- Hydepark: Jak zacząć pisać książkę?

Hydepark:

książki

Jak zacząć pisać książkę?

Pewnie jak wielu z Was, ja też marzę o napisaniu własnej powieści. Doświadczenie w tym zakresie mam na poziomie zerowym, poza napisaną kiedyś, bardzo dawno temu grafomańską powieścią, która nigdy za żadne skarby nie ujrzy światła dziennego! ;)

I tu w sumie mam pytanie do Was. Jak się do tego zabieraliście? Piszę w szczególności do osób, którym udało się zacząć pisać i są w trakcie lub ukończyli własną powieść i albo ją wydali albo rozsyłają, czy też są w trakcie poprawek redakcyjnych. Czy najpierw była myśl, że napiszę książkę i od tak zaczęliście szukać tematu? Czy może też Wasz pomysł rozwijał się stopniowo i np. napisaliście najpierw opowiadanie albo jego początek  i okazało się, że w sumie ten pomysł ma potencjał i można go rozwinąć w coś większego? I przede wszystkim jak radzicie pisać? Zrobić szkielet, plan, czy może lecieć na żywioł?

Zdradźcie swoje przemyślenia. Myślę, że przydadzą się nie tylko mnie. :)

 

Mam nadzieję, że temat się nie powtarza.

Komentarze

obserwuj

Na mnie spadł pomysł w środku nocy, który zanotowałam na skrawku papieru w jakichś trzech zdaniach. Jak się zapoznałam rano z moimi nieprzytomnymi bazgrołami stwierdziłam, że za cholerę mi się to nie zmieści w krótkiej formie. ;P

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Śledź.

Nauczony dzisiejszą porażką, smutny dzień...  i patrząc na doświadczenia Ceterari trzeba wyciągnąć wniosek, że kartka i długopis z latarką przy łóżku to podstawa ;)

Myślę, że każdy ma inny system pracy. Ja niby zawsze chciałam mieć najpierw wszystko dogłębnie przemyślane, ale nigdy mi nie wyszło – zwykle zaczynam pisać bo o, mam pomysł, a co z tego wyjdzie nikt nie wie. Nawet jak mam plan, to zazwyczaj fabuła zaczyna iść w inną stronę, niż sądziłam. Wiesz, jak piszesz opowiadania, więc możesz założyć, że z powieścią będzie podobnie.

 

To, co mam, a co najbliższe jest mianu powieści (nieukończonej jeszcze niestety), miało być opowiadaniem. Z grubsza wiedziałam, co chcę napisać, a 200.000 znaków później stwierdziłam, że łatwiej się rozkręcać niż zmierzać do końca. Teraz, po ponad 650.000 znaków, koniec gdzieś majaczy, ale jeszcze dość daleko.

 

A, jeszcze jedno. Z ciekawością przeczytałam gdzieś, że Terry Pratchett pisał fragmentami – co akurat w danym momencie mu przyszło do głowy, to zapisywał, a potem łączył fragmenty w całość, przekładał, dopisywał brakujące kawałki. Ja w życiu bym tak nie potrafiła. Piszę od początku do końca, co ma taką wadę, że jak utknę, bo np. mam przed sobą trudną scenę, to katastrofa. Nie umiem przeskoczyć nad takim momentem i pisać dalej, by później uzupełnić lukę.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Chyba najpierw mam szkielet świata, potem kilku bohaterów i fabuła zaczyna się kręcić. Ale tak, zdecydowanie to jest – napiszę książkę – wymyślam świat – bohaterów – piszę. Jeśli świat mam wystarczająco przemyślany, to z łatwością mogę w nim lawirować – jak powiedzą wyrzuć to i to, napisz co innego, dopisz coś na ten temat, to mi to nie sprawia problemu. Charakterystyczne postaci też są mi do tego niezbędne, nawet jeśli je przerysowuję, lepsze to od nijakości, bo z tą nie umiem za wiele zdziałać. W tym swoim świecie siedzę i konstruuję multum scen, nawet jeśli połowa będzie do niczego. Muszę się w nim czuć doskonale. Redaktor pomógł mi rozeznać się, co robi wrażenie, a co nie, i jak wypośrodkować przedstawienie świata z akcją. Na Openmindera patrzyło już tyle osób, że został tak przeze mnie wyszlifowany dzięki ich uwagom, jak sama na tamtym etapie nie dałabym rady. Dlatego te 3 lata mi nie przeszkadzają, bo efekty prac są kolosalne, a ja nauczyłam się ogromu rzeczy. Tutaj kilka osób pisze powieść i daje kawałek po kawałku do bety, to niegłupie, bo przy sztabie bet mogą wyciągać wymierne wnioski i prowadzić akcję w najbardziej upragnionym przez odbiorcę kierunku. Ale ja tak nie robię, daję całość do bety (nie chcę, by ktoś oglądał pracę w środku procesu i w niego ingerował), a jak gdzieś zawiodę, to zmieniam to w perspektywie całości.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

U mnie zaczęło się od opowiadania “Pierwsza żona”, które było pierwsze z tymi bohaterami, którzy od lat siedzieli mi w głowie. I wyszło mi, że chcę opisać to, co działo się wcześniej, a pomysł – jak mi się wydawało – mam na jakieś 100-150 tys. znaków. Czyli do kitu, bo za dużo na opowiadanie, za mało na powieść. Więc uznałam, że jak już coś, to lepiej rozwinąć niż zwinąć. Ostatecznie dotarłam do ok. 340 tys. znaków. Trochę mało do ideału, ale też uznałam, że nie ma już co nabijać treści na siłę.

Rozpisałam sobie bohaterów, plan w punktach i skrótowe rozwinięcie do wszystkich punktów, a potem zostawiłam na parkingu przy samochodzie torbę, w której był m.in. zeszyt z tym wszystkim. Oczywiście, gdy po nią wróciłam, torby już nie było. I sporo czasu mi zabrało, żebym do tego wróciła. ;) Ale jak już wróciłam, odtworzyłam rozpiskę, to samo napisanie poszło mi błyskawicznie – tak zazwyczaj mam – jeśli historia, którą chcę opisać mnie rusza, bohaterów lubię i mam wszystko przemyślane, to pisze mi się bardzo szybko.

Ale od roku jestem na etapie autopoprawek. Potrzebuję czasu i skupienia jednocześnie, a to jakoś u mnie rzadko chodzi w parze.

 

EDIT: O, Naz poruszyła sprawę bet. Ja wysłałam kilku osobom pierwsze 100 tys. znaków, żeby mi dały znać, czy w ogóle warto kontynuować. Resztę dopisałam po pozytywnym odbiorze – ale jak już wspomniałam, poszło to szybko.

Hmm...

Odpalasz kompa.

Robisz kawę/herbatę.

Odpalasz edytor.

Odpalasz muzę (nie wymagana).

Piszesz. :)

 

Jose. Jestę Praczetę? :)

Dłuższe rzeczy rozbijam na sceny. Zostawiam sobie miejsce, gdzie jest zdanie lub dwa co tam będzie, a potem uzupełniam. Nie wiem gdzie mnie zaniesie, ale wiem dokąd zmierzam. Czasem zaczynam od ostatniej sceny.

W ogóle to do książki jeszcze daleko. Napisałem np. obecnie jakieś 180k jakieś historii zanim zdecydowałem się, że (tak wspomniała Naz), przydałoby się jakieś poukładanie świata. Podwaliny.

W efekcie “podwaliny” mają 350k i są chyba ciekawsze niż pierwotna historia. :)

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Co do bet, to zgadzam się z Naz, że wolę pokazywać innym już skończony twór. Jeśli potrzebuję pomocy w trakcie, to opowiadam, o co mi chodzi, prosząc o radę, ale tekstu raczej nie daję. No bo np. ktoś zawyrokuje, że dana scena jest zbędna, lepiej wywalić, a po stu stronach jednak okaże się, że była potrzebna, bo wprowadzała jakiś wątek? ;)

 

Zalth, ja chciałabym być Pratchettem, ale nie jestem i jakoś muszę z tym żyć ;D

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

To ja mam jak Terry Pratchett ;) Nie potrafię pisać chronologicznie. Często mam w trakcie pisania obok siebie fragmenty, które później lądują w dużym oddaleniu bądź dotyczą różnych wątków. Piszę fragmentami-myślami a później uprawiam żonglerkę zdaniami i akapitami na przestrzeni całego tekstu. Co prawda, z reguły zaczynam od zakończenia i/lub początku a potem uzupełniam środek. Do powieści jeszcze daleko, ale pomysł narodził się po napisaniu opka, gdzie stwierdziłam, że dobrze czuję się w wykreowanym świecie i bohaterom, którzy odegrali poboczne role należy się więcej miejsca :) A na ile się rozrośnie, to się zobaczy. Pozwalam, aby to tekst narzucał kierunek, w którym ma ochotę iść ;)

"Remember your name. Do not lose hope--what you seek will be found. (...) Trust dreams. Trust your heart, and trust your story". Neil Gaiman

No bo np. ktoś zawyrokuje, że dana scena jest zbędna, lepiej wywalić, a po stu stronach jednak okaże się, że była potrzebna, bo wprowadzała jakiś wątek? ;)

Chodzi raczej o to, czy to się da czytać, czy nie. No bo jak ileś osób zgodnie powie po 100 tys. znaków, że mają już dość, to lepiej wtedy zdać sobie z tego sprawę. ;)

 

I chyba podobnie jak Zalth – jak napotykam przeszkodę, to zostawiam i idę dalej. Do przeszkody zawsze można wrócić.

Obs.

A, jeszcze jedno. Z ciekawością przeczytałam gdzieś, że Terry Pratchett pisał fragmentami – co akurat w danym momencie mu przyszło do głowy, to zapisywał, a potem łączył fragmenty w całość, przekładał, dopisywał brakujące kawałki. Ja w życiu bym tak nie potrafiła. Piszę od początku do końca, co ma taką wadę, że jak utknę, bo np. mam przed sobą trudną scenę, to katastrofa. Nie umiem przeskoczyć nad takim momentem i pisać dalej, by później uzupełnić lukę.

Ja teraz piszę w ten sposób i o ile faktycznie, praktycznie nie da się przy tej metodzie zablokować, to kończysz z paskudnie sfragmentowanym tekstem, którego sklecenie w kupę zajmuje mniej więcej tyle samo czasu, co pisanie, a i tak nie da się uniknąć chaosu i niekonsekwencji. Ale hej, to jedny sposób, który jest jako tako przyjemny.

na emeryturze

Czyli widzę, że raczej króluje obraz świata w zarysie i lecicie na pomyśle. A jak rozróżniacie, że to jest właśnie ten moment, kiedy z krótkiej formy ma szansę powstać zdecydowanie dłuższy tekst?

 

Ogólnie jestem na etapie, w którym miałam rozgrzebany jeden pomysł na tekst z zamysłem na średnią długość między 50 a 70 tyś znaków, no bo na powieść jest chyba zbyt wcześnie... Ale dzisiaj mnie olśniło, jak to pogłębić i widzę w tym potencjał i w sumie stąd naszła mnie refleksja, jak się do tego zabrać.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Mam kilka pomysłów/światów na powieści i od zawsze wiedziałam, że to właśnie materiał na dłuższe formy. Jeśli kiedyś się za nie zabiorę...

Dlatego to zabawne, że to, co piszę teraz, miało być opowiadaniem, a paskudnie się rozrosło – to pierwszy mój taki przypadek ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

A jak rozróżniacie, że to jest właśnie ten moment, kiedy z krótkiej formy ma szansę powstać zdecydowanie dłuższy tekst?

Nie wiem. Na czuja! :D

Przestałem wrzucać dłuższe formy na portal, bo szkoda mi pomysłów. Może, kiedyś...

Krótkie tak. Jakieś drabble, zabawne głupoty albo tekst konkursowy. Długie – nie. Przynajmniej na razie.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Ja uważam, że z krótkiej formy nigdy nie powstanie dobra dłuższa forma. Każdy pomysł można wyrazić w dowolnej liczbie znaków, ale tak jak z pomysłu na dobrego szorta nie zrobisz solidnego dłuższego opowiadania, tak z koncepcji na dłuższe opowiadanie nie zbudujesz przyzwoitej powieści. W każdym razie nie poprzez rozdymanie objętościwe tekstu i rozmywaniu pomysł, pewna szansa tkwi w wykorzystaniu krótkiej formy jako punktu wyjścia, wstępu do powieści czy tam kompletnego rozdziału.

na emeryturze

Mam tak, jak gary, co oczywiście nie oznacza, że mam(y) rację.

Jak mi kilka osób mówiło, żeby z Mostu na rzece Chan zrobić powieść, to kompletnie tego nie rozumiałam, bo to był świat na te 70 tys. znaków, a nie na 470. U mnie w głowie powieść od początku jest powieścią, a opowiadanie opowiadaniem. Ale z pewnością inni mogą mieć odmiennie czy zdarzy się wyjątek (jak u Jose).

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

A jak rozróżniacie, że to jest właśnie ten moment, kiedy z krótkiej formy ma szansę powstać zdecydowanie dłuższy tekst?

Kiedy zaczęłam rozpisywać to, co chciałam napisać i oprócz fabuły doszły czasem skomplikowane relacje między postaciami, nowi bohaterowie, nieco bardziej wyjaśniona historia tego świata. Nagle po prostu okazało się, że jeśli to chcę w miarę porządnie opisać, to 100 tys. znaków nie starczy.

Cóż, pierwszą powieść, a właściwie trylogię fantasy, chciałem napisać od początku do końca... I poległem :) To znaczy nie do końca. Napisałem konspekt, który zawierał zbiór nazw własnych i “synopsis”, całość na 20k znaków. Potem zacząłem pisać, stanąłem po 300k znaków, a zatrzymałem się tak mniej więcej w połowie pierwszego tomu. Zdecydowałem się poprawić warsztat, bo coraz oporniej szło mi pisanie. I nie żałuję, chociaż trylogia leży odłogiem od pięciu lat. Poszukałem, poszperałem, poczytałem różne publikacje na temat pisania i moje podejście diametralnie się zmieniło :)

Teraz nawet opowiadanie na 40k piszę w kawałkach :) Wyznaję zasadę “pisać, pisać, pisać” i to mi się sprawdza. Początkowo było tak jak powiedział Gary, poprawki i zlepianie zajmowało dużo czasu, ale z tekstu na tekst jest coraz lepiej. Teraz znacznie szybciej idzie mi zlepianie, to tak jak z murarzem ;) Praktyka czyni mistrza i jest w tym prawda :)

Dzięki zasadzie “p,p,p” nie mam w ogóle zwieszek, jak młody wieczorem zaśnie i ze wszystkim się obrobię, to siadam i piszę bez przerwy godzinę, pół, półtorej, zależy co mam w głowie. Można powiedzieć, że teraz ogranicza mnie tylko wolny czas (w pisaniu).

Mam też przygotowany konspekt następnej powieści, taki dokładniejszy, na 40k, ale czekam ze startem, aż wypracuję lepszy warsztat. Pomysł na tyle jest dla mnie ważny i dobry, że czekam “do piórka”, aż się za powieść wezmę, a taką tam sobie wymyśliłem granicę działania.

Kiedy powieść, kiedy opowiadanie?  – tak jak Naz.

 

Darconie, ile lat ma Twój młody? Bo mój eksploatuje mnie do cna i wieczorem mój mózg już zwyczajnie nie pracuje. Jak nie piszę w dzień, to nie piszę w ogóle ; /

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Ja zrezygnowałam z czekania na piórko. Nie chciałam się tym ograniczać, choć oczywiście nie neguję. Zresztą nie liczę już na nie.

Ostatnio w mojej głowie rodzą się same pomysły na dłuższe formy i w sumie czasem aż się proszą, by je jeszcze rozszerzyć. Denerwować zaczyna mnie, jak słyszę od kogoś albo od siebie samej coś w stylu: “weź to usuń, bo można to skrócić i zawęzić”. Rozumiem, że w opowiadaniu liczy się pomysł i nie musi być długie na nie wiadomo ile znaków, ale czasem jest to deprymujące. ;)

 

Chyba pora wziąć się za siebie, bo tak będę wiecznie siedzieć w miejscu.

 

Ps. Darconie, podziwiam rozbudowane konspekty, sądzę że mają duże plusy, bo ułatwiają później zawarcie wszystkich szczegółów w tekście, a przynajmniej większości. I chyba człowiek ma większą szansę się nie pogubić. :)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Młodziak ma 3 lata z dwumiesięcznym hakiem, generalnie jest w spoczynku podczas snu i przy posiłku, ale tu też nie zawsze, więc sama wiesz... Mam też psa, z którym wieczorem wychodzę ja i to jest mój “reset” :) No phone, no net, only fresh air ;) Z zasady chciałbym usiąść codziennie do pisania, ale nie zawsze się da (albo młody pójdzie spać za późno, albo jestem wypompowany), jednak gdy pogodziłem się z tym, że to jednak nie będzie codziennie, jakoś idzie ;)

 

Edit:

Co do pomysłów, też mam zasadę. Nie zapisuję. Jak pomysł wyleci z głowy na drugi dzień, to znaczy był do dupy. Jak pamiętam go tydzień, a to warto usiąść i zapisać mini synopsis ;)

 

Edit 2:

ale czasem jest to deprymujące. ;)

Ale to jest świetna lekcja Morgiano :) Notujesz, nanosisz, notujesz, nanosisz i zaczynasz pisać ze zrozumieniem dla idealnego czytelnika (ogółu), nikt nie jest doskonały. Trzeba nauczyć się przekazywać zrozumiale innym, to co mamy w głowach.

 

 

A ja pozwolę sobie dorzucić pytanie: kiedy zacząć pisać książkę? 

Kiedy jesteś na to gotowy :) Będziesz wiedział kiedy.

Nie ma to dobrej odpowiedzi. Zgaduję, że część z nas zaczęła pisać wiekopomne dzieła w liceum albo jeszcze wcześniej (ja zaczęłam ;D). Dopiero później przyszło opamiętanie i konstatacja, że na to trzeba czasu, doświadczenia, wyszlifowania warsztatu itp.

Część jeszcze nie zaczęła, mimo że osiemnaste urodziny mają dawno za sobą.

Niektórzy debiutują (w sensie: wydają pierwszą powieść) po sześćdziesiątce.

 

Trzeba mieć pomysł, przeświadczenie, że warto spróbować i przynajmniej podstawowe umiejętności. Każdy autor w innym momencie dojrzewa do tej decyzji, niektórzy nie dojrzewają wcale, a niektórzy lepiej, żeby nie dojrzewali w ogóle (i wcale nie wykluczam, że zaliczam się do tej ostatniej kategorii ;).

 

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Doświadczenie w tym zakresie mam na poziomie zerowym, poza napisaną kiedyś, bardzo dawno temu grafomańską powieścią

Ty to jakaś słaba jesteś. Tylko jedną? ;P

Na szczęście mi już dawno przeszedł etap “napiszę najwspanialszą rzecz na świecie, jestem nastolatkiem i wiem wszystko”, chociaż czasami (ale bardzo rzadko) kusi, żeby sięgnąć po któryś z pomysłów na powieść. A jest ich trochę :)

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Ja zaczęłam pisać bardzo późno, generalnie dla własnej przyjemności, żeby odreagować stres i depresję. Do dziś pamiętam, jak zasiadałam do komputera, czytałam ostatni fragment, żeby sobie przypomnieć na czym skończyłam, jaki był klimat itd. Jeszcze wtedy trochę mnie dusiły nerwy, ale kiedy zaczynałam pisać nowe zdanie, ulatywałam z rzeczywistości do wymyślonych światów. To była powieść dla młodzieży (znaczy nadal jest). Pisałam ad hoc, nie miałam planu, nie wiedziałam, jak poprowadzę akcję, do czego to zmierza. A pisało się samo. I było super. Wyszło ponad 500 tys znaków.

A druga powieść powstała dzięki opowiadaniom, które zamieściłam tu na portalu. Opowiadania wzbudziły sporo komentarzy. Nawet nie pamiętam, czy dostały piórko, ale chyba tak. W końcu zdecydowałam się je zabrać i wykorzystałam, jako główny wątek opowieści. Napisałam trzy czwarte i utknęłam, bo brakowało mi zakończenia, posplatania wątków. Mniej więcej po półtora roku (może dłużej) nagle mnie olśniło – dokończyłam, powysyłałam do wielu, bardzo wielu wydawnictw i pupa.

Trudno. Nie wydali tej powieści, wydali książeczkę dla dzieci. Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

bemik, może jeszcze wydadzą! (odezwała się ta w tej samej sytuacji)

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Ja piszę powieści, a potem skracam je do opowiadań. I to raczej ograniczanie się jest dla mnie nie do pojęcia. No ale tak, oczywiście jakość tego wszystkiego to już zupełnie inna historia.

To tylko dorzucę od siebie, że jestem typem osoby planującej od a do z. Mam kilka stron planu powieści, rozpiskę postaci plus dodatkowe pomoce jak schematy planowania. Dużo mi pomogła “śnieżynka” (Snowflake Method) oraz “Plot Embryo”. Dwa różne sposoby, ale jak do moich potrzeb, skuteczne. Freestylowe pisanie to nie moja bajka, bo zawsze się zblokuję i nie wiem jak iść dalej. Więc piszę i piszę, bo cholera, praca mi życie zabiera, ale to jak każdemu z nas :)

PS. też byłam nastolatką piszącą wiekopomne dzieła literackie. Dwie grafomańskie powieści na karku i wiem,  że to trochę mało :D

 

To ja się podzielę problemami. Może ktoś z was ma podobne i wie, jak sobie z nimi poradzić.

1) W dłuższej niż szort formie, mój pomysł zaczyna mnie nudzić. Wydaje mi się oklepany i banalny.

2) W dłuższej formie zawsze dochodzę do wniosku, że źle wybrałam bohatera i powinien być nim ktoś inny. Albo jeden z bohaterów drugoplanowych, albo zupełnie nowa postać.

3) Mam problemy z ogarnięciem większych całości. Nie wiem, jak to dokładnie opisać, ale wydaje mi się, że rozdziały się rozlewają i zbyt słabo łączą się ze sobą w całość.

4) Właśnie usiadłam do mojej pierwszej w życiu powieści. Świat – wybrany, początek i koniec – zaplanowane. A co z środkiem?

5) Nie wiem, czy wątki poboczne nie są zbyt banalne. Na ile powinny łączyć się z wątkiem głównym, a na ile biec równolegle do niego. Jak dużo pisać o bohaterach drugoplanowych. 

Może ja się do tego nie nadaję, ale napisanie powieści wydaje mi się bardzo trudną rzeczą.

Dodam, że napisałam plan, ale już go dwa razy zmieniałam, bo wcześniejsze wersje mi się znudziły i wydawały nieciekawe :D

Środek zawsze najgorszy dla wielu, wielu osób z różnych szerokości geograficznych :)

Po polsku nie ma tego dużo, ale jeżeli możesz po angielsku, wpisz w Google “outlining methods”. Konkretne techniki mogą pomóc ogarnąć materiał. Warto poeksperymentować. 

O, dzięki. A myślałam, że jestem głupkiem i nie wiem, czym to wypchać :D

Już zaglądam :D

Badi, myślę, że w tej sytuacji powinnaś usiąść z jakąś swoją betą i opowiedzieć jej z grubsza, co planujesz. Niech ktoś niezależny, kto nie ma Twojego świata w głowie, oceni Twoje pomysły. I daj wiarę tej ocenie – jak ktoś, komu ufasz powie, że to rzeczywiście słabe, to będziesz mieć potwierdzenie, a jak ktoś powie, że brzmi fajnie, to zaciśnij zęby i pisz ;)

 

EDIT: Nigdy nie wierzyłam w te wszystkie płatki śniegu... Czy ktoś z Was może szczerze powiedzieć, ze te analityczne metody pisania mu pomogły i doprowadził coś dzięki nim do końca?

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Joseheim – dzięki, ale ja nie mam bety :D

Mogę liczyć tylko na męża,  a on pisaniem się nie zajmuje, więc niewiele pomoże, a z krytyką różnie u niego bywa. Raczej nie jest zbyt ostry :D

Ta metoda płatka śniegu, dla osoby, która nawet nie zaczęła, wydaję się być całkiem sensowna, zwłaszcza pierwsze 4 punkty. Reszta to myślę kwestia umowna, ale sam początek całkiem niezły. ;)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

badi, to musisz sobie jakąś skombinować. Słowo, bez tego się nie zajedzie...

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Badi, to może poprosisz o pomoc kogoś tutaj? Możesz założyć beta-wątek i zaprosić wybrane osoby (albo jedną), po prostu by przedyskutować swoje pomysły?

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Nie wiedziałam, że tak można :D

I można sobie tak gadać o pomysłach i rozwijaniu wątków? Myślałam, że betuje się gotowe teksty. Dzięki. Rozumiem, że założyć w dziale z betami.

