- Opowiadanie: bemik - Słowo na wirtualnym papierze

Słowo na wirtualnym papierze

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Słowo na wirtualnym papierze

– Co tam słychać w wielkim świecie? – Marek postawił zakupy na stole w kuchni i jeszcze w kurtce zajrzał do żony. – Jak tam?

– Mnie się pytasz? To ty wychodzisz do biura, ja zostaję tutaj.

– No właśnie, kochanie, biuro to nie świat. Cały dzień serfujesz po necie, więc widzisz i wiesz znacznie więcej.

– Może widzę, ale co z tego? Nic! Kompletnie nic.

Żal i gorycz, z jakimi wypowiedziała te słowa, zwróciły jego uwagę. Odłożył sałatę do zlewu, wytarł ręce w kuchenną ścierkę i podszedł do łóżka.

– Co się stało?

– Nic! Jak zwykle nic. Komuś było źle, ale nikt tego nie widział. Nikt nie dostrzegł, że ta mała potrzebuje pomocy, że wystarczyłoby jedno dobre słowo, uśmiech czy współczujący uścisk dłoni, a ona żyłaby…

– O czym mówisz? – Patrzył na wykrzywioną gniewem i złością twarz żony i zastanawiał się, co ją tak poruszyło.

– Bo przeczytałam tę historię – opis samotności, wyobcowania, zamykania się przed światem, który krzywdzi, spycha na margines, aż wreszcie prowadzi do śmierci…

– Krysiu, rozumiem, że to kolejne opowiadanie na tym twoim portalu, tak?

– Tak.

– Więc chciałem ci przypomnieć, że to wszystko jest fikcją. Ta dziewczynka nie istnieje, nikt jej nigdy nie widział, nikt jej nie skrzywdził i to autor wszystko wymyślił.

– Nie wymyślił, rozumiesz? – prawie na niego krzyczała. – Nie wymyślił! On zobaczył maleńki fragment tej historii, a potem dopisał resztę.

– Jaki fragment zobaczył? – spytał łagodnie, ujmując jej dłoń.

– Jej twarz! Smutne oczy, usta wykrzywione przerażeniem, ślady łez na policzku…

– I to wystarczyło, żeby napisał całą historię?

– Tak, bo on poczuł tę dziewczynkę, zrozumiał jej strach i ból. I samotność…

– To dlaczego jej nie przytulił i nie pocieszył? – spytał Marek, ale zrobił to bardzo cicho, już w drodze do kuchni. Tak, żeby nie słyszała. Głośno zaś poinformował, że odgrzewa obiad.

 

* * *

Noc nie zawsze jest straszna. Czasem otula ciepłym aksamitem, kołysze w ramionach jak matka, całuje powieki delikatnie, że aż łaskocze i robi to tak długo, póki ona nie zaśnie, wsłuchana w spokojny, głęboki oddech Marka.

Krysia już nie pamięta ciepła jego ciała obok siebie. Śpi, skulony jak dziecko, na łóżku obok. Blisko, żeby w każdej chwili być do jej dyspozycji. Daleko, żeby nie zaplątać się w wężyk kroplówki. Ale nie czuje bicia jego serca.

Dziś w nocy nie będzie krzyczała, pozwoli mu się wyspać, bo przecież on rano musi wstać do pracy. Dziś w nocy nie dopuści, by potwory wypełzły z zakamarków. Dziś w nocy będzie snuła łagodne, kolorowe opowieści, które stłumią rodzący się ból. Dziś w nocy jeszcze uda jej się normalnie spać.

 

* * *

– No, jak tam, kochanie? Pani Halinka mówiła, że byłaś dziś wyjątkowo spokojna, zaczytana. Prawie z nią nie rozmawiałaś! – Marek powiesił kurtkę w przedpokoju i zajrzał do żony.

– To nie pani Halinka! – Głos kobiety dźwięczał strachem, dygotał i trząsł się.

– A kto, jak nie Halinka? – Marek przysiadł na krześle obok łóżka i ujął dłoń żony.

– To potwór. Dokładnie taki, jak opisali. Czyha tylko na dogodną okazję, żeby mnie dopaść.

– Skarbie, opowiadasz głupoty. Byłyście cały dzień same, gdyby chciała, już by cię dopadła, prawda?

– Nie udało jej się, bo jestem sprytniejsza. – Krysia uśmiechnęła się triumfująco. – Cały czas byli oni!

– Kto?

– No, oni! – Zniecierpliwiona kobieta wskazała ręką laptop. – Rozmawiałam z nimi, kiedy się pojawiała. A ona udawała ciągle, że musi coś koło mnie zrobić – a to przynosiła proszki, zmieniała kroplówkę, poprawiała pościel…

– To należy do jej obowiązków – usiłował wtrącić Marek.

– Tak, ale wiesz, jak ona wtedy wyglądała? Oczy zwężały jej się w szparki i świeciły takim okrutnym, cytrynowym blaskiem, a zamiast paznokci pojawiały się szpony… Gdyby nie oni, już by mnie nie było…

Mężczyzna pochylił nisko głowę, a potem zacisnął dłonie w pięści i przycisnął je do skroni. Po chwili spojrzał w twarz kobiety.

– Krysiu, ale ty jesteś bezpieczna, wiesz?

– Co ty bredzisz? A jak ich zabraknie? Wiesz, co ona zrobi, jak nie będzie świadków?

– Nic nie zrobi. Jesteś absolutnie bezpieczna, bo ona nie tknie twojej krwi!

– Jak to?

– Nie ruszy cię, bo jesteś chora, twoja krew jest chora i gdyby wypiła jej chociaż kropelkę, umarłaby natychmiast. Rozumiesz, kochanie?

Kobieta zamyśliła się na chwilę.

