- Opowiadanie: RedLegoCraft - O tym, jak BobSmok zaprowadził pokój

O tym, jak BobSmok zaprowadził pokój

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

O tym, jak BobSmok zaprowadził pokój

 

O tym, jak BobSmok zaprowadził pokój

 

 

Ziemia, rok 2016, Strefa 51.

Grupa naukowców zatrudnionych w Strefie 51 schwytała nad Saharą intergalaktyczny statek bojowy. Promieniem przyciągającym sprowadzili go do hangaru. Na pokładzie znaleźli nie tylko bardzo potężne uzbrojenie, lecz również kosmitów najróżniejszych gatunków. Byli wśród nich Straxyci, Poacokie, Poraksjanie, ale najbardziej wyróżniał się  gatunek BobSmok. Nie wiedzieć czemu, w pojeździe S.S. InterX był tylko jeden BobSmok, na dodatek zamknięty w klatce. Naukowcy, którzy porozumiewali się interjęzycznymi translatorami strun głosowych, zapytali kosmitów, dlaczego BobSmok jest w klatce? Kosmici odpowiedzieli uczonym, że jest to groźny przestępca z planety Ziemia. Wtedy strażnicy ze Strefy 51 wezwali posiłki, gdyż uznali, że schwytani kosmici stanowią zagrożenie dla Ziemi i ludzkości. Niemal połowa amerykańskiej armii okrążyła bazę. Było tam ze dwadzieścia pięć myśliwców  F22 i z czterdzieści helikopterów bojowych. Kosmici ulegli, uznając, że nie mają szans. Dali się przewieźć do Strefy 52. Tam zostali zamknięci w super szczelnych, laserowo-metalowo-elektrycznych celach.

 

25 Lat Później. SkarBob, nowa planeta BobSmoków.

– Kapitanie! Dostaliśmy wiadomość SOS od Boba.

– Tak!? Gdzie przebywa?

– Na Ziemi. Jest przetrzymywany przez ziemskich naukowców.

– Komputerze! Przygotuj oddział Alfa. Kurs Ziemia!

I tak oddział Alfa ruszył Ziemię po smoka Boba.

 

Ziemia, rok 2041. Strefa 56.

– Następny! – krzyknął profesor astrogenetyki, siedzący w białym fartuchu za przeciwpancerną szybą.

Wtedy na salę wszedł BobSmok. Wyglądał całkiem jak smok z każdej bajki, którą czytano wam w dzieciństwie (a przynajmniej mnie). Był zielony, na grzbiecie i potężnym ogonie miał trójkątne kolce, a na brzuchu pancerz ciemniejszego odcienia, odróżniający się od reszty ciała. Miał dwa metry wzrostu i poruszał się jak człowiek – na dwóch nogach. Jak każdy smok miał wielki, zaokrąglony pysk, przypominając z wyglądu smoka z soczków Pysio. Uśmiechał się, ale w jego oczach widać było smutek.

– Jak się nazywasz? – rzekł naukowiec.

– Nazywam się Bob – odparł BobSmok po angielsku.

– Skąd znasz nasz język?

– Ponieważ żyłem długo na Ziemi. Najpierw pod Wawelem, później, w czasie I wojny światowej, musiałem emigrować do Ameryki.

– A dlaczego opuściłeś Ziemię? – dopytywał profesor.

– Za wiele tu dymu, hałasu, budynków, przestępczości, wojen, problemów finansowych…

– Czy jesteś ostatnim ze swojego gatunku?

A BobSmok na to:

– Nie. Cały nasz gatunek mieszka na planecie SkarBob.

– Czym ty dokładnie jesteś? – zapytał naukowiec

– Smokiem.

Odparł Bob. Naukowiec zeskanował Boba i kazał mu wracać do celi.

 

Ziemia, rok 2041.

12 dni później oddział Alfa wkroczył w przestrzeń powietrzną Ziemi.

– Tu Ziemia, proszę podać identyfikację albo wasz statek zostanie zestrzelony.

– Tu statek ratowniczy z planety SkarBob, numer identyfikacyjny to 24569145X12 – odpowiedzieli.

– Macie 10 sekund, żeby opuścić naszą strefę powietrzą albo użyjemy siły!

I wtedy zaczęło się odliczanie: 10, 9, 8, 7, 6, 5, 4, 3, 2, 1, 0…

Potem, każdy BobSmok z planety SkarBob oglądał jak statek z oddziałem Afla ginie w płomieniach. Stacja SSC emitowała bowiem transmisję z wyprawy do wszystkich urządzeń elektronicznych na SkarBob. Myśleli, że ujrzą swoją dawną planetę pierwszy raz po tylu latach, że będzie to bardzo tryumfalny moment. Tymczasem pogrążyli się w żałobie.

