- Opowiadanie: c21h23no5.enazet - Sztuka samotnej nicości

Sztuka samotnej nicości

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Sztuka samotnej nicości

Walczysz na śmierć i życie, o udział w nich obu. Nie robiłbyś tego tak zaciekle, z taką pasją, gdybyś nie miał zacząć i skończyć przylgnięty do niej, wszczepiony trwaniem w trwanie.

Odrywasz się wreszcie od płótna i wpadasz w jej rozgrzane, nagie ramiona. Uścisk jest silny, wręcz nieznośnie czuły. Zdaje się, że wirują w nim splecione powitanie i pożegnanie – kroki ich tańca w kilka sekund opowiadają historię waszego wspólnego życia, które nigdy się nie zdarzy. Czujesz jej piersi wciśnięte w swój tors; przywarte do siebie klatki żeber pozwalają sercom poznać obcy rytm, odczuć bliźniaczy ruch. Każde nowe serce trzeba uspokoić – przez ciemność, łoskot i dławiącą krew przedrzeć ku niemu dowód istnienia drugiego. Wtedy jego ogłuszające dudnienie łagodnieje, serce wycisza się, nasłuchuje. Krew przestaje być huczącą falą sztormu.

Instynktownie wtulasz twarz w jej ciepłą szyję i łapiesz głęboki oddech, jakbyś za chwilę miał znaleźć się w lodowatej toni samotnego istnienia.

Jej skóra staje się nieznośnie gorąca i choć za nic nie chcesz jej puścić, parzy cię jak żywy ogień. Mimowolnie odrywasz się od niej, a ona rozpada się jak płonący, jesienny liść. Tysiące wiotkich, tlących się strzępów opada na zimną ziemię. Proch u twoich stóp stygnie błyskawicznie, pozostawiając cię sam na sam z ogromną, chłodną, pustą przestrzenią.

Zaczyna rozpalać się w tobie płomień, zachłannie pożerający cię od środka. Wiesz, że nie masz zbyt wiele czasu. Musisz się ruszyć, ale nie jesteś w stanie zrobić ani jednego kroku naprzód – w olbrzymią, ciemną przestrzeń oddzielonych od siebie latami świetlnymi planet. Odwracasz się w stronę pustego płótna. Niewielkie, ciasne, zamknięte w bezpiecznych ramach kusi, by dać mu się z powrotem wchłonąć. Naciskasz je dłonią, lecz jest obce, martwe, niedostępne. Ręce zaczynają ci drżeć. Nieogarniona, kosmiczna otchłań bytowania jest wszędzie wokół ciebie, otwiera się za płótnem i twoimi plecami, spogląda przez ramię, wisi nad głową niczym skryty w cieniu drapieżnik.

Rozedrganym palcem trafiasz w coś gęstego i lepkiego, budzisz ostry zapach farby. Spoglądasz w dół, na dziesiątki palet pełnych żywych barw. Przypominasz sobie jej twarz niczym obraz studni na jałowej, doszczętnie spalonej gwiezdnym żarem pustyni. Przestrzeń napiera na ciebie, serce wpada w panikę, złaknione obecności drugiego. Zanurzasz łapczywie całą dłoń w farbie i przykładasz do płótna, nie pragnąc niczego więcej, niż znów przylgnąć do tamtego ciała. Malujesz jej twarz, patrzysz w oczy i doskonale wiesz, co robić. Twoje ruchy stają się wyważone, precyzyjne, łagodne. Nie znasz barwy jej głosu, nigdy nie doznałeś żadnego dźwięku, lecz słyszysz w sobie tajemną instrukcję, wszędzie, w całym ciele. Być może to serce szepcze poprzez krew.

 

Nie możesz przerwać ani oderwać rąk od obrazu. Myśl o nim jak o skórze w gorączce, muskaj niczym miękkie włosy dziecka zbudzonego z koszmaru.

