- Opowiadanie: długi_szparag - Zemsta Henry'ego

Zemsta Henry'ego

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Zemsta Henry'ego

Henry Glass wpatrywał się z uwagą w sitowie rzeki, gdzie gnieździły się dzikie kaczki. Ubrany był w ciepłą kurtkę i wysokie buty odporne na wilgoć; na głowie miał czapkę z wygiętym daszkiem. Robił zdjęcia dla magazynu ornitologicznego. Popatrzył chwilę w szuwary, skąd wyleciało kilka marsjańskich mentli (sam posiadał pasiekę tych pożytecznych stworzeń), następnie zdjął czapkę, przeczesał dłonią rzadkie włosy i przymknął oczy. Kiedy je otworzył, na rzece kołysała się łódka. Dostrzegł na niej dwóch mężczyzn. Kłócili się z sobą. Wymachiwali rękami. W pewnej chwili jeden z nich stracił równowagę i wypadł za burtę. Drugi nie ruszył mu na ratunek. Co gorsza, chwyciwszy głowę towarzysza przytrzymał ją pod wodą. Henry podniósł aparat i dzięki dobremu obiektywowi dostrzegł twarze szamoczących się ludzi. Był wstrząśnięty, widząc, kim są mężczyźni z łodzi.

– Gus – wymówił bezdźwięcznie imię, widząc jak dawny przyjaciel próbuje się wynurzyć, by po paru chwilach dać za wygraną i ostatecznie pogrążyć się w odmętach rzeki. Drugi z mężczyzn, niejaki Jeff Milton – mleczny brat Gusa i ojciec chrzestny jego dzieci, dzierżąc w rękach wiosło pchał ciało na dno akwenu.

Kiedy Henry wrócił do domu miał dokładnie przemyślany plan działania. Milton był draniem. O tym Henry przekonał się już dawno. Podczas jednej z wizyt u swego przyjaciela dostrzegł niezwykłe podobieństwo jego dzieci do Miltona. Ale żeby potwierdzić swoje podejrzenia wysłał włosy chłopców i mężczyzny do prywatnego laboratorium. Jak przypuszczał, wynik badania wskazał na ojcostwo Miltona.

Henry przedstawił ekspertyzę Gusowi, mówiąc: Tak to jest, kiedy poślubia się piękną kobietę.

Gus jednak wziął od niego dokumenty, wrzucił je do kominka i popukał się w głowę. Henry usunął się wówczas z ich życia i zaszył w pobliskiej głuszy, nie mogąc patrzeć na cyniczne gierki kochanków. Teraz jednak postanowił postąpić tak, jak nakazywała mu lojalność wobec nieżyjącego przyjaciela – pomścić doprawienie mu rogów i jego śmierć.

Następnego dnia, kiedy wyłowione z rzeki ciało Gusa leżało na sekcyjnym stole miejskiego szpitala,  Henry napisał anonimową wiadomość do Miltona: “Wiem, dlaczego Gus zginął”. Następnie wyznaczył mu spotkanie na dwudziestą w domku leśnika.

Kiedy Jeff Milton przybył w umówione miejsce, nie zastał w chacie nikogo. Już pomyślał, że ktoś zrobił mu głupi dowcip, kiedy zadzwonił telefon. W słuchawce nieznany głos zapewnił go, że w piwnicy, w metalowym pojemniku, znajdzie dowody wskazujące na to, że śmierć Gusa nie była nieszczęśliwym wypadkiem.

Milton zbiegł po drewnianych schodach do ciemnicy i przy pomocy zapalniczki omiótł wątłym światłem pomieszczenie. Naczynie stało w samym rogu, na śliskiej i błyszczącej od ślimaków posadzce. Mężczyzna ukląkł i uchylił pokrywę pojemnika. Zajrzał do środka, a wówczas, z wnętrza wyleciała chmara marsjańskich mentli, na których jad Milton był uczulony od dziecka. W małym pomieszczeniu, jakim była piwnica rozjuszone owady pokąsały spoconego człowieka. Milton doznał wstrząsu anafilaktycznego na skutek alergicznej reakcji jego organizmu na condomtoksynę. Nie umarł, ale jego łańcuch DNA został przemodelowany.

Mężczyzna wydostał się stamtąd następnego dnia, jako nowiutki kondom podrzucany podmuchami jesiennego wiatru. 

Koniec

Komentarze

Chyba najlepiej – i najuprzejmiej wobec Autora – będzie ograniczyć się do potwierdzenia, że przeczytałem.

Zdecydowanie nie zgadzam się na condomtoksynę, albowiem zastrzegłem ją patentem. W ostateczności może to być translutotoksyna, a Milton– jeśli chce– niech sobie wypełza jako oślizła lutownica transformatorowa. 

Houk :)

Lepiej brzydko pełznąć niż efektownie buksować

Hmmm. Etykietka SF wydaje mi się naciągnięta jak… gumka na globusie. Uważam, że bez dwóch ostatnich zdań tekst byłby znacznie lepszy.

Po co Ci odstępy między akapitami?

Ubrany był w ciepłą kurtkę i wysokie buty odporne na wilgoć; na głowie miał czapkę z wygiętym daszkiem.

