- Hydepark: Czy można reanimować martwe czasopismo?, czyli Przepraszam, czy da się zrobić coś więcej?

Hydepark:

czasopisma

Czy można reanimować martwe czasopismo?, czyli Przepraszam, czy da się zrobić coś więcej?

Każdy, kto choć trochę ma pojęcie o papierowym rynku wydawniczym, wie dobrze, jak bardzo ów się kurczy. Nawiasem mówiąc, podobnie jak wyniki finansowe pewnej spółki. 

Wątek, służyć ma reanimacji, czyli po prostu kolekcjonowaniu pomysłów na reaktywację czegoś,co wygląda na umarłe. 

Jak ożywić Nową Fantastykę? 

Dobre pytanie?

 

Nawet jak Redaktorzy (nie mylić z Regulatorzy) się wezdgrną, to warto jednak wymienić uwagi.

Co szkodzi? :) 

IM...

 

Komentarze

obserwuj

Do którego kiosku nie pójdę w moim małym mieście to czasopismo znika. W kiosku gdzie zawsze kupuje NF dzisiaj kupiłem ostatni numer nowego, marcowego wydania, który był na półce (zazwyczaj stoi pięć na raz). Może pani ma jeszcze jakieś w zapasie. Czy czasopismo umiera to nie wiem, trudno mi też powiedzieć jak je ratować. Kupuję zazwyczaj dla publicystyki, ale zauważyłem, że w marcowym wydaniu kilka ciekawych opowiadań się pojawiło. Ale mimo, żem młody pomysłu na reanimację na razie nie mam. Może jak pomyślę to coś umyślę i wrócę.

Minimalizm i skurwysyństwo zachodzi wtedy, gdy dostajesz zupę w płaskim talerzu.

się we­zd­gr­ną

surpriseProfity dla Ciebie za to słówkocool

 

Uważasz, że NF umiera, bo Ty go nie kupujesz? Skąd te dane. Kioskowe egzemplarze (chyba) zawsze były mniejszym procentem sprzedaży czasopisma, a o ilości prenumeratorów możemy snuć domysły. Aczkolwiek wiemy, że ilość prenumeratorów wyraźnie wzrosła przy promocji archiwum NF. Teraz będzie (bo ja jeszcze nie dostałem) archiwum FWS. Samo wydawnictwo jakiś czas temu zapytane o NF, w jakimś wywiadzie, odpowiedziało, że ma ono grono oddanych czytelników co zapewne oznacza, że jest rentowne.

A, że nie sprzedaje się w setkach tysięcy, to nic nadzwyczajnego jeśli mowa o miesięczniku LITERACKIM. Ludzie kupują to co ich interesuje, a że czytelnictwo w Naszym kraju jest jakie jest, to i grupa nabywców będzie odpowiednio wąska. 

 

NF samo stara się zwiększyć ilość czytelników po przez poszerzanie zawartości. Bo to już nie tylko opowiadania, książki i publicystyka, ale coraz częściej gry komputerowe, planszowe, komiks... 

Czy to dobre? Nie znam danych sprzedażowych. Ale to jakaś metoda, byleby tylko realizowana z wyczuciem.

 

Na koniec moja rada jak ożywić NF:

 

Dajcie gołe baby!

 

Pozdrawiam!

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Uważasz, że NF umiera, bo Ty go nie kupujesz? Skąd te dane.

http://www.fantastyka.pl/media/nowafantastyka_2017.pdf  Średni nakład 2017: 12 000 egz

http://www.fantastyka.pl/media/nowafantastyka_2016.pdf  Średni nakład 2016: 13 000 egz

http://web.archive.org/web/20150420143010/http://www.fantastyka.pl/media/nowafantastyka_2015.pdf Średni nakład 2015: 15 000 egz

http://archiwum.rp.pl/artykul/117484-Sukcesy-polskiej-fantastyki.html Średni nakład 1996: 70 000 egz

 

Ja Nowe Fantastyki kupiłem dwa razy w życiu – oba razy, żeby umilić sobie podróż autokarem. Od czasu do czasu kusi mnie żeby kupić trzeci w historii egzemplarz, zwłaszcza kiedy wpadnie mi w oko zapowiedź jakiegoś ciekawego tekstu publicystycznego, ale później widzę piękną okładkę reklamującą aktualny film o superbohaterach, uśmiecham się drwiąco i gratuluję sobie talentu do oszczędzania na dobrach kultury.

 

na emeryturze

No właśnie. Sadzę że najciekawiej byłoby się dowiedzieć, dlaczego czytelnicy, którzy kupowali czasopismo, zaprzestali je czytać. Wtedy być może udałoby się wyciągnąć wspólny mianownik, a potem znaleźć panaceum.

Pytacie, co jest potrzebne, żeby pomóc “Nowej Fantastyce”? Odpowiedź jest prosta: promocja. A teraz wyjaśnię po kolei.

 

To, że od tytułu prasowego odpływają czytelnicy, jest czymś zupełnie naturalnym bez względu na ogólny stan rynku (a polski rynek prasy jest dodatkowo bardzo trudny). Tyle że w normalnych warunkach w miejsce czytelników, którzy odeszli, przychodzą nowi i równowaga zostaje zachowana.

 

W sytuacji, kiedy spada sprzedaż, zmiany w treści i layoucie pisma mogą tylko dodatkowo pogorszyć wyniki, jeżeli w parze z tymi zmianami nie idzie duża kampania promocyjna (na którą nas nie stać). Bo takie zmiany trafiają tylko do tych ludzi, którzy już sięgają po pismo, kupują je, czytają. I wtedy mogą się wydarzyć dwie rzeczy: zmiany im się spodobają i będą nadal kupować i czytać pismo, albo nie będą się podobały i wtedy przestaną je kupować. Nie stanie się natomiast cud, że nagle o zmianach w piśmie dowie się ktoś, kto w ogóle do niego nie zagląda. Sam często stykam się z krytycznymi opiniami o treści pisma ludzi, którzy przestali je czytać lata temu i nie mają pojęcia o drodze, jaką pismo przeszło. A są też tacy, którzy na hasło “Nowa Fantastyka” reagują: “Jest coś takiego? Nie słyszałem.” albo “To ona jeszcze w ogóle wychodzi?”.

 

Trzeba zatem dotrzeć do nowych odbiorców – i wcale nie jest powiedziane, że już w obecnej postaci pismo nie okaże się dla nich atrakcyjne i interesujące. Tego nie wiemy. Problem w tym, że bez machiny promocyjnej i nakładów pieniędzy, ciężko jest przyciągnąć nowych ludzi. Szczególnie przy takim nakładzie, jaki mamy obecnie. Gary podał tutaj, że “NF” w 2017 roku wynosi on 12 tysięcy egzemplarzy. Ta liczba musi wystarczyć na “obgonienie” m.in. prenumeratorów, Empików i kiosków Ruchu, Kolportera i paru innych sieci dystrybucyjnych (także internetowych). Tymczasem sam Ruch ma w Polsce ponad trzydzieści tysięcy (!) punktów sprzedaży.

 

W tych warunkach, największą nadzieję “NF” może wiązać ze społecznością jego fanów. Z tym, że będą nie tylko regularnie kupować miesięcznik (10 złotych miesięcznie to naprawdę nie jest dużo, a w prenumeracie jeszcze mniej), ale też że będą pocztą pantoflową zachęcać do kupna przyjaciół i znajomych, że będą informować o ciekawych treściach, które się u nas ukazują, udostępniać nasze wpisy na FB, wrzucać newsy do serwisów, w których się udzielają i tak dalej, i tak dalej...

 

Kiedy człowiek, który stale korzysta z naszej strony internetowej, pisze “Ja Nowe Fantastyki kupiłem dwa razy w życiu”, robi mi się zwyczajnie przykro. Nie tylko ze względu na poczucie, że ciężka praca wielu ludzi jest olewana i trafia w próżnię, ale także dlatego, że mam świadomość, że fantastyka.pl istnieje jako dopełnienie pisma – zaplecze i kuźnia talentów. I jeśli “NF” przestanie się ukazywać, strona nie będzie miała racji bytu, a zebrana tu społeczność straci dom.

 

Wiele razy pisałem, że los “Nowej Fantastyki” zależy od czytelników i nigdy nie było w tym grama przesady. Nie korzystamy z żadnych dotacji, nie podczepiamy się pod państwowy cycek, dzięki czemu zresztą mamy większą swobodę i możemy chronić pismo przed polityką. Ale aby to wszystko ocalić, potrzeba ludzi, którzy zechcą kupować nasz miesięcznik i wciągać w to kolejne osoby. Jak najwięcej, aby ustabilizować naszą sytuację. A jeśli uda się przywrócić równowagę, o której pisałem na początku, będzie można myśleć o kolejnych posunięciach. Na razie przydałoby się pozyskać parę tysięcy nowych czytelników.

Tyle że w normalnych warunkach w miejsce czytelników, którzy odeszli, przychodzą nowi i równowaga zostaje zachowana.

 

Jak wyglądają normalne warunki, albo inaczej: dlaczego warunki nie są normalne? Pytam, bo wydaje mi się to dosyć enigmatyczne, a za razem zostało podane jako główna przyczyna. Nie chcę być źle zrozumiany, ale pachnie to trochę starym jak świat zarzutem, podnoszonym przez autorów tekstów i nie tylko przez nich, że większość potencjalnych czytelników to tępe proce, więc żeby poprawić poczytność, trzeba by obniżyć standardy. Nie jestem w żaden sposób związany z rynkiem wydawiczym, stąd moje pytanie. Miałem jakiś czas temu sytuację taką: w czasie rodzinnych odwiedzin podałem czasopismo, nazwijmy ogólnie mężczyźnie w wieku trzydziestu paru lat, i poleciłem, że ciekawe artykuły i opowiadania. On od razu odpowiedział, że zna, nawet czytał raz czy dwa, ale jakoś go nie wciągnęło. Tego mężczyznę można nazwać zwykłym czytelnikiem, lubiącym przeczytać od czasu do czasu ciekawą książę fantastyczną. 

No nie wiem, z jednej strony mówi się i pisze, że spadek czytelnictwa spowodowany jest rosnącą otępiałą masą, a z drugiej choćby taki teatr wydaje się przezywać rozkwit – powstało sporo teatrów w wawie w ostatnim czasie. Na sztuki, na których bywam, przychodzą tłumy ludzi, zasiadają nawet na schodach, bo biletów  brakuje, i żeby się dostać, trzeba nie rzadko kupić je kilka miesięcy wcześniej.

Spotykam młodych inteligentnych ludzi. Gdzie ta tępa masa? Nie sugeruję zmian w NF, choć nie twierdzę też, że nie należy ich robić, po prostu wszystkie te przyczyny wydają się enigmatyczne. 

 

Pacholęciem będąc czytałem starą “Fantastykę” – ale wtedy wszyscy czytali. Potem odszedłem na dobrych kilka lat. Próbowałem wrócić już do NF jakieś 6 lat temu, zraziłem się wtedy opowiadaniami – kiepskimi albo kompletnie dla mnie niezrozumiałymi. Ponownie spróbowałem jakiś rok temu (podróż pociągiem) i wtedy mnie wciągnęło. Tak bardzo, że sam spróbowałem pisać. Odpowiada mi aktualny wybór tekstów, w publicystyce mam bardziej i mniej ulubionych autorów, ale wszystko jest do przeczytania. Denerwuje lokowanie produktów, wolałbym dać 5 złotych więcej i nie musieć oglądać takich rzeczy jak na grudniowej okładce (za to do dzisiaj pamiętam z dzieciństwa okładkę, też grudniową, z rakietą-mikołajem). Nauczyłem się już, gdzie NF mogę dostać, po w kioskach jej raczej nie uświadczysz, prenumerata to jednak poślizg i wymięte egzemplarze.

Też mnie dziwi, kiedy osoby z portalu deklarują, że papierowej NF nie czytają. OK – wydawnictwo raczej stronę zlewa, a siłą portalu są ludzie. Tylko, że większość tych ludzi, przynajmniej nowych przychodzi tu dzięki szyldowi NF. A jednym z kół napędowych dla naszej grupy jest piórkowa zabawa, pod patronatem i z udziałem redakcji.

Moim marzeniem z dzieciństwa jest doczekać kiedyś publikacji własnego tekstu w NF. Żeby to było możliwe i żeby wciąż miało jakiś sens, staram się to pismo propagować wśród rodziny i znajomych. Byłoby mi łatwiej, gdyby redakcja wywiązywała się z obietnic publikacji nazwisk zdobywców piórek. Kiedy wreszcie ukaże się taka notka za listopad ub.r. deklaruję zakup przynajmniej 5 egzemplarzy przez moje ciotki. A może któraś z nich zostanie czytelniczką na dłużej.

P.S. Gołe baby to nie jest zły pomysł. Pamiętam galerie Vallejo i Siudmaka...

 

“Jak wyglądają normalne warunki, albo inaczej: dlaczego warunki nie są normalne?”

 

Przyczyny, dla których czytelnicy rezygnują z kupowania danego tytułu – a dotyczy to całej prasy, nie tylko periodyków, ale nawet dzienników - są różne. Jedni rezygnują z przyczyn finansowych. Drudzy z braku czasu na czytanie. Kolejni zapominają kupić i wypadają z rytmu. Jeszcze inni “wyrastają” z pisma – odkrywają, że nie ma w nim już dla nich nic ciekawego. Niektórzy dosłownie wymierają. Jeszcze inni obrażają się za coś – artykuł, cytat, obecność nielubianego autora na łamach – i przestają kupować w ramach bojkotu. Innym nie podobają się zmiany w piśmie albo brak zmian. Przyczyn jest mnóstwo, ale skutek zawsze ten sam: każdy tytuł pozostawiony samemu sobie powoli traci czytelników. Niekiedy po jakimś czasie część z nich wraca do lektury, ale nie można liczyć wyłącznie na to.

 

“Normalne” warunki to takie, w których różne czynniki – promocja i reklama, poczta pantoflowa, Internet itp. – powodują, że na miejsce osób, które się wykruszyły, przybywają nowe, mniej więcej w proporcji 1:1. Ludzie, którzy dowiedzieli się o istnieniu pisma, zobaczyli jego reklamę, albo wypatrzyli okładkę w kiosku, podpatrzyli u znajomego, przeczytali komuś przez ramię w autobusie... znów sposobów może być wiele. U nas właśnie ten element nie działa. Reklamy i promocji nie mamy. Na półkach ciężko nas zobaczyć, skoro mamy tak mały nakład w stosunku do liczby miejsc, do których trzeba trafić. Recenzje kolejnych numerów w Internecie, przestały się pojawiać w zadowalającej liczbie. Zaledwie pojedyncze serwisy poświęcone fantastyki zadają sobie trud informowania, że nowe wydanie jest na rynku i tak dalej. Dodatkowo polski rynek jest trudny, bo prasa w ogóle przeżywa głęboki kryzys (na Zachodzie ten trend się ostatnio trochę zmienił) – ludzie odeszli od papieru na rzecz Internetu.

 

To nie jest kwestia tego, że społeczeństwo tępieje, bo na pewno jest wiele osób, które znalazłyby u nas treści dla siebie i nie trzeba do tego zaniżać poziomu. Problem w tym, że duży odsetek ludzi, którym “NF” mogłaby się spodobać, nawet o tym nie wie, bo nigdy nas nie widzieli, nie mieli pisma w rękach, nie zajrzeli do środka. Niektórzy w ogóle nie mają nawyku czytania prasy, chociaż nie stronią od książek i nie byłby to dla nich za duży wydatek.

 

Na fanpage’u na Facebooku mamy około 13 tysięcy użytkowników. Bez postów sponsorowanych docieramy z informacjami o treści pisma zaledwie do ułamka tej liczby, o ile nasze wpisy nie zostaną dalej udostępnione, a ludzie, którzy nas czytają nie zachęcą kolejnych do sięgnięcia po pismo. Kiedyś napisałem, że byłoby super, gdyby ktoś, kto nas lubi, kupił raz na jakiś czas drugi egzemplarz pisma i dał w prezencie znajomemu, który mógłby dzięki temu zacząć nas czytać i dołączyć do grona stałych czytelników. Ale nawet puszczanie naszych wpisów dalej to też jakaś pomoc, bo najgorsze, co nas teraz spotyka, to pogrążanie się w informacyjnym niebycie.

Systematyczny spadek nakładu “Fantastyki” nie dziwi. Tak dzieje się z całą prasą papierową (najlepszy przykład to dramatyczny zjazd nakładu “Wyborczej”). Ludziom się po prostu nie chce wydawać pieniędzy na coś, co – jak myślą – za friko i tak znajdą w internecie (ciekawe ile egzemplarzy cyfrowych “NF” ściąga się z jakiegoś Chomika czy torrentów?). Po wtóre – czytanie fantastyki stało się niemodne. O ile się orientuję, teraz na topie są kryminały (najlepiej skandynawskie). I to akurat zmienić będzie trudno. Tu potrzeba jakiegoś zewnętrznego impulsu (lądowanie na Marsie?), żeby SF stała się modna. A fantasy już, moim zdaniem, świata nie zwojuje.

Dużo złego uczyniły “NF” poprzednie rządy (nazwiska przemilczę). Były takie czasy, że kolejny numer kupowałem już siłą rozpędu. Ale co się dziwić, jak któryś z poprzednich decydentów uważał, że czytanie musi wiązać się z trudem i mozołem... Taka też wtedy “NF” była – praktycznie niestrawialna, pseudoeksperymentatorska, nudna po prostu... I wtedy pewnie wielu stałych czytelników odeszło, bo jednak fantastyka to literatura, która nie stroniąc od ważkich tematów, ma dawać po prostu frajdę! Dlatego tu peany będę piał na temat np. ostatniego numeru grudniowego!

I na koniec a propos wywołanej przez Blackburna mody na teatr. Toż to moda właśnie! Można focię z teatru wrzucić na fb, można pannę zaprosić, można Kaczorowi pokazać i na “Klątwę” iść... A jak tu chwalić się samotnym, nieefektownym, papierowym czytelnictwem?

rocktime.pl - zapraszam na moją audycję we wtorek o 19.

Staruchu, pozwolę sobie na trochę mocnoejsze stwierdzenie: marginalizujesz fenomen rozkwitu teatru. Jeszcze przed zmianami w polityce widziałem, co się dzieje, a wiele teatrów powstało/wznowiło  działalność też wcześniej. Obecnie to tylko kontynuacja, choć nie twierdzę, że i tacy widzowie się mogą znaleźć. 

Ale pod stwierdzeniem, że fantastyka ma dawać frajdę, podpisuję się. Piszesz, że kryminały są poczytniejsze, to możliwe. Co one dają czytelnikowi? Rozrywkę. A, ech... napiszę to: odnoszę wrażenie, że coraz więcej fantastycznych opowiadań staje się pseudo-odkrywczymi, udziwnione do bólu, a coraz mniej dających po prosu przeżyć przygodę. Oczywiście to tylko moje zdanie, a wielu czytelnikom może to odpowiadać. Czy ze spadkiem poczytności NF stoi tylko brak szeroko rozumianej reklamy? Hmm... Wiele razy tu na portalu czytałem stwierdzania, że opowiadanie powinno bronić się samo.

Ciekawi mnie, kto czyta NF – kobiety i mężczyźni w jakim wieku? Czy na prawdę artykuły o grach mają poprawić sytuację – osobiście to mnie to kompletnie nie interesuje. Ale pomysł z komiksami, nawet czarnobiałymi i w odcinkach, mógłby być niezły. 

Pytanie, czy łatwiej jest trafić do szerszego kręgu odbiorców opowiadaniami czy publicystyką?

Czy naprawdę ktoś jeszcze chce czytać opowiadania?

Ja chcę czytać opowiadania, ale łatwiej mi (i szybciej) odpalić kompa, niż lecieć do kiosku.

A propos nakładu...

 

W czasach swej największej świetności – w latach 80. nakład pisma przekraczał 150 tys. egz., w roku 1996 wynosił 76 tys.[3] a w 2004 – 36 tys. egzemplarzy (według danych ZKDP za 2004)

Dlaczego dziś jest 1000% mniej, czy raczej bardziej obrazowo 10x mniej?  

 

 

Prim "Corcoran" Chum

Moja historia ze stroną internetową “Nowa Fantastyka” zaczęła się jeszcze w gimnazjum i od czasu do czasu czytałem teksty użytkowników, dopiero w liceum kolega pokazał mi numer w którym przeczytałem tekst o Edgarze Poe, ale dopiero na studiach kupowałem czasopismo w empiku, ale nie regularnie. Częściej kupowałem niby-antykwariacie na dworcu kolejowym, gdzie sprzedawano stare numery za pół ceny.

Może to jeszcze jeden powód, dlaczego ludzie wolą ściągać czasopismo z neta, bo po prostu jest taniej. Nie wszystkich jest stać jednocześnie na kupno kilku książek miesięcznie, skoro czasopismo jest czasami w cenie bardzo taniej. No i jeszcze pójście do kina lub teatru no i jeszcze płyty muzyczne swoich ulubionych wykonawców lub tych, których muzyka ci się ostatnio spodobała. W końcu kultura jest droga. Chyba przyszłością “Nowej Fantastyki”, będzie wydawanie jej formacie tylko elektronicznym, bo na papierową wydawnictwa nie będzie stać, skoro z roku na rok jej sprzedaż maleje i w raz z obniżeniem kosztów wartość merytoryczna artykułów nie spadnie. To, albo będziemy ostatnim pokoleniem, który będzie ją czytać.

A ja się zgodzę, że winą jest brak reklamy. Ja NF czytam od lat niespełna dwóch ( choć książki fantastyczne od dwudziestu). A nie czytałam wcześniej, bo nie wiedziałam. Taka ze mnie ignorantka. Dopiero przez przypadek dostrzegłam kiedyś w kiosku na lotnisku i teraz nabywam każdy numer. A nie jest łatwo, bo mieszkam za granicą.

 

 

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

witam

 

specjalnie zarejestrowałem się, aby dodać parę drobnych uwag i przemyśleń. Niestety nakład w wysokości 10-12 tysięcy egzemplarzy miesięcznika wyznacza  tylko jeden kierunek rozwoju. Spadkowy. Koszt 10 zł miesięcznie na zakup jednej gazety jest tak marginalnie nieznaczącą pozycją w budżecie domowym, że nie da się obronić argumentu o zaporowej cenie periodyku. Nowa Fantastyka jest, czy raczej powinna stać się czasopismem stricte niszowym na bardzo  wysokim poziomie literackim. Gazeta nie dla mas, tylko elitarne wydanie, intelektualna uczta dla wyrobionego czytelnika. Elitarny charakter, podobnie jak wersja papierowa powinna stać się współczesnym winylem dla melomanów. Gonienie za powszechnością traci sens, jest stratą czasu i pieniędzy. Przyznam szczerze, że przez kilka lat płaciłem roczny abonament, ale zbyt wielu dobrych tekstów nie znalazłem. Jestem w stanie zapłacić 50 zetów za 100-200 stron, ale naprawdę dobrego tekstu, bo szanuje swój czas i pieniądze, czytanie nie jest dla idiotów, należę do klasy średniej i stać mnie, pod warunkiem, że nie będę tracił czasu na wertowanie żenujących tekstów. Kto wie, może nawet pochwalę się na imprezach, że czytam NF, bo to jest zajebista i wyjątkowo dobra jak długoletnie whiskey. Ale jak na razie tak nie jest. Jesteście skupieniu na uwagach paru osób, które się tutaj jeszcze ostały, licząc na ewentualny druk, choćby w agonalnym wydaniu. To jest ślepa ścieżka. Nie wygracie z rynkiem elektronicznym, ale możecie stać się jego uzupełnieniem, licząc na snobizm i może nawet dobry gust klasy mieszczańskiej. 

 

 

Ja kupuję przeważnie dla publicystyki, opowiadania są takie sobie. Czasami stawianie na znane redakcji nazwisko nie wychodzi na dobre. Zdecydowanie bardziej uderzają we mnie teksty z portalu. W czasopiśmie jest masa SF i to jest nawet ok, ale w większości przypadków to SF jest kiepskie. Zauważyłem w marcowym wydaniu, że są bardzo ciekawe polskie pozycje. Zagraniczne mnie nie urzekły tym razem. Ja wiem, że redakcja walczy o znane nazwiska, ale często pod nosem są lepsze opowiadania (patrz portal). Od zeszłego roku kupuję czasopismo. Rutynowo, co miesiąc. Oczywiście nie przestanę kupować, ale prawda jest taka, że zniechęcają mnie najbardziej opowiadania, które są dobre, ale nie tego oczekuję wydając pieniądze. 

Minimalizm i skurwysyństwo zachodzi wtedy, gdy dostajesz zupę w płaskim talerzu.

NF za piędziesiątych złotych? To ja od razu odpadam. ;)

 

berylu, chyba chcą czytać, a przynajmniej ja chcę. Wydaje mi się, że opowiadania w obecnych czasach powinny cieszyć się większą popularnością niż powieści. Z pragmatycznego powodu – są krótsze. Fast literature. ;) Chyba bym wolał w NF tylko dwa opowiadania, ale takie wysadzającej  z butów.

@Blackburn –  Prawda jest taka, że opowiadania, które są w czasopiśmie nie porywają mnie jako czytelnika. Teksty dobre, ale dupy nie urywa. Też czekam na NF z tekstami, które wryją się w pamięć i aż mi z wrażenia dupę urwie.

Minimalizm i skurwysyństwo zachodzi wtedy, gdy dostajesz zupę w płaskim talerzu.

Panowie, ale już śledząc wątek z omówieniami numerów “NF” widać, że rozrzut w ocenie treści jest duży. Mnie zwykle podobają się opowiadania, które nie podobają się jogurtowi – i odwrotnie. Kwestia gustów, przyzwyczajeń.... bo co to jest “dobre” opowiadanie? Ilu czytelników, tyle odpowiedzi. Owszem zdarzają się opowiadania podobające się większości (takie były niegdyś “Piaseczniki” Martina), ale to raczej wyjątek potwierdzający regułę.

A w temacie wypowiedzi Moritza – co to jest “wysoki poziom literacki”? Da się to jakoś obiektywnie zdefiniować? Bo ja mam taką definicję – wysoki poziom literacki mają dzieła, które się mnie podobają!

rocktime.pl - zapraszam na moją audycję we wtorek o 19.

To prawda, że to byłoby trudne, ale tylko w ten sposób papier wygra nad tekstami z sieci. To nie musiałby być nawet długie opowiadania. W wolne miejsce więcej publicystyki – artykułów o tematyce na granicy nauki i fantastyki. No ale to może niszowe oczekiwanie.

Redakcja mogłaby bardziej wykorzystać potencjał portalowych twórców. Loża mogłaby podrzucać teksty, które mają coś w sobie. Są przecież na portalu teksty, które urzekają lożę i innych użytkowników mimo różnych gustów literackich. Debiutanci czasami piszą lepiej niż niektórzy wyjadacze fantastyki.

Minimalizm i skurwysyństwo zachodzi wtedy, gdy dostajesz zupę w płaskim talerzu.

Ale redakcja wykorzystuje potencjał portalowych autorów. Bądźcie sprawiedliwi – sporo ich tekstów się ukazało. Staruch trafił w sedno – wam dupę urwie, innym nie urwie. Kwestia gustu. Ja bym poczytała po prostu wciągające historie, ale to ja. Zresztą, wciągające historie łatwiej znaleźć w powieściach niż opowiadaniach. Czy stałabym się wierną czytelniczką NF gdyby jej opowiadania były bardziej w moim guście? Nie wiem. Wolę powieści. No i nawet po reakcjach na portalu widzę, że w cenie są teksty przede wszystkim oryginalne lub “oryginalne”. Redakcja musi tu znaleźć własną odpowiedź na to, co robić. Rady oparte na indywidualnym guście są na pewno ciekawe, ale czy skuteczne?

To ja w tym miejscu wrzucę kamyczek do pewnego ogródka.

Jest takie stare przysłowie – ​”​Pańskie oko konia tuczy”​, a skoro panisko do stajni nie zagląda, to szkapa dalej w oczach chudnąć będzie. I tyle.

Może sobie redakcja żyły wypruwać, mogą sobie fani pięty zdzierać robiąc za pocztę pantoflową, ale nic to nie da, jeśli właściciel ma to wszystko... gdzieś. Może się mylę, nie mam racji, jestem niesprawiedliwy w tym osądzie, ale z moich obserwacji wynika, że Prószyński interesuje się NF tyle o ile, czyli tyle, żeby była rentowna i o ile nie będzie trzeba ponosić dodatkowych kosztów. Czyli na przykład kosztów promocji, o której pisał JeRzy, a która zazwyczaj oznacza spore wydatki. Oczywiście można próbować zawierzyć polecankom stałych i wiernych klientów, ale to częściej sprawdza się przy nowych produktach, mających powiew świeżości, wzbudzających ciekawość. NF ma 30 lat, ma wyrobioną markę i właściciel nie powinien dopuszczać do tego, aby ta marka, będąca częścią jego kapitału, traciła na rozpoznawalności, uciekała ze świadomości odbiorców.

Redakcja zapewne dobrze wie, co można zrobić, aby rozwijać całe przedsięwzięcie, a my też możemy sobie nad tym łamać głowy w nieskończoność. Nic to nie da, dopóki ktoś tego rozwoju nie sfinansuje. A chyba powszechnie wiadomym jest, że jak się interes nie rozwija, to się zwija.

Internet, czy się to komu podoba czy nie, staje się podstawowym medium wymiany informacji i tu jest ogromne poletko do zagospodarowania także dla NF, ale właściciela nie stać nawet na to, żeby zapłacić za stworzenie nowej strony internetowej (przypomnę, że obecna powstała dzięki wolontariatowi). Redakcja walcząc o przetrwanie pisma nie ma czasu na wykorzystanie w pełni nawet tak powstałego portalu, przez co zagospodarowują go użytkownicy (i chwała im za to, bo strona żyje), ale to prowadzi do sytuacji, gdzie portal i pismo stają się odrębnymi, coraz mniej związanymi ze sobą bytami. Zresztą zaangażowanie forumowiczów ma swoje granice, bo niby dlaczego mają się trudzić na korzyść spółki, która pozostawiła pismo samemu sobie. Skoro już jest energia i chęć, aby angażować się w tego typu działalność, to lepiej na własne konto, czego przykładem jest Silmaris (trzymam kciuki).

„Na fanpage’u na Facebooku mamy około 13 tysięcy użytkowników. Bez postów sponsorowanych docieramy z informacjami o treści pisma zaledwie do ułamka tej liczby, o ile nasze wpisy nie zostaną dalej udostępnione, a ludzie, którzy nas czytają nie zachęcą kolejnych do sięgnięcia po pismo.” – Z doświadczenia wiem, że odpowiednio przygotowane kampanie sponsorowane (można bardzo precyzyjnie określić odbiorcę) opłacają się, ale trzeba nieco potrząsnąć kiesą. Profil projektu przy którym pracuję ma tych lajków już ponad 400 000 i każdego tygodnia przybywa ok 10 000. Można mediów społecznościowych nie lubić (ja osobiście nie przepadam), ale w biznesie trzeba je wykorzystywać. Takie czasy ;)

Ocha, a czy nie wymianie opinii miał służyć ten wątek? Kto tu twierdzi, że opinią jednego czy dwóch użytkowników się należy przejmować? 

