez miłości, czy wymuszony ślub, ale generalnie dobrze się go czytało, a z pewnością czytałoby się lepiej gdybym znał wcześniejsze losy bohaterów.

Chciałbym Cię pochwalić za lekkość opisów i umiejętne wplecenie pięknego motywu rozłąki – zresztą zgodnie z treścią cytowanej PnP.

A poza tym zastanawiam się, czy Azazel klnie po włosku czy po portugalsku ;->

 

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

O, rybnej scenki nie pamiętałam. Niezła :D

Dziękuję, Nevazie, za przeczytanie i tak miły komentarz. A do poznania wcześniejszych losów bohaterów (nieco bezczelnie) zachęcam.

Zaś Az klnie zdecydowanie po łacinie, ot, nawyki sprzed lat;)

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Widziałem ooooooooorła cieeeeeeń…. ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Nowa Fantastyka