- Opowiadanie: Rex87 - Reguła Rothmana

Reguła Rothmana

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Reguła Rothmana

Ogień. Płynny ogień, zalewający wszystko dookoła.

Wystarczyło pół godziny od rozbrzmienia pierwszego sygnału alarmowego, żeby większa część ponad półtysięcznej populacji zbudowanego na kształt poskręcanej dętki samochodowej Drugiego Słońca, roztopiła się jak plastik nad ogniskiem.

Praca z syntezą termojądrową to jazda na oparach piekieł, zwykł mówić mój ojciec. Kwestia czasu, kiedy dosięgną nas płomienie. Cholerny dupek nigdy się nie mylił.

Mogłem tylko mieć nadzieję, że Lily nic się nie stało. Pracowała dzisiaj przy obsłudze zachodniego skrzydła razem z Arankianem, ominęło ją więc bezpośrednie zagrożenie, kiedy doszło do rozmagnesowania stellaratora i krążąca wokół stacji plazma przelała się przez tytanowe ściany jak przez papier. Komunikator Lily cały czas milczał, mimo, że wywoływałem ją co chwilę.

 

Na Arankiana wpadłem w miejscu, gdzie ciasny korytarz techniczny rozwidlał się na dwoje. Główny inżynier miał przynajmniej trzydzieści kilogramów nadwagi i wyglądał jakby właśnie skończył bieg na setkę. Po jego pulchnej twarzy spływały wielkie krople potu.

– To już koniec… – wydyszał – stacja jest stracona…

– Gdzie Lily?

Arankian wbił wzrok w podłogę.

– Nie mogłem jej powstrzymać, Josh… Tak bardzo cię przepraszam.

Poczułem jak krew odpływa mi z twarzy.

– Gdzie ona jest?

– Poszła do rdzenia stellaratora – rozłożył ręce. – Mówiła, że da nam czas na ucieczkę.

Zapragnąłem rozbić mu ten świński łeb o ścianę. To ten kutas był odpowiedzialny za zapewnienie bezpieczeństwa stacji, nie moja żona.

– No to wypierdalaj do tego swojego promu – warknąłem. – Ale nie waż się startować bez nas.

 

Miłość jest głupia, mówił mój ojciec. Zostawi cię ślepego i głuchego na wszystko inne dookoła. Sprawi, że stracisz czujność. A kiedy ją stracisz, wepchnie cię wprost do trumny. Ale ojciec był cynicznym dupkiem, widzącym świat w postaci rzędów cyfr i kolumn danych. Dupkiem, który umarł krztusząc się tętnicza krwią w szpitalnym łożu, opuszczony przez wszystkich, na których kiedykolwiek mu zależało.

Zacisnąłem zęby, zmuszając się do maksymalnego wysiłku. Nie, nie miałeś racji, tato. W tym jednym zawsze się myliłeś.

 

Do śluzy prowadzącej do komory rdzenia dopadłem na ostatnich nogach, mając wrażenie, że za chwilę wykaszlę rozżarzone igły. Zewnętrzne drzwi stały przede mną otworem, za to komora samego rdzenia była zamknięta na amen. Szarpnąłem za manualne otwieranie. Zero rezultatu. Najwidoczniej Lily zatrzasnęła się od środka. Do cholery, dziewczyno, czy ty zawsze musisz postawić na swoim?

– Arankian? – uruchomiłem komunikator.

– Jestem.

– Nie mogę dostać się do wewnętrznej części. Lily musiała jakoś zablokować drzwi.

– To przez temperaturę – wyjaśnił inżynier. – System jest tak skonstruowany, żeby odcinać poszczególne sekcje, jeśli temperatura wzrośnie powyżej czterdziestu pięciu stopni Celsjusza. Musisz ręcznie wychłodzić stellarator.

– Jak to zrobić?

– System działa w trybie awaryjnym. Wszelkie komendy z poziomu konsoli są zablokowane, ale jeśli wywołałbyś w jakiś sposób spięcie w szafie sterowniczej, być może udałoby ci się odblokować drzwi. To jednak nie koniec. Po kilkunastu sekundach system wróci do działania używając zapasowych serwerów. Kiedy będziesz w środku, natychmiast zwolnij blokadę chłodziwa. To będzie wasza jedyna szansa na odblokowanie śluz w drodze powrotnej.

– Już się za to biorę.

Nie było czasu na myślenie. Ze wspomnianej szafy zwisały zwoje kabli, przypominających rozgotowany makaron. Rwałem je bez opamiętania jak rolnik chwasty, do momentu w którym coś brzęknęło i drzwi odskoczyły na kilkanaście centymetrów.

Równocześnie rozległ się komunikat:

UWAGA. INTEGRALNOŚĆ POWŁOKI NARUSZONA.