Chodzi o dotyk. O to, żeby jedną ręką dotykać twarzy, kiedy rysujesz niepowtarzalny, hipnotyczny kształt piersi. Nie możesz tego uprzedmiotowić. Dłoń na policzku będzie pieszczotą osoby, nie ciała. Piersi – sekretną, intymną kryjówką serca. Kiedy zaznaczasz ciemne sutki, powinieneś patrzeć w jej oczy. Sięgnij poprzez nie do wnętrza, aż powstanie. Penetruj głębię w poszukiwaniu duszy, a piersi okażą się sterczące, skierowane ku porażającej przestrzeni nieba. Przejedź łagodnie palcem od czubka głowy aż po pępek. Wyobraź sobie wypukłą linię nosa, aksamitność rozchylonych ust, szybkie tętno w zagłębieniu szyi, gładkość brzucha. Maluj niżej kwiaty, wielkie, delikatne płatki rozchylające się niczym wnętrza czakr. Zobacz system energii, który błądzi po niej i delikatnie pociągnij go smugą jaśniejszej farby aż do wnętrza ud. Połóż całą dłoń na jej łonie i przyłóż policzek do ust. Nie poczujesz jeszcze oddechu, ciepła ani ruchu, ale zamkniesz obieg, scalisz ją w twórcę myśli i ciał.

Musisz ją uwolnić – kreśl smukłe łuki po chropowatym płótnie, aż każde włókno uwierzy w miękkość jej skóry. Opuszkami palców nadaj kształt biodrom, klęknij do dłoni i stóp niczym piedestału. Dotykaj palców zaraz po ich powstaniu, budź je; są ukoronowaniem, łącznikiem między samotnością a ogromem. Niech twoje dłonie przekażą im prawdę, że oderwane od płótna zawisną w nieskończonej przestrzeni, nieogarnionej głuszy kosmosu. Coś musi drgnąć, któryś mięsień zadziałać, impuls ma rozejść się po nakreślonym ciele. Najłatwiej ożywić dłoń; złóż pocałunek na nadgarstku, oddaj mu ciepło oddechu, przeciągnij ustami po przedramieniu.

Wstań do niej, połóż ręce na ramionach, przesuń je po linii obojczyka, chwyć w dłonie bladą jeszcze twarz. Zacznij ją. Wydobądź z płótna. Ona jeszcze nie widzi cię, nie słyszy, lecz może poczuć. Wyczuć twój byt z pękającej pustki. Ciepło i ruch twojego ciała wzbudzają w niej tęsknotę, czysta czułość dotyku pieści pierwotne pragnienie istnienia. Spotkania. Spraw, by zapragnęła cię spotkać, drugie jestestwo wyrwane z lepkiej, ciasnej nicości w świat złożony z gigantycznych, pustych sfer. To największy postrach wszelkiego początku – maleńkość bytu wobec kosmicznej gigantomanii stref narodzin. Tylko drugi tak drobny kształt jak ona, lecz silniejszy, odgradzający od niewyobrażalnej przestrzeni, może ją skusić. Jesteś jednocześnie wężem i jabłkiem, Adamem i Bogiem. Podrażnij ją. Połóż place na jej powiekach i spróbuj zamknąć. Niech się zbuntuje, niech serce tąpnie w pragnącej poczuć własny ciężar piersi. Rama obrazu zadrży.

Kobieta zacznie się wyłaniać, wydobywać spod twoich rąk. Nie wypadnie ci od razu w ramiona – centymetr po centymetrze skóra będzie odrywać się z opornych włókien. Płótno za każdym razem walczy mocniej, rozpaczliwie broniąc się przed ponowną pustką. Zachęcaj ją, błądź dłońmi po rodzących się kształtach, lecz nie ponaglaj, nie wyrywaj z ram. Obudziłeś ją swoją tęsknotą, teraz ona podąża ku tobie własnym pragnieniem.

 

Widzisz jej walkę na śmierć i życie, o udział w nich obu. Zaraziłeś ją chorobą trawiącą coraz dalsze obszary nieistnienia – potrzebą bycia z drugim. Schorzeniem podziału. Poddałeś się epidemii, która zakłóca nic. Kiedy jakiś obszar niczego odkrywa możliwość podziału, pojmuje bezmiar własnej samotności i zaczyna się dzielić, by móc się z czymś złączyć.