– Masz rację. Teraz już wiem, dlaczego zawsze zakłada rękawiczki zanim mnie dotknie.

 

* * *

Noc nie zawsze jest straszna. Czasem przylatują motyle i ważki, żeby rozświetlić mrok refleksami srebrnych i złotych błysków. Zjawiają się nie wiadomo skąd i tańczą. Najpierw wokół stojaka z kroplówką, potem wokół lampki nocnej, a później pod sufitem, by na koniec wypełnić cały pokój. Wirują tak szybko, że od obserwacji kręci jej się w głowie, ale nie może oderwać od nich wzroku. I nawet nie chce tego, bo za zamkniętymi powiekami panuje całkowita ciemność. Zimna i wroga. W niej rodzi się ból i jeśli nie otworzy oczu, będzie narastał do crescendo, aż zacznie krzyczeć i obudzi Marka. A te piękne owady łagodzą cierpienie, rozśmieszają ją nawet. O, właśnie jeden motyl stworzył bańkę, wypuścił ją ze ssawki i pozwolił odpłynąć. Przez chwilę kula wiruje pod sufitem, ale ważka nie może oprzeć się ciekawości i dotyka jej czułkami. To wystarczy, by krucha powłoka rozbryznęła się i mokrymi cząsteczkami osiadła na twarzy Krystyny. Kobieta zachichotała, bo połaskotało ją to w nos. Motyle zaczęły wypuszczać więcej baniek, a ważki rozrywały je. Coraz więcej wilgotnej mgły spada na wychudłe ciało. Już cała skrzy się tęczowym blaskiem, ale one nie przestają. Wkrótce jest otoczona kokonem z rozpryśniętych baniek i czuje, jak warstwa po warstwie jej pancerz tężeje. Kurczy się i ściska. Przygniata swoim ciężarem, dusi. Chce zawołać Marka, ale do gardła wpadają kolejne krople i natychmiast tworzą czop, przez który nie może przebić się jej głos. Rzuca się, usiłując rozkruszyć skorupę, z nadzieją, że hałas zbudzi męża. Usłyszał! Przybył na ratunek, gołymi rękoma usiłuje rozbić pancerz, uwolnić ją, ale brak mu sił. Marku, pospiesz się. To miażdży mi kości! Ból jest nie do zniesienia, tak potężny, że w końcu wyciska z gardła zastygłą masę i wreszcie wydobywa się krzyk, który przechodzi w skowyt. Marku, pospiesz się! Ja już nie wytrzymam dłużej…

Nareszcie udaje mu się naruszyć konstrukcję, odłamany fragment rani ją w ramię, ale to nic, bo dalej idzie już szybciej. Kawałek po kawałku odpada skorupa. Wreszcie może zaczerpnąć oddechu. Wreszcie może otworzyć oczy. Nie ma już ważek i motyli. Ale jest Marek. Masuje jej ramię.

– Już dobrze, kochanie, już dobrze – powtarza jak zahipnotyzowany, a oczy dziwnie szklą mu się w blasku lampki. – Już dobrze…

– Pewnie że dobrze, bo przegoniłeś te wstrętne owady. A ja myślałam, że są moimi przyjaciółmi.

 

* * *

– Zrób mi zastrzyk…

– Nie mogę, Krysiu, dostałaś dwie godziny temu!

– Zrób mi zastrzyk! – Jej głos nie prosi, nie błaga. Jej głos rozkazuje, żąda. Wwierca się w mózg, sączy jadem do ucha. – Gdybyś mnie kochał, ale tak naprawdę kochał, zrobiłbyś mi ten zastrzyk. Albo dwa, albo pięć. Żebym przestała czuć… Nienawidzę cię!

– Krysiu, nie mów tak! Kocham cię.

– Powtarzasz to cały czas. Kocham cię, to dla twojego dobra… Jakie to moje dobro? Czy cierpienie może być dobrem?

– To Bóg tak chce, Krysiu. – Głos mężczyzny jest cichy i niepewny.

– Gówno, nie Bóg. Jaki Bóg chciałby, żeby jego wyznawcy cierpieli, co? A nasz podobno jest dobry, łagodny. Nie uwierzę, że może chcieć czyjegoś cierpienia. To ludzie wymyślili te bzdury. Dlaczego psa, który cierpi, można uśpić, a mnie nie? Powiedz mi, dlaczego? Czy jestem w czymś gorsza od tego zwierzęcia?

– Ale przecież wierzysz w Boga i niebo?

– Wierzyłam. Kiedyś. Teraz wierzę w czarną dziurę. Wiesz, takie coś, co kurczy się i kurczy, a kiedy wydaje się, że już bardziej nie może, ono nadal się kurczy i przechodzi na drugą stronę. I wciąga ze sobą wszystko. I Boga, i psa, i mnie, tylko daj mi ten zastrzyk, błagam cię!

– Kochanie, nie mogę. Lekarz powiedział, że nie częściej niż…

– Ten lekarz gówno wie. I ty gówno wiesz. Pamiętasz tę książkę, którą chciałam ci przeczytać? Pamiętasz? To była powieść o nas. Ktoś ją napisał dla mnie, żebym wiedziała, co mnie czeka. Że mnie zabijesz, choć będziesz cały czas taki słodki… Oni ją krytykowali. Ja ją skrytykowałam, ale teraz wiem, że to była prawda. Powinna była trafić do biblioteki albo ktoś powinien ją wydrukować, żeby takie naiwne jak ja… Zrób mi ten zastrzyk, słyszysz do cholery. Zastrzyk!

Poczuła lekkie ukłucie i spojrzała w twarz ukochanego. Wiedziała, że to ostatni raz.

– Jesteś uodporniona na wszystkie możliwe cholerstwa. Możesz ruszać na podbój kosmosu! Przygotuj dla nas nową Ziemię!