Ale goły tyłek mu strasznie marzł. Przepraszam, NMSP, tak mi się pomyślało po przeczytaniu zdania.

Babska logika rządzi!

Nie.

AdamKB – uprzejmie dziękuję.

Uradowańczyk – cieszę się, że wywołałem uśmiech. Miało być przewrotnie. Houk.

Finkla – Ale goły tyłek mu strasznie marzł. Niezbadane są myśli Czytelników i Czytelniczek. A odstępy usuwam i dziękuję za uwagi.

Blackburn – dziękuję za komentarz.

What the fuck? :D

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Gravel – śliczny awatar.

O ja pierniczę… Takie rzeczy o tej godzinie. :D

A więc podbijam po Gravel.

And one day, the dream shall lead the way

A ja podbijam do szparaga i jego ostatniego komentarza.

 

Tekst, o ile naprawdę nie jest źle napisany, to jednak trochę zbyt… dziwny, żeby naprawdę rozbawić.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Rex87, Cień Burzy – w tekście, rzeczywiście występuje słowo kondom, ale nie sądziłem, że jest ono tak obrazoburcze.

Ale żeby się w condoma zamienić? Podrzucanego na wietrze? O.O

 

 

Człowiek całe życie się uczy, szparagu.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Blackburn – takie są odwieczne prawa natury.

Cień Burzy – to prawda uniwersalna i ponadczasowa.

Zgadzam się z gravel. WTF po całości… A tu błędy:

Był wstrząśnięty,[+] widząc,[+] kim są mężczyźni z łodzi.

mówiącTak to jest, kiedy poślubia się piękną kobietę.

Zły zapis – w miejscu myślnika powinien być dwukropek.

Ogólnie nie wiem co o tekście myśleć i niestety nie mogę powiedzieć, by mi się podobał.

Tylko nie "Tęcza"!

Tensza – dziękuję za wskazanie błędów. 

Tekścik jest bardzo krótki. I to jest jego największa i niezaprzeczalna zaleta!

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Już wiem, że ten tekst jest straszny, dziwny, okropny. Ale może ktoś napisze coś więcej. Nie bardzo rozumiem, co w nim jest takiego okropnego, co tak bulwersuje, że facet zmienia się w prezerwatywę? 

Mnie zbulwersowało rozczarowanie końcówką. Działo się coś, był trójkąt, była intryga, zemsta i zdrada… A tu nagle łubudu! i żarcik godny gimnazjalisty.

No i jeszcze nieudolna próba ubrania tego w szatki nauki. Jakie, kurczę, DNA prezerwatywy?! Że o prawie zachowania masy i kilku innych rzeczy nie wspomnę…

Babska logika rządzi!

Jak dla mnie, tekst od początku był taki… zbyt prosty, naiwny, może nawet infantylny. I nielogiczny. Gdybym ja zobaczył, że ktoś mi topi kumpla, to bym go ratował – wrzeszczał, żeby zwrócić na siebie uwagę mordercy, cokolwiek. A Twój bohater co zrobił? No co? Wiem, że tekst jest żartobliwy, ale, niestety, jest to żart źle opowiedziany, a w dodatku – wnosząc po puencie – zwykły suchar. Bez urazy – sam pytałeś.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Dzięki za Wasze wyjaśnienia. To rzeczywiście był żarcik. Myślałem, że śmieszny, ale jak mówiłeś Cieniu, człowiek uczy się przez całe życie. Tyle, że niektóre opinie sugerowały, że tekst jest nie tyle głupi, co jakiś… no, nie wiem ohydny? I to właśnie wydało mi się dziwne.

Nie chodziło o to, że tekst jest ohydny, obrazoburczy, bluźnierczy, podlany siarką albo płonący ogniem piekielnym. Za to jest dziwny. Nie byłoby to wadą, gdyby coś z tej dziwności wynikało, gdyby miała jakieś uzasadnienie humorystyczne. Ale tu z niej nic nie wynika. Jak napisała Finkla, coś się dzieje, jest akcja – a potem nagle jest zakońzenie i kondomy powiewające na wietrze.

Trochę rozczarowujące.

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Dobra, to było dziwne. Zrelacjonowałeś tę historię nieco za sucho i szybko. Końcówka… oryginalna, ale bardzo dziwaczna.

 

Zadanie na dziś – wstaw brakujące przecinki. Dla ułatwienia pogrubiłem Ci słowa-klucze.

 

chwyciwszy głowę towarzysza przytrzymał ją pod wodą

widząc jak dawny przyjaciel próbuje

dzierżąc w rękach wiosło pchał

Kiedy Henry wrócił do domu miał dokładnie

Ale żeby potwierdzić swoje podejrzenia wysłał

W małym pomieszczeniu, jakim była piwnica rozjuszone owady pokąsały

Przeczytałem. Innymi słowy – przeczytać się dało. To dobrze. Końcówka opowiadania wynosi ten tekst na dość wysoki poziom abstrakcji. Mówiąc szczerze, musiałem dwa razy przeczytać tę końcówkę, zanim ogarnąłem, o co chodzi. Jest dziwnie, ale dziwne rzeczy generalnie są fajne.

przeczytane

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Nowa Fantastyka