Dlatego ona wychodzi ku tobie z płótna, w twoje otwarte w oczekiwaniu ramiona. Czujesz już gorączkę, żar z wnętrza ciała. Wiesz, że zdążysz ją tylko pochwycić, przez chwilę uchronić przed kosmiczną otchłanią, olbrzymim obszarem wyłaniania się z podziału. Nie znasz żadnego języka, w którym mógłbyś do niej przemówić. Czujesz, że jest chłodna, podczas gdy ty cały płoniesz – masz dla niej tylko chwilę ciepła, w której spróbujesz przekazać zalążek ognia. Postarasz się ostatecznie ją ożywić, by bez ciebie przetrwała choć mgnienie nieskończonego czasu.

Już cię widzi, instynktownie analizuje całą twoją twarz, zapamiętuje szczegóły. Jedyne pojęcie o twoim wyglądzie dostarcza ci to intensywne, spragnione spojrzenie. Oderwała już klatkę żeber, smukłą szyję i głowę od obrazu; wygięta ku tobie muska zimnymi sutkami twoją rozpaloną skórę. Wszystkie włosy ma zaplątane w chciwe włókna. Uwalniają się z trudem; każdy włos z osobna jest triumfem pragnienia życia, gdy opada na drżące z wysiłku ramiona. Dostrzegasz poruszenie w rozrysowanych kanałach energii, przepływ życiowej siły. Pierwsza rozpala się czakra poniżej pępka, świetlisty punkt zaczyna pulsować, gdy biodra uwalniają się z ram. Czujesz ogień w głowie, gardle i lędźwiach, robisz się rozgrzany jak rodząca się gwiazda. Ona odrywa wreszcie dłonie i stopy od płótna; zdaje ci się, że słyszysz pierwszy w życiu tak wyraźny dźwięk – pełen żalu, ale i podziwu jęk obrazu. Potem dociera do ciebie drugi odgłos – jej przepełnione ulgą, namiętnością i poddaniem westchnienie. Upragnione ciało wpada w twoje ramiona, chłodne i wyczerpane. Między jej piersiami dudni przerażone serce, jeszcze zbyt oszołomione, by poczuć twoje. Żar przenika cię na wskroś, przebija się przez twój brzuch i wąską strużką dociera do jej głodnego wnętrza. Jej serce wreszcie wdaje się w tajemną rozmowę z twoim, powitanie i pożegnanie tego, co rozdzielone.

Nie może już wytrzymać twojego ciepła, odsuwa się od ciebie. Płoniesz, lecz nie czujesz bólu, jedynie niepowetowany, nieskończony żal, który odmienia pustkę. Nim niknie twoja świadomość, pojmujesz jedną oczywistość – istnienie nigdy już nie zginie, bo smak bycia jest dla niczego zbyt słodki, a żal po jego stracie niesie gorycz nie do zniesienia.

Znikasz, przepełniony miłością do drugiego, czcią wobec przylgnięcia do innego ciała. Echo tych odczuć rozchodzi się po złaknionym nieistnieniu, które natychmiast zaczyna rozpadać się od nowa… 

Koniec

Komentarze

Na początek mała dygresja:

Nie oglądałem inspiracji. Nie słucham utworów zalecanych przez Autorów do odtwarzania podczas lektury. Nigdy. Literatura musi bronić się sama, nie potrzebuje “zewnętrznych stymulantów”. Oceniam nagi, goły tekst. 

Ale to moje, osobiste podejście do tematu, a NIE błąd. Chcę tylko zaznaczyć, że tekst przeczytałem bez zaglądania do linku.

 

Co do samego szorta… trudna sprawa. Rzecz niełatwa. Można spojrzeć na tekst powierzchownie, ale wtedy całość jest prosta i płytka. A to bardzo krzywdzące wobec tego szorta. Szukanie głębiej pozwala na dostrzeżenie innych aspektów, płaszczyzn poznania człowieka(?), miłości(?).

Może tajemnicza inspiracja naprowadza na właściwe tory interpretacji i ułatwia jej jednoznaczne określenie?

 

Tekst napisany wyjątkowo sprawnie, ocierający się momentami o poezję – to na duży plus.

 

Jedyny, poważny zarzut do szorta to… emocje, a właściwie ich brak. To wszystko było dla mnie jakieś puste, pretensjonalne. Ale może winę za to ponoszę ja sam. Ja inaczej… to “postrzegam” ;)

 

Tekst warty przeczytania.

 

Pozdrawiam!