Dlatego napisałam, że takie opinie (w domyśle – każda opinia) są ciekawe. No i wiadomo – powinny być świetne teksty. Tylko co to znaczy – świetny tekst? Nie chcę brnąć w ten temat, bo po prostu – ile osób, tyle opinii. Ktoś napisał, że debiutanci bywają lepsi niż wyjadacze. Oczywiście. Ale czy znane nazwisko nie przyciągnie więcej czytelników niż kompletnie nieznane? Rozumiem więc starania redakcji w zdobywaniu tekstów rozpoznawalnych autorów.

I – serio – portalowicze nie mogą narzekać już na to, że są niedopieszczeni. Owszem, zmartwiła mnie informacja, że przestały ukazywać się nazwiska zdobywców piórek (nie zwróciłam na to po prostu uwagi). To był fajny gest. Jednak ilu portalowiczów znalazło się w NF przez ostatni rok? Powiedziałabym, że jak na amatorów – imponująco sporo.

Idę spać, bo jednak nie mam nic mądrego czy pożytecznego do napisania. Podoba mi się kompleksowa wypowiedź Unfalla, tyle może dodam.

Unfall, napisz coś dla Silmarisa. ;)

Też się zgodzę w kwestiach promocyjnych. Osobiście NF kupuję od czasu do czasu – jak wpadnie mi w oko i jeśli po przejrzeniu spisu treści znajdę coś dla siebie. Ale prawda jest taka, że w to oko wpada mi czasopismo raczej rzadko. W Empiku do NF często trzeba się dokopać a w zwykłym kiosku to nawet nie ma co szukać. Porównując chociażby z periodykiem Magazyn Książki, który co rusz jest gdzieś reklamowany (czy to na papierze czy w Internecie), o NF po prostu trzeba wiedzieć. Dużo chętniej sięgam po tytuł, który o sobie przypomina i jest dostępny (poza tym widząc reklamę okładki jestem w stanie mniej więcej stwierdzić czy zawartość mnie zainteresuje) niż po taki, o którym muszę pamiętać i po który muszę się specjalnie gdzieś udać. Jak dla mnie NF nie jest czasopismem, które krzyczy “kup mnie”.  Mam wrażenie, że wizerunkowo jest to czasopismo raczej dla zagorzałych fanów fantastyki, a nie zwykłych czytelników. A takich jest stosunkowo mało.

Myślę też, że słusznie prawi Cobold odnośnie publikowania nazwisk piórkowiczów – na pewno wpłynęłoby to na zasięg poczty pantoflowej.

"Punctuation is used to indicate delivery, not to conform to the rules of grammar". Sarah Kane

Czy nakłady finansowe, w perspektywie czasowej od 1996, na NF zmniejszyły się proporcjonalnie do spadku zainteresowania czasopismem? Bo jeśli tak, to tłumaczy zjawisko, więc nie ma o czym dyskutować. 

 

Edit: Oczywiście chodzi mi o nakłady finansowe na promocję. 

 

 

@Staruch, wysoki poziom literacki jest zazwyczaj skojarzony z wysokim budżetem. Masz wystarczającą kasę, masz bardzo dobre teksty. 

 

Aktualnie zakładamy w przybliżeniu miesięczny budżet w granicach 50-60 tys złotych z prenumeraty i sprzedaży detalicznej plus ok 10-15 tys z reklam. Wątpię aby było więcej. 

czy z takimi finansami wydawca może sobie na cokolwiek pozwolić oprócz opłacenia kosztów stałych, miernych pensji i wynagrodzeń dla autorów? 

Sądzę, że wydawca poważnie rozważa sprzedaż gazety. Na pierwszy rzut oka, licząc metodą mieszaną, nie jest warta więcej niż 100 000 zł i tylko dlatego, że ma utrwaloną markę wśród średniego i starego pokolenia. Nic więcej.  Ale nie wiem, czy ktokolwiek byłby zainteresowany inwestycją. Były próby Fabryki Słów zmiany podejścia po zakupie SFFH, które okazały się finansową klapą. 

Tutaj trafiamy w sedno problemu. Nie kasa na promocję, tylko strategia pisma jest do kitu. Pamiętam podejście poprzedniego naczelnego, Jakuba Winiarskiego. Miał wizję, choć późniejsze działania były chaotyczne. Niemniej idea była słuszna, aktywizacja fandomu wokół portalu NF, ale jak widać zmienił się moderator, to i masa ciekawych osobowości, obiecujących i zainteresowanych współpracą autorów, recenzentów, grafików  najzwyczajniej w świecie uciekła jak najdalej od coraz bardziej nieprzyjaznej atmosfery. 

Czasem wpadam tutaj coś poczytać, co nowego itd. ale coraz rzadziej, bo portal stał się czymś w rodzaju hospicjum. Smutno, bylejako, nudno. 

 

 

 

Ciekawe, na prawdę ciekawe. Chętnie bym poznał portal, który skupia tak wiele ciekawych osobowości, które tak chętnie dzielą się opiniami i swoim doświadczeniem. Szukałem i zatrzymałem się tu, bo to wyjątkowe miejsce. I śmiem wątpić, czy istnieje w sieci lepsze. 

@Blackburn, wystarczy poprosić moderatora o podanie statystyk aktywności. O wierze w wyjątkowość portalu ciężko  nawet jest dyskutować. Nie jest moją intencją zajmowanie się dogmatami wiary. 

 

 

Zgadzam się z Blackburnem, ten portal to jest wyjątkowe miejsce. Jest tu wielu wspaniałych ludzi i panuje tu niezwykła atmosfera, od której się uzależniłem.

Minimalizm i skurwysyństwo zachodzi wtedy, gdy dostajesz zupę w płaskim talerzu.

Owszem, zmartwiła mnie informacja, że przestały ukazywać się nazwiska zdobywców piórek (nie zwróciłam na to po prostu uwagi).

Gdzie taka informacja?

Kuleje promocja? Oczywiście. Jeden prosty przykład:

 

Gdzie na tej stronie można subskrybować coś takiego jak “newsletter”?

Skoro już ktoś w necie znalazł tę stronę, powinien w prominentnym miejscu znaleźć informacje o NF, o zawartości poprzedniego numeru, o tym, co planowane jest w następnym i mieć możliwość subskrybowania newslettera. Po co? Bo zaraz zapomni, że znalazł coś, co go zainteresowało – skończy mu się przerwa w pracy, szef wezwie na dywanik, dziecko rozbije kolano, albo połknie guzik, stanie się tysiące różnych rzeczy, które odciągną jego uwagę i już nie wróci. Za każdym razem, gdy ukaże się nowy numer, powinien dostać na skrzynkę e-mailową ładnie opracowaną graficznie informację o tym, że nowa NF jest już w sprzedaży, jaką ma ciekawą zawartość, a pod tą informacją link z napisem “kup teraz” pozwalający w kilku kliknięciach nabyć wersję elektroniczną, lub papierową z wysyłką.

Nikt takiej informacji nie otrzyma, bo takiej opcji nie ma. I nie będzie z wiadomych względów.

Żyjemy w informacyjnym zgiełku. Trudno jest walczyć o uwagę klienta, jeszcze trudniej tę uwagę utrzymać, a bez odpowiednich narzędzi się nie uda.

A w kwestii pytania w tytule wątku, to ciekawi mnie odpowiedź nie i opinia  Autora. :)

Autor, zdaje się, lubi patrzeć jak świat płonie, a Wy polewacie iskierki, które z trudem wykrzesał, benzyną. ;)

MrBrightside w sumie to możesz mieć rację.

Minimalizm i skurwysyństwo zachodzi wtedy, gdy dostajesz zupę w płaskim talerzu.

Prim jest uzależniony. Robi ekhem w gniazdo, ale nie potrafi odlecieć :)

Kupiłam w zeszłym roku masę NF i rozdałam. Znajomym szukałam po kioskach. Egzemplarz z moim artykułem to nawet na Ukrainie został, kolejny na biurku prof. Gadacza, jeszcze inny poleciał do Anglii. Zdarzyło mi się oddać jakiś numer facetowi z autobusu i zostawić któryś na uczelni – no bo po co to ma mi leżeć? U siebie na blogach i fanpejdżu często reklamuję i pismo, i portal. A więc cieszę się, że mogę zrobić tyle, ile Jerzy postuluje.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Można wymienić się opiniami, bo to ciekawe. Ale rzeczywiście  nie zdziwiłbym się, gdyby się okazało, że większość użytkowników portalu nie prenumeruje pisma. A jeśli tak jest, to też ciekawe zjawisko. Bo z jednej strony taki użytkownik pokazuje tu opowiadania, chyba mając nadzieję na publikacje w NF, której nie kupuje. 

Dobrym przykładem wykorzystania legendarnej marki (i zrobienia tego przy użyciu marketingu bezpośredniego) jest tegoroczna reaktywacja „Przekroju”. Dowiedziałem się o piśmie z postów udostępnianych przez znajomych na fb i zakupiłem. Rzecz chyba sprzedaje się dobrze, bo widziałem kilka numerów, czy to na kawiarnianych stolikach, czy przy łóżkach chorych w szpitalu. Co ciekawe, pierwszy numer jest w większości wypełniony tekstami archiwalnymi lub wspominkowymi. Poza graniem na nostalgii jest to sposób na wzmocnienie/odbudowę mitu czasopism.

Mam wielu znajomych, dziś już czterdziestolatków, którzy w rozmowach wspominają fascynację starą „Fantastyką”. Myślę, że wykorzystanie tej nostalgii, sięgnięcie do archiwów (nie w sensie przedruków ale właśnie odwołania do legendy, prestiżu, przypomnienia starych gwiazd, które tu zaczynały) pozwoliłoby przywrócić sporą rzeszę starych czytelników. Sam z zainteresowaniem czytam felietony red. Parowskiego. Inna sprawa, że Ojciec Redaktor zwraca się głównie do swoich rówieśników, i to dość ściśle związanych ze środowiskiem – sam mam zwykle problemy ze zrozumieniem kto z kim, co i dlaczego w jego tekstach.

W mojej opinii podejście reanimacyjne jest pozbawione sensu. Kojarzy się ze śmiertelną chorobą, sztucznym przedłużeniem życia, niejako wbrew naturze, która sama doskonale sobie radzi w podtrzymywaniu życia w mniej kontrowersyjny sposób, bo wykorzystuje metodę ewolucyjną, jakby zaniedbywaną przez redakcję, stąd stagnacja i minorowe nastroje, nieskłaniające do refleksji nad ulubionym ciągiem dalszym, jak mawiają klasycy dystrybucji. 

Ktoś przytomnie zapyta: ewolucja? Tak bez spółkowania z rynkiem? Tylko religijnie ze sztandarami wiary na barykadzie nieprzemakalnych przekonań? Oczywiście, że nie jest możliwie. 

Formuła tego czasopisma się wyczerpała, innymi słowy ewolucja stanęła w miejscu, co najmniej kilka lat temu. 

Wesprę was na duchu cytatem z Ziemi Obiecanej: 

(…) bo pan dobrze wie, że płotkę zjada duży kiełbik, kiełbika zjada okoń, a okonia zjada szczupak, a szczupaka? Szczupaka zjada człowiek! A człowieka zjadają drudzy ludzie, jedzą go bankructwa, jedzą choroby, jedzą zmartwienia, aż go w końcu zjada śmierć. To wszystko jest w porządku i jest bardzo ładnie na świecie, bo z tego robi się ruch.(...)

 

Uśmiechnąłem się, bo w pewnym momencie dyskusja zeszła na to, czy warto wydać 10 złotych. Kwota o tyle śmieszna dla zarabiającej osoby, co całkowicie abstrakcyjna, bo chodzi o kulturę. 

Czy warto wydać te pieniądze? Warto, dla samej niespodzianki.

To jak “kinder suprise”, nigdy nie wiesz co będzie w środku, ale sednem tej zabawki jest dreszczyk emocji. Nie ważne, co jest na okładce. Jakbym zwracał uwagę na opakowania, to głupiej śmietany bym nie kupił, bo “komercyjna”. 

Co do treści, nie w powiem, że zawsze jestem zadowolony (mi osobiście np. ze względu na specyficzny styl narracji całkowicie nie podchodzą opowiadania rosyjskie, może 1 na 20), ale przecież literatura, to sztuka, a kupując NF, zdajesz się na wybór redakcji która zadała sobie trud aby uprzejemnić ci kawałek życia. Nabywasz kawałek kultury. Losowy, ale przygotowany przez fachowców. Więc nie ma co marudzić.

Sith Happens!

Cholera, Berylu, tak to jest, jak się człowiek bez sensu wetnie w dyskusje, w której nie ma nic ciekawego do powiedzenia. Tak zrozumiałam z jednej z poprzednich wypowiedzi. Są? Musiałabym sięgnąć po któryś z ostatnich numerów, a akurat nie mam jak. Skoro nazwiska są, to super i przepraszam za sianie zamętu.

Kinder niespodzianka – zupełnie nie odpowiada mi takie podejście. Tak samo jak stwierdzenie, że warto wydać pieniądze, bo chodzi o kulturę. Właśnie dlatego, że chodzi o kulturę lepiej kupować świadomie, a nie na zasadzie – nie ważne, co jest w środku, ważne, że coś jest... 

Z zakupionych numerów NF byłam zadowolona właśnie dlatego, że zerknęłam na tematy na okładce + spis treści i wiedziałam, że znajdę w środku coś dla siebie.

Co do reanimacji, nawet jeśliby się udała – to wydaje mi się, że to działanie raczej krótkoterminowe. Myślę, że nie zaszkodziłoby poszerzenie grona odbiorców o czytelników, którzy niekoniecznie są zagorzałymi wielbicielami fantastyki a po prostu osobami, które lubią czytać (i nie chodzi mi tu o zmiany w zawartości tylko raczej wizerunku – pokazanie, że takie osoby w NF również znajdą coś dla siebie).

"Punctuation is used to indicate delivery, not to conform to the rules of grammar". Sarah Kane

Dogsdumpling, kupujesz  świadomie, czyli wiesz co będzie w numerze NF? surprise

Sith Happens!

Kupuję po przejrzeniu pisma :P Choć takie jasnowidztwo byłoby całkiem fajne...

"Punctuation is used to indicate delivery, not to conform to the rules of grammar". Sarah Kane

Ja się zgadzam z Unfallem, że możemy sobie głowy łamać, ale bez współpracy ze strony wydawnictwa nic realnie podwyższającego sprzedaż nie da się zrobić. Choć deklaracje, że nie kupują NFa, ze strony aktywnych użytkowników portalu są conajmniej przygnębiające. Sama zaczęłam kupować pismo regularnie, odkąd się tu udzielam ;) Szczególnie FWS zyskał, bo kiedyś nie kupowałam go wcale, a teraz mam każdy numer.

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

Hmm... interesująca informacja się pojawia w komentarzach, że NF jest dla zagorzałych fanów fantastyki, czyli co? Zbyt hermetycznie? 

Ja też kupuję NF na zasadzie – korzystam z portalu, Redakcja poświęca swój czas na udzielanie się tu, to kupię (chociaż więcej mam chyba nieprzeczytanych numerów niż przeczytanych, a część jeszcze tkwi w folii). Do formy prenumeraty mnie skusił zestaw wydań archiwalnych – też uważam, że przydałaby się lepsza reklama, bo zapewne wielu dawnych fanów chętnie by kupiło płytkę z archiwaliami (z dodatkowymi 12ma egzemplarzami NF co miesiąc w pakiecie ;)) – ale gdybym nie siedziała na tej stronie, to w życiu bym o czymś takim nie wiedziała.

Nie jestem pewna, czy zostałam dobrze zrozumiana – ja się za fankę fantastyki nie uważam (raczej za fankę dobrej literatury i dyskusji około-literackich) i gdyby nie to, że kiedyś czytając coś o Lemie, natknęłam się na ten tytuł, o istnieniu czasopisma nie miałabym pojęcia. Chodziło mi o to, że jak ktoś się fantastyką nie interesuje, szanse, że będzie wiedział o istnieniu czasopisma wydają mi się niewielkie. Co do treści – właśnie uważam, że takie osoby jak ja, które po prostu lubią literaturę i są zagorzałymi czytaczami, znajdą w NF coś dla siebie – chociażby w publicystyce. Odpowiadając więc na pytanie – jeśli chodzi o wizerunek, uważam, że tak, NF jest zbyt hermetyczna, albo może po prostu za mało rozreklamowana.

Tu, na portalu, mam wrażenie, jest dużo osób, które naprawdę interesują się akurat tym gatunkiem literackim i dlatego kupują NF. I, jak zrozumiałam z wypowiedzi JeRzego, właśnie na takich osobach, z racji braku środków, opiera się istnienie czasopisma.

"Punctuation is used to indicate delivery, not to conform to the rules of grammar". Sarah Kane

Akurat to, że znaczna część użytkowników tej strony nie kupuje pisma, to żadna nowość.

Proponowałem kiedyś, by zamiast zbiórki pieniędzy na nowy portal zorganizować akcję “X sumy z zakupu pisma przeznaczona jest na rozbudowę fantastyka.pl”, ale niestety jakoś to nie przeszło :) Ciekawe, czy gdyby udało się coś takiego zorganizować, to czy znalazłoby się dość zaangażowanych ludzi (i ich ciotek), by sprzedaż pisma zauważalnie wzrosła.

Są? Musiałabym sięgnąć po któryś z ostatnich numerów, a akurat nie mam jak. Skoro nazwiska są, to super i przepraszam za sianie zamętu.

Ocho: Są, nikt się z tego nie wycofał. Jeno ostatnio była pewna wpadka :< Ale nazwiska będą publikowane, tak jak były do tej pory.

Większość znajomych, którzy JUŻ nie kupują FN, podnosi argument, że to pismo publikujące opowiadania wg gustu Malakha lub Cetnara, że brakuje bardziej zespołowego podejścia do beletrystyki, przez co NF traci na różnorodności. Nie bez przyczyny Smoko tak wysforował – zapewnia kolegialny wybór tekstów.

"Białka były czerwone, a źrenice większe niż całe oczodoły"

Żadna nowość, żadna nowość... :/

 

Ciekawe czy te ciotki zrozumiałyby choć jedno opowiadanie z NF. Oczywiście słowo "ciotki” jest tylko symboliczne. Żeby ktoś nie pomyślał źle...

@beryl, znaczna część użytkowników portalu nie kupuje NF, bo nie są czytelnikami tylko autorami, cokolwiek to znaczy. 

Jakakolwiek zbiórka pieniędzy i wykorzystywanie zaangażowanych ludzi jest żenujące z prostego powodu, czasopismo nie jest fanowskie jak “konkurencyjny” Silmaris, czy jakoś tak. Właścicielem NF jest rasowy wyjadacz-wydawca, który doskonale zna mechanizmy pozyskiwania finansowania na rynku i co ciekawe nie angażuje się finansowo w żadne projekty wokół pisma. Nie będę spekulował i wymyślał dlaczego tak jest, bo mnie to wogóle nie obchodzi. Jestem czytelnikiem, niczego tutaj nie publikuje ani nie prowadzę życia towarzyskiego na portalu. Jeśli już mam stawiać wymagania, to dotyczą one głównie zawartości w NF, które może ulec zmianie o ile wpływy będą znacząco wyższe. Matematyka jest bardziej logiczna niż wiara w upadającą legendę. 

 

Parafrazując, można śmiało postawić tezę: jak nie wiesz co zrobić, wynajmij ludzi, którzy to potrafią.

Nie bez przyczyny Smoko tak wysforował

Czyli jak?

 

Ja uważam, że w ogóle mało kto chce czytać opowiadania. Znam wielu ludzi, którzy mogliby czytać pismo z ciekawą publicystyką popularnonaukową i okołofantastyczną, ale niewielu, którzy chcą czytać opowiadania :) Z drugiej strony, gdybyśmy wycięli opowiadania z NF, to pewnie wielu stałych czytelników by zrezygnowało :)

 

@Moritz Jak sam przyznałeś, zarejestrowałeś się wczoraj, więc doskonale rozumiem, że na sprawę portalu patrzysz inaczej niż jego użytkownicy.

@beryl, jestem tylko czytelnikiem, już to sygnalizowałem wcześniej.

Czyli jak?

 

Czyli że od pierwszych numerów publikowanymi opowiadaniami wyciąga łapki po Zajdla.

Z polskich zinów najlepszą wg mnie publicystykę miały Cosie wydawane przez Śmigla – w zasadzie kupowałem je tylko dla publicystyki. W NF ostatni cykl publicystyczny, jaki mnie pożarł, to przegląd fantastyki egzotycznej Marka Grzywacza. Czyli też jakieś wykopaliska antyczne.

"Białka były czerwone, a źrenice większe niż całe oczodoły"

Czyli że od pierwszych numerów publikowanymi opowiadaniami wyciąga łapki po Zajdla.

Ja nie siedzę w fandomie, ale chyba tylko jedno publikowane w Smoko opowiadanie doczekało się nominacji do Zajdla. No i nie wydaje mi się, by Smokopolitan był jakoś bardzo rozpoznawalny. Nie przesadzałbym zatem :)

Za słabo widać wyciągałam swoje prywatne rąsie :D

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

Ja również zacząłem kupować czasopismo, gdy odkryłem portal. Gdybym miał coś doradzić, to warto jak najlepiej reklamować NF wśród użytkowników, zwłaszcza że cały czas dochodzi sporo nowych. Najlepiej wyrobić w nich takie przekonanie, że uczestnicząc tylko w życiu portalu, a olewając czasopismo, tracą coś ważnego i fajnego.

W numerze jubileuszowym było sporo drabbli jednego autora. Może warto to powtórzyć i zrobić konkurs na drabble, z których 15-20 najlepszych zostałoby wydrukowanych? To pewnie jakieś 4 strony tekstu w numerze, a takie debiut sporej grupy użytkowników na pewno odbiłby się szerokim echem. Debiut autora to zawsze kilka sprzedanych egzemplarzy więcej (znajomi, rodzina). Byłby to krok dalej niż publikowanie piórkowiczów (co było bardzo dobrą inicjatywą).

Tylko w NF! Debiut (tu Dj szybko liczy... 4000 znaków na stronę, drabble 100 słów x5...)

 

Tylko w NF! Debiut szesnastu autorów na jednej rozkładówce!

Cholera, takie proste i wcale niegłupie :)

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Podoba mi się sarkazm dj’a.yes

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Miałem nadzieję, że ostatnie zdanie wyjaśnia, że to nie sarkazm :)

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Najlepiej wyrobić w nich takie przekonanie, że uczestnicząc tylko w życiu portalu, a olewając czasopismo, tracą coś ważnego i fajnego.

Co takiego mianowicie?

na emeryturze

Trochę poczytałem co tu napisaliście, większość pominąłem.

 

Odniosę się do paru spraw, a co się będę.

Na początek dziękuję garemu za info o nakładzie. Rzeczywiście niepokojące i niestety jednoznaczne są to dane.

Druga sprawa: Nie zgadzam się, by w NF pojawiało się za mało nazwisk z portalu. W samym zeszłym roku była ich cała masa. Według mnie debiutów było nawet za dużo. Tak już mam, że wolę głośne nazwiska. Tutaj mała dygresja: SFFiH w każdym numerze publikowało przeważnie kilku debiutantów. I jak skończyło... A pod koniec wydawał je nie byle kto, bo Fabryka Słów. Także próby nabijania sprzedaży przez rodzinę debiutantów to słaby żart.

Trzecia sprawa: JeRzy słusznie zauważył podstawowe i powiązane ze sobą problemy pisma: spory brak wiedzy o istnieniu pisma i brak promocji. W pełni się z tym zgadzam. JeRzy chyba właśnie udowodnił nam, że problem jest mu znany, ale ciężko z nim walczyć bez środków. A te NF pozyskuje jak tylko może. Wystarczy spojrzeć na okładki, które od lat są tak naprawdę reklamą. Trochę to słabę, ale gdy uświadomię to sobie, że dzięki temu redakcję stać na zakup opowiadań głośnych autorów, to mogę to przełknąć. Tutaj kolejna dygresja: wracając do mojej propozycji poprawy sprzedaży czasopisma – na okładce najnowszego numeru mamy Ghost in the shell, no to kuźwa lepszej okazji do dania gołej baby na okładkę może nie być! ;) Choć sama okładka, jak na filmową, nawet mi się podoba.

Czwarta sprawa: Przyszłość NF to wydania elektroniczne? Przecież e-wydania wycofano, bo nikt ich nie kupował. WTF? WTF!!!?

Piąta sprawa: podoba mi się pomysł, by NF zamieszczało przepisy na fantastyczne wypieki domowe. To może chwycić!

Szósta sprawa: Prenumerata. To powinien być konik w oku redakcji. A niestety nie mam za wiele dobrego o niej do napisania. Prenumeruję już trzeci, czy czwarty rok pod rząd, więc mam dość dobry obraz sytuacji. Pierwszy problem, dotyczący zapewne większości, poślizgi, nieraz bardzo spore w stosunku do pojawienia się pisma w kiosku. Drugi problem, mam nadzieje dotyczący mniejszości, sporadyczne braki dostarczenia czasopisma. Do dziś nie otrzymałem dwóch numerów. To naprawdę zniechęca do prenumerowania. Chętnie splunąłbym na tę prenumeratę i kupował NF w kiosku, tylko nigdzie nie mogę jej dostać. Błędne koło... Apeluję o przyjrzenie się sprawie prenumeraty. Osobiście wolałbym jakąś droższą wersję, ale z jakimś priorytetem, czy coś. Brakuje wam reklamy, a prenumerata to tylko dla Was czarny PR.

Ostatnia sprawa: Proszę o zamknięcie wątku. Nazgul i JeRzy wyczerpali temat.

 

Pozdrawiam!

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Postuluję gołych chłopów zamiast gołych bab. 

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Po­stu­lu­ję go­łych chło­pów za­miast go­łych bab. 

Nawet nie będę tego komentował.

 

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Dostosowałam się do twojego poziomu “merytoryki” :)

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Najlepiej wyrobić w nich takie przekonanie, że uczestnicząc tylko w życiu portalu, a olewając czasopismo, tracą coś ważnego i fajnego.

Co takiego mianowicie?

 

Debiut kolegów i koleżanek z portalu? Dobre opowiadania? Nowości wydawnicze? Ciekawą publicystykę? Jeśli kupiłeś do tej pory dwa numery, a resztę odrzucasz z powodu okładek, to możesz nie wiedzieć. Nie twierdzę, że pismo składa się tylko z dobrych rzeczy, ale w każdym numerze da się coś znaleźć, a te 7 zł (w prenumeracie) to niedużo, zwłaszcza że to jedyne czasopismu, które kupuję. 

Naz, czy Ty próbujesz umniejszyć mój autorytet?surprise

Przecież każdy wie, każdy na portalu wie, że jestem jednym z Wiedzących!cool

 

 

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Przecież e-wydania wycofano, bo nikt ich nie kupował.

​Ja kupowałem :(

Jak się mieszka poza krajem, to jest to wygodne rozwiązanie. Poza tym w ten sposób można sprzedawać wydania archiwalne, bez ponoszenia dodatkowych kosztów i fizycznych ograniczeń.

Ja? Nigdy w życiu. :)

 

A dorzucając swoje do dyskusji. Trzydzieści lat temu mój ojciec chciał być wydrukowany w Fantastyce. Dla niego to było jak najwyższy zaszczyt. Dla mnie NF wciąż jest czymś elitarnym/dobrym. I według mnie to właśnie jest ważne. Budowanie przeświadczenia niezmiennie dobrej marki. Co z tego, że nie każdy zgodzi się co do poziomu treści. Nigdy nie będzie w tej kwestii zgody. Ale zawsze i niezmiennie nic tak nie denerwuje ludzi jak przeświadczenie, że coś elitarnego/dobrego im umyka. 

A fantastyka moim zdaniem wciąż ma niezły okres. W zeszłym roku było sporo świetnych filmów, o których głośno się mówiło. Nie wspominając o serialach. Książki mają się dobrze. Ludzie to lubią. Na pewno dałoby się ich zachęcić do NF, niekoniecznie cyckami ;)

Gdzieś wyżej była mowa o narzędziach promocji na fejsbuniu. Dzisiaj to naprawdę “robi robotę”. Niestety, jest coraz trudniej, bo fcb ogranicza odbiorców i domaga się coraz więcej za coraz mniejszą promocję. Niemniej wiem, że to działa. Wszystko też musi być dzisiaj intuicyjne i proste w obsłudze. To znaczy, że zamówienie gazety powinno być banalne, uzależnione od kilku klików. Podam przykład, który znam, mimo że może nie być adekwatny: zbiórki na zwierzęta. To trzy kliki i nawet machinalnie to robię, jak mi się pojawi na tablicy. Czemu to robię? Wiadomo, czuję się lepiej. Jestem etyczką, wiem jak to działa. Jak sprawić, żeby ktoś poczuł się lepiej, kupując NF? Dając mu produkt elitarny/dobry. Wiem też, jak działają hasła PROMOCJA, TYLKO U NAS itp. Łapie mnie na to np. Wojtek Masiak i kupuję te książki czy audiobooki, które dzięki niemu mam taniej. To druga rzecz, która drażni proste, ludzkie instynkty. Nieskorzystanie z okazji. (Tak, wiem, że gołe baby też pobudzają proste instynkty...;)

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Ładnie to Naz napisała. Ale to kieruje nas z powrotem do wydawcy. Bo może redakcja i na głowie stawać, publikować najlepsze opowiadania na świecie, ale kiedy wie o nich tylko garstka wtajemniczonych...

Swoją drogą – to mnie dziwi. Jest popyt na fantastykę (książki się sprzedają dobrze, jak mi się wydaje), a tu wydawca zapomniał, że ma w piwnicy narzędzie, które mogłoby mu tą sprzedaż jeszcze napędzić, a i kilka ekstra złotych zarobić. 

Przykład pierwszy z brzegu – podczas opisanego przez Sirina przedstawienia “Misery” sprzedawać grudniowy numer “NF” (ten z opowiadaniem Kinga) ze zwrotów, za cenę makulatury. Kilku czytelników mogłoby się skusić na kolejne spotkania z czasopismem...

rocktime.pl - zapraszam na moją audycję we wtorek o 19.

Nie wiem po co wam e-wydania NF, kompletna porażka z powodu kanibalizowania kanału konwencjonalnej sprzedaży. 

To miałoby głębszy sens jako dodatek do głównego papierowego wydania. Cały ten zgiełk, czy natłok nowych utalentowanych portalowych tfurcuw miałoby swój kącik debiutancki. Można upchnąć terabajty,  od tekstów po grafiki czy nawet utwory do słuchania. Każdy fan stałby się fanatykiem NF.  