1) W dłuższej niż szort formie, mój pomysł zaczyna mnie nudzić. Wydaje mi się oklepany i banalny.

Nic nie poradzisz. Jeżeli cały twórczy proces masz już za sobą i pomysł jest ładnie sformułowany i okrąglutki, to została najgorsza, żmudna i frustrująca robota przelewania go na ekran za pomocą niedoskonałych narzędzi. Ja radzę sobie z tym planując jedynie ogólne zarysy historii, a resztę improwizując na bieżąco.

2) W dłuższej formie zawsze dochodzę do wniosku, że źle wybrałam bohatera i powinien być nim ktoś inny. Albo jeden z bohaterów drugoplanowych, albo zupełnie nowa postać.

Może zwyczajnie za dużo myślisz? Ocena efektów własnej pracy jest trudna i zawsze wypaczona, w tę lub inną stronę. Inna sprawa, że jeżeli bierzesz powieść, to nic właściwie nie stoi na przeszkodzie żeby awansować bohaterów drugoplanowych na pierwszy plan i wprowadzić nowe postacie.

3) Mam problemy z ogarnięciem większych całości. Nie wiem, jak to dokładnie opisać, ale wydaje mi się, że rozdziały się rozlewają i zbyt słabo łączą się ze sobą w całość.

Na to najlepszym lekarstwem jest przeczytanie jakiejś dłuższej, popularnej i cieszącej się uniwersalnym uznianiem powieści i przekonanie się, że wszyscy inni też mają z tym problem. Czytelnicy rzadko kiedy zwracają uwagę na takie rzeczy.

4) Właśnie usiadłam do mojej pierwszej w życiu powieści. Świat – wybrany, początek i koniec – zaplanowane. A co z środkiem?

I tak nieźle. Ja zaczynałem z samym środkiem, nawet bez świata, w konsekwencji czego klecę takiego literackiego potworka, że aż sam się śmieję z własnej grafomanii. Jeżeli nie masz pomysłu na środek, to warto chyba poczekać aż coś się wykluje. Napić się piwa, poczytać coś lekiego, dać podświadomości popracować. A jeżeli nic wykluć się nie chce, to zwyczjanie zacząć pisać środek, bez żadnego pomysłu, dla czystej twórczej zabawy, choćby wszystko w ten sposób spłodzone miało wylądować w koszu.

5) Nie wiem, czy wątki poboczne nie są zbyt banalne. Na ile powinny łączyć się z wątkiem głównym, a na ile biec równolegle do niego. Jak dużo pisać o bohaterach drugoplanowych. 

Ponownie, to bez znaczenia. Ludzie albo na to nie zrwacają uwagi, albo to lubią. Patrz “Gra o Tron” czy inny Tolkien.

 

edit.

 

Żeby formalnościom stało się zadość: ja, w przeciwieństwie do przedpiśczyń, uważam że betowanie może być bardzo szkodliwe i szczerze je odradzam.

na emeryturze

Beta dobra, ale mąż nie jest zły, ja swojemu zawsze opowiadam pomysł na początku. To dobre ćwiczenie, ubrać w słowa i wyjaśnić komuś, co się chce napisać.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

@Badi – a kto Ci zabroni? To portal dla ludzi, jak użyjesz dostępnych narzędzi, w tym beta-wątku, zależy od Twoje inwencji ;)

 

@Gary – nie zgodzę się i wskażę, dlaczego; piszesz dla ludzi, prawda? Pokazanie tekstu becie jest podobne do publikacji. Tylko że po opublikowaniu czytelnik, np. tu, zeżre Cię na surowo i bez soli, jeśli coś nie zagrało, bo zakłada, że otrzymuje gotowy, przemyślany, dopieszczony produkt. Beta to taki czytelnik, który pomaga Ci wyeliminować różne potknięcia zanim tekst zobaczą inni czytelnicy. Mnie już się zdarzało, że bety wytknęły mi tak skandaliczne nielogiczności, że zalewałam się rumieńcem wstydu. No i ostatnia rzecz – nie masz obowiązku słuchać bety. Dostajesz wskazówki i opinie, a co z nimi zrobisz, to Twoja decyzja ;)

 

@Naz – ubranie pomysłu w słowa przy opowiadaniu komuś to masakra. Przynajmniej w moim przypadku wszystko, co wymyślam, brzmi beznadziejnie głupio, gdy próbuję to powiedzieć na głos ;D (Hm, może powinnam w takim razie przestać pisać ; p).

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Gary – pocieszasz :) Dzięki, że chciało ci się pisać, bo podniosłeś mnie na duchu :D

Przyznaję, że jakiś tam środek mam (w głowie), ale to taki kłąb. A gdy próbuję to rozplątać i wcisnąć w rozdziały, nagle okazuje się, że to wszystko jakieś takie niekompletne, albo nieładne, albo płytkie. No i chyba mam tego odrobinę za mało :D

 

Joseheim – mam tak samo – jak opowiadam, to mi się to tak płytkie i głupawe wydaje, aż mi wstyd. Szczęściem, opowiadam psu, a on nie powtórzy :D

 

Nie mam na koncie grafomańskiej powieści z czasów młodzieńczych, bo jeszcze trzy lata temu myśl o napisaniu książki mnie przerażała. Tyle stron! Tyle znaków! W życiu! Pisać lubiłam, owszem, ale bez przesady.

Potem trafiłam na NF w kiosku i odkryłam, że można pisać i publikować(!) opowiadania. No, to rozumiałam – łatwizna. Wystukałam, posłałam i cisza. Okazało się, żem nie taka mądra, jak myślałam. Zaczęłam podczytywać forum i... uznałam, że większość opublikowanych tu “dzieł” (oczywiście poza chlubnymi wyjątkami) jest jednak słaba. A stopień w uwielbienia autora do swego utworu często jest wprost proporcjonalny do jego bylejakości. Uznałam, że pewnie należę do tego grona, ale dałam sobie jeszcze jedną szansę.

Kiedy “Esensja” przyjęła mi to moje pierwsze opowiadanie, uwierzyłam w siebie na tyle, żeby wziąć się za dłuższą formę. Ale nie na tyle, żeby zacząć pisać od tak. Przeszłam przez te wszystkie płatki śniegu i poradniki Kinga, podziały na akty itd. Bez tego nie dałabym rady.

Mój plan zmieniał się tyle razy, że w końcu dość miałam kreślenia i zrobiłam sobie fiszki, które mogłam wywalać, robić nowe, tasować. I jakoś po roku doszłam do końca. Wysłałam to już gdzieniegdzie, ale jeszcze nie wszędzie. Teraz sobie czekam. I przygotowuję się do tego, że się nie doczekam.

Zaczęłam drugi tom, ale blokuje mnie myśl, że po co, skoro pewnie nie wydadzą pierwszego. Może nadaję się tylko do warzenia twarogu... 

Acha! Odkryłam, że poradniki pisania są właściwie mało użyteczne, przynajmniej dla tego, kto już ogarnia podstawy, ale potyka się o konstrukcję fabuły. Polecam za to podręczniki do pisania scenariuszy!

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

@joseheim

piszesz dla ludzi, prawda?

Nie. I nie to, że się kryguję, a w głębi duszy jestem szczerze zainteresowany dotarciem do odbiorcy. Pisanie  to dla mnie hobby. Nie jeżdżę na rowerze dla ludzi, nie oglądam złych filmów dla ludzi i nie piszę historyjek dla ludzi, wszystko to robię dla siebie. Pytanie brzmi, dla kogo pisze badi?

Pokazanie tekstu becie jest podobne do publikacji.

Powiedzmy, ale co innego pokazanie gotowego tekstu, a co innego zdawanie się na cudzą ekspertyzę i gusta w fazie kreowania fabuły. Oczywiście dużo zależy od tego jaki przyświeca autorowi cel. Jeżeli książka ma się zwyczajnie podobać, to może zamiast bety czy bet zorganizować sobie grupę fokusową reprezentatywną dla grupy społecznej, będącej targetem utworu.

na emeryturze

Gary, poruszyłeś ciekawy temat. No w zasadzie rzeczywiście, większość z nas pisze dlatego, że sprawia nam to przyjemność, to hobby, odskocznia, sposób na zresetowanie umysłu. A jednak gdzieś na końcu musi majaczyć myśl, że nie wsadzę tego do szuflady, tylko chciałoby się, by ktoś to przeczytał i – najlepiej – pochwalił. Więc podczas pisania (przynajmniej mnie) przyświeca myśl: jak to oceni ktoś, kto nie jest mną?

Niemniej prawda, kluczowym pytaniem jest tutaj: dla kogo pisze badi. I zależnie od tego, jaka jest odpowiedź, beta może być dobrym pomysłem albo nie ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Ha, i jeszcze nic nie wydałam, a już jestem w centrum uwagi :D

Badi pisze dla siebie, bo Badi jest próżna i lubi się taplać w swoich fantazjach, i budować ładne zdania. Ale Badi jest tak próżna, że chciałaby, by ją chwalono i głaskano. Najlepiej wirtualnie i z daleka, bo Badi nie lubi, jak jej się ludzie szwendają po obejściu.

Piszę dla siebie, ale wiem, że mam parcie na papier, więc chciałabym, by czytelnik odczuł jakąś przyjemność z czytania tego, co napisałam.

Przyznam, rozejrzałam się trochę i wiem, że popularny jest romans obyczajowy. Najlepiej z wątkiem kryminalnym. Gdybym pisała pod czytelnika, napisałabym coś takiego, ale że nie piszę pod czytelnika, to mi wychodzi dziwo.

 

Choćby mój bohater. Niby piszę dla dorosłych, a głównym bohaterem zrobiłam małą dziewczynkę. Nie wiem, czy to przejdzie. No bo jak się utożsamiać z małą dziewczynką? Z drugiej strony, taki bohater najlepiej mi leży fabularnie. 

Jak mała dziewczynka to horror ;P

Jak ci taki bohater pasuje to się go trzymaj.

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Pisz, co Ci serce dyktuje ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Bardzo dziękuję. To idę wypuścić smarkulę, niech trochę pohasa ;)

Co ma jazda na rowerze do pisania Gary? Twój wywód to tak jak gadka reżysera, że zrobił film dla siebie, a artysta malarz namalował obraz dla siebie.

Edit:

To ze mną jest chyba inaczej Jose, pisanie dla siebie nie miałoby dla mnie sensu, wiem co mam w głowie, po co mi to na komputerze albo na papierze? Piszę dla ludzi.

Darconie, ale są malarze, którzy malują dla siebie, bo po prostu lubią. Serio. :)

Nie napisałem Ocho, że nie można ;)

Fleur, masz rację “Pisanie scenariusza filmowego” Syda Fielda, ważna dla mnie lektura, polecam.

Od siebie dodam jeszcze Doskonalenie dobrego scenariusza Lindy Seger, jedyny poradnik, z którego tyle wyniosłam jeśli chodzi o pisanie.

Co ma jazda na rowerze do pisania Gary?

To, że jedno i drugie robię dla przyjemności. I często po piwie.

Twój wywód to tak jak gadka reżysera, że zrobił film dla siebie, a artysta malarz namalował obraz dla siebie.

Ale przeciez to zupełnie normalne, że reżyserzy robią filmy dla siebie, a malarze malują dla siebie obrazy. Co w tym niby dziwnego?

na emeryturze

Wypasam się obecnie na łączce niepisania.

To może by napisać o pisaniu?

Czemu nie.

 

Pierwsza powieść to był zapis pomysłu na kartce formatu A5. Z tego po dwóch latach powstała wersja sześćdziesięciostronicowa spisana ręcznie. Później przerodziła się w stron sto osiemdziesiąt, które można było pokazać (wcześniej było kilkanaście innych, większość tylko doprowadzona do środka i zarzucona. Ale przez to fabuła i postacie się rozwijały). Profesor, który to zobaczył, powiedział: no no i dodał coś o redakcjach, szczotkach i takich tak. To było dość dawno, a profesor niemłody. Przy kolejnej wersji westchnął, że nie tego się spodziewał. Durnoty powypisywałem, ale w tamtych czasach byłem ich pewien. Po latach zrozumiałem, o co mu szło i pozmieniałem. Ale miałem co.

Jak rozumiem, zadajesz pytanie, o to jak zacząć i nie zbierać doświadczeń przez lata.

Jestem chodziarzem. Piszę, kiedy chodzę. Czyli dość jasne, że wtedy nie piszę, a przychodzą mi do głowy rozwiązania scen, te później trzeba zanotować. Niestety, zwykle nie pojawiają się w ciągu, a to urywki kilku fragmentów z całej fabuły. Spisywanie po powrocie do domu o tyle się może nie sprawdzić, że to, co się objawiło, okaże się kapryśne i już tak ładnie się nie przypomni. A to były cudne riposty i wplecione zręcznie didaskalia z urzekającymi opisami. Jeśli jesteś chodziarzem, przyda ci się dyktafon.

Zawsze mam rozwiązanie finału, zatem tworzę od końca, pilnując by poprzedzające go elementy fabularne ze sobą współgrały. Raz tylko trafiło się inaczej, kiedy wyobraziłem sobie jak niewolnica rozwiązuje wszystkie problemy swego pana, od kociokwiku poczynając i jest dla niego wszystkim. Ale zaraz po tym przyszła scena, że ten skarb straci głowę, a później następuje finał, całkiem odmienny. Ale to był proces co najwyżej kilkuminutowy i miałem główny zarys.

Polecałbym spisywanie rozwijających się scen, nawet z odległych miejsc fabuły. Linearnie tworzyć fajnie, ale pojawiają się przestoje. Zapisuj, co masz. Ale pomyśl nad bohaterami. Opisz ich, kim są, jak wyglądają, jaka ich przeszłość, motywacje, charakter, to wszystko wykorzystasz, ukazując ich etapami, nie odsłaniając wszystkiego na początku. Dobrze mieć plan, nawet ogólny. I pisać. Nie dopracowuj wszystkiego na siłę i tak będziesz musiała po zakończeniu tekstu do niego wrócić. Wtedy zrobisz redakcję i dograsz, co trzeba.

Pisanie scenami oczywiście ma wady, a takie, że należy je ze sobą połączyć. O ile sceny możesz zobaczyć, to łączniki już wypracować. Zadajesz wtedy pytania, o to kim są bohaterowie i jacy są. Jak wpływają na wydarzenia, bo to oni tworzą ci fabułę. Jeśli ich rozpisałaś, to sceny połączysz łatwiej.

Wspomniałem o redakcji?

Pierwsza moja po tym jak wpisuję tekst na komputer, bo najpierw to ja ręcznie. Kolejna po wpisaniu, bo trzeba przeczytać, co tam wklepałem. Po czym wydruk dla siebie i mazanie po tekście. Wpisanie i jeszcze jedna. Nigdy dość redakcji.

Słowem, radzę wykorzystać żywioł, bo taki ci się przytrafi jako przeróżne pomysły, ale nie zdawać się tylko na niego. I chyba najważniejsza rada, musisz wiedzieć po co piszesz, a skoro to ważne, to opowiedz tak swoją historię, jakby nie należała do ciebie. Jakby to opowiadał ktoś od ciebie odmienny. Taki ktoś wywali sam z siebie, to co zbędne, ty sama skupisz się za bardzo na sobie, a niestety prawda taka, że choć jesteśmy najważniejsi na świecie, to tylko w swoim własnym mniemaniu. Więc oddaj głos komuś od siebie niezależnemu. Praktycznie to tak, jakby wydarzenia przedstawił ktoś, kogo nie lubisz. Pomyśl jak tamta osoba by to zobaczyła.

Czyli: siadaj i pisz albo chodź i twórz.

Powodzenia.

 

Rzeczka nieduża i niegłęboka, choć przebyć ją łatwo, bo tu wszędzie same płycizny, to most na niej. A na moście mytnik z kilkoma zbrojnymi pomocnikami.

Gary – skoro piszesz tylko dla siebie, to po co publikujesz? Czego oczekujesz od publikacji?

Mamony!!! ;P

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Gary – skoro piszesz tylko dla siebie, to po co publikujesz? Czego oczekujesz od publikacji?

Publikacja pomaga odciąć się od tekstu. Zauważyłem, że jeżeli historyjka ląduje w wirtualnej szufladzie, to zdarza mi się do niej wracać myślami lub czynem, przerabiać to i tamto, kombinować bez sensu, natomiast po wrzuceniu tekstu na portal automatycznie uznaję “dzieło” za skończone i nie mam problemu, żeby zabrać się za coś nowego.

Jest też masa korzyści pobocznych: mam wszystkie swoje wypociny w jednym miejscu, więc mogę je  komuś szybko i prosto udostępnić (niekoniecznie po to, żeby jakoś szczególnie liczyć się z jego opinią, zwykle dlatego, że kogoś lubię), dodatkowy backup (a nie ma czegoś takiego jak przesadnie redundantny backup), pretekst do dojrzałych i pasjonujących dyskusji pod opublikowanym tekstem (niekoniecznie na temat tekstu), możliwość obserwowania cudzych reakcji na moje twory (często bardzo interesujących i inspirujących).

na emeryturze

Rozumiem, że wątek nie jest o tym, dlaczego zacząć pisać powieść, bo każdy niech ma swoją motywację, jaka się podoba, ale jak zacząć. Pytanie Funa, na które odpowiadała joseheim, jest bardzo ciekawe. Bo jak zacząć, to wydaje się jest kwestią indywidualną, ale kiedy, to już zupełnie inna sprawa. Czy jest coś, co może świadczyć o tym, że autor powinien już zacząć pisanie powieści? Może dlatego niektórzy tu publikują, żeby sprawdzić, czy są gotowi? Może otrzymanie piórka jest jakąś wymierną informacją dla autora? Okej, zaraz pojawią się opinie, że piórko wcale nie musi o tym świadczyć. Rzeczywiscie to, kiedy zacząć wydaje się istotniejsze niż jak. Bo gdy autor potrafi budować fabułę, bohaterów, ma już jakiśtam styl, ma coś  ciekawego do przekazania czy pokazania świata, to pytanie, jak napisać powieść, traci trochę na sile. Hmm... takie tam dumanie.

Wydaje mi się, że do pisania powieści nie można się przygotować, pisanie opowiadań oczywiście uczy wielu rzeczy, ale tak naprawdę to pierwsza powieść obnaża wszystkie pułapki i specyfikę tego procesu. Dlatego wcale nie jest przesadnym by stwierdzić, że pierwsza powieść powinna wylądować w szufladzie, lub przynajmniej nie należy wiązać z nią jakiś specjalnych nadzieji. Oczywiście to teoria, bo w praktyce niektórzy osiągnęli sukces swoją pierwszą, i czasami ostatnia powieścią ;)

Ty też poruszasz ciekawą sprawę, Blackburnie. A mianowicie, czy pisanie opowiadań musi/powinno poprzedzać pisanie powieści?

Wydaje mi się, że opowiadania są raczej domeną fantastyki lub “ambitnego” głównego nurtu. Na półkach księgarni dominują powieści. I chyba tak samo w świadomości czytelników, społeczeństwa. 

Sądzę też, że napisanie powieści nie musi koniecznie wymagać wcześniejszego treningu. Umysł karmiony dobrymi opowieściami może zrodzić własną dobrą opowieść. To, czego się uczy scenarzystów, można przecież samemu (choćby podświadomie) wywnioskować z oglądania filmów. 

Mimo wszystko jestem przekonana, że trzeba mieć warsztat, by zacząć pisać coś większego. Ktoś, kto nie ma na koncie żadnych prób, raczej nie usiądzie i nie stworzy ot tak genialnego dzieła. To na swój sposób rzemieślnictwo – podobnie kowal nie zrobi od razu doskonałego miecza ani krawiec nie uszyje genialnego stroju bez wcześniejszej praktyki.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Ale warsztat można zdobyć pisząc inne rzeczy niż opowiadania. Nawet inne rzeczy niż fabuły. Jeśli się nie mylę, “Imię róży” było pierwszą próbą powieściopisarską Umberto Eco.

In the Land of Mordor where the Shadows lie. - W Mordorze, moc którego zwycięży niechciana. (J. Łoziński)

No tak, oczywiście. Ale pisać trzeba ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

“Imię róży” było pierwszą próbą powieściopisarską Umberto Eco.

Myślę jednak, że większość z nas ma plan debiutować przed pięćdziesiątką :P A choć pisanie fabuł nie jest jedyną drogą do tego celu, to na pewno najskuteczniejszą.

No nie wiem, przy moim tempie może się na skończyć na pięćdziesiątce :)

In the Land of Mordor where the Shadows lie. - W Mordorze, moc którego zwycięży niechciana. (J. Łoziński)

 

A mianowicie, czy pisanie opowiadań musi/powinno poprzedzać pisanie powieści?

 

Przypuszczam, że nie musi ani też powinno. Jednak opowiadania i powieści mają wspólne cechy – opowiada się historię, pokazuje świat, bohaterów, itp. I tu, nawiazując też do komentarza Blacktoma i joseheim, pisanie opowiadań pomaga osiągnąć dobry warsztat (w szerszym znaczeniu niż tylko przecinki czy budowa zdań), co powinno przełożyć się na lepsze przygotowanie do pisania powieści. Oczywiście w powieści czas płynie inaczej niż w opowiadaniu, ale... no, wydaje mi się, że pisanie opowiadań jednak pomaga. No chyba, że autor po prostu już ma warsztat, styl i potrafi opowiadać, wtedy pisanie opowiadań może sobie odpuścić i od razu wskoczyć w powieść. 

Ktoś, kto nie ma na koncie żadnych prób, raczej nie usiądzie i nie stworzy ot tak genialnego dzieła.

Pytanie: co jest “genialnym” dziełem... ? :D

Myślałem raczej o bestsellerach, które czasem bywają debiutami. Harry Potter, Millenium, Marsjanin, Grey, Dziewczyna z pociągu (dziwne zestawienie, wiem) – to wszystko debiuty. Wydaje mi się, że do pisania wystarczy być na tyle inteligentnym, by móc sprawnie się posługiwać słowem. (Przez “do pisania wystarczy” mam na myśli, że po prostu “da się tworzyć”). A w niedoskonałościach pomogą redaktorzy. Uczestniczyłem już w betach, w których się sporo działo, a myślę, że przy pracy z redaktorem poprawek jest jeszcze więcej – Naz chyba kiedyś o tym wspominała. 

Aczkolwiek wymienione wyżej bestsellery są zagraniczne, a na Zachodzie wydawanie książek stoi na innym poziomie niż u nas.

“Alicja w Krainie Czarów” została właściwie wymyślona na poczekaniu, potem spisana. Moim zdaniem są przypadki stworzenia czegoś dobrego bez treningu. 

Druga strona medalu jest taka, że mamy Kinga, Pratchetta, Gaimana, i polskich Dukaja, Twardocha, Grzędowicza, którzy latami się doskonalili i walczyli o najwyższe miejsca na półkach. A właściwie to chyba pierwsza strona medalu. Bo zgadzam się z tym, że lepiej mieć warsztat itd. Ale jak ktoś ma coś do powiedzenia, to nawet jakby był analfabetą, może wymyślić ciekawą, wartościową historię. Chociaż to wiąże się z ryzykiem zostania Autorem Jednej Książki. 

Fun, tylko że pierwsza wydana książka nie oznacza pierwszej napisanej książki.

Harry Potter

“As a child, Rowling often wrote fantasy stories which she frequently read to her sister” – czyli pisała od dziecka.

Millenium

“In his first fanzines, 1972–74, he published a handful of early short stories, while submitting others to other semi-professional or amateur magazines” – biorąc pod uwagę, że pierwsza część Millenium została opublikowana w 2005 roku, daje nam to dwadzieścia parę lat trenowania.

Marsjanin

“Weir began writing science fiction in his twenties and published work on his website for years.” – Marsjanin był opublikowany w 2011 r., gdy Weir miał 39 lat, ponownie więc – coś koło 15 lat treningu.

50 twarzy Greya

“Between January and August 2009 she wrote two such books [sequele do Zmierzchu] in quick succession. Beginning in August 2009 she then began to write the Fifty Shades books.” – czyli Grey był trzecią książką, którą napisała.

Dziewczyna z pociągu

“Around 2009, Hawkins began to write romantic comedy fiction under the name Amy Silver, writing four novels including Confessions of a Reluctant Recessionista.” – czyli przed Dziewczyną z pociągu autorka napisała 4 książki. Swoją drogą, w bibliografii Hawkings ma nawet pozycję z 2001 roku (14 lat przed Dziewczyną z pociagu).

 

 

Wszystkie cytaty z wikipedii, jeśli ktoś potrzebuje, mogę przetłumaczyć.