 

I tak zaczęła się wielka międzygalaktyczna woja pomiędzy Układem Słonecznym a Imperium Konstelacji Smoka. Na nieszczęście dla smoków, w ich imperium była tylko jedna uzbrojona planeta, a w naszym układzie uzbrojony był Mars, Merkury, Ziemia i nawet Pluton.

 

Nie wszystkim jednak zależało na wojnie i nie wszyscy bali się smoków. Pewnemu młodemu naukowcowi Simonowi tak przeszkadzała myśl o uwięzieniu Smoka Boba, że postanowił go uwolnić i z jego pomocą przerwać wojnę. Wiedział jednak, że to będzie trudne, gdyż statek InterX był wciąż przetrzymywany przez rząd amerykański. Gdy tylko naukowiec próbował podejść do klatki, włączał się alarm. Obliczył jednak, że ma dokładnie jedną minutę, dwadzieścia pięć i pół sekundy na uwolnienie smoka. Zdołał go oswobodzić, lecz wartownicy zobaczyli ich i ruszyli za nimi w pościg. Ale naukowiec miał asa w rękawie. Znalazł statek, który zaprogramował tak, by poleciał na planetę SkarBob. Rozległo się odliczanie: „trzy, dwa, jeden…” i… zaryczały silniki! Zanim się obejrzeli, byli już za Wielkim Imperium Marsa. Potem natknęli się na pas Kuipera, który służył jako pole siłowe dla Układu Słonecznego. Na szczęście ich statek był bojowym transportowcem, musiał więc mieć bomby rozpraszające. Poszukali guzika, namierzyli działo i wystrzelili pocisk, który spowodował, że asteroidy rozproszyły się przed nimi. Wtedy dopiero naukowiec spytał smoka:

– Gotowy?

A smok na to:

– Na SkarBob!!!

 I tak rozpoczęła się wielka przygoda Smoka Boba i jego nowego przyjaciela Simona.

Gdy już dotarli na SkarBob, poszli odwiedzić najwyższą radę. Przeszli przez całą ochronę i trafili do Kanclerza Toma.

– Witaj Bobie! – zawołał Kanclerz.

Bob ukłonił się pięknie.

Gdy jednak Kanclerz zorientował się, że Bob przyprowadził tu człowieka, mało brakowało, by ich obu zabił. Jednak Bob od razu powiedział kanclerzowi, że Simon jest człowiekiem wyjątkowym. Człowiekiem, który go ocalił.

Władca uspokoił się i rzekł:

– Dlaczego tu przybywacie, Bobie i Simonie?

– Żeby zaprowadzić pokój.

– Wynoście się! – Wrzasnął Kanclerz, a jego wyraz twarzy mówił, że wolałby on prowadzić tysiącletnią wojnę niż zawrzeć pokój z Układem Słonecznym, a szczególnie z Ziemią.

A oni pędem wybiegli z Pałacu do hangaru, gdzie stał ich statek kosmiczny.

 

Stacja górnicza na asteroidzie, rok 2041.

Polecieli do starej opuszczonej stacji górniczej, gdzie kiedyś wydobywano cenne metale, a później Simon urządził sobie kryjówkę, która teraz okazała się bardzo przydatna. Miał tam mechaniczne zbroje górnicze i wiertła laserowe przerobione na karabiny. Bob wziął karabin do ręki i dokładnie go obejrzał.

– Wow! – zawołał. – Simonie, ty to sam zrobiłeś?

Simon przytaknął z dumą i dodał:

– Chodź, Bobie, pomożesz mi włączyć generatory.

Zaczęli przygotowywać bazę na oblężenie statków Układu Słonecznego lub tych z imperium BobSmoków. Przez trzy lata byli tam sami. Nic się tam nie działo, jak to na asteroidzie. W wolnym czasie próbowali włączyć Internet, a co wieczór grali w pokera. Zaczęło im jednak brakować jedzenia, zapasów wody, a przede wszystkim soku pomarańczowego dla Boba. BobSmoki nie mogą przecież pić wody innej niż bobiańska. Woda bobiańska to na Ziemi sok pomarańczowy, który ma kolor ognia. Mędrcy z północy SkarBoba mówią na to „woda ognia”.

Simon i Bob postanowili więc polecieć na Ziemię, żeby zdobyć konieczne zapasy.

 

Ziemia, rok 2044.