Ale, co ja tam wiem...po prostu nie lubię chodzić po pustym kramie. 

Nie wiem co oznacza “kanibalizm kanału konwencjonalnej sprzedaży” (za dużo mądrych słówek w jednej oprawce, jak na mój ptasi móżdżek), ale odpowiem z pozycji konsumenckiej, swojej konkretnie. Dla mnie argumentem jest wygoda. Na uczelnie już i tak zdarza się, że nie mogę donieść wszystkiego co bym chciał, chyba że miałbym ze sobą brać jakąś torbę podróżną. Zazwyczaj książki techniczne to nie są cienkie uloteczki (a tu jeszcze zeszyty dochodzą – no, ostatnio poszedł mi futerał na laptop, bo przeładowałem), stąd kiedy tylko mogę korzystam z możliwości by mieć coś skompensowanego do odczytu z komórki/laptopa.

Ja wiem, że taka Nowa Fantastyka dużo miejsca nie zajmuje, ale teraz informacje i rozrywka dostępne z poziomu ekranu są zwyczajnie dostosowane do rytmu życia wielu ludzi. No i niektórym wcale to czytanie z ekranu nie przeszkadza w aspekcie wizualnym, czy innym fizycznym (no dobra, zapachu papieru trochę brakuje, to trzeba sobie chyba symulować ;)). Pomijam w ogóle kwestię dostępu do pisma (która chociażby przy takiej prenumeracie też jest drobną przeszkodą, jeśli wędrujesz między miastami, tak po studencku).

Oczywiście, jeśli takich osób jak ja, które wolą mieć wszystko pod ręką, w kieszeni, jest nisza, to nie ma sensu robić pod nas takich operacji. Prawo rynku. Jak komu zależy, to przeżyje.

 

No i w sumie zapytałem na shoutboxie, ale zapytam i tutaj, bo nie miałem z e-kioskiem wcześniejszego kontaktu. To generalnie legalne źródło jest (na zasadzie: czy NW wie, że tam sprzedają czasopismo w formie elektronicznej)? Pytam, bo wiem, że różne wałki bywały, jeśli chodzi o ten sposób sprzedaży ;). Jakość jaką serwują może nie najlepsza, ale wystarczająca, i by mi w sumie spasowała.

Możliwe, że wersja elektroniczna zdechła, bo nie była reklamowana. Tak, więc podstawowym problemem czasopisma jest brak reklamy. Brak reklamy, nikt nie wie, że czasopismo istnieje, mniej kupujących, mniejsze nakłady i jeszcze trudniej kupić i dowiedzieć się o jego istnieniu, więc wydawca jeszcze mniej inwestuje w swój produkt, aż do chodzi do granicy, czy warto dalej drukować skoro nikt tego nie kupuje. Pytanie, co robić by tak się nie stało?

Ciekawa jestem, bo może mi to umknęło, ale czy NF jakoś działa na konwentach? Czy to również podchodzi pod brak jakiejkolwiek reklamy?

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Tutaj mała dygresja: SFFiH w każdym numerze publikowało przeważnie kilku debiutantów. I jak skończyło... A pod koniec wydawał je nie byle kto, bo Fabryka Słów.

 

Na portal NF przywędrowałam właśnie z forum SFFiH (i zresztą debiutowałam w SFFiH szortem) i chciałam powiedzieć, że SFFiH miało się znakomicie *dopóki* nie kupiła go FS i nie zrobiła z pisma magazynu reklamowego swoich książek. Tak, pojawiały się po przejęciu przez FS nazwiska – pamiętam, jak w ostatnim kupionym przeze mnie numerze było opowiadanie Pilipiuka – które gdyby trafiło na tę stronę, to pewnie nawet biblioteki by nie dostało – plus reklama jakiejś książki Pilipiuka plus jakieś inne nazwisko, które właśnie wydało książkę w FS no i stwierdziłam, że ulotek reklamowych to kupować nie będę.

Padło już sporo mądrych słów, więc ode mnie tylko prosty punkt widzenia nowego czytelnika. 

Od kiedy się udzielam na portalu, kupuję NF i kupować zamierzam. O dziwo bardziej zagorzałym czytelnikiem stała się moja mama, która zawsze zabiera mi pismo, kiedy przyjeżdżam do domu. Nigdy wcześniej nie miała z nim do czynienia, a obecnie ma już skończone trzy numery od deski do deski. Fantastyką się nie interesuje, lubi po prostu dobre książki. Czyli magazyn mógłby trafić do grona nowych odbiorców i to w różnym wieku. Nawet na zasadzie takiej, że coś mnie nie do końca interesuje, ale przeczytam, by poszerzyć horyzonty. 

Prenumeraty nie wezmę, bo słyszałem, że się spóźnia. Pójście do Empiku to nie problem. Gorzej ze znalezieniem tam NF. 

Po pierwsze – na jakiej półce powinna leżeć? Najbardziej by pasowała kategoria “sztuka”, ale oczywiście NF tam nie ma. Więc co? Prasa dla kobiet? Dla mężczyzn? Sport? Nowa Fantastyka jest obecnie wyjątkiem, nie pasuje do żadnej “szufladki”. 

Po drugie – jak już gdzieś leży, to w dziwnym miejscu. Ostatnio prawie wyszedłem z księgarni, bo nie mogłem znaleźć. Co miesiąc gdzie indziej upchną. Oczywiście zazwyczaj gdzieś nisko. 

Nie wiem, czy wydawca i redakcja mają na to jakiś wpływ, ale to jest problem. Z pozoru banalny problem. Bo jak ja – potencjalny czytelnik – mam czasopismo kupić, skoro najzwyczajniej w świecie nie widzę? 

Funthesystem, mam podobne doświadczenia, w Empiku to można grzebać, grzebać i się nie dogrzebać :/ Ja najczęściej pytam obsługę –  z reguły potrafią znaleźć...

"Punctuation is used to indicate delivery, not to conform to the rules of grammar". Sarah Kane

Czyli jest potrzeba pieniędzy na reklamę, tak? No to nie wróżę NF żadnej przyszłości, skoro wydawca nie dość że do tej pory się nie interesował i nie robią na Prószyński wrażenia spadki, to nie ma co liczyć na zmianę podejścia. Po prostu mają to w dupie. Póki pismo jest rentowne, nie zlikwidują, ale przy takich spadkach rentowność to tylko kwestia czasu.

Rzeczywiście to może wyglądać na ostatnie podrygi NF. A myślałem, że Prim znów wkręca i prowokuje, ale chyba nie.

 

Pozostaje kwestią, dlaczego Prószyński olewa rentowne (czyli zarządzane z głową) pismo i pozwala na jego powolny upadek? To wygląda na celowe działanie.

Na stronie wydawnictwa dział Czasopisma jest nisko i polega na odsyłaniu na osobne strony. Po wpisaniu któregoś z czasopism w wyszukiwarkę – nie ma takich produktów. Są na poziomie osobnej strony – ksiegarnia.proszynski. Znajduje się tam zachęta do prenumeraty, ale taka sobie. Poza tym, cena podana jest czerwoną czcionką. Czerwony maksymalnie zniechęca, jest agresywny.

Po wpisaniu gazety w google jest nieźle, pierwsza strona glanc. Konkurs wiedźmiński znajduje się na drugiej stronie wyszukiwań. To było coś, ludzie pozakładali konta, marzyło im się przychylne oko redaktorów, Sapkowskiego i druk w gazecie. Hue, hue, patrzcie, co znalazłam na trzeciej stronie :D Na tej samej stronie wyszukiwań jest też świetny, promocyjny tekst Marcina Zwierzchowskiego. Dopiero na piątej stronie jest tekst sprzed miesiąca, że NF wyda opowiadania Zelaznego, opublikowany na paradoksie. Dalej nie idę.

Kojarzę z kiosków i sklepów w Krk, że:

– NF zawsze jest z tyłu,

– jeśli nie ma, kioskarz miał jeden egzemplarz i sprzedał,

– jeśli nie ma, zdarza się, że kioskarz nie wie, co to jest.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

@ Dzikowy

 

Większość znajomych, którzy JUŻ nie kupują FN, podnosi argument, że to pismo publikujące opowiadania wg gustu Malakha lub Cetnara, że brakuje bardziej zespołowego podejścia do beletrystyki, przez co NF traci na różnorodności.

 

Ja z radością przyjmę więcej osób do działu prozy zagranicznej. Tymczasem... trudno mi zespołowo wybierać opowiadania, skoro cały zespół zagraniczny to ja;) Jeżeli jednak czegoś się nauczyłem przez lata selekcji tekstów i recenzowania książek, a także obserwowania recenzentów, to tego, że nie ma czegoś takiego jak historia, która zadowoli wszystkich. Dlatego w “NF” moge po prostu pokazywac teksty jak najbardziej różnorodne tematycznie, stylistycznie i fabularnie – i to robię.

 

I generalnie dokładam do chóru prawiącego, że bez reklamy pupa. Bo wiecie, przecież my niedawno mieliśmy opowiadanie Stephena Kinga. Teraz jest Bradbury, zaraz Haldeman, Le Guin, był Sanderson, wielu innych – tylko co mi po tym, skoro info nie dociera poza krąg, który o “NF” już wie, i albo kupuje, albo nie?

@zygfryd89

Debiut kolegów i koleżanek z portalu?

Opowiadania kolegów i koleżanki z portalu mogę czytać na portalu, gdzie mam o wiele większy wybór i dodatkowo możliwość interakcji z autorami.

Dobre opowiadania?

Dobre opowiadania także mogę czytać na portalu (ponownie, tutaj mam większy wybór), mogę przeczytać je na innym portalu, mogę wreszcie wypożyczyć interesujący mnie opowiadania z biblioteki. Wszystko to za darmo.

Nowości wydawnicze?

Informacje o nowościach wydawniczych otrzymuję na emaila bezpośrednio od wydawnictw. Recenzje mnie nie interesują.

Ciekawą publicystykę?

Przejrzałem spis treści marcowego numeru (oczywiście niekompletny, bo po co komu kompletny spis treści?). Co widzę: dwie kontynuacje artykułów, które z góry odpadają, bo nie będę czytał od połowy, przy czym, znalezienie darmowych materiałów o podobnej tematyce zajęło mi jakieś 5 minut. Atrakcją numeru jest artykuł o Fembotach, autorstwa Marcina Waincetela – młodego kulturoznawcy zajmującego się pisaniem o wszystkim: ale głównie chyba o filmach i grach komputerowych. Może być ciekawie, może być napisane na podstawie wikipedii. Dalej “SCENICZNE NIESAMOWITOŚCI“ autorstwa Syrina, którego “Kwestia Zinów” zapadła mi w pamięć jako przypadek dyletanctwa i który ma 25 lat, na skutek czego o teatrze to pewnie ma takie pojęcie, jak ja o pisaniu artykułów. Na koniec artykuł o Hugo Gernsbacku autorstwa Radosława Pisuly, który zdaje się specjalizuje się w recenzjach komiksów.

Jeśli kupiłeś do tej pory dwa numery, a resztę odrzucasz z powodu okładek, to możesz nie wiedzieć.

Problem w tym, że ja za dużo myślę. Widzę okładkę NF i myślę: no trudno, najwyżej koledzy mnie w pracy wyśmieją, ale nie zdążę sięgnąć po pismo, bo dopada mnie refleksja: jeżeli ktoś poświęca okładkę na reklamy, to jaka bieda musi się kryć w środku? Artykuły i opowiadania autorów dla których sam fakt publikacji jest wystarczającą gratyfikacją? Sponsorowane treści, w tym recenzje?

Nie twierdzę, że pismo składa się tylko z dobrych rzeczy, ale w każdym numerze da się coś znaleźć, a te 7 zł (w prenumeracie) to niedużo, zwłaszcza że to jedyne czasopismu, które kupuję. 

Tu nie chodzi o pieniądze, tylko o niechęć do kupowania niepotrzebnych rzeczy.  Wiesz, co możesz kupić za 7 zł? Gateway (hugo, nebula) lub Człowiek Plus (nebula) Fredericka Pohla wraz z wysyłką (i jeszcze Ci zostanie reszta).

 

na emeryturze

@gary_joiner, celne uwagi, szczególnie o publicystyce. W dobie darmowej treści z sieci, w tym  popularnonaukowej jest ciężko autorom klasy wiki copy/paste + małe trzy grosze.

Recenzje także są darmowe, bo pojawiają się na licznych portalach / stronach związanych z literaturą. Osobiście korzystam z działu książka na Wirtualnej Polsce,  z czystym sumieniem mogę polecić, reprezentują przyzwoity poziom. 

Opowiadania początkujących autorów można od dawna czytać i nawet podziwiać na innych portalach, najstarszym jest chyba esensja, która z getta sf dawno wyrosła i stała się portalem specjalizującym się w szeroko pojętej kulturze, masa info o książkach, muzyce , filmach , grach itd. można także zgłaszać własną twórczość. 

Także faktycznie nie bardzo wiadomo jako wartość dodaną może wnieść na rynek NF? 

To ja powiem: Papier.

 

Z drugiej strony, Smoko jest też w papierze i Brama jest w papierze, więc poza możliwością jarania się publikacją na łamach akurat NF nie ma tu nic, czego nie byłoby gdzie indziej.

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Tylko jakość, unikalna treść i nowości mogą być wartością dodaną.

 

Nie kupię żadnej książki wydanej przez P, jeśli NF zniknie.  :P

 

więc poza możliwością jarania się publikacją na łamach akurat NF nie ma tu nic, czego nie byłoby gdzie indziej.

No, to rzeczywiście, drobnostka :)

Inna sprawa – niewiele wiem o Bramie, poza tym, że istnieje, ale Smoko jest drukowane na zamówienie i nie jest dystrybuowane w salonikach prasowych czy kioskach. Więc jest również taka różnica.

 

EDIT:

Nie kupię żadnej książki wydanej przez P, jeśli NF zniknie.  :P

O, szantaż! To w sumie jest dobry pomysł :)

 

To co, BOJKOT wydawnictwa Prószyński?

 

 

Z drugiej strony, Smoko jest też w papierze i Brama jest w papierze

 

A w jakim nakładzie?

Bo z tego co się orientuję, nawet przy 12 tys.,  NF wciąż pozostaje największym, nie tylko fantastycznym, ale w ogóle literackim czasopismem w Polsce.

 

 

Albo protest pod siedzibą Prószyński. E?

 

Bo z tego co się orientuję, nawet przy 12 tys.,  NF wciąż pozostaje największym, nie tylko fantastycznym, ale w ogóle literackim czasopismem w Polsce.

Ciii... liczy się, że papier! ;-)

 

To co, BOJKOT wydawnictwa Pruszyński?

Pruszyński to wydaje co najwyżej blachodachówki ;p

 

:P

Kupiłem ten trzeci w życiu egzemplarz Nowej Fantastyki (kolejka na poczcie, nie chciałem Jerzemu dostarczać kolejnych powodów do przykrości, bo głupio dojrzałemu facetowi łamać serce i w dodatku ciekaw byłem na ile trafnie oceniłem jakość publicystyki, googlając notki biograficzne jej autorów).

Przeczytałem temat z (szkaradnej jak jasna cholera) okładki “Femboty i wzorce kobiecości”. Całe trzy strony (no, nie całe, bo były też zdjęcia) niezbyt natchnionej wyliczanki, sporządzonej w oparciu o modele filmowe doskonale znane każdemu chyba fanowi kina SF. Brak nawiązania do współczesnej literatury (”Narkęcana dziewczyna”, heloł), brak nawiązania do rzeczywistych efektów pracy rzeczywistych robotyków (i przedsiębiorców seks-biznesu). Dobry punkt wyjścia, dla kogoś kto urodził się wczoraj i a) chciałby rozpocząć przygodę z filmem SF i/lub b) chciałby pogłębić wiedzę w temacie korzystając z pomocy Internetów.

Połowa uczestników niniejszej dyskusji mogła by napisać podobny artykuł. I to w ciągu kilku godzin.

na emeryturze

A w jakim nakładzie?

Niedużym, mydlić oczu wam nie będę :) Głównie schodzi wersja cyfrowa, a drukujemy do tego koło 300-600 sztuk papierowych. Jak te zejdą, robimy dodruk. Najwięcej chyba było tysiąc sztuk z hakiem, może półtora tysiąca jednego numeru. Zależy jak schodzi. Trzeba pamiętać, że Smoko wychodzi kwartalnie i można je kupować cały rok, więc to zupełnie inny model sprzedażowy niż NF. No i my na tym nie zarabiamy nic :P

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

doskonały patent – print on demand (POD). Chcesz mieć papierową wersję? Przedpłata i wysyłka. Nie ma problemów z płynnością.  Same plusy, coś jak wersja kolekcjonerska. Odpada myto dla pazernych dystrybutorów jak Empik.

btw,  jaką pełnisz rolę w Smoko? 

 

 

edit: w sumie dziwię się, że książki tak nie są sprzedawane, a jak tam w  wydawnictwie Romka Pawlaka? Poszli na całość elektroniczną. 

Tenszo, to, że Wy i, jak przypuszczam, Autorzy nie zarabiacie na swojej pracy, to dobrze? 

“Femboty i wzorce kobiecości”

Czuję się jak pies myśliwski, który zwęszył łatwą ofiarę. To jest bardzo moja działka, a gary dał odpowiedni przedsmak. Oj, będę krytykować...

 

Smoko też nakupiłam i rozdałam, jak tam publikowałam. Grosze, a bardzo mi się podoba format (i nie tylko mnie). Świetnie, że Smoko istnieje, zawsze przyjemnie mi się czyta :) A i od strony technicznej dobrze się współpracowało.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Mortzie, teoretycznie jestem tam redaktorką, ale ostatnio zostałam też obwołana Poganiaczem Niewolników :P Czyli kimś, kto truje ludziom tyłki, kiedy terminy gonią. Nie powiem, jestem stworzona do tej roboty. Urodziłam się i umrę jako upierdliwa maruda.

Blackburnie, wręcz przeciwnie. Gdybyśmy zarabiali na piśmie, byłoby prościej – a tak, każdy musi się skupić na swojej codziennej pracy, zanim może usiąść do roboty nad Smoko. Pewnie mielibyśmy szerszą dystrybucję, gdyby pismo było komercyjne ;) Przy czym przez komercyjne rozumiem “zarabiające na siebie i nic ponad to”. Nikt się nie łudzi, że z magazynu fantastycznego można zbić w Polsce kokosy :P

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

Magia papieru ciągle działa :)

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Nadrobiłem zaległości w dyskusji. Dowiedziałem się z niej, że:

– “Nowa Fantastyka” jest zbyt hermetyczna, adresowana do zagorzałych fanów gatunku;

– “Nowa Fantastyka” jest za mało elitarna, adresowana do mało obeznanych czytelników;

– opowiadania są słabe;

– opowiadania są dobre;

– publicystyka jest słaba;

– publicystyka jest dobra;

– pismo jest za drogie;

– pismo jest za tanie;

– autorów z fantastyka.pl jest za mało;

– autorów z fantastyka.pl jest w sam raz;

– źle, że nie publikujemy komiksów (ostatnie trzy komiksy opublikowane na łamach zostały bardzo źle przyjęte i pogorszyły sprzedaż pisma);

– źle, że dużo piszemy o grach (skądinąd słyszałem, że dobrze, że wreszcie zaczęliśmy pisać o grach).

I tak dalej...

 

Podam Wam kilka ciekawostek:

– Grudniowy numer “NF”, w którym opublikowaliśmy opowiadanie Stephena Kinga – jednego z najgorętszych nazwisk na rynku – kosztujące nas mniej więcej cztery razy tyle, co opowiadanie podobnej długości mniej znanego autora, zanotował sprzedaż wyższą o zawrotne dwieście egzemplarzy. Nie oznacza to wcale, że styczniowy numer i kolejne idące za nim również zanotują lepsze wyniki.

– Promocja prenumeraty z darmową płytą z archiwami “Wydania Specjalnego” (paręnaście roczników tekstów świetnych autorów) w ogóle nie poprawiła wyników sprzedaży prenumeraty.

– Ostatni numer czytnikowej wersji “NF” – o którą wcześniej czytelnicy dopominali się regularnie, a ja sam walczyłem dwa lata – sprzedaż się w liczbie około 170 egzemplarzy.

– W plebiscycie “Nagrody Czytelników NF 2016” głosowało niespełna 300 osób. Sądząc po sposobie, w jaki część z nich oddała swoje głosy, obstawiam, że nie mieli pisma w rękach – zagłosowali tylko żeby mieć szansę na nagrodę książkową albo żeby pomóc znajomemu startującemu w kategorii “najlepsze opowiadanie polskie”. Tymczasem ten plebiscyt jest dla nas ważnym źródłem informacji o gustach czytelników. Zwłaszcza biorąc pod uwagę następny punkt.

– Być może źle szukałem, ale liczba recenzji lutowego numeru “NF” w Internecie wynosi okrągłe zero. Dyskusja o nim na fantastyka.pl zawierała zaledwie kilkanaście postów. Dla porównania – wątek “Zgadnij tytuł – zabawa” liczy już prawie trzy tysiące wpisów.

 

Nie piszę tego jako wyrzutu, ale żeby zaakcentować i zostawić Wam do przemyślenia pewne zjawiska, z którymi muszę się na co dzień borykać.

Co do kwestii, że FWS na płycie nie poprawił wyniku sprzedaży prenumeraty – myślę, że po prostu ludzie o nim nie wiedzieli.  Informacja o tym dodatku nawet na tej stronie była słabo wyeksponowana (znalazłam przypadkiem), możliwe też, że target takiego dodatku kupił prenumeratę rok wcześniej i teraz, widząc drugą kolekcję, prenumeratę przedłużył – część pewnie by zrezygnowała, gdyby nie dodatek.

@JeRzy, po zapoznaniu się komentarzem tylko siąść i płakać.

Najgorsza informacja dotyczyła plebiscytów, ale sami jesteście sobie wini, bo nadal tolerujecie towarzystwa wzajemnej adoracji. Ilość głosujących także szokuje, bo 300 osób to żadna liczba przy 10-12 tys sprzedanych egzemplarzy. Jednak coś mocno szwankuje, wygląda na komunikację z rynkiem, albo zasięg FB albo portal NF jest bardzo słabo wykorzystywany. Przyznam, że aby podpowiedzieć cokolwiek sensownego konieczne są twarde dane dotyczące statystyk, najlepiej przekrojowych. Nie chce się wymądrzać, ale ktoś od interaktywnego marketingu mógłby coś podrzucić do analizy. Inaczej rozpocznie się jałowa dyskusja o dalszym kupowaniu czy mizianiu, jakie fajne/niefajne jest czasopismo.

Przez ostatnie 8-10 lat przewinęło się sporo krytycznych i kreatywnych osób, ale się wyniosły lub zostały przegonione, nie potrafiliście ich zatrzymać, ani zainteresować współpracą, więc nie dziwcie się,że macie takie wyniki ankietowe, czy plebiscytowe, czy też rady portalowe jak sam zauważyłeś.

 

 

 

 

 

 

Choć dyskusję czytałem od początku dopiero teraz zabiorę głos. Jestem czytelnikiem Nowej Fantastyki od bodaj 2000 roku z małą przerwą w czytaniu i kupowaniu kilka lat temu. Będę kupował pismo dopóki będzie się ukazywać na rynku.

Wiadoma rzecz, że są różne czytelnicze gusta (tym bardziej w fantastyce gdzie mrowie jest wszelkich podgatunków czy literackich eksperymentów) stąd trochę dziwi mnie post JeRzego, podsumowujący dotychczasową dyskusję. Ilu czytelników tyle gustów, (najlepszym przykładem niedawny wiedźmiński konkurs – każdy z trzech jurorów wyróżnił inny tekst) ktoś będzie czekał na kolejne hard sf, ktoś inny fantasy. Najbardziej odpowiadał mi model kiedy wydawany był również Czas Fantastyki. NF była dla mniej zaawansowanych czytelników, CF dla wyjadaczy.

Żeby zwiększyć sprzedaż NF powinno spróbować dotrzeć do młodych czytelników, aby wychować sobie kolejną falę wiernych fanów. Do tego oczywiście aktywne działanie na Facebooku, jakieś książkowe konkursy (które coś ostatnio zniknęły z pisma).

Ciekaw jestem czy wiedźmiński konkurs przyciągnął też jakiś nowych czytelników.

Dla mnie w ogóle ten temat źle zaczął. Już sam tytuł narzuca ton dyskusji jako depresyjne, pełne wyrzutów wyliczanki ;) A prawda jest taka, że NF potrzebuje dobrego marketingowca.

Na pocieszenie wrzucę reckę NFa lutowego, którą znalazłam:

http://fantasy-bestiarium.blogspot.com/2017/02/nowa-fantastyka-02-413-2017.html

Nie ma tam recenzji opowiadań, sama publicystyka.

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

Ja też pozwolę sobie zrobić podsumowanie, z ciekawości. Przeczytałem wszystkie komentarze i starałem się  wyciągnąć meritum wypowiedzi. Potem grupowałem podobne opinie.

 

W wątku wypowiedziało się 29 osób (włączając autora wątku). Mało jak na ilość czytelników NF.

 

Zacznę od najrzadszych opinii/sugestii/przyczyn.

Gołe baby (ich brak czy też mogłyby pozytywnie wpłynąć): 1 opinia.

Gołe chłopy (ich brak czy też mogliby pozytywnie wpłynąć): 1 opinia.

Poszerzenie zawartości mogłoby pozytywnie wpłynąć (gry; przepisy; inne): 1 opinia.

Model Czas Fantastyki / Nowa Fantastyka (wyjadacze; mniej zaawansowani czytelnicy): 1 opinia.

Korzystać z portalowych twórców; mam nadzieję na publikację w NF: 3 opinie.

 

Teraz podstawowe trzy grupy opinii/sugestii/przyczyn.

Czytam w internecie; brakuje wydania elektronicznego – czyli łatwość w dostępności:

8 opinii (5 / 3), co daje 27,59 % z całej grupy.

 

Reklama pisma – mało na FB; brak recenzji; konwenty: 12 opinii.

Dostępność pisma za granicą, kioski, empik, portal poprawić – łatwość w zakupie: 10 opinii.

Obie powyższe pozycje można wrzucić do jednego garnka, więc to daje: 22 opinie – 75,86% całej grupy.

 

Uwagi w sprawie jakości pisma.

Słaba publicystyka: 2 opinie.

Opowiadania – lubię po prostu wciągające historie; poszerzyć o grono zwykłych czytelników, a nie tylko zagorzałych; fantasy świata nie zwojuje, nie czytają opowiadań, fantastyka niemodna: 10 opinii.

Przeszkadzają mi reklamy, superbohaterowie; lokowanie; recenzje wydawnicze: 10 opinii.

Trzy powyższe pozycje można wrzucić do jednego garnka, więc to daje: 22 opinie – 75,86% całej grupy. A jeśli dodam do tego propozycję modelu CF/NF, bo odnosi się do jakości / treści pisma, to robi się razem 23 opinie – 79,31% całej grupy.

 

Co sądzicie, ma to sens?

 

edit: dodam, że liczyłem i grupowałem skrupulatnie w excellu. Starałem się to zrobić skrupulatnie, nie multiplikując tych samych opinii każdego z użytkowników.

Statystycznie ja i mój kot mamy po trzy łapy. :)

Sith Happens!

@Blackburn, 

podsumowanie bardzo ogólnikowe i wyrwane z kontekstu, gros osób podała przyczyny, które pominąłeś, tak nie można rozwiązywać problemów.

 

 

 

efdit: Świetną promocją może być ogłoszenie zamknięcia i wypuszczenie ostatniego numeru. Coś jak akcja z Dj Jajko, niby wyturlany, a nadal gada od ‘niedorzeczy’, lol. 

Hasło reklamowe: każdy musi ten egzemplarz mieć.  

Przygotować nakład 20 tys plus opcja print on demand, jak promocja chwyci i kasy wleci na konto wydawcy , wtedy zapowiedzieć ulubiony ciąg dalszy pisma. 

Statystyka to nauka ścisła, ale jej tu nie wykorzystałem, tylko zerojedynkowy udział w opinii, każdego z uczestników.

 

Moritz, z kontekstu chyba nie jest wyrwane, ale możliwe że pominąłem opinie, których po prostu nie rozumiałem.

 

edit: dodam, że umieściłem cytaty tylko symbolicznie, bo ta sama treść często była różnie określana.

 

Moritz, zaskakująco dużo wiesz o portalu, jak na kogoś zarejestrowanego 3 dni temu :)

Też to już zauważyłem. :)

 

EDEK: No i jeszcze to:

– Promowanie archiwum NF nie wpływa na poprawę

– Elektroniczne wydanie nie wpływa na poprawę 

– Plebiscyty nie wpływają na poprawę

 

przecież napisałem wyraźnie z jakiego powodu się zarejestrowałem się kilka dni temu, a wpadam od dawna już tutaj, wiec co to za tajemnice? żeby czytać coś na portalu muszę koniecznie się rejestrować? A ciebie beryl pamiętam, byłeś kimś w rodzaju woźnego, zakładałeś wątek o najlepszym opowiadaniu na portalu. 

Uwaga!

Po całym tym ćwiczeniu taki subiektywny wniosek mi się nasuwa w formie pytania: Czy przypadkiem czytelnicy opowiadań NF nie przenoszą się z pisma, tu na portal, bo on daje im to, czego potrzebują? Publicystyki tu mikro, ale opowiadań ciekawych się znajdzie.

 

edek: Czyżby papierowe NF walczyło z własnym cieniem?

 

 

Blackburn, przecież na portalu udziela się tylko kilkadziesiąt osób, a czasopismo kupują tysiące. 

fun, oczywiście gdybam, choć liczbę użytkowników logujących się i anonimowych szacowałbym na o wiele większą. 

Jeżu... po co ja to robię. Chyba mi się nudzi. ;)

Moritz – przecież nikt niczego Ci nie zarzuca, taka tylko uwaga. Miło, że mnie pamiętasz :)

Fun – ruch na portalu jest większy niż kilkadziesiąt osób. Przeszło 150 osób dzisiaj  logowało się na swoje konto. Nie jest to może rekordowa statystyka, w sumie to nawet brzmi troszkę biednie, ale zalogowani to nie wszyscy :)

Niemniej, Blackburnie, jak już wspomniałem, znaczna część użytkowników nie jest czytelnikami pisma. Rejestrują się tu tylko po to, by podzielić się swoją twórczością. Ale to tylko okazja do tego, by pismo im przedstawić. Ten wątek dowiódł (dowiedzionej zresztą wcześniej już kilka razy tezy ;p), że nawet aktywni użytkownicy przegapiają tak podstawowe informacje, jak promocja prenumeraty.

ruch na portalu jest większy niż kilkadziesiąt osób. Przeszło 150 osób dzisiaj  logowało się na swoje konto.

Chodziło mi o aktywnych użytkowników, którzy zostawiają ślad po przeczytaniu, komentując teksty. Ilu jest takich, którzy przyjdą, przeczytają i słowa nie zostawią – nie sposób ocenić.

