- Hydepark: Dyskusje o grach wideo

Hydepark:

inne

Dyskusje o grach wideo

Jeśli chcecie coś polecić, ponarzekać, porównać, zapytać; pochwalić się levelem; prowadzić nerdowskie dysputy okołofilozoficzne o erpegowych uniwersach albo wpływie gier na ludzki móżdżek; wznosić modły, że only PC albo PS rlz; płakać, że kiedyś to były gry, albo że każda część poza pierwszą to porażka; pobawić się w prognozy i dzielić wizjami rozwoju technologicznego – czy co tylko wymyślicie odnośnie gier wideo – to wątek dla was.

Komentarze

obserwuj

Grał ktoś w Metal Gear Solid V? To najbardziej pokopany miszmasz wszystkiego, jaki widziałam. Wtręty z fantastyki, z horroru powalają mnie na łopatki. A im dalej, tym bardziej absurdalnie.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Liczyłem, że temat wątku to będzie “Teraz grane, niedawno przegrane”. :<

 

W MGS nie grałem, ja to raczej taki niedzielny gracz jestem. Od paru dni ogrywam Her Story i bardzo spodobał mi się klimat retro tego tytułu, ponoć ostatniego przedstawiciela gatunku, gdzie za przerywniki filmowe robiły sceny z prawdziwymi aktorami.

 

Ostatnio zachwyciło mnie Life is Strange. Przecudowna gra, której dużym atutem, jak dla mnie, jest nastawienie na historię, a nie na rozgrywkę. Nie oznacza to, że rozgrywki nie ma, ale wachlarz emocji jaki dane mi było doświadczyć, rozwalił mnie, rozłożył na łopatki. Z niecierpliwością czekam na sequel “Before the storm”.

Seria MGS jest mi znana. To bardzo ambitny projekt Kojimy, który próbował do rozbudowanej mechaniki skradankowej (jednej z najlepszych) dorzucić równie ambitną fabułę, którą mocno przekombinował w pewnym momencie. Niczym w incepcji – spisek w spisku, do tego mający własny spisek ;) Właściwie granie w piątą część bez znajomości poprzednich mocno utrudnia zrozumienie całej historii.

MGS V to także tytuł, gdzie Hideo Kojima poróżnił się z Konami (producentem), co skończyło się jego odejściem. Widać to w strukturze – po bardzo ciekawym pierwszym rozdziale, kolejne będą coraz bardziej skracane. Koniec końców przedstawiona w grze historia jest niedokończona, bo firma odcięła twórcę na finiszu.

Od siebie polecam Spec Ops: The Line. Z wierzchu to średnia produkcja gatunku “strzelanina z systemem osłon”. Jednak po trzeciej misji fabuła, inspirowana przez pewną książkę oraz film, których nazwę celowo przemilczę, zaczyna dekonstruować typowe motywy obecne w takich grach. A pod koniec dostajesz nawet ekran ładowania z sloganem kwestionującym działania twoje jako gracza. Warto spróbować i przejść chociaż raz, bo to solidna produkcja od strony historii, a przyzwoity gameplay nie przeszkadza się tym cieszyć. Jednak ostrzegam przed spoilerami – zepsują wam całą radość z odkrywania fabuły i dochodzenia do jednego z czterech zakończeń. Nie czytajcie i nie oglądajcie ich!

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Widziałam ze Skonecznym doskonałą prelekcję o Life is Strange na konferencji “Dyskursy gier wideo”, gdzie miałam referat. Dziewczyna fantastycznie opowiadała o kwestii zdjęć i oparciu na nich gry. Ja jeszcze nie przeszłam wszystkich odcinków.

Nie grałam we wcześniejsze MGS. Tam też są takie rzeczy? Od ognistych demonów i materializujących się wilków do gigantycznych mechów? W skradance z giwerami?! 

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Od ognistych demonów i materializujących się wilków do gigantycznych mechów? W skradance z giwerami?! 

Yup ;) Choć demon to akurat rzecz prosto z MGS V, ale wcześniej mieliśmy szamana, telepatę, ducha, starca-snajpera zespolonego z mchem, quasi-wampira (był nawet z Rumunii!), czy osobę przeklętą przez los. Tylko przygotuj się, że wiele z nich jest wyjaśnione “spiskiem” i “magitechem” ;) Taka przypadłość Kojimy.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Chyba się muszę zainteresować tą serią :D

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Z serią MGS miałem tylko jedno, bardzo udane spotkanie. Trzecia część, choć graficznie już nie zachwyca, wciąż jest warta polecenia. Warto wspomnieć, że jej akcja toczy się przed jedynką i dwójką, więc nawet osoba nie zaznajomiona z serią nie poczuje się zagubiona. 

Osobiście gram albo na mym zaufanym laptopie, albo na PS. W pierwszym przypadku są to raczej okazyjne sesje z grami online – niektóre odpalam raz na kilka miesięcy, inne co kilka dni. Wszystkim szukającym odrobiny wyzwania i współzawodnictwa polecam następujące tytuły: Paladins, zwany też darmowym Overwatch. Strzelanka 5v5 z postaciami posiadającymi unikalne zdolności, lekki klimat fantasy, komiksowa grafika. Smite – gra typu MOBA, lecz mnogość trybów gry pozwala na lekką zabawę bez konieczności znajomości taktyk, buildów, tierlistów i tym podobnych. Wybieramy jedną z kilkudziesięciu postaci pochodzących z różnych mitologii i walczymy z innymi graczami w walkach 5 na 5, 3 na 3 bądź 1 na 1. Na koniec coś dla graczy wolących mentalne wyzwanie – karcianki. Obecnie męczę szare komórki przy Gwincie – jest to jeden z nielicznych tytułów, który nie jest wariacją na temat klasycznej karcianki Magic the Gathering i oferuje coś zupełnie nowego. Inna ciekawa gra to Duelyst, który mechanicznie jest potomkiem MtG, lecz przenosi naszą walkę na planszę, gdzie przyzwanymi kreaturami sterujemy niczym figurami na planszy. Pikselowa grafika sprawi, że miłośnikom gier retro łezka zakręci się w oku.