Szczerze – nie wierzę, że bez iluś tam godzin praktyki można napisać książkę. Talenty potrzebują mniej czasu, rzemieślnicy więcej. Praktykę można nabyć na różne sposoby (dziennikarstwo, opowiadania, praca naukowa), ale nie wierzę w książkę na publikowalnym poziomie napisaną przez kogoś, kto nic wcześniej nie pisał. No po prostu nie :D

Nie sądzę, żeby każdy musiał trenować warsztat przed napisaniem dobrej książki. Ale warto zacząć od krótkich form z innej przyczyny. Można przekonać się, czy dobrze piszesz po kliku tygodniach a nie roku czy wręcz kilku latach.

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Hmm, czyli wygląda na to, że z marketingowego punktu widzenia lepiej przemilczeć to, że autor się kiedyś uczył... 

Zgadzam się z koniecznością szlifowania warsztatu, ale nie zgadzam się, by warsztat był niezbędny do napisania czegoś “wow” (ciekawe, jak to jest napisać coś wow...). Tak sobie to przynajmniej wyobrażam, że do tego potrzeba wyobraźni, kreatywnej bądź sprytnie naśladowczej. A jak mamy wyobraźnię i warsztat... Wtedy zapewne redaktor, dostając książkę danej osoby, wzdycha z ulgą i idzie po piwko, bo wie, że niewiele będzie miał do roboty.

 

Jestem bardzo zawziętą osobą. Jak raz mi się udało nabazgrać książkę w kilka miesięcy i popchnąć do wydania, teraz nie daję sobie dłużej niż rok na pisanie kolejnych. Uczę się cały czas i uwielbiam być samodzielna, perfekcyjna, ale w wydawnictwie jest cały sztab ludzi, którzy pomogą tekstowi mieć najlepszą formę z możliwych i na tym tekście będą mnie uczyć. Więc najbardziej zależy mi na płodności, co wedle takiej filozofii przekłada się równocześnie na naukę. Tak sobie wykmniłam, że jak “debiut” się uda i będę jednocześnie płodna, to mi się opłaci. Dlatego poświęcam na książki czas, który mógłby iść na sprawniej pisany doktorat czy opowiadania do publikacji. Jeszcze nie wiem, czy to ma sens, wciąż jestem przed publikacją, ale przyznam wam się do czegoś: napisano mi, że po całej naszej pracy nad tą książką, nie przejdzie przez rynek bez echa (hm, a może będzie to echo pod tytułem: uuuu, gniot?).

Dlatego przyjęłam postawę, że daję materiał, coraz lepiej oszlifowany, ale przede wszystkim lecę za ciosem, piszę i podsyłam. Jeszcze nie znam recenzji drugiej książki, którą podesłałam wydawnictwu (zdecydowanie lepiej mi poszło niż poprzednio pod względem technicznym, no ale nie wiadomo, co z konstrukcją i fabułą...). Dlatego to wszystko mogą być tylko (nie)pobożne życzenia, ale gdyby tak ją również postanowili wydać... Nope, wolę o tym nie myśleć :P Lepiej się mile zaskoczyć niż rozczarować.

Reasumując, jestem zwolenniczką naiwnego odważnego próbowania, idącego w parze ze szlfierką, a nie czekania na jakiś mityczny moment, w którym warsztat, piórka, publikacje itp. spowodują, że ktoś stwierdzi: jestem gotowy. Jak mam pomysł, to wyciskam z niego wszystkie soki, nim zblednie. Taka filozofia parę razy mnie zawiodła, ale więcej jednak nagrodziła. Zobaczymy, jak będzie tym razem.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Z innej beczki: pytanie do tych z Was, którzy napisali jedną lub więcej dłuższych form (w sensie: skończyli je, nieważne, czy wydane, czy niemogące znaleźć wydawcy, czy leżą w szufladzie). Czy jak raz już coś napiszesz i skończysz, to łatwiej jest napisać drugą powieść? I dalej trzecią, czwartą itp.? Łatwiej się zmotywować, ogarnąć, zaplanować? Czy jest tak samo?

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Na pozór wydawałoby się, że łatwiej – chociażby technicznie. Ale u mnie fatalnie z motywacją. Mam dwie rozpoczęte. Jedną kontynuację – ale za to na pewno nie wezmę się, chyba że komuś spodoba się pierwsza część. Drugą zupełnie inną – zaczęłam, spisałam plan, wyjechałam na wakacje i kompletnie jej już nie czuję.

Za to opowiadania strzelam jedno po drugim. Piszą się nie tylko łatwiej, ale przede wszystkim dużo, dużo szybciej. 

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Znam, dobre! :) 

“W pisaniu nie chodzi o silne ego. W ogóle nie chodzi o twórcę. Chodzi tylko o opowieści. Jeśli masz takie, które nie mogą się zmarnować – jesteś pisarzem”. ← propsuję, ale o tym trzeba się przekonać. Myślę, że piszący jest swoim największym wrogiem, na przykład jak ma za mało wiary albo za dużo. A to “trzeba się przekonać” byłoby moją odpowiedzią na pytanie Jose. Łatwiej mi się pisze kolejne książki, jeśli ktoś uznał poprzednią za wartą wydania. Jest motywacja, żeby następne były więcej warte. Kolejna książka, kolejne wyzwanie. Pytanie, czy ktoś wyzwania lubi. I czy może sobie na nie pozwolić. Pozwolić sobie na bycie uparciuchem, wiecznym uczniem, “desperatem/ką” ;)

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Mam wrażenie, że jak się już siada do pisania książki to trzeba ją napisać w miarę szybko. Bo w pewnym momencie tracimy odpowiednią fazę i potem to już jest tylko męczarnia z historią, ktorej tak bardzo chcemy się pozbyć ;P

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

“W pisaniu nie chodzi o silne ego. W ogóle nie chodzi o twórcę. Chodzi tylko o opowieści. Jeśli masz takie, które nie mogą się zmarnować – jesteś pisarzem”

A ja, tradycyjnie z kontry, dawno nie czytałem tak nadętych pierdół. A to osiągnięcie niebagatelne, bo zawsze jak coś napiszę, to i czytam.

na emeryturze

Z innej beczki: pytanie do tych z Was, którzy napisali jedną lub więcej dłuższych form (w sensie: skończyli je, nieważne, czy wydane, czy niemogące znaleźć wydawcy, czy leżą w szufladzie). Czy jak raz już coś napiszesz i skończysz, to łatwiej jest napisać drugą powieść?

Mnie absolutnie nie. Właściwie to nawet mniej mi się chce widząc, że kosztowało to tyle czasu i roboty i nie dość, że nie miało powodzenia, to jeszcze mnie też już się przestało podobać.

Ale miło poczytać ten temat i dowiedzieć się, że nie tylko ja stawiam na chaos, piszę fragmentami, a potem płaczę, że kompozycja do de i trzeba mnóstwo dopisać a jeszcze więcej wywalić, żeby całość miała jakikolwiek sens :P

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Popieram.

Piszesz i piszesz, końca nie widać, bohaterowie już Ci się znudzili, w międzyczasie dopadają Cię pomysły na fajne opowiadania, i w końcu zdajesz sobie sprawę, że

  1. piszesz dla przyjemności i to jest Twoje hobby, więc ma Cię nie męczyć, a odstresowywać – tak, to Gary ma rację
  2. pisanie opowiadań jest przyjemne, powieści nie, więc przerzucasz się na opowiadania
  3. po cholerę przez rok czy dwa pisać coś, co i tak po napisaniu, przestanie Ci się podobać

Dlatego piszesz opowiadania, a nie powieść. No, może skończysz ją kiedyś tam i znowu wrzucisz do neta.

To jest puste, ciągnie się w nieskończoność i… O mój Boże, tam jest pełno zaimków!

gary, ja kocham nadęte pierdoły! Tak można nazwać całą filozofię :p

 

Mirabell, tej twojej książki to ja nie przeżyję. Dla mnie była taka dobra :( Ale chyba potwierdzasz to, co napisałam: nie udało się, zapał spadł. W przeciwnym razie pewnie by wzrósł. A że przestało się podobać, to naturalne.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Nie pocieszacie ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

gary, ja kocham nadęte pierdoły! Tak można nazwać całą filozofię :p

Ale Naz filozofia filozofią, a pseudointelektualny bełkot blogerów z aspiracjami, pseudointelektualnym bełkotem blogerów z aspiracjami. Nie mieszajmy jedno z drugim, bo niektórzy filozofowie to byli jednak całkiem łebscy goście (w przeciwieństwie do blogerów z aspiracjami).

na emeryturze

Oj, nie wiem, którzy... A ja tam myślę, że ten bełkot jest całkiem pragmatyczny. W każdej kupie są kawałki jedzenia (przepraszam, nasłuchałam się ostatnio takich powiedzonek w knajpie).

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Naz, zmiłuj się nade mną. Pomijając już zabawowość faktu, że gość, który wydał jedną książkę publikuje perły własnej mądrości na temat tego, co to znaczy być pisarzem (jak dobiegnie trzydziestki, to pewnie sobie machnie autobiografię), to jeszcze wali frazesami i sloganami, które same w sobie nic nie znaczą, a w zależności od odbiorcy mogą znaczyć cokolwiek.

Rozbiję Ci to na czynniki pierwsze, żebyś zrozumiała, o co mi chodzi.

W pisaniu nie chodzi o silne ego.

W pisaniu nie chodzi też o biszkopty. Chyba, że akurat chodzi o biszkopty. Albo ego. Albo nie. A generalnie w pisaniu chodzi o to, żeby coś napisać.

W ogóle nie chodzi o twórcę.

W ogóle. Nic a nic. Dzieła pisane wylewają się do edytorów tekstów same.

Chodzi tylko o opowieści

Chyba, że akurat chodzi o coś innego. O kasę, na ten przykład.

Jeśli masz takie, które nie mogą się zmarnować – jesteś pisarzem

Mam wujka, który ma wiele opowieści, które nie mogą się zmarnować, więc zawsze się nimi chętnie dzieli. Takie o blondynkach, policjantach i łysych. I wujek, wytaw sobie, nie jest pisarzem.

na emeryturze

Atomizacja zawsze powoduje postmodernistyczne rozbicie, którego zwolenniczką nie jestem. Ja to zdanie rozumiem tak, jak od lat uważam – nie chodzi o mnie, tylko o opowieść. Zadaję sobie zawsze pytanie: czy zrobiłam dla tej książki wszystko? Jest dla mnie samodzielnym bytem, wyabstrahowanym od autora. Możecie w to nie wierzyć, ale nigdy nie chciałam zaistnieć przez opowieści, tylko by one zaistniały. Dlatego spropsowałam owo zdanie. Mój odbiór może być całkiem subiektywny, oczywiście, ale twój rozkład na czynniki mnie nie przekonuje co do bezwartościowości całości ;> 

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Pisarzem natomiast jesteś dlatego, że pisanie jest Ci niezbędne – chwalą Cię za to, czy nie”.

Jeżeli piszesz z serca, a nie z musu – jesteś po prostu pisarzem, niezależnie od wybranego medium ani przeszłych dokonań (lub ich braku”

Facet wcale, ale to wcale sobie nie przeczy ;)

To chyba nie jest dobry przykład. Albo inaczej rozumiem te dwa zdania. 

Bez atomizacji pozostaje jednak zbiór banałów. Z atomizacją w sumie też, ale jest zabawniej. ;)

Atomizacja zawsze powoduje postmodernistyczne rozbicie, którego zwolenniczką nie jestem. Ja to zdanie rozumiem tak, jak od lat uważam – nie chodzi o mnie, tylko o opowieść.

A ja nie jestem fanem nadinterpretacji. Ten fragment jest napisany w taki sposób, że możesz w niego włożyć właściwie dowolną treść i to właśnie z nim zrobiłaś, więc nic dziwnego, że Ci się podoba. Trudno, żeby twoje własne opinie nie wydały Ci się atrakcyjne.

Zadaję sobie zawsze pytanie: czy zrobiłam dla tej książki wszystko? Jest dla mnie samodzielnym bytem, wyabstrahowanym od autora. Możecie w to nie wierzyć, ale nigdy nie chciałam zaistnieć przez opowieści, tylko by one zaistniały.

Wiesz Naz, mam wrażenie, że czasami wpadasz w bardzo uduchowiony ton, kiedy piszesz o pisaniu. Dla mnie książka to zbiór zadrukowanych kartek, a pisarz, to ktoś, kto żyje z pisania. Oczywiście moje opinie w niczym nie są lepsze od twoich i przez myśl mi nie przeszło żeby krytykować twoje podejście, poglądy czy odczucia. Prawdopodobnie nie powinienem też nabijać się z gościa, który na własnym blogu prezentuje własne przemyślenia na użytek przede wszystkim znajomych i fanów. To nieeleganckie z mojej strony, ale zwyczajnie szlag mnie trafia, jak czytam, że ludzie opychają się taką pseudointelektualną papką i jeszcze głaszczą się po brzuszkach i mówią, że przepyszne.

Mój odbiór może być całkiem subiektywny, oczywiście, ale twój rozkład na czynniki mnie nie przekonuje co do bezwartościowości całości ;> 

Przekonać kogoś do czegoś w internetach? Ostatni raz udało mi się chyba w 2003,  a i to przypadkiem.

na emeryturze

Ależ ja, gary, bardzo lubię dyskusje z tobą i twoją krytykę. Mój nierealny idealizm jest niezbitym faktem. I to, że dla mnie książki (fantastyka) są ważniejsze od rzeczywistości. A także to, że to raczej... niezdrowe :P

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Książki są ważniejsze od rzeczywistości. To jedyny sensowny powód dlaczego mam kilka razy więcej książek niż przyjaciół. No, kilkanaście. Kilkadziesiąt?

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

1. Wartość semantyczna określenia “pseudointelektualna papka” dąży do zera. W dodatku wyrażenie to sugeruje, że istnieje intelektualna nie-papka, czyli to, co ja (podmiot) uważam za słuszne. Intelektualiści to dla mnie najbardziej podejrzana o nieistnienie z grup społecznych.

Wnioskuję tedy o nieużywanie tego wyrażenia w poważnych dyskusjach. Wnioskuję jednocześnie o nieprowadzenie poważnych dyskusji ;)

2. Nie ma co słuchać bajdurzenia pisarzy, bo ci zwykli koloryzować i robić wokół siebie wielkie halo. (tak, tak, autoironia mode)

3. Mało znam tak naprawdę “pisarzy”, ale za to sporo muzyków, a to jednak dość podobny światek pod względem korzyści z wykonywanej pracy, oceny osiągnięć i szansy odniesienia sukcesu. Znam wybitnie utalentowanych muzyków, którzy nic nie osiągnęli (choć co to znaczy?), bo nie chcieli się szarpać ze światem i znosić niezasłużonych upokorzeń. Albo nie mogli znieść myśli, że zawsze będzie ktoś lepszy od nich. Wielka szkoda. Znam też ludzi bez żadnych szczególnych zdolności, którzy próbowali tak długo i zawzięcie, że niemal do śmieszności, aż w końcu ktoś ich zauważył. I wiecie co? Talentu może nie mają, ale po latach tych zmagań stali się całkiem solidni. I znani. Tak więc tego...

4. W gruncie rzeczy zgodzę się z Naz, też piszę dla opowieści. Zawsze uważałem, że są fajne (bo na mnie robią wrażenie), dlatego pomyślałem, że warto się nimi podzielić. Niemniej gdyby wszyscy się nimi zachwycali, zamiast marudzić, to pewnie byłoby mi z tym znacznie lepiej ;) Od ego nie uciekniesz, w końcu siedzi ci w głowie.

5. Wracając do powieści... myślę, że do owego “ogarniania” też dobrze mieć talent, ale to o wiele za mało do napisania książki. Ja go akurat mam, rzekł nieskromnie, ale brakuje mi z kolei innych elementów układanki. Mało jest takich, co potrafią wszystko. Pozostaje zalać braki betonem.

6. Moim skromnym znów zdaniem, ćwiczenie pisania powieści poprzez pisanie opowiadań ma bardzo ograniczony sens. W drugą stronę – o czym sam się przekonałem – działa równie słabo.

(...)ćwiczenie pisania powieści poprzez pisanie opowiadań ma bardzo ograniczony sens. W drugą stronę – o czym sam się przekonałem – działa równie słabo.

Jak się nie odwrócisz to dupa z tyłu... Średnio to pocieszające dla kogoś, kto jeszcze nie spróbował, a w nawiązaniu do pytania Funa o moment, kiedy należy spróbować przygodę z pisaniem książki, to może dojść do wniosku, że lepiej nie próbować ;)

 

Zastanawiam się dalej, co czyni różnicę? Które elementy muszą grać/funkcjonować, aby się ten eksperyment (napisanie książki) powiódł? Bo rozumiem, że pomysł, warsztat i zawziętość to jedynie podstawa gwarantujące wyklepanie kilku tysięcy znaków z proporcjonalnie rosnącą irytacją i zniechęceniem. Może trzeba przy tym wszystkim zwyczajnie kochać ten proces, tak jak się powinno kochać, czyli tak samo mocno – niezależnie czy jest dobrze, czy źle ?

To dla przeciwwagi odpowiem na pytanie w temacie wątku:

 

Just do it!

 

 

 

Popieram Blackburna. Każdy sam musi dojść ze sobą do ładu i uznać: tak, to ten moment. Uda się albo nie, ale na pewno się nie uda, jeśli autor nie spróbuje. Na koniec może się oczywiście okazać, że autor dobrych opowiadań pisze beznadziejne powieści, ale może akurat powieść się uda, akurat trafi w dobry moment, zostanie wydana i dobrze przyjęta. Nigdy nie wiadomo ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Dokładnie Blackburn!

Przyczajony użyszkodnik

Morgiano

Napisałaś tu na forum 2321 komentarze.

średnio 660 znaków (biorę losowo wybrany)

czyli 2321 x 660 = 1531860 znaków.

 

Biorąc 600000 za wyznacznik dla jednej książki.

Napisałaś ich 25 i pół.

 

Wnioski wyciągnij sama.

 

Pozdrawiam smiley

 

P.s. I przeczytaj teraz na głos komentarz Blackburna!

 

 

Zapraszam: www.jacek-lukawski.pl

Yeah!

 

Gość jest naprawdę “dobry”. ;)

 

Jacku, przekonałeś mnie. Idę odpalić edytor. ;) LaBeouf, też jest niezły. ;)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Po namyśle stwierdzam, że ważniejszym zagadnieniem jest nie jak zacząć pisać książkę, tylko: jak skończyć pisać książkę?  ; /

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Jose: Wyłączyć internet.

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Tak, właściwie chciałem powiedzieć dokładnie to, co Blackburn.

Jose, ja dzielę na tomy, inaczej też miałabym problem. Mam zaczęte w ten sposób dwie serie, po trzy tomy (w planach) każda.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Bardzo zabawne, Wy żartownisie ; p

 

Gorzej, jak czegoś nie da się na tomy podzielić. I niby wiesz, gdzie jest koniec, ale niespodziewanie między punktem, w którym akurat jesteś, a tym końcem, rozlewa się ocean słów i zaczynasz w nim tonąć...

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Już dawno nie czułam tak mocno, że jestem zwycięzcą :D

Świetny wątek!

Śledzik ;)

Zawsze można spróbować w NaNoWriMo, ale przyznam, że dla mnie to była jedna wielka frustracja.

Nie wiem co by trzeba zrobić, zeby napisać powieść w miesiąc... Poza byciem Remigiuszem Mrozem ;P

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Chyba chciałaś napisać Kingiem. ;)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Bo ja wiem? Remigiusz Mróz chyba pisze więcej książek rocznie od Kinga ;)

Nie wiem co by trzeba zrobić, zeby napisać powieść w miesiąc... Poza byciem Remigiuszem Mrozem ;P

Phil Dick korzystał z dobrodziejstw amfetaminy. Podobno potrafił nastukać sześćdziesiąt stron dziennie.

Inna sprawa, że gdyby człowiek miał czas, siłę i determinację, żeby usiąść i codziennie tłuc literki przez osiem godzin, to w miesiąc by się pewnie ze średniej długości powieścią wyrobił.

na emeryturze

Nie wiem co by trzeba zrobić, zeby napisać powieść w miesiąc... Poza byciem Remigiuszem Mrozem ;P

Ale to tylko 50k słów, 1776 słów dziennie, czyli jakieś 10k znaków – tyle, ile sama mówiłaś, że piszesz codziennie. Z motywacją z forum (dużo osób z Polski bierze w tym udział i forum w poprzednich latach było bardzo aktywne) spokojnie da się tyle wymęczyć przez miesiąc. A zawsze jakieś pół powieści będzie się do przodu :)

Staram się pisać. Na razie zbieram siły na korektę i odkurzam niedokończone opowiadania ;P

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Pisanie powieści trwa u mnie zdecydowanie za długo. Dzieci mi prawie podorastały w międzyczasie. Teraz, gdy czasu mam nieco więcej, postanowiłem jednak poprzeć praktykę odrobiną teorii. I okazało się, że wypadałoby zacząć wszystko od nowa. 

Na zdjęciu uchwycona została teoria.

 

Po przeczytaniu spalić monitor.

O nie, nie mów mi, że kupiłeś książkę Winiarskiego?! :<

Kupiłem i wielce sobie cenię wiele rad w niej zawartych. Jeszcze żebym tylko wiedział jak, i potrafił je wykorzystać w praktyce w swoich tekstach... Miałbym bestseller ;)

Po przeczytaniu spalić monitor.

A te książki czymś się od siebie różnią? Nie są ze sobą sprzeczne? 

Hmmm. Różnią się i nie różnią. Z każdej można coś ciekawego wyciągnąć. Jednej uniwersalnej metody nie ma. Książki Kinga I Zuckermana śmiało mogę polecić. Bonda i Winiarski napisali kompendium z tego czego uczą na warsztatach zapewne. Sporo “technicznych” tricków, podstaw budowania i prowadzenia fabuły, konstruowania postaci itd. King pisze od serca i nie podręcznikowo. Zuckerman był agentem i pomagał redagować wiele popularnych pozycji. Przeprowadza analizę wybranych utworów drobiazgową. Na pewno wszystkie pozycje ze zdjęcia są ciekawe. Swain pisze interesujące rzeczy ale z denerwującą manierą. Zbiór “Jak zostać pisarzem” to najmniej związana z “tym jak ​zostać pisarzem”​ pozycja.

Po przeczytaniu spalić monitor.

King pisze od serca i nie podręcznikowo.

Choroba, to chyba się skuszę...

Książka Kinga ma dwie części i dwa oblicza. To połącznie autobiografii z  poradami opartymi na własnych doświadczeniach. Do tego anegdoty, źródła pomysłów, swoisty dziennik pisarza, sporo zwierzeń (także osobistych). Świetna lektura sama w sobie. 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Podręcznik Kinga jest bezcenny. A początkowa anegdota jak wysadzili prąd na osiedlu wraz z bratem doprowadziła mnie do histerycznego płaczu ze śmiechu.

Winiarskiego natomiast nie dałam rady. Byla jeszcze książka Kresa w tej tematyce.

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

No i czar prysł... Jestem egoistą pod tym względem, zupełnie mnie nie interesuje, co King przeżył, ani co go śmieszy. A z pozostałych? Która jest z suchymi danymi, ale przystępnie podanymi? :)

Kresa wystarczy dziesięć przykazań, dosadne ale ciekawe :)

Tak, ale u Kinga widzisz jak pewne doswiadczenia zaowocowały konkretnymi literackimi wynikami.

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

E tam, mam swoje życie i swoje doświadczenia. Ja chcę się nauczyć języka pisarza, żeby dogadać się z czytelnikiem, żeby mnie zrozumiał, żebym do niego nie bełkotał.

Dokładnie Ceterari. Dokładnie.

Kresa czytałem kiedyś na bieżąco w Feniksie czy SFiF. Ale zakupię na pewno. Kinga będę polecał każdemu bo to po prostu fajna książka jest nie tylko dla ludzi pióra. Suche dane to u Bondy chyba najprzystępniejsze. 

Po przeczytaniu spalić monitor.

A z pozostałych? Która jest z suchymi danymi, ale przystępnie podanymi? :)

Bondę i Swaina możesz znaleźć na chomiku. Chociaż osobiście jakoś specjalnie nie polecam, obie książki na poziomie dla bardzo, bardzo początkujących.

Ale polecasz ją? Nic jej nie czytałem, a niektórzy mówią, ten tego, że to blondynka...

Ach, dzięki Kam, no ja już jestem pisarzem, więc Bonda jednak nie dla mnie.

Pozdro :)

 

Jak ktoś jeszcze pochwali Kinga, to może pomyślę. Ech, nie, z myśleniem u mnie słabo...

Nie wiem. Karierę zrobiła niezłą i utrzymuje się tylko z pisania powieści, znaczy się, wiedzę ma na pewno. Możliwe, że tylko ja nie znalazłam tam nic dla siebie.