 

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Co do inspiracji – zwracam na nią uwagę, bo mnie urzekła i kiedy zobaczyłam temat konkursu, od razu przypomniała mi się ta historia. Nie jest potrzebna tekstowi w żaden sposób – po prostu ja zawsze dzielę się inspiracją, jeśli takowa zachodzi.

Co do emocji – sama nie wiem. Skupiłam się na doznaniach bytów wyrwanych z nicości. Głównie doznaniach dotykowych, zważywszy na tematykę konkursu. Zmusiłeś mnie jednak do zastanowienia, czy są tu emocje i wydaje mi się, że tak. 

Dziękuję za wypowiedź i ocenę.

Btw., bardzo podoba mi się twoja sygnatura. Za każdym razem, kiedy ją czytam, obezwładnia mnie prawdziwość cytatu i jego adekwatność co do strony, na jakiej się znajduje.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Ja, głupi, obejrzałem inspirację przed przeczytaniem tekstu. I żałuję. Piszesz: Zalecam obejrzeć, i to przed lekturą, inaczej inspiracja nie zrobi wrażenia.

Zapewne, nie zrobiłaby aż takiego wrażenia, ale to, niestety, w obie działa strony. Po zapoznaniu się z “inspiracją”, już ze sporym wyprzedzeniem wiedziałem, o czym będzie Twoja praca. Spoilerujesz sama siebie, Naz, i tekst na tym traci.

Zyskuje za to na wykonaniu. O kurna, i to sporo zyskuje. Malujesz nie tylko w słowach, ale i słowami. Zgadzam się z Nazgulem, że napisałaś swoistą, a przy tym bardzo piękną poezję. Nie zgadzam się z nim natomiast w kwestii emocji i to tak bardzo, jak to tylko możliwe. Uczucia są tu nie tylko widoczne ale i odczuwalne. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że aż płoną.

Bardzo podobał mi się opis kreacji, istny majstersztyk splątania słów i kryjącego się za nimi przekazu.

 

Tekst jest ciężki, wymagający. Nie czyta się go łatwo, a mimo to i lektura i tak sprawiła mi ogromną satysfakcję.

 

Na koniec luźna, a przy tym poniekąd megalomańska uwaga traktująca o tym, że w swojej bezczelności nie mogłem się oprzeć wrażeniu, iż fragment:

Chodzi o dotyk. O to, żeby jedną ręką dotykać twarzy, kiedy rysujesz niepowtarzalny, hipnotyczny kształt piersi. Nie możesz tego uprzedmiotowić. Dłoń na policzku będzie pieszczotą osoby, nie ciała. Piersi – sekretną, intymną kryjówką serca. Kiedy zaznaczasz ciemne sutki, powinieneś patrzeć w jej oczy.

jest skierowany ad personam do mnie^^.

Jeśli mam słuszność, to jedyne, co mogę Ci na to odpowiedzieć, to to, że pięknie wypełniłaś niedopowiedzenie, które pozostawiłem po słowach:

Cieszę się, że nie zostałem odebrany opacznie. Ostatnio wszyscy kojarzą mnie tu z cyckomanią. Co prawda na własne moje życzenie, niemniej kryje się za tym znacznie więcej niż wskazywałby na to ordynarny pozór.

Peace!

 

 

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Piękny, poetycki język utworu wydaje mi się jego największą zaletą… i największą wadą. Podobnie jak Nazgul zastanowiłem się przez moment, czy to wina tekstu, czy odbiorcy. Bezczelnie przyjmę jednak pierwszą hipotezę ;). Nie dałaś punktu zaczepienia (krótki film pt. “Twórca” znałem już wcześniej, ale wolałem skupiać się na samym tekście). Zwracasz się do czytelnika w drugiej sobie, a więc dość osobiście, a jednak chciałoby się zapytać: “ale o co chodzi?”.

Mówisz, że walczę na śmierć i życie, że przylegam do niej i radzisz bym penetrował głębię. Twój piękny język zachęca mnie by cię słuchać, ale brakuje niezbędnego wprowadzenia na początku, lub wyjaśnień na końcu.