O ile grając online chcę się po prostu od czasu do czasu odstresować i zmierzyć z istotą ludzką, na PS królują u mnie tytuły solo.  Moje ulubione serie to Soulborne i Persona. W pierwszym przypadku mamy niesamowity, ciężki klimat (w większości części dark fantasy, w Bloodborne gotycki horror) i bardzo unikalny sposób prowadzenia fabuły – nikt nam nic nie tłumaczy, nie mamy przydzielonych celów, postaci jest mało i mówią niewiele, a jeśli już, to zagadkami.  Jeśli chcemy poznać historię musimy uważnie czytać opisy przedmiotów, szukać wskazówek, łączyć skrawki informacji, inaczej możemy przejść całą grę nie wiedząc nawet, co się stało :) Seria zasłynęła z tego, że jest trudna, co może odrzucić graczy którzy nie lubią po raz dwudziesty walczyć  z tym samym bossem, lecz gry nie są trudne dla samego faktu bycia trudnymi, nawet to jest na swój sposób częścią fabuły.  Miód i orzeszki dla każdego, kto ceni przemyślaną budowę świata. Persona to z drugiej strony seria lżejsza (a głęboka), choć nie pozbawiona wyzwań i mroczniejszych momentów, łącząca wszystko co najlepsze Japończycy dali światu gier. Mamy tu walkę turową, rasowe jrpg, elementy visual noveli i date sim’ów,  nastawienie na relacje międzyludzkie, a nawet łapanie, szkolenie i tworzenie drużyny niczym w Pokemonach. Najnowsza, piąta część wyszła niedawno i jest niewątpliwie jedną z najlepszych nowych gier na rynku. Największa wada? Odrzuci każdego kto nie trawi klimatów i stylistyki mangi/anime.

Na koniec moja zakazana przyjemność, Nier. Gra swego czasu przeszła bez echa, lecz zdobyła wielu oddanych fanów, a ostatnio, po siedmiu latach, doczekała się kontynuacji, którą zamierzam nabyć w najbliższej przyszłości. Dla mnie klasyk, coś dla ludzi lubiącym emocjonalne historie, wyrazistych bohaterów, zabawę stylami, miszmasz klimatów i szybką akcję.

Uf, rozpisałem się :) 

Uwielbiam Gwinta, chociaż osobna gra, którą ostatnio wypuścili i siedziałam chwilę w wersji testowej, doprowadzała mnie do szału. Mam karty w realu i świetnie ciupie się przy piwie ;)

Zainteresowałeś mnie tą serią Nier. W ogóle dawno nie grałam w coś, co by mi nie pozwalało odejść od plejki albo co by mi złamało życie lub wywróciło filozofię ;( Ostatnie, co mnie porwało, to była jedynka Dishonored – z tak specyficznym uniwersum rzadko mam styczność. Oparte na jednym motywie – wieloryba – czerpiące z jednego wzorca – industrialu – więc jest fantastycznie spójne. Fabuła oklepana, ale co tam, uniwersum nadrabia.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Zgodzę się z Reinee, że warto wypróbować Duelysta, zwłaszcza, że jest bezpłatny. Ja wróciłem do niego po roku i wciąga jak dawniej. Nie ciągnie mnie do klasycznych karcianek, ale uwielbiam turowe strategie, a Duelyst to najlepsze ich połączenie. No i ten pixel art faktycznie jest w dechę.

“Get Even” zgrane. Fabularnie świetne, mechanicznie i technicznie, takie sobie. Czekam na “Observera”.

And one day, the dream shall lead the way

Ja od ponad pół roku siupię w trzeciego Wiedźmina. Podstawkę już przeszedłem, a teraz kończę Serca z Kamienia. Czasem zdarzy mi się rozegrać partyjkę w Hearthstone’a, a ostatnio porwała mnie beta Quake: Champions. Jedna z najbardziej dynamicznych strzelanek na rynku, do tego możliwość gry ze znajomymi i totalna, nieskrępowana rozwałka daje masę przyjemności. Kto lubił Arenę, temu przypadnie do gustu również Champions. 

A ogólnie, to w lato moje granie ogranicza się do minimum, jedynie parę godzin w tygodniu.

Belhaju, spróbuj Dirty Bomb! :)

Już mnie kiedyś namawiałeś :) Muszę spróbować, ale to raczej późną jesienią lub zimą.

Korci mnie również powrót do Diablo (mam nowego kompa, więc teraz śmiga jak żyleta), wprowadzili Nekormantę, a pograłbym nową postacią. Szkoda tylko, że jest płatne.

Ach, Diablo 3... cholernie grywalne, ale jednocześnie nudne. Nekromanty jeszcze nie kupiłem, ale w końcu to zrobię, bo to zawsze jakaś nowość. Ale żałuję, że nie rozbudowali tej gry o cokolwiek innego (no dobrze, jest jedna nowa lokacja ;p).

Trochę tego nie rozumiem, bo Diablo 2 było jeszcze biedniejsze jeśli chodzi o zawartość: była w zasadzie tylko kampania na trzech poziomach trudności, PvP chałupnicze, system walki mniej angażujący, a mimo wszystko gra wydawała się nieśmiertelna. W Diablo 3 każdy nowy sezon to pewna ciekawostka, ale po kilkunastu godzinach się nudzi.

 

A Dirty Bomb spróbuj koniecznie, jeśli lubisz Quake :)

Nie ma za bardzo lepszego tematu, więc tutaj zagaję, że jest dziś do godz. 19-stej sieciowa strzelanka do zgarnięcia za darmo na Steamie:

http://store.steampowered.com/app/368420/Mirage_Arcane_Warfare/, więc jakby ktoś miał ochotę potestować, to łapcie, póki dają. Ja na pewno sprawdzę, czy to się  do czegoś nadaje.