Jak napisałem wcześniej, polecam od serca Kinga i Zuckermana. Reszta to swego rodzaju podręczniki. Na pewno lepsze i bardziej zaawansowane niż jakiś “Kurs pisania powieści dla bystrzaków”​ (to chyba kiedyś była seria dla idiotów).

Ja sam szukam jeszcze takiej pozycji: “Jak napisać powieść”  Nigel Watts. Może ktoś czytał i wypowie się czy warto szukać dalej.

Po przeczytaniu spalić monitor.

A mogę wiedzieć czemu uważasz rady Winiarskiego za cenne? Przecież on ani nic nie wydał ani nikt po jego warsztatach żadnego bestsellera nie napisał.

Ponieważ to nie tylko rady Winiarskiego są tam zawarte (poza jego przemyśleniami) ale przytaczanych jest sporo poglądów innych osób, teoretyków literatury, pisarzy itd. Winiarski przecież nie wymyślił tych wszystkich teorii (poczynając od podstaw i chociażby Arystotelesa) poglądów i porad tylko je zebrał w swojej książce i opatrzył komentarzem.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Za Kinga się kiedyś zabrałem i część biograficzną bardzo dobrze mi się czytało, natomiast gdy doszedłem do konkretnych porad, to zwątpiłem, a wkrótce lekturę przerwałem. O ile jakaś taka przaśność w opowiadaniu historii swojego życia ma rację bytu, tak utrzymywanie jej w części czysto technicznej wyglądało, jakby King zwracał się do debila. I te arbitralne hasła w stylu “przysłówek to twój wróg!”. Lol, no też nie jestem fanem przysłówków, ale z wywodu Kinga wynikało, że absolutnie powinienem ich nie używać bo olaboga co to będzie. Choć istnieje również możliwość, że forma poradnika pisania sama w sobie mi nie spasowała, gdyż żadnego innego podobnego dzieła już nie tknąłem.

@mr.maras, ostatnio Pilipiuk polecał Wattsa. Jak znajdziesz dwa egzemplarze daj mi znać.

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Nie ma sprawy. Rozesłałem wici po antykwariatach w całym kraju i szukają dla mnie. Jak znajdą się dwa egzemplarze będę widział co zrobić z drugim Ceterari.

Po przeczytaniu spalić monitor.

A propos pytania zawartego w temacie tego wątku. Mam pewną sugestię. Przede wszystkim należy wyłączyć telefon, zgasić telewizor i radio, w komputerze pozamykać wszelkie przeszkadzacze i odpalić samego worda. Po napisaniu planu (albo i bez planu) i rozpisaniu wątków, i relacji między postaciami, zasiąść do właściwego tekstu. Po kilku stronach drukujemy i zasiadamy do wersji papierowej. Każdy kto lubi czytać i marzy o publikacji na papierze powinien pomacać i poczuć swój tekst czytany z kartki, a nie z ekranu. Zupełnie inne rzeczy (w tym błędy) dostrzegamy spoglądając na wydruk, a inne patrząc na monitor komputera.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Skoro już przykazania pisarskie to i Rymkiewicz takie popełnił w rozdziale 45 Kilku szczegółów.

W posiadanym przez mnie wydaniu z 1994 ARCANÓW to strony 267-269.

Odjazd.

Rzeczka nieduża i niegłęboka, choć przebyć ją łatwo, bo tu wszędzie same płycizny, to most na niej. A na moście mytnik z kilkoma zbrojnymi pomocnikami.

O, coś jeszcze przyszło mi do głowy – sporą część moich tekstów pisałam ręcznie (głównie z racji przebywania na zadupiu, a nie idei, ale nie o to chodzi ; p). Lubię ten system, bo przy przepisywaniu na komputer właściwie człowiek od razu robi pierwszą redakcję.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

przysłówek to twój wróg!

I niech żyje pokój między narodami! :P

 

Winiarskiego akurat dostałam i w sumie dobrze się czyta – przynajmniej jego część, bo książkę pisał z jakąś swoją podopieczną (ponoć znaną pisarką), która niemiłosiernie przynudza. Bo sam Winiarski pisze dość prosto, choć może najciekawsza jest część ostatnia, o rynku księgarskim, redakcji, chyba były tam też wywiady z agentką literacką (o tym, czemu w Polsce to tak mało popularny zawód :D) i specjalistką od prawa autorskiego. Bo poza tym wydaje mi się, że o ile z warsztatów może i można coś wyciągnąć (choć nie wiem, czy więcej niż z informacji zwrotnej od różnych redakcji czy choćby użytkowników NF), to czytanie porad tego czy innego speca da niewiele. 

 

Nigdy nie drukuję swoich tekstów celem zrobienia redakcji, mój wewnętrzny ekolog się na to nie zgadza :P Dobrym sposobem jest przerzucanie na Kindle’a. A pisanie ręcznie to inna bajka, nigdy nie próbowałam bo nie lubię pisać ręcznie, ale ponoć Tołstoj przepisywał “Wojnę i Pokój” kilka razy :)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Mnie nerwica bierze jak mam rozczytać notatki z wykładów, w życiu bym się tak nie katowała dobrowolnie. Ale podobno jest w tym szaleństwie jakaś metoda – Bonda w swoim poradniku mówiła, że pisanie ręcznie jest dobre, bo aktywizuje prawą półkulę mózgu odpowiedzialną za kreatywność. Hmm :)

Pamiętam, że lubiłem pisać powieści ręcznie. Szczególnie jak miałem 7 czy 8 lat :) Niestety, żadne z tych wiekopomnych dzieł nie zostało ukończone, ale nie tracę nadziei.

 

o książkę pisał z jakąś swoją podopieczną (ponoć znaną pisarką)

I to jest dobre podsumowanie tej książki :)

 

Mnie nerwica bierze jak mam rozczytać notatki z wykładów, w życiu bym się tak nie katowała dobrowolnie.

Masz 23 lata, znaczy... pewnie jakiś 4 rok i nadal robisz notatki na wykładach? Wytrwała jesteś :)

Berylu, powieść w wieku 7-8 lat? Zaimponowałeś mi.

Uważaj, Kam nie lubi gadki o wieku ;)

nadal robisz notatki na wykładach?

Czasem trzeba :(

Ja mówię tylko za siebie. Ekologia? Oczywiście! Ala naprawdę wgląd w wydrukowany tekst bardzo pomaga. Podobnie jak czytanie na głos. Wydrukowane (małą czcionką) opowiadanie nie idzie na marne. Z drugiej strony kartki można zapisać tysiąca albo grę w kości. ;)

Po przeczytaniu spalić monitor.

Toż drukowanie jednostronnie jest jeszcze bardziej nieekologiczne! ;)

 

Z innej beczki – na komputerze pomaga sprawdzanie tekstu przy zmienionej czcionce. Nie wiem, jak to działa, ale działa, opowiadanie wygląda zupełnbie inaczej.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

A co myślicie o tym, by ktoś, kto zna krajemar i Jacka_Ł poprosił ich, by wypowiedzieli się tutaj? Myślę, że mogliby wiele wnieść do dyskusji.

I Dzikowego :) 

 

Kam_mod, a co stoi na przeszkodzie, byś sama ich zaprosiła do dyskusji? To przecież tacy sami użytkownicy, jak wszyscy inni. I z tego, co wiem, nie gryzą ;) 

 

Edyta.

Ok, widzę, że Marta ma wyłączone PW. Napisałam więc do niej prywatnie. Wiem jednak, że jest w rozjazdach, na konwentach itp. więc nie wiadomo, kiedy odbierze moją wiadomość i czy i kiedy znajdzie chwilę, żeby tu zajrzeć. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Nie rozpraszajcie krajemar dopóki mi nie autoryzuje wywiadu! :P

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Hej.

Na prośbę Kam-Mod “zdradzam” jak pisanie debiutu wyglądało u mnie.

KONIECZNIE proszę czytać z przymrużeniem oka (najlepiej po piwie... Chyba, ze upijacie się na bojowo, to wtedy lepiej nie).

 

Chciałem napisać książkę.

NIE opowiadanie, NIE posty na forum, NIE fraszkę, NIE list.

Książkę.

Ograniczyłem do minimum gry, fora, wywaliłem konto na facebooku i ogólnie z internetu korzystałem sporadycznie. Tu istotna uwaga: świat się przez ten czas nie zawalił, a na dodatek człowiek był weselszy wink

Kolejny krok: Siadłem i napisałem książkę.

 

Technicznie:

– Na początku zarysowałem szkic fabuły i jej punkty zwrotne. Reszta powstawała w trakcie pisania. Dla mnie ten sposób jest najlepszy, bo nie ograniczam sam siebie szczegółowymi wytycznymi. Owszem, miałem sprawę nieco uproszczoną, bo świat już sobie wcześniej rozwinąłem, ale i tak w trakcie pisania uległ ogromnym przeobrażeniom. Z perspektywy patrząc: śmiało można siadać z zalążkiem uniwersum i koncypować je w trakcie pisania dbając o to, aby było logiczne.

– Nie korzystałem z pomocy innych, w sensie betowania. Jedynym odstępstwem było wrzucenie tu na forum dwóch rozdziałów po to aby sprawdzić, czy ktoś postronny zdoła je przeczytać i nie uzna za porażkę. (Zdaję sobie sprawę, że betujący pozwolili by mi uniknąć części błędów i ogólnie są w modzie, ale nie potrafię się do takiej formy przekonać. Nie lubię wyręczać się innymi. Książkę traktuję staroświecko – trochę jak łóżko w którym miejsce jest tylko na dwie osoby: autora i redaktora wink Reszta to byłoby już rozmienianie się na drobne. Nie znaczy to, ze komukolwiek odmawiam takiej formy pracy nad tekstem. Broń Boże! )

– Nie przejmowałem się do przesady błędami. Oczywiście dołożyłem wszelkich starań, aby było ich jak najmniej i zarywałem w tym celu noce, ale wyszedłem z założenia, że skoro wydawnictwo płaci korekcie to chyba jest gotowe na jakieś drobne wpadki raz, na kilka stron. (Ktoś tu na forum napisał kiedyś, że dziwi go fakt, iż osoby nie piszące super poprawnie wydają książki. Mnie (jako dysortografika)  dziwi za to, że ci “superpoprawni” nie wydają wink )

– Zajęło mi to rok ciężkiej pracy bez taryfy ulgowej. Zarywane noce na klepanie w klawisze i research, ślęczenie nad topornością tekstu, próby pokonywania własnych ograniczeń (brak warsztatu) i frustracja, gdy kończyło się to fiaskiem. Mimo to cieszyłem się, że piszę i spełniam marzenie. Na koniec miałem swoją książkę i świadomość, że mogłaby być sto razy lepsza gdyby napisał ją ktoś inny laugh Miałem jej nawet nie rozsyłać po wydawnictwach, nie wierząc w to, że ktoś będzie chciał wydać, ale ostatecznie wygrała konsekwencja. Skoro powiedziałem “A” to trzeba było powiedzieć też “B”.

– Gdzieś musiałem dorwać bonus +100% czystego farta.

 

Tak to mniej więcej wyglądało u mnie.

Po czasie wniosek z tego wszystkiego wyciągnąłem następujący: “trzeba robić swoje najlepiej jak się umie i nie patrzeć na innych. Uda się – super, a jeśli nie – trudno, ale przynajmniej człowiek wie, że spróbował i zrobił to dobrze. ”

 

Pozdrawiam serdecznie!

 

P.s. Sarkam na betowanie i na pisanie wszystkiego, co popadnie, bo sam nie potrafię być tak aktywny i muszę się jakoś podnieść na duchu. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie blush

 

 

 

 

 

Zapraszam: www.jacek-lukawski.pl

Jacku, a mógłbyś doprecyzować kilka rzeczy, jeśli możesz? W czasie pisania książki...

  1. Praca na etacie (nie związana z pisaniem książki)?
  2. Własna firma?
  3. Własna (czyli żona, dzieci, pies itd) rodzina?
  4. Inne regularne zobowiązania?

Pozdrawiam.

Darcon

Praca na etacie 8h dziennie plus częste nadgodziny. Generalnie większość dni wracałem (i wracam) tak padnięty, że jeśli zmusiłem się do napisania połowy strony to był dla mnie sukces.

Zobowiązania: Żona, zwierzaki i proza życia.

Firmę zamknąłem tuż przed tym, jak siadłem do pisania (business się nie udał – kilka lat psu w dupę.) W sumie to książka była dla mnie ucieczką by o tym nie myśleć.

Pozdrawiam

Zapraszam: www.jacek-lukawski.pl

Dzięki, Jacek! Super, że się z nami tym podzieliłeś :)

 

A długo szukałeś wydawcy?

I do ilu wysłałeś, a ilu Ci odpowiedziało?

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

To mnie podbudowałeś!

Firma, cóż... Doświadczenie Twoje, pieniądze rzecz nabyta, a stracony czas jak widać przekułeś w sukces. ;) Zerknąłem w w linki i dopiero teraz poznałem, że mam Twoje książki na półce. :) Czekają co prawda w kolejce do czytania, ale są. :) Przepraszam, ale mam słabą pamięć do nazwisk, ale poznałem okładki i tytuły.

Na prośbę Kam_mod

To miał byś pastisz, krótka krotochwila planowana na 20k znaków, może więcej. Trochę się rozrosło, bo bohaterów skonstruowałem do zupełnie innej historii i gdybym ich “wtłoczył” w zaplanowaną opowieść, po prostu by kłamali.

Klepałem z doskoku, jak zresztą wszystko. Jak miałem wolne dwa dni, to pisałem na hejnał dobę lub więcej i wtedy powstawało 80k znaków, z czego czasami zostawała całość, a czasami nic. Ale też miałem kilkutygodniowe okresy, kiedy nie tykałem tekstu w ogóle.

Kwestie merytoryczne rozstrzygałem na bieżąco konsultując się ze specjalistami. Jeżeli nie miałem jakiejś odpowiedzi, po prostu przestawałem pisać.

Risercz w terenie też robiłem bardzo rozległy, ale przydał się głównie w dialogach do postaci epizodycznych.

Gotową powieść wysłałem najpierw do jednego wydawnictwa, gdzie utknęła w limbo na dwa lata. Potem do kilku innych i złapało po kilku miesiąca.

 

Drugi tom miał być opowiadaniem – spinką pierwszego tomu – ale się niefortunnie rozrosło.

"Białka były czerwone, a źrenice większe niż całe oczodoły"

Kam_mod

Bemik

Bazowo do 21 wydawnictw.

Pierwsze odpowiedzi odmowne spłynęły już tydzień później (łącznie siedem).

Pierwszą propozycję wydania dostałem po miesiącu. Potem przyszła jeszcze jedna.

Do reszty wydawnictw napisałem prośbę o wycofanie tekstu z kolejki recenzenckiej więc nie wiem ilu wydawców by mnie ostatecznie olało.

 

Darcon

Jeśli sięgniesz kiedyś pamiętaj, aby mocno przymykać oko na potknięcia debiutanta.

Rozumiem, że Ty również masz problemy ze znalezieniem czasu i siły na pisanie? Da się więc walcz! Tak naprawdę nie ważne jak duże kroki robisz i jak częste, ważne abyś posuwał się wciąż do przodu. Za kilka lat nikogo nie będzie interesowało, ile wyrzeczeń kosztowało Cię pisanie, będzie liczyła się tylko Twoja książka na półce w księgarni.

 

Pozdrawiam

Zapraszam: www.jacek-lukawski.pl

Pierwszą propozycję wydania dostałem po miesiącu. Potem przyszła jeszcze jedna.

Wow! Spodziewałam się czegoś innego :D

Kam_mod

 

To był czysty przypadek i nieziemski fart. Wstrzeliłem się idealnie w moment w którym wydawnictwo podjęło decyzję o tym, że zacznie inwestować w fantastyczne debiuty.

Dziś czekałbym pewnie z pół roku lub nie doczekał się nigdywink

Zapraszam: www.jacek-lukawski.pl

Jacku, a jaką objętość miał tekst, który wysłałeś do wydawnictw? ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

 

Jacku, a jaką objętość miał tekst, który wysłałeś do wydawnictw? ;)

Propozycja wydawnicza miała: 592148 znaków.

Pozdrawiam

Zapraszam: www.jacek-lukawski.pl

Dzięki! ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Szczerze mówiąc, coraz bardziej przekonuję się do następującego planu:

1)Nie zaczynać.

2)Patrz punkt 1.

 

To po prostu przerażające, ile stopni trudności dzieli powieść od opowiadania :(

Precz z sygnaturkami.

Powtarzać będę wszem i wobec: zacząć jest łatwo, to skończenie jest trudne.

 

A jak już masz powieść, to nawet jeśli nie znajdziesz wydawcy, to wspaniałe doświadczenie i satysfakcja, do tego nauka, której nie da Ci nic innego. Moim zdaniem warto próbować ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Joseheim, jedna uwaga do Twojego pytania o objętość propozycji wydawniczej. Uwaga nie moja, ale kilkorga wydawców: wysyłajcie utwory skończone, dopieszczone, odleżane. Różne wydawnictwa mają różną politykę odnośnie do nadsyłanych tekstów, ale raczej nikt nie właduję kilkudziesięciu tysięcy w debiut, który nagle się urywa i albo trzeba dopytywać o resztę pliku, albo wręcz czekać aż “się dopisze”. A skończenie powieści jest trudne, bo trzeba w pewnym momencie po prostu skończyć. ;)

"Białka były czerwone, a źrenice większe niż całe oczodoły"

Do głowy by mi nie przyszło wysyłać coś niezakończonego ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

No właśnie. Ja też nie twierdzę, że zacząć jest trudno. Ale z uwagi na dwie miriady miriad problemów, jakie piętrzą się nad autorem m/w w połowie książki, dochodzę do wniosku, że lepiej było nie zaczynać...

Precz z sygnaturkami.

Niebieski kosmito, jakie to problemy? Ja żadnych fabularnych nie napotkałem, tylko faktograficzne, które wymagały sprawdzenia, ale to się niczym nie różni od riserczu do opowiadania. Z drugiej strony zwróć uwagę na ułatwienia: nie musisz co chwilę wymyślać bohaterów, masz od cholery miejsca na ich rozwinięcie. Nawet możesz pierdzielnąć opis przyrody raz na 100 stron bez obaw, że przesadzisz z objętością.

"Białka były czerwone, a źrenice większe niż całe oczodoły"

Mam wrażenie, że pękł mu po prostu dolny odcinek kręgosłupa. Niestety, ale wygląda to na zdecydowanie ciężką, mozolną (nawet jeśli mowa o własnej fantazji) i najczęściej nudno-wtórną pracę  – którą po prostu trzeba lubić. Coś za coś.

Ale z uwagi na dwie miriady miriad problemów, jakie piętrzą się nad autorem m/w w połowie książki

Mam wrażenie, że (szczególnie przy pisaniu z przerwami) największym problemem jest spamiętanie, kto co gdzie i jak w którym momencie.

 

Ja żadnych fabularnych nie napotkałem, tylko faktograficzne, które wymagały sprawdzenia

Dzikowy, a ja mam pytanie personalne :D Bo czytałam Czarownicę i w trakcie lektury byłam bardzo zaskoczona tym, jak ją przeciąłeś na dwie różne historie. Zaplanowałeś to tak czy w pewnym momencie znudziłeś się wikarym? :D

W pewnym momencie bardzo wnikliwy betujący spytał, czemu nazwa miasta wróciła do brzmienia sprzed 2 wś i to w wersji potocznej, i poszedłem to wyjaśnić.

Poza tym chciałem spróbować konstrukcji symetrycznej, w której dwa razy piszę to samo.

"Białka były czerwone, a źrenice większe niż całe oczodoły"

Napisać, skończyć... to jednak nie takie trudne w porównaniu do stworzenia dobrego streszczenia, które życzy sobie dostać większość wydawnictw :P

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

O, właśnie! Ja też myślę, że z tym streszczeniem będę miała większy problem niż z samą książką. :)

Nienawidzę streszczać własnych tekstów...

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Taa, zadanie chyba z góry skazane na porażkę. Zawsze możecie pocieszać się tym, że to nie Wasze streszczenia wydają się złe, tylko 90% streszczeń (tak, statystyki z dupy) brzmi beznadziejnie, zwłaszcza jeśli wiemy, co naprawdę jest w tekście. Ja sama musiałam ostatnio nakłamać w streszczeniu, żeby w ogóle zmieścić się w limicie znaków. Już pomijając fakt, że pierwszą połowę tekstu trzeba było upchnąć w dwóch zdaniach, bo alternatywą było jakieś dziesięć, co oczywiście nie wchodziło w grę. A jak ktoś jeszcze napisze coś z wymyślną formą, nieliniową chronologią czy innymi bajerami, a wydawnictwo ma podjąć decyzję na podstawie streszczenia, to już chyba w ogóle tragedia dla autora.

Uff, a obawiałam się, że to tylko ja tak mam. Kiedy próbuję w kilku zdaniach ująć jakikolwiek mój pomysł, zawsze brzmi to beznadziejnie ; /

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Jeszcze lepiej: W jednym

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Jestem! :D

Wywołana przez kam_mod i za szturchnięciem śniącej niniejszym przybywam, chociaż sprawa jest tak indywidualna, że nie sądzę, żebym mogła komukolwiek cokolwiek doradzić.

Ja najpierw układam plan, dopiero potem piszę. Wydaje mi się, że jeśli nie będę wiedziała dokąd zmierzam, jak zamierzam historię skończyć, to fabuła mi się rozlezie, sceny będą zbyt długie, bezsensowne. Przeczytałam gdzies kiedyś, żeby przy pisaniu stosować bezwzględnie brzytwę Ockhama – zastanowić sie co ta scena, dialog, postać wnoszą do książki. Jeśli nie niosą wartości dodanej, są watą i nudą. Czasem wartością dodaną jest samo stworzenie nastroju, czasem ukazanie postaci z nieznanej dotąd strony, a czasem spowolnienie zbyt wartkiej akcji. To wystarczy. Ale jeśli nie, tniemy. U mnie się to dobrze sprawdza. Czyli plan znany z góry to u mnie podstawa. Oczywiście czasem punktem planu jest “i tu walka i pokonują pana X”. Nie mam pojęcia jak go pokonają, ale już wiem, że wszystko ma z wolna prowadzić nas ku tej scenie.

Poza tym ja lubię wiedzieć, jak zamierzam wyjaśnić tajemnicę, żeby móc zostawiać po drodze tropy (czasem umyślnie mylące, ale tropy). Przecież rozwiązywanie zagadki to jedna z czytelniczych przyjemności.

Znam autorów, którzy pisząc sami nie wiedzą dokąd zaprowadzi ich tekst i dla nich to jest część zabawy. Dla mnie przyjemnością jest snucie zagadki. A żeby to dobrze zrobić muszę sama znać odpowiedź.

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

O, krajemar! Przypomniało mi się, że mam sprawę do ciebie. Właśnie związaną z twoimi doświadczeniami. Biegnę do ciebie pisać.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Tak tylko powiem, że jednak dołączam do NaNo. Mam straszliwy problem z ukończeniem mojego pomysłu, a ostatnie miesiące stworzyłam sporo materiału jak biografie postaci, ważniejsze wydarzenie etc.

W ostatnich dwóch latach w Nano nic mi nie wychodziło (ba, nawet skasowałam profil), więc do trzech razy sztuka. Może wreszcie ukończę pierwszą wersję. I nawet jeśli będzie źle, to wreszcie skończę tekst (albo chociaż dobiję do 50 000) :)

Powodzenia!

 

Ja przy małym dziecku nie miałabym szans poświęcić się NaNoWriMo. Ale nadal staram się pisać mój 1000 znaków dziennie i na razie daję radę, więc nie narzekam.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Nie dziękuję, Jose :)

 

Nie mam latorośli, ale pracę w dziwnych godzinach i na wyjazdach. Wiem, że to będzie utrudnieniem, plus szkolenia weekendowe. Ale co tam, znajdę czas na pisanie i tak. Zbyt długo się lenię... nie powiem, że całe lata. 

Motywacja jest najważniejsza, a jeśli dzięki NaNoWriMo napiszesz choć kilkadziesiąt tysięcy znaków, znaczy, że warto ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Jose, moje wielkie marzenie, żeby tyle napisać.

To ja jeszcze chciałabym oficjalnie zaprosić do zabawy i podrzucić linka do forum. Na forum NaNo panuje sympatyczna atmosfera, zdecydowanie niepoważna (nacisk na samozachwyty i współ-motywowanie się do pracy), dużo miłości i jednorożców.

W tym momencie jest tam nas ponad dwieście osób, więc dzieje się dużo. W większych miastach odbywają się NaNo spotkania. W tym roku wśród uczestników mamy między innymi Martę Krajewską, Annę Hrycyszyn i Annę Kańtoch.

Startujemy dzisiaj o północy. 