Może to druga hipoteza była prawidłowa.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Jestem filozofem. Pojmuję świat w kategoriach filozoficznych. Jestem poetką. Próbuję malować słowem. Wiem, że często wychodzi z tego ciężki tekst. Początkowo chodziło mi tylko o historię kobiety, mężczyzny i obrazu, ale wyłoniła się z tego pustka i pytanie o to, skąd bierze się istnienie bytów. Splątałam to wszystko w Tischnerowskie spotkanie Drugiego. Pojechałam po bandzie, zdaję sobie sprawę.

*Komentarz ocenzurowany* (usunięta wypowiedź)

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Witaj, c21h23no5.enazet 

Na początek: bardzo ładny awatar :)

Tak sobie przeczytałam Twoją sygnaturkę i wszystko stało się dla mnie jasne. Rzeczywiście, Twoja wyobraźnia jest piękna  do tego ubrana w dobry warsztat. Przemawia do mnie poetycki charakter tego tekstu i narracja, którą nie łatwo się prowadzi a Tobie wyszła bardzo dobrze. Jestem w stanie sobie wyobrazić, że rzeczywiście tak mogą czuć się osoby, które nie widzą ani nie słyszą, tak więc moim zdaniem dobrze wpasowałaś się w ramy tematu. Piękny  tekst na wysokim poziomie. Pozdrawiam!

wrrr i grrr

Melduję, że przeczytałam.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Do mnie nie przemówiło, ale ja jestem mocno impregnowana na poezję.

Żar przenika cię na wskroś, przebija się przez twój brzuch i wąską stróżką dociera do jej głodnego wnętrza.

Ojjjj. Paskudny ortograf. I to u doświadczonej Autorki. Wstyd.

Babska logika rządzi!

Przeczytałem, emocje były, pięknie napisane, ale czegoś mi zabrakło, sam nie wiem czego. W każdym bądź razie jest dobrze,  a tekst nie jest banalny. 

Pozdrawiam.

Cieniu, spostrzegawczość godna uznania ;) Przez myśl przeszło mi nawet zadedykowanie ci całego tekstu, ale nie robię takich rzeczy.

I teraz nie wiem, czy traktować to jako komplement czy wręcz przeciwnie…

 

Finkla – najbardziej zawzięta Stróżka strużki, jaką dane mi było poznać.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Wiesz, przez takie niedopatrzenia to ateiści mogą się utopić… ;-)

Babska logika rządzi!

Przeczytałem. Na miarę swoich możliwości zrozumiałem. Raczej niewiele, ponieważ silniej do mnie przemawiają konkrety niż filozofująca poetyka i poetyzująca filozofia. Przepraszam Autorkę za tę moją ułomność…

Ale jedno doceniam: język.

Melduję, że mi wstyd i poprawiam ortograf. 

Konkretne historie też opowiadam. Poleciłabym Most na rzece Chan, ale nadal wisi na becie, czekając na DJa. 

*Komentarz ocenzurowany* (usunięta wypowiedź)

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Przeczytałam. Tekst jest bardzo dobrze napisany. Emocje są nakreślone, jak dla mnie i widać je w tekście. Jednak, nie jestem fanem takiego stylu i gdzieś koło połowy tekstu myślałam tylko o tym, kiedy będzie koniec. Jak dla mnie podchodzi to pod prozę, ale bardziej poetycką. Tekst, który ma prawie 10k i jest napisany w tym stylu, to nieco dla mnie za dużo.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Rozumiem. Rzadko tematyka konkursu na opko pobudza mnie do “poetyckiego” pisania. Mam nadzieję, że nie będziecie myśleli na wstępie, widząc pojawienie się moich kolejnych opowiadań: o borze (iglasty), znowu poetyckie filozofowanie. Przeważnie w moich opkach to tylko wstawki, wtedy raczej nikogo nie rażą ;) Ale takie Nie widzę, nie słyszę… No samo się prosiło! ;)

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Inspiracja piękna:) Zapada w pamięć. Tekst jak dla mnie nieco przegadany. Znużyło mnie w pewnym momencie. Ale generalnie napisane ładnie.

Każdy koniec daje szansę na nowy początek...

Piękny tekst…

...always look on the bright side of life ; )

Cenna Osobo Naz!