 

A to Dirty Bomb, odpaliłem, drogi Berylu, ale jakoś mi nie podeszło. Może jeszcze do niej wrócę, ale na razie mam ciekawsze pozycje do przetestowania (jakkolwiek by to zabrzmiało :D ).

The Walking Dead sezon 1 od Telltale do zgarnięcia na steama za darmo. Jeszcze ok. 1 dzień został.

https://www.cdaction.pl/news-51182/the-walking-dead-pierwszy-sezon-za-darmo-w-humble-store.html

And one day, the dream shall lead the way

Zgadza się, ściągnąłem wczoraj, z tym że napsuło mi trochę krwi, bo przy uruchamianiu zawieszało całego kompa. Jeśli ktoś będzie miał ten problem na Win10, to trzeba ustawić zgodność z Windowsem 8.

W ogóle jest teraz wysyp fajnych ofert na tanie i bezpłatne gry. Oprócz tej 7-dniowej promocji na Bundle Stars, polecam nową propozycję “on the house” od Origin – dają teraz za darmo SteamWorld Dig – świetny kopalniany steampunk, podobny trochę do Terrarii.

Sprawiłem sobie The Walking Dead oraz Monaco za darmochę :) Niestety, ale ta druga gra już nie jest dostępna za darmo. A skoro jest to dyskusja o grach, to ostatnio pogrywam sobie w Wolfenstein: New Order. Gra się przyjemnie, jeśli ktoś lubi nawalać nazistów w towarzystwie całkiem niezłej historii :)

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

   Znane gry retro, sprzedawane na różnych stronach typu Gog czy Steam, możemy pobrać za darmo pod adresem https://www.scummvm.org/games/ całkowicie legalnie. Polecam zwłaszcza Beneath a Steel Sky i DreamWeb, bo klimat tych gier mówi sam za siebie i naprawdę warto.

Koniec życia, ale nie miłość

Za VM-ami nie przepadam, ale co do Beneath a Steel Sky się zgodzę, jedna z przygodówek wszech czasów.

Gram ostatnio w Resident Evil 7: Biohazard. Ludzie... Nie widziałam bardziej chorej gry. Wczoraj aż poczułam mdłości i musiałam wyłączyć. Polecam gorąco :D

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

U, chciałem sobie zagrać w Biohazarda, teraz chcę jeszcze bardziej :) 

Ja gierkam sobie obecnie w Bioshock: Infinite. Bardzo oryginalny świat, dobra fabuła, fajna nawalanka, polecam :)

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

U mnie gry-horrory leżą sobie na dysku ponapoczynane czekając na lepsze czasy, ale nie wątpię, że RE 7 jest zacny, ta seria raczej trzyma poziom.

Ja jako nieuleczalny fan strategii turowych zakochałem się ostatnio w Warhammer 40K: Sanctus Reach. Slitherine już jakiś czas temu opracowało fajny patent na ten gatunek i naprawdę dobrze bawiłem się przy Pike & Shot: Campaigns. Twórcy wypracowali świetny balans między realizmem (panikujące oddziały o osłabionym morale itp.), a prostotą obsługi. Do tego realia epoki, kiedy rządziła nasza husaria, naprawdę miodna gra.

W Sanctus Reach jest wiele podobieństw do Pike & Shot, ale wreszcie jest nasza ukochana fantastyka, no i jednostki, które nie muszą zawracać przez kilka tur, jak rozpędzona konnica sprzed kilkuset lat :P. Dopiero napocząłem SR, ale już czuję, że w niej utonę. Polecam z czystym sumieniem wszystkim wielbicielom turowych strategii i uniwersum W40K.

W ciągu ostatnich dziesięciu lat, grałem w trzy gry:

 

Wiedźmin

Wiedźmin 2

Wiedźmin 3

 

(nie licząc kilku pojedynczych sesyjek w jakieś Mortal Kombat czy innego Stritfajtera)

“Tekst ma się bronić sam. Pewnie, tylko bywa tak, że nie broni się on nie ze względu na autora, tylko czytelnika" --- Autor cytatu pragnie pozostać anonimowy :)

 

Dzisiaj polecam coś z innej beczki, gra bez klasycznej fabuły, dialogów, intuicyjna, przepiękna i relaksująca. Nieco krótka i na PS, ale można wielokrotnie grać sieciowo z innymi (interakcja tylko poprzez melodyjne dźwięki i ładowanie sobie nawzajem mocy :D).  Jestem oczarowana!

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Jakby ktoś był we Wrocławiu i miał do zmarnowania trochę wolnego czasu i pieniędzy, ale brakowało mu pomysłu, co z nimi zrobić, to polecam serdecznie wizytę w Muzeum Gier i Komputerów Minionej Epoki (Plac Legionów, w budynku dworca świebodzkiego), zwłaszcza w parzystoosobowych ekipach. Wystawa jest interaktywna i można pomłócić w kilka staroci (Metal Slug, Street Fighter, Arkanoid, Pong, Mario, Golden Axe, River Raid, Sensible Soccer i inne) czy to w celach edukacyjnych, czy w ramach sentymentalnej ucieczki do przeszłości.

 

na emeryturze

Sensible’a to bym targał jak Reksio frytki.

W ciągu ostatnich dziesięciu lat, grałem w trzy gry:

 

Wiedźmin

Wiedźmin 2

Wiedźmin 3

 

to prawie jak ja. Grałem jeszcze w HoMM 5 i trochę w 3. Parę lat temu przymierzalem się też do gry Vampyre story (wampiry + rysowane grafiki mnie kusiły), ale ostatecznie nie znalazłem czasu. Grał ktoś w to?

Ja pierwszego Wieśka skończyłem dziś, po kilku latach od pierwszego odpalenia, bo chciałem w końcu zagrać w dwójkę. Fabuła jest niezła i w miarę normalne, dorosłe dialogi, w porównaniu z innymi RPG-ami, ale to tylko świadczy o tym jak one są średnie. Zapewne przed laty gra robiła szał, ale próbę czasu przetrwała nie najlepiej, jak dla mnie.