To co, kto chętny?

 

LINK DO FORUM

 

PS. Pamiętajcie, nawet 10 tysięcy do przodu to sukces, więc warto dać sobie szansę!

O wow, takie sławne nazwiska nanują? Dobrze wiedzieć, że jesteśmy w tak zacnym towarzystwie. Aż mam ochotę pododawać jako writing buddies ;)

Ja robię własną wersję NaNo – miesiąc na korektę książki... Przynajmniej mam realne szanse :D

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Jeszcze w temacie pisania książki, kilka słów o “Galeriach” Kresa:

W końcu zapoznałem się z "Galerią złamanych piór" (w trakcie czytania) i "Galerią dla dorosłych" (przeczytana) i żałuję, że nie zrobiłem tego przed rozpoczęciem przygody "pisarskiej".

 

W każdym razie polecam każdemu, kto myśli o pisaniu, uważną lekturę obu pozycji.

Ostrzegam jednak, że to nie jest podany na tacy "przepis na bestseller". Kresa należy przeczytać ze zrozumieniem, przemyśleć i wyciągnąć własne wnioski, a potem wrócić do ciężkiej pracy smiley

 

Naprawdę warto, a nawet – w dobie “internetowych poradników” i dziwnych pomysłów – pokuszę się o stwierdzenie, że “Galerie” to lektura kluczowa.

 

Pozdrawiam

Zapraszam: www.jacek-lukawski.pl

Galerii nigdzie nie można kupić ;)

Ale można znaleźć na chomiku.

Faktycznie :)

Znalazłem na chomiku jedną z tych książek.

 

 Dojrzały autor (...) Ma ponadto własny styl – to jest zbroja, której

nawet trudno się pozbyć, by przywdziać cudzą; cóż do-

piero nazuć jedną na drugą.

Pacz, Darconie! Kolejny autor głosi herezje! ;)

Mówisz, panie Jasnastrono? :)

To patrz, co jeszcze powiedział wyżej wymieniony. ;)

Po ósme, dziewiąte i dziesiąte: KSIĄŻKI SĄ DLA LUDZI, MAJĄ SŁUŻYĆ DO CZYTANIA. Jeśli ktoś już postanowił zostać pisarzem (pomimo, iż dowiedział się z siódmego przykazania, że może być kimś innym) to powinien produkować książki, nie zaś książkopodobne grania własnej duszy. A do cholery z jego duszą. Każdy (bo także czytelnik) ma własną duszę, a jak nawet nie ma duszy, to i tak ma swoje granie, więc nie musi płacić za cudze. Książka zawierająca granie duszy autora powinna być uczciwie zatytułowana „Granie mojej duszy". Zobaczymy, czy ktoś to kupi.

 

Teraz pytanie, czy zbroja i granie duszy to jeden pies. Chyba pobłądziłem w tych metaforach...

Po ósme, dziewiąte i dziesiąte: KSIĄŻKI SĄ DLA LUDZI, MAJĄ SŁUŻYĆ DO CZYTANIA. Jeśli ktoś już postanowił zostać pisarzem (pomimo, iż dowiedział się z siódmego przykazania, że może być kimś innym) to powinien produkować książki, nie zaś książkopodobne grania własnej duszy. A do cholery z jego duszą. Każdy (bo także czytelnik) ma własną duszę, a jak nawet nie ma duszy, to i tak ma swoje granie, więc nie musi płacić za cudze. Książka zawierająca granie duszy autora powinna być uczciwie zatytułowana „Granie mojej duszy". Zobaczymy, czy ktoś to kupi.

Niech zgadnę. Autor pewnie pisuje high fantasy, w którym kradnie na przemian od Tolkiena i Sapkowskiego i w którym biją się magowie, ale pewnie dla niezpoznaki nazywani jakoś inaczej.

na emeryturze

Gary, czy Ty próbujesz kpić sobie z Kresa?

 

MrBrightside

Dwa cytaty wyrwane z kontekstu starasz się ze sobą zestawić? To nie jest najlepszy pomysł, acz – w pewnym sensie – dobrze obrazuje problem dzisiejszego “internetu” wink

Przeczytaj całość, przemyśl, wnioski wyciągnij własne.

Zapraszam: www.jacek-lukawski.pl

Mówiąc szczerze, to autora znam tylko z tego, że napisał poradnik. Żadnych innych dzieł nie kojarzę – problem ze mną, czy pisarzem?

Właśnie otworzyłem wikipedię. Pierwsze zdanie. Przeczytałem je już po swoich kpiarskich próbach.

“Debiutował w roku 1983 opowiadaniem „Mag” nadesłanym na konkurs miesięcznika „Fantastyka”. Było to pierwsze opowiadanie fantasy opublikowane w Polsce na łamach profesjonalnego czasopisma“

 

na emeryturze

Kresa warto poczytać. Szerń to było coś zupełnie nowego w fantasy. I żadnych elfów czy orków nie było. Były za to koty i sępy.

 

Edit. Szerer oczywiście nie Szerń.

Edit.2. A nie. Jednak Szerń. 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Stn

Z Tobą.

Zapraszam: www.jacek-lukawski.pl

Jacku, bez przesady. Czy jak ktoś powie, że nie przeczytał ani jednej książki np. Zajdla, to będzie lincz?

 

Ja Kresa przeczytałam właśnie “Galerię złamanych piór”, poza tym próbowałam “Króla bezmiarów”, ale odpadłam. I więcej nic, tak mnie ten “Król” zniechęcił. I co, powinnam na zawsze pożegnać się z karierą pisarską z tego powodu?

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Kresa warto poczytać. Szerń to było coś zupełnie nowego w fantasy. I żadnych elfów czy orków nie było. Były za to koty i sępy.

Jako, że mam awersję do:

a)polskiej fantastyki

b)high fantasy

c)kotów

To raczej nie skorzystam. I w ogóle to jestem nieprzyjemnie zaskoczony, jak blisko trafiłem swoim ślepym strzałem, bo ta Szerń brzmi niepokojąco podobnie do Magii. Przynajmniej Magowie są zwykłymi Magami a nie Szerńowcami (a przynajmniej taką mam nadzieję po tytule debiutanckiego opowiadania).

Na podstawie załączonych cytatów i wiedzy zgromadzonej przez kwadrans googlowania stawiam śmiałą tezę, że uczyć się pisać od Kresa, to tak, jak uczyć się grać na instrumencie od gwiazdy disco-polo. Można, czemu nie, fajnie jest zaiwaniać na akordeonie, ku uciesze przytupującej do rytmu gawiedzi, ale niekoniecznie musi to być droga rozwoju preferowana przez wszystkich.

na emeryturze

Joseheim

Tak jak można szkołę skończyć nie czytając Reja, Kochanowskiego i Sienkiewicza, tak można “siedzieć” w fantastyce nie znając jej krajowego prekursora wink

Ja nie mówię, że powinno się palić tych, co nie mają pojęcia kim jest Kres, ale mówię, że warto się choć odrobinę zainteresować, nadrobić zaległości choćby pobieżnie.

Nie trzeba lubić, ale znać warto. Nie tylko Kresa zresztą, ale i resztę ludzi z “Klubu Tfurców”. To ludzie, którzy przetarli szlaki takim jak my.

 

Gary

Twoje podejście jest symptomatyczne dla obecnych czasów: nie znam, nie rozumiem to wyśmieję.

Zwróć uwagę na fakt, iż polecając Galerie Kresa napisałem wyraźnie, iż warto, a nie że jest to niezbędne. Nie chcesz, nie czytaj – nikt nie zmusza nikogo do słuchania dobrych rad. Może dzięki Twojemu podejściu jakiś młody człowiek wkrótce będzie miał łatwiejszą drogę do wydania, bo nie będzie musiał konkurować w kolejce wydawniczej z Twoim tekstem, kto wie... wink

 

P.s. Z Grzędowicza albo Parowskiego też się pośmiejesz?

 

Zapraszam: www.jacek-lukawski.pl

Mam wszystkie Dukaja, Zajdly, uwielbiam Robota Adama Snerga , mam Baranieckiego i kilku innych. Śmiem wątpić by Kres w tej drużynie miał się czym wybić – nie moje klimaty. Zobaczyłem opisy jego książek i tak jak gary, mówię duże meh.

Dobrze, więc nie czytajcie laugh

W sumie niepotrzebnie się wyrwałem, ale wyciągnę lekcję na przyszłość.

 

Zapraszam: www.jacek-lukawski.pl

W kontekście tematu – jak Twoja biblioteczka pomogła Ci styl i treść własnej książki uporządkować?

Z Grzędowicza albo Parowskiego też się pośmiejesz?

Biorę popcorn. 

Daj spokój, Jacku, nie warto się spalać. Wolny czas jest zbyt cenny. :)

Nie rozumiem dyskusji. Kres napisał i wydał kilkanaście powieści. Stworzył cały świat z bardzo ciekawym pomysłem jakim była Szerń, świat bardzo oryginalny jak na fantasy. Na pewno jego prozy nie można umiejscawiać na poziomie jakiegoś disco polo fantasy. To był, obok Sapkowskiego, Białołęckiej czy Brzezińskiej, czołowy twórca tego gatunku w Polsce. Swoje porady dla pisarzy zamieszczał długo w Feniksie, potem w SFFiH. Sam był maniakiem, który strasznie dbał o detale i wiarygodność swoich tekstów. 

Ja o autorze, który tworzył historię gatunku w tym kraju, wydał i sprzedał z powodzeniem mnóstwo książek, był wznawiany wielokrotnie, nigdy bym się z poziomu swojej pisarskiej szuflady nie wypowiadal tak lekceważąco. Tym bardziej gdybym, jak niektórzy uczestnicy tej dyskusji, nie przeczytał ani jednej książki wspomnianego Kresa.

 

Edit. Szerer oczywiście nie Szerń

Edit.2. A jednak dobrze. Szerń. Szerer to nazwa świata. Pamięć już nie ta.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Twoje podejście jest symptomatyczne dla obecnych czasów: nie znam, nie rozumiem to wyśmieję.

Przeczytałem zacytowany fragment i tyle mi wystarczyło, żeby przypuścić, że Kres jest chałturnikiem piszącym pod nie do końca wymagającą publikę fanów high fantasy. Piętnaście minut poświęciłem na zapoznanie się podsumowaniem dokonań pisarza, a jego bibliografia, złożona niemalże w całości z cyklów high-fantasy, utwierdziła mnie w tym przekonaniu. I tak, śmieję się z Kresa, bo uważam, że pisanie książki pod publiczkę polskich fantastów o tym, jak to powinno pisać się książki pod publiczkę polskich fantastów jest bardzo zabawne i równie szkodliwe.

Może dzięki Twojemu podejściu jakiś młody człowiek wkrótce będzie miał łatwiejszą drogę do wydania, bo nie będzie musiał konkurować w kolejce wydawniczej z Twoim tekstem, kto wie... wink

Znowu spróbuję zgadnąć. Jesteś w trakcie pisania kolejnego tomu cyklu high fantasty?

Z Grzędowicza albo Parowskiego też się pośmiejesz?

Grzędowicz to ten od gorąco przyjętego Helu-3, a Parowski to gość, co nie lubi literatury rozrywkowej i stara się wszystkich przekonać, że fantastyka to poważna sprawa, marnie naśladując mocno przeciętnego Zajdla?

Nie rozumiem dyskusji. Kres napisał i wydał kilkanaście powieści. Stworzył cały świat z bardzo ciekawym pomysłem jakim była Szerń, świat bardzo oryginalny jak na fantasy. Na pewno jego prozy nie można umiejscawiać na poziomie jakiegoś disco polo fantasy. To był, obok Sapkowskiego, Białołęckiej czy Brzezińskiej, czołowy twórca tego gatunku w Polsce.

Dla mnie kluczowe jest to “jak na fantasy”. Nie lubię tego gatunku, no nie cierpię, poza drobnymi wyjątkami, które mógłbym pewnie policzyć na palcach (i nie korzystając ze stóp). Każde high-fantasy to dla mnie disco-polo fantastyki, bo wszystko, z czym miałem styczność miało minimalnym próg wejścia, było oparte na kliszach i powielanych do zarzygania schematach.

Ja o autorze, który tworzył historię gatunku w tym kraju, wydał i sprzedał z powodzeniem mnóstwo książek, był wznawiany wielokrotnie, nigdy bym się z poziomu swojej pisarskiej szuflady nie wypowiadal tak lekceważąco.

Nie wypowiadam się z poziomu pisarza, tylko czytelnika, w najmniejszym stopniu nie zainteresowanego polo-fantasy. Jestem przekonany, że Kres jest lepszym pisarzem ode mnie. Ale nie czuję się w obowiązku szanować kogoś, kto publicznie i z jakąś zakrawającą na patologię dumą pisze jak to tworzy nie dla siebie, tylko po to, żeby innym się podobało.

Tym bardziej gdybym, jak niektórzy uczestnicy tej dyskusji, nie przeczytał ani jednej książki wspomnianego Kresa.

Nie krytykuję konkretnych dzieł, tylko konkretne opinie autora, które dają mi przesłanki do przewidywania, z jakim typem dzieł mógłbym mieć do czynienia.

na emeryturze

Funthesystem

Dobre wyczucie chwili.

 

Darcon

Słuszna uwaga.

 

mr.maras

Dziękuję, wróciłeś mi nieco wiary.

 

Gary

Twój brak szacunku mierzi.

 

Myślę, że można zakończyć ten offtopic.

Pozdrawiam

 

P.s. kontekst: https://esensja.pl/ksiazka/prezentacje/tekst.html?id=1924&stronak=1

Zapraszam: www.jacek-lukawski.pl

Twój brak szacunku mierzi

Cóż za wyszukana fraza. Od razu widać, że kolega literat.

na emeryturze

Gdy w kolejnym wpisie zaczynasz Gary od opluwania Kresa, pomyślałem “nic nowego” i nie czytałem już dalej.

Kres Gary’ego Jojnera na Kresie.

Kres Gary’ego Jojnera na Kresie.

Bardzo błyskotliwie Darconie. Chylę kapelusza przed kąśliwością twego wyszukanego dowcipu.

na emeryturze

Przyniosłam masło do popcornu.

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Tak na marginesie. Nie mam pojęcia czemu fantasy Kresa ma być niby high fantasy. 

 

Jeśli zerkałeś do wikipedii Gary, to pewnie czytałeś i to:

 

1983 – nagroda miesięcznika „Fantastyka” za opowiadanie „Mag” dla Najlepszego Debiutu – 2. miejsce

1987 – nagroda czytelników miesięcznika „Fantastyka” za „Demon Walki” dla Najlepszego Opowiadania – 1. miejsce

1991 – nagroda czytelników w plebiscycie „Voyager” za „Prawo gór” dla Najlepszego Opowiadania – 1. miejsce

1992 – nagroda czytelników w plebiscycie „Voyager” za „Szern K'hakahar” (2. miejsce) oraz za „Miód dla Emiry” (3. miejsce) dla Najlepszych Opowiadań

1992 – Nagroda im. Janusza A. Zajdla dla Najlepszej Powieści Roku za powieść Król Bezmiarów

1994 – Nagroda Śląkfa 1993 w kategorii Najlepszy Twórca Roku za wskazaniem na powieść Strażniczka Istnień

2001 – Nagroda Sfinks 2000 w kategorii Najlepsza Powieść Roku za powieść Grombelardzka legenda

2002 – Nagroda Śląkfa 2001 w kategorii Najlepszy Twórca Roku ze wskazaniem na powieść Pani Dobrego Znaku

 

Jego utwory przetłumaczone zostały na język czeski, rosyjski i hiszpański.

 

Całkiem szczerze życzę Tobie, żebyś ze swoją powieścią osiągnął podobne sukcesy, Gary. Bo skoro zamierzasz ja jednak wydać, to znaczy, że chcesz by była czytana i doceniona. Inaczej pisałbyś tylko do szuflady. I w żadne pokrętne tłumaczenia nie uwierzę. ;)

Po przeczytaniu spalić monitor.

Ej! Możecie nie zaśmiecać wątku? Załóżcie sobie własny o “Chlubie Polskiej Fantastyki”. Miałam nie marudzić, ale przesadzacie. To miał być wątek w stylu “dobre rady dla początkujących”, a nie lincz o to kto ma rację. Ta dyskusja do niczego nie prowadzi, a jeśli ktoś ma życzenie skorzystać z rady Jacka to, to zrobi niezależnie od smęcenia pozostałych.

 

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Tak na marginesie. Nie mam pojęcia czemu fantasy Kresa ma być niby high fantasy. 

Wyczytałem to z tytułów, być może błędnie. Magowie, demony, szerń. Inna sprawa, że tytuły idealnie pasują do konwencji high-fantasy. Cośtam czegośtam. Bardzo oryginalne. “Szern K'hakahar” jest moim ulubieńcem. Już oczami wyobraźni widzę mapkę, dołączoną do opowiadania.

Całkiem szczerze życzę Tobie, żebyś ze swoją powieścią osiągnął podobne sukcesy, Gary. Bo skoro zamierzasz ja jednak wydać, to znaczy, że chcesz by była czytana i doceniona.

Po pierwsze, nie wierzę, żeby ktokolwiek te moje marne wypociny wydał. Po drugie, wiesz co by się działo, gdyby mi to opublikowali? Jak niby miałbym wtedy bez szacunku i złośliwie narzekać na sprzedajnych chałturników, kupczących własną wyobraźnią?

I w żadne pokrętne tłumaczenia nie uwierzę. ;)

Nie zamierzam Cię przekonywać, ale myślę że istnieje szansa, że uwierzysz mi na słowo, jeżeli napiszę, że nie potrzebuję osiągnięć na polu literackich, bo i tak już jestem wystarczająco przekonany o ogromnie własnej wartości (i wyjątkowości, ma się rozumieć).

na emeryturze

Ale to nie offtop Morgiano. To ważny punkt w dyskusji nad tym, jak zacząć pisać książkę. Trzeba po prostu przeczytać mnóstwo książek innych autorów. Nie czytasz? Nie masz co brać się za pisanie. 

Po przeczytaniu spalić monitor.

To offtop, Morgiana ma rację, bo sprawa rozbija się o Kresa, a nie o czytanie w ogóle. Ja Kresa przeczytałam niewiele, dlatego, że postanowiłam sobie po 1,5 książki dać z nim spokój. Jesteśmy na portalu fantastycznym, to fakt, ale poza fantastyką jest tyyyyyyyle ciekaw(sz)ej literatury.

Piszesz więc czytaj, jasne. Ale nie katuj się czymś tylko dlatego, że to klasyka fantastyki. Chociaż oczywiście pojmuję, że komuś Kres mógł się podobać.

Ja się niczym nie katuje Ocha, zapewniam. Na pewno nie z powodu tego, że coś jest klasyką. I oczywiście masz rację, jest mnóstwo wspaniałej literatury poza fantastyką. Chociaż aktualnie wsysam m.in. coś pomiędzy – ​biografię Lema pióra Orlińskiego. 

Żeby jednak nie ciągnąć offtopu i nie przeciągać struny. O pisaniu “mojej książki”​ mogę powiedzieć to, co pewnie wielu z Was. Miałem plan napisać opowiadanie. Po jakimś czasie z opowiadania zrobiła się mikropowieść. Świat się rozrastał, wątków przybywało, bohaterowie zaczęli łazić własnymi drogami i opowiadać swoje historie z przeszłości. Zacząłem ich lubić coraz bardziej. Z czasem odkryłem, że historia jest jednak zbyt prosta i oczywista (taka była dla mnie). Zacząłem się bawić splatając i tkając wątki. Już nie miały tylko wynikać z siebie. Miały na siebie wpływać. Iść równolegle, krzyżować się i spotykać.  A nawet zderzać. I tak rośnie i rośnie ta opowieść. I wiem już, że ostatnią fazą jej pisania będzie wielkie cięcie. 

 

 

Ps. A sprawa rozbijała się także o szacunek dla innych pisarzy, w tym Kresa.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Z ciekawości, co trzeba zrobić, by zasłużyć na szacunek? Powyżej jakiejś ilości książek? Ilość sprzedanych egzemplarzy? Wybitne osiągnięcia? Wpływ na współczesną kulturę? Pytanie nie zaczepne, czysto ciekawskie.

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Można szanować pisarza – obiektywnie doceniać to, że np. wydał X książek czy dostał X nagród – i go nie czytać. Serio.

 

Problem rozbija się o fakt, że nie da się stworzyć “kanonu literatury fantastycznej, który człowiek musi poznać zanim napisze pierwsze opowiadanie”, bo to byłoby po prostu śmieszne. Przy części nazwisk wszyscy się zgodzą... ale zaraz pojawi się ktoś, kto powie, że nie czytał Tolkiena, bo “Hobbit” mu nie podszedł, dziecinny jakiś taki. Albo ktoś, kto stwierdzi, że Sapkowski jest do kitu i poprzestał na dwóch opowiadaniach z uniwersum Wiedźmina. I tak dalej. Ale taki ktoś może czytać kilkadziesiąt różnorodnych książek rocznie i nieźle pisać, również fantastykę.

Od kiedy to, wchodząc tu na portal i otwierając czyjeś opowiadanie albo sięgając po czyjąś książkę w księgarni zadajecie sobie pytanie “Hm, ale co ten autor w życiu czytał? Bo jak nie zna tego i tamtego autora, to na pewno nie warto go czytać”.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Tu chodzi m.in. o sformułowanie Garego, “że nie czuje się w obowiązku szanować (...) i śmieje się z Kresa”. I to nie przeczytawszy żadnej jego książki, na podstawie notki z Wikipedii. Ja wielkim fanem Kresa nie jestem ale mam szacunek dla jego osiągnięć. Tak jak dla innych pisarzy, którzy coś swoi pisaniem dali światu i coś osiągnęli. Zresztą szacunek należy się chyba każdemu? Można go najwyżej stracić. Ale chyba nie po notce w Wikipedii? 

A teraz może już mnie stąd jakiś moderator wywalić za offtopa.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Usunąłem swój wpis aby nie powiększać offtopicu, szczególnie, że mr.maras streścił go pisząc, że szacunek należy się każdemu :)

 

Pozdrawiam

Zapraszam: www.jacek-lukawski.pl

Można szanować pisarza – obiektywnie doceniać to, że np. wydał X książek czy dostał X nagród – i go nie czytać. Serio.

Podpisuję się pod słowami Jose.

Szanuję też pana Martyniuka, króla disco polo. Ja go nie rozumiem, ale chłoną go miliony, więc coś musi w sobie mieć. I mam na myśli szacunek artystyczny, dlatego nawiążę do wypowiedzi Jacka.

Myślę, Jacku, że wypowiadamy się tu wszyscy o szacunku artystycznym. Jestem pewien, że Gary ma szacunek dla ludzi, kimkolwiek by nie byli.

Fajna dyskusja. Podziwiam, że wam się chce.

A tak ogólnie, to chyba było o tym, jak zacząć pisać książkę?

Gary, możesz brać kasę od Putnia za szkolenie jego cyberkomadosów. Jedno wtrącenie i flejm.

Szacun. :)

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Hej, właśnie skończyłam poradnik Kresa. Rady dla początkujących, ale bardzo przyjemnie się czytało.

Przyznawać się, kto debiutował w Kąciku :D

Co wy ostatnio z tym offtoptem? Proszę szanownych użytkowników o szacunek do tematu dyskusji :)

To ja, po pobieżnym przeczytaniu offtopu, zapytam (to pytanie błądzi po dyskusji): uważacie, że należy czytać pisarzy/ki z sukcesami, by samemu osiągnąć sukces, czy można niewiele czytać albo nawet nic (z kanonu albo z fantastyki) i osiągnąć sukces? Przed zabraniem się za książkę należy być fantastycznie oczytanym?

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Na pewno warto być oczytanym, Naz. Czy mechanik samochodowy naprawiający wcześniej Fordy i Mercedesy, wniesie tym coś pracując później w serwisie autoryzowanym Opla? Zapewne. :) I dalej, warto sięgnąć po książkę z sukcesami, żeby samemu się przekonać, czy warto. :)

Ja mam odmienne zdanie. Jestem za conajwyżej średnim oczytaniem gatunkowym :P

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Ja uważam, że trzeba czytać w ogóle, niekoniecznie fantastykę. Jak inaczej przyswoić warsztat, sposób konstruowania fabuł, postaci, opisów, dialogów itp., jak nie poprzez zapoznawanie się, jak zrobili to inni pisarze? Obycie językowe jest potrzebne, ale właśnie też zadawanie sobie pytań: “Świetny dialog. Co w nim jest takiego, że uważam, że jest świetny?” ;)

Podsumowując – warto czytać książki, które są dobrze napisane, nieważne jakiego gatunku.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Nie możesz mieć odmiennego zdania ode mnie, Naz, gdyż ja mam takie samo, jak Ty. :) Nie popadajmy w skrajności, w końcu trzeba mieć też czas na pisanie. ;)

Tak, czytać dużo, ale nie za dużo fantastyki :p IMO traci się oryginalność i zbyt wiele wpływów może szarpać własną inwencję twórczą. Wpływów ze zbyt wąskiego przedziału. 