 Nie zwlekając, wślizgnąłem się do środka.

 

Za drzwiami panował mrok. Jedynie umieszczona pośrodku wiązka wolframowych prętów, żarzyła się jasnym blaskiem.

– Lily! – krzyknąłem. Bez odpowiedzi.

Była gdzieś tutaj, pośród ciemności, a ja nie mogłem jej zobaczyć. Krzyknąłem raz jeszcze. Jeśli założyła kombinezon ochronny, najpewniej była nieprzytomna, ale wciąż miała szansę na przeżycie. W końcu udało mi się odnaleźć przełącznik o którym wspominał Arankian. Zapaliły się lampy.

Dopiero teraz rozejrzałem się dookoła. Pomieszczenie było mniejsze, niż wydawało mi się po ciemku. I byłem w nim całkowicie sam.

UWAGA. PRZYWRÓCONO INTEGRALNOŚĆ POWŁOKI. ZWOLNIENIE CHŁODZIWA ZA TRZYDZIEŚCI SEKUND.

W tym samym momencie drzwi zatrzasnęły się z głuchym hukiem.

– Arankian, co jest do kur..

– Tak mi przykro, Josh. Tak mi cholernie przykro.

– Co ty wygadujesz? Lily…

– … zginęła w sekcji mieszkalnej. Uratowała nas, ale sama nie zdążyła uciec. Twoja żona jest bohaterką, Josh. Tak jak ty.

A więc ten gruby wieprz zwyczajnie mnie wykorzystał.

– Nie! – ryknąłem, ruszając w stronę drzwi.

– Josh, musisz zrozumieć. Jest ze mną dwanaście rodzin które dzięki tobie mają szansę wrócić do domu. Musiałem dokonać wyboru i zrobiłem to.

DZIESIĘĆ SEKUND.

Świat zawirował mi przed oczyma. Kocham cię Lily, pomyślałem, śmiejąc się, płacząc i nie dowierzając na przemian. Mimo wszystko, ten cholerny dupek znów miał rację.

Koniec

Komentarze

Oj, ładne, ale smutne. :-(

ponad pięćset osobowej populacji

Pięćsetosobowej. A jeszcze bardziej by mi pasowało: półtysięcznej populacji.

I edytor doliczył Ci kilkadziesiąt znaków…

Babska logika rządzi!

Dzięki, Finklo :) Edytowane, półtysięczna populacja pasuje idealnie.

Kurdę, po przeklejeniu tekstu do Worda, wychodzą mi, nie licząc tytułu (chyba, że w przypadku konkursu powinienem liczyć razem z nim?), 4992 znaki ze spacjami.

And one day, the dream shall lead the way

Spytaj Brajta, może uzna.

Babska logika rządzi!

Brajt uzna, bo licznik po którychś poprawkach edytora zaczął nieco znaków dodawać. Ja w razie wątpliwości mam możliwość skopiowania sobie opka i sprawdzenia ile ma dokładnie znaków, więc się zgadza.

Lecą smoki pod obłoki, wiatr im kręci smocze loki

Praca z syntezą termojądrową to jazda oparach piekieł

w/na oparach?

 

Bardzo smutne, Rex :( Początek trochę niejasny, nie byłam pewna “o so chozi”… ale potem już z górki. Prosto na złamanie karku.

Podobało mi się. Zakończenie mocne, w sumie świnia zrobił rzecz dla ogółu dobrą, ale jednak miałam ochotę go zap… no i ja tak bardzo nie lubię się smucić.

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

Poprawione ;) Dzięki za punkcik! Miło, że się podobało :)

And one day, the dream shall lead the way

Udany tekst. A “Kocham cię, Lily” przypomniało mi tekst Radka Raka.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Dzięki :)

Tak mi się jakoś przy tworzeniu szorta też skojarzyło z “Lilith” Ajwenhoła ;)

And one day, the dream shall lead the way

Nader porządnie napisane opowiadanie. Niezwykle przekonujące. Krótkie, ale to dobrze – opisane wydarzenia pewnie nie trwały dłużej niż lektura tekstu. Cały czas utrzymałeś tempo i miałam wrażenie osobistego uczestnictwa w wyścigu z czasem.

Bardzo mi się podobało, choć na końcu także ogarnął mnie smutek.