Pragnę zapewnić Cię, że nie było moja intencją jakiekolwiek nadmierne spoufalanie się z Magdaleną, a wszystkie komentarze, które wyszły spod mojej klawiatury, mają charakter wyłącznie żartobliwy. Za słomę wystającą z tych komentarzy przepraszał jednak nie będę (a jeśli chcesz dać mi za nią w pysk, to proszę uprzejmie, jednak muszę zaznaczyć, że jest już spora kolejka. Następne wolne terminy w dwa tysiące dziewiętnastym, czy coś koło tego).

Podkreślić chciałbym również, że nie planuję wkładać kija do niczyjego mrowiska.

 

Cień Burzy vel ja.

 

 

Inna rzecz – i tu adresuję swoje słowa już z powrotem do Naz – że mój dylemat nie dotyczył tego, dlaczego jednak nie zadedykowałaś mi tego opowiadania, a faktu, że w ogóle chciałaś to zrobić.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Przeczytałam i o ile przyznaję, że tekst faktycznie napisany zgrabnie, to nie jestem targetem prozy poetyckiej, zmęczyło mnie – teraz spojrzałam, że to zaledwie niecałe 9k znaków, a mogłabym przysiąc, że 20 :p Może, gdyby było krótsze, puenta jakoś by walnęła, a tak szybko się domyśliłam o co chodzi i brnęłam przez kolejne opisy. Niemniej doceniam operowanie słowem.

Cieniu *Komentarz ocenzurowany* (usunięta wypowiedź)

 z natury się nie integruję, aczkolwiek tobie w jakimś stopniu udało się wzbudzić we mnie przyjazne instynkty. Cenię sobie zabawne/ironiczne/inteligentne wypowiedzi. Przyjemniej tu coś wrzucać wiedząc, że przeczytasz i skomentujesz. A nawet zdarza mi się czasem potwierdzić prawidło z twojej sygnatury ;)

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Cenna Osobo Naz!

Dobra, puszczę Cię bez kolejki. Jakkolwiek nadal nie dzieje się nic z tego, czego mogłabyś się obawiać, za słowa, które przeczytałem przed chwilą, zdecydowanie warto dostać w pysk. A ja zwykłem płacić swoje należności.

 

Naz, Ty z kolei możesz być pewna, że mnie przyjemność sprawia czytanie, komentowanie i ogólnie, dyskusje z Tobą.

 

Peace!

 

P.S.

Zamiast “/” powinno być “i”.

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Powiem tak – zostałem kupiony już samym faktem użycia w tekście narracji drugoosobowej. Nie ma lepszej narracji niż drugoosobowa. 

Nie jest to generalnie tekst, przez który można ot tak sobie przelecieć. Tu trzeba przystanąć, pomyśleć i ogarnąć umysłem to, co kryje się za metaforami. Na dłuższą metę byłoby to dość męczące (i dla czytelnika, i dla autora), ale w krótkiej formie sprawdza się bardzo dobrze. 

Jest tu poetyka, są wieloznaczności. Jest sens powierzchowny i taki, który mruga do czytelnika zza woalu słów. Innymi słowy – jest bardzo dobrze.

Cztery punkty do biblioteki, tyle jeszcze nigdy nie zebrałam. Dziękuję za uznanie.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Zgodzę się, że taka poezja w prozie ci wyszła ;) Dobrze napisane, bardzo klimatyczne, ale byłoby odrobinę dłuższe – już by nużyło. Jak dla mnie stoi na granicy nudy, na szczęście jej nie przekraczając. Dobry tekst. 

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

Mnie trochę zmęczyło. Lubię filozofię, ale taką konkretniejszą, by nie powiedzieć zmatematyzowaną. Tutaj jak dla mnie za dużo poezji. To pewnie kwestia gustu, ale przyznaję, że napisane ładnie.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Klimatyczne. Idealna długość i bardzo ładnie napisane :)

Trzeba przyznać, że napisane ładnie, ale w moim odczuciu przerost formy nad treścią.

Do mnie nie trafiło. 

Chyba ładne. Subiektywnie patrząc, nie lubię ani narracji drugoosobowej, ani odfabularyzowanych tekstów poetyzujących – więc się odbiłem.

I po co to było?

Bardzo poetycka scena, co może być zaletą i wadą – w zależności od odbiorcy. Z jednej strony mamy ciekawą narrację, piękny język, styl wzbudzający emocje, z drugiej brak fabuły i chyba lekkie przegadanie. Mimo że piękne, to jednak w pewnym momencie poczułam się znużona.