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Tak, czytać dużo, ale nie za dużo fantastyki :p IMO traci się oryginalność i zbyt wiele wpływów może szarpać własną inwencję twórczą. Wpływów ze zbyt wąskiego przedziału. 

No chyba żartujesz?

To przecież ja tu jestem ze względu na to, że lubię czytać fantastykę... Powinnam się przerzucić na obyczajówkę? Sorry, Naz, ale większej bzdury w życiu nie czytałam.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Popieram Naz. Czytać, czytać, czytać. Dobrą literaturę bez względu na gatunek. Czytanie różnorodnej literatury zdecydowanie poszerza horyzonty i pokazuje jak coś można ugryźć od innej strony. Wydaje mi się, że przy zamykaniu się tylko w obrębie jednego gatunku łatwo można taką perspektywę stracić, albo nawet nie wiedzieć, że coś można napisać inaczej. 

 

"Remember your name. Do not lose hope--what you seek will be found. (...) Trust dreams. Trust your heart, and trust your story". Neil Gaiman

Moja recepta. Czytać, co nam się podoba. Pisać, co nam się podoba – ale też z myślą o czytelniku. A poza tym, a może przede wszystkim, czerpać z innych źródeł kultury: sztuk plastycznych, muzyki, gier, filmów. Żyć, w sensie nie zamykać się w czterech ścianach, tylko doświadczać różnych sytuacji. Czyli robić ogólnie wszystko, co poszerza nasze horyzonty.

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Pięknie napisane, fleur! :))

Mnie tam ta bzdura sprawdza się z powodzeniem... :P Dokładnie jak fleur chciałam napisać też o innych sztukach, ale z telefonu to mam cierpliwość tylko na skrótowe wypowiedzi. A fleur odpowiednio sprawę uzupełniła. Podobnie dogsdumpling :) Ja niezbyt dużo czytam fantastyki, zwłaszcza polskiej, a już w ogóle nie czytam postapo, za to dużo za krajobrazami postapo jeżdżę i mnóstwo o tym piszę. Dobra fantastyka mnie inspiruje, przenika moje myślenie, więc staram się ją łykać w niewielkich, lecz jakościowo wysokich dawkach.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Czyli, Naz, czytałaś wszystkie moje opowiadania.

Ja lubię po prostu czytać. Dobrą literaturę. I podobnie jak Morgiana89 czytam od zawsze mnóstwo fantastyki. Co nie znaczy, że wyłącznie. Jednak proporcje są raczej na korzyść fantastyki. Na tym portalu jestem, podobnie jak Morgiana89, na pewno ze względu na fantastykę. Wychodzę z założenia, że jakiś choćby okrojony kanon wypada znać. Jeśli się marzy o własnym pisaniu, nawet zalecałbym zapoznanie się z kanonem, chociażby po  to, żeby nie powielać czyichś pomysłów. Ale i żeby uczyć się od najlepszych. przed wiekami, na studiach, miałem fajny przedmiot: literatura powszechna. Kanon literatury światowej był niejako podstawą do nauki przedmiotu. I z czasem doceniłem również te godziny nad książkami, które nie były ukochaną fantastyką. 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Darconie, wszystkie, w których występuję! ;)

 

Z tym powielaniem to ja to widzę trochę inaczej, ale moje widzenie jest najpewniej zezowate albo podwójne. Mamy pewne kanony, uczymy się ich całe życie. Cech literatury, gatunków, podgatunków, niuansów. Mamy ulubionych pisarzy, lektury i nasiąkamy, kropla po kropli. I teraz myślę sobie tak: co, gdyby większość z tych rzeczy zabrać z umysłu, żeby był czysty? Gdyby pomieszał gatunki albo z nich wyszedł, gdyby obce były mu śmiertelnie oklepane konwencje i zasady? Nie wiadomo. Raczej niewykonalne. W zasięgu jest opcja odwrotna, poznać jak najwięcej, szamać kanony na tony, potem zatańczyć na tym, co się pożarło, wypruć z tego flaki i w wielorakiej brei budować swoje światy. Nowe obszary. Wystrzegając się powielania albo z lubością powielając ulubioną rzecz. Ale ja tak nie chcę. Właściwie to nie wiem, jak chcę i wiem tyle, że nic nie wiem ;) Jako badaczka, to tak, pożarłszy niemal cały kanon filozofii naszego kręgu kulturowego coś z tego mam, pisząc rozprawę, bo mogę strzelać frazesami typu: można uznać, że jest to kontynuacją filozofii stoickiej; myśl zdaje się zgodna z kantowską etyką i tak dalej. Ale jak mam napisać coś choćby z założenia oryginalnego, to wolę mieć kanon mocno ograniczony. Bo znajomość tego filozoficznego uskrzydliła mnie jako badaczkę/krytyczkę i okaleczyła jako filozofkę. Ale to tylko moje głupawe przemyślenia.

 

Denerwuje mnie w wielu opowiadaniach, że są przesiąknięte myśleniem przyswojonym, a nie samodzielnym. Konwencja na konwencji. Widzę jak niektórzy piszą fantastykę, jadąc w oklepanym stylu (zwłaszcza początkujący, ale nie tylko, np. kobiety jadą stylem typowo “męskim” albo mężczyźni wystrzegają się jak ognia pierwiastków “niemęskich”, albo światy fantasy są koniecznie średniowieczne, elfy są koniecznie tolkienowskie, antagonizmy są koniecznie czarno-białe, wiecie). I nawet nie zdają sobie sprawy z przesiąknięcia, więc są bez szans na wyrwanie się z konwencji. A fantastyka daje tak olbrzymie możliwości! Chciałabym, żeby ktoś zasiadł do pisania, próbując się ze wszystkiego otrzepać, tak żeby został on sam, najlepiej prawdziwy i przez siebie rozgrzebany. I powołał do życia własne demony.

Oho, moja forma natchnionego czuba, plecącego trzy po trzy, trzyma poziom <łezka w oku>.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

I nawet nie zdają sobie sprawy z przesiąknięcia, więc są bez szans na wyrwanie się z konwencji.

Dużo w tym prawdy, sam tak mam, a myślę sobie przy pisaniu, że jestem oryginalny, dopóki mi ktoś nie napisze “to już było” (z argumentacją).

Chciałabym, żeby ktoś zasiadł do pisania, próbując się ze wszystkiego otrzepać, tak żeby został on sam, najlepiej prawdziwy i przez siebie rozgrzebany.

W dzisiejszych czasach natłoku informacji to jest bardzo trudne, albo wręcz niemożliwe, bo jak napisać coś dobrego, nic wcześniej nie czytając? A jeśli czytając, to jak się odciąć?

 

Konwencja na konwencji.

A ja konwencje bardzo lubię... Bawić się nimi, żonglować, rozmontowywać, dekonstruować, mieszać, lepić z nich, na co tylko mam ochotę. Bawić się językiem, literaturą – uwielbiam :] Dodawać do tego elementy z różnych obszarów kultury i różnych kultur. Eklektyzm to zdecydowanie moja broszka :3 Intertekstualność szeroko pojęta heart

Oczywiście nie da się tego zrobić bez świadomości, że konwencja jest konwencją i tego, co się na nią składa.

"Remember your name. Do not lose hope--what you seek will be found. (...) Trust dreams. Trust your heart, and trust your story". Neil Gaiman

Z jednej strony to, co Naz mówi, ma pewien sens – trzeba uważać, żeby nie utykać w schematach. Z drugiej strony często jest tak, że nieznajomość klisz nie powoduje wpadania na oryginalne pomysły, tylko zachwyt rozwiązaniami sztampowymi. Tak jest, kiedy np. młodzież początkująca w fantastyce łapie się za głowę, jak genialnym pomysłem jest, że “ten strażnik tajemnic jednak był sługą wielkiego, złego maga!” (czy to w utworach przez nich czytanych, czy pisanych). Tak, tu dochodzi też wiek, ale są też inne przypadki, jak ktoś nieobeznany z gatunkiem wyważa otwarte drzwi i nieświadomie wpada w wałkowane bez końca schematy. Bo one nie pojawiły się całkiem losowo, często ludzie mają tendencję do wybierania podobnych ścieżek, jeśli świadomie nie postarają się ich uniknąć.

In the Land of Mordor where the Shadows lie. - W Mordorze, moc którego zwycięży niechciana. (J. Łoziński)

Nie ma to jak podnieść sobie ciśnienie z rana, kiedy się naskrobie na telefonie odpowiedź, a telefon postanowi wysłać ją w niebyt.

To, co napisaliście, jest trafne. Nie uniknęłam badań ani krytyki fantastyki, pisząc magisterkę o kanonie, biorąc udział w konferencjach o literaturze i grach fantastycznych itp. Ale coraz częściej boję się, jak to Diriad określił, schematów i ich wchłonięcia. Dlatego zresztą odrzuciłam na doktoracie opcję pisania o SF. Lemowskim myśleniem się zaraziłam, już tego nie cofnę. A byłam na przykład ostatnio na konferencji jaspersowskiej i analizowano obraz “Śmierć Marii”. Czułam, jakby prelegent rozkroił mi mózg żyletką, gdy we wręcz magiczny sposób opowiadał o stosunku płaszczyzny do obrazu, o przenikaniu i ograniczaniu. Teraz refleksja nie chce odejść, a mój łeb koniecznie usiłuje odnieść ją do literatury. Wydaje mi się to fajniejsze od błyskotliwej prelekcji o wiedźminie, która była dotychczas moim top1 (no ok, razem z prelekcją o Life is Strange), bo jest interdyscyplinarne i mnie zmusza do gimnastyki umysłowej. Ale jestem też po prostu zmęczona i znudzona analizą tekstu. I mam skłonność do buntu, do dekonstrukcji albo niszczenia konwencji.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

I mam skłonność do buntu, do dekonstrukcji albo niszczenia konwencji.

 

To się nazywa krytyczne spojrzenie :)

"Remember your name. Do not lose hope--what you seek will be found. (...) Trust dreams. Trust your heart, and trust your story". Neil Gaiman

Mam pytanie natury technicznej, zwłaszcza do tych osób, które coś wydały albo są w trakcie. Jaka jest średnia ilość znaków, przypadających na stronę w książce? Coś koło 2,2 tys?

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Oj, chyba mniej. Jakoś połowę tego.

"Białka były czerwone, a źrenice większe niż całe oczodoły"

A nie 1,8 tys.?

Po przeczytaniu spalić monitor.

1,8 tys. to w znormalizowanym maszynopisie, ale doświadczenie uczy, że wydawnictwa chyba dają niewiele ponad tysiąc na stronę (dość rozdmuchany druk, spore litery).

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

To strasznie wielkie te litery muszą być... :|

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Z tego co kiedyś sprawdzałem, licząc w różnych książkach, wychodziło ok. 1 500.

Przykład z życia wzięty – Marta Krajewska mówiła, ze “Idź i czekaj mrozów” ma około 550.000 znaków. A książka ma 500 stron. Duże litery ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

O, to nawet z moich 340 tys. znaków będzie się dało coś wypuchnąć. :)

Wiesz, są też całkiem malusie książki wydawane, jaj Okup krwi czy Miasteczko ostatnich westchnień ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Idź i czekaj mrozów ma 604tys.znakow, ale dzielenie tego przez strony nie sprawdza się. Są przecież ilustracje, oraz strony zupełnie puste między rozdziałami. Jest czwórka wydawnicza, czy jak się tam nazywają te strony na początku książki, z tytułem, spisem treści itp. Strona Idź ma około 1500 znaków. Ja planuję po trylogii zacząć pisać tak max na 500 tys znaków, bo teraz za dużo czytania w redakcji :-P

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

Dzięki za sprostowanie! ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Nie wiem czy do końca to się tu nadaje, ale znalazłem ciekawy sposób tworzenia historii.

Metoda opracowana przez Dana Harmona, współtwórcy genialnego serialu “Rick & Morty”. Można ją stosować w różnych przypadkach, kwestia rozbudowania.

Story Circle. Filmik po angielsku.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Harmon, powiadasz? Zdecydowanie muszę się zapoznać. Natomiast dla tych tych, którzy (tak jak ja) mają alergię na filmiki, zastępujące słowo pisane – tu jest fajna wersja tekstowa – DAN HARMON'S STORY CIRCLE

 

Mała poprawka – dodaję samo “story circle”, przydaje się podczas czytania artykułu:

 

Wygląda interesująco ze względu na większe rozbudowanie.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

O, a ja właśnie chciałam podzielić się tym, że przez ostatnie dni pracowałam z podróżą bohatera nad ramami powieści i sprawdziło mi się to bardzo fajnie.

Jako ciekawostkę warto wspomnieć, że Harmon, a przynajmniej jego broda ma konto na tym portalu: Przetłuszczona Broda Dana Harmona.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

jaką książkę? beletrystyka? popularnonaukową? naukową?

 

Zauważyłem, że mało jest uwag czysto technicznych dlatego skupie się wyłacznie na ogólnych zasadach. Jeśli beletrystyka, to weź pod uwagę, że:

-  statystycznie więcej kobiet czyta niż mężczyzn, dlatego wątki emocjonalne powinny być bardziej eksponowane

– wszechobecna digitalizacja treści zmienia percepcję, tekst musi mieć inną strukturę niż klasyczne powieść z czasów papierowych. Więcej powtórzeń, zwarte akapity, inaczej tekst będzie “prześlizgiwany” wzrokiem aniżeli czytany

– wykreowane postacie powinny być realnymi bytami. Ich cechy budowane są w trakcie prowadzenia opowieści, najlepiej w trakcie interakcji z innymi postaciami 2 planowymi. Unikaj sztampy czy idealizowania, wtedy są to postacie stricte “papierowe”. 

– mechanika świata musi być logiczna i spójna. Deux ex machina tylko dla dzieci. 

– tło w którym przebywa bohater nie może być puste, przestrzeń wokół ma być przedstawiana dla każdego rodzaju zmysłów, kluczowa jest kolejność prezentacji otoczenia: wzrok – kolory, kształty, słuch – dźwięki, węch – zapachy, dotyk – rodzaje powierzchni

– fabuła jest najtrudniejsza, bo wymaga posadowienia w realiach wymyślonego świata. Inteligentny z olbrzymią wiedzą ogólną autor da sobie radę. 

– trzeba zachować równowagę między opisami, narracją a dialogami. Lepiej pisać w blokach max 1 strona: 1. narracja (wytłumaczenie czegoś, sugestia, lub wprowadzenie w nastrój, 2. opis otoczenia 3. dialog / interakcja z otoczeniem/ monolog wew bohatera – dzięki temu w sposób naturalny tekst stanie się bardziej dynamiczny. 

– dialogi są ważne. Przy dłuższej wymianie zdań zawsze staraj się utrzymać klimat flirtu lub inteligentnej wymiany “ognia” czy “słownego konfliktu”, który iskrzy, to zawsze przyciąga uwagę czytelnika.

Tak na szybko. Powodzenia.

 

 

 

 

S.Lem: „Nikt nic nie czyta; jeśli czyta, nic nie rozumie; jeśli rozumie, natychmiast zapomina”.

Chołoto, nie w każdej książce da się utrzymać “klimat flirtu” w dialogach ;)

 

A co masz na myśli, pisząc: “więcej powtórzeń”?

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

@joseheim

*w każdej, to styl a nie flirt jako taki

** powtórzenia dotyczą rzeczy kluczowych dla opowieści, najlepiej jakby były sygnalizowane przez różne postacie lub zdarzenia. 

 

S.Lem: „Nikt nic nie czyta; jeśli czyta, nic nie rozumie; jeśli rozumie, natychmiast zapomina”.

CHołoto, myślę, że generalnie Twoje wskazówki mają sens, a każdy piszący musi mieć po prostu własny rozum i w zależności od tego, co chce napisać, regulować różne rzeczy w różne strony.

 

Co do tych powtórzeń to byłabym ostrożna – ja np. nie lubię, kiedy autor traktuje czytelnika jak idiotę. Jeśli napisał coś raz, góra dwa zwykle wystarczy, by zostało to zapamiętane. Jeśli coś będzie się przewijać za często w fabule uznam, że autor właśnie potraktował mnie jak kretynkę, bo założył, że zapomniałam o czymś ważnym, co napisał wcześniej ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

@joseheim

Zróbmy eksperyment. Spróbuj zapamiętać dwie listy zakupów. Jedne będą w sklepie odzieżowym, a drugie w spożywczym.

W odzieżowym musisz kupić: skarpetki, bluzę z kapturem, bokserki, czapkę, torbę i krawat. Nic nadzwyczajnego. W osiedlowym spożywczaku zaś chłopak kazał Ci kupić: bułki, mleko, pieczarki, mydło, kiełbasę, lody i papier toaletowy. Spróbuj tylko zapomnieć o czymś z listy!

Stawka jest wysoka, lepiej więc skorzystać z jednej z mnemotechnik, czyli technik zapamiętywania, z tzw. metody łańcuchowej. Musisz ułożyć listę słów w ciąg powiązanych ze sobą zdarzeń. Akcja tych zdarzeń niech się odbywa w jakimś doskonale znanym Ci miejscu – skoro to jedzenie, niech to będzie kuchnia.

Wyobraź więc sobie, że na blacie widzisz górę bułek. Obok stoi karton mleka. Niestety – krowa, która też jest w kuchni, odwracając się, przewraca mleko, które wylewa się na bułki, zamieniając je w bezkształtną papkę. Z tej papki wyrastają pieczarki.

Chcesz je pozbierać, ale gdy ich dotykasz, okazuje się, że są zrobione z mydła i wyślizgują Ci się z rąk. Zirytowany chcesz umyć namydlone ręce, podchodzisz do zlewu i odkręcasz wodę, ale zamiast niej z kranu wylatuje kiełbasa.

Odrywasz kawałek, gryziesz i zdumiona odkrywasz, że kiełbasa jest lodowato zimna i ma smak lodów waniliowych. To obrzydliwe, więc biegniesz do ubikacji, wypluwasz tę dziwną kiełbasę do muszli i wycierasz usta papierem toaletowym...fantastyka jest taką  fabularyzowaną listą zakupów :)

S.Lem: „Nikt nic nie czyta; jeśli czyta, nic nie rozumie; jeśli rozumie, natychmiast zapomina”.

A ja jestem kobietą i uważam, że nic nie jest tak w stanie zarżnąć książki jak romans. Więc, generalnie, z tymi emocjami (”bo baby czytają”) to też bym uważała. Chociaż, oczywiście, uważam, że emocje są ważne. Jednak sądząc po tutejszych komentarzach do opowiadań – właściwie tak samo dla kobiet, jak i facetów. 

@ocha,

nie lubisz jak iskrzy między bohaterami? między kobietą a mężczyzną? Lub modnymi zachowaniami gender?  Relacje maja być higieniczne? Czy nie jest tak, że w takcie rozmowy podświadomie mężczyzna próbuje zdominować interlokutora, kimkolwiek nim jest? A kobieta wywrzeć wpływ, tak aby została dostrzeżona i doceniona? 

Czy kobieta 55 letnia nie może kokietować 20-latka? Gdzie jest, albo czy wogóle jest granica, gdzie przymiotniki zmieniają znaczenie? Oszałamiające, czy bulwersujące? A czy przypadkiem nie jesteśmy kodowani kulturowo? Czy jest sprzężenie zwrotne pomiędzy słowem patriota a faszysta? A może między lesbijką a partnerką? Liberalny oznacza: wszystko jest dozwolone, nawet pedofilia, a gdzie znaczniki kulturowe w społeczeństwach religijnych o charakterze chrześcijańskim? Czym się różnią? EMOCJAMI. 

S.Lem: „Nikt nic nie czyta; jeśli czyta, nic nie rozumie; jeśli rozumie, natychmiast zapomina”.

Hm... nie trafia do mnie przykład z listą zakupów, bo fabuła powieści to nie zakupy. I nie będę przez pół książki powtarzać, że muszę pamiętać o mleku... Wiem, że piszesz w przenośni, ale odnoszę się do konkretnego przykładu.

Nie zgadzam się też, że każdy dialog musi iskrzyć “flirtem”, nawet jeśli nie mówimy tu o sensie seksualnym. Jak będę pisać rozmowę nastolatki z rodzicami albo dwóch kolegów, to stanowczo flirtować nie będą. W życiu większość rozmów jest... zwyczajna. Książka to nie życie, książka ma być ciekawsza, a dialogi powinny być dobrze skonstruowane, ale nie zawsze da – i powinno się, moim zdaniem – iskrzyć.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Te kwestie są interesujące, ale nadają się raczej do dyskusji w oddzielnym temacie, bo nie dotyczą tytułowego – “jak zacząć pisać książkę” tylko – “jak przykuć uwagę czytelnika”.

@joseheim

dialog jest odzwierciedleniem relacji. Jest naturalnym opisem sytuacji w jakiej znaleźli sie bohaterowie. Dobry dialog obnaży dużo skuteczniej emocje między rozmówcami, niż beznadziejny opis narratora o wyrażanych emocjach. To są infantylne zapisy. Warto dokonać innego, subtelniejszego zabiegu w dialogach, albo w opisach, korzystając z charakterystycznych dla bohatera elementów mowy ciała, albo bardziej finezyjnie, tworząc właściwą aurę otoczenia, korzystając z metafor, paraboli i czego tam jeszcze, opisujących zmieniające się pod wpływem emocji środowiska postaci, które ma uzasadnienie, bo percepcja zmienia sie pod wpływem emocji, pewne zmysły są bardziej lub mniej wyostrzone , dlatego bohaterowie mogą dostrzegać świat intensywniej, budując lub interpretując rzeczywistość wokół w sposób niemal magiczny dla postronnego obserwatora.

 

S.Lem: „Nikt nic nie czyta; jeśli czyta, nic nie rozumie; jeśli rozumie, natychmiast zapomina”.

@Bailout

dotyczy. 

S.Lem: „Nikt nic nie czyta; jeśli czyta, nic nie rozumie; jeśli rozumie, natychmiast zapomina”.

Chołoto, ależ ja zdaję sobie sprawę z wagi dialogów. Tylko że nie zgadzam się z tym “flirtem i iskrzeniem” w każdym przypadku. Suche teorie się tu ponadto nie sprawdzają, trzeba by podać przykład złego dialogu i dobrego dialogu. Wygląda jednak na to, że ani Ty nie przekonasz tak do końca mnie, ani ja Ciebie, więc Bailout ma rację – dalsza dyskusja akurat na ten temat w tym wątku jest bezprzedmiotowa ;) Ale można założyć nowy.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

– Idź do sklepu! 

– Po co znowu?

– Masz jakiś problem? 

– A co ci do tego! Czytam, ślepa jesteś?

– Wiesz co, nic w domu nie robisz, ciągle muszę sama...

– Jezu, Misiek, przestań nudzić, no już pójdę.

– Kupisz pomidory, wiesz gdzie? U tej babki za rogiem, tam gdzie wiszą obrazy Matki Boskiej.

– Jezu, wiem gdzie to jest, tam obok tego łebka, co handluje rybami. 

 

 

itd...

 

S.Lem: „Nikt nic nie czyta; jeśli czyta, nic nie rozumie; jeśli rozumie, natychmiast zapomina”.

Chołota, te wytyczne są tak uśrednione, tak tendencyjne, że... aż je sobie zanotowałem ;)

 

To jest świetna ilustracja poprawnie odkrywanej opowieści. Siedmiominutowa wizualizacja jest łatwiejsza do przyswojenia niż taśmowy wykład papierowy. 

Obraz poniżej jest wręcz magiczny, zakodowane symbole są tak gęsto skompresowane, aż przekaz jest niemożliwy do odczytania za pierwszym razem. Świat jest wielowarstwowy, oniryczny. Odbiorcą może być okultysta , prostytutka czy katecheta...mnogość interpretacji jest uzależniony od aparatu poznawczego. Jest głębia. Każdy odczytuje co innego. Dla mnie historia wzorcowa. Rasowa groteska pięknie namalowana.

KLIKNIJ PONIŻEJ 

FILM

 

S.Lem: „Nikt nic nie czyta; jeśli czyta, nic nie rozumie; jeśli rozumie, natychmiast zapomina”.

Fajnie... Tylko jak przełożyć tę wieloznaczność symboli, która w przekazie nie jest tak istotna puki działa na obserwatora część wizualna, na treść pisaną i uzyskać spójnią całość o podobnym stopniu zachwyt wśród odbiorców? ;)

@Blacktom

Jak się tak nauczysz pisać, to masz szanse na Hugo, Locus, Nebula...