Ku ich zaskoczeniu, na Ziemi panowała wielka rewolucja przeciwko władzy Stanów Zjednoczonych. Dosłownie wszyscy zbuntowali się przeciw Amerykanom za wszczęcie wojny intergalaktycznej. Nałożono embargo na frytki, burgery i colę. Prezydenta USA ewakuowano na Space Force One, prezydencką stację kosmiczną.

 

Gdy Simon i Bob wylądowali na pustyni Nevada, spotkali Indian z transparentami. Jeden z nich wyjaśnił im, że ludzie mają już dość wojny. Manifestują i protestują przeciwko władzy, dlatego, że rządzący wszczęli wojnę z dawnymi przodkami. Na ulicach wszędzie był korek. Ale nie samochodów, tylko ludzi. W domach prawie nikogo nie było, ponieważ wszyscy szli i wrzeszczeli.  Odwołano wszystkie loty, gdyż obsługa lotnisk protestowała. Trzeba było zamknąć nie tylko lotniska, ale i porty. Wtedy Simon wpadł na pomysł, by sfilmować to, co dzieje się na Ziemi i wyemitować we wszystkich telewizorach, komputerach, komórkach i tabletach na całym SkarBobie. Wyciągnął swój telefon i zaczął nagrywanie. Po pięciu minutach uznali z Bobem, że tyle materiału wystarczy. Pobiegli na swój statek i wyruszyli na SkarBoba.

 

Planeta SkarBob, 2044.

Aby wyemitować materiał filmowy z komórki Simona, musieli najpierw włamać się do studia SSC, jedynego, które nadaje do wszystkich zakątków SkarBoba. Mieściło się ono pomiędzy Piątą a Szesnastą Aleją. Było bardzo widoczne, bo miało dziesięciometrową antenę i wielki błyszczący neon, który mrugał jak lampki na choince. Strażnicy SSC nie byli jednak zbyt kompetentni.

– Czy są państwo umówieni? – zapytali w recepcji przy frontowych drzwiach studia.

– Nie. Chcemy się tylko włamać do waszego studia i przesłać piracki sygnał do wszystkich urządzeń elektronicznych na SkarBobie, aby nastał pokój z Ziemią.

Strażnicy uśmiechnęli się.

– A! Na casting! Hala numer pięć – powiedzieli i wskazali drogę.

 

Simon i Bob poszli w kierunku Hali numer  pięć. Gdy tylko zauważyli, że strażnicy już na nich nie patrzą, natychmiast skręcili w najbliższą alejkę. Zaczęli szukać pomieszczenia, z którego przekazywany jest sygnał telewizyjny na całego SkarBoba. Błądzili. Przypadkiem znaleźli kuchnię, gdzie zatrzymali się na małą przekąskę. Zjedli na spokojnie ciastka pomarańczowe i popili sokiem pomarańczowym.

– Hmm… Jak dawno tego nie jadłem – oblizał się Bob.

Gdy skończyli jeść, znowu wyruszyli na wielką podróż w poszukiwaniu sali transmisyjnej. Nie trwało to długo, ponieważ ta sala znajdowała się naprzeciwko kuchni. Był tylko jeden problem: miała sześć zamków. Na szczęście okazało się, że pięć z nich to zamki typu „ułóż obrazek”.  Kto chciał otworzyć zamek, musiał ustawić kwadraciki w ramce tak, by powstało zdjęcie tytułowe z jakiegoś serialu, nadawanego przez SSC. Bob, jako wierny BobSmoczanin, oczywiście znał wszystkie te produkcje: „Smok Who”, „Ona zieje dla mnie”, „Malanowski i smoki”, „Smocze sprzeczki”, „Na ogniu”. Został im ostatni zamek, do którego potrzebny był kluczyk. Ale oczywiście Simon, jako pracownik Strefy 51, miał specjalny klucz, który otworzy każde drzwi. Kiedy weszli, Simon włożył włamaniowe okulary, które również otrzymał w Strefie 51 z okazji konkursu na „Szpiega 51”. Nie dość, że wyglądał cool, ale jeszcze widział w nich wszystkie możliwe zabezpieczenia. Jak zobaczył, ile ich jest, o mało nie zemdlał. Wiedział jednak, że musi się przez nie przedrzeć: przez wiązki laserowe, czujniki nacisku w podłodze, wieszaki na ubrania, kamery i czujniki dźwięku. Wyjął swojego iPoda i w słuchawkach puścił muzyczkę z Mission Impossible, która pomogła mu wczuć się w rolę tajnego agenta. Najpierw zrobił zdjęcia z tego samego kąta co kamera i przykleił je przed obiektyw, potem kazał Bobowi włożyć maskę i powiedział mu, by nie zdejmował jej, dopóki nie da mu znaku. Kieszonkową mini-pompką skompresował całe powietrze do pojemnika w masce i dzięki temu unieszkodliwił czujniki dźwięku. Na końcu jak ninja przeskakiwał między laserami. Kiedy był już przy panelu sterowania, zrobił niechcący pewien gest, który Bob odebrał jako znak, żeby zdjąć maskę. Wtedy jednak zaczął się dusić, a Simon, chcąc ratować Boba, wypuścił powietrze z powrotem do pokoju. Zawył alarm. Na szczęście Simon w porę przetransmitował dane i wczytał piracki materiał na serwer. Wszystkie ekrany na całym SkarBobie pokazały dokument o buncie na Ziemi. Simon i Bob musieli teraz zgubić strażników więc starali się szukać miejsc, gdzie mogliby skręcić w jakiś korytarz. Los się do nich uśmiechnął i znaleźli tylne wyjście. Kiedy spojrzeli za siebie, zobaczyli dziesięciu strażników wybiegających ze studia. Wtedy szybko pobiegli na pole kukurydzy, gdzie stał ich statek. Prędko do niego wsiedli i wrócili na Ziemię.  