Ilu jest takich, którzy przyjdą, przeczytają i słowa nie zostawią – nie sposób ocenić.

​Ależ jest sposób – ​można na serwerze zaimplementować Google Analitics i już się ma dostęp do tych danych. Można w każdym momencie sprawdzać, ile osób przegląda stronę internetową, nawet wyodrębnione podstrony. Ma się dostęp do wszelkich statystyk odwiedzin, skąd przybywają internauci (z jakich stron są przekierowywani), jak znajdują daną stronę (jakich słów kluczy użyli w wyszukiwarce), jaką drogę przez kolejne podstrony przechodzą, albo ile czasu spędzają na konkretnych podstronach.

Można wszystko, tylko trzeba się tematem zainteresować, a potem móc tego typu informacje wykorzystać. Problem w tym, że schedy po brajcie pewnie nikt tknąć nie będzie chciał, a zdaje się że i strona wisi na serwerze Prószyńskiego, więc i tu mogą być problemy.

 

 

 

Skąd założenie, że google analitics tutaj nie ma?

Unfall, ale czy Google Analitics pozwoli sprawdzić, czy ktoś naprawdę przeczytał tekst, a nie tylko przewinął go z góry na dół? 

Unfall, ale czy Google Analitics pozwoli sprawdzić, czy ktoś naprawdę przeczytał tekst, a nie tylko przewinął go z góry na dół? 

Pozwoli sprawdzić, ile czasu spędził na konkretnej stronie. Jeśli sporo, to pewnie przeczytał. Jeśli szybko przeszedł na inną, to nie.

 

Skąd założenie, że google analitics tutaj nie ma?

Jeśli są, to super. Rodzi się zatem kolejne pytanie – co się dzieje z informacjami tak pozyskanymi? Czy ktoś je w jakikolwiek sposób wykorzystuje?

Pozwoli sprawdzić, ile czasu spędził na konkretnej stronie. Jeśli sporo, to pewnie przeczytał. Jeśli szybko przeszedł na inną, to nie.

Nie czytam tekstów na stronie, czytam je w Wordzie, bo tak mi wygodniej. Gdyby nie łapanki, byłabym pewnie podejrzana, że nie przeczytałam żadnego opowiadania. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

A ja w drugą stronę, najczęściej mam otwartych 100 okienek na raz i one sobie gdzieś tak wiszą w tle. Czasem otworzę opowiadanie, ale cośtam muszę zrobić i odchodzę od kompa a jak wracam, to muszę ubić przeglądarkę/zresetować/czy co no i wygląda, że czytałam tekst parę godzin, podczas gdy nie przeczytałam go wcale :)

O! Jaki ładny list dostałem od redaktora wraz z ostatnim numerem prenumeraty. :)

Prenumerata to jest naprawdę wygodne rozwiązanie. Nie mam czasu biegać po kioskach i szukać pisma. Wracam z pracy, otwieram skrzynkę pocztową i jest! No i jednak czytanie na papierze i z zapachem farby drukarskiej, to jest coś fajnego. Można pisać różne życzy, ale mnie to się podoba. Elektroniczny tekst nie jest seksi. ;)

 

Tu po prawej stronie zamiast “Zamów prenumeratę elektroniczną” powinno być “Zamów prenumeratę” żeby było widoczne. Albo zamiast tych PDF. A tak w kwestii portalu: ile może kosztować zrobienie nowego, 5000? Taką kwotę chyba można odłożyć przez jakiś czas. 

Jerzy pisał o recenzjach NF, że mogą pomóc w promocji. A gdzie takie recenzje można wrzucać?

Ale edytuj te komentarze, edytuj.

A tak w kwestii portalu: ile może kosztować zrobienie nowego, 5000?

Zapomniałeś o cyfrze z przodu czy może niedoszacowałeś w Euro? ;)

na emeryturze

no i temat umarł. Niepotrzebnie się rejestrowałem, człowiek to jednak głupie stworzenie.  JeRzy zabił dyskuję, oznajmiając, że jest pokutnikiem i musi znosić wasze/nasze uwagi , bo nie wiadomo czego chcą czytelnicy, a on biedny i tak musi dźwigać brzemię, podejmując jedyne słuszne decyzje. Malakh stwierdził, ze u niego jest jedwabiście, a reszta to nie jego działka.

Jeszcze brakuje podsumowania i bluzgów z multikonta Dj jajko i będzie gitara grała następne 30 lat. 

Powodzenia, cokolwiek to dla was znaczy. 

Moritzie, a może ty też jesteś czyimś multikontem?laugh

Minimalizm i skurwysyństwo zachodzi wtedy, gdy dostajesz zupę w płaskim talerzu.

Teraz dj to mógłby sobie psioczyć i psioczyć. Ale nie psioczy się publicznie we własne exgniazdo :)

 

Popsioczę sobie jutro, o 16 :) jak bardzo? To już zależy od nastroju, w jaki się wprowadzimy.

 

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Gary, to było pytanie. W życiu nie kupowałem strony internetowej, a ta NF nie wygląda na zbyt skomplikowaną. 

Ja też w życiu nie kupowałem strony internetowej, ale przyzwoicie googlam, Blackburn ;)

 

Portal jest bardziej skomplikowany, niż na pierwszy rzut oka wygląda (jeżeli nie wierzysz, to podejrzyj sobie źródło strony) i potrzeba kilku osób, albo jednego omnibusa żeby zaprojektować odpowiednie rozwiązania, napisać  skrypty, stworzyć oprawę graficzną, spiąć to wszystko z bazami danych, przetestować i wyeliminować nieuniknione błędy.

To nie są tanie rzeczy, a nawet gdyby były, to biedaków nie stać na to żeby kupować tanie rzeczy. Ja wiem, że niektórych boli przewodnia rola internetów w XXI wieku, ale nie wyobrażam sobie jak inaczej NF miałaby dotrzeć do szerszego grona czytelników, niż za pośrednictwem dobrze skrojonego portalu, zintegrowanego z mediami społecznościowymi, a może i innymi portalami (lubimyczytać, allegro, itp). Można by wtedy nawet wprowadzić “usługi premium” dostępne jedynie dla kupowaczy NF i dodatkowo nabić kabzę.

Ale tego nikt przecież nie zrobi. Pozostaje chyba poczekać, aż NF splajtuje, po czym poczekać jeszcze trochę, aż NF wystartuje ponownie w zaktualizowanym formacie (kazus Secret Service) na fali nostalgii. To nawet nie jest zły plan, bo jak zauważył Jerzy, czytelnicy to wiecznie niezadowolone bestie, a ci najbardziej wierni zapewne nie są największymi fanami zmian.

 

 

na emeryturze

A ja zaproponuję dla odmiany coś pozytywnego, żeby Jerzy nie musiał tak ajwajować. Redaktorzy NF pojawiają się np. na Pyrkonie. Przyciągają czytelników na spotkania i bardzo fajnie, ale z drugiej strony  chyba nie przekłada się to za bardzo na promocję samego pisma, a przynajmniej nie przekłada się pojawienie redaktorów jednorazowe. Wg mnie dobrym pomysłem byłoby robienie może nie spotkań, co paneli w szerszym gronie redaktorów i autorów publikujących w NF i to pod mark NF: notka w informatorze, notka na plakacie, rollupy przed salą itd. Oni przecież i tak na tych konwentach są! Poza tym w kontekście dyżurów autografowych sprzedaje się wcale niemało książek. Wydawnictwa zgadują się między sobą, żeby wspólnie obsługiwać sprzedaż swoich publikacji dla cięcia kosztów. Dlaczego nie ma tam NF? Kilka numerów, wcześniejsze ogłoszenie, że będzie można kupić archiwalne, autorzy których tekstów w których numerach będą na konie? Niech sprzedaje Solaris, jakiś antykwariat, FS (a, nie – oni raczej nie jeżdżą), SQN itd. Wybaczcie, ale od lat jeżdżę na konwenty jak do pracy: podpatrywałem rozwiązania, nawiązywałem kontakty, starałem się poczynić jakieś ustalenia pod kątem moich imprez. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby ekipa NF i współpracujący autorzy też się poczuli i poświęcili tę godzinę czy dwie na konwencie na promocję pisma. Do pewnego stopnia sprzedać swoje produkty to też sprzedać siebie. Tylko tyle! Wiem, że większość uczestników konów kojarzy NF, ale nie sądzę, żeby czuli z pismem jakiś emocjonalny związek.

Wymaga to raczej niewiele wysiłku: arkusz w guglu – kto gdzie będzie, a następnie wysłanie zgłoszenia programu organizatorom. Panelu z ekipą NF raczej nie odrzucą. Jeszcze. ;)

"Białka były czerwone, a źrenice większe niż całe oczodoły"

Pomysł Dzikowego wydaje mi się bardzo fajny :) Sama od siebie dodam, że chętnie bym pomogła, jeśli wybierałabym się na dany konwent. To znaczy, w formie organizacyjnej, bo jako współpracujący autor przyciągnęłabym może pięć osób z portalu, co trochę rozmija się z celem :P

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

nie wyobrażam sobie jak inaczej NF miałaby dotrzeć do szerszego grona czytelników, niż za pośrednictwem dobrze skrojonego portalu

Mnie też trudno to sobie wyobrazić. Portal całkiem nieźle skrojony jest pod potrzeby naszej małej społeczności, ale pismu, a dokładniej sprzedaży, służy raczej w minimalnym stopniu, a powinno być inaczej.

Podstawowa sprawa – ​każda nowa osoba, która trafi na tę stronę, powinna w łatwy sposób dowiedzieć się, co to za pismo (informacja na pierwszej stronie), po jednym kliknięciu dowiedzieć się, co zawiera aktualny numer (to akurat jest, ale jeszcze bym wyeksponował), a pod opisem numeru powinien być przycisk “kup teraz” odsyłający w miejsce, gdzie można go w kilku kliknięciach nabyć, także w prenumeracie (obecnie jest na stronie tylko informacja o prenumeracie, ale bardzo schowana). Ludzie kupują pod wpływem chwili. Im dłużej trzeba szukać możliwości zakupu, im więcej trzeba wykazać determinacji, tym mniej ludzi kupi.

 

Druga sprawa – newsletter, ale o tym już pisałem.

 

Trzecia – odpowiednie pozycjonowanie strony. Czy chcemy czy nie, większość ludzi jeśli obecnie szuka czegokolwiek, wklepuje odpowiednie słowa-klucze w Google. NF dysponuje ogromnymi zasobami tekstów, a każdy z nich może stać się narzędziem pozycjonowania strony. Przykład: Był cały numer NF poświęcony smokom. Wybieramy obszerny artykuł na ich temat i wrzucamy na stronę w zakładce "archiwalne" odpowiednio go formatując. Po pewnym czasie, jeśli kogoś interesują smoki i wpisze hasło w Google, w rezultatach jako wynik otrzyma link do artykułu NF i tak dostaje się na stronę NF, gdzie trzeba go zachęcić do kupna pisma.

 

Czwarta – Responsive web design. W skrócie chodzi o to, że współczesna strona internetowa powinna być tak skonstruowana, aby łatwo się z niej korzystało bez względu na to, na jakim się to robi urządzeniu (komputerze, tablecie, telefonie). W efekcie inny jest układ strony, gdy patrzymy na nią na monitorze komputera, a inny na smartfonie. Jeśli coś jest niewygodne w użyciu, to ma mało użytkowników, a coraz więcej ludzi korzysta z możliwości przeglądania stron w telefonie. Trzeba się dopasować.

 

Piąta – media społecznościowe. Na Facebooku aktywność NF wygląda nieźle, tylko może częściej trzeba linkować do strony, a tam w wygodny sposób oferować sprzedaż pisma.

 

Reklama w internecie (Facebook, Google) – kosztuje, czasem niemało, ale odpowiednio przygotowana może być bardzo skuteczna, a dzięki Google Analitics można łatwo ocenić, jakie działania odnosiły skutek. Oczywiście żadne działania skutku nie przyniosą, jeśli na stronie w łatwy sposób nie da się kupić pisma.

 

To tyle, ile w krótkim czasie przychodzi mi do głowy, ale oczywiście możliwości jest więcej. Niestety część z tych rozwiązań wymaga nakładów finansowych i stąd mój żal do Prószyńskiego w pierwszym komentarzu, bo nie sądzę, aby sprzedaż pisma sama z siebie wzrosła na tyle, aby Redakcja sama udźwignęła finansowo dodatkową promocję, czy przebudowę strony.

Nie chcę też marudzić dla samego marudzenia. Zależy mi na przyszłości pisma i doceniam wysiłki Redakcji. Nie próbuję też sprzedać swoich usług, bo obecnie robię już inne rzeczy i jestem zarobiony.

 

Hmm, czytam sobie tą dyskusję czytam i dochodzę do wniosku, że upadek NF chyba jednak jest winą podejścia redakcji/właściciela gazety.

Wątek został założony 25 Lutego. Redakcja (JeRzy) napisał 3 posty 2 26ego lutego (tłumacząc jak to wszystko jest trudne i że trzeba promocji) oraz jeden 1szego marca (ponownie tłumacząc nam jak to wszystko jest trudne i że my nic nie rozumiemy).

W wątku mamy również z DJa kilkoma krótkim sarkastyczno-emotikonowymi wypowiedziami, ale nie jestem pewna czy to się liczy, bo DJ to już chyba nie redakcja, prawda?

Nie wiem dlaczego, ale przy powyższym wątku nie pokazuje mi się liczba komentarzy, z ciekawości policzyłam więc palcem – skończyło mi się chcieć liczyć kiedy doszłam do setki gdzieś w połowie – wątku.

Mamy więc gorącą i interesującą dyskusję ludzi (wygląda na to, że w większości czytelników NF), którzy poświęcają czas, aby podzielić się z redakcją NF opiniami/radami na temat tego jak poprawić sprzedaż NF. Mamy wątek założony przez jednego z czytelników (ciekawam, dlaczego Redakcja takiegoż wątku nie założyła?), również po to, alby pomóc NF. Ba! Mamy całe forum, utrzymujące się przy życiu wyłącznie dzięki zaangażowaniu (w większości) czytelników. A redakcja co na to? Że nic nie rozumiemy i że potrzebne są pieniądze na promocję.

I teraz tak – specjalistką od marketingu nie jestem, ale coś tam na ten temat czytałam i, ze względu na prowadzenie kilku stron internetowych, jakieś tam doświadczenie w temacie mam. Z tego co wiem, podstawą promocji jest zmobilizowanie ludzi do: klikania, komentowania, dzielenia się, zachęcania innych itd., itp. A co robi Redakcja NF? Zniechęca, olewa, ignoruje a na dodatek zarzuca zaangażowanym czytelnikom głupotę, niedouczenie, brak rozeznania (niepotrzebne skreślić).

Ten wątek, moim zdaniem, podsumowuje postawę Redakcji/właściciela NF. W kółko powtarzają nam, czytelnikom, że to od nas zależy przyszłość NF. Ale jak przychodzi co do czego to mają nas, niestety, w pupie. Kontakt z Redakcją to jakiś żart (w ciągu ostatnich dwóch lat wysłałam do redakcji kilka e-mail, na odpowiedź czekam do dziś), Redakcja/właściciel pisma nie reaguje na potrzeby czytelnika (swego czasu cały internet domagał się prenumeraty wersji elektronicznej i co? Wersja czytnikowa została skasowana!), nie tylko nie umożliwia, ale wręcz utrudnia kontakt (strona internetowa NF to jest, całym szacunkiem, żenada), a na dodatek olewa tych czytelników, którzy już są zaangażowani.

Tutaj pozwolę sobie porównać NF z takimi publikacjami jak Fantasy i Science Fiction oraz Lightspeed Magazine. Z oboma periodykami kontaktowałam się kilkukrotnie, droga mailową, komentując zamieszczone teksty a dwa razy nawet wysyłając moje własne wypociny. Nie uwierzycie, ale za każdym razem nie dość, ze dostałam odpowiedź, to jeszcze odpowiedź (dla tekstów, niestety negatywna) nadeszła w niezwykle szybkim czasie (do 2 dni dla komentarzy, ok 4 tygodni dla tekstów). Raz nawet redakcja przekazała mój e-mail autorowi tekstu i od niego też dostałam odpowiedź!

Ale przecież nie musimy patrzeć na rynek anglojęzyczny. W powyższej dyskusji pojawiały się porównania do Gazety Wyborczej. Porównajmy więc – Gazeta Wyborcza ma wszystkie możliwe opcje prenumeraty (papierowa, elektroniczna w PDF, MOBI, EPUB i pay-per-view, opcje prenumeraty: miesięczna, kwartalna, roczna). Prenumerata daje możliwość korzystania z aplikacji, serwisów, czytania artykułów online a na dodatek zniżki na książki i możliwość uczestniczenia w spotkaniach i debatach organizowanych przez Wyborczą. Nie, żebym jakoś specjalnie lubiła Wyborczą, ale nie ma się co oszukiwać – takie podejście do czytelnika jest standardem w naszych czasach. Czytelnika traktuje się poważnie, dostosowuje się do jego/jej potrzeb, stylu życia i preferowanego medium (papierowe versus elektroniczne). To się po prostu w pale nie mieści, że Redakcja/wydawca NF tego nie rozumie!

Podsumowując – zgadzam się całkowicie z autorem wątku. Nowa Fantastyka umiera. To co jest niezwykle smutne, wydaje się, że umiera na własne życzenie. Nie będę komentować zawartości pisma, bo de gustibus etc., ale to co woła o pomstę do nieba to: brak chęci interakcji z czytelnikiem, otwartości na jego/jej potrzeby, marnowanie potencjału prężnego forum i trąbienie wszem i wobec, że w tym wszystkim chodzi wyłącznie o pieniądze (vide posty na Facebooku, reklamy w piśmie czy też powód porzucenia wydania elektronicznego), ogólna degrengolada redakcji (wszystko jest zbyt trudne!).

Na koniec tego wpisu kilka propozycji jak reanimować pismo:

Opcje tanie (nie wszystkie, ale te co mi na szybko do głowy przychodzą):

– zmienić zawartość strony Facebookowej z czysto informacyjnej (i, wydaje się, motywowanej głównie zwiększeniem zysków z reklam), na bardziej interaktywną, przyjazną czytelnikowi. Nie mówię tu wyłącznie o konkursach, ale np.:

* publikowanie/linkowanie co lepszych tekstów z forum, żeby sobie Facebookowicze mogli na szybko przeczytać

*promowanie tekstów z papierowej NF z możliwością komentowania czy też kontaktem z autorem/autorką/redakcją

*linkowanie do stron/artykułów, które są ciekawe, ale nie mogą sobie pozwolić na reklamę z NF. Redakcji korona z głowy nie spadnie jeśli raz na jakiś czas klikiem wesprze coś, co nie przynosi pieniędzy, nie?

* organizowanie czatów/100 pytań do autorów, redaktorów, ilustratorów itp., itd.

-wykorzystanie potencjału forum, np. – zaangażowanie Loży, czy też starych wyjadaczy forum w odpowiadanie na maile (Redakcja i tak tego nie robi, więc gorzej być nie może), tworzenie sensownego newslettera (ten co jest, to, z całym szacunkiem dla DJ, jest porażka), recenzji publikowanych w NF testów (np. dla Lubimy Czytać). Jestem przekonana, że wielu z nas zaangażowałoby się w takie projekty w zamian za, powiedzmy, darmową prenumeratę

Opcje nieco droższe (znów nie wszystkie, ale te co mi na szybko do głowy przychodzą):

– wersja elektroniczna z możliwością prenumeraty. Nikt mi nie powie, że przygotowanie wersji elektronicznej jest zbyt drogie czy trudne, bo, po doświadczeniu w Silmarisie, wiem, że nie jest.

– porządna, responsywna (z powodów podanych przez Unfalla) strona internetowa. Znów, po doświadczeniach w Silmarisie nikt mi nie powie, że to jest zbyt trudne/zbyt drogie. Na stronie powinna być możliwość logowania dla prenumeratorów, z możliwością czytania/komentowania tekstów z papierowej NF.

– „dosłodzenie” prenumeraty ofertami (np. zniżek na książki Prószyńskiego, bilety na konwenty) czy też ekskluzywnymi spotkaniami z twórcami (książek, gier, komiksów itd)

– last but not least – umożliwienie czytelnikowi kupna NF! Tu znów zgadzam się w pełni z Unfallem – cała strona internetowa i media społecznościowe mają być pełne informacji gdzie i jak NF można kupić! Najlepiej jednym kliknięciem.

 

 

Hmm... Dlaczego?

Siedzę w sobotnie popołudnie i zamiast redagować artykuł do kwietniowego numeru, który mam na drugim monitorze, zastanawiam się, co odpisać na kolejne zarzuty. Problem w tym, że jeśli ktoś zakłada, że wszystko jest winą redakcji, to cokolwiek napiszę, zostanie wykorzystane przeciwko mnie. Jeśli nie waruję przy wątku i nie odpisuję natychmiast na każdy wpis, to znaczy, że olewam czytelników. A jeśli zmęczony ślęczeniem przed komputerem przepuszczę literówki w artykułach, też dowiem się, że pracuję niechlujnie i olewam czytelników. Jeśli próbuję uświadomić ludziom z zewnątrz, że sytuacja jest trudna, czytam, że “redakcja zniechęca, olewa, ignoruje a na dodatek zarzuca zaangażowanym czytelnikom głupotę, niedouczenie, brak rozeznania”. I jeszcze czytam pretensje o to, że zwracam uwagę na finansowy aspekt sprawy – że w piśmie są reklamy, a wersja czytnikowa upadła, bo przestała się opłacać. A już chyba najbardziej rozczuliło mnie porównanie z “Wyborczą” – niestety, nie byłem w stanie znaleźć danych, ile osób zatrudniają (włączając w to serwis Gazeta.pl), ale mam niejasne wrażenie, że pracuje tam trochę więcej ludzi niż u nas.

 

Mógłbym tutaj napisać bardzo wiele, wyjaśniając poszczególne kwestie, wiele z nich już nie pierwszy raz, bo często osoby, które zarzucają nam olewanie, same nie zadadzą sobie trudu, żeby sprawdzić, czy podobnych dyskusji nie było wcześniej albo czy jakaś rzecz, którą proponują, nie została już zrobiona i jaki efekt przyniosła. Tyle że już trochę nie mam siły, a dodatkowo uświadamiam sobie, że w myśl zasady “tylko winni się tłumaczą”, jestem z góry na przegranej pozycji. Milczę – źle, wyjaśniam – jeszcze gorzej. <sarkazm> I jeszcze, jak widać, użalam się nad sobą. </sarkazm>

 

Przygotowujemy “Nową Fantastykę” dla czytelników i szanujemy ich bezwzględnie – co jest logiczne, choćby z tej oczywistej przyczyny (gdyby zabrakło innych powodów, a tych nie brakuje), że właśnie od czytelników zależy nasz los. Są ręką, która nas karmi. Natomiast prawda jest taka, że czytelnicy nie zawsze szanują siebie nawzajem – nie dostrzegają różnorodności potrzeb i upodobań, które musimy pogodzić w osiemdziesięciu stronach miesięcznie. Taka, a nie inna zawartość pisma jest nieustannym kompromisem, ale nie każdy, kto sięga po pismo, chce iść na kompromis i zrozumieć, że może nie wszystkie teksty przypadną mu do gustu, ale nie jest jedynym czytelnikiem. Nie ma poczucia idei “łączy nas fantastyka”. Jest za to od jednych “za mało tego, za dużo tamtego, nie będę czytał”, a od drugich odwrotnie – “za dużo tego, za mało tamtego”. I obie strony przestają czytać, z dokładnie przeciwnych powodów. Polaryzacja i rozpad wspólnoty, jak widać, dotyka także środowisko fantastów – nie trzeba do tego polityki.

 

Szanuję wolontariat i żadne słowa nie wyrażą, jak bardzo jestem wdzięczny wszystkim osobom, które zgłaszają chęć pomocy pismu, rozmaite inicjatywy, propozycje rozkręcenia strony i tym podobne. Niektóre propozycje, pomysły, postulaty są nierealne – co staram się wyjaśniać – lub próbowano ich z marnym skutkiem. Kiedy to możliwe, chętnie przyjmuję pomoc. Tyle, że tutaj również muszę zachować ostrożność – nie mogę sobie pozwolić na nadużywanie tego, bo doświadczenie innych (np. organizatorów Pyrkonu) uczy, że za jakiś czas przeczytałbym, że “działająca komercyjnie redakcja wyręcza się w pracy tyrającymi za friko ochotnikami”.

Ode mnie tylko kolejna, mała dygresja.

Chciałbym tylko zauważyć,  iż Gazeta Wyborcza pomimo wspomnianej tutaj szerokiej promocji i łatwości jej dostępu (papier jak i wszystkie możliwe e-formaty), na potęgę TRACI czytelników. 

Natomiast, jeśli dobrze pamiętam, bardzo dobrze sprzedaje się Fakt. Ale ten, na ostatniej stronie, zawsze ma gołą babę.

BOOOM! No i puenta!

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

JeRzy, a mam takie pytanie – czy nie dałoby się do waszej ekipy zatrudnić jednej osoby więcej?  Bo w dużej mierze, odnoszę wrażenie, że jest was po prostu za mało. Choćby studenta na praktyki do PRu albo kogoś na zlecenie do poprawy strony. W sensie zrobienie strony to nie jest aż tak wielki koszt. Pewnie nawet jakby zrzutkę zrobić, to sami użytkownicy mogliby ją sfinansować (choć to akurat pamiętam, że było dla Prószyńskiego problematyczne).

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

Czytam dyskusję od początku, ale się nie wtrącam. Są tu mądrzejsi, bardziej doświadczeni w pracy w mediach i z mediami ode mnie.

Jednak słowa o olewającej redakcji to już jednak przesada. Nie jest istotne gdzie pracujesz, ale jeśli jesteś trybikiem w machinie (wybacz JeRzy, ale z tej dyskusji i kilku poprzednich, wynika, że i Redakcja NF to trybiki w korpo), to pewne rzeczy od ciebie nie zależą. I koniec. I nie ma co z tym dyskutować. Możesz mieć najwspanialsze pomysły, ale jeśli kosztują choćby parę groszy, a władze machiny nie mają zamiaru tych groszy wydawać, to nic nie zrobisz. Choćbyś nie wiem jak chciał. Są sytuacje, gdy ma się procedurami i wewnętrznymi regulacjami związane ręce. I do wydawnictwa/właściciela można mieć żal o byle jakie podejście do magazynu, ale trudno winić redakcję. Jeśli nie ma woli osób decyzyjnych, to same dobre chęci innych ludzi nie wystarczą.   

Owszem, możemy i powinniśmy podpowiadać, wspólnie myśleć co z tym fantem można zrobić. Ale nie wylewałabym pomyj na głowy redaktorów. Wątpię, by całymi dniami siedzieli i popijali kawkę grając w pasjansa i z czystej złośliwości nie odpowiadali na korespondencję. Ja odpowiedzi zawsze dostawałam, a jeśli za długo czekałam, to mi korona z głowy nie spadła, jeśli się o odpowiedź upomniałam. Ja też w pracy otrzymywałam dziennie nawet setki maili w najgorętszych okresach i zdarzało się, że ktoś musiał w swojej sprawie mnie pogonić i się upomnieć. Dlatego staram się rozumieć też pracę innych i trudności, z jakimi mogą się w tej pracy stykać.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

– porządna, responsywna (z powodów podanych przez Unfalla) strona internetowa. Znów, po doświadczeniach w Silmarisie nikt mi nie powie, że to jest zbyt trudne/zbyt drogie.

Moment. Mówisz, że strona NF to żenada, a jako przykład “porządnej, responsywnej” podajesz stronę Silmarisa? Czy czegoś nie zrozumiałem?

 

W sensie zrobienie strony to nie jest aż tak wielki koszt.

To chyba zależy co rozumiesz poprzez niewielki koszt ;)

Pewnie nawet jakby zrzutkę zrobić, to sami użytkownicy mogliby ją sfinansować (choć to akurat pamiętam, że było dla Prószyńskiego problematyczne).

No, no. Sami sobie zbierzmy pieniądze (tą niewielką kwotę kilkudziesięciu tysięcy złotych) na stworzenie portalu, który postawimy sobie na naszym własny, też składkowym serwerze (żeby nie zagrozić bezpieczeństwu danych wydawcy),  a potem sobie ów portal sami wypełnijmy treścią i nadzorujmy (brzmi znajomo?). A na koniec nie zapomnijmy podziękować, że nam łaskawie pozwolono (chociaż oczywiście nikt nie pozwoli).

na emeryturze

Gary, strony nie kupowałem, ale niewiele mniej skomplikowaną kiedyś zrobiłem na dostępnych w sieci szablonach WordPress. Skrypty takiej strony też wyglądają przerażająco, ale dostosowanie takiej strony do swoich potrzeb i wgrania ma serwer jest jedynie średnio trudne dla laika, a zakupienie odpowiedniego rozwiązania za 50 dolarów i zaangażowanie do dostosowania osoby trochę lepiej orientującej  się w temacie nie powinno być drogie. Stąd moja wątpliwość w sprawie kosztów, a już na pewno strona NF nie jest skomplikowana. Jeżeli jednak ktoś chce ponownie wynaleźć koło, to rzeczywiscie może kosztować.

W prawym dolnym rogu portalu NF jest widoczne, że właścicielem strony jest Prószyński. Jeśli to prawda, to dosyć tajemnicze jest, że nic ze stroną nie można zrobić – modyfikować. Chyba że właścicielem jest jednak ktoś inny. 

Pisałem, że po prawej stronie, gdzie jest “Zamów wersję elektroniczną” powinno być "Zamów prenumeratę”. Dziwne, że nie można podmienić małej  grafiki png w bazie strony i zmienić podlinkowanie do odpowiedniej strony sklepu z prenumeratą, jeśli właścicielem jest Prószyński. 

No ale to gdybanie i tylko dyskusja. Możliwe że diabeł tkwi w szczegółach, prawnych albo innych, o których tylko wtajemniczeni wiedzą.

Gary, strony nie kupowałem, ale niewiele mniej skomplikowaną kiedyś zrobiłem na dostępnych w sieci szablonach WordPress. Skrypty takiej strony też wyglądają przerażająco, ale dostosowanie takiej strony do swoich potrzeb i wgrania ma serwer jest jedynie średnio trudne dla laika, a zakupienie odpowiedniego rozwiązania za 50 dolarów i zaangażowanie do dostosowania osoby trochę lepiej orientującej  się w temacie nie powinno być drogie. Stąd moja wątpliwość w sprawie kosztów, a już na pewno strona NF nie jest skomplikowana. Jeżeli jednak ktoś chce ponownie wynaleźć koło, to rzeczywiscie może kosztować.

Poddaję się. Niech mnie ktoś profilaktycznie zbanuje, zanim zacznę ludzi w niewybrednych słowach odsyłać do własnej stopki.

na emeryturze

Ech, widzę że Ty wiesz wszystko najlepiej. ;)

ale niewiele mniej skomplikowaną kiedyś zrobiłem na dostępnych w sieci szablonach WordPress.