S.Lem: „Nikt nic nie czyta; jeśli czyta, nic nie rozumie; jeśli rozumie, natychmiast zapomina”.

Hm... Akurat to nie wyznacznik dla przyznających te nagrody, ale faktycznie byłoby to coś ;)

Opanować tak rzemiosło rzecz jasna :)

Ot, zrób swoje dzieło tak abstrakcyjnym, że widz/czytelnik szukał będzie w nim drugiego i trzeciego dna. Jaki w tym sens? Rozumiem chęć naszpikowania narracji tłem, tym “mięchem”, za które ma nas ten fan uwielbiać, ale... czy nie będzie to porażką, że zacznie on w tym wszystkim szukać dodatkowego sensu? Nasze mózgi doskonale sobie radzą pracując nad wieloma rzeczami w sposób równoległy, ale opowieść trzyma się swych zasad i ma jeden właściwy przekaz, tor, linię fabularną. Wszystko pozostałe musi tłem pozostać. Idząc w takie symboliczne spaghetii możemy być pewni, że albo nas nikt nie zrozumie, albo opowieść żyć zacznie własnym życiem. Tak czy inaczej – przekaz właściwy nie zostanie odczytany.

 

@Chołota

Nie zgodzę się z Twoimi opiniami dotyczącymi dialogów. Czym one różnią się od zwykłych infodumpów, poza faktem ukrywania się za znakiem pauzy? Toć jak dziecko schowa się za sukienką mamy, to nie zmienia w żaden magiczny sposób jego formy.

Wykrzykniki i wielokropki tak wiele sobą wyrażające... są tak samo męczące jak bloki tekstu służace za opisy przyrody w tekstach Sienkiewicza. To i to może być piękne, ale tak samo ciężkostrawne.

@stn

nie zrozumiałem z czym się nie zgadzasz. 

S.Lem: „Nikt nic nie czyta; jeśli czyta, nic nie rozumie; jeśli rozumie, natychmiast zapomina”.

Drogi Chołoto,

wprost z dziką radością przeczytałem Twe wywody.

Teoretyczne.

Bo od dziesięciu lat stosuję taką praktykę, a może piętnastu, bo doszedłem, do wniosku, że drugie i trzecie dna są cudowne, a wieloznaczność ubogaca mi tekst. A im więcej flirtów, wieloznaczności i relacji interpersonalnych tym lepiej.  I romansu w tle, bo jakby się nie bronić, to jak Wokulski gada z Wąsowską, to fajne, a jak Zbyszko niedopowiedzeniami z Jagienką z włosami nastroszonymi i jej oświadczeniem, że Maćko chce ja brać, ale nie dla siebie, nie mówiąc już o małym rycerzu i tym tekście, że trojgu nam się serce kraje, to niech jedno pocierpi, to nie gorsze.

Ba, na kolana rzuca!

Wynika to z przekonania, że co prawda szczęście w tzw. związku rzadkie, ale każdy jakoś lubi o nim czytać, jakby nawet sam go nie doświadczał.

Jednakże z niezrozumiałych dla mnie powodów żadne wydawnictwo nie podziela moich przekonań, zbywając moje produkcje milczeniem.

Na żadne dynamizujące riposty interlokutorów w dziele nie zwracając uwagi.

Bo może to wypociny.

Może.

A może oni skończeni durnie, nierozpoznający oczekiwań rynku.

A może te aluzje i subtelności absolutnie nikogo nie obchodzą, jak i bardzo misterne struktury.

Coś nam to może powiedzieć o naszych czasach albo przynajmniej o uwarunkowaniach wydawców.

W każdym razie jeśli idzie o praktykę wydania czegokolwiek, to proponowana przez Ciebie metoda jest nieskuteczna. Takich dzieł nikt tu nie wydaje. Nie mówię, czy są wartościowe (ten mój wywód to nie ocena, a opis), czy nie, ale tylko to, że pozostają na półce pod tytułem: niewydawalne. W związku z tym dotykamy zasadniczej kwestii po co tak pisać.

 

Rzeczka nieduża i niegłęboka, choć przebyć ją łatwo, bo tu wszędzie same płycizny, to most na niej. A na moście mytnik z kilkoma zbrojnymi pomocnikami.

Może jednym z powodów nie były braki warsztatowe tylko sam pomysł, który został już wcześniej wykorzystany, jeden lub wiele razy. Inną sprawą jest niechęć wydawców do publikacji nowych nieznanych autorów. Dlatego jedną z opcji dla debiutantów jest selfpublishing. Nie ma w tym nic wstydliwego. Całe ryzyko, także finansowe ponosi autor. Jeśli treść i forma jest interesująca, wtedy istnieje szansa na potencjalny sukces i przebicie szklanego sufitu. 

Amazon wydaje bardzo dużo tego typu tytułów – kawałek z ich strony: “Dzięki usłudze samodzielnego publikowania Amazon możesz dotrzeć do milionów czytelników na całym świecie i zachować kontrolę nad swoją pracą. Szybko i łatwo możesz niezależnie publikować swoją książkę do druku za pomocą funkcji CreateSpace , swojej książki cyfrowej za pomocą funkcji Kindle Direct Publishing i utworzyć audiobook z ACX “

 

 

S.Lem: „Nikt nic nie czyta; jeśli czyta, nic nie rozumie; jeśli rozumie, natychmiast zapomina”.

Wow, to się teraz zacznie :D

Wow, to się teraz zacznie :D

Może nie, bo już tyle słów tutaj na ten temat padło, że jest szansa, że nikomu się nie będzie chciało. ;)

Myślę, że w bardzo bliskiej przyszłości otrzymamy narzędzia do pisania kreatywnego, czyli wrzucamy pomysł i regulujemy zmienne , które ewidentnie wpływają na kształt całego utworu bez względu na długość znaków. Analogicznie jest w grach RPG, ustawiamy masę początkowych parametrów, które determinują zachowanie się postaci. Dodajmy do tego ilość permutacji wątków fabularnych, budowy z klocków całego universum i mamy wszystko czego dusza zapragnie. Twórca , tylko zajmuje się kreacją, a nie żmudnym i frustrującym szlifowaniem warsztatu literackiego, który jest balastem dla większości ludzi, pragnących dzielić się własnymi wizjami przyszłości. Dołóżmy jeszcze możliwość współpracy z innymi twórcami, specjalizującymi się w muzyce, malarstwie. Uzyskamy wtedy idealne konstrukty o wielowymiarowych, wielowarstwowych kształtach i co najważniejsze współdzielone z odbiorcami, którzy także będą mogli dokonywać poprawek, czy wprowadzać zmiany w pierwowzorze. 

To jest bardzo prawdopodobne , bo automatyzacja procesów pracy idzie w kierunku przejęcia zadań, które są dla człowieka strasznie męczące i dołujące z powodu powtarzalności, oraz konieczności ograniczania swobody twórczej, czy wręcz blokowania ekspresji.

Twórca jako kreator światów, anie jako męczennik reguł gramatycznych...

S.Lem: „Nikt nic nie czyta; jeśli czyta, nic nie rozumie; jeśli rozumie, natychmiast zapomina”.

Trochę odleciałeś od rzeczywistości, co? Wypełnić tabelkę, odpalić papierosa, dziabnąć sznapsa i poczekać, aż mi pecet powieść napisze? ;)

Na warsztat wpływa cały bagaż doświadczeń i przywyczajeń człowieka (w tym językowych) . I tak jak człowiek się uczy, tak uczyć będzie się ten wspomiany automat. Pewnie że już teraz są ku temu podejścia, uczenie maszynowe się kłania (i zalewanie automatu dziesiątkami książek, wierszy i innych tekstów); długa droga przed nami, aż zanim automatyczne systemy staną się na tyle kreatywne, by oddać im pole. A wówczas i tak staniesz się zbędny, Ty jako "pomysłodawca".

Jeśli nawet powstanie jakiś program piszący książkę za Ciebie, to tekst będzie zredagowany tylko poprawnie. Ot, trzymając się standardowych reguł.

Jako że i tak jest offtop... ;)

 

“Quirrell dobiegł do krzesła profesora Dumbledore’a, oparł się o stół i wysapał:

– Troll... w lochach... uznałem, że powinien pan wie­dzieć.

Wybuchło zamieszanie. Profesor Dumbledore musiał kilka razy wystrzelić purpurowe rakiety ze swojej różdżki, żeby uciszyć salę.

– Prefekci! – zagrzmiał. – Natychmiast zaprowa­dzić swoje domy do dormitoriów!

Percy był w swoim żywiole.

– Za mną! Pierwszoroczni, trzymać się razem! Nie musicie bać się trolli, jeśli będziecie wypełniać moje polece­nia! Teraz trzymać się tuż za mną. Przejście, najpierw wy­chodzą pierwszoroczni! Przepraszam, jestem prefektem!

– Jak troll mógł się tu dostać? – zapytał Harry, kiedy szli po schodach”.

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

XDDD

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Cet, padłam i leżę, tak jak kiedyś Sethrael. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Chcesz uporządkować własny warsztat literacki , korzystaj z programów wspomagających dla twórców, lub tutaj

Na rynku oprogramowania pojawiła się darmowa aplikacja internetowa pomagająca w pisaniu interaktywnych powieści. Chociaż interfejs programu jest stworzony w języku angielskim, użytkowanie go nie powinno sprawiać większego problemu. Powieści interaktywne to zjawisko, które zyskało na popularności dzięki Internetowi oraz książkom cyfrowym, jednak było znane już wcześniej. Pomijając eksperymentalne powieści hipertekstowe, najczęściej oferta tego typu książek skierowana jest do młodzieży. Książki z rodzaju „wybierz swoją własną przygodę” przybierają często formę gier paragrafowych. W latach 90. pewną popularnością w Polsce cieszyła się seria „Wehikuł czasu”.

Można też używać aplikacji do kreowania opowieści dla dzieci, są też inne rozwiązania Aby przygotować historyjkę można wykorzystać zdjęcia, ale też narysować obrazki w aplikacji– otworzy nam się okno z narzędziem do rysowania podobnym do programu Paint. Dodatkową funkcją jest korzystanie zarówno ze zdjęć, jak też dorysowywanie do nich swoich elementów w programie graficznym tej aplikacji.

Nie bardzo też rozumiem waszych wpisów o trollach? To samoocena?

 

 

S.Lem: „Nikt nic nie czyta; jeśli czyta, nic nie rozumie; jeśli rozumie, natychmiast zapomina”.

@Chołota

 

A skąd! To tylko fragment opublikowanej i znanej książki ukazujący wspomniane przez ciebie iskrzenie w dialogach!

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Tak sobie przejrzałam komentarze powyżej i zastanawiam się, czy ja się jeszcze nadaję do tego współczesnego świata?

Bo rozmawiamy o napisaniu książki, a ja mam wrażenie, jakby powstawał jakiś program komputerowy. Programy, aplikacje, ulepszacze, polepszacze itp. A mnie się zawsze wydawało, że do napisania czegokolwiek potrzebny jest pomysł, znajomość języka ojczystego, czas i coś do pisania (pióro i kartka bądź komputer). I to chyba wszystko.

Ale ja się może nie znam, bo ja starej daty jestem wink 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

A skąd! To tylko fragment opublikowanej i znanej książki ukazujący wspomniane przez ciebie iskrzenie w dialogach!

Ale mimo wszystko książki dla dzieci. Czemu to ma służyć? Dowiedzeniu, że można wydać właściwie wszystko, bez względu na jakość, o ile utrafi się z tematyką i ma się dużo szczęścia?

na emeryturze

bemik, w takim razie ja też jestem starej daty.

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Starzy ludzie od zawsze bali się zmian, które burzyły nawyki, niszczyły utarte i sprawdzone schematy, czy utrwalony światopogląd. Zmiana jest zagrożeniem status quo. Ale zmiana to postęp. 

Co złego widzicie w narzędziach, wspomagających twórczy proces? czym się różni rzemieślnik od nowicjusza? Głównie warsztatem. A co się stanie, gdy każdy z autorów od razu będzie posiadał komplet wiedzy i umiejętności niezbędnych do tworzenia? Co wtedy będzie ważne? Talent. Kwintesencja twórczego umysłu. A nie wyrobione nawyki, czy techniki. 

 

Jedni artyści mają talent, a drudzy nazwisko, rozgłos i pieniądze. A na portalu? Co jest miarą talentu? Ilość wzajemnych polubień? :))

 

S.Lem: „Nikt nic nie czyta; jeśli czyta, nic nie rozumie; jeśli rozumie, natychmiast zapomina”.

Ale ja się może nie znam, bo ja starej daty jestem wink 

Jest też taka możliwość, że się znasz i wiesz, że na skróty, to można co najwyżej przez trawnik przejść. ;)

 

 

 

@Blackburn,

gdyby ludzie tak postępowali jak sugerujesz, to nadal nasza dyskusja wyglądałaby jak rzężenie  człekopodobnych w rozumie. 

S.Lem: „Nikt nic nie czyta; jeśli czyta, nic nie rozumie; jeśli rozumie, natychmiast zapomina”.

Co wtedy będzie ważne? Talent. Kwintesencja twórczego umysłu. A nie wyrobione nawyki, czy techniki.

Inna rzecz, że nie na długo. Pisarzy z innowacyjnymi pomysłami można by pewnie zliczyć na palcach, reszta tylko mieli w mózgach popkulturę i z tak uformowanej papki lepi coś własnego, czasem nawet dość oryginalnego i kreatywnego, ale rzadko kiedy coś od początku do końca wykreowanego we własnej wyobraźni. Nie ma szczególnych powodów, dla których algorytmy nie mogłyby robić tego lepiej, szybciej i wydajniej.

na emeryturze

Jest złota zasada, jak nie potrafisz być oryginalny , naśladuj najlepszych. Innymi słowy, tematy wyeksploatowane można przerabiać jak covery znanych piosenek. Prosty przykład: gatunek fantasy, kompletnie zmasakrowany pomysłami, ale zawsze jest furtka w stronę new wired, czyli mixowaniu gatunków. Ilość iteracji jest wystarczająca dla twórczej ekspansji. 

 

edit: ludzie, którzy próbują wykreować cokolwiek są w gruncie rzeczy elitą intelektualną każdego społeczeństwa, bo z konieczności muszą rozumieć wiele mechanizmów rządzących światem, obnażać zachodzące procesy, o których większość nie ma nawet bladego pojęcia, prognozować zachowania w trybie ciągłym w wymyślonych liniach czasowych. Tworzą lepiej lub gorzej działające modele rzeczywistości ze wszystkimi możliwymi implikacjami, uzależnionymi od ich aparatu poznawczego. 

 

edit2:

Inne wspomaganie dla twórczych umysłów HEŁM BOGA czyli jak podnieść samoocenę autorawink

S.Lem: „Nikt nic nie czyta; jeśli czyta, nic nie rozumie; jeśli rozumie, natychmiast zapomina”.

Dobra, wymiękłam. Wracam do felietonów Pilipiuka, one przynajmniej są zabawne...

I jeszcze zostałam nazwana starym człowiekiem. Jak tak można do kobiety? ;(

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

@Ceterari

czy wiesz co kryje się pod pojęciem idiolektu? Wyjątkowość tego zjawiska dotyczy praktycznie wszystkich, którzy przekazują i odbierają informację. Także pisarzy i czytelników. Niebezpieczeństwo polega na tym, że:

nasze codzienne interakcje komunikacyjne (bez względu na to, czy bezpośrednie, tj.

face to face, czy zapośredniczone technologicznie przez telefon, Internet etc.), mimo że są

osadzone we wspólnym nam wszystkim, realnym świecie, obfitują w sytuacje

nieporozumienia, niezrozumienia, ujawniania się semantycznej nieostrości itp. Już sam fakt,

że każdy z nas posługuje się idiolektem, tzn. typowym dla danej osoby sposobem

wypowiadania się (chodzi nie tylko o wykorzystywane przez nas znaczniki dyskursu, czyli

wtrącenia w rozmowie, ale też o skróty myślowe, eufemizmy, powiedzonka, anafory i in.)

może generować komunikacyjne problemy. Bywa zresztą tak, iż stwierdzamy, że ktoś „mówi

w swoim języku”, by określić swoiste zachowania werbalne tego kogoś, swoisty leksykon

i frazeologizmy. Po drugie, systematyczna wieloznaczność olbrzymiej większości wyrażeń

używanych przez nas do porozumiewania się dodatkowo wpływa na powstawanie

rozbieżności interpretacyjnych podczas „dekodowania” tego, co się nam komunikuje. Gdyby

i tego było mało, to po trzecie, nasze interakcje mowne zachodzą w zmiennych

i różnorodnych kontekstach (sytuacyjnych, interpersonalnych, językowych, kulturowych,

poznawczych), co czasami nieco kolokwialnie wyraża się powiedzeniem, iż każdy z nas żyje

„w swoim świecie”. – źródło Kwartalnik Internetowy „Komunikacja Społeczna” 2013, nr 2(6)

 

Wnioski są przytłaczając, czy odnoszą się także do dzieł zgromadzonych na portalu? Do kryteriów ocen? Do aprobaty lub negacji? Każdy twórca nie jest dostawcą treści dla każdego czytelnika. Czy wogóle jest jakiś obiektywny mechanizm, który sprawiedliwie ocenia utwory literackie? Jak pisać książki, opowiadania, krótkie formy? 

Jedynym sprawiedliwym kryterium są reguły językowe. Piszesz stylistycznie gramatycznie, jesteś w gronie rzemieślników. 

Powtórzę wcześniejsze pytanie: a co gdy te kryteria będą spełnione przez każdego pisarza? W świetle wcześniejszego wywodu, co stanie się wykładnią sukcesu? Komunikacja z jak największą rzeszą odbiorców? Nie , z grupami, które widzą świat podobnie. Świat się globalizuje, Pauperyzacja dościga każdą grupę społeczną, głównie dzięki massmediom, które kształtują nas kulturowo. 

 

edit: 

Co można doradzić młodym mniej doświadczonym twórcom? Próbować dotrzeć do jak największej grupy odbiorców. Ktoś zapyta ironicznie: niby jak? Ścieżki są przetarte, podpatrujmy filmowców. Czy pamiętamy serial Lost? Mnogość postaci pierwszo– i drugoplanowych była dużym zaskoczeniem, ale dzięki temu autorzy potrafili zainteresować masywna grupę odbiorców. Podobnie jest z większością seriali.

jakie konkluzje? Społeczeństwo niebezpiecznie szybko ewoluuje, dzięki masowemu dostępowi do informacji, dzieli się na wąsko specjalizowane grupy zainteresowań. Czy są hermetyczne? Chyba tak. Do tej klasyfikacji niestety musimy dodać podziały etniczne (kod: patriotyzm), religijne (kod: dogmaty), polityczne (kod: antagonizmy: np. pisowcy to faszyści, a peowcy to złodzieje).

Podsumowując, kiedy kreujesz opowieść zaludniaj świat postaciami, nie tylko głównymi, ale przede wszystkim drugoplanowymi, mocno osadzonymi w realiach. Mnogość osób reprezentuje wymagane przez autora atrybuty przynależności do danej grupy, tworząc tło fabularne historii. Otoczenie bohatera nie może być puste, wcześniej tez pisałem o zapełnieniu przestrzeni fizycznej, korzystając ze zmysłowych opisów. 

 

S.Lem: „Nikt nic nie czyta; jeśli czyta, nic nie rozumie; jeśli rozumie, natychmiast zapomina”.

Chołota, Twoje rady dobrze mi brzmią, oczywiście w odniesieniu do autorów, którzy nie tyle chcą pisać, co wydać książkę, więc zapytam wprost – ile w tym teorii, a ile praktyki?

@Blacktom

W tej rzeczonej sprawie kontaktuję się z tajemniczym bytem  z mgławicy Hourglass, z technicznego punktu widzenia udostępniam własne ciało do komunikacji. cheeky

S.Lem: „Nikt nic nie czyta; jeśli czyta, nic nie rozumie; jeśli rozumie, natychmiast zapomina”.

Milczenie przysługuje Ci tylko, jesteś potomkiem Enkiego, który zamieszkuje teraz Nibiru oczekując na koniunkcję z Ziemią – zapraszam wtedy, podejdź, mam wygodny kaftan.

A tak serio, to też jestem ciekaw. Rady wyciągasz z praktyki, czy tak dobrze przetworzyłeś teorię?

Jestem Hołotą. Pozdrawiam was w świetle i miłości . Komunikujemy się teraz. Musieliście czekać, aż ona precyzyjnie dostroiła się (c*), wysyłamy wąski pęk wibracji. Nie ma żadnego oddzieleniaApelujcie, szukając prawdy.

 

 

* c ( istota ludzka)

 

S.Lem: „Nikt nic nie czyta; jeśli czyta, nic nie rozumie; jeśli rozumie, natychmiast zapomina”.

W sumie racja... Nieważne skąd ta wiedza i kto jest nośnikiem/źródłem, bo i tak bym jej nie uznał za wartościową, gdybym jej nie miał za sensowną ;)

@Blacktom

To był klasyczny twist fabularny, kiedy wydaje się czytelnikowi, ze rozszyfrował główną postać, wtedy ...ciach – gwałtowny zwrot akcji. 

Oczywiście, doświadczenie podpowiada nam, kiedy wypadałoby dojść do momentu kulminacyjnego, w którym zmiana akcji spowoduje kompletne zaskoczenie u czytelnika. Nie należy przeginać, gdzieś jednak musimy zachować zdrowy rozsądek i logikę zdarzeń. 

S.Lem: „Nikt nic nie czyta; jeśli czyta, nic nie rozumie; jeśli rozumie, natychmiast zapomina”.

Freud pisał, że mężczyźni pragną kobiet, natomiast kobiety potrzebują męskiego pożądania. A czego potrzebuje wydawca, a co jest obiektem pożądania debiutanta? 

Nie łudźcie się, że druk w czasopiśmie Nowa Fantastyka jest jakąkolwiek trampoliną do kariery. Buduje tylko socjopatyczną więź pomiędzy nowicjuszem a wydawcą. Dla wydawcy los jest okrutniejszy, bo promując słabe treści i nowych autorów, periodyk traci na jakości i prestiżu, które do niedawna przyciągały znane pisarskie marki. To jest równia pochyła o szorstkiej nawierzchni, bo ruch jest powolny i mało widoczny.  Ale przecież nie tak dawno JeRzy pisał o nowej siedzibie redakcji w domowym zaciszu, gdzie każdy samotnie komunikuje się treścią z pozostałymi członkami zespołu droga najzwyklej elektroniczną. 

Tylko autorzy ze znanymi nazwiskami mogą sobie w Polsce pozwolić na wydawanie opowiadań pomiędzy pisaniem powieści, przede wszystkim dla „podtrzymania wrażenia obecności autora na rynku”. 

 

Mała dygresja, czy wiecie że: „Na sprzedaż: dziecięce buciki, nigdy nienoszone” – to najkrótsze opowiadanie podobno napisał Hemingway, choć może po prostu przeczytał takie ogłoszenie w gazecie. W każdym razie tak wygrał zakład (o 10 dol.), że potrafi napisać opowiadanie w sześciu słowach. W dodatku utwór posiada głębię, ukryty dramat. Padają pytania: kto dał ogłoszenie? Mąż, czy żona? A może oszukana kochanka? 

Mile gawędzić o anegdotach, ale co ma począć biedny debiutant? Jest jedna z wielu możliwości, choć atrakcji nie niej nie zabraknie, bo wymagać będzie co najmniej aktywności tych znanych już autorów, którzy osiągnęli szczyt własnych możliwości i nadal szukają spełnienia, albo...odkupienia. 

Wyobraźmy sobie, tylko dla przykładu, Andrzeja Sapkowskiego, ekonoma z zawodu, który poświeciłby się niewielkiej utalentowanej trzódce, wspierał i rozwijał ich kariery, wspomagając nowicjuszy wiedzą i doświadczeniem. Rodzaj Zaocznego Sapkowskiego Uniwersytetu, a bardziej roboczo: przyzakładowe warsztaty zawodowe, za co mógłby za drobną opłatą nauczać pisarskiego rzemiosła. Chętnych będzie co niemiara, więc sito byłoby gęste, wyłoni najbardziej utalentowanych. Nawet jak procencik spłynie z licencji, to nic w porównaniu z historia, kiedy po dekadach ktoś napisze nie tylko na wikipedii: Kuźnia Sapkowskiego 2018-2020...

Uogólniając odezwą do drogich wybitnych pisarzy, którym na sercu jest rozkwit polskiej fantastyki na sensowym światowym poziomie: Nie ma innego wyjścia jak interaktywne wychowanie w kulturze! 

Inicjatywa godna walenie bębny i tuby propagandowe, wtedy rozniesie się po całej Ojczyźnie. Będą wywiady i reportaże, telewizja i radio, internety i papugowanie. Bo w czymże lepszy jest Sapkowski od Dukaja? Albo Grzędowicz od Brzezińskiej?...