Z dialogami w pierwszym Wiedźminie to była w ogóle heca, bo część z nich była żywcem wyrwana z pięcioksięgu Sapkowskiego. Ja pamiętam akurat rozmowę z Talarem, tę o nie dawaniu pardonu i szykującej się ostrej harataninie, ale było tego zdaje się o wiele więcej. Nic dziwnego, że dobrze wypadają na tle innych RPGów.

Natomiast gra nigdy nie robiła szału, w momencie wydania wyglądała średnio i hulała na mocno przestarzałym, licencjonowanym silniku, chyba przerobionej wersji tego z Neverwinter Nights 2, co owocowało staszliwymi, potwornymi, monstrualnymi czasami wczytywania lokacji, a że każde wnętrze, najmniejszej choćby chatki, to była osobna lokacja (później to zdaje się poprawiono) to w ciągu godzinnej rozgrywki człowiek zdążył zaparzyć pięc herbat.

Inna rzecz, że pod względem słowiańskości klimatu i atrakcyjności fabuły gra jest moim zdaniem najlepsza z serii.

 

na emeryturze

Fakt, czasy wczytywania – masakra, słowiański klimat na plus.

Kupiłem sobie pierwszego Wiedźmina w roku premiery i do tej pory przeszedłem tylko prolog i część pierwszego aktu (albo może i cały). Pamiętam, że klimat miała rewelacyjny, ale ogromnie irytował mnie system walki i w pewnym momencie nie zdzierżyłem i dałem sobie spokój. Próbowałem potem do tego wrócić ze dwa razy, w tym ostatni raz z rok temu, ale o dziwo na nieporównywalnie lepszym sprzęcie niż dekadę temu mój pudełkowy Wiedźmin przycina. Pewnie potrzebuję jakichś aktualizacji, ale chyba najprościej będzie wydać te 5zł i kupić wersję na Steam.

Pełna zgoda – system walki – TRAGEDIA. A co do przycinania, to różnie może z tym być. Ja przez parę lat nie mogłem dojść, czemu na nowym kompie beznadziejnie zacina mi się Beyond Good & Evil. W końcu ktoś w necie wymóżdżył, że trzeba dać wszystkie ustawienia grafiki na maxa i faktycznie śmignęło o.O

Może się pomęczę w takim razie i coś uda mi się wymyślić. Dwójkę na Steamie mam, ale wolałbym zacząć chronologicznie :) Chociaż koledzy przekonują mnie, że fabularnie to nie ma praktycznie żadnego znaczenia.

Moim zdaniem trzeba się zawziąć i tłuc codziennie, aż się przejdzie – jedyny sposób, żeby się nie zniechęcić. Aczkolwiek gra nie jest aż tak szałowa, żeby popadać w masochizm, końcówka niezbyt mi podeszła.

EDIT: Bezsensownie wkurzających rzeczy w mechanice jest wiele, choćby to cholerne automatyczne chowanie miecza co chwilę, kiedy jest nadal potrzebny.

Sprawdziłbym czy nie ma opcji zarejestrowania klucza pudełkowego na koncie GOGa, albo w ogóle napisał do nich ze zdjeciem gry i umiarkowanie głodnym kawałekim na temat tego jakbyś sobie chętnie zagrał, a nie możesz. Te pierwsze wiedźminy to rozdawali na prawo i lewo ostatnimi czasy, mi się z jakiejś okazji trafił darmowy (mimo że też mam gdzieś pudełkową wersję), więc możesz się załapać.

Na seamie wołają sobie 10 euro, na allegro pewnie można chwycić o połowę taniej, ale dwie dyszki to zawsze dwie dyszki.

na emeryturze

Jak ostatnim razem (a było to jednak dobrych kilkanaście miesięcy temu, jak przypuszczam) sprawdzałem, to akurat tego klucza zarejestrować się nie dało. Może rzeczywiście najlepszym rozwiązaniem będzie kontakt z CDP – bo to, jakby nie patrzeć, smutne, żeby mieć grę i nie móc z niej skorzystać.

Pozostaje pytanie, czy jak już będzie poprawnie działać, to czy uda mi się przezwyciężyć niechęć do walki :) Mimo wszystko nie zamierzam jakoś bardzo się zawziąć, bailotową metodą, bo szkoda byłoby mi czasu. Szkoda, że spieprzyli ten element gry.

Pozostaje pytanie, czy jak już będzie poprawnie działać, to czy uda mi się przezwyciężyć niechęć do walki :) Mimo wszystko nie zamierzam jakoś bardzo się zawziąć, bailotową metodą, bo szkoda byłoby mi czasu. Szkoda, że spieprzyli ten element gry.

Bo ja wiem? Walka była rozwiązana o tyle ciekawie, że wymagała interakcji i jakiegoś tam skupienia, żeby rytmicznie klikać. Z tego co pamiętam, to w miarę postępów w grze odblokowywało się nowe kombinacje ciosów i funkcjonalności znaków, więc robiło się zdziebko bardziej interesująco. Niewiele więcej dało się z tego silnika chyba wycisnąć, albo to, albo jakaś mechanika click&forget rodem z neverwintera.

Zresztą, jeżeli było Ci za nudno, to zawsze można sobie zmaksymalizować poziom trudności, albo w drugą stronę, zminimalizować i zredukować czasy walek do minimum.

na emeryturze

Jakby na to nie patrzeć, moje ostatnie pełnoprawne spotkanie z tą grą miało miejsce 10 lat temu, więc teraz mogę zupełnie inaczej oceniać walkę. Zobaczymy – spróbować na pewno warto.

Spróbować możesz, plusem przejścia jedynki jest to, że możesz przenieść postać do dwójki.

Niewiele to zmienia zdaje się, ale faktycznie.