Tekst nie jest łatwy w odbiorze, by wychwycić przekaz, nie można tak po prostu przeczytać, trzeba się wgłębić. Pochylić nad nim.

 

Plus jeszcze jedna rzecz – na szczęście przeczytałam przed obejrzeniem inspiracji. W odwrotnej kolejności tekst zrobiłby znacznie mniejsze wrażenie. Bo w pewien sposób film zdradza o co chodzi.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Ufff, dobiłem do brzegu!

 

Tekst na dwa razy. Za długi, jak dla mnie ;-) Czytam historię stworzenia (polecanki z przedmowy, programowo i z zasady olewam na całego, żeby sobie nie ustawiać odbioru) kobiety z obrazu, wchodzę w ten świat malowany przez niewidomego, w ciszy – jest ciekawie. ale w którymś momencie utopiłaś ten akt kreacji w nadmiarze pięknych, sprawnie poukładanych słów, w bagnisku metafor. Gdzieś mi tam zgrzytnęła klatka żeber, tak anatomiczna, że nie pasująca do ogólnego opisu – i już przed oczami szkielet wyłazi z płótna, ożywieniec taki, trochę mięcha, same kości ;-) A zgrzytnęła tylko dlatego, że reszta tak dobrze napisana ;-)

Ja też wolę takie mniej poetyckie teksty, więc wolta na nicość i byt przegrzała mi obwody alarmowe, ale cóż, czytam – to i doczytam, choćbym miał nie pojąć.

 

No, doczytałem, stwierdziłem brak fabuły, wyjaśnienia, komisyjnie (z moim majestatem) odnotowałem, że go jego własny wytwór zeżarł lub wyssał całe ciepło (ba, jaki to męski punkt widzenia, wyciągnąłem ją stamtąd a ona mnie – sys, sys, do cna! ;-) ), ewentualnie twórca był się schłodził w procesie naturalnego zanikania, rozważanie o bycie i nicości jest, więc pewnie zahaczamy o filozofię – polizałem fragmentami, ale szczegółów nie znam, to nie będę się wydurniał. Wniosek: happy endu z radosnym, dotykowym seksem przy sztalugach  (smarowanie farbkami po ciele included) nie będzie. Bu. ;-)

 

Narracja w drugiej osobie, skracająca dystans, wciagająca – się mi.

 

Jako całość, się mię nie. Przez nadmiar rozpoetyzowania. Filozofię, po zastanowieniu, łyknę, o ile podana jest w prosty, zrozumiały sposób lub w sposób niezrozumiały, ale tak atrakcyjny, że machnę ręką na własne niezrozumienie i nacieszę się formą. Ale nie przejmuj się tym, bo to tylko mój plebejski gust. ;-)

 

EDIT: polecanka super, znałem inny, króciuteńki metraż z tego studia. Kiedyś na Ale Kino puścili – dobrze, że są takie kanały, gdzie krótkie metraże lecą zamiast czy też przed reklamami lub dłuższym filmem.

Ale ale, umieszczając polecankę w przedmowie, wg prawideł sieciowego behawioryzmu, palisz sobie tekst spoilerem – użyszkodnicy często z automatu klikną, zobaczą, że tylko minut pięć, to od razu obejrzą i… Tekst ugotowany.

 

Przeniósłbym polecankę na koniec tekstu. :-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Filozofia nie może być prosta. Filozofia = umiłowanie mądrości. Mądrość jest trudna.

Dziękuję za wypowiedzi, pochylenie się nad tekstem, nawet mimo, że niektórym styl do gustu nie przypadł – a może tym bardziej, bo było im ciężej. Nadal uważam polecankę za zabieg poprawny – według mnie tekst jest słaby w porównaniu z klipem = szala przeważona na jego korzyść.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Mądrość nie musi być prosta, ale cała mądrość w tym, by jej umiłowanie przekazać zrozumiale – zapytaj dydaktyków. :-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Powiedz to Heideggerowi… ;) Ale masz po części rację, przyznaję.