 

Tymczasem na SkarBob, dzięki wyczynowi Simona i Boba, wszystkie Bobsmoki zauważyły, że to tylko grupa ludzi jest brutalna, zachłanna i wrogo nastawiona do reszty wszechświata.  Wszystkie smoki ruszyły do Senatu, żądając od Kanclerza, żeby zawarł pokój z Układem Słonecznym.  Po pięciu miesiącach negocjacji, Kanclerz uległ i postanowił apelować do Ziemian o sojusz. Tam na szczęście sytuacja była już stabilna: w USA wybrano nowy rząd i skasowano wszystkie strefy, uwalniając więźniów. Kanclerz SkarBoba i nowy prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki podpisali traktat pokojowy w bazie Simona i Boba na asteroidzie. Od tamtej pory smoki i ludzie żyją w pokoju. Simon i Bob zamieszkali nad Oceanem Atlantyckim.

Koniec

Komentarze

Napisane tak sobie; ponadto potraktowałeś całą historię dość pobieżnie, jakbyś się bardzo spieszył, a przecież znaków do wykorzystania zostało Ci bardzo dużo. Opowiadanie nie jest też pozbawione naiwności, a jego skrótowa wersja jedynie szkodzi całości. 

Może następnym razem będzie lepiej. 

Pozdrawiam. 

Historia z rozmachem, dużo się dzieje. Owszem, trochę naiwna, ale nie będziemy wymagać przemyśleń filozoficznych i znajomości ciemnych stron życia od tak młodego Autora.

Pod względem językowym bardzo dobrze, widać, że długo pracowałeś nad tym tekstem.

Fajnie, że zaczynasz pisać tak wcześnie.

Babska logika rządzi!

Nad warsztatem zdecydowanie powinneś popracować. Ale masz na to sporo czasu.

 

Historia faktycznie z pompą, choć trochę naiwna i dzieje się za szybko, co działa na jej niekorzyść. Niektóre sprawy wyjaśniasz bardzo mgliście. U czytelnika, podczas lektury, pojawia się mnóstwo pytań i tylko na część z nich odnajduje odpowiedz.

 

Pozdrawiam!

 

 

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Językowo nie jest źle, zwłaszcza na tak młody wiek. Gorzej z historią – nie mogłam się zdecydować, czy ma być zabawna, czy po prostu jest naiwna. Zdecydowanie za bardzo gnasz po wydarzeniach, za mało zastanawiasz się nad logiką i wiarygodnością historii.

Ale może być tylko lepiej.

Pozdrawiam i powodzenia.

Pozytywnie zaskakuje bardzo poprawny, jak na tak młodego Autora, język. Nawet jeżeli ktoś pomagał, to uznaje to za przejaw roztropności. Brawo, tak trzymać!

 

Historia odpowiada wiekowi autora, więc jest naiwna. Jest za to porządnie złożona, ma początek, rozwinięcie i koniec. Kolejne brawo!

 

Niestety, opowiadaniu szkodzi potworne tempo i przeładowanie akcją. Uważam jednak, że umiejętność wyważenia proporcji przyjdzie z wiekiem. Zdecydowanie pisz i ćwicz, Autorze, masz potencjał! :-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Nowa Fantastyka
Patronujemy