 

„…jeśli tem­pe­ra­tu­ra wzro­śnie po­wy­żej czter­dzie­stu pię­ciu stop­ni cel­sju­sza”. – …jeśli tem­pe­ra­tu­ra wzro­śnie po­wy­żej czter­dzie­stu pię­ciu stop­ni Cel­sju­sza.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki regulatorzy! Byczek poprawiony. :)

Wybaczcie, że tekścik powoduje w was tak przykre uczucia…. Wychodzi na to, że jestem zimnym, nieczułym draniem, gdyż dokładnie takie było moje założenie. ;p

And one day, the dream shall lead the way

Ależ nie mam co wybaczać. ;-)

To, że postanowiłeś zaprezentować właśnie taki tekst, wcale nie musi świadczyć o tym, byś był zimny i nieczuły. Wręcz przeciwnie – ktoś taki może nawet nie umiałby napisać nic wzruszającego. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

No to cóż mogę powiedzieć więcej, niż szczere “dziękuję”. I za punkcik też :) Całe dwa punkty… normalnie pobiłem własny rekord :))

And one day, the dream shall lead the way

Licz Pan dobrze te punkty.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Łojeja, thx! :)

And one day, the dream shall lead the way

Dobre.

Sorry, taki mamy klimat.

Dzięki piękne :)

And one day, the dream shall lead the way

Niezłe. Dobre tempo. Cały czas miałem wrażenie, że końcówka będzie inna, więc mnie zaskoczyłeś.

 

 który umarł krztusząc się tętnicza – przecinek przed “krztusząc”

Nie, nie miałeś racji tato. – przecinek przed “tato”

Dzięki! “Miraż” Cusslera aktualnie czytam, więc prawdopodobnie nieco udzielił mi się jego styl, bo tam tempo momentami zawrotne. ;p

And one day, the dream shall lead the way

Dobre opko, nawet bardzo. Fruń opko do biblioteki :-)

Dzięki Ci, dobry człowieku :)

And one day, the dream shall lead the way

Może wszystkich kwestii technicznych nie zrozumiałam od razu, ale za to emocje pokazałeś bardzo sprawnie. Krótkie, ale treściwe :) A nawet bym pomyślała na Twoim miejscu nad jakimś przyszłym rozwinięciem tematu :)

W sumie to nie miłość wepchnęła go do trumny… No, może pośrednio ;)

 

Ładne, treściwe i z klimatem. Podobało mi się wielce.

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Podobało się, ale… tutaj nie ma wyznania miłosnego, są tylko słowa. Co więcej, bez nich tekst nic nie straciłby z treści ani jakości. Są dodane ot, na odczep się, byle były. Możnaby je z podobnym skutkiem dołożyć do praktycznie dowolnego opowiadania. Dlatego czuję się zawiedziony.

 

Do tego duża ilość literówek typu “Poczułem jak krew odpływami z twarzy”. A tekst na stronie głównej powinien świecić przykładem. ;-)

Lecą smoki pod obłoki, wiatr im kręci smocze loki

Ja się na jurora bym nie nadawał, raz byłem i to traumatyczne przeżycie jest. Czytam dobre opko, zapominam, ze były jakieś zasady, widziałem słowa “kocham cię” i głosuję.  A nawet jakbym jeszcze raz się wczytał w zasady i tak bym zagłosował. Naginam zasady, taki ze mnie zimny drań :-)

Cholerny dupek[,+] nigdy się nie mylił. ?

 

Niezłe niezłe, nawet śmierć ich nie rozłączy…

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Dzięki wam dobrzy ludzie za opinie :)

Za błąd kajam się wielce. No i na co mni te 10-krotne przeglądanie tekstu, jeśli takie babole przepuszczam? Of kors poprawione.

 

Co do treści to się zgadzam i nie zgadzam jednocześnie ;)

Najpierw to drugie: zamysł tego opka polegał na tym, że cała ta gonitwa bohatera po rozpadającej się stacji już sama w sobie jest wyznaniem miłości – tzn. “kocham cię tak bardzo, że mam gdzieś moje życie, ważne jest twoje”… więc jakby nie było z mojej odautorskiej perspektywy, wyznanie się tu znalazło. :)

Zgadzam się natomiast co do ostatniego akapitu – jasne, to było zagranie pod konkurs, jakoś mi coś w głowie utkwiło, że to sakramentalne “kocham cię” musi się w opku znaleźć. :)

Z tym, że przy okazji miało to podkreślić słowa ojca bohatera.

Przynajmniej taki był plan podczas tworzenia. ;p

 

EDIT: Dzięki, drogi Psycho :) Mimo wszystko zostawiam to zdanie bez przecinka, tak to miało wyglądać :)

 

And one day, the dream shall lead the way

To wiesz, tą drogą opowiadanie o tym, jak gość robi żonie herbatę (choć jej nawet nie ma w mieszkaniu), też można traktować jako wyznanie miłości. To jest startowanie w innej kategorii – jakby w konkursie biegu przez płotki na jednym z torów startował zawodnik bez płotków.