A istnieje? Pokażesz nam ją?

Niestety nie istnieje, bo zrezygnowałem z biznesu – to był sklep. Rozumiem że to poddaje w wątpliwość mój komentarz. Jednak nie zależy mi natym, żeby kogokolwiek przekonywać, ani do  mojego komentarza, ani technicznego rozwiązania. Meritum komentarza było inne.

To chyba zależy co rozumiesz poprzez niewielki koszt ;)

Wiesz, moje czasy robienia stron się skończyły, ale parę lat temu za prostą stronę brało się koło tysiąca złotych. Za bardziej skomplikowane – to już zależy od stopnia komplikacji. Zresztą, ja nikogo nie obwiniam, po prostu wydaje mi się, że jest to rząd wielkości, na który użytkownicy portalu i fanowie pisma daliby radę bez większego problemu się złożyć. Ale mogę się mylić i wyjdzie na to, że trzy osoby na krzyż rzuciłyby po dyszce i byłoby na piwo ;] (i akurat jednak z “moich” stron wciąż stoi, więc macie tu na dowód, sama nie wiem czego: http://andphoto.pl/).

Z kolei praktykanci to już w ogóle za miskę ryżu pracują :D  Nie mówię, żeby się na praktykanta zrzucać, ale dziwi mnie, że Prószyński nie załatwi redakcji kogoś do pomocy, skoro wiadomo, że brakuje ludzi.

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

:D

Aj tam, Tenszo, lepiej niech NF zamówi stronę internetową za dziesiątki tysięcy złotych. To na pewno rozwiąże wszystkie problemy NF, a z pewnością poprawi rentowność.

Rozumiem że to poddaje w wątpliwość mój komentarz. Jednak nie zależy mi natym, żeby kogokolwiek przekonywać, ani do  mojego komentarza, ani technicznego rozwiązania. Meritum komentarza było inne.

To fantastycznie, że na wszelki wypadek ubezpieczasz się, że nie zależy Ci na przekonywaniu innych do Twojego zdania. Odnoszę w każdym razie wrażenie, że raczej nie zajmujesz się zawodowo tworzeniem stron. Ja 10 lat temu robiłem strony w głównej mierze opierając się na szablonach php, ale nie podejmę się wyceny portalu, bo się na tym nie znam. A ci, którzy się znają, mówili o ładnych kilku-kilkunastu tysiącach złotych. I raczej im wierzę.

 

po prostu wydaje mi się, że jest to rząd wielkości, na który użytkownicy portalu i fanowie pisma daliby radę bez większego problemu się złożyć

Ciekawe, ile osób byłoby rzeczywiście chętnych i czy wystarczająco dużo. Przypuszczam, że większość czytelników pisma jednak by się nie dołożyła, bo portal nie jest im do szczęścia potrzebny :P

Nie zajmuję się, masz rację. Aż też zrobiłem wywiad u znajomej, która się tym zajmuje zawodowo. Kilkanaście (ale nie kilka) brzmi rozsądnie za skrojoną na miarę stronę dla sporego wydawnictwa.

“JeRzy, a mam takie pytanie – czy nie dałoby się do waszej ekipy zatrudnić jednej osoby więcej?  Bo w dużej mierze, odnoszę wrażenie, że jest was po prostu za mało.”

 

Odpowiem tak:

Kiedy zaczynałem pracę w “Nowej Fantastyce” (jakieś jedenaście lat temu), redakcja składała się z redaktora naczelnego, sekretarz redakcji (która zajmowała się również korektą), szefów działów prozy polskiej, zagranicznej i publicystyki i szefowej działu graficznego. Nota bene, dział promocji i reklamy nie podlega pod pismo, tylko bezpośrednio pod wydawcę. Strona internetowa nie odgrywała dużej roli (ważniejsze było forum przy niej – które tak swoją drogą nadal działa i link do niego można znaleźć w menu “Start”). Nie było fanpage’a “NF” na Facebooku.

Najpierw w ramach oszczędności zredukowano etat sekretarz redakcji i połączono go z redaktorem naczelnym.

Jakoś w 2009 roku założyłem naszą stronę na Facebooku i początkowo sam wrzucałem na nią informacje, chociaż nikt nie wierzył w potrzebę takiego działania. Teraz liczy około 13000 użytkowników. Zresztą znaczenie Internetu jako kanału komunikacji rośnie cały czas – mam tego pełną świadomość.

W 2012 roku została zlikwidowana stacjonarna redakcja – od tego czasu pracujemy z domów, a rolę naszej “centrali” pełni współdzielony przez cały skład redakcyjny dropbox (można powiedzieć, że byliśmy pionierami w takim trybie pracy). Siłą rzeczy odpadła możliwość praktyk redakcyjnych – a szkoda, bo przez “NF” przewinęło się sporo ciekawych, utalentowanych ludzi; z częścią z nich do dzisiaj mam kontakt, a ostatnio Tiszka, która kiedyś u nas praktykowała, razem z częścią ex-ekipy Gildii zaczęła działać tutaj i ożywiać newsy i recenzje.

W 2013 roku w ramach oszczędności zostały połączone funkcje redaktora naczelnego i szefa działu publicystyki – objąłem wtedy to scalone stanowisko. Ponieważ wcześniej, jak wspominałem, rednacz został połączony z sekretarzem redakcji, można powiedzieć, że do pewnego stopnia pracuję teraz za trzy osoby. Korektę każdego numeru robimy wspólnymi siłami, z Marcinem i Michałem. Od paru lat na fantastyka.pl wspiera nas Beryl, a dobrymi radami i wsparciem przy newsletterze służy również PsychoFish. Z opowiadaniami pomaga nam Loża NF – wszystko to wolontariusze.

 

Jak widać, tendencja jest raczej do cięcia kosztów niż dokładania, aby pismo nie przynosiło strat, a każdy wydatek, który nie przełoży się na wzrost dochodów, może nam tylko zaszkodzić. Ja i tak zamierzam wytrwale lobbować na rzecz stworzenia zupełnie nowej strony internetowej, a jeśli to się powiedzie, dążyłbym do mocnej restrukturyzacji pisma i zmiany relacji między “NF” i fantastyka.pl. Mam to wszystko od dawna poukładane w głowie; ludzie, z którymi te pomysły konsultowałem, twierdzą, że ma to ręce i nogi. Jest jedno “ale”: będzie to musiało na siebie solidnie zapracować. Byłoby szkoda, gdyby koszt postawienia, utrzymania i zapełnienia treściami nowej pięknej strony internetowej zarżnął miesięcznik.

 

Posty sponsorowane na FB to dobra metoda promocji, ale też kosztuje. Dobrą metodą jest poczta pantoflowa – dalsze udostępnianie przez fanów naszych wpisów dotyczących zawartości pisma albo tego, co dzieje się na naszej stronie.  Niejednokrotnie o to prosiłem, ale mało komu, kto do nas zagląda, chce się wykonać to dodatkowe kliknięcie “Udostępnij”. Trzynaście tysięcy użytkowników – okładka wydania z rozstrzygnięciem konkursu wiedźmńskiego i opowiadaniem Kinga miała 11 udostępnień. W styczniu – 17. W lutym – 14.  W marcu znów 11. Gdyby za tymi cyferkami stało jedno zero, miałbym poczucie, że coś drgnęło. Najgorętszy wpis ostatnich miesięcy na naszym FB nie dotyczył pisma tylko nowej ekranizacji “Diuny” – 461 polubień, 78 udostępnień. O takich osiągach dla informacji o samej “NF” mogę pomarzyć.

Odnoszę wrażenie, że Prószyński dokonuje jakiegoś rytualnego mordu na NF, albo daje upust sadystycznym odruchom, sprawdzając, co trzeba jeszcze zrobić (względnie – jak długo nic nie robić), żeby to czasopismo zdechło (wybaczcie język).

 

Musiałby się zmienić sposób myślenia ludzi, od których coś zależy. A na to się nie zanosi.

Poza tym oczekiwać, że fani NF wyciągną pismo z bagna w sytuacji, gdy nie ma czasu i możliwości, by tym samym fanom i czytelnikom odpisać na maila w paru słowach – zachęcić, podziękować za pamięć i wysiłek? Bądźmy dorośli.

 

NF kupuję od lat, ale zastanawiam się, czy sam nie dobić konającego i  zaprzestać comiesięcznych spacerów do empika, w końcu wszystko zależy od czytelników, czyż nie? Statystyka sprzedaży jest wszystkim...

 

Życzę odmiany losu, który zdaje się przesądzony.

Odnoszę wrażenie, że Prószyński dokonuje jakiegoś rytualnego mordu na NF – To nie mord, tylko realia rynkowe. Tnie się koszty.

Sith Happens!

W realiach rynkowych robi się wszystko, aby dany produkt przynosił zysk, no chyba, że to nie cel wydawnictwa...

No dobra, moze faktycznie nikt nie miałby ochoty zrzucać się na stronę. Może ciężko dawać praktyki bez biura (choć sama odbyłam swoje zdalnie :P), ale czy naprawdę nie dałoby się chociaż urządzić takiej jakby kickstarterowej akcji, w której ludzie zapisywali się na prenumeratę wersji elektronicznej NFa? Jeśli zbierze się X osób, to e-wydanie wróci, jeśli nie to nie. Prosta piłka. A może coś być odżyło.

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

Mnie dziwi to, że redaktor naczelny zajmuje się sprawdzaniem literówek. Na portalu sporo osób ma oko do poprawności językowej i pomaga innym z dobrej woli. Można by wypatrzyć takie osoby i zaproponować im... no wolontariat. Ale zarazem byłby wpis do CV – współpraca z Nową Fantastyką. Tak więc po wstępnej korekcie JeRzy czytałby gotowy tekst i tylko by go zatwierdzał. 

(Pewnie zaraz zostanę opieprzony, że to nie tak, ale działałem w redakcjach, w których były osoby odpowiedzialne wyłącznie za korektę, stąd moja sugestia). 

Na portalu sporo osób ma oko do poprawności językowej i pomaga innym z dobrej woli. Można by wypatrzyć takie osoby i zaproponować im... no wolontariat.

To, pomijając już aspekty etyczne i setkę potencjalnych trudności praktycznych, było by nielegalne.

na emeryturze

“To nie mord, tylko realia rynkowe. Tnie się koszty.”

 

Dokładnie tak. To Prószyńskiemu zawdzięczamy istnienie. Nie demonizujcie wydawnictwa, które jak by nie patrzeć nadal nas u siebie trzyma. Na przestrzeni lat mieliśmy parę promocji, które w zamyśle powinny poprawić sprzedaż, kosztowały sporą kasę i nie przyniosły wymiernego efektu. Wystarczy wspomnieć dodawaną do pisma powieść Poula Andersona – pomyślcie, jaki to był koszt, a nie chodzi tylko o druk książki, jej tłumaczenie, redakcję i tym podobne, ale też zafoliowanie i droższą dystrybucję. Siłą rzeczy na każdy dodatkowy wydatek trzeba patrzeć z nieufnością, zwłaszcza w przypadku, kiedy można on przesunąć pismo ze strefy problematycznej, do grupy tytułów na minusie. Kwestią do dyskusji jest tak naprawdę, które inwestycje, nakłady finansowe są niezbędne i mogą pomóc, a które nie dadzą pożądanego efektu i tylko pogorszą sytuację. Nowa strona internetowa jest w moim odczuciu konieczna (już od lat) – bez niej nie da się przeprowadzić restrukturyzacji pisma, ale również może ona przynieść dużo większy dochód z reklam, który pomoże miesięcznikowi.

Gary, nie znam się na tym, więc zapytam: dlaczego nielegalne? 

Fun, wolontariat jest zdefiniowany prawnie – gdzie, u kogo itd. można być wolontariuszem. Podmiot gospodarczy komercyjny nie może “zatrudniać” wolontariuszy. To tak w skrócie to, co pamiętam. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Hmmm, pozwoliłem sobie na ujęcie w jedną całość (hmmm, tu mnie trapi, czy może być więcej niż jedna całość) zdania JeRzego, tak dla przemyślenia i zyskania jasności, w czym tkwi wg Głowy Redakcji – chyba powinienem napisać Trójcy – problem spadku popularności.

Dodam, bez uszczypliwości uwagę, która niestety, patrząc na dotychczasowy ton odpowiedzi, zostanie odebrana zbyt ksobnie, choć przecież nikt, kto się tu wypowiada/wiadał, nie miał zbyt złych intencji i różnorodność uwag nie powinna być w żaden sposób  przedmiotem sarkazmu (już nie bez powodu wypomnianego), raczej analizy, co jest jej przyczyną.  

Otóż JeRzy obiął stanowisko Naczelnego w 2013 roku, o ile się nie mylę. Nakład w roku następnym, czyli 2014, wynosił według danych z samej NF, 18,500 egzemplarzy. Te same dane (ze źródeł zamieszczonych przez Gary’ego) za rok 2017 podaję liczbę: 12,000. Już nie przyrównując do lat dziewięćdziesiątych, czy 25 tysięcy w 2009 roku, na przestrzeni czterech ostatnich lat nakład spadł o 25%. 

Nadmienić chyba też należy, że rzeczywista sprzedaż czasopisma, przynajmniej w 2009, wynosiła około 40% nakładu, co eksrachując, tfu, ekstrapolując, daje nam poniżej pięciu tysięcy czytelników, z których niewielu przeczytało numer od deski do deski.  

Czy jest to dobry przyczynek do dyskusji i niepokoju? Czy raczej uwag, że autor wątku prowokuje i, to mi się bardzo podoba: kala własne gniazdo :D ? 

 

Sam nie mam jeszcze, wbrew pozorom, jeśli ktoś je zdążył wyżywić, określonego zdania. Wiem natomiast, że nie jest rozsądne nie doceniać dyskusji lub, co gorsza, się na nią obrażać.

Z tych takich zalążków opinii, wydaje mi się, że proszenie czytelników o prenumeratę, czy udostępnienia na FB mija się z celem. Jeśli nawet przyniesie w tej pierwszej grupie krótkotrwały efekt oparty na nostalgii, to w tej drugiej, już zupełnie nie. Ilość udostępnień i polubień w mediach społecznościowych jest proporcjonalna do atrakcyjności dla odbiorców “materiału udostępnianego”. Ta prosta i dość oczywista reguła, niesie za sobą przykry, bardzo przykry, wydźwięk. Który naprawdę powinien dać Redakcji do myślenia.

Liczba udostępnień okładek kolejnych numerów NF podana przez JeRzego wynosi kilkanaście, znaczy między 10 a 19. Patrząc realistycznie, czy apel JeRzego, o udostępnianie, może coś tu zmienić? Co ciekawe, czy rzeczywiście jest takiego zdania, że w ten sposób może coś zdziałać?

O czym tak naprawdę mówi ta liczba? Że miłośnicy NF się lenią i boczą, nie udostępniają z braku chęci? Czy po prostu... co?  

Nie odpowiadając na pytania, smutnym wydaje się fakt, i to chyba ewenement dający do myślenia, że liczba udostępnień jest mniejsza lub równa liczbie autorów zamieszczających treści w NF.  Wiem, wiem, że nie każdy ma konto, ale nawet jeśli nie, to liczby wskazują, że nikt lub prawie, kto sam nie jest “zaangożowany fantastycznie” (np. z kolegów lub rodziny, która zwykle jest w takich przypadkach niezawodna ;)  ) nie polubił i nie udostępnił linku do NF...  Dlaczego (wiem, powtórzenie) ?

 

Oddajmy głos JeRzemu:

 

Pytacie, co jest potrzebne, żeby pomóc “Nowej Fantastyce”? Odpowiedź jest prosta: promocja. A teraz wyjaśnię po kolei.

 

To, że od tytułu prasowego odpływają czytelnicy, jest czymś zupełnie naturalnym bez względu na ogólny stan rynku (a polski rynek prasy jest dodatkowo bardzo trudny). Tyle że w normalnych warunkach w miejsce czytelników, którzy odeszli, przychodzą nowi i równowaga zostaje zachowana.

 

W sytuacji, kiedy spada sprzedaż, zmiany w treści i layoucie pisma mogą tylko dodatkowo pogorszyć wyniki, jeżeli w parze z tymi zmianami nie idzie duża kampania promocyjna (na którą nas nie stać). Bo takie zmiany trafiają tylko do tych ludzi, którzy już sięgają po pismo, kupują je, czytają. I wtedy mogą się wydarzyć dwie rzeczy: zmiany im się spodobają i będą nadal kupować i czytać pismo, albo nie będą się podobały i wtedy przestaną je kupować. Nie stanie się natomiast cud, że nagle o zmianach w piśmie dowie się ktoś, kto w ogóle do niego nie zagląda. Sam często stykam się z krytycznymi opiniami o treści pisma ludzi, którzy przestali je czytać lata temu i nie mają pojęcia o drodze, jaką pismo przeszło. A są też tacy, którzy na hasło “Nowa Fantastyka” reagują: “Jest coś takiego? Nie słyszałem.” albo “To ona jeszcze w ogóle wychodzi?”.

 

“Jak wyglądają normalne warunki, albo inaczej: dlaczego warunki nie są normalne?”

 

Przyczyny, dla których czytelnicy rezygnują z kupowania danego tytułu – a dotyczy to całej prasy, nie tylko periodyków, ale nawet dzienników - są różne. Jedni rezygnują z przyczyn finansowych. Drudzy z braku czasu na czytanie. Kolejni zapominają kupić i wypadają z rytmu. Jeszcze inni “wyrastają” z pisma – odkrywają, że nie ma w nim już dla nich nic ciekawego. Niektórzy dosłownie wymierają. Jeszcze inni obrażają się za coś – artykuł, cytat, obecność nielubianego autora na łamach – i przestają kupować w ramach bojkotu. Innym nie podobają się zmiany w piśmie albo brak zmian. Przyczyn jest mnóstwo, ale skutek zawsze ten sam: każdy tytuł pozostawiony samemu sobie powoli traci czytelników. Niekiedy po jakimś czasie część z nich wraca do lektury, ale nie można liczyć wyłącznie na to.

 

“Normalne” warunki to takie, w których różne czynniki – promocja i reklama, poczta pantoflowa, Internet itp. – powodują, że na miejsce osób, które się wykruszyły, przybywają nowe, mniej więcej w proporcji 1:1. Ludzie, którzy dowiedzieli się o istnieniu pisma, zobaczyli jego reklamę, albo wypatrzyli okładkę w kiosku, podpatrzyli u znajomego, przeczytali komuś przez ramię w autobusie... znów sposobów może być wiele. U nas właśnie ten element nie działa. Reklamy i promocji nie mamy. Na półkach ciężko nas zobaczyć, skoro mamy tak mały nakład w stosunku do liczby miejsc, do których trzeba trafić. Recenzje kolejnych numerów w Internecie, przestały się pojawiać w zadowalającej liczbie. Zaledwie pojedyncze serwisy poświęcone fantastyki zadają sobie trud informowania, że nowe wydanie jest na rynku i tak dalej. Dodatkowo polski rynek jest trudny, bo prasa w ogóle przeżywa głęboki kryzys (na Zachodzie ten trend się ostatnio trochę zmienił) – ludzie odeszli od papieru na rzecz Internetu.

 

To nie jest kwestia tego, że społeczeństwo tępieje, bo na pewno jest wiele osób, które znalazłyby u nas treści dla siebie i nie trzeba do tego zaniżać poziomu. Problem w tym, że duży odsetek ludzi, którym “NF” mogłaby się spodobać, nawet o tym nie wie, bo nigdy nas nie widzieli, nie mieli pisma w rękach, nie zajrzeli do środka. Niektórzy w ogóle nie mają nawyku czytania prasy, chociaż nie stronią od książek i nie byłby to dla nich za duży wydatek.

 

Na fanpage’u na Facebooku mamy około 13 tysięcy użytkowników. Bez postów sponsorowanych docieramy z informacjami o treści pisma zaledwie do ułamka tej liczby, o ile nasze wpisy nie zostaną dalej udostępnione, a ludzie, którzy nas czytają nie zachęcą kolejnych do sięgnięcia po pismo. Kiedyś napisałem, że byłoby super, gdyby ktoś, kto nas lubi, kupił raz na jakiś czas drugi egzemplarz pisma i dał w prezencie znajomemu, który mógłby dzięki temu zacząć nas czytać i dołączyć do grona stałych czytelników. Ale nawet puszczanie naszych wpisów dalej to też jakaś pomoc, bo najgorsze, co nas teraz spotyka, to pogrążanie się w informacyjnym niebycie.

 

Trzeba zatem dotrzeć do nowych odbiorców – i wcale nie jest powiedziane, że już w obecnej postaci pismo nie okaże się dla nich atrakcyjne i interesujące. Tego nie wiemy. Problem w tym, że bez machiny promocyjnej i nakładów pieniędzy, ciężko jest przyciągnąć nowych ludzi. Szczególnie przy takim nakładzie, jaki mamy obecnie. Gary podał tutaj, że “NF” w 2017 roku wynosi on 12 tysięcy egzemplarzy. Ta liczba musi wystarczyć na “obgonienie” m.in. prenumeratorów, Empików i kiosków Ruchu, Kolportera i paru innych sieci dystrybucyjnych (także internetowych). Tymczasem sam Ruch ma w Polsce ponad trzydzieści tysięcy (!) punktów sprzedaży.

 

W tych warunkach, największą nadzieję “NF” może wiązać ze społecznością jego fanów. Z tym, że będą nie tylko regularnie kupować miesięcznik (10 złotych miesięcznie to naprawdę nie jest dużo, a w prenumeracie jeszcze mniej), ale też że będą pocztą pantoflową zachęcać do kupna przyjaciół i znajomych, że będą informować o ciekawych treściach, które się u nas ukazują, udostępniać nasze wpisy na FB, wrzucać newsy do serwisów, w których się udzielają i tak dalej, i tak dalej...

 

Kiedy człowiek, który stale korzysta z naszej strony internetowej, pisze “Ja Nowe Fantastyki kupiłem dwa razy w życiu”, robi mi się zwyczajnie przykro. Nie tylko ze względu na poczucie, że ciężka praca wielu ludzi jest olewana i trafia w próżnię, ale także dlatego, że mam świadomość, że fantastyka.pl istnieje jako dopełnienie pisma – zaplecze i kuźnia talentów. I jeśli “NF” przestanie się ukazywać, strona nie będzie miała racji bytu, a zebrana tu społeczność straci dom.

 

Wiele razy pisałem, że los “Nowej Fantastyki” zależy od czytelników i nigdy nie było w tym grama przesady. Nie korzystamy z żadnych dotacji, nie podczepiamy się pod państwowy cycek, dzięki czemu zresztą mamy większą swobodę i możemy chronić pismo przed polityką. Ale aby to wszystko ocalić, potrzeba ludzi, którzy zechcą kupować nasz miesięcznik i wciągać w to kolejne osoby. Jak najwięcej, aby ustabilizować naszą sytuację. A jeśli uda się przywrócić równowagę, o której pisałem na początku, będzie można myśleć o kolejnych posunięciach. Na razie przydałoby się pozyskać parę tysięcy nowych czytelników.

 

Nadrobiłem zaległości w dyskusji. Dowiedziałem się z niej, że:

– “Nowa Fantastyka” jest zbyt hermetyczna, adresowana do zagorzałych fanów gatunku;

– “Nowa Fantastyka” jest za mało elitarna, adresowana do mało obeznanych czytelników;

– opowiadania są słabe;

– opowiadania są dobre;

– publicystyka jest słaba;

– publicystyka jest dobra;

– pismo jest za drogie;

– pismo jest za tanie;

– autorów z fantastyka.pl jest za mało;

– autorów z fantastyka.pl jest w sam raz;

– źle, że nie publikujemy komiksów (ostatnie trzy komiksy opublikowane na łamach zostały bardzo źle przyjęte i pogorszyły sprzedaż pisma);

– źle, że dużo piszemy o grach (skądinąd słyszałem, że dobrze, że wreszcie zaczęliśmy pisać o grach).

I tak dalej...

 

Podam Wam kilka ciekawostek:

– Grudniowy numer “NF”, w którym opublikowaliśmy opowiadanie Stephena Kinga – jednego z najgorętszych nazwisk na rynku – kosztujące nas mniej więcej cztery razy tyle, co opowiadanie podobnej długości mniej znanego autora, zanotował sprzedaż wyższą o zawrotne dwieście egzemplarzy. Nie oznacza to wcale, że styczniowy numer i kolejne idące za nim również zanotują lepsze wyniki.

– Promocja prenumeraty z darmową płytą z archiwami “Wydania Specjalnego” (paręnaście roczników tekstów świetnych autorów) w ogóle nie poprawiła wyników sprzedaży prenumeraty.

– Ostatni numer czytnikowej wersji “NF” – o którą wcześniej czytelnicy dopominali się regularnie, a ja sam walczyłem dwa lata – sprzedaż się w liczbie około 170 egzemplarzy.

– W plebiscycie “Nagrody Czytelników NF 2016” głosowało niespełna 300 osób. Sądząc po sposobie, w jaki część z nich oddała swoje głosy, obstawiam, że nie mieli pisma w rękach – zagłosowali tylko żeby mieć szansę na nagrodę książkową albo żeby pomóc znajomemu startującemu w kategorii “najlepsze opowiadanie polskie”. Tymczasem ten plebiscyt jest dla nas ważnym źródłem informacji o gustach czytelników. Zwłaszcza biorąc pod uwagę następny punkt.

– Być może źle szukałem, ale liczba recenzji lutowego numeru “NF” w Internecie wynosi okrągłe zero. Dyskusja o nim na fantastyka.pl zawierała zaledwie kilkanaście postów. Dla porównania – wątek “Zgadnij tytuł – zabawa” liczy już prawie trzy tysiące wpisów.

 

Nie piszę tego jako wyrzutu, ale żeby zaakcentować i zostawić Wam do przemyślenia pewne zjawiska, z którymi muszę się na co dzień borykać.

 

Siedzę w sobotnie popołudnie i zamiast redagować artykuł do kwietniowego numeru, który mam na drugim monitorze, zastanawiam się, co odpisać na kolejne zarzuty. Problem w tym, że jeśli ktoś zakłada, że wszystko jest winą redakcji, to cokolwiek napiszę, zostanie wykorzystane przeciwko mnie. Jeśli nie waruję przy wątku i nie odpisuję natychmiast na każdy wpis, to znaczy, że olewam czytelników. A jeśli zmęczony ślęczeniem przed komputerem przepuszczę literówki w artykułach, też dowiem się, że pracuję niechlujnie i olewam czytelników. Jeśli próbuję uświadomić ludziom z zewnątrz, że sytuacja jest trudna, czytam, że “redakcja zniechęca, olewa, ignoruje a na dodatek zarzuca zaangażowanym czytelnikom głupotę, niedouczenie, brak rozeznania”. I jeszcze czytam pretensje o to, że zwracam uwagę na finansowy aspekt sprawy – że w piśmie są reklamy, a wersja czytnikowa upadła, bo przestała się opłacać. A już chyba najbardziej rozczuliło mnie porównanie z “Wyborczą” – niestety, nie byłem w stanie znaleźć danych, ile osób zatrudniają (włączając w to serwis Gazeta.pl), ale mam niejasne wrażenie, że pracuje tam trochę więcej ludzi niż u nas.

 

Mógłbym tutaj napisać bardzo wiele, wyjaśniając poszczególne kwestie, wiele z nich już nie pierwszy raz, bo często osoby, które zarzucają nam olewanie, same nie zadadzą sobie trudu, żeby sprawdzić, czy podobnych dyskusji nie było wcześniej albo czy jakaś rzecz, którą proponują, nie została już zrobiona i jaki efekt przyniosła. Tyle że już trochę nie mam siły, a dodatkowo uświadamiam sobie, że w myśl zasady “tylko winni się tłumaczą”, jestem z góry na przegranej pozycji. Milczę – źle, wyjaśniam – jeszcze gorzej. <sarkazm> I jeszcze, jak widać, użalam się nad sobą. </sarkazm>

 

Przygotowujemy “Nową Fantastykę” dla czytelników i szanujemy ich bezwzględnie – co jest logiczne, choćby z tej oczywistej przyczyny (gdyby zabrakło innych powodów, a tych nie brakuje), że właśnie od czytelników zależy nasz los. Są ręką, która nas karmi. Natomiast prawda jest taka, że czytelnicy nie zawsze szanują siebie nawzajem – nie dostrzegają różnorodności potrzeb i upodobań, które musimy pogodzić w osiemdziesięciu stronach miesięcznie. Taka, a nie inna zawartość pisma jest nieustannym kompromisem, ale nie każdy, kto sięga po pismo, chce iść na kompromis i zrozumieć, że może nie wszystkie teksty przypadną mu do gustu, ale nie jest jedynym czytelnikiem. Nie ma poczucia idei “łączy nas fantastyka”. Jest za to od jednych “za mało tego, za dużo tamtego, nie będę czytał”, a od drugich odwrotnie – “za dużo tego, za mało tamtego”. I obie strony przestają czytać, z dokładnie przeciwnych powodów. Polaryzacja i rozpad wspólnoty, jak widać, dotyka także środowisko fantastów – nie trzeba do tego polityki.

 

Szanuję wolontariat i żadne słowa nie wyrażą, jak bardzo jestem wdzięczny wszystkim osobom, które zgłaszają chęć pomocy pismu, rozmaite inicjatywy, propozycje rozkręcenia strony i tym podobne. Niektóre propozycje, pomysły, postulaty są nierealne – co staram się wyjaśniać – lub próbowano ich z marnym skutkiem. Kiedy to możliwe, chętnie przyjmuję pomoc. Tyle, że tutaj również muszę zachować ostrożność – nie mogę sobie pozwolić na nadużywanie tego, bo doświadczenie innych (np. organizatorów Pyrkonu) uczy, że za jakiś czas przeczytałbym, że “działająca komercyjnie redakcja wyręcza się w pracy tyrającymi za friko ochotnikami”.

“JeRzy, a mam takie pytanie – czy nie dałoby się do waszej ekipy zatrudnić jednej osoby więcej?  Bo w dużej mierze, odnoszę wrażenie, że jest was po prostu za mało.”

 

Odpowiem tak:

Kiedy zaczynałem pracę w “Nowej Fantastyce” (jakieś jedenaście lat temu), redakcja składała się z redaktora naczelnego, sekretarz redakcji (która zajmowała się również korektą), szefów działów prozy polskiej, zagranicznej i publicystyki i szefowej działu graficznego. Nota bene, dział promocji i reklamy nie podlega pod pismo, tylko bezpośrednio pod wydawcę. Strona internetowa nie odgrywała dużej roli (ważniejsze było forum przy niej – które tak swoją drogą nadal działa i link do niego można znaleźć w menu “Start”). Nie było fanpage’a “NF” na Facebooku.

Najpierw w ramach oszczędności zredukowano etat sekretarz redakcji i połączono go z redaktorem naczelnym.