Dla mnie nie ma tu nic niezrozumiałego. Hipoteza powstania istnienia poprzez akt podziału samotnej nicości. Ale ja to ja, dlatego nie piszę podręczników, a dziwne, zawiłe teksty ;)

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Każdemu wedle zasług i umiejętności – to, że zawiły, poetycko-filozoficzny tekst jest dla mnie nieprzystępny, nie oznacza, że jest zły. To raczej suma moich doświadczeń i gustów, a także przyzwyczajeń m. in. językowych. Podobnie, kiedy zacząłbym mówić o antycypacyjnym buforze asocjacyjnym, nie spodziewałbym się dużego zrozumienia poza grupą osób, która rozumie technicznie tego potworka. Z drugiej strony wiem, że można to pojęcie wyjaśnić laikowi w sposób zrozumiały i osobiście preferuję unikanie murów trudnych słów, bo ja akurat przedkładam zrozumiałość i utylitarność nad czyste piękno. A prawdziwym mistrzem jest dla mnie ktoś, kto te elementy potrafi udanie połączyć: i przekaz i formę.

Ale to tylko ja i mój prywatny pogląd, gust, który mogę przedstawiać, ale o którym trudno dyskutować w obiektywnych kategoriach. Pytanie brzmi: w jaką grupę odbiorców celujesz ty, jako autorka? Na czyjej opinii ci zależy? Te odpowiedzi to twoja decyzja.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

No cóż, Sztuka samotnej nicości nie zrobiła na mnie specjalnego wrażenie. Pewnie dlatego, że od prozy poetyckiej wolę prozę napisaną prozą.

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Reg, gdzie ty tu zawędrowałaś?! :o

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Realizuję plan likwidacji kolejki. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Szybko! Wołajcie amatorów jz Ministerstwa Zdrowia i Spraw Wewnętrznych! Niech obserwują profesjonalistkę przy likwidacji, może ciule w końcu  zrobią coś  z kolejkami u lekarzy i w urzędach :-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Na razie skracam jedną, konkretną kolejkę, ale kiedy się rozpędzę… ;-D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Stirlitz jezdził na dwuch tankach po ocieriedzi.

Ocieriedź wsjo taki nie umienszałas…

 

Ale może Bogini da radę. ;-)

Babska logika rządzi!

Sztuka likwidacji kolejki…

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

No cóż, skoro Regulatorzy moze być Boginią, to sądzę, że  nic nie stoi na przeszkodzie, by była i sztuką…

 

;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Woooow, Nazulko! Ale beton XD

Ja tam lubię poetyckość, jednak gdy jest jej zbyt wiele, takie teksty zaczynam czytać nie pod kątem fabuły, a pięknych zdań. I w istocie – zdania były piękne. Trochę jeszcze interpunkcja szwankowała, ale że filozofka mniej doświadczona, to i nic dziwnego w tym nie ma. Zresztą – nie razi.

Sam tekst, cóż… Do połowy poruszający, później trochę przerażający. Ale taki… wyjątkowy. I za to plus.

Minus zaś za to, że nudne choć krótkie ;P

 

Heh, cieszę się, że do Ciebie wróciłem, bo już tęsknota w sercu gorzała <3 ;D

 

PS. Filmik też fajny nakręciłaś :)

"Piwo usypia pamięć, brandy budzi ją z drętwoty, najlepsze jest wino na serca tęsknoty!"

Stalker :P 

 

Dzięki za przypomnienie mi o istnieniu tego tekstu! Jak nie będę miała zwaliska roboty, zerknę, co ja tam za przecinki pogubiłam.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Tak poetycko, że aż trąci kiczem (wiem, przyganiał kocioł garnkowi :D). Sporo niezłych zdań, których trochę zabrakło w ostatnim opowiadaniu. Ale widzę, że wszechstronna z Ciebie pisarka :)

Dobrze, że nie klikałem wcześniej w inspirację, bo już kiedyś to widziałem. A tak się składa, że czytając pomyślałem: kurde, fajny ten pomysł, ale może byłby lepszy w innej formie? I tak wymyśliłem, że gdybyś znała się z jakimś zespołem muzycznym, możesz im to zaproponować jako zarys scenariusza do teledysku. Myślę, że fajnie by się oglądało w połączeniu z jakąś ciekawą muzyką :D

Nowa Fantastyka