Gdyby to nie był konkurs z ankietą, byłaby dyskwalifikacja. A teraz to już po ptokach, więc niech każdy głosuje wedle uznania.

Lecą smoki pod obłoki, wiatr im kręci smocze loki

Opko utkwiło mi w pamięci, zagłosowałam i jakoś kajać się nie zamierzam ;) Może i wyznanie takie ciut wepchnięte (w sumie jakby przez jakiś interkom mówił to wszystko, myśląc, że żona żyje opko bardziej spełniałoby zasady, ale sądze, że straciłoby na klimacie).

I dla mnie i jest wyznaniem miłosnym to jak mój chłopak idzie mi robić herbatę! Robi to tylko dlatego, że jestem leniwym smrodem i sama dupy nie ruszę – to musi być miłość! Albo niewola.

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

Nie no, Twój konkurs, Twoje reguły brajcie. Jeśli szorcik nie mieści się w ich ramach, to usuń go z ankiety. Nie może być tak, żeby jakikolwiek inny tekst miał potencjalnie cierpieć przez coś, co nie spełnia założeń konkursowych.

 

EDIT.

Wielkie dzięki za miłe słowa, Tenszo! :)

And one day, the dream shall lead the way

Nie no usuwał teraz z ankiety nie będę, zreszta i tak nagrody nie ma, więc nie ma co cierpieć. ;-) Kto tekst uzna za wart punktu, niech ten punkt da.

A samo opko mi się podoba.

Lecą smoki pod obłoki, wiatr im kręci smocze loki

Się polemika wydarzyła, a zgodnie z tym co Watts pisał w ostatnim felietonie, będziem bronić własnych racji, naginać rzeczywistość itd. Ja głosuje nadal, bo czyn jest wyznaniem miłosnym, jakoś tak myśle. A popatrzcie sobie na antologię “Rok po końcu świata” – tam to w ogóle tytuł antologii to jakaś ściema, biorąc pod uwagę te zajdlowe opka. Ech te Interpretacje, konteksty itd, itp.

Polemika dobra rzecz. Cała sztuka fajnej konwersacji polega obronie własnych poglądów, przy jednocześnie otwartym spojrzeniu na argumenty rozmówcy. I w ten sposób uczymy się, uczymy przez całe życie. Powiało filozofią ;p

Także w razie czego – pytać, dyskutować :) A ja mówię: dzięki za opinie! :)

And one day, the dream shall lead the way

Jak dla mnie szort wpisuje się w konkurs. Niech czyny mówią, nie słowa :)

Smutne (ale uwielbiam smutne historie miłosne), z dobrym twistem, żywą akcją. Warto przeczytać.

Dzięki wielkie, rooms :) Dla mnie zawsze najważniejsze jest to, żeby moje wypociny dawało się bez bólu czytać :)

And one day, the dream shall lead the way

Bardzo ładnie skondensowane i ciekawe. Żaden z elementów nie jest rozlazły, a na pewno kusiło cię, żeby rozwinąć poszczególne elementy opowiadania. Dobrze, że pokusie nie uległeś, bo taka skompresowana forma wychodzi tekstowi na zdrowie. Przynajmniej moim zdaniem.

Samo opowiadanie jest bardzo dobre. Zdecydowanie zasługuje na bibliotekę. Udało ci się zmieścić tu niebanalną historię i jeszcze gdzieś pomiędzy wierszami zasugerować istnienie ciekawego świata. Brawo.

Dobre.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Pięknie dziękuję, panowie :)

And one day, the dream shall lead the way

Dobre. Z jajem i piąchą, a jednocześnie okolone delikatnie romantyczną otoczką. Przyjemnie się czytało.

"Nie wierz we wszystko, co myślisz."

Dzięki! :)

And one day, the dream shall lead the way

No proszę, zagłosowałam, a nie zostawiłam komentarza. Hmm, brzydko! :)

Więc nadrabiam: moim zdaniem siłą tego tekstu jest właśnie to, że wyznanie (werbalne) jest tylko mimochodem, chociaż nie wydaje mi się, że zostało wepchnięte na siłę. Nie wiem, co bym sobie w takiej sytuacji pomyślała, ale to, co zostało napisane – uważam za całkiem prawdopodobne. :)

I co? Zdecydowanie lepsze jest wyznanie za pomocą czynów. Jak mi mój mąż robi coś pysznego, bo akurat mam ochotę – to nie mam specjalnego problemu, żeby zdefiniować to jako wyznanie miłosne. ;)

Nie uważam, żeby dyskwalifikacja się należała, podobało mi się to i oddałam swój głos. 

Kurdę, wielkie dzięki za miłe słowa, ocho! :)

And one day, the dream shall lead the way

Podobało mi się :)

Nowa Fantastyka
Patronujemy