Jakoś w 2009 roku założyłem naszą stronę na Facebooku i początkowo sam wrzucałem na nią informacje, chociaż nikt nie wierzył w potrzebę takiego działania. Teraz liczy około 13000 użytkowników. Zresztą znaczenie Internetu jako kanału komunikacji rośnie cały czas – mam tego pełną świadomość.

W 2012 roku została zlikwidowana stacjonarna redakcja – od tego czasu pracujemy z domów, a rolę naszej “centrali” pełni współdzielony przez cały skład redakcyjny dropbox (można powiedzieć, że byliśmy pionierami w takim trybie pracy). Siłą rzeczy odpadła możliwość praktyk redakcyjnych – a szkoda, bo przez “NF” przewinęło się sporo ciekawych, utalentowanych ludzi; z częścią z nich do dzisiaj mam kontakt, a ostatnio Tiszka, która kiedyś u nas praktykowała, razem z częścią ex-ekipy Gildii zaczęła działać tutaj i ożywiać newsy i recenzje.

W 2013 roku w ramach oszczędności zostały połączone funkcje redaktora naczelnego i szefa działu publicystyki – objąłem wtedy to scalone stanowisko. Ponieważ wcześniej, jak wspominałem, rednacz został połączony z sekretarzem redakcji, można powiedzieć, że do pewnego stopnia pracuję teraz za trzy osoby. Korektę każdego numeru robimy wspólnymi siłami, z Marcinem i Michałem. Od paru lat na fantastyka.pl wspiera nas Beryl, a dobrymi radami i wsparciem przy newsletterze służy również PsychoFish. Z opowiadaniami pomaga nam Loża NF – wszystko to wolontariusze.

 

Jak widać, tendencja jest raczej do cięcia kosztów niż dokładania, aby pismo nie przynosiło strat, a każdy wydatek, który nie przełoży się na wzrost dochodów, może nam tylko zaszkodzić. Ja i tak zamierzam wytrwale lobbować na rzecz stworzenia zupełnie nowej strony internetowej, a jeśli to się powiedzie, dążyłbym do mocnej restrukturyzacji pisma i zmiany relacji między “NF” i fantastyka.pl. Mam to wszystko od dawna poukładane w głowie; ludzie, z którymi te pomysły konsultowałem, twierdzą, że ma to ręce i nogi. Jest jedno “ale”: będzie to musiało na siebie solidnie zapracować. Byłoby szkoda, gdyby koszt postawienia, utrzymania i zapełnienia treściami nowej pięknej strony internetowej zarżnął miesięcznik.

 

Posty sponsorowane na FB to dobra metoda promocji, ale też kosztuje. Dobrą metodą jest poczta pantoflowa – dalsze udostępnianie przez fanów naszych wpisów dotyczących zawartości pisma albo tego, co dzieje się na naszej stronie.  Niejednokrotnie o to prosiłem, ale mało komu, kto do nas zagląda, chce się wykonać to dodatkowe kliknięcie “Udostępnij”. Trzynaście tysięcy użytkowników – okładka wydania z rozstrzygnięciem konkursu wiedźmńskiego i opowiadaniem Kinga miała 11 udostępnień. W styczniu – 17. W lutym – 14.  W marcu znów 11. Gdyby za tymi cyferkami stało jedno zero, miałbym poczucie, że coś drgnęło. Najgorętszy wpis ostatnich miesięcy na naszym FB nie dotyczył pisma tylko nowej ekranizacji “Diuny” – 461 polubień, 78 udostępnień. O takich osiągach dla informacji o samej “NF” mogę pomarzyć.

 

Prim "Corcoran" Chum

Tu kolejny przyczynek do dyskusji:

http://filozofuj.eu/wp-content/uploads/2016/11/fi011_v3.pdf

 

Młode czasopismo. Stworzone przez zapaleńców. Nie wiadomo, czy się utrzyma, ale, jak na razie, z wersji wyłącznie pdf, wkroczyło do empików w nakładzie ledwie 1000 egzemplarzy (wkroczyło w ciągu dwóch lat).

Oczywiście tematyka dość inna. Chodzi mi głównie o wymiar estetyczny, czyli porównanie, które z nich wzięlibyście z półki w sklepie. 

 

Prim "Corcoran" Chum

Kłaniam się, Primie, skoro podoba ci się wstawka o gnieździe!

 

Napisałabym coś o Filozofuj i o tym, jak nie lubię tego pisma czytać, ale znowu ja niebezpiecznie krążyłabym przy swoim gnieździe w nieodpowiednich okolicznościach.

 

Ktoś mnie na dniach “odarł ze złudzeń”, jeśli chodzi o wałkowany temat. Czytałam też wczoraj wywiad z Panami Prószyńskim i Makowskim. Ten tekst wiele uświadamia. Zgrzytają trybiki, a machina toczy się dalej. Patrzenie z najniższego pułapu decentralizacji nie prowadzi tutaj donikąd. Bardzo długo dumałam nad tą sprawą wczoraj w nocy. Przyszły mi na myśl jedynie pomysły na tę chwilę niewykonalne. I myślę, że redaktor jest tu tak samo bezsilny jak użytkownik.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Zerknęłam i ‘przekartkowałam’ to zalinkowane ‘Filozofuj’ i nie chciało mi się czytać nawet tej darmowej wersji, nie wspominając o tym, że nawet nie rozważałabym kupna w empiku. Grafika, jakby się nie mogło to-to zdecydować czy jest gazetą czy nie, wstęp napisany w niezwykle zniechęcający sposób, bez żadnego polotu, jak szkolna rozprawka mocno przeciętnego ucznia. Po przekartkowaniu żaden artykuł nie zachęcił mnie do przeczytania w całości. Do NF moim zdaniem nie ma co porównywać.

A wywiad z panem Prószyńskim – smutny. Te ciągłe podkreślanie, jak to czasopisma nie mają przyszłości i się niezbyt opłacają, nie wróżą najlepiej...

Mam podobnie jak Bella – już sama oprawa graficzna mnie odrzuciła, nawet nie miałam ochoty sprawdzać, czy treść jest choć trochę lepsza.

Wywiad bardzo smutny. I niestety potwierdza, że nie ma woli właścicieli, przy takim podejściu do szeroko pojętej prasy.  

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Ten wywiad optymistycznie nie nastraja – fantastyka się nie sprzedaje, czasopisma się nie sprzedają...  “NF” tylko przypadkowo do Agory nie trafiła. Widać, że “Fantastyka” to takie piąte koło u wozu Prószyńskiego. I pewnie jak się jakoś chętny trafi, to sprzedadzą w mgnieniu oka.

Smutne to...

rocktime.pl - zapraszam na moją audycję we wtorek o 19.

A co z pomysłem na prenumeratę elektroniczną? Nie dałoby się tego zorganizować? Przecież to żadne ryzyko dla wydawcy. (Zbierze się X chętnych, to zbierze. Nie to nie.)

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

Ech, zebrać się, odkupić pismo stronę i markę, zebrać na PP jakieś... X na licencję, 50 tysięcy na rozruch strony, 50 tysięcy na kilka miesięcy zapasu, rozbudować stronę i trzymać pismo, jako markę, magię papieru.

Kilkuosobowa redakcja plus kilka osób newsowych powinnno się utrzymać.

 

Kilkuosobowa – to jest problem, przez który wydawnictwo patrzy na pismo tak a nie inaczej. Nie zdradza tu dj żadnych tajemnic ale w skali wydawnictwa NF jest nieznaczącym ułamkiem :(

 

Popsioczyłem sobie w sobotę, odarłem parę osób ze złudzeń (sorki!!!) ale wystarczy przeanalizować liczby i wygląda to kiepsko. Bez zdradzania, nazwijmy to “tajemnic”.

 

A co najgorsze, od odejścia i nauczenia się tego i owego, dopiero dj widzi potencjalny potencjał (hehe) portalu. Jest w pytkę wielki.

 

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

To może zamiast zrzutki na portal zróbmy zrzutkę na wydawnictwo i sobie je sami załóżmy? Odkupi się prawa do tytułu i wydajemy :)

A Jerzy ma to tak fajnie przemyślane. Slow pismo vs Fast strona. Tam dłuższe teksty (nie, nie idziemy w stronę CzF i analizy krytycznego spojrzenia andaluzyjskich dyplomowanych krytyków teatralnych na trzydzieste ósme zdanie w krytycznym tekście Dukaja o wizji spojrzenia analitycznego na polską fantastykę dziewiętnastego wieku) a na stronie newsy, recenzje oraz publikacje użytkowników.

Jak to pięknie w teorii wygląda.

 

Nawet nie próbuje zgadywać, jaki byłby koszt licencji na wydawanie (nie mówiąc o odkupieniu praw do marki).

 

Znowu psioczę? Cholera, znowu.

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

ale po co odkupować NF? czy płacić licencję? Albo robić jakaś zrzutkę? To ma być random business? Ludzie z łapanki? Nie wyobrażam sobie takiego sposobu prowadzenia pisma. Jeśli NF dołuje, to niech w końcu zdechnie. W takim wypadku można robić zrzutkę, ale na kwiaty czy [.] 

W sumie to się dziwię JeRzemu, dobry publicysta zarobi jeszcze kasę w bardziej cywilizowanych miejscach,  co go tak trzyma przy Prószyńskich? Kredyt? czy nostalgia?  

Nie wiem, co to za patent, aby w ramach awansu zwalić człowiekowi na głowę trzy etaty i wywalić go z biura, żeby pracował w kalesonach i kapciach w domowym zaciszu.  Rozumiem, że narzędzia informatyczne wspomagają pracę grupową, której nie przeszkadza rozproszenie geograficzne zasobów, cięcie kosztów jest tak samo bezrefleksyjne jak picie wódki w ramach suplementów diety chorych na cukrzycę. Cóż, postęp wymaga ofiar towarzyskich, jak idę do kibla, to co najwyżej potknę się o własny dywan czy kota.

Podsumowując, aktualny model biznesowy macie podany na tacy. Minimalizacja kosztów, praktycznie na wszystkim i tak nie pozwala na złapanie finansowego oddechu. Pismem jeszcze zajmują się profesjonaliści. Czy tacy amatorzy, jak portalowi chętni do niesienia pomocy są w stanie zrobić to lepiej? Nie sądzę. Dlatego nadal podtrzymuję, co wcześniej zasygnalizowałem. 

 

 

 

Moritz, nabieram podejrzeń, że jesteś Prim Chumem....

Minimalizm i skurwysyństwo zachodzi wtedy, gdy dostajesz zupę w płaskim talerzu.

a jakie to ma znaczenie? nie potrafisz dołączyć się do dyskusji, tylko szukasz meritum tam,  gdzie zawsze, bo jak z kimś się nie zgadzasz i nie potrafisz argumentować, więc atakujesz personalnie, aby na wszelki wypadek dyskredytować osoby, które potrafią wyrazić własne zdanie bez obawy, że zostaną zjedzone przez resztę. Biedne to i niewłaściwe, jak gros wymiany zdań na portalu. Więcej dystansu, mniej animozji, a świat przestanie się wokół was kręcić. 

Prrr, nie wchodźcie na znane i grząskie ścieżki “my, nowi” i “oni, starzy portalowcy” bo to zawsze zaczyna się i kończy tak samo :)

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Jerzy, wybacz, że tak drążę, ale naprawdę chciałabym wiedzieć, co stoi na przeszkodzie, żeby prenumeratę elekroniczną zrobić w formie on demand?

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

Wywiad z Prószyńskim jest odpowiedzią na wszystkie pytania. Największym problemem NF i barierą do jakichkolwiek zmian w czasopiśmie jest sam Prószyński – dobrodziej i kat NF w jednej osobie...

Tensza – to raczej nie jest pytanie do Jerzego.

Dj – przecież tu nigdzie nie chodziło o starych/nowych portalowców :)

A jednak da się, mimo przeciwności można potroić w przeciągu dwóch lat nakład: 

TU :)

 

Czy rzeczywiście wszyscy sądzimy, że za spadek sprzedaży NF, jest winny Prószyński?  Dlaczego? Bo nie dokładał do czegoś, co się nie sprzedaje?

 

Prim "Corcoran" Chum

Taka uwaga techniczna: potrojenie nakładu nie oznacza potrojenia sprzedaży – to są dwa różne parametry.

Prim Chumie, statystyka bywa zdradliwa. Nie wiem, jaki nakład ma wzmiankowany periodyk, ale wzrost nakładu z 1 do 3 egzemplarzy, z 10 do 30, ze 100 do 300 – to są oszałamiające potrojenia nakładu. To mi przypomina “wojenkę” Gazety Wyborczej z Gazetą Polską – jednej nakład spada, drugiej oszałamiająco rośnie (w procentach). Ale GW sprzedaje 150 tys., a GPC marne kilkanaście. Nie samym procentem żyje wydawca!

Po drugie – wydaje mi się, że Prószyński do niczego (jeszcze) nie dokłada. Ale stosuje taktykę “rozpędzonego roweru”. Jedzie? To niech się toczy siłą rozpędu! Ale każdy wie, że w końcu trzeba zacząć pedałować. Nawet najlepsze pismo (vide “Przekrój” niegdyś) nie zdobywa nowych czytelników niereklamowane. I powoli usycha... 

rocktime.pl - zapraszam na moją audycję we wtorek o 19.

@Staruch,

naprawdę pionierskie wyznanie nawet jak na portal sf: ‘statystyka bywa zdradliwa’ – zabrzmiało tak jakby fakty były szkodliwe, lol. 

I co ma do tego po raz wtóry przywołana gazeta wyborcza , szczególnie w lansowanej przez ciebie jakieś wojenki z gazetą polską?  To wogóle nie jest ten target. NF jest totalnie niszowa. 

 

gazetki: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/gazeta-polska-codziennie-ze-wzrostem-sprzedazy-o-15-proc-gazeta-wyborcza-traci-najwiecej

 

Fakty nie są szkodliwe, ale ich interpretacja – bywa myląca. Jak w starym radzieckim dowcipie o wyścigu przedstawicieli tych dwóch narodów: nasz biegacz dobiegł na wspaniałym drugim miejscu, a Amerykanin był przedostatni. 

I o to mi chodziło z przykładem GW i GPC – co innego procenty, a co innego – realna sprzedaż.

I daruj sobie te dziecinne złośliwości – nie do twarzy ci z nimi :)

 

rocktime.pl - zapraszam na moją audycję we wtorek o 19.

Jak byłem młodszy czytałem wszystko jak leci. Ale nie było wówczas internetu a TV było do podziału na całą rodzinę. Teraz mam dwa tv, trzy laptopy i kontakt z całym światem. Tylko jakby czasu mniej.

Zabierzmy zdobycze cywilizacji, wróćmy do komuny i nakład skoczy.

 

Zabierzmy zdobycze cywilizacji, wróćmy do komuny i nakład skoczy.

Dobre!

Sorry, taki mamy klimat.

Nie tylko dobre – prawdziwe.

Niepotrzebna aż taka restrykcyjność, wystarczyłoby “przefiltrowanie” form, treści i sposobów użytkowania.

Ale czy starczyłoby psychoterapeutów, by wyciągnąć ponad połowę populacji z szoku?

A ja mam takie pytanie trochę z innej beczki. JeRzy wspominał, że posty dotyczące kolejnych numerów NF mają bardzo mało komentarzy. Czy u was też nie wyświetlają się przy nich gwiazdki po nowym wpisie?

"Punctuation is used to indicate delivery, not to conform to the rules of grammar". Sarah Kane

Hmm, a propos uwagi technicznej :) Gdybym wcześniej nie napisał, że sprzedaż NF stanowi ledwie 40 procent nakładu, czułbym się winny, iż nie rozróżniam tak istotnych “parametrów” :)

Staruchu, statystyka rzeczywiście bywa zdradliwa, szczególnie porównawcza. Ale napisałem tylko, że sprzedaż NF spadła w bardzo krótkim czasie o ¼, znaczy o 25%.  Wytłumacz, gdzie doszukujesz się zdrady?

Prim "Corcoran" Chum

Powiedziałem coś nie tak? 

Mniejsza o to.

 

Zastanawiam się, na ile można winić Prószyńskiego, o to, że NF nie przynosi oczekiwanych dochodów?

Czy naprawdę jest tak, że inwestycje/reklamy/ dodatkowe nakłady są kluczem, by sprzedać coś, co się nie sprzedaje w takiej a nie innej formie?

EDIT: Nawet wśród fanów?

Prim "Corcoran" Chum

Zastanawiam się, na ile można winić Prószyńskiego, o to, że NF nie przynosi oczekiwanych dochodów?

Oczekiwane to chyba jednak przynosi, a że niewielkie czy może nawet marginalne, to inna sprawa. Bardzo wątpię, żeby w wydawnictwie ktoś łapał się za głowę i wrzeszczał “DLACZEGO ONI NIE KUPUJĄ TEJ NOWEJ FANTASTYKI? NIEPOJĘTE!”.

 

Jakiś czas temu czytałem wywiad z gościem, który wciąż prowadził wypożyczalnię kaset wideo. Miewał jednego, dwóch klientów dziennie, a mimo to siedział w swoim, w latach dziewięćdziesiątych wypieszczonym, kantorku i całymi dniami zajmował się cholera wie czym i cholera wie po co.  Nawet nie wydawał się szczególnym przygłupem, który nie rozumiałby współczesnych realiów czy czekałby na renesans fizycznych nośników. Doskonale zdawał sobie sprawę sprawę z tego, że to jego obsługiwanie jednego czy dwóch klientów dziennie nie ma biznesowej przyszłości. Może pracował siłą inercji, może się zwyczajnie nudził, trudno stwierdzić.

Dla zabawy spróbowałem stworzyć scenariusz, w którym mógłbym zostać stałym klientem wypożyczalni kaset wideo. I wymyśliłem, że gdyby wypożyczalnia oferowała treści trudno dostępne innymi kanałami dystrybucji (czytaj: filmy, które trudno wygrzebać w internecie), szczyciła się wysokiej jakości obsługą (dobór filmu do preferencji odbiorcy) i do tego umożliwiała interakcje z innymi osobami o podobnych gustach ( klubik dyskusyjny, czy nawet forum internetowe) to bardzo możliwe, że dałbym się skusić. Oczywiście, taka zmiana profilu byłaby dla właściciela wypożyczalni praco-, czaso– i pieniądzochłonna, a przy tym nie gwarantowałaby zwrotu poniesionych inwestycji, najpewniej jeszcze szybciej wpędzając żyjącego wspomnieniami biedaka w bankructwo.

Teraz, ponownie dla zabawy, staram się wyobrazić okoliczności, w których mógłbym zostać stałym nabywcą NF.  Wyobraziłem sobie, ale wiązałoby się to z tak dużymi zmianami w formacie czasopisma, że a) zapewne nie przypadłoby do gustu obecnym czytelnikom, b) byłoby najpewniej nieopłacalne z biznesowego punktu widzenia.

Trudno mieć do Prószyńskiego poważne (bo niepoważne bardzo łatwo) pretensje, że nie rzuca się, żeby zawracać kijem Wisłę i na przekór wszelkim prognozom inwestować w papierowe czasopismo o niszowej tematyce.

 

 

na emeryturze

Ok.  Może nie inwestować w papierowe czasopismo o niszowej tematyce, ale co w takim razie z elektronicznym odpowiednikiem poszerzonym o interakcję z czytelnikiem, który wpasowałby się w nowoczesny nurt. Też się nie opłaca? Czy to tylko brak umiejętności i polotu?

Bo jeżeli faktycznie, z punktu widzenia popytu, istnienie takiego elektronicznego tworu jest bezpodstawne, to nie chodzi zupełnie o samo czasopismo, a tylko o jego treść – zakres tematyczny.

 

Wniosek : fantastyka jako gatunek literacki się kończy...

Edit:

Wynalazłem koło, co ?  ;)

Ok.  Może nie in­we­sto­wać w pa­pie­ro­we cza­so­pi­smo o ni­szo­wej te­ma­ty­ce, ale co w takim razie z elek­tro­nicz­nym od­po­wied­ni­kiem po­sze­rzo­nym o in­te­rak­cję z czy­tel­ni­kiem, który wpa­so­wał­by się w no­wo­cze­sny nurt. Też się nie opła­ca? Czy to tylko brak umie­jęt­no­ści i po­lo­tu?

Na moje laickie oko, to Pruszyński nie jest tym zainteresowany, bo  nie tym się zajmuje.  Wydawanie i sprzedawanie treści, nawet w formie elektronicznej, to zupełnie inna para kaloszy, niż prowadzenie i zarabianie na portalu internetowym.

Podejrzewam, że gdyby istniała szansa na warte zachodu zyski, to Prószyński by się za to zabrał. Przy czym, to co warte zachodu dla wydawnictwa raczej nie będzie się pokrywać z ideą rentowności szarych portalowych żuczków.

Bo jeżeli faktycznie, z punktu widzenia popytu, istnienie takiego elektronicznego tworu jest bezpodstawne, to nie chodzi zupełnie o samo czasopismo, a tylko o jego treść – zakres tematyczny.

Treść, poza zakresem tematycznym, ma też inne charakterystyki. Jak chociażby jakość i oryginalność.

Wniosek : fantastyka jako gatunek literacki się kończy..

Fantastyka ma się świetnie,  tylko trzeba umieć za nią nadążyć.

na emeryturze

@gary_joiner

Metafora z wypożyczalnią video jest akuratna. Wyrażone stanowisko redakcji jest klarowne, idą cały czas utartym schematem. To jak tłumaczenie ślepemu, którędy będzie podążał. Albo głuchemu, jakie utwory są trendy. 

 

Fantastyka ma się świetnie,  tylko trzeba umieć za nią nadążyć.

Jako krótkie formy literackie? Ok, Gary. Jestem w stanie w to uwierzyć, chociaż nie przychodzi mi to łatwo. Ale skoro tak jest, to dlaczego Prószyński nie wydusi z tej kury złotego jaja? Dlaczego ktokolwiek inny nie jest w stanie przebić tych 12 000 egzemplarzy?

 

 

bo NF nie robi żadnych analiz rynkowych, tylko czytają wynurzeń portalowiczów. lol

Jako krótkie formy literackie? Ok, Gary. Jestem w stanie w to uwierzyć, chociaż nie przychodzi mi to łatwo. Ale skoro tak jest, to dlaczego Prószyński nie wydusi z tej kury złotego jaja? Dlaczego ktokolwiek inny nie jest w stanie przebić tych 12 000 egzemplarzy?

Bo nawet na złotych jajach trudno zarobić, kiedy inni oddają je za bezcen lub darmo. Jeżeli mam ochotę przeczytać krótką formę literacką to kupuję zbiór opowiadań (w ubogiej młodości wypożyczałem z biblioteki) lub sięgam po utwory z Internetu. Tak jest prościej, łatwiej, przyjemniej i ekonomiczniej.

 

na emeryturze

Prościej, łatwiej, przyjemniej i ekonomiczniej. Szczególnie to ostatnie z całą pewnością. Pozostaje problem zawartości cukru w cukrze. ile go jest Twoim zdaniem?

Prościej, łatwiej, przyjemniej i ekonomiczniej. Szczególnie to ostatnie z całą pewnością. Pozostaje problem zawartości cukru w cukrze. ile go jest Twoim zdaniem?

Masz na myśli atrakcyjność tekstów? Mogę w ciemno obstawiać, że przeciętna, uśredniona “jakość” opowiadań publikowanych na łamach NF jest wyższa, niż tych umieszczanych w internetach, ale ( i jest to ogromne, żeby nie powiedzieć krytyczne, ale), tekstów w sieci pojawia się o wiele, wiele więcej, więc jest w czym przebierać i bez większych trudności można dobierać utwory do własnych preferencji czytelniczych.

na emeryturze

Generalnie masz rację, takiej odpowiedzi się spodziewałem, bo bardzo podobnej udzieliłbym. Jako ogólnej. I tu “wpadamy” w pułapkę preferencji, czyli co kogo zadowoli... Ale to inny, do innych dyskusji temat, więc wypada się cieszyć, że obaj myślimy o NF podobnie. 

jaka znowu pułapka preferencji czytelniczych? Czy jestem z innej planety? Rynek się bada, a nie zgaduje, albo co gorsza sugeruje nielicznymi wpisami na NF. 

Ankietowanie w necie jest tańsze i obszerniejsze. Ile razy można powtarzać, że jest wskazana współpraca z agencją interaktywną, koszt nie jest wielki, a wyniki mogą was zaskoczyć. Po co pisać bzdury o NF, czy preferencjach, jakiś wydumanych i wyjętych z kapelusza. 

Ile razy byś nie powtórzył, nic z tego nie będzie.

Czy z jednakowym zainteresowaniem czytasz wiersze Leśmiana, opowiadania o Sherlocku Holmesie, Pismo Święte obu Testamentów, wykłady Feynmana i “Sagę o Ludziach Lodu”?

Podsumowując rady i porady, opinie i fantazje, podnieść nakład mogłaby likwidacja strony NFu

 

Nie sądzę.

Raczej bym obstawiała, że użytkownicy strony NF znaleźliby sobie inną.

 A jaką ? Przykład?

 

Każdy jaką chce.

 

 

A co najgorsze, od odejścia i nauczenia się tego i owego, dopiero dj widzi potencjalny potencjał (hehe) portalu. Jest w pytkę wielki.

 

To ciekawe :) Czy możesz się podzielić DJu, czy jesteś zbyt obrażony na NF/Prószyńskiego, by się dzielić? 

Ktoś może ma jakieś sugestie na temat potencjału, który dostrzegł DJ, a którego wcześniej nie dostrzegał?

Prim "Corcoran" Chum

dj mail pewnie na myśli podobny projekt związany z forum SFFiH, który miał przynieść wymierne korzyści NURSowi po sprzedaniu pisma Fabryce Snów, ale jak wiemy także odniósł porażkę. 

O ratunku, szukacie sensacji tam, gdzie jej nie ma :)

Dj jest w większym portalu i nauczył się kilku rzeczy więc lepiej dostrzega potencjał strony NF. Tyle.

 

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Popieram Eia. Zmiana współpracowników i zmiana dystansu jest jednym z cenniejszych doświadczeń, bo pozwala po prostu wyciągnąć wniosku.

"Białka były czerwone, a źrenice większe niż całe oczodoły"

Dju, nie ratunkuj. Po prostu napisz, proszę, na czym polega ten większy potencjał... Bo ja nie wiem. Może wszyscy obok tak, ale ja nie. :)

Prim "Corcoran" Chum

Pomyślmy. Portal, który ma dużo tekstów i komentarzy = dużo odsłon = coś, co można sprzedać

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Ciekawe czy miałby rację bytu portal, na którym autorzy publikowaliby opowiadania a obok ich opowiadań pojawiały się reklamy, z których zarabiałby portal i autor. Reklamodawcy wybieraliby sobie popularne opowiadania sami. Coś na wzór YT, ale do opowiadań. Ciekawe kto przetestuje takie rozwiązanie. Chyba że już jest coś takiego... Jest gdzieś w sieci?

Ciekawe kto przetestuje takie rozwiązanie. Chyba że już jest coś takiego... Jest gdzieś w sieci?

nowafantastyka.pl

 

CO byś ZROBIŁ gdybyś MUSIAŁ ponieść KONSEKWENCJE nie SWOICH błędów? Zostałbym DINZAURZYM JeŹdŹceM !111!!

na emeryturze

Dobre. :) fantastyka.pl i nowafantastyka.pl

Można się zabawić w znajdź różnice.

Miło zobaczyć, że Wam się chce jeszcze snuć rozważania o losie lub nielosie NF, a nawet chce się wam kopie kruszyć;) Fajnie. Szkoda, że nic z tego nie wynika.

Kiedyś kupowałam i czytałam Fantastykę/NF z wypiekami na buźce, potem już tylko kupowałam, czytałam wybrane opowiadania/artykuły. Potem kupowałam okazjonalnie, bo jakieś ciekawe nazwisko/temat się pojawiło. Teraz nie kupuję i nie czytam. Ponieważ... nie muszę. Kiedyś Fantastyka to było dla mnie  źródło bezcennej wiedzy o tym, co w fantastyce słychać; opowiadania, artykuły, recenzje i listy czytelników były jak objawienie. Teraz wsio w internetach jest. Niestety. Lub stety, zależy jak spojrzeć.

Uważam, że NF wciąż ma konkurencyjne  i atrakcyjne treści, a nawet formę, taką nieco “retro” “vintage” czy jak to tam teraz zwą. Chodzi tylko o to, żeby znów wzbudzić modę na “czytanie NF”. Potrzebna jest reklama w telewizorni i w kinach przed każdym fantastycznym seansem filmowym. Jest sporo potencjalnych młodych czytelników, ale nie wiedzą, że istnieje coś takiego jak papierowa Nowa Fantastyka.

Ale reklama kosztuje dużo.

A fantastyka ma się świetnie i w literaturze, i w filmie, i w grach. Ludzie lubią fantastykę.

 

 

 

 

Potrzebna jest reklama w telewizorni i w kinach przed każdym fantastycznym seansem filmowym.

Ba, można by dogadać się z filmowcami, żeby zamiast płacić za reklamę na okładkach, odpłacili promocją i lokowali NF w swoich dziełach.

“Logan nie podciera sobie tyłka. Ale gdy już podciera to... Nie Nową Fantastyką, bo preferuje papier wysokiej jakości.”

na emeryturze

A to jest pomysł całkiem  fajny, nawet z nutką złośliwości ;)

Hmm, mówiąc nowomodnie, protekcjonalnie, i tak w ogóle kapitalistyczno-okropnie, to wydaje mi się, że opieranie atrakcyjności produktu wyłącznie na reklamie, jest, ekhm, krótkowzroczne. Przynajmniej jeśli produkt jednak już okazał się nieatrakcyjny od naprawdę wielu lat :) 

Wyobraźmy sobie na ten przykład, że zamiast reklam nowego środku na “uczucie niespokojnych nóg” będą emitowane reklamy NF (z tym samym nakładem środków). Takie całkiem profi i przemawiające do tzw. ogółu. Że to super są opowiadania i super miesięcznik, w którym każdy “miłośnik NF i nie tylko” znajdzie, to czego chce. 

Sprzedaż skoczy? 

Tak!

Brawo My :)

 

Jak długo utrzyma się ten wzrost? 

Nie mam pojęcia. Ale niezbyt długo (tu pole do polemiki). Przecież obecna forma nie była w stanie nie tylko utrzymać stałych czytelników, ale ich w zastraszającym tempie traci od lat, w tempie, które nie wynika ze zmiany pokoleniowej. 

 

Nie obwiniam tu kolejnych wcieleń redakcji, ale z drugiej strony obwinianie wydawnictwa Pruszyńskiego, Tu, nagminne, za brak nakładów na reklamę, czegoś, co się nie sprzedaje, też jest, “IMO” ;) bezsensowne.  