Z zaczęciem jedynki męczyłem się potwornie. Jeszcze gdzieś w Wyzimie myślałem, że nudzę się nieludzko. Dobrych kilka lat nie mogłem ruszyć z miejsca. Ale potem, gdy fabuła nabrała kształtów (kształtów w grze generalnie sporo), to jakoś “odpaliło”.  Na system walki – który jednocześnie jest niemożebnie nudny (tak łatwy) i zniechęcająco trudny – nauczyłem się nie zwracać uwagi. Grę skończyłem po niemiecku i po włosku, więc nie wiem, jak tam z naszymi słowiańskimi dialogami. Sprawdzałem tylko, że pijany Geralt po niemiecku brzmiał o niebo lepiej od jego klona po polsku. Naprawdę wchodził w rolę. A ten nasz jakby recytował wiersze :)

Fabularnie to dla mnie jest czołówka światowa. Może nie FF7 czy Torment, ale nie jest czarno-biało, a to niestety wielka rzadkość w popularnej rozrywce.

Myślę że warto.

A teraz w dwójkę nie mogę wejść. Wiedźmin mi nie pasuje. Chodzi, jakby nie mógł się doczekać, aż komuś strzeli w pysk. Jak goście na meczu ŁKSu z Widzewem. Wiedźmina wyobrażam sobie inaczej – jako gościa, który generalnie mógłby, ale jak przychodzi co do czego, to ciężko wzdycha, że znowu musi obić komuś mordę. No ale to moje tam.

Może przełączę na włoski.

A teraz w dwójkę nie mogę wejść. Wiedźmin mi nie pasuje. Chodzi, jakby nie mógł się doczekać, aż komuś strzeli w pysk. Jak goście na meczu ŁKSu z Widzewem. Wiedźmina wyobrażam sobie inaczej – jako gościa, który generalnie mógłby, ale jak przychodzi co do czego, to ciężko wzdycha, że znowu musi obić komuś mordę. No ale to moje tam.

 

Mnie irytowało ostatnio co innego przez cały Dziki Gon. Wiernie odmalowują Geralta w jeden i ten sam sposób – zawsze chciałby usiąść okrakiem na płocie, ew. częściej jest szlachetny niż interesowny (jak ty decydujesz, owszem, masz na to wpływ, ale często w nienaruszalnej fabule Wiedźmin to rycerz bez skazy). Czarodziejki, wiedźmy, Jaskier czy jakieś smarki biegające po wioskach zdają się “mieć większe jaja”.

Dwójka podobała mi się bardzo. Warto. No a Dziki Gon to już w ogóle...  Jedynkę, nazwijmy to oględnie, przebolałam.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Hm. No ale taki chyba właśnie Geralt był. To, że to właśnie on, ma plusy i minusy. Gdyby nie grało się Geraltem, tylko dowolnym wiedźminem/ -inką, to odpadłaby “klisza”, czyli książkowe tło i relacje między postaciami autorzy musieliby budować od zera. Miałby innych przyjaciół... Byłoby trudniej i pewnie by nie wyszło (w grze np. kogokolwiek by tam Geralt nie spotkał, wiemy, że i tak dla niego liczy się tylko Yen, więc od razu taplamy się w mroku). To “tło” jest bardzo ważne.

A co takiego fajnego w tej dwójce? Poza grafiką, ta mnie ni ziębi, ni grzeje, na szczęście mam niezłą wyobraźnię.

Trójki nie zaczynam, bo też chcę chronologicznie.

Bardzo podobała mi się postać Saski, konflikt Iorweth – Roch, motyw z królobójstwem, miasto nieludzi i oblężenie (świetna walka!), walka z Kejranem, motyw z ukaraniem czarodziejki... fabuła była jak dla mnie sporym atutem.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Odpaliłem Wiesława 2 i pod względem sterowania w walce to jakbym się z malucha do mercedesa przesiadł :D

O tak, darmowe gierki! :) Swoją drogą na Humble bardzo często są ciekawe pozycje za darmo, ostatnio była trzecia część Civilization. Warto co jakiś czas zaglądać. 

Teraz gram sobie w Warcrafta trójeczkę (tak, nigdy wcześniej w to nie grałem), dopiero skończyłem prolog, ale gra zapowiada się przednio. Wcześniej przeszedłem Game of Thrones od Telltale. Jak ktoś lubi gry nastawione na fabułę, a nie rozgrywkę i zaawansowaną technologię, to polecam :)

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Brütal Legend za free: 

 

KLIK

Po skończeniu trzeciego Wieśka, zainstalowałem sobie kupione jakiś czas temu Assassins Creed 4 Black Flag. Fabuła może nie stoi na najwyższym poziomie, ale karaibski klimat, liczne aktywności poboczne oraz bitwy morskie sprawiają, że gra się całkiem przyjemnie. Kuleje jedynie system walki.

A poza tym to czekam to niebawem zakupuje Football Managera 2018 i obawiam się, że mogę na jakiś czas zniknąć z portalowej aktywności.

A poza tym to czekam to niebawem zakupuje Football Managera 2018 i obawiam się, że mogę na jakiś czas zniknąć z portalowej aktywności.

O nie, jedenastka sprawiła, że musiałem zrobić sobie dłuższą przerwę od grania, bo uznałem, że gram za dużo :) Ach, te wspomnienia...

 

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Ostatnio grałem w odsłonę z 2015 roku, więc parę lat przerwy rozbudziło apetyt :)

Ja odkryłam ostatnio uroki Rise of the Tomb Raider. Kurcze, jaka ta gra jest dobra. I historia całkiem wciągająca, z sowietami, Chrystusem, stygmatami, mongołami i co tylko. A Lara nie świeci cyckami (wiem, dla niektórych to może być minus).

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

A jak to się ma do poprzedniej części, jeśli grałaś? Ja swego czasu przeszedłem w niej (tej z 2013) od zachwytu, jaka ta gra jest “ładna”, poprzez w miarę regularną grę, do pozostawienia gry “do skończenia kiedyś tam”, bo jakoś w końcówce przestała wciągać.

Nie grałam w tą z 2013. Ale w tej z 2015 jestem w finale, nadal ciekawym, i nadal chce mi się robić wyzwania, słuchać nagrań i czytać stare dokumenty, więc chyba jest nieźle.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Dopiero co skończyłem Tides of Numenara. Poza brakiem walki – który sprawia, że cały segment z rozwijaniem postaci, ulepszaniem broni i tak dalej, jest marnowaniem czasu – wszystkie elementy z osobna mi się podobały. Niestety gra nie dorównała Tormentowi, którego miała być duchowym następcą, ale i tak zasługuje na solidne 8/10. Nie potrafiłem już aż tak się przywiązać do postaci i zaangażować w ich przygody i historie, ale nie potrafię powiedzieć, czy to wina gry, czy moja. Spodoba się szczególnie tym, którzy lubią dużo czytać, a mało robić.

 

Dla osób, które tak jak ja przede wszystkim lubią dobre historie, podczas gdy pozostałe aspekty schodzą na drugi plan, oto lista moich ulubionych singleplayerów, każdy z fantastyczną fabułą i klimatem:

– The Longest Journey, Dreamfall oraz Dreamfall Chapters – pierwsza część jest świetna, polecam z polskim dubbingiem (lepszy od oryginału), druga taka sobie, ale niestety trzeba ją przejść, żeby zagrać w znowu świetną trzecią część.

– Planescape: Torment – gdybym miał wybrać najlepzą grę, która kiedykolwiek powstała, to byłaby ta.

– Vampire The Masquerade: Bloodlines – mało znany klasyk, a szkoda.

– The Walking Dead – chociaż bardzo mi się nie podobało, że przed graczem postawionych jest mnóstwo wyborów, które koniec końców nie mają żadnego znaczenia.

– Life is Strange – niesamowicie klimatyczna i wciągająca gra.

<bierze głęboki wdech> Dreamfall jest tak samo świetną częścią, jak pozostałe! 

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Niestety nie mogę się z tym zgodzić. To, na co narzekało dużo osób, czyli słabo rozwiązana kwestia scen akcji i kiepskie zakończenie (grałem w tę grę zaraz po tym, jak wyszła, a wtedy jeszcze nie było wiadomo, czy w ogóle będzie kontynuacja, nie było żadnych sprecyzowanych planów publikacji ze strony wydawcy) to jedno. Natomiast mnie osobiście najbardziej zabrakło obiektów, z którymi można wejść w interakcję. W oryginale niemal na wszystko można kliknąć, żeby usłyszeć jakiś komentarz ze strony April, i to cudownie buduje świat. Można jednocześnie mieć w plecaku kilkadziesiąt przedmiotów, a w Dreamfall ciężko było zebrać choćby dziesięć. W The Longest Journey na niemal każdej lokacji przeplatało się kilka łamigłówek, w Dreamfall sporo było takich, gdzie do porozmawiania była tak naprawdę jedna postać albo do rozwiązania była osamotniona łamigłówka...

Ja też grałam w tę grę zaraz po jej ukazaniu się. Zrobiono ją w zupełnie innym stylu niż jedynkę, więc IMO nie ma tu czego porównywać. Jedynka jest świetna w swojej kategorii, a dwójka w swojej. Historie Zoe i April poprowadzone są wręcz perfekcyjnie. Owszem, cała mechanika i interakcja zniknęły na rzecz gry-filmu, przygody i mądrości życiowe zostały ograniczone, ale mnie gra bardzo usatysfakcjonowała, zwłaszcza wątek polityczny, z najeźdźcą, i wcielanie się w trójkę bohaterów.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

To co Wy tu wygadowywujecie to jest mały pikajster w porównaniu z tym, że taki fan dobrych point’n’clicków jak ja w ogóle o tym “The Longest Journey” nie słyszał o.O

 Żałuj :P Mnie ta gra ukształtowała – nie wiem czy to dobrze, czy źle, ale tak było. Mówiłam o niej ostatnio na konferencji o dyskursach gier wideo, opowiadając o bohaterce jako archetypie wyemancypowanej kobiety xD 

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

A nie, no to elegancko wyszło, że mnie ta gra nie kształtowała. No, ale teraz, będąc zdiagnozowanym jako nieuleczalny mężczyzna, myślę, że mogę zaryzykować zapoznanie się z nią.

<3 Pamiętam, że była na czterech płytach i jej instalacja zajmowała całą wieczność... 

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

A to ciekawe, też grałem przed laty w The Longest Journey (jakieś dwa czy trzy lata po wydaniu), ale jakoś mnie nie zachwyciło. Skończyłem, więc nie było źle, ale gdzie mu było do takiego Sanitarium. Czy nawet Gabriela Knighta. Torment to oczywiście inna bajka, ale nawet tam historia była o niebo lepsza.

Nie pamiętam już jednak, co mnie najbardziej zniechęcało – chyba jakaś zwyczajność. Ani to straszne, ani śmieszne, ani nowatorskie. Zwykłe. Ok. Spoko. Ale dobra, nie tylko w ocenie opowiadań jestem anachronicznie wymagający. Bohaterka mnie drażniła, ale to akurat chyba ze względu na ten skrzeczący polski dubbing. W ogóle nie zwróciłem uwagi na jej jakieś wyjątkowe wyemancypowanie. Wydała mi się zupełnie przeciętna. Hm. Pewnie byłem po prostu starszy.

I potem już się nie przekonałem do spróbowania Dreamfalla, chociaż chodziłem wokół niego jakiś czas, bo gdzieś słyszałem z kolei, że jest lepszy. Pewnie w jakiejś reklamie ;)

Nie chce mi się zaczynać tej dyskusji (tej o bijących po oczach cechach archetypicznych) :P Ale zupełna przeciętność to jedna ze wskazówek w grach wideo, gdzie w owych czasach tylko kilka procent kobiet było głównymi bohaterkami gier, a w ogóle spotkać ubraną i nienapompowaną (i niezmaskulinizowaną) to fart jak totolotek. Także właśnie że zauważyłeś, vargu :P 

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

OK, masz rację, o tego rodzaju “wyemancypowaniu” nie pomyślałem ;) Ale to tylko pokazuje, że to tak naprawdę żaden archetyp. Raczej fałszywy archetyp lansowany w popkulturze, w dodatku i tak w jakimś stopniu kształtowany – wbrew pozorom – samczą chucią. :) Nie żeby było to złe, ale spójny kulturowo obraz to to nie jest, moim zdaniem przynajmniej.

Całkiem ciekawe zagadnienie.

Wiesz co, jak ja sobie przypomnę gry sprzed 2005 roku, w które grałem, to albo masz ustalonego głównego bohatera (i wtedy rozkłada się mniej-więcej po połowie)[American McGee’s Alice, Torment, Syberia, TLJ, Faust, GTA, Gothic], albo samemu tworzysz postać i wybierasz dowolnie płeć [BG, IWD, VTM:B, Morrowind, KoTOR, NWN, Pokemon, Sims], albo masz do wyboru ileś postaci i są wśród nich kobiety[Diablo, Civ, HoM&M]... 

Te kilka procent to chyba, jeśli bierzerz pod uwagę same strzelanki (brak kobiet jest w nich plusem, bo to krok w stronę realizmu), albo jeśli zakładasz, że możliwość wyboru=mężczyzna. Ja jak mogę to zawsze wybieram kobietę, bo mam tendencję grania ofensywnymi magami nastawionymi na obrażenia, a masakrowanie wrogów jest bardziej satysfakcjonujące, jeśli się jest dużo od nich mniejszym :)

“Jeszcze kilka lat temu poza Larą Croft i naprawdę kilkoma wyjątkami próżno było szukać głównej bohaterki w głośnej grze wysokobudżetowej. Według badań przeprowadzonych przez EEDAR w 2010 roku, w produkcjach należących do głównego nurtu w mężczyznę można było się wcielić prawie zawsze (94 proc. przypadków), podczas gdy rolę żeńską oferowała tylko co druga (46 proc.). Gdyby przyjrzeć się tylko przypadkom, w których płeć postaci przewodnich z góry określona jest przez twórców tytułów AAA, odsetek ten byłby zapewne jeszcze mniejszy.

To podejrzenie potwierdza zresztą badanie przeprowadzone przez tę samą firmę w roku 2012. EEDAR przyjrzało się wówczas 669 grom z gatunków akcja i RPG z poprzedniej generacji konsol. Okazało się, że mniej niż 300 pozycji zawierało kobietę jako wybór opcjonalny, a zaledwie 24 (!), czyli nieco ponad 3,5 proc., miało żeńską postać przewodnią. Firma przeanalizowała również wyniki sprzedaży tych tytułów. Okazało się, że gry z samymi mężczyznami w roli głównej w pierwszym tygodniu sprzedawały się o 25 proc. lepiej niż te pozwalające na wybór płci bohatera i aż o 75 proc. lepiej od tych, których centralną rolę odgrywała sama kobieta. Konkluzje, które przedstawił dyrektor ds. operacyjnych w EEDAR, Geoffrey Zatkin, nasuwają się same: – Jeśli finansujesz wysokobudżetową grę i widzisz te liczby, wiesz, że stracisz na sprzedaży dodając możliwość wyboru żeńskiej bohaterki, a jeszcze więcej stracisz robiąc grę z kobietą jako główną bohaterką. Z racji tego, że dobór płci postaci nie odbijał się na ocenach, Zatkin starał się szukać przyczyn tak dużych różnic także po stronie wydawców. Zasugerował, że być może działy marketingu na gry z bohaterką dostają mniejsze pieniądze na swoje działania.

Po tym wstępie wiemy jednak, że maskulinizacja w grach nie wzięła się z przypadku. Tendencje te da się też zresztą zobrazować na konkretnych przykładach. Niechęcią do kobiety w roli głównej wykazało się choćby Activision, które przed pięcioma laty zablokowało produkcję Black Lotus z bohaterką wzorowaną na znanej aktorce Lucy Liu; tak było w przypadku Remember Me, dla którego Dontnod Entertainment nie mógł znaleźć wydawcy – właśnie przez płeć postaci przewodniej. Znamienne jest to, że to samo studio nie zraziło się tymi problemami i po raz kolejny dało graczom bohaterkę w swojej kolejnej produkcji, Life is Strange. Znów nie obyło się jednak bez perypetii. - Square Enix to w zasadzie jedyny wydawca, który nie chciał zmieniać niczego w grze. Inni wydawcy naciskali na przerobienie głównej bohaterki na mężczyznę. Square ani razu nie zakwestionowało naszych decyzji – wspominał w rozmowie z dziennikarzem Videogameradyrektor działu kreacji, Jean-Maxime Moris. W zeszłym roku głośno zrobiło się nawet o braku przedstawicielek płci pięknej w trybie kooperacji Assassin's Creed Unity.

Nie może więc dziwić, że przez lata o kobietach przy okazji gier mówiło się niemal wyłącznie w kontekście kolejnego Tomb Raidera, twórczości Jade Raymond, hostess na branżowych targach i cosplayerek. Niezadowoleni z takiego stanu rzeczy z radością powinni jednak zauważyć zmianę tendencji. “

gram.pl

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

W młodości, gdy grałem niemal we wszystko, co się nawinęło, w zasadzie nie znałem żadnej kobiety zainteresowanej grami. Pod koniec okresu młodzieńczego zainteresowanie wzrosło, ale... głupiutkimi gierkami na FB i komórki. Teraz nie wiem, jak jest, akurat w moim otoczeniu nic się nie zmieniło. Ale z drugiej strony, ja też już prawie nie gram i zwykle na komórce :)

Ale jeśli udział płci pięknej rośnie w grach to pewnie wynika on ze wzrostu zainteresowaniem kobiet rynkiem growym. Lata 90 i początek XXI wieku należał do facetów, więc zgodnie z zapotrzebowaniem rynku, głównymi bohaterami byli faceci, a na kobiety można było co najwyżej popatrzeć (stąd i te nieliczne postacie były, hmm, bardzo specyficzne z wyglądu).

Wiecie jaki był jeden z najpopularniejszych kodów do pierwszych części Tomb Ridera? Ten na goliznę. I tyle w tym temacie.

Czaszka mówi: klak, klak, klak!

w owych czasach tylko kilka procent kobiet było głównymi bohaterkami gier

Te kilka procent to chyba [...] jeśli zakładasz, że możliwość wyboru=mężczyzna

EEDAR przyjrzało się wówczas 669 grom z gatunków akcja i RPG z poprzedniej generacji konsol. Okazało się, że mniej niż 300 pozycji zawierało kobietę jako wybór opcjonalny

Czyli potwierdzilas moje slowa, a zaprzeczylas swoim. Mniej wiecej w polowie gier glowna bohaterka byla kobieta, a to zdecydowanie nie jest “tylko kilka procent” :)

Nie zauważyłam, żebym czemukolwiek zaprzeczyła.

Skull, true story.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Może warto na ten problem spojrzeć od innej strony tzn. czy wspomniane gry zawierające bohaterki są lepszymi pozycjami od tych, które oferują płeć przeciwną. Czasami nie liczy się ilość ale jakość, coś takiego jak historia, grywalność czy bonusy. Większość gier niskobudżetowych to zwykłe klapy... nie tylko od strony technicznej ale także w warstwie marketingowej. Do dzisiaj pamiętam Rynn z gry Drakan: Order of the Flame, a przyznam że większość gier z tamtego okresu tzn. latach 90, po prostu uleciała z pamięci.

Koniec życia, ale nie miłość

To co Wy tu wygadowywujecie to jest mały pikajster w porównaniu z tym, że taki fan dobrych point’n’clicków jak ja w ogóle o tym “The Longest Journey” nie słyszał o.O

Ja też nie słyszałam, a point & click nawet lubię ;) Choć tu zdecydowanie mogę polecić gry firmy Amamita Design (Machinarium, Botanicula, Samorost) – wizualnie bajka :) i przedstawione historie bardzo fajne.

 

Co do pozostałych gier to jakoś tak zawsze grałam w te, gdzie była opcja wyboru płci. No może poza Alice: Madness Return :)

"Punctuation is used to indicate delivery, not to conform to the rules of grammar". Sarah Kane

Issander:

– Planescape: Torment – gdybym miał wybrać najlepzą grę, która kiedykolwiek powstała, to byłaby ta.

heart

 

Zgadzam się w stu procentach!

W dwustu nawet!

 

Na początku mnie nie zachęciła, ale jak już wciągnęła, to nie odpuszcza do dziś.

Jak kiedyś znajdę chwilę czasu, to postaram się sprawdzić inne polecane przez Ciebie gry, bo może mamy podobny gust :)

A co do Torment: Tides of Numenera, to czekałam na tę grę, odkąd pojawiły się pierwsze wzmianki na jej temat, ale zawiodłam się. Liczyłam na lepszą grafikę, lepszych towarzyszy, do których bym się przywiązała (kurde, no nawet Nordom był lepszy :D) no i zdecydowanie dłuższą rozgrywkę :/

 

EDIT:

A co do dobrych historii – stara gra z toporną jak na dzisiejsze czasy grafiką, ale TA FABUŁA!

Fahrenheit: Indigo Prophecy

No i gra się trochę inaczej... niż w inne gry :P

“Co do pozostałych gier to jakoś tak zawsze grałam w te, gdzie była opcja wyboru płci. No może poza Alice: Madness Return :) “

Pełna nazwa tej gry to American Mcgee Alice: Madness  Return :)

Prequel American  Mcgee Alice od programisty, który stworzył swoje dzieło dawno temu (około 2000 roku).

Recenzje tej gry w prasie były bardzo dobre, a sam klimat  miażdżył inne TPP`eki :)

 

 

Koniec życia, ale nie miłość

Omomom Fahrenheit <3 Zrobiłam sobie po tej grze tatuaż z dwugłowym wężem, chociaż dzisiaj to by mnie pewnie zjechano, że to CA – cudzą kulturę zawłaszczam... ;)

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Pamiętasz Naz MOmo z gry przygodowej Syberia? Taki mały dziwak, co lubi mówić do nieznajomych... Grałaś kiedyś w The Longest Journey?

Fahrenheit całkiem dobra pozycja ale bardziej lubię grę Blade Runner – więcej zakończeń i trochę ciekawsze od poprzednika ale jest to tylko moja własna opinia. Przy okazji popieram robienie tatuaży z gier.

Diablo Rulez:)

Koniec życia, ale nie miłość

Pamiętam. A wyżej jest dyskusja o Najdłuższej Podróży ;) W Blade Runnera nie grałam, ale ja w ogóle poznałam go późno – rok przed nowym filmem zobaczyłam stary.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Gra “Blade Runner” z 1997 roku była znakomita. Wprawdzie grałem zaraz po premierze i na pewno się zestarzała, ale historia, klimat i patenty z filmu (np. manipulowanie zdjęciowym materiałem dowodowym w trójwymiarze) były świetne. Polecam.

Dużo gier przygodowych zostało zapomnianych w zalewie konsolowych hitów, które polegają głównie na podbijaniu zręczności i osiąganiu bonusów. Jednak ostatnio przypomniałem sobie scenę wyrzucania przez okno, pewnej diabolicznej pielęgniarki w grze Hellboy na PC :)

Naprawdę warto sięgnąć po trochę rozrywki, na niezłym poziomie. Na pewno wiele osób oglądało film, który moim skromnym zdaniem był bardzo dobry. Sama gra posiada wiele fajnych momentów, więc nic tylko spróbować, pomimo dość słabych ocen.

Koniec życia, ale nie miłość

Ktoś ostatnio reklamował Brutal Legend za free...

To teraz gratka dla miłośników drugowojennych RTS-ów – Company of Heroes 2 za tyleż samo:

KLIK

rocktime.pl - zapraszam na moją audycję we wtorek o 19.

Nowa Fantastyka