– Jak najdalej od ciebie! – zaśmiała się i przytuliła policzek do jego dłoni. – I od twoich cholernych szczepionek.

– Idź już, czekają na ciebie!

Faktycznie, grupa kilkunastu osób ubranych w jednolite, białe kombinezony stała przed wejściem do pojazdu. Szef machnął na nią ponaglająco. Po chwili znaleźli się we wnętrzu. Część zasiadła w kabinie sterowniczej, resztę skierowano do pomieszczeń hibernacyjnych. Rozebrała się i naga wsunęła do kapsuły. Przez chwilę denerwowała się, szczególnie gdy zamykało się nad nią przezroczyste wieko. Ale zaraz, zgodnie z zaleceniami komputera, ułożyła się wygodnie. Było ciepło, cicho i bezpiecznie, jak w łonie matki. Znowu poczuła ukłucie. Uśmiechnęła się lekko. Tym razem to nie Marek. Automat iniekcyjny wstrzykiwał jej różne preparaty, by mogła zasnąć i tak samo bezpiecznie się obudzić. Jeszcze jedno ukłucie. I kolejne.

– Będę na ciebie czekać, Marku. Wszystko przygotuję. Upiekę dla ciebie sernik na powitanie.

Tę ostatnią przed zaśnięciem myśl przesłała mężowi telepatycznie. Wiedziała, że ją odbierze. Od zawsze potrafili tak się porozumiewać.

 

* * *

Włączył laptop i otworzył jej ulubioną stronę. Przez chwilę zastanawiał się, czy powinien ich powiadomić. Wyciągnął palec i pogłaskał trójkolorowego kota na awatarze. A potem przesłonił dłonią jej nick. Spomiędzy palców wypływały słowa. Ale bez ironicznego skrzywienia ust, bez pobłażliwego chichotu, bez dziecinnego zachwytu to już nie są jej słowa. Jej też już tu nie ma. Nie istnieje.

Nic im nie powie, bo po co. Nie znali jej. Nawet jej imię pozostało tajemnicą. Nie mieli pojęcia, czy kocha, czy cierpi. Czy umiera. Była tylko słowem na wirtualnym papierze.

 

Koniec

Komentarze

Już po raz drugi usiłuję się wpisać. To bardzo smutne opowiadanie, ukazujące tragizm życia człowieka, bo każdy człowiek podlega cierpieniu i tragizmowi przemijania. Pozdrawiam.

Powiew grozy. Tej prawdziwej, bo wziętej z życia…

Bardzo ładnie napisane opowiadanie. Przerażające, a jednocześnie boleśnie prawdziwe.

"Wszyscy jesteśmy zwierzętami, które chcą przejść na drugą stronę ulicy, tylko coś, czego nie zauważyliśmy, rozjeżdża nas w połowie drogi." - Philip K. Dick

Bemik, jesteś pogromczynią słów! Krzykniesz, zamachasz batem – a one stają, grzecznie i posłusznie, dokładnie tam, gdzie powinny. :)

Abstrahując od jakości opowiadania (która jest wysoka), nie wiem, czy za dosłownie pewne rzeczy czytam, ale czy tekst na pewno spełnia wymagania “Biblioteki”? W końcu akcja miała się dziać w bibliotece bądź antykwariacie, a tutaj głównie odbywa się w mieszkaniu/w głowie bohaterki.

 

Tekst jest przejmujący i przesmutny. Dlaczego od rana musiałaś mnie tak zasmucić, Basiu? To i tak już był smutny dzień…

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Dziękuję wszystkim. Joseheim – tu biblioteka jest komputerowa/laptopowa, czyli przeniesiona do mieszkania.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Raz dwa trzy test (opowiadanie skomentowałbym bardzo chętnie, ale jestem w jury).

Lecą smoki pod obłoki, wiatr im kręci smocze loki

Może coś w tym jest, że bohaterka zajmuje się głównie czytaniem, bo nic innego robić nie może, a czy trzyma przed sobą książkę/laptopa w łóżku, czy faktycznie siedzi w czytelni, to już kwestia drugorzędna i umowna…

 

A ja postanowiłam choć szczątkowo komentować opowiadania konkursowe, bo ostatnio przy Apokalipsie tego nie robiłam i co komu po tym, że przeczytałam prawie 50 tekstów, skoro ich nie skomentowałam i autorzy nie dowiedzieli się od jednego czytelnika, co on myśli? A na powrót do nich naprawdę nie mam czasu, za dużo ich ; ( Jakbym się spodziewała, że będzie aż tyle, komentowałabym od razu.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

W sumie racja. Po prostu musiałem ten komentarz testowy umieścić, a przy okazji strzeliłem wymówką. ;-) W takim razie jeszcze tu zajrzę się poznęcać nad treścią.

Lecą smoki pod obłoki, wiatr im kręci smocze loki

Jeden z moich ulubionych tekstów Bemik.

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Bemiku, uważam, że napisałaś bardzo dobre opowiadanie. Niezwykle proste i nadzwyczaj poruszające. 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję serdecznie koiku i regulatorzy. Bo piszę prosto i o tym, co mnie porusza.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Kiedyś pisałaś prosto i było wesoło, a teraz jest prosto i człowiek się wzrusza. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dobry tekst i naprawdę świetny styl.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Dzięki za wizytę, Dziadku

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bemik, szacun.

Sorry, taki mamy klimat.

:-) :-) :-)

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Edycja tekstu… Gwiazdki można i należy wypośrodkować, między tekstem a gwiazdkami jedna interlinia odstępu.

W sumie sprawnie napisana opowieść, ale historia niespecjalnie uwodzi. I nie jest do końca jasna, a to spory błąd.

Pozdrówko.

Daleko, żeby nie zaplątać się wężyk kroplówki.

Coś mi tu nie pasuje. A nie “zaplątał się”? Albo “zaplątać wężyka”.

 

dotyka jej czułkami.

Tu chyba “ją”. Ale nie jestem pewna.

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

Zauważyłam literówkę, a w sprawie wężyka proponuję: 

 

Żal i gorycz, z jakimi wypowiedziała te słowa, zwrócił jego uwagę. – Literówka.

 

Daleko, żeby nie zaplątać się wężyk kroplówki.Daleko, żeby nie zaplątać się w wężyk kroplówki.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Tensza, regulatorzy – dziękuję.

Roger – co dla Ciebie nie jest jasne?

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Regulatorzy, jeśli jest “żal i gorycz” to chyba powinno być “zwróciły”?

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Oczywiście. Zrozumiałam, że zjadłaś y i uznałam to za literówkę. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Wpiszę się raz jeszcze.

Czy tekst spełnia kryteria konkursowe? Tak. Mowa o osobie przykutej do łóżka i dla tej osoby, nałogowej czytelniczki, bywalczyni portalu, biblioteką jest pokój, którego o własnych siłach opuścić nie może.

Analiza, głęboka i wnikliwa? Cała zawiera się w jednym zdaniu: to jest tekst, potencjalnie, o każdej / każdym z nas… Innej, gdy tekst trafia w czytelniczą i życiową dziesiątkę, nie potrzeba.

Dzięki Adamie. A Roger się nie odzywa. Nie potrafi wyjaśnić, co niejasnego jest w moim opowiadaniu? A szkoda, bo czekałam w gotowości, żeby objaśnić.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Ależ nie ma za co, bemik. Napisałem tylko to, co samo przez się, bez kombinacji, stanowi o automatycznej przynależności tekstu do konkursowych. Analiza natomiast… Zapytam wprost: na cholerę potrzebna analiza tekstu, budzącego tak fundamentalna refleksję? To ona, refleksja, stanowi o wartości tekstu.

O kurczę, Bemik.

Mam tylko nadzieję, że w środku tego tekstu jest malutko-malutko Basi, a więcej “co by było, gdyby”.

 

Prosto i dobrze napisane, gra na emocjach, zmusza do zatrzymania się i zastanowienia.

 

No, drugie zdanie komentarza na potrzeby formalne – załatwione. ;-) Żebyś nie myślała, że się wzruszyłem. Chłopaki nie płaczą. ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Rybko, mnie jest tam mało. Byłam zwyczajnie obserwatorem, bo Krysia i Marek “zdarzyli się” naprawdę – ja tylko zobaczyłam kawałek i dopisałam resztę. 

I dzięki za nominację!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Pogratulować zmysłu obserwacji – tak coś mi ten początkowy o ujrzeniu dziewczynki z dopisaną resztą… A życie wciąż bogatsze niż fantazja ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Strach mnie ogarnął przed napisaniem komentarza, bo musiałbym stanąć przeciw całemu towarzystwu. Na razie więc zapytam tylko, a gdzie tu jest fantastyka? A teraz idę pomyśleć, dlaczego “jestem na nie“ i jak znajdę odpowiednie słowa, to napiszę.

Nie bój się być na nie – to czasem jest ciekawsze ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Tfurco, ależ nie bój się. Nie każdy tekst i nie każdemu musi się podobać. A fantastyka jest, choćby w momencie, gdy Krysia rusza na podbój Kosmosu. I jest też potwór – pani Halinka :-)

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

całemu towarzystwu

Wypraszam sobie. Ja żadnej opinii nie wygłosiłam :P 

bemik – ale prawda jest taka, że nie jest powiedziane czy to wszystko rzeczywiście istniało, czy jednak dzieje się w schorowanej głowie Krysi. Każdy inaczej może interpretować ;)

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

Oczywiście, że tak, Tenszo.  Zdaje się, że podobnie jest w Twoim opowiadaniu – nie wiadomo, czy dzieje się to w głowie Mary Ann, czy ona rzeczywiście gdzieś się przenosi. I chyba nie o to chodzi, aby było to absolutnie jasne.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

To jest raczej chora wyobraźnia Krysi, nie kwalifikuję tego jako fantastyki. Ale to najmniejszy problem. Myślę, że nie udało ci się sprawić, żebym poczuł więź emocjonalną z bohaterką i przez to ani nie współczułem jej nieszczęścia, ani nie wzruszyłem się śmiercią. W efekcie odebrałem to jako nieudaną próbę stworzenia wyciskacza łez. Przez chwilę miałem nadzieję, że tekst popłynie w stronę rozważań filozoficznych, etycznych, ale to zostało tylko liźnięte. Nie zauważyłem też, żeby Marek przeżywał jakieś ogromne rozterki wewnętrzne “podać, czy nie podać – oto jest pytanie!” – stałby się bardziej ludzki, bo teraz przypomina dobrze zaprogramowanego robota (ha! mamy fantastykę ;)).

Ale nie przejmuj się, może po prostu nie mam dziś dnia na czytanie smutnych tekstów.

Tfurco, dziękuję za szczerą opinię. Nie mam zamiaru przekonywać Cię do jakości czy walorów mojego tekstu. Zwyczajnie – zetknęłam się z takim czymś niedawno, ruszyło mnie i przelałam to na papier. Nie chciałam wdawać się za bardzo w kwestie etyczne. To pozostawiam każdemu do rozważenia we własnym sumieniu. Krysia i Marek istnieją naprawdę, a właściwie Krysi już chyba nie ma. Byłam świadkiem tego, co z nią się działo. Widziałam ich wzajemne relacje. Razem walczyli przez 14 lat z rakiem-chłoniakiem – ja byłam przypadkowym świadkiem końcówki (leżałyśmy w tej samej sali). I bardzo to mną wstrząsnęło. Starałam się to przekazać jak najmniej łzawo. 

Jak sądzisz, czy 14 lat obcowania na co dzień ze śmiercią nie mogły “znieczulić” Marka? Tym bardziej, że zdawał sobie sprawę, że jej umysł nie funkcjonuje normalnie.

 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

bemik – u mnie jest książka zapełniająca się tekstem, która robi “coś” (niejasne jest tylko, co dokładnie) i mam ducha, więc element fantasy jest pewny ;) ale też uważam, że nie chodzi o to by coś było absolutnie jasne. U ciebie odniesień “dziwnych” jest na tyle, że w sumie na myśl mi nie przyszło, by się czepiać fantastyki.

Ale wiesz, takie podejście też niesie ze sobą ryzyko. Na portalu pojawia się wiele tekstów, w których trzeba szukać na siłę fantastyki i w efekcie mam momentami uczucie podczas lektury, że będzie można napisać “Ola poszła do toalety” – tekst fantasy, toaleta w domyśle magiczna :P

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

Ubawiłaś mnie, Tenszo, tą toaletą – znakomite!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Współczuję ci tego, co przeżyłaś. Odniosłem się tylko do opowiadania, nie do historii rzeczywistej, bo o tej nic nie wiedziałem. Jeśli opowiadanie jest hołdem złożonym Kasi, Markowi i ich wspólnej walce lub sposobem na przezwyciężenie traumy, tym bardziej żałuję, że nie potrafiłem poczuć więzi z bohaterami. I teraz to już sam nie wiem, jak mam komentować, więc raczej zamilknę.

Tfurco, nie przejmuj się. Dla mnie to też byli obcy ludzie. Po prostu – trafiło mi się przypadkiem. Zresztą najdziwniejsze w tym wszystkim było, że był to oddział chirurgii, a nie onkologii. Nie wiem, dlaczego ta kobieta trafiła tutaj. Nie mniej był to dla mnie impuls do napisania tego opowiadania.

Wracając do opowiadania – dziękuję Ci za szczerą opinię. Nie ma tak dobrze, żeby do wszystkich trafiały te same słowa, czy nastroje.  Być może gdyby było bardziej obszerne, udałoby mi się stworzyć to “coś”, czego właśnie Tobie zabrakło. Jeszcze raz dziękuję.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

No, to jest bardzo dobre opowiadanie, mocno do mnie przemówiło.  Przenikanie się świata realnego z wyobrażonym godne gaimanowego "Sandmana". Poza tym bardzo ludzcy bohaterowie, świetnie nakreśleni z pomocą dialogów, a do tego  trzeba już  talentu twórcy :) Fantastyka jest. Horror jest. I coś jeszcze, jakaś ulotność i w zasadzie wiara – choćby nawet objawiała się w pewności, że skosztują jeszcze razem sernika… Trza nominować :)

Dziękuję Janie_Janku i za opinię i za nominację.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bemik, Twoje opowiadanie – nie tyle sama historia, co jego… nazwijmy to “głębią” – jest dla mnie trochę zbyt intymne, bym odważył się je tak po prostu skomentować. Ale wiedz, że zajrzał tu jeszcze jeden czytelnik. I odszedł usatysfakcjonowany.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Bardzo dziękuję Cieniu

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bardzo spodobalo mi sie. Ale zdecydowanie wole wstep niz koniec.

Zoju, w gruncie rzeczy dla każdego przewidziany jest taki koniec :-)

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Wiem, że dla każdego przewidziany jest jakiś koniec, ale kiedy przyjdzie czas mojego, wolałabym, żeby mnie przy tym nie było. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

dla każdego przewidziany jest taki koniec

Oj, Bemik, nie strasz. Ja, jeśli miałbym umrzeć w łóżku, wolałbym na zawał w trakcie…

Dobra, już nic nie piszę. Tylko jeszcze to, że mnie się też bardzo podobało. 

Unfallu, Ty egoisto! Pomyślałeś, jaka to by była trauma dla… eeee, no tej książki, którą byś w łóżku czytał?

Babska logika rządzi!

Zwykle stronię od podobnej tematyki, a jednak przeczytałam jednym tchem. Pięknie napisane i przejmujące. Jedynie fantastyki nie dostrzegłam. Tylko przerzuty. Ale to moje własne zboczenie.

Pozdrawiam.

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

No widzisz, Finklo, nie pomyślałem :(

Ech życie… Całe popieprzone i jeszcze umrzeć nie można tak, jak by się chciało, bo sumienie nie pozwoli.

Przepraszam za offtop.

O, jaka ciekawa dyskusja się wywiązała.  A ja chciałabym umrzeć jak moja mama – we śnie, z uśmiechem.

Dzięki wszystkim za przeczytanie i opinie.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Od razu tam trauma dla książki. Unfallu, książkę do czytania uprzedzasz, jaka jest sprawa, przygotowujesz u książkologa i dalejże, w tan. Co ci po wyrzutach sumienia, skoro będziesz martwy? Najwyżej zostaniesz pomocnym duchem książki, by odkupić małe co nieco – to dopiero handicap dla tej niezwykłej powieści ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Rybko, że ja nie pracuję i grzebię od rana w opowiadankach, to zrozumiałe. W końcu jestem chora. Ale Ty? Nie powinieneś pilnie wystukiwać jakiś tabelek albo sprawozdań?

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Dziś nie. Dziś obsługuję kupokalipsę, raczkującą zagładę wszelkiego szeleszczącego, dającego się iugryźć tałatajstwa i inne takie ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

No to widzę, że bardzo się nie przejmujesz, skoro siedzisz przy kompie. Ma już roczek?

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Nie ma roczku, a odkąd raczkuje i staje, rozumiem troszkę, czemu inni znajomi przeklinali ten okres. Ale tylko troszkę, środowisko ma bezpieczne, może się rozbijać i zrzucać.

Ma też zręczne paluszki i pomaga tacie używać nimi klawiatury. Ilość dziwnych zdarzeń na maszynie rośnie wykładniczo do jej rozbawienia. ;-) Uwielbia tez wspinać się po spodniach taty i prowadzić nader interesujący dialog, w którym niebagatelną rolę odgrywa targanie paluszkami wargi, dzięki czemu udaje się zrobić takie śmieszne ByBy-RyBy-ByBy-RyBy… ;-) A teraz, po lekturze o rekordziście Maratonów Chorób i rikszarzu z Manili, poddała sie w walce “wcale nie chcę iść spać i to ja będę decydować, czy naprawdę jestem zmęczona, czy też tylko tak sobie marudzę, choć normalnie tego nie robię w tych okolicznościach”.

To tak gdybyś miała jeszcze jakieś astralne widzenia lub duchowe wątpliwości odnośnie przejmowania się… ;-] Polska, to muszę podkreślić z całą mocą, chory kraj, w którym wszystko stawia się na głowie, “bo dziecko”. Jasne, praktycznie każdy aspekt codzienności się zmienia, ale oprócz dziecka są jeszcze rodzice i uważam, że zbyt duża nierówność, dysharmonia na rzecz którejkolwiek ze stron poważnie szkodzi każdej.

A teraz czmychnę, nim matki mnie zlinczują… ;-) Ale zdania nie zmienię.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Ja mam to już bardzo dawno za sobą, ale też ten właśnie okres niezbyt mile wspominam.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Osobiście nie lubię smutnych opowiadań. Po prostu. Ale relacje między głównymi bohaterami były na tyle dobrze opisane, że znowu jeśli mam pomyśleć o czymś co zapadło mi w sercu to będzie to opko. Wykonanie uważam za ciekawe, przesłanie, cóż… za gorzkie. Ale tym bardziej, skoro opowiadanie na tyle mną poruszyło, choć sama treść nie jest “dla mnie” to uważam, że opko zasługuje na wyróżnienie.

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

Dzięki Tenszo za nominację

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

To jest genialne. Naprawdę chwyta za serce. Nic tylko pogratulować tak świetnego dzieła :)

Dzięki Michau

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Większość pochwał napisali już przedmówcy i ja wiele z tych pochwał podzielam. Bardzo dobre opowiadanie – przeplatanie się cierpienia, samotności, trzymania się jedynego okna na świat (Internet), niepokojących fantazji – wszystko odpowiednio na miejscu, tworzy przemawiające do wyobraźni opowiadanie.

Nie ma natomiast fantastyki.

Nie jestem też jurorem w konkursie, ale jako że przejrzałem komentarze po lekturze tekstu, to nie omieszkam się bezczelnie wtrącić i powiedzieć, że interpretacja Adama jest bardzo naciągana (właściwie nieakceptowalna), a opowiadanie z pewnością w bibliotece się nie dzieje… No, to się bezczelnie wtrąciłem :) Dziękuję za uwagę.

 

PS

Oby więcej tak dobrych tekstów, ale oby mniej tych smutnych!

Dzięki Berylu.

Jeśli sny włącza się do fantastyki, dlaczego wizje nie miałyby być fantastyką.

A biblioteka? – myślę, że tłumaczenie Adama wystarczy.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Opowiadanie, po prostu przepiękne… Bardzo mi się podobało.

Dziękuję

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bardzo dobry tekst, chociaż mam problem z takimi opowiadaniami – bo z jednej strony epatowanie cierpieniem (”prawdziwym” – nie mówię tu o ranach zadanych przez półelfa mieczem oburęcznym) z drugiej strony ich “intymność”, rodząca podejrzenie że oparte są na prawdziwej historii (co potwierdzają komentarze) budzą we mnie zawsze wewnętrznego cynika i nie pozwalają się wzruszyć. Ale ja już tak niestety mam, że wzruszam się niekoniecznie tam gdzie inni (serio, “happy” end w Toy Story 3 przyprawił mnie o spazmy i kiedy wychodziłam z kina ludzie myśleli że coś mi się stało, a ja myślałam o moich zabawkach, porzuconych w piwnicy…). Za to element fantastyczny dostrzegam ;-)

Warunki konkursu – jak bym nie naciągała definicji biblioteki i antykwariatu, wychodzi mi, że spełnione nie są. Ale jeśli reszta jury uzna inaczej, to niech tekst w konkursie startuje.

Duch – chyba nieobecny.

Język – nie mam zastrzeżeń.

Jak to często w tekstach Bemik – nastrojowo. Pomysł nienowy, ale końcówka skłania do refleksji i za to plus.

Babska logika rządzi!

Dzięki dziewczyny za wizytę i komentarze

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Lubię kiedy opowiadanie mną szarpie. Może element fantastyczny nie był jakoś bardzo wyeksponowany, ale akurat to był dobry zabieg.

Bardzo poruszające, bardzo prawdziwe i w ogóle bardzo. Gratulacje.

Dzięki, Iluzjo. Czy dobrze pamiętam, ale zdaje mi się, że Twój avatar to albo młoda pani, albo szkaradna czarownica?

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

:) Ja to znam jako stara kobieta/młoda kobieta. Zgadza się. Troszkę jak ja: stara dusza w młodym ciele. Albo młoda dusza w starym ;)

Bardzo dobre opowiadanie, zgadzam się z przedmówcami. Jednocześnie zgadzam się też z Berylem i tfurcą: fantastyki zero.

Pozdrawiam

Mastiff

Bohdanie, czy wizje wyobraźni, nawet chorej, to nie fantastyka? W czymże oniryzm, uznawany za fantastykę,  lepszy jest od tych wizji? 

Nie odpowiadaj, dość już powiedziano w wątku w HP

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Trochę się zdziwiłem, więc dam temu wyraz: po co stawiać pytanie, na które nie oczekuje się odpowiedzi? O.o

Bo to było, Berylu, pytanie retoryczne!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Moje też, droga Bemik! Mam Cię! ; )

Droga bemik, takie jest moje zdanie na temat Twojego tekstu. Więcej fantastyki jest w komentarzu AdamaKB na temat miejsca akcji opowiadania. To już hard s-f.

Kłaniam się.

Mastiff

Lubię powyższy komentarz :)

crying

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

No co Ty, płaczesz? Przepraszam. Dam Ci kwiatki, na łączce nazbieram, ok? I jeszcze chrabąszcza złapię… albo lepiej motylka! Bo chrabąszcz to taki… niewyjściowy jest. Zgoda?

Mastiff

Wolę chrabąszcza, bo motylki to nietrwałe są. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Praktyczne podejście, to lubię!

Mastiff

Ja muszę zmienić ikonki, bo brakuje pocieszania. I głaskania kota brakuje!

Lecą smoki pod obłoki, wiatr im kręci smocze loki

Wystarczy jak będzie sam kot ;)

Bardzo dobre. Nie wiem, co to napisać, żeby się nie powtarzać. Styl jak zawsze świetny i granie na emocjach też bardzo zręczne.

Dzięki

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Tak czułam, żeby nie czytać … :( Manipulantka! 

Już kiedyś stwierdziłam, że umiesz pisać.

Niesamowicie, pięknie i strasznie jednocześnie.

 

Bo to piękna historia miłosna była…

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Dzięki Prokris. Dzięki Emelkali – właśnie o to chodzi – to była historia miłosna.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Dostrzegam, że kreuje się w Twojej działalności pisarskiej pewna tendencja, zapoczątkowana “Jesienią” ; ) Muszę przyznać, że na mnie wrażenie zrobił ten pierwszy tekst, kolejne zaś, niestety, już mniej. Ja bym mógł skromnie zasugerować, by następne opowiadanie na podobny temat spróbować napisać w oderwaniu od emocji – tj. z jakiejś zewnętrznej, raczej wyjałowionej z uczuć, perspektywy. Może wyjdzie coś nowego ; )

Co do tego tekstu – jak dla mnie fabule raczej brakuje fantastyki, a jednocześnie całość nie robi na mnie takiego wrażenia, żebym mógł przymknąć na to oko.

I po co to było?

Ładnie napisane, styl oddaje nastrój tekstu. 

Widać, że opowiadanie zawiera, rozumiem, Twoje przemyślenia, np. te o Bogu, o cierpieniu. Trudne sprawy, można to różnie postrzegać w zależności od sytuacji w jakiej się człowiek akurat znajduje. 

Ostatni fragment nader wymowny i zgodny z tym, o czym sam kiedyś pomyślałem: cała nasza portalowa społeczność, bardzo fajna, istnieje wirtualnie. Zdarza się, że niektórzy użytkownicy, dotąd aktywni, pewnego razu przepadają bez śladu. I nie wiadomo, czy im się znudziło, czy może odeszli podobnie jak bohaterka Twojego tekstu. A my się o tym nie dowiemy. Troszkę to smutne…

Dziękuję panowie za refleksje nad moim tekstem.  

Syfie, mam nadzieję więcej już takich opowiadań nie popełniać – te teksty, niestety, powstają w oparciu o rzeczywistość, która mnie osobiście dotyka. A ponieważ mnie się poprawia, mam nadzieję, że i teksty będą inne.

Domku, to o Bogu, cierpieniach i naszej portalowej społeczności to rzeczywiście moje wnioski, do jakich doszłam po bardzo trudnych wydarzeniach w moim życiu.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Życzę w takim razie jak najszybszego powrotu do pełni zdrowia ; )

I po co to było?

Syfie, dzięki

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Powiedzmy sobie szczerze. Dyskusja o niskim stężeniu fantastyki w tekście jest – wobec jakości rzeczonego tekstu – absolutnie pozbawiona znaczenia. 

Ale mniejsza z tym. Zauważyłem, że albo to ja dorosłem do twoich tekstów, albo to twój sposób ich konstruowania uległ zmianie, bo ostatnimi czasy każde z twoich opowiadań podoba mi się bardziej od poprzedniego i nic nie wskazuje, by ta tendencja miała ulec zmianie. 

Historia, którą przedstawiłaś, jest z oczywistych względów poddana hiperbolizacji, ale ani trochę nie traci przez to na prawdziwości. Uderza w serducho i daje do myślenia. Poza tym bardzo imponujesz mi swoją umiejętnością budowania narracji przez dialogi. Rzadko komu wychodzi to tak naturalnie jak tobie. 

Bardzo Ci dziękuję, Vyzarcie, za słowa uznania.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Wszystkie pochwały zasłużone, mam tylko taki problem, że nie polubiłam bohaterki. Przez to mniej jej współczułam, już raczej mężowi. Ale tak to bywa w chorobie, znam z autopsji, napatrzyłam się.

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

Fajnie stworzyłaś postać męża, przemówił do mnie.

Zapytam z ciekawości, choć zwykle sprawy chorób i ludzkiego ciała mało mnie ciekawią – myślałaś o jakimś konkretnym schorzeniu, opisując Krysię?

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Owszem – o raku. Bo Krysia istniała naprawdę i była chora na raka.

Dzieki za wizytę.

 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Dobrze mi się czytało, ale czegoś mi tu brakowało. Niby fantastyka, a jednak nie fantastyka. Niby poruszany wazny temat, który powinien skłonić do głębszych refleksji, a jednak spłaszczony i podany jak 2 plus 2 … niby mi podeszło, a jednak nie podeszło:-)

Dzięki Maxeno za wizytę. Tak czasem jest. Nie przejmuj się, każdego co innego rusza.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Kliknęłam w link udostępniony na shoutboxie i nie żałuję. Piękna historia, opowiedziana barwnym, obrazowy językiem. Może i była smutna, ale i poruszająca, wzruszająca… Zachwycająca. Naprawdę świetny tekst. Cieszę się, że go udostępniłaś, bo przypadkiem mogłabym na niego nie trafić :)

Bardzo się cieszę, że tu zajrzałaś. To stary tekst, ale mam do niego wyjątkowy sentyment, może dlatego, że jest w jakiś sposób powiązany z moimi osobistymi przeżyciami. Dziękuję!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

To dosyć stary tekst, Bemiku. interesuje Cię konstruktywny komentarz, czy tylko ogólne wrażenie? Nie każdy chce poprawiać i grzebać w przeszłości (do tego po części osobistej), a ja nie chciałbym pisać po próżnicy.

Darconie, z pewnością nie będę go już poprawiać, ale opinia jest ważna na przyszłość.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

To trochę zbyt krótkie opowiadanie. Wrzucasz czytelnika od razu na głęboką wodę. Cierpią na tym też niektóre sceny, inne zaś, pojawiają się nie wiadomo skąd. Szkoda, że wrzucasz mnie w etap właściwie ostatnich chwil, nie mam szans związać się z bohaterami, zbyt szybko odchodzą (ona), ale jeśli są, to są zrezygnowani i pogodzeni z tym, co ma nastąpić (on). Czy to źle? Nie, ale wiem, że się nie zmienią, nie mam komu “kibicować”, nie zastanawiam się, co się stanie, to jest jasne od początku.

Piszesz jedne z lepszych opowiadań obyczajowych na portalu, ale i Tobie zdarza się opisywać zbyt dużo. Niektóre sprawy powinny zostawać w domysłach, niedopowiedziane, by czytelnik sam wyobraził sobie w głowie sytuację.

Żal i gorycz, z jakimi wypowiedziała te słowa, zwróciły jego uwagę. Odłożył sałatę do zlewu, wytarł ręce w kuchenną ścierkę i podszedł do łóżka.

To jest oczywiste, Bemiku, dziwne, gdyby nie zwróciły. To zbędne zdanie, brak wiary we mnie, że to zauważę. ;)

– O czym mówisz? – Patrzył na wykrzywioną gniewem (…)

(…) Mężczyzna pochylił nisko głowę, a potem zacisnął dłonie w pięści i przycisnął je do skroni.

Kto, jak kto, Bemiku, ale TY mogłabyś unikać takich… Przejaskrawionych scen. To domena młodych, na przykład Funthesystem się w nich lubuje. Jego bohaterowie często mają grymasy na twarzy, zaciśnięte pięści, szczęki, zęby itd. Trzeba przekazać ten stan słowami dialogu, całą sceną, a nie gestykulacją, która (dla mnie) często wygląda karykaturalnie. Przecież wiadomo, że żona nie ma w tym momencie radosnej twarzy, a musi mieć od razu wykrzywioną? Nie lepiej zostawić to w sferze domysłu? Jeden wyobrazi sobie twarz spokojną, która go zmrozi, ktoś inny wykrzywioną, a jeszcze inny, oburzoną. Jednak to bez znaczenia, co kto sobie wyobrazi, liczy się wydźwięk całości. A swoimi szczegółami narzucasz w pewien sposób postrzeganie sceny. Wchodzisz w moją głowę i palce pokazujesz, jak mam to widzieć. A ja chciałbym to zobaczyć po swojemu.

Z racji zbyt krótkiego tekstu, sceny takie jak ta:

(…) Faktycznie, grupa kilkunastu osób ubranych w jednolite, białe kombinezony stała przed wejściem do pojazdu. (…)

Wyglądają ładnie, ale nie mają żadnego związku z resztą. Równie dobrze mogły to być gadające słonie, lub lekarze w szpitalu, albo jeszcze coś innego. W żaden sposób nie umotywowałaś tego snu, jest wyciągnięty przez magika z cylindra.

Co do wydźwięku całości. To dobry tekst, naprawdę, choć mnie akurat ten nie ruszył. Ale sama wiesz, że w pewnym wieku człowiek musi być po kilku dramatach, prawdziwych, to życiowa statystka, która omija niewielu. Pozdrawiam serdecznie.

 

Darconie, cieszę się, że chciało Ci się zrobić taką analizę tekstu. I zgadzam się z Twoimi uwagami. Opowiadanie było pisane kilka lat temu i sama widzę, że trochę w niektórych momentach przegięłam, ale wiesz, chciałam, żeby czytelnik poczuł dokładnie to, co i ja czułam. Więc zapewne stąd wynika to “wskazywanie palcem”. 

Napisałeś o sobie, że jesteś człowiekiem “w pewnym wieku” i po “kilku dramatach prawdziwych”, ale na portalu są też osoby młode, a opowiadanie było pisane na portal (teraz już tego nie robię – piszę do”wszystkich”). Zdaje się, że musiałam przejść przez etap pokazywania palcem, żeby zrozumieć, że czytelnik nie idiota i nie trzeba ryć grubych linii, żeby zobaczył obrazek, który chcę mu pokazać. Ale wymagało to czasu. 

Mam nadzieję, że się zmieniłam i piszę nieco inaczej, a jeśli takie coś nastąpiło, to zawdzięczam to właśnie portalowi i komentarzom.

Dzięki, Darconie.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Nowa Fantastyka