To tak jak, obwinianie chińskiej fabryki plastikowych figurek, że nie chce produkować kolejnego syntetycznego wcielenia reksia, czy innego Uszatka, bo krnąbrne dzieci się obraziły, i już nie chcą kupować miniaturek pieska, czy misa z obwisłym uszkiem ;)  A przecież wystarczyłaby dobra reklama i Uszatek szedłby jak dobre bułeczki....      ? :)

 

Prim "Corcoran" Chum

Bo widzisz, ja też nie obwiniam Pruszyńskiego, że nie chce mu się już inwestować w papierowe niszowe czasopismo, i nawet mnie to nie dziwi. Dostrzegam jednak pewną szansę dla NF w reklamie. I nie wzięłam sobie tego mojego przekonania tak całkowicie z gwiazd. Poczyniłam byłam pewne obserwacje na żywym materiale, czyli na maturzystach, którzy wpadali na stare forum NF po pomoc przy prezentacji (już zlikwidowanej formie maturalnej) i nie bardzo byli zorientowani, gdzie właściwie trafili i co to jest ta Nowa Fantastyka. Zdumieniem napawał ich fakt, że można stare roczniki znaleźć w bibliotekach i przeczytać potrzebne artykuły i recenzje. Wyrażano też żal, że nie można kupić sobie dostępu do archiwum w Internecie. Po oświeceniu część wyrażała zainteresowanie czasopismem. Czyli jakiś narybek został poinformowany i zachęcony. Ale to malutki, malutki wycinek tych, którzy mogliby być zainteresowani. Jak dotrzeć do reszty?

Starzy czytelnicy się wykruszyli, albowiem wszystko kiedyś się kończy. W pewnym wieku marudzić się zaczyna i pomstować na rzeczywistość, że inna niż onegdaj bywało. Nawet NF kiedyś była lepsza niż dzisiaj. Wiem po sobie.

Dlatego trzeba znaleźć nowych odbiorców. Ale jak ich znaleźć, jak się ich nie szuka?

Tu mi się nasuwa analogia z moim szefem. Otóż szef mój, biznesmen starej daty, ma sklep znakomicie wyposażony w znakomitej jakości towary. Zna się na tym, potrafi wyselekcjonować perełki, bo to fachowiec. Ale towar nie idzie. Ludzi nie ma. Klientów jak na lekarstwo. A kiedyś tak pięknie szło, tak się pięknie zarabiało. Dlaczego teraz taka bida?

Bo ludzie nie wiedzą, że  w miasteczku X tuż przy obwodnicy jest taki świetnie zaopatrzony sklep. Starzy klienci się wykruszyli, bo to towar niecodziennej potrzeby. A nowych nie ma, bo nic nie wiedzą o sklepie. Gdy prosimy, żeby wydać trochę pieniędzy na reklamę, przynajmniej na ulotki, żeby dać ludziom znać, że sklep istnieje, to się szef najeża i twierdzi, że kasy szkoda, że on już tyle w ten biznes forsy wpakował, że na reklamę dokładał nie będzie. A jak ludzie takie głupie, że wolą badziewie kupować w kastoramach i innych leruach, to nie jego wina. Najwyżej upadłość ogłosi i tyle.  I tak to się stacza, a mogłoby być inaczej przy minimalnym ryzyku i nie tak wielkich nakładach finansowych.

Tak mi się to skojarzyło, gdy oddałam się refleksji na temat losu NF pod wpływem tej tu dyskusji:)

Ameryki nie odkrywam, ale też fajnie by było w kinie zamiast reklam oliwi czy innej gali zobaczyć reklamę NF. Reklama działa, w końcu ktoś przekonał rzesze młodzieży, że rurki to też odzież ;)

Ktoś bardzo mądry, powiedział x lat temu, że nie da się inwestować w projekt nie mając środków czy potrzebnych zasobów. Mamy tutaj bardzo ciekawą sytuację, gdzie do akcji mogą wejść tzw. wolontariusze. Osobą, o której wspominam był Henry Ford, powiedział że “jeśli istnieją osoby, które potrafią wykonać cokolwiek lepiej, taniej czy wydajniej to należy skorzystać z ich umiejętności”. Miał oczywiście na myśli podwykonawców – jak czytamy kilkanaście postów wcześniej, taki wolontariat nie jest prawnie dozwolony. Tego rodzaju zabiegi mogłyby obniżyć koszta wydawania “Nowej Fantastyki” albo zwiększyć jej nakład; ewentualnie przeznaczyć odpowiednio odłożoną sumę na reklamę – tak jak ujęła to moja poprzedniczka.

Osobiście kupuję Nową Fantastykę od bardzo dawna i zgodzę się ze stwierdzeniem, że rozdawanie, pożyczanie czy próba zainteresowania kogoś, tym bardzo dobrym czasopismem może okazać się sukcesem. Jeśli chodzi o mnie to pierwszą “fantastykę” dostałem od mojej cioci, która kupowała ją swojemu synowi... Podobno ciężko było ją zakupić w miejscu,  w którym zamieszkiwała (a kupowała każdy ukazujący się numer). Dawniej czytałem pismo od deski do deski, dzisiaj o ile tylko mam trochę wolnego czasu – z wielu różnych przyczyn – staram się robić to w podobny, jeśli nie identyczny sposób. Natomiast, co do publikowanych artykułów to ciężko jest mi czytać na przykład o “Hip Hopie” (proszę nie posądzać mnie o ksenofobię), dla przykładu w dawniejszych numerach z wypiekami na twarzy czytałem świetne artykuły o Death Metalu. Uważam, więc że ilu czytelników, tyle znajdziemy opinii – przy czym jeśli chodzi o tematykę fantastyczną to myślę, że ciężko będzie wyczerpać głębie wszelakich kreacji – od sztuki począwszy, a skończywszy na zwyczajnym hobby.

Nie mogę zgodzić się ze stwierdzeniem, że strona www.fantastyka.pl jest przestarzała... Chociaż jestem zarejestrowany od kilku dni, wielokrotnie wchodziłem sprawdzając przysłowiowe nowości i nie posiadając swojego konta. Jak każdy fan science fiction czy Nowej Fantastyki, zdecydowanie popieram postulaty o zbieraniu funduszy, pomagających wyjść na prostą redakcji. W ten sposób, możliwym byłaby reanimacja czasopisma, o którym pisze na początku Prim Chum. Tak jak to było w czasach, gdy główna siedziba mieściła się w Warszawie (bodajże na ulicy Mokotowskiej), czasopismo zyskałoby ponowny kolektyw znanych pisarzy czy redaktorów – choćby bardzo popularny komentator polskiej sceny politycznej Rafał Ziemkiewicz. Mam oczywiście sporo pomysłów, które w moim przekonaniu są niesamowite ale w oczach innych czytelników mogą być wyłącznie kiepskim żartem. W końcu większa część z nas jest zwykłymi amatorami.

Koniec życia, ale nie miłość

Uprzejmie zgłaszam, że rezygnuję z mego autorskiego pomysłu z Loganem na rzecz zbiórki pieniędzy na opłacenie popularnego komentatora polskiej sceny politycznej Ziemkiewicza. Ten to z pewnością przyciągnąłby wielu zainteresowanych kulturą czytelników, w przeciwieństwie do niskiego x-mena, którym zainteresowany jest głównie rozkochany w amerykańskiej papce popkulturowej motłoch.

na emeryturze

@gary_joiner

Uważasz, że Rafał Ziemkiewicz to mało popularna osoba? Jest to znany i lubiany przez większość czytelników znawca tematyki fantastycznej. Garść jego felietonów możesz znaleźć w starszych numerach Nowej Fantastyki, bodajże z 2001 roku. Poza tym, co takiego jest złego w zatrudnianiu znanych pisarzy czy innych ludzi sukcesu?

W jednym z Bajtków wydanym w latach osiemdziesiątych, ktoś zrobił wywiad z A.Kawśniewskim... Do dzisiaj szereg osób wspomina ten numer – wiele retro blogów, czy stron o polskich czasopismach komputerowych przypominały to zdarzenie.

Koniec życia, ale nie miłość

Uważam, że Rafał Ziemkiewicz to osoba popularna wśród osób, których nie lubię. Nic ponadto.

na emeryturze

Nowa Fantastyka wiele zyskała na tym, że zrezygnowała ze współpracy z prawactwem typu Rafała Ziemkiewicza, który zresztą ma nikłe związki z fantastyką, wielkie zaś z publicystyką polityczną. Nie potrzebujemy tego na łamach NF.

@Marcin Robert

Zupełnie się z tobą nie zgadzam Marcin Robert. W dzisiejszej dobie ostrej wojny, pomiędzy stacjami telewizyjnymi typu POLSAT czy TVP, każdy celebryta jest cennym towarem, a jeśli to znany i ceniony pisarz, to tym bardziej. Wymaga to przemyślenia ale zwykle tak bywa, że akcje takich “instytucji” skaczą o kilkadziesiąt procent w górę.

Zawsze lepiej, czyta się newsy typu “Funky Koval sprzedany do Hollywood”, niż odgrzewanie starych kotletów typu flashback z historii fantastyki. Poza tym Rafała Ziemkiewicza szeregowano wtedy na równi z Orsonem Scottem Cardem, więc lepiej nie próbuj określać to jako partactwo.

Koniec życia, ale nie miłość

No nie, na szczęście nie każdy celebryta jest cennym towarem. Ziemkiewicz to się teraz zdecydowanie nie z fantastyką kojarzy. Znaczy, odloty ma, to prawda, ale niekoniecznie takie specjalnie cenne.

Dawniej w Nowej Fantastyce organizowano wiele konkursów, z których najbardziej zacni czytelnicy wygrywali darmowe seanse do kina. Przenosząc to na aktualny stan, załóżmy taki “ktoś” wylosowany wśród prenumeratorów, mógłby zostać nagrodzony spotkaniem na przykład z Łukaszem Orbitowskim albo jednym z “ojców” założycieli czasopisma. Pamięć o takim spotkani nie wygasa nazbyt szybko, a kilka fotografii ze spotkania może dać więcej frajdy czytelnikom :).

PS. Czasami potęga Internetu nie zastąpi zwyczajnej komunikacji – nie wspominając o zlotach typu Pyrkon 2017.

Koniec życia, ale nie miłość

… albo z Ziemkiewiczem. Mmmm, rozmarzyłam się. ;P

nagrodzony spotkaniem na przykład z Łukaszem Orbitowskim albo jednym z “ojców” założycieli czasopisma.

– albo uraczony odpowiedzią na maila wysłanego rok temu, a propos komunikacji ;P

Mam im to za złe, oj mam... ;)

Przypuszczam, że z nowymi fanami, będzie coraz lepiej. Na rynku więcej, pojawia się wznowień różnych starych magazynów literackich albo zwiększa się ich nakład, np. “Dytektyw” :).  Gdyby tak bardziej zwrócili uwagę na “pracę u podstaw” i bardziej zainteresowali czytelników papierowymi wydaniami swoich czasopism to idę o zakład, że na całym przedsięwzięciu zyska również Nowa Fantastyka.

Pytanie tylko mam, czy nie będzie potrzebny tzw. zastrzyk pobudzający, za który powinni zapłacić wszyscy zainteresowani. Bądźmy szczerzy, trzeba pomagać bo za kilkanaście lat wylądujemy z ogłupiającym pismem z gołymi babami.

Koniec życia, ale nie miłość

@Mariner 79

Nie wiem, czy zauważyłeś, ale Nowa Fantastyka nie jest pismem dla buców. Z pewnością jednak powinieneś zauważyć, że lata 90. – gdy buconeria uchodziła za coś zupełnie normalnego – już minęły.

Tak w temacie promowania “NF” – wrzuciłem na nasz fanpage na Facebooku informację o nowym numerze na rynku i opowiadaniu Le Guin w środku. Tutaj też już zaktualizowałem. Poudostępniacie, żeby poszło w szeroki świat? ;)

No, po takim apelu, znow nie ma sie co martwic o naklad ;) ... Hmmm, skoro juz poslugujemy sie slowami typu: 'buc'... Ciekawe, czy pewien 'buc' dalej uwaza,.ze nalezaloby zakazac lektury Terrego Prattcheta... bo.jest, cytuje tu: 'prawakiem'...XD A ty jak sadzisz, Marcinie Robercie... (czyli czy dalej tak.samo :D ) ?

Prim "Corcoran" Chum

Wiesz, Prim Chum, słowo to jak najbardziej jest właściwe w przypadku człowieka, który prezentuje poziom moralny Janusza polityki. I wierz mi, jego pojawienie się znacznie obniżyłoby poziom NF. Sama byś – jako kobieta – to odczuła.

 

Co do Pratchetta: kiedy postulowałem wprowadzenie zakazu jego lektury?

 

 

Znalezione na FB w grupie “fantastycznej” (pisownia oryginalna).

 

“Hej znalazłem ostatnio stary magazyn fenix z opowiadaniami fantasy i sci_fi.

Tu moj pytanie, czy sa jeszcze jakieś tego typu magazyny, z opowiadaniami ktore wychodza regularnie??”

 

I to chyba wszytko, jeśli chodzi o promocję i zasięg.

Sith Happens!

Niech szuka, może znajdzie, gdy wpisze w wyszukiwarkę słowo “fantastyka”. ;)

Wiesz, Marcin Robert, to co proponujesz, to prymitywna cenzura... I wierz mi, wiem, że nie powinienem się angażować w takie dyskusje w tym wątku, bo on jest zgola o czym innym...

Prim "Corcoran" Chum

Ale zapewne rozumuje inaczej, jako kobieta i z tego względu, wymagam względów :D

Prim "Corcoran" Chum

Wiesz, Marcin Robert, to co proponujesz, to prymitywna cenzura...

 

Wolność słowa nie polega na tym, że każdemu należy dawać możliwość wypowiadania się wszędzie. Rafał Ziemkiewicz może realizować swoją wolność słowa w wielu stosowniejszych do tego miejscach, na przykład w Gazecie Polskiej.

 

I wierz mi, wiem, że nie powinienem się angażować w takie dyskusje w tym wątku, bo on jest zgola o czym innym...

 

To jest wątek o tym, co zrobić, żeby poprawić sytuację NF na rynku? No więc nie wiem na pewno, czy obniżenie jakości pisma do poziomu kloaki nie poprawi sprzedaży. Może na krótką metę faktycznie sprzedaż podskoczy. Czy jednak przekształcenie poważnego pisma kulturalnego w skandalizującą gazetę jest dobrą strategią długoterminową? Nie sądzę. Dlatego pomysł ten należy już na samym początku wykreślić z naszej listy.

 

Ale zapewne rozumuje inaczej, jako kobieta i z tego względu, wymagam względów :D

 

Odnoszę wrażenie, że coś mi umknęło. ;-)

Dżiz. Zupełnie nie o tym był temat, nie wiem, czy zauważyłeś, Marcinie Robercie.... :) Ale nie byłabym Sobą, gdybym nie jest zauważyła, że twoje głupie uwagi to najzwyklejsza cenzura. I zważ, że to samo napisalbym, w przypadku, gdy ktoś piętnuję fantastykę, za to, że jest zbyt i lewacka... Takiej też byś zakazał? :D

Prim "Corcoran" Chum

Ale nie byłabym Sobą, gdybym nie jest zauważyła, że twoje głupie uwagi to najzwyklejsza cenzura.

 

Twoja uwaga była bardzo inteligentna. ;-)

 

I zważ, że to samo napisalbym, w przypadku, gdy ktoś piętnuję fantastykę, za to, że jest zbyt i lewacka...

 

O czym ty piszesz? Bo my z Marinerem79 o publicystyce Ziemkiewicza.

Czytam. Cały wątek. To, że się nie wypowiadam co chwilę (a ktoś tam już wyliczał redakcji ilość postów) nie oznacza, że się nie interesuję – po prostu wolę pisać, jak mogę coś wnieść, a nie dla samego aktu skomentowania. JeRzy zaś generalnie dosyć klarownie tłumaczy wszelkie problemy.

 

Ja od siebie mogę dodać jedynie, że uważam, iż jedyną drogą jest internet. Bo wiecie, jakiś czas temu, gdy były pomysły przebudowania fantastyka.pl, byłem bardzo za tym, wierząc, że serwis może odnieść sukces. Niestety, nie było środków, niespecjalnie wierzono, że w sieci w ogóle jest kasa.

 

Jakiś czas później dołączyłem do ekipy serwis naekranie.pl, który wtedy miesięcznie odwiedzało ok 200 000 UU. to było chyba ze trzy lata temu. W styczniu naekranie.pl miało koło 1,5 mln UU i zarabia na reklamach miesięcznie chyba tyle, co NF w roku. Takie filmyfantastyczne.pl prowadzi jeden Jędrzej, sam, a w styczniu miał 150 000 UU.

 

Tak że w sieci są pieniądze. Trzeba tylko mieć pomysł na siebie, a JeRzy, mam wrażenie ma – krótko i szybko w sieci + długo w papierze.

 

Sęk w tym, że aby ścigać się z innymi trzeba postawić atrakcyjny serwis. A to już jest koszt minimum kilkunastu tys. złotych, jeżeli zas chce się mieć wysoki poziom, jak konkurencja, to bliżej 50-80 k zł.

 

W skrócie: Internet, moi drodzy, tylko internet może nas ocalić!

Unfallu – newsletter jest od roku, ale promocja zapisów do niego leży i zdycha. Ostatnio nie było, bo cóż, brak etatowca ;-) Możliwe, że jest u ciebie w spamie, bo cóż, bez środków idzie spoza domeny, z której powinien iść.

 

Czytam... czytam...

I tak – malakh pokazuje, gdzie są pieniądze, a przynajmniej ich garść, która mogłaby stanowić koło zamachowe. O roli promocji wypowiedziało się wielu użytkowników i każdy w pewien sposób słusznie. O brakach kadrowych – też, ale skąd brać kadry, jak nie ma pieniędzy... Porównanie do wpożyczalni cudne ;-) ale w punkt chyba trafiła LadyBlack – brak nakładów z obawy przed przeinwestowaniem.

 

A potencjał Jajko widzi, bo teraz rozumie zapewne, jaką moc ma oglądalność i UU i dlaczego można na tym przyzwoicie zarobić na reklamach i np. content marketingu – co zresztą NF robi przy okazji recenzji i okładek, ale zasięg tylko w papierze jest ograniczony, a więc i średnio atrakcyjny.

 

Nowa, bardziej dostosowana do obecnych realiów e-marketingu wersja portalu (podstawowa, treści, integracje) – potwierdzam orientacyjny koszt rzędu kilkunastu tysięcy złotych (plus hosting i opieka techniczna, czyli koszt stały co roku) → wypasy, czyli platformy ze zautomatyzowaną sprzedażą pow. reklamowej są droższe ;-) 

 

Z mojego punktu widzenia pomysł JeRzego na dwa uzupełniające produkty (bo to są produkty!) czasopismo + portal o różnych treściach ma głęboki sens. Ale wchodząc w sieć trzeba wiedzieć, że to rynek chimeryczny, duża dynamika, wymaga ciągłej uwagi i opieki oraz reagowania ‘na cito’ – więc ludzie do roboty, co kosztuje. Więc i ryzyko odpowiednio wysokie, a dla kogoś, kto preferuje bezpieczny model (”nie przeinwestować/nie znam się na tej branży”) prawdopodobnie nieakceptowalne – patrz Prószyński. Wynajęcie kogoś, kto się zna, nie będzie tanie – bo rzetelna “agencja interaktywna” za robotę weźmie sporo pieniędzy miesięcznie, jeżeli ma to być zrobione dobrze i z konkretnym celem do osiągnięcia.

 

IMO wszystko sprowadza się do inwestycji o ryzyku nieco wyższym niż umiarkowane (zakładając istnienie planu i punktów kontrolnych, pozwalających przerwać pracę przy odpowiednio złych wskaźnikach) lub wysokim (przy “urrra! Wpieriod, rebiata!”), której dużym elementem jest promocja i widoczność w sieci.

Inne kanały pornocji – byłoby super (porno na konwentach, o którym pisze Dzikowy – nie wiem czego brakuje, zeby je robić, ale może warto coś ten, machnąć? Widoczność, stand, pare egzemplarzy archiwalnych z autorami, którzy na Pyrkonie będą, żeby sobie ludzie od razu po autograf pobiegli?).

Reklama z Loganem podcierającym się... Nosz kurde bele, widzę, jak chce się podetrzeć, zatrzymuje się w pół drogi, bo coś przyciągnęło jego uwagę i znów siada na kiblu, wertując NF ;-D W wersji dla panów pewnie Czarna Wdowa w kąpieli, już już miała wychnąć spod tej piany niczym Yennefer z balii, a tu coś w piśmie... I opada w głębinę, niedobra jedna! ;-) Oglądałbym ;-)

 

Jakby nie patrzeć, dyskusja sprowadza się do:

– planu na zmiany (jakiś jest, z tego co widzę zauważone bolączki są Redakcji znane)

– forsy na ten plan – pewnie nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych w kilka miesięcy (w wersji najbardziej  ‘low cost’ portal, zepsół do treściowania portalu i FB, pornocja w social media, pozycjonowanie)

 

No, to kto ma forsę?

 

P.S. IMO wydanie elektroniczne NF zwyczajnie w świecie zarżnął brak promocji (bo chałupniczo to można sobie w sieci, za przeproszeniem, monitor Loganem podetrzeć) i elektronicznej subskrypcji.

 

 

 

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Nooooo taaaaak :)

Ale pozostaje pytanie, dlaczego dotychczasowi czytelnicy masowo rezygnują z kupna NF, w sensie zaróno procentowym, jak i liczbowym? :) Przecież chyba nie przez brak promocji?

 

Prim "Corcoran" Chum

Odpływ jakiejś grupy, o którym pisał Jerzy, nie zastąpiony nowymi nabywcami – czyli edit niepełna /edit rotacja. Edit: Taki odpływ, znikanie to /edit zjawisko naturalne.

Wiem tez jak u mnie jest: braki czasu, by jeździć do jednego z dwóch kiosków, brak miejsca na papier – ergo kupuję jak mogę, ale wolałbym ściągnąć na czytnik i poczytać bez ekstra wysiłku w postaci szukania papieru. Publicystyka, w dużej części, za powierzchowna – rozumiem podejście “dużo różnych, w objętości do 13k znaków”, ale mi nie pasuje. Chciałbym móc doczytać pogłębienie tematu – i tu np. cykl artykułów Lemowskich (pismo + portal) był fajny, choć przyznaję się, nie komentowałem na portalu, bo czasu na mądre wypowiedzi zabrakło ;-)

 

A z opowiadaniami? De gustibus. Najważniejsze, że są, różne, sztuk 4 do 6 co miesiąc.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Odpływ jakiejś grupy, o którym pisał Jerzy, nie zastąpiony nowymi nabywcami – czyli rotacja, zjawisko naturalne....

 

Pięknieś to ujął to PSFsh :D...

 

Czyli spadek liniowo-wykładniczy nabywania przez czytelników czasopisma NF, należy przypisać do..., ekhm,  “rotacji” czytelników...?

Hmmm, no wiesz, teza, jak teza... ;) Choć wydaje mi się, że jednak przyrost naturalny nie jest aż tak ujemny :) 

 

Więc, przyjacielu mój, PSFsh, nie bredź, tylko po to by przypodobać się ERRdakcji,  bo wiem, że napisałeś To, czego,  nie myślisz :D. 

No ale, jestem otwarty na dyskusję i mogę się mylić co do przyrostu naturalnego i rotacji czyelników NF... :)

 

Prim "Corcoran" Chum

Primie,

 

Napisałem to, co myślę. Podobne zjawisko występuje wśród audiencji i użytkowników portali internetowych. Inna jest dynamika utraty i odzyskiwania użytkownika, inna jest skala liczb, ale zjawisko bardzo podobne. 

I nie jest to jedyny powód imo, ale o reszcie się nie wypowiadam poza swoim indywidualnym przypadkiem, gdy wiem co mi pasuje, a co nie. Najczęściej marudziłem na publicystykę i to nie nawet na same tematy, ale na ich dość powierzchowne ujęcie – ale i tu są elementy, które czytam zawsze (”Z lamusa”, publicystkę 2-3 innych autorów zawsze, bo to dobrze opracowany pewniak, felietony filmowe Orbitowskiego, bo mi “leżą”, recenzje). A bez naprawdę sporego badania preferencji czytelników odchodzących można tylko spekulować, próbować coś zmieniać i patrzeć, co działa lub nie. 

Ja nie muszę się przypodobywać Redakcji, bo ani Redakcja ani ja nie mamy takiej potrzeby ;-) Boli mnie za to brak wykorzystanego potencjału, ale fakt jest taki: bez inwestycji nie pojedziesz.

Amen, dobrej nocy ;-) 

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

To dość zabawne :) Znaczy, że zabębnię w bębenek, nowa definicja, czym jest “rotacja”...

Otóż to:

 

naturalne zjawisko, polegające na utracie czytelników, które często występuje wśród audiencji i użytkowników portali internetowych” :D

cyt. za PSFsh

 

Przepraszam, nie mogłem się powstrzymać PFSsh :) Sam rozumiesz i mam nadzieję, że wybaczysz :)

Prim "Corcoran" Chum

Prim Chum, a jakie Ty masz doświadczenia z NF? Jesteś w grupie kupujących czy niekupujących? Bo jakoś się nie doczytałam w komentarzach, a może przegapiłam.

 

Dlaczego “starych” czytaczy ubywa? Bo taka jest kolej rzeczy. Nie ma w tym żadnego tajemniczego zjawiska.  Ja i mąż mój oraz kilkoro przyjaciół przestaliśmy regularnie kupować i czytać NF, ponieważ “zestarzeliśmy się”. Co za tym idzie, zmieniły się nam okoliczności: mniej czasu na czytanie, na skupienie uwagi, na zajmowanie się pasjami. Sama NF też się zmieniła, jest inna niż 20 czy 10 lat temu. Z naszego punktu widzenia współczesna NF jest nieco hmm... młodzieżowa. Artykuły poruszają tematy dobrze nam znane, do tego stopnia, że czasem wiemy więcej na dany temat, niż znajdujemy w artykule. Opowiadania wydają się być takie sobie średnie, bo przez lata oko nam się wyrobiło i krytyczniej patrzymy niż kiedyś. Szata graficzna taka jakaś pstrokata, no i brak galerii. I tak by sobie jeszcze można pomarudzić. I marudzimy. Ale od czasu do czasu nadal kupujemy NF i czytamy co ciekawsze kawałki, bo sentyment nasz jest większy, niż starcze marudzenie:)

Bo nadszedł czas, by się zmieniło pokolenie. Znam kilka osób z pokolenia moich rodziców, którzy byli czytelnikami Fantastyki (np. tata Oli, który nie tylko Fantastykę kupował, ale dzięki niemu poznałam też Thorgala, chwała Mu!), ale przestali, z podobnych powodów, co my teraz. Po prostu tak to się kręci. I nie ma w tym nic złego.

Nie ma nic złego w tym, że NF się zmienia, ma nową szatę, nową redakcję i nowych autorów. Tak powinno być, nie można tkwić w przeszłości.

Nie ma nic złego w tym, że “starym” czytelnikom już się nie chce, że nie ma w nich tej pasji i entuzjazmu co kiedyś.

Czas znaleźć nowych odbiorców, młodziaków, którzy poszukują, którzy uczą się i mają w sobie ciekawość. Moje dzieci już są poinformowane:), uczyli się literek na kapitalikach w NF. Są jeszcze za młodzi, by czytać NF, ale już wiedzą co to:) Zobaczymy co będzie w przyszłości.

I tak to Prim Chum wygląda z mojego punktu widzenia. Nie jestem odosobniona w tych obserwacjach, przynajmniej kilka osób ma podobne odczucia.

Tylko współczesny, potencjalny czytelnik to zwierzę bardzo medialne. Żeby do niego dotrzeć nie wystarczy wieść gminna, ani poczta pantoflowa.

 

 

 

Kręcicie się wokół własnego ogona, jak burek na łańcuchu przyzwyczajeń. 

a ten cytat powinien wejść do kanonu idiotyzmów generowanych przez zasiedziałych portalowiczy:

naturalne zjawisko, polegające na utracie czytelników, które często występuje wśród audiencji i użytkowników portali internetowych” :D

cyt. za PSFsh

Czas znaleźć nowych odbiorców, młodziaków, którzy poszukują, którzy uczą się i mają w sobie ciekawość. Moje dzieci już są poinformowane:), uczyli się literek na kapitalikach w NF. Są jeszcze za młodzi, by czytać NF, ale już wiedzą co to:) Zobaczymy co będzie w przyszłości.

To się zwyczajnie nie ma prawa udać. Oczekiwanie, że ludzie, którzy urodzili się i wychowali z dostępem do Internetu, będą gremialnie sięgać po płatne, publikowane na fizycznym nośniku treści jest naiwne. A jeżeli globalnym trendom nadasz wymiar lokalny: system edukacji wyciągnięty z lamusa – aktywnie zniechęcający dzieci i młodzież do czytania, modę na nieczytanie, demografię Polski i przeciętna siłę nabywczą młodego Polaka, to oczekiwanie z naiwnego robi się zupełnie niepoważne.

Jeżeli już walczyć o nowych nabywców – to o starych pryków, ale oni i one są nie do wywalczenia, ze względu na marudność i krytyczność charakterystyczną dla ludzi dojrzałych.

Trzeba zmienić medium i formułę, a nie zaklinać rzeczywistość. Więc może zwyczajnie lepiej i prościej pozwolić NF się dopalić do końca i na zgliszczach zbudować coś mniej anachronicznego, niż reanimować ją niczym ulubiony doktor popkultury?

 

Wiem, że się powtarzam, ale wszyscy innii to też robą, a ja tak bardzo chciałbym się poczuć częścią grupy!

na emeryturze

gary_joiner, właściwie to się z Tobą zgadzam.

Trzeba zmienić medium i formułę, a nie zaklinać rzeczywistość. Więc może zwyczajnie lepiej i prościej pozwolić NF się dopalić do końca i na zgliszczach zbudować coś mniej anachronicznego, niż reanimować ją niczym ulubiony doktor popkultury?

Podobne przemyślenia miałam jeszcze niedawno, ale lubię sobie pofantazjować i wyszło mi, że jeszcze nie wszystko stracone. Naszła mnie ta myśl, gdy w kiosku z gazetami zobaczyłam Świerszczyk, stary poczciwy Świerszczyk. Nie przypuszczałam, że to pismo dla dzieci wciąż funkcjonuje, właśnie dlatego że:

To się zwyczajnie nie ma prawa udać. Oczekiwanie, że ludzie, którzy urodzili się i wychowali z dostępem do Internetu, będą gremialnie sięgać po płatne, publikowane na fizycznym nośniku treści jest naiwne. A jeżeli globalnym trendom nadasz wymiar lokalny: system edukacji wyciągnięty z lamusa – aktywnie zniechęcający dzieci i młodzież do czytania, modę na nieczytanie, demografię Polski i przeciętna siłę nabywczą młodego Polaka, to oczekiwanie z naiwnego robi się zupełnie niepoważne.

A jednak jest. Skoro oni mogą, to dlaczego nie my? :)

 

Jerzy i Malakh przedstawili swoje propozycje przeniesienia NF częściowo lub całkowicie w internety. Czyli jakiś plan awaryjny mają.  Póki jednak NF jest w starej postaci papierowej, można jeszcze powalczyć.

 

 

 

Podobne przemyślenia miałam jeszcze niedawno, ale lubię sobie pofantazjować i wyszło mi, że jeszcze nie wszystko stracone. Naszła mnie ta myśl, gdy w kiosku z gazetami zobaczyłam Świerszczyk, stary poczciwy Świerszczyk.

Ale Świerszczyka nie kupują dzieci, tylko wiedzeni sentymentem rodzice. Różnica jest diametralna.

Jerzy i Malakh przedstawili swoje propozycje przeniesienia NF częściowo lub całkowicie w internety. Czyli jakiś plan awaryjny mają.  Póki jednak NF jest w starej postaci papierowej, można jeszcze powalczyć.

Sęk w tym, że tu nie ma o co i po co walczyć. NF nie utrzyma się na papierze w obecnym formacie (a nawet jeśli się jakimś cudem utrzyma, to z pewnością się nie rozwinie), a formatu zmienić nie może, bo wyalienowałaby ostatnich wiernych odbiorców (czy też może nabywców, bo o kasę tu wszakże chodzi). Jedyne, co można osiągnąć walką to przeciągnięcie agonii i doszczętne zepsucie wizerunku marki.

na emeryturze

Koniec i bomba, kto czytał ten trąba!

 

Zastanawia mnie, Gary, czemu tak wciąga Cię ta dyskusja, skoro właściwie nie jesteś i nie byłeś czytelnikiem NF?

Jest w tym dla mnie pewien fenomen, że duża część użytkowników portalu NF, nie jest czytelnikami NF. Wrzucają ludzie swoje opowiadania, komentują, dyskutują, ale nie czytają czasopisma. To jest dla mnie ciekawsze, niż to dlaczego “starym” czytelnikom się odwidziało. Wiem, padnie odpowiedź: “bo internet”. Bo w internetach wszystko prostsze, szybsze i wygodniejsze i wszystko jest. Prawda. Zgadzam się, sama wiem po sobie, że leniwieję. Ale czyżby to była jedyna przyczyna? Czy jest coś jeszcze, czego w naiwności swojej nie widzę?

Może chodzi o feedback.

W internecie masz interakcję – szybko, od wielu osób, wiele opinii. Na portalu jesteś nie tylko czytelnikiem, który może sobie pokiwać główką, że dobre albo słabe. Tutaj masz możliwość współtworzenia niektórych rzeczy (czym innym jest beta?), wyrażenie swojego zdania, dyskusji nad tekstem/wątkiem, który cię zainteresował.

Możesz być autorem – pokazać coś swojego i dostać informację zwrotną, to fajne.

Portal daje więcej możliwości, po prostu. Przez to jest ciekawszy. Do tego łatwiej (szybciej) dostępny, darmowy, zawierający więcej tekstów.

 

 

Wydaje mi się, że cytat znaleziony przez Zaltha najtrafniej podsumowuje jeden z największych problemów, z jakimi się borykamy:

 

“Hej znalazłem ostatnio stary magazyn fenix z opowiadaniami fantasy i sci_fi.

Tu moj pytanie, czy sa jeszcze jakieś tego typu magazyny, z opowiadaniami ktore wychodza regularnie??”

 

Dzięki nieocenionej pomocy Jacka Łukawskiego być może pojawi się teraz więcej recenzji “NF” w Internecie, ale wciąż docieramy do zbyt małej grupy odbiorców. Wrzucona przeze mnie na Facebook informacja o Ziemiomorskim opowiadaniu Le Guin w kwietniowej “NF” doczekała się zaledwie pięciu dalszych udostępnień. W kioskach i innej dystrybucji rzadko nas widać, a ludzie, którzy o nas wiedzą, też mają za małą świadomość, że powinni nas zamawiać bezpośrednio u kioskarzy, jeśli chcą mieć pewność, że kolejne numery będą do nich trafiać.

 

Tak czy inaczej, jestem na etapie gromadzenia danych potrzebnych do przedstawienia w wydawnictwie planu głębokiej, wręcz rewolucyjnej restrukturyzacji. Część informacji już pozyskałem, muszą jeszcze dotrzeć pozostałe, a i tak pozostanie kilka niewiadomych. A jak to zostanie przyjęte? Czas pokaże.

 

A ja mam takie małe pytanie a propos facebooka. Czy gdzieś tu na stronce portalu nie ma odsyłacza na FB? Bo powiem szczerze, że częściej zaglądam tu niż tam i fajnie byłoby mieć możliwość bezpośredniego wędrowania między stronami.

"Punctuation is used to indicate delivery, not to conform to the rules of grammar". Sarah Kane

Nie ma i niestety chyba nawet teraz nie ma jak tego tutaj zainstalować.

Nie tylko “Świerszczyk” przetrwał i chyba ma się dobrze, no bo przetrwał i jest wydawany – na przykład przetrwała “Polityka”. która ma się bardzo dobrze. A formuła czasopisma niewiele się zmieniła...

A to jest czasopismo, ktore nie goni za tanimi sensacjami i nie epatuje bombastyczno głupawymi okładkami, tylko treścią i poziomem artykułów, felietonów itd. Kiedyś nawet wydawali książki. Nadal posiadam “Warunek” Rylskiego, pięknie wydany – świetna powieść – a książkę Barta sprzedałem.  

No tak, ale jeżeli redakcja “NF” liczy sobie pięć osób na krzyż, to trudno, żeby móc wyselekcjonować naprawdę ciekawe, interesujące teksty i konsekwentnie je publikować. 

No i mamy efekt.

Dużo ciekawych argumentów padło. Może zacznijmy od początku:

 

Nie ma nic złego w tym, że NF się zmienia, ma nową szatę, nową redakcję i nowych autorów. Tak powinno być, nie można tkwić w przeszłości. (...) Czas znaleźć nowych odbiorców, młodziaków, którzy poszukują, którzy uczą się i mają w sobie ciekawość (...)

Wracam jak bumerang ;) … 

Hmmm, widzisz, ja też nie widzę nic złego w Tym, że NF się od czasu do czasu koryguje zmienia się.. , ma, ekhm, nową szatę króla, i nie tkwi, ekhm, w przeszłości :)

A posuwa się do przodu i wychodzi na przeciw oczekiwaniom nowych czytelników :)  I znajduje czas i, raczej przede wszystkim sposób, by “znaleźć nowych odbiorców, młodziaków...”.  :)

I tak już od dwudziestu lat.... :)  

Ale na szczęście znów mamy od kilku lat nową Redakcję z pomysłami, która znalazła nowych odbiorców i zwiększyła katastrofalnie spadający nakład o 25% (dodajmy, że z tego lichego punktu wyjścia, to nie wydaję się specjalną sztuką w aspekcie 48 miesięcy urzędowania). 

A nie przepraszam, owo zwiększenie nakładu było z antymaterii, więc się odejmuje ;) od nakładu.

 

Piszesz: 

Nie ma nic złego w tym, że “starym” czytelnikom już się nie chce, że nie ma w nich tej pasji i entuzjazmu co kiedyś.

Nie, ale chyba jest w tym coś złego, gdy nie chce się redakcji? :) Czy  może znów znajdziemy usprawiedliwienie dla rzeczywistości i uznamy, że nie jednak?

Prim "Corcoran" Chum

Zastanawia mnie, Gary, czemu tak wciąga Cię ta dyskusja, skoro właściwie nie jesteś i nie byłeś czytelnikiem NF?

Mam słabość do internetowych dyskusji, czasem można podłapać nowe chwyty retoryczne, czasem udowodnić sobie i innym, że jest się bardzo mądrym, a czasem po prostu przyjemnie poprzerzucać się mięsem. Temat ma znaczenie drugorzędne. To lepsze niż sudoku.

Jest w tym dla mnie pewien fenomen, że duża część użytkowników portalu NF, nie jest czytelnikami NF. Wrzucają ludzie swoje opowiadania, komentują, dyskutują, ale nie czytają czasopisma. To jest dla mnie ciekawsze, niż to dlaczego “starym” czytelnikom się odwidziało. Wiem, padnie odpowiedź: “bo internet”. Bo w internetach wszystko prostsze, szybsze i wygodniejsze i wszystko jest. Prawda. Zgadzam się, sama wiem po sobie, że leniwieję. Ale czyżby to była jedyna przyczyna? Czy jest coś jeszcze, czego w naiwności swojej nie widzę?

Nie czytam Nowej Fantastyki bo nie ma mi nic interesującego do zaoferowania, ewentualnie nie wiem, że ma mi coś interesującego do zaoferowania. To nie ma nic wspólnego z lenistwem. Kupiłem przedostatni numer, wożę go w plecaku od kilku tygodni, zabrałem nawet w delegację. Przeczytałem jeden króciutki artykuł, a i to na raty (swoje wrażenia opisałem gdzieś hen, hen powyżej). W międzyczasie przeczytałem dwie powieści (analogowe) i kilkanaście artykułów popularno-naukowych (w Internecie).

Inna sprawa, że ja w ogóle nie przepadam za polską fantastyką i fandomem, więc wątpię, żebym mieścił się w targecie wydawcy Nowej Fantastyki.

na emeryturze

A i owszem, wracam jak bumerang. Ponoć powtarzanie pewnych fraz, nadaje im moc sprawczą :)

Etap kiedy uważałam, że "to wszystko" wina Prószyńskiego i jeszcze większa wina redakcji, już przerobiłam kilka lat temu. Nic to nie wniosło.

Teraz patrzę nieco inaczej.

Mam wrażenie, że Prószyński traktuje NF jak starego, kochanego psa, który już leciwy i na zdechnięciu, ale żal go dobić, bo się człowiek przyzwyczaił, bo się przywiązał. I dycha tak ten piesek sobie, póki sam jeszcze się naje, póki nie robi pod siebie, to żyje. A potem się zobaczy, albo sam zdechnie, albo się go dobije.

A redakcja się stara. Szarpią się trochę na uwięzi, trochę uprawiają partyzantkę – bez siedziby, bez regularnych spotkań?!? Ale się starają. Ba! nawet wchodzą w interakcję z czytelnikami, coś, co onegdaj właściwie nie istniało. Mogliby się nie odzywać, a jednak zagada po ludzku. Postęp.

Mogłabym rzucić hasłem, żeby to co obecnie jest Nową Fantastyką zrównać z gruntem i zaorać. A potem ze zgliszczy powstanie coś nowego. Tylko Co? Macie pomysł? Ale taki konkretny? Nie ma żadnej pewności, że cokolwiek powstanie, na gruzach NF. Jak widać z powyższej dyskusji NF nie jest już nikomu potrzebna, wypaliła się formuła. Młodzi chcą szybko, prosto i do przodu. A starym nic się nie chce.

Taaa... tylko Ci, którzy wypowiadają się w tym wątku, to mały wycinek czytelników i nie-czytelników pisma. Fechtujemy tu radośnie argumentami. Zabawa przednia. Ale i tak nic z tego nie wynika.

Nie chce mi się już narzekać. Ile można. Dla równowagi szukam pozytywów. I mam nadzieję, że NF jeszcze trochę pociągnie. To żywotna bestyja.

Jest w tym dla mnie pewien fenomen, że duża część użytkowników portalu NF, nie jest czytelnikami NF. Wrzucają ludzie swoje opowiadania, komentują, dyskutują, ale nie czytają czasopisma.

 

A co w tym takiego fenomenalnego? Nie czytałam całej dyskusji (za dużo tego, czasu brak), ale mogę powiedzieć z własnego doświadczenia. Znalazłam portal w 2011 roku, szukając portalu literackiego, a nie gazety. Tak, szukałam miejsca w którym można byłoby doskonalić swoją “tfurczość” i zanim tu nie przyszłam, nie przeczytałam ANI JEDNEJ Nowej Fantastyki. I pamiętam też konsternację, gdy zdałam sobie sprawę, że pod pozorem fajnego portalu dla piszących, wydawnictwo chce mi po prostu wcisnąć swój papierowy produkt. Tak, właśnie tak to odczułam parę lat temu – głupie i naiwne babsko, prawda? Za darmo coś chciało... Potem zrozumiałam to i owo, ale do stałych czytelników NF papierowej też się nie zaliczam. Kupuję, gdy jest w numerze dla mnie coś interesującego. O ile to kogokolwiek zaciekawi.

To jest puste, ciągnie się w nieskończoność i… O mój Boże, tam jest pełno zaimków!

Prim, nie gniewam się, bo wiem, że się zwyczajnie przypieprzasz w trosce o logikę wypowiedzi. A ja walnąłem w pośpiechu głupotę w pierwszym poście. ;-) Chodziło oczywiście o rotację jako “utratę i pojawianie się czytelników”  (post niżej masz to klarownie wyłożone jako zjawisko tracenia i odzyskiwania użytkowników) – mea culpa. Już poprawiłem, bo pośpiech w pisaniu jest do dupy.  Zatrważające jest jednak, że Prim Chum nie potrafi poprawnie zacytować, a parafrazę podaje jako cytat. Poziom Dziennika Telewizyjnego. Pszipadek ? ;-D

 

Moritz, sugeruję mniej chamstwa, za to więcej dokładności w cytowaniu. Głupota psuje potrawę ;-) Szczególnie, że z kontekstu i kolejnej wypowiedzi wynika, o co chodzi, a z niemądrymi o ogromnym doświadczeniu nie będę się ścierał, bo na pewno polegnę w myśl pewnego powiedzenia ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Kochani, prześledziłem całą dyskusję. Na raty, ale uważnie. Skonsultowałem też temat z osobami z różnych branży i widzę kilka problemów, które mordują NF.

1. Niedasie – no się nie da. Mało rąk, więc nie ma kim. A bo to by serwis nowy, strona, kasy niet, reklama kosztuje, a to się nie sprawdzi. Nie ma jak, pani kierowniczko.

Robiłem mniejsze i większe imprezy i z u-bootami już na wstępie odmawiałem współpracy. W sensie, że z torpedowymi pomysłów.

2. Co takiego na NF do zaoferowania?

  1. Opowiadania mogą się spodobać lub nie. Zależy od gustów wybierających. Czemu wydawnictwa książkowe opierają się na ocenach kilku bet, a NF na indywidualnej? Taki model kilka razy już pokazał, że przy selekcji dochodzi czasem do pomyłek. Tak, to o odrzuconych tekstach, które opublikowane w innych pismach dostawały Zajdle. Co zresztą zawsze skutkowało fenomenalnym zwiększeniem popytu na maść od zadniej strony i na popcorn. Więc może warto przemyśleć model selekcji tekstów? Ja wiem, że -dziesiąt lat tradycji, ale może warto?
  2. Publicystyka kiedyś była fajna. Felietony Orbita czy Kosika mogę poczytać na ich blogach, szczególnie że Orbit publikuje regularnie. Cykl Marka Grzywacza usadzał na glebie (bo trudno czytać idąc). Obecnie artykuły na temat interesujący sponsora, który wykupił okładkę, niekoniecznie muszą mnie interesować. Szczególnie że nie znoszę reklamy natywnej. Szczerze, dla publicystyki kupowałem kiedyś Coś na progu Szmigla. Dla publicystyki kupuję CD-Action. W obu przypadkach nie uważam, że przepłacam lub przepłacałem. Obecnie to samo mam ze Smoko.
  3. Recenzje jak recenzje. Tego akurat nie brakuje... w zasadzie wszędzie, więc recki w NF to tylko kolejna składowa ogólnej puli podobnych, które (w internetach) pojawiają się szybciej.
  4. I koniec. Dychy niet, satysfakcji takoż.

JeRzy, pytasz, czemu ludzie wolą siedzieć na fantastyka.pl, a nie kupują NF: różnorodność. Jest tu ogromny rezerwuar potencjalnych publicystów i pisarzy, którzy z konieczności piszą różnorodną publicystykę i beletrystykę. Niektórych czytam chętniej, innych mniej, ale mam naprawdę duży wybór. Nie odczuwam, że zmarnowałem dychę, do tego potem, że zmarnowałem nieco czasu. A nawet jeżeli, to mogę przeskoczyć na inny tekst tego czy innego autora.

Ostatecznie wychodzi na to, że fantastyka.pl ściąga na serwis obietnicą publikacji w NF. Obietnica ta nie ma pokrycia, ale zanim do użytkowników to dotrze, wzajemnie się podszkolą, dojrzeją i wylatują zasilać konkurencję. Nie napiszą w dorobku, że debiutowali w NF, bo najczęściej debiutują zupełnie gdzieś indziej. Lojalność nie może być jednostronna.

Kupuję czasem NF, jak napadnie mnie koniec książki w podróży lub coś wynoram na dworcu w pudłach. Ale od dawna nic mnie w NF nie zaskoczyło. Nie pamiętam ani jednego numeru, który by został w pamięci na dłużej. No, może poza tamtym cyklem Grzywacza. Wtedy kupowałem regularnie.

 

"Białka były czerwone, a źrenice większe niż całe oczodoły"

@Prim Chum

 

“Nie, ale chyba jest w tym coś złego, gdy nie chce się redakcji? :) Czy  może znów znajdziemy usprawiedliwienie dla rzeczywistości i uznamy, że nie jednak?”

 

A skąd myśl, że redakcji się nie chce? Nic bardziej mylnego. Siedzę w tej robocie od jedenastu lat i nadal mi się nie znudziła i nadal czuję, że ma sens.

 

@Dzikowy

 

“Ostatecznie wychodzi na to, że fantastyka.pl ściąga na serwis obietnicą publikacji w NF. Obietnica ta nie ma pokrycia”

 

A to jest jawne i krzywdzące kłamstwo. W samej publicystyce stałymi współpracownikami pisma są wyłowieni właśnie na fantastyka.pl Andrzej Kaczmarczyk, Tomek Miecznikowski, Marek Grzywacz; pisują do nas też Maciej Bachorski, Marta Sobiecka, w marcu był tekst o teatrze i recenzja Tomka Przyłuckiego, a w majowym numerze pojawi się artykuł Krzysztofa Piaska. W dziale opowiadań też regularnie pojawiają się autorzy ze strony, odkrywani dzięki comiesięcznym wyróżnieniom i wspólnej pracy Loży z Michałem Cetnarowskim. A stwierdzenie, że niektórzy z nich “debiutowali gdzie indziej” – to znaczy gdzie? Tylko nie powołuj się, proszę, na publikacje internetowe, bo one a) przeważnie nie płacą autorom, b) ze względu na brak limitów objętościowych mają dużo rzadsze sito selekcyjne. Mówiąc prościej: zadebiutować w Internecie to żadne osiągnięcie.

I nie piszę tego dla umniejszenia roli tego, co robią ludzie w Internecie, ale aby pokazać, że papier rządzi się innymi, dużo bardziej restrykcyjnymi prawami. My mamy co miesiąc 80 stron – z czego kilkanaście na artykuły i połowa czarno-białych na opowiadania polskie. Za każdym razem trzeba wybrać teksty i zrobić to jeszcze tak, aby pasowały objętościowo. W przypadku Internetu takie ograniczenia nie istnieją – pdf z opowiadaniami może mieć równie dobrze dwadzieścia jak dwieście stron. I raczej nikt przy tym nie jest goniony deadline’ami ani nie ponosi żadnego ryzyka finansowego, bo przeważnie wszystko jest robione na zasadzie wolontariatu. A co za tym idzie, każde takie przedsięwzięcie trwa tak długo, jak długo wystarcza dobrej woli uczestnikom i umiera w momencie, gdy nie ma komu ciągnąć tego dalej.

 

Ktoś wyżej napisał, że jeśli “NF” i fantastyka.pl przestaną istnieć, ludzie stąd znajdą sobie inne miejsce. Pewnie tak, ale z moich spostrzeżeń na przestrzeni lat wynika, że w takim przypadku tutejsza społeczność jako taka też przestanie istnieć, rozpadnie się nieuchronnie. Kilka lat temu grupka obrażonych na “NF” użytkowników wyniosła się i założyła własne forum. Początkowo byli bardzo aktywni i ambitni, chcieli nam udowodnić, że świetnie dadzą sobie radę. Dzisiaj – ich strona internetowa ani forum nie istnieją, a na ich fanpage’u na Facebooku wpisy pojawiają się raz na kilka tygodni. Podobne sytuacje widziałem niejednokrotnie, w Internecie i w realu.

A to jest jawne i krzywdzące kłamstwo. W samej publicystyce stałymi współpracownikami pisma są wyłowieni właśnie na fantastyka.pl Andrzej Kaczmarczyk, Tomek Miecznikowski, Marek Grzywacz; pisują do nas też Maciej Bachorski, Marta Sobiecka, w marcu był tekst o teatrze i recenzja Tomka Przyłuckiego, a w majowym numerze pojawi się artykuł Krzysztofa Piaska.

Ja nie o tym, ale o Dragonezie, o SF2015, różnych inicjatywach, które trwały żehoho i które rozczarowały w swojej formie. I problemem nie jest brak publikacji, bo to akurat betka, choć powiedzmy sobie szczerze: wszystko na tym serwisie, także piórka i wyróżnienia, miały i mają czemuś służyć. Nie, nie mam na myśli wtykania ich sobie w tyłek, choć obecnie to chyba ich najlepsze zastosowanie. Ale do inicjatyw. Na zarzut bucowatego potraktowania “uczestnika” odpowiedź par. “myślałem, że to coś poważnego”  to najlepszy pr ever! Uzasadnienie odrzucenia tekstu, nad którym pracował może tuzin użytkowników par. “nie w moim guście”, też rządzi.

Dlatego już nie wrzucam i nie wrzucę tu żadnego tekstu. Nigdy...

Tylko nie powołuj się, proszę, na publikacje internetowe, bo one a) przeważnie nie płacą autorom, b) ze względu na brak limitów objętościowych mają dużo rzadsze sito selekcyjne. Mówiąc prościej: zadebiutować w Internecie to żadne osiągnięcie.

...bo mam gdzie. Są sita i sita. Ale niech Ci będzie: miałem na myśli papierowe antologie. W sumie ich nie czytam: czytam ziny i antologie elektroniczne, i przebieram nóżkami, żeby znowu namawiać do zmiany regulaminu Zajdla, bo za kilka lat będzie to nagroda papierowych dinozaurów, których na rynku trzyma de facto monopol. I tylko to. Już nawet nie sentyment, chyba że ten sam sentyment, który powoduje rzeźnię przy każdej próbie zmiany czegoś przy Polconach. Sorry, JeRzy, ale NF nie jest już trendetterem w  polskiej fantastyce, podobnie jak Polcony nie są już prestiżowymi imprezami. Jedne i drugie zabiła rutyna i brak reagowania na zmiany trendów i na błędy wewnątrz samego przedsięwzięcia. Na morze powyższych uwag ze strony osób życzliwie zainteresowanych bez zmian czytałem odpowiedzi sienieda. To jak się nie da, to po co w ogóle się staramy? Bo jak f.pl i NF zniknie, to się grupa rozpadnie? Niech się rozpada! Mniejsze komóreczki już istnieją w dziesiątkach innych miejsc. Internet nas zdecentralizował.

 

W imprezach już się to zmieniło. Pojawiły się wydarzenia po prostu dobre. Niektóre się komercjalizują, bo wygenerowali popyt i wystarczająco dużą grupę odbiorców. Tak samo będzie z czasopismami fantastycznymi. Red. NF jest i cieszy się z braku alternatywy dla publikacji (lub jej nie  dostrzega, bo sito w internecie to furda). Do czasu, aż jeden czy drugi wolontariat przetrwa próbę czasu, bo robią to ludzie z czasem, zasobami i pomysłem. Taki czy inny zin po prostu znajdzie jakiś punkt zaczepienia i z czasem po prostu przemodeluje rynek. Bo oni ciągle szukają na siebie pomysłu. I nie wierzą w sienieda. Cieszę się, że jest Smoko, cieszę się, że szortal (cały) kuje przyszłe fantastyczne kadry, że dla horrorystów pojawił się Gmork, dla debiutantów GC. Żałuję, że gildia tak fiknęła, ale tak już jest. Tak samo pożałuję pewnie, jak padnie NF.

Pewnie tak, ale z moich spostrzeżeń na przestrzeni lat wynika, że w takim przypadku tutejsza społeczność jako taka też przestanie istnieć, rozpadnie się nieuchronnie.

 

I powtarzaj, że od lat czytasz kasandryczne zapowiedzi upadku NF. Tyle że za każdym razem, kiedy to robisz, Twój wstępniak zaczynający się słowami “Z żalem zawiadamiamy...” pojawia się jeden numer wcześniej. Bo brak alternatywy dla NF to raczej kijowy model biznesowy. Howgh.

"Białka były czerwone, a źrenice większe niż całe oczodoły"

 

A ta rozmowa mnie akurat zajmuje... :)

Ponoć powtarzanie pewnych fraz, nadaje im moc sprawczą :)

To chyba prawda, nie znam się :).  Ale czasami lepiej oprzeć się na wskaźnikach, zamiast przypisywać moc sprawczą quasi magicznemu myśleniu. Naprawdę myślisz; tu jest miejsce na oczywiste zaprzeczenie... ;) że NF ma się dobrze? I po prostu “rotuje”... ;)

 

Mam wrażenie, że Prószyński traktuje NF jak starego, kochanego psa, który już leciwy i na zdechnięciu, ale żal go dobić, bo się człowiek przyzwyczaił, bo się przywiązał. I dycha tak ten piesek sobie, póki sam jeszcze się naje, póki nie robi pod siebie, to żyje. A potem się zobaczy, albo sam zdechnie, albo się go dobije.

Mam wrażenie, że Prószyński zachowuje się bardzo humanitarnie, zapewnia pieskowi wszystko, czego ten potrzebuje. Problem w tym, że piesek, choć nieśmiertelny, nie ma pomysłu na życie :D.  

Więc jak mu pomóc?

 

A redakcja się stara. Szarpią się trochę na uwięzi, trochę uprawiają partyzantkę – bez siedziby, bez regularnych spotkań?!? Ale się starają. Ba! nawet wchodzą w interakcję z czytelnikami, coś, co onegdaj właściwie nie istniało. Mogliby się nie odzywać, a jednak zagada po ludzku. Postęp.\

Swąd wymuszenia postępu jest rzeczywiście bardzo swądzocy tudzież swędliwy :)  Może ja mam inaczej z racji niezwykłego wprost i oszałamiającego ilorazu inteligencji XD, ale, mimo to, jestem w stanie przypuścić, że to nagłe i niezwykłe ożywienie Redakcji, nie wynika z wewnętrznej potrzeby obcowania z forumowiczami... ;D (Błąd, do którego należy się przyznać?... :)) 

 

Mogłabym rzucić hasłem, żeby to co obecnie jest Nową Fantastyką zrównać z gruntem i zaorać. A potem ze zgliszczy powstanie coś nowego. Tylko Co? Macie pomysł? Ale taki konkretny? Nie ma żadnej pewności, że cokolwiek powstanie, na gruzach NF. Jak widać z powyższej dyskusji NF nie jest już nikomu potrzebna, wypaliła się formuła. Młodzi chcą szybko, prosto i do przodu. A starym nic się nie chce.

 

Eee, serio??? To rzuć, zrównaj i zaoraj :) Naprawdę masz taką władzę? :D?

 

 

Prim "Corcoran" Chum

Ofkors, że mam tę moc :) Zawsze se mogę rzucić hasłem :)

Wielu użytkowników tego portalu (w tym ja) czyta zamieszczane tu opowiadania,  a właściwie po co? Można w tym czasie iść do bibliotek, wybrać książkę jakiegoś wielkiego pisarza i cieszyć się lepszą literaturą. Ale czytamy opowiadania z portalu, bo warto wspierać innych. Z NF jest podobna sytuacja. Zostało ostatnie takie czasopismo i wole te 7 złotych wydać, żeby je wesprzeć, choć za tę kwotę mógłbym kupić dobrą książkę w antykwariacie. A tymczasem mam wrażenie, że niektórzy tu życzą pismu jak najgorzej...

Na zarzut bucowatego potraktowania “uczestnika” odpowiedź par. “myślałem, że to coś poważnego”  to najlepszy pr ever! Uzasadnienie odrzucenia tekstu, nad którym pracował może tuzin użytkowników par. “nie w moim guście”, też rządzi.

 

A kto konkretnie z redakcji tak komentował?

 

i przebieram nóżkami, żeby znowu namawiać do zmiany regulaminu Zajdla, bo za kilka lat będzie to nagroda papierowych dinozaurów, których na rynku trzyma de facto monopol.

 

No to najwyraźniej nie zauważyłeś, że publikacje internetowe zgodnie z regulaminem Zajdla już teraz mogą uzyskać nominacje. Głównym kryterium jest posiadanie numeru ISBN lub ISSN, a komisja może dopuścić do nominacji utwór nie spełniający tych wymogów, o ile uzyska dostateczną liczbę głosów. W 2011 roku nawet miało to miejsce, gdy nominację uzyskało opowiadanie “Obcy” Marcelego Szpaka.

Poza tym to nie jest kwestia tego, czy coś ukazuje się na papierze czy w formie elektronicznej, ale jakości, za którą wydawcy biorą odpowiedzialność i płacą autorom honoraria. Kiedy publikujesz jakikolwiek tekst w “Nowej Fantastyce” poza satysfakcją z ukazania się w piśmie dostajesz honorarium autorskie. Tak to działa.

 

Uprzejmie donoszę, że red. Michał Cetnarowski.

 

A odnośnie do honorariów, to są fistaszki, nie czarujmy. Nie mają praktycznie żadnego znaczenia dla budżetu NF, więc ich obecność/brak nadal nie wpływa na ogólną kondycję pisma. Z satysfakcją też bywa różnie, szczególnie po głosach powyżej i to ze strony osób, które przecież piszą, cyzelują i ślą, wcześniej lub później wrzucają na stronę, nie hejterów. Hejterem mogę być ja, bo mam uraz. 

 

Z Zajdlem fakt. Ostatnio burza dotyczyła zawężenia kryteriów, bo vanity, nie rozszerzenia.

"Białka były czerwone, a źrenice większe niż całe oczodoły"

Że redaktor Cetnarowski co, przepraszam? Przybliżysz sytuację? Ciekawym – nie tyle, żeby Cię podszczypywać, bo cóż to by było za wyzwanie czy zasługa, tylko raczej żeby się dowiedzieć, jakie moje reakcje/komentarze mogły komuś dopiec. Zasadniczo staram się traktować każdego korespondenta lub użytkownika na portalu z szacunkiem, nawet jeśli pozostaję lapidarnym i oszczędny w opiniach. Ale, nie przeczę, w końcu mogłem komuś nieświadomie nadepnąć na odcisk. Donieś proszę zatem uprzejmie, o co chodzi, wraz z kontekstem.

 

Opowiadania mogą się spodobać lub nie. Zależy od gustów wybierających. Czemu wydawnictwa książkowe opierają się na ocenach kilku bet, a NF na indywidualnej? Taki