Jest o czym marzyć, kipiące życiem literackim knajpy, w których dysputy sięgają niebios albo i dalej poza nasze czasy, chyba ten stolyk literacki się prędzej zawali na cztery nogi niż realizacja ruszy z kopyta. 

 

 

 

 

S.Lem: „Nikt nic nie czyta; jeśli czyta, nic nie rozumie; jeśli rozumie, natychmiast zapomina”.

W sumie to fajnie, że na forum można zamieszczać takie strumienie świadomości. Niemniej muszę się nie zgodzić z częścią wypowiedzi, którą zrozumiałem.

Po pierwsze opublikowanie w NF (albo w innych poczytnych tytułach jak Smokopolitan) zdecydowanie może być trampoliną. (Podkreślam MOŻE, a nie MUSI). Zważywszy na fakt, że większość czytelników i kupujących fantastykę regularnie, często kupuje również prasę fachową (lub legalnie ściąga za darmo) to publikacja w takim czasopiśmie jest okazją do zaprezentowania się szerszej publiczności. Wielu autorów kompletnie nieznanych zaczynało w F lub NF (jak Sapkowski, Dukaj, Ziemiański czy Piekara).

Sam po przeczytaniu świetnego opowiadania w NF zapamiętuję autora i jeśli w niedalekiej przyszłości zobaczę jego książkę na półce w księgarni to po nią sięgam.

Co do warsztatów to takie istnieją. Na targach książki w Krakowie kilka lat temu Ziemiański zapraszał na takie we Wrocławiu (a że to dla mnie trochę daleko to nie skorzystałem). Jednak nie uważam takich warsztatów za jakieś super przydatne. Podstawową teorię na temat pisarstwa można zdobyć z poradników. Natomiast praktykę i konstruktywną krytykę zdecydowanie daje ten portal.

Opisujesz stare dzieje, kiedy RN Fantastyki był M.Parowski. 

Model biznesowy, o którym pisałem jest raczej bliższy temu, co robi A.Brzezińska, prowadząc własne wydawnictwo Runa. Podobnie R. Kosik. Pamiętam że R.Pawlak także założył wydawnictwo ebookowe. 

 

S.Lem: „Nikt nic nie czyta; jeśli czyta, nic nie rozumie; jeśli rozumie, natychmiast zapomina”.

O, dobrze Ciebie widzieć ponownie Chołota. Chciałem prosić o kilka tytułów Twoich opublikowanych opowiadań i wydanych książek. Oczywiście w celu zapoznania się z Twoim, niesiągalnym dla nas maluczkich, warsztatem.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Chołota – z nowszych zaczynających w NF można wymienić choćby Jacka Wróbla z jego opowieściami o mistrzu Haxerlinie oraz Marcina Podlewskiego, który wygrał konkurs NF na 30-lecie pisma.

@Natan,

a sorki nie wiedziałem, przykro mi, ale autorów nie kojarzę. Jest więcej takich pozytywnych przykładów? 

@mr.maras – jest info wyżej.

 

S.Lem: „Nikt nic nie czyta; jeśli czyta, nic nie rozumie; jeśli rozumie, natychmiast zapomina”.

Marta Krajewska, Maria Dunkel też.

Niezły tutaj zrobił się bałagan. Usuwam ostatnie komentarze. I upominam – rozmawiajcie na temat.

Chołoto – nie prowokuj i nie offtopuj. Jesteś tutaj bardzo krótko i nie mogę wyzbyć się wrażenia, że to, co robisz nie wychodzi Ci przypadkiem.

Mr.marasie – jeśli ktoś w Twoim mniemaniu jest trollem, to nie znaczy że masz wdawać się w pyskówki z nim. Jest to już kolejny wątek, w którym masz naprawdę duży wkład w powstający i nakręcający się offtop. W ten sposób niszczysz dyskusję dla innych osób. Przemyśl to.

 

Pozostali – chciałbym też przy okazji zwrócić uwagę, że zagrzewanie dwóch strony do prowadzenia dyskusji odbiegającej od tematu lub komentowanie tejże jest po prostu dokładaniem swojej cegiełki do tworzenia z wątku śmietnika.

 

Na koniec – jak zawsze – chciałem dodać, że odpisywanie na niniejszy komentarz również będzie offtopem :) Jeśli ktoś koniecznie chce odpowiedzieć, może napisać do mnie prywatnie. Na pewno jeszcze wiele można powiedzieć na temat tego “jak zacząć pisać książkę”, do czego gorąco zachęcam :)

To ja spróbuję zreanimować temat.

 

Co wg was jest łatwiej zacząć i łatwiej skończyć jako zamkniętą całość? Antologię opowiadań z jednego świata jak w przypadku Haxerlina czy Wędrowycza, czy jednak jedną, spójną fabularnie historię?

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

To zależy, Ceterari, jak lubisz pisać. Myślę, że sam sprawdziłbym się w Antologii. Lubię krótkie, pojedyncze historie. W moim przypadku musiałby to być świat, jako część wspólna, nie główny bohater. Co do książki, to jak pisałem już wcześniej, tylko z porządnym konspektem.

Tak więc, zależy co kto lubi. :)

Jak dla mnie – opowiadania w ogóle nie wchodzą w grę. Jeśli próbuję je osadzić w jakimś większym świecie, to zaraz pojawiają się głosy, że za dużo niedopowiedzeń i nie wiadomo o co chodzi. Wszystko zależy oczywiście od tego jak się komu nad czym lepiej pracuje. Taki Sapkowski doskonale odnalazł się w opowiadaniach i wręcz dorabiał potem do nich powieść (mniej lub bardziej zgrabnie, kwestia gustu. ;)

Dla mnie zdecydowanie książka > opowiadania. 

Pozwolę sobie na drugi kijek:

Zacząć to banał – każdy i każda z nas zaczęliśmy pisać powieść.

Jak skończyć?

"Białka były czerwone, a źrenice większe niż całe oczodoły"

Ja też chciałabym wiedzieć. Podziel się, Dzikowy, tą wiedzą ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Ja myślę, że w pewnym momencie trzeba postawić sobie granicę i powiedzieć: Dobra, reszta do drugiego tomu ;P

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Myślę, że najlepiej jest wiedzieć, dokąd się zmierza. Znaczy – zaczynając, mieć już w głowie bardziej lub mniej dokładny pomysł na zakończenie. Choć zdaje się u nas na forum przeważają fani spontanicznego pisania (zdecydowanie się do nich nie zaliczam) :P

 

Ja myślę, że w pewnym momencie trzeba postawić sobie granicę i powiedzieć: Dobra, reszta do drugiego tomu ;P

 

A ja nie cierpię czegoś takiego. Czuję się, jakbym wydała kasę i dostała niepełny produkt. Niefajne zagranie ze strony pisarza/wydawcy, żeby naciągnąć mnie na kolejną część. Jak książka będzie dobra, to i tak kupię drugi tom.

Co wg was jest łatwiej zacząć i łatwiej skończyć jako zamkniętą całość? Antologię opowiadań z jednego świata jak w przypadku Haxerlina czy Wędrowycza, czy jednak jedną, spójną fabularnie historię?

 

Dla mnie to drugie. Napisałam kilka opowiadań z jednego uniwersum, a że to jeden świat i ci sami bohaterowie, to nie potrafię ich napisać tak, by stanowiły stuprocentowo zamkniętą całość. Bo to przecież w końcu jakieś kontinuum. Więc otwieram wątki, które mam w planach kontynuować za opowieściowy rok, a w między czasie otwierają się nowe. I w końcu nie mogę ich wszystkich połapać na tyle sensownie, by opowiadania miały sens zarówno same w sobie, jak i jako części całości. I w sumie sama sobie zrobiłam problem, bo jakbym miała teraz to wszystko zamknąć w książce, to musiałabym przepisać połowę już opublikowanych opowiadań.

A co, jeśli nie planujesz drugiego tomu bo wiesz, że nie masz na niego materiału?

 

Ja się bujam z czymś, co ma już prawie 800.000 znaków i dojść do końca nie mogę, mimo że znam zakończenie odkąd tylko zaczęłam pisać. Zakończenie to nie problem, dotarcie do niego to całkiem inna sprawa...

 

@Ocha, to zrób tak, co Ci szkodzi? ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Joseheim, pewnie w kóncu tak zrobię. Tylko się obawiam, że jakbym kiedyś próbowała wydać, to padnie zarzut, że za dużo już gdzieś krążyło.

Z takiego NF możesz zdjąć. Nie publikujesz tu zresztą pod nazwiskiem. A to będzie coś innego, mimo wszystko, zamknięta całość ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Ja się bujam z czymś, co ma już prawie 800.000 znaków i dojść do końca nie mogę, mimo że znam zakończenie odkąd tylko zaczęłam pisać. Zakończenie to nie problem, dotarcie do niego to całkiem inna sprawa...

A nie dawno było chyba 650 ;D

Jose, szalejesz! ;>

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

No tak, tylko że koniec jest odległy jak Antypody ; [ Niby się zbliżam, ale wychodzi na to, że dojdę do miliona znaków, a potem będę krwawić i ciąć, ciąć, ciąć... o ile kiedyś w ogóle skończę ; p Chyba nie nadaję się do pisania dłuższych form, bo słowo “dłuższy” nabiera dla mnie całkiem nowego wymiaru...

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Chociaż sukcesu żadnego nie mam na koncie, podjąłem próbę napisania powieści i nawet mi się udało! Chociaż nikt nie chce jej wydać, ale to zupełnie inna historia.

Generalnie zaliczam się do piszących spontanicznie, ale po napisaniu pierwszej wersji mojej książki, doszedłem do wniosku, że w taki sposób gubię się i zapominam o wątkach. Albo dochodzę do pewnego momentu i nie wiem, co dalej. Dlatego poczytałem mądre książki, które mówią, że potrzebny jest plan! Więc taki plan stworzyłem i wiecie co? Ułatwiło mi to zadanie. Mogłem wyłapać sceny, które były zwykłymi zapychaczami, na spokojnie rozwiązałem problem z poprowadzeniem fabuły, a i z połączeniem wątków było łatwiej, bo wychwyciłem od razu błędy logiczne.

Jedyną wadą tego rozwiązania jest, przynajmniej dla mnie, że przystępując do pisania w zasadzie znałem już całą książkę, co odbierało mi zabawę w eksplorowaniu historii.

Zgadzam się z Dzikowym odnośnie łatwego początku. Mógłbym teraz pewnie napisać z pięć powieści, ale problem mam ze środkiem i zakończeniem. Wiem, że bez planu nic z tego nie będzie, ale jako, że powieść wymaga ogromnej ilości czasu, którego nie mam, ograniczam się do opowiadań. Pisanych spontanicznie! :)

A jeszcze w kwestii samego początku:

U mnie zaczęło się od wykreowania świata fantastycznego. I nie mówię tu o jakimś regionie czy królestwie, ale całym układzie planetarnym (mam rozmach, skur..., khem!). Bóstwa, fauna, flora, magia, geografia, historia. Wszystko oczywiście w największym skrócie, ale miałem punkt wyjściowy. Teraz mogłem wybrać, jaki rodzaj historii chcę opowiedzieć i co w związku z tym rozbudować. Historia później się jakoś sama do tego przykleiła.

A propos historii. Myślę, że również ważne jest zadanie sobie pytania, co chce się przekazać swoją książką (jeśli już ktoś to poruszył, to przepraszam za spam).

Czaszka mówi: klak, klak, klak!

Co Wy wszyscy z tym przekazywaniem czegokolwiek? ; p

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Może chodzi o to, że fantastyka jest bardzo publicystycznym gatunkiem w zasadzie od czasów mitologii i platońskiej Atlantydy. ;)

"Białka były czerwone, a źrenice większe niż całe oczodoły"

Tak mi się wydaje, że dość ważne, bo inaczej masz historię o podróży bohatera z punktu A do punktu B, okraszoną większymi bądź mniejszymi fajerwerkami/przeszkodami. Oczywiście takich książek nie brakuje i też dają przyjemność.

Czaszka mówi: klak, klak, klak!

To też podpytam, jeśli można :) Ile znaków ma książka i jak to się przekłada na strony na papierze? Ile czasu upłynęło od wysłania do przyjęcia przez wydawcę, a ile od przyjęcia do premiery?

Książka jest krótka, coś koło 350 tysięcy znaków, stron będzie 250, format standardowy.

Od wysłania do pierwszego mejla zwrotnego typu: jesteśmy wstępnie zainteresowani – jakieś dwadzieścia godzin. Od podpisania umowy do daty premiery – niecałe pół roku.

No to ekspres. Musiałeś się wstrzelić w zapotrzebowanie, abstrahując od tego, że książka musi być dobrze napisana. I tak podziwiam tępo pisania w przełożeniu na efekt :)

Słyszysz/czytasz Fun? Realizm magiczny rules ;)

 

Edit:

Przepraszam. Wydawało mi się, że gdzieś czytałem, że to realizm magiczny, ale już nie jestem tego pewny...

No to eks­pres. Mu­sia­łeś się wstrze­lić w za­po­trze­bo­wa­nie

To na pewno.

 

czy­ta­łem, że to re­alizm ma­gicz­ny, ale już nie je­stem tego pewny...

Ba, sam nie jestem pewien. ;-) To raczej proza obyczajowa z elementami realizmu magicznego; ale wydaje mi się, że sam czytelnik będzie to mógł sklasyfikować podług własnego uznania i odczuć, bo chyba zostawiłem jakieś pole do interpretacji.

 

 

Słyszysz/czytasz Fun? Realizm magiczny rules ;)

Słyszałem, słyszałem. Serce rośnie :D

Książka jest krótka, coś koło 350 tysięcy znaków, stron będzie 250, format standardowy.

Od wysłania do pierwszego mejla zwrotnego typu: jesteśmy wstępnie zainteresowani – jakieś dwadzieścia godzin. Od podpisania umowy do daty premiery – niecałe pół roku.

​Brzmi aż nieprawdopodobnie. Gratuluję i zazdroszczę.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Ale droga do tego momentu była już bardzo długa, bardzo monotonna i chyba bardzo standardowa. Wygrzebywanie się z grafomanii, lata pisania dla siebie, kilka odrzuconych opowiadań (raz mnie na przykład redaktor Paweł Dunin-Wąsowicz opieprzył przez telefon, że mu zawracam gitarę  pytaniami o jakiś beznadziejny tekst; i skąd ja mam właściwie jego numer), szukanie własnej drogi literackiej, wypracowywanie jakiegoś swojego stylu i tak dalej. Ba, nawet ta powieść miała już różne przygody, choć akurat Dolnośląskie odpowiedziało szybko.

Hubert, pociesz mnie... opowiedz o tych różnych przygodach...

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Cet, to ja Ci opowiem. Siedem, nie, teraz już osiem lat temu napisałam powieść dla młodzieży (ponad 500 tys znaków). Wysłałam ją na konkurs wydawnictwa Verbum Nobile (już chyba nie istnieje), weszłam do ścisłej czołówki, dostałam nawet dyplom, ale nie wygrałam.  Rozsyłałam to później po wszystkich wydawnictwach, jakie tylko znalazłam. Czasem nawet dostawałam jakąś miłą odpowiedź. Potem zabrakło mi wydawnictw :-( Uspokoiłam się z wysyłaniem, bo straciłam nadzieję.

Potem była historia z Myszką Hanią – wysyłałam, wysyłałam i nic. Znowu przerwa. Potem, po jakiejś półrocznej przerwie pada pytanie od śniącej: Co tam, Basiu, z Twoją bajką? No co ma być: nic – odpowiadam i biorę w rękę książkę, którą właśnie czytam. Wydawnictwo BIS. Myślę, tu jeszcze bajki nie posyłałam, więc nadrabiam niedopatrzenie. Po kilku dniach odpowiedź: jestem zainteresowana wydaniem.  HURRA!

Potem konkursik na książkę na gwiazdkę i na zimę, w których startuje Myszka. Mój konkurent “Detektyw Bzik”. Sprawdzam wydawnictwo – Alegoria – tu niczego nie wysyłałam. Więc myk – posyłam moją powieść dla młodzieży. Dosłownie po dwóch dniach odpowiedź: łyknęłam za jednym zamachem, jestem zainteresowana wydaniem. HURRA!

Brzmi jak bajka albo scenopis do niezbyt udanej telenoweli, ale to czysta prawda. Mam podpisaną umowę. I jak tu nie wierzyć w magię? 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Zazdroszczę i serdecznie gratuluję (tak, w tej kolejności ;p) Zwłaszcza ukończonych projektów, hihi.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Trochę zazdrości nie zaszkodzi. A Ty pisz, kochana, jak tylko znajdziesz trochę czasu! 

 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

O jaaa! A jednak się da! Super! Wspaniała wiadomość! Ja też umieram z zazdrości! ;)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Basiu, świetna wiadomość! Bardzo się cieszę i gratuluję! :)

Basiu, staram się. Jednak bardziej niż pisanie przeraża mnie to, że jak już coś skończę, to będę musiała to przeredagować ze dwa razy, a to ogrom pracy i czasu, którego nie mam. Ale wierzę w cytat, który mam w podpisie ;) Tak czy owak dobrze wiedzieć, że jest światełko w tunelu i czasem nawet po kilku latach, ale jednak da się coś ugrać! A na pewno warto próbować :)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Bemik, słońce na nieboskłonie, zazdrość mnie teraz zżera i wcale nie jest mi lepiej...

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Morigana, Ocha – dziękuję. Ocha – Ty przecież też masz coś do wysyłania, prawda?

Joseheim – a może przyjmą Twoją powieść i nie będziesz musiała jej dwa razy przeredagować, a tylko wprowadzić drobne poprawki? Któż to może wiedzieć, co się wydawcy spodoba?

Ceterari, napisałaś:

Hubert, pociesz mnie... opowiedz o tych różnych przygodach... 

Zamiast Huberta napisałam ja. Myślałam, że to będzie pocieszenie, bo przecież od napisania książki minęło ponad osiem lat. Ja po prostu nigdy tak naprawdę nie zrezygnowałam, wierzyłam, że kiedyś ktoś... Myślałam nawet o selfpubie, ale na szczęście nie miałam kasy i postanowiłam czekać. No i okazało się, że miałam rację. 

Więc, zamiast dać się pochłonąć zniechęceniu, pisz, Aniu, i rozsyłaj po wydawnictwach. A przede wszystkim uwierz w siebie. Jeśli Ty nie będziesz wierzyć w siebie, to jak ma uwierzyć ktoś obcy? Może za kilka tygodni albo miesięcy okaże się, że Ty też trafisz na jakąś życzliwą duszę, która przeczyta Twoją powieść i pomyśli, że w to warto zainwestować?

 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bemik, ale ja ją będę musiała sama przeredagować zanim uznam ją za wartą wysłania gdziekolwiek ;) Raz na pewno, bo teraz, jak kończę, to wiem, że mi się szereg rzeczy na początku nie zgadza, a drugi raz jak przeorają mnie bety ;) Ewentualna redakcja w wydawnictwie będzie co najmniej trzecią ;D

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

No tak, Aniu, masz rację. Ale im więcej sama (ewentualnie z betami) zrobisz, tym mniej poprawiania w wydawnictwie. Tak, czy siak – jak nie spróbujesz i nie wyślesz, nie masz szansy na druk. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Osiem lat zdecydowanie mnie nie pociesza.

 

EDYTA: Okazuje się, że to był ten rodzaj kopniaka w chude pośladki, który był mi potrzebny. Wysłałam się do kolejnych kilku wydawnictw.

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Za pozytywnego kopa życzę sobie potem egzemplarz wydanej książki z autografem autorki!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

No mam Basiu, mam oczywiście. Jak tylko wygrzebię się z najgorszego od lat wirusa, który mnie dopadł, to napiszę to zakichane streszczenie i wyślę. Przyszły tydzień. :) A co z Daaiką? Będziesz im też słała?

Osiem lat? U mnie to już by dawno wisiało na necie ;p

Gratuluję!

To jest puste, ciągnie się w nieskończoność i… O mój Boże, tam jest pełno zaimków!

Basiu, gratulacje! Mnie te osiem lat raczej dobiło :P Tym niemniej bardzo się cieszę, że Ci się udało :)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Hu­bert, po­ciesz mnie...

Chyba nie jestem w tym najlepszy. Po prostu rób swoje i czekaj ze spokojem w sercu.

 

opowiedz o tych różnych przygodach...

Wolę nie, jeszcze nie teraz. ;-)

 

 

Kurde, dawno nie zaglądałem do tego wątku, a tu takie rzeczy.

 

Basiu, gratuluję umowy z Alegorią, ale tak bardzo, bardzo na smutno w sumie. Nie dlatego, że sam Ci kiedyś szczerze polecałem to wydawnictwo i ichnią naczelną, jeszcze przy okazji Hani, a Ty, zdaje się, mówiłaś, że do nich wysyłałaś, ale dlatego, że kiedyś szczerze zachwalałem to wydawnictwo chyba każdemu, jako że w ciągu – pi oko – dwóch godzin od wysłania tam mojej pobiedronkowskiej bajki dostałem pełną zachwytów odpowiedź od naczelnej, świetnej babki, z którą szybko złapałem naprawdę rewelacyjny kontakt, i która w pewnym momencie, po długich i dziwnych perypetiach tego tekstu, nawet obiecała mi już wydanie, a potem... potem przestała się odzywać, odpowiadać na maile i w ogóle zaczęła ignorować moje istnienie. Jak nożem sieknął, bez słowa wyjaśnienia, co ją ugryzło.

No ale, no. Na smutno czy nie, cieszę się niezmiernie i w tej niezmierności szczerze, że Tobie bardziej się z Alegorią poszczęściło.

 

Hubercie, co prawda nie ten wątek, ale Tobie też gratuluję.

 

Peace!

 

Edith:

Korzystając z nadarzającego się pretekstu – wybacz, Basiu – napisałem wczoraj do Alegorii raz jeszcze i co nieco się wyjaśniło, a mnie jest w życiu lepiej.

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Cieniu, dziękuję i cieszę się również Twoim szczęściem.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Ciekawe jak   to jest  z pisaniem tych książek.Chyba kiedyś się zdecyduję.

Polecam. Zarwane noce, stały mindfuck i niemy płacz w poduszkę, kiedy nagle odkrywasz, że jeden z wątków ci się sypie ;) 

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Ceterari zapomniała wspomnieć o tych dobrych stronach. Ci, którym udało się wydać własną książkę, opowiadają o euforii na widok swojego nazwiska na okładce, o długich wieczorach spędzonych na sztachaniu sie farbą drukarską z własnej książki, poczuciu pozostawienia czegoś po sobie dla potomnych, dumie, która rozpiera pierś i unosi 30 cm ponad powierzchnię gruntu itd.

Po przeczytaniu spalić monitor.

To musi być jeden z najlepszych rodzajów haju, trzymanie w dłoniach swojego papierowego dziecka.  Tylko dlaczego ciąża trwa tak długo? ;)

Mówimy o pisaniu nie o wydawaniu ;P

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

A tak co do wydawania – Genius Creations nadrobił zaległości w ocenianiu i wszystkie nadesłane między styczniem a październikiem propozycje ocenił. Kilka na tyle pozytywnie, że będą w planach wydawniczych. Ktoś się odnalazł wśród tych szczęśliwców?

Wracając do pisania – najważniejsze jest dla mnie to, że w pewnym momencie zaczynam żyć życiem swoich bohaterów. W ciągu dnia patrzę na przechodniów i wyszukuję wśród nich twarze, które chcę zapamiętać i przekazać postaciom drugoplanowym. Wieczorem przed zaśnięciem wymyślam fabułę, a często też śnię o tych moich zaprzyjaźnionych bohaterach. 

To jest właśnie najcudowniejsze: siadasz do kompa i znika otaczający cię świat.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Ocha! Przeczytałem “będę” zamiast “będą” i już chciałem gratulować :)

Po przeczytaniu spalić monitor.

Ha! Na razie za sukces uważam, jeśli dostaną automatyczną odpowiedź zwrotną. ;)

Zamieściłem tu kiedyś zdjęcie poradników dla pisarzy, z których czerpię “wiedzę teoretyczną”.  Brakowało mi jednej ważnej pozycji. I oto dorwałem wreszcie po latach “Jak napisać powieść”​ Nigela Wattsa.

W tle kilka antologii fantasy, które mniej lub bardziej polecam, bo jak widomo, teorie teoriami, ale nie wolno zapominać o praktyce (czyli pisaniu i czytaniu). Chcesz pisać dobre opowiadania fantasy? Ucz się od najlepszych ;)

 

 

Po przeczytaniu spalić monitor.

I jak wrażenia z Wattsa, marasie? Słyszałam, że to porządna książka.

Nowa Fantastyka