- Hydepark: Pierwsza powieść, hejt i Wydawcy.

Hydepark:

inne

Pierwsza powieść, hejt i Wydawcy.

Nie wiem, czy taki tekst już się kiedyś tutaj nie pojawił. Pomyślałem, że może się komuś przydać.

 

Od czasu do czasu spotykam się z frustracją młodego, bądź niemłodego pisarza, pragnącego wydać swą pierwszą powieść, a któremu ten "zabieg" się nie udaje. Przeradza się to w mniejsze lub większe nastroje depresyjne, a czasem nawet w porzucenie pisarstwa. Myślę, że częstszym powodem jest brak znajomości rynku wydawniczego w Polsce. Ale po kolei...

 

Chyba trudno o przypadek, aby ktoś chciał wydać powieść, nie publikując niczego wcześniej, chociażby w małym skrawku gdzieś w internecie. Nie chodzi o samą powieść, ale opowiadanie, szkice, fragmenty czy inne wiersze. Tutaj właśnie następuje pierwsze zderzenie z rzeczywistością, najczęściej przykre. O hejcie każdy słyszał, nie ma co się rozpisywać. Komentarze typu "padaka, tego nie da się czytać" czy "tak piszą gimnazjaliści i to ci niedorozwinięci", są na porządku dziennym i nie należy się nimi zbytnio przejmować. To co należy, to jak najszybsze zmycie się z takiego forum i poszukanie innego, bardziej konstruktywnego i rzeczowego. Nie znaczy, że wydźwięk naszych dzieł będzie pozytywny, ale na pewno kulturalniej podsumowany. To pozwoli wejść w "światek pisarzy" bardziej bezboleśnie. Dobrym przykładem jest właśnie forum NF, które bardzo miło mnie zaskoczyło. Co nie znaczy, że nie spotkamy się tutaj z nadmiernym słodzeniem i wzajemnym klepaniu po plecach, ale merytoryczne komentarze tekstów rekompensują powyższe z nawiązką. Pamiętaj jednak, oczekuj od innych tyle, ile sam im dajesz. Myślę, że każdy potrafi już sobie rozwinąć tą tezę.

 

Dobrze, ale co to ma wspólnego z wydaniem powieści?

 

Ano dużo, rynek wydawniczy w Polsce ma się bardzo słabo, słabo dla nas, nieznanych pisarzy beletryski, każdego rodzaju. Widać to doskonale po półkach w Empiku czy Matrasie. W tym pierwszym królują wszelkiego rodzaju biografie, poradniki, a nawet pseudo poradniki, ludzi znanych lub znanych z tego, że są znani. Książki kucharskie, cud diety, kursy szczupłej sylwetki, a nawet tego, jak żyć lub jak żyję. Często w drogich, pięknych kolorowych wydaniach, takich, co to się zazdrości. W Matrasie na bestseller musi być wystawione znane nazwisko. I jak tu nieznany Nieznajomski ma wydać swoją książkę? Gdzie często debiut literacki to nakład rzędu trzech, czterech tysięcy egzemplarzy... Czy zauważyliście, że w żadnej książce nie znajdziecie już liczby nakładu, jak to miało miejsce kiedyś? A to dlatego, że nakład jest tak żałośnie mały, iż mógłby być anty reklamą dla wydawnictwa. Dlaczego tak się dzieje? Dlatego, że wydawnictwo to także firma, firma która ma zarabiać. Nikogo nie stać na wyłożenie i zaryzykowanie kilkudziesięciu albo kilkuset tysięcy złotych w nieznanego autora, licząc, że się trafi lub nie. Nikt takiego ryzyka nie podejmie.

 

Dlatego autorze publikuj w necie, staraj się zaistnieć, wygrać jakiś konkurs lub zebrać grono fanów. Możesz też wysyłać opowiadania do czasopism, to także droga do zaistnienia i być może, późniejszego wydania. Ale musisz się uzbroić w cierpliwość. Na przykład nasz mc (nie mylić z mistrzem ceremonii) z Nowej Fantastyki, mimo ładnego wstępniaka na tymże forum, nie czyta nadsyłanych mu opowiadań, zresztą nie napisał, że czyta :)  Istnieje przecież wyraźnie w tekście sformułowanie "my" to, "my" tamto. Ktoś mógłby zapytać, jak to, dlaczego? Ktoś inny powiedzieć "nieprawda".  A ja mówię prawda. Nasz szef, jak wszyscy szefowie jest po prostu totalnie z a r o b i o n y. I nie ma po prostu czasu, nawet piórka przestał wręczać. Tak to już jest z dobrymi fachowcami. Co nie znaczy, że nie należy wysłać. Każdy szef ma zawsze niewolnika, który to robi za niego :) I co lepszy tekst trafia w końcu na biurko szefa :)

 

Łatwiej to wszystko zrozumieć komuś, kto też pracuje w jakiejś firmie prywatnej, która musi zarabiać. Dla ludzi nie związanych z twardym biznesem, cóż, moje słowa muszą posłużyć za małą wskazówkę. Warto przyswoić sobie i wdrożyć w życie myśl "poznaj wroga swego (Wydawcę), jak siebie samego", a może się okazać, że to nie taki wróg, tylko taki sam człowiek, jak my.

 

Pozdrawiam

Komentarze

obserwuj

Gdzie często debiut literacki to nakład rzędu trzech, czterech tysięcy egzemplarzy...

Serio aż tyle? Masz jakieś źródło? 

 

Na przykład nasz mc (nie mylić z mistrzem ceremonii) z Nowej Fantastyki, mimo ładnego wstępniaka na tymże forum, nie czyta nadsyłanych mu opowiadań, zresztą nie napisał, że czyta :) 

Śmiała teza. A może nawet oszczerstwo? To narzekanie na Cetnara robi się już nudne. Jak ktoś jest naprawdę dobry, to w końcu jakoś się przebije. Nie do NF, to do innego magazynu. Nie opowiadaniem, to powieścią.

Orbitowski ostatnio napisał: pisarz powinien mieć wrażliwe serce, ale twardą dupę. A mam wrażenie, że niektórzy oczekują, że świat będzie prowadził ich za rączkę ku karierze literackiej. Tak to może jest na Zachodzie, ale nie w Polsce. 

 

A tak poza tematem: kropka w tytule to kropka nienawiści czy po prostu błąd? :D

Taki wielki stos truizmów tylko po to, żeby sobie na końcu na _mc_ kryptoponarzekać? Że też Ci się chciało... ;]

No nieźle.

Ależ mc czyta i komentuje nawet na tej stronie. Patrz → piórka.

To narzekanie na Cetnara robi się już nudne.

101% racji. Wiem, że MC jest zarobiony, ale też wiem, że czyta. Wprawdzie podrzuciłam mu “aż” dwa teksty, ale otrzymałam (raz szybko, raz po upomnieniu się po jakimś czasie) nie tylko odpowiedź, ale i dwa słowa komentarza dlaczego nie. 

 

Jak ktoś jest naprawdę dobry, to w końcu jakoś się przebije. Nie do NF, to do innego magazynu.

Jakby na to nie spojrzeć i pomijając sentymenty, poza NF na papierze wychodzi Brama i teraz Fantom, a i chyba jeszcze jest też papierowa wersja Smokopolitana. To dla tych, którzy lubią, jak im lektura szeleści (teoretycznie, bo zależy od papieru ;) ). Poza tym jest Silamris, powstaje Biały Kruk (zobaczymy, co z niego wyjdzie), Creatio, Histeria, Szortal wydania specjalne (jeśli się nie mylę, to tam są wcześniej nie publikowane teksty). To tak na szybko te magazyny, które jako pierwsze mi przychodzą na myśl. 

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

3000 – 4000 nakładu dla debiutanta nie jest jakąś absurdalną liczbą, ale raczej w większych wydawnictwach, niekoniecznie tych mniejszych.

http://sferiady.pl

Yep,  średnio będzie 2000-3000.

I przy okazji powtórzmy chórem jeszcze raz:

 

SELFPUB TO ZUŁO!!!

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Ale jakie śmiałe tezy, jakie oszczerstwa, jakie narzekanie?? 

Jak w każdej prywatnej firmie, facet ma dużo tematów na głowie, nie sposób wszystkiego robić samemu, takie są realia, na nic nigdzie nie narzekam, ja to rozumiem i próbuje uzmysłowić innym, żeby też zrozumieli.

Nie stawajcie w obronie kogoś, kto tego nie potrzebuje i nie doszukujcie się ataku tam, gdzie go nie ma. Tekst jest o wydawnictwach, a nie o Cetnarze. A on sam posłużył jako przykład redaktora, jakich jest wielu.

 

To o co właściwie Ci chodzi?

Darcon, ale to Ty napisałeś, stwierdzając kategorycznie: 

Na przykład nasz mc (nie mylić z mistrzem ceremonii) z Nowej Fantastyki, mimo ładnego wstępniaka na tymże forum, nie czyta nadsyłanych mu opowiadań, zresztą nie napisał, że czyta :)  Istnieje przecież wyraźnie w tekście sformułowanie "my" to, "my" tamto. Ktoś mógłby zapytać, jak to, dlaczego? Ktoś inny powiedzieć "nieprawda".  A ja mówię prawda.

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

W takim razie kto niby czyta te wszystkie teksty? Brzmi, jakbyś wyssał to wszystko z palca. Stąd się biorą obsuwy, że właśnie on jeden wybiera teksty. Było o tym w innych wątkach, polecam poczytać. 

Tekst jest o wydawnictwach, a nie o Cetnarze. A on sam posłużył jako przykład redaktora, jakich jest wielu.

Ciekawe czemu akurat on posłużył jako przykład...

I nie rozumiem, co ma jedno do drugiego. Że wydawnictwa są “zarobione”? Że w wydawnictwach też nie czytają nadesłanych tekstów? To jak wybierają? Losują? 

Ostatnio były tu ciekawe materiały Fenrirra o selfubie i Jacka Łukawskiego o debiutowaniu. To są goście, którzy mają jakieś podstawy do wypowiadania się w tych tematach. Ty natomiast napisałeś felieton (?), którego przekaz chyba do mnie nie dociera. Na jakich podstawach wypowiadasz się o wydawnictwach? Pracowałeś w jakimś? Znasz kogoś? Czy po prostu przedstawiasz swoją wydumaną wizję? 

Czy może po prostu chciałeś powiedzieć: “głowa do góry, wydawanie jest trudne, ale trzeba próbować, to w końcu się uda”? 

Bella, napisałem to w pierwszym akapicie...

 

śniąca, nadal się pytam, gdzie tu narzekanie? Do tego we fragmencie wyrwanym z kontekstu?

“ I co lepszy tekst trafia w końcu na biurko szefa”, to jest podsumowanie wywodu i przeproszę, jeśli mijam się z prawdą.

Naprawdę nie rozumiem, co takiego kontrowersyjnego napisałem.

Fun, nic ci nie odpowiem. Okopałeś się, siedzisz w hełmie na głowie, walisz do mnie z karabinu i przez ten huk nie słyszysz, co do ciebie wołam.

Hm. Że chodzi Ci o to, że nie każdemu pisarzowi uda się wydać książkę? To oczywiste.

Jeśli podajesz konkretny przykład i na nim budujesz jakąś tezę, to nie dziw się, że i pozostali dyskutanci odnoszą się do tego przykładu. 

I tak – MC jest jeden i sam wszystko czyta, nikt nie robi tego za niego i nie podrzuca tekstów po odsiewie. Nie wiem, jak jest w wydawnictwach książkowych, bo z nimi nie mam żadnych doświadczeń, ale w znanych mi redakcjach magazynów są zespoły kilku osób. Wszyscy czytają wszystkie nadesłane opowiadania i je opiniują. To, czy dany tekst zostanie przyjęty, czy nie, jest w tym przypadku wypadkową ocen całego zespołu. To gdybyś chciał wiedzieć, jak to wygląda. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Naprawdę nie rozumiem, co takiego kontrowersyjnego napisałem.

Nie tyle kontrowersyjnego, co nie za bardzo wiadomo jaka jest puenta Twojego wywodu. Bo że trudno w naszym kraju o publikację i ze trzeba się przy tym napracować – to dla tutejszych bywalców oczywista oczywistość.

 

Co nie znaczy, że nie należy wysłać. Każdy szef ma zawsze niewolnika, który to robi za niego :) I co lepszy tekst trafia w końcu na biurko szefa :)

Jeżeli dobrze rozumiem, miałeś na myśli to że MC nie czyta wszystkich tekstów, bo ma jakiegoś podwładnego, który robi to za niego, a MC czyta te wyselekcjonowane. Tak?

 

Jeżeli tak, to hm... myślę, że MC uśmieje się (przez łzy), jak o tym usłyszy. ;) 

"Najpewniejszą oznaką pogodnej duszy jest zdolność śmiania się z samego siebie."

Przeczytałem jeszcze raz, ale dalej nie widzę tu niewiele więcej niż zachętę do nieustannego próbowania z zachowaniem wyrozumiałości dla wydawnictw. A przykład MC jest dość niefortunny, bo od razu pojawia się podejrzenie, że – jak to napisał Skoneczny – tekst to stos truizmów, by ponarzekać na NF. Rozumiem, że o narzekanie nie chodziło, raczej o jakieś o pocieszenie. 

Ale jeśli nie słyszymy Twojego wołania, może wołasz w obcym języku? Naprawdę chciałbym zrozumieć, co dokładnie chciałeś przekazać. 

Oj, pewnie wiele by MC dał za takiego podwładnego :) Z autopsji wiem, jak bardzo przekonanie autora o własnym geniuszu potrafi rozmijać się z rzeczywistością...

Ech. Odkrywasz Amerykę, Darconie, ale to jest ok, ponieważ tę Amerykę trzeba odkrywać przed ludźmi wciąż na nowo.

To prawda, że trzeba zacisnąć zęby i wyrobić sobie markę – przede wszystkim twórczością, ale można też dodać rozpoznawalność na innych frontach.

To prawda, że mc jest zarobiony, ale na niewielu warto tak czekać, jak na szanownego redaktora.

Ja mam w umowie pierwszy nakład 5000. I debiut mi się przedłuża, bo rynek nie sprzyja. I zamiast płakać (dobra, czasem chlipnę komuś w ramię), domykam właśnie drugą książkę, wcisnę betującym, a potem wyślę do wydawnictwa z hasłem: bierzcie i patrzcie, warto mnie wypuścić na tę burzliwą wodę, macie kolejną pozycję. A jak mi powiedzą, że jest do kitu, to ja się zapytam, co, i zrobię to inaczej. Deprecha nie jest dla słabych, deprecha jest dla wszystkich, ale z deprechą silni walczą, a nie wycofują się z placu boju. I dobre masz podejście, tylko trochę za śmiałe wnioski :P

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Tak, moim zdaniem Cetnar nie czyta wszystkich tekstów. Czy mogę mieć własne zdanie? Jak widać, nie mogę. A nawet gdybym się pomylił, to czy kładzie to wszystko, co napisałem?

Przecież można było spokojnie napisać, że z tym się nie zgadzam, że to nieprawda, ja uważam inaczej. Ale dostałem cytaty, zdania wyrwane z kontekstu, potok oskarżycielskich pytań, albo w ogóle nazywanie wszystkiego narzekaniem i oszczerstwem.

Pisałem o wielu innych rzeczach, nie zawsze dla wszystkich oczywistych Elanarze i na litość, nie pisałem o sobie.

Dzięki Naz, twój komentarz jest dla mnie krzepiący w tym potoku natłoku, bo czułem się, jakbym popełnił straszną zbrodnię. I najważniejsze Naz, moje najszczersze gratulacje! :)

 

I tu się możesz srogo mylić, z bardzo prostego powodu.

Jak mię moje (znaczy Dja) skromne doświadczenie uczy, w przypadku nadsyłanych do redakcji tekstów odwalamy po pierwszym akapicie jakieś 70%, kolejne 20% po pierwszej stronie.

Reszta wymaga uważniejszego zerknięcia.

 

W przypadku redakcji książkowych te pierwsze sito może odsiać więcej, bo ludzie przesyłają nieprzytomną ilość grafomanii.

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Jak mię moje (znaczy Dja) skromne doświadczenie uczy, w przypadku nadsyłanych do redakcji tekstów odwalamy po pierwszym akapicie jakieś 70%, kolejne 20% po pierwszej stronie.

Tak z czystej ciekawości chciałbym spytać, czy po pierwszym akapicie odrzuca się tylko grafomanię z błędami ortograficznymi oraz interpunkcyjnymi? A te po pierwszej stronie to chodzi raczej o chropowate/męczące wykonanie czy też może nieciekawe ujęcie tematu już na początku? Z góry dziękuję za doprecyzowanie :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Śniąca: poza NF na papierze wychodzi Brama i teraz Fantom, a i chyba jeszcze jest też papierowa wersja Smokopolitana.

Na papierze wychodzi jeszcze “OkoLica Strachu”, na naszym forum z jakiegoś powodu kompletnie nieznana, a – jeśli można to uznać za pewien wskaźnik popularności – na Facebooku ma cztery razy więcej polubień niż “Brama”. Tak to tu tylko zostawię, w ramach poinformowania o jeszcze jednej istniejącej możliwości publikowania. No i w ramach nachalnej autoreklamy, bo we właśnie drukującym się numerze znajdzie się moje opowiadanie. ;)

Ocha, gratulacje :) Jeśli chodzi o “Okolicę strachu”, to nigdzie nie mogłem się doszukać wytycznych do wysyłania opowiadań. A tak w ogóle można to dostać w jakiejś księgarni/kiosku czy tylko przez Internet?

Nie jestem pewien, ale to może nie być odpowiedni temat na takie dyskusje :)

People say nothing is impossible, but I do nothing every day.

Komuś to przeszkadza?

Beryl ma rację. Będę się jeszcze później chwalić w odpowiednim wątku. A tu chciałam tylko poinformować o kolejnej możliwości publikowania. Zaraz odpiszę Ci na priva, Fun, tylko sobie kawę zrobię. :)

Nie, generalnie rzecz biorąc możesz biegać po wątkach i pisać o czymkolwiek chcesz, niezależnie od tematu dyskusji. Co to w ogóle za dziwne pytanie? Przenieście się z tym do “Pochwal się” i będzie z głowy.

 

EDIT: Ocha mnie uprzedziła :)

People say nothing is impossible, but I do nothing every day.

Chyba trzeba się zgodzić z Dj’em :)

Pierwsze słowa. Pierwsza strona. No i może dobre streszczenie. To jedyne miejsca, gdzie można zapuścić haczyk na recenzenta. Zaciąć jak rybę przy wędkowaniu, aby do samego końca nie puścił książki.

Oczywiście wynik to wypadkowa wielu innych czynników (np. czy gacie nie uwierały, gdy siedział i czytał, a może rozwód mu się kroi i nie podpisał intercyzy i za niedługo nie będzie maiła na czym siedzieć...). A przede wszystkim  tego, czy po przeczytaniu nie poczuje się oszukany ;)

Zachwyt recenzenta! Tego trzeba. Zachwytu ;)

To ja się wypowiem na temat nieczytania przez mc.

Odrzucił po raz kolejny moje opowiadanie, ale był tak miły, że napisał szczegółowo, co według niego jest skopane, co by skrócił/wywalił/zmienił. Więc MUSIAŁ przeczytać.

Nie znaczy to, że zgadzam się  całkowicie z jego opinią, ale rozumiem doskonale, że coś może mu się nie podobać. Po prostu rozmijamy się z gustami wink

A czy publikowanie w necie ma jakieś znaczenie dla przyszłego wydawcy? Nie sądzę. Teraz co drugi potencjalny autor bestselerowej powieści ma na koncie jakieś internetowe publikacje. To samo dotyczy wygranych w konkursach. Wydaje mi się, że ma to o tyle wpływ na potencjalnego wydawcę, że nie przerwie on czytania nawet największej grafomanii już po pierwszym akapicie, a poczeka do trzeciego.

Moja rada – próbować i nie zrażać się porażkami. W gruncie rzeczy piszemy przecież dlatego, że sprawia nam to przyjemność.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Nowa Fantastyka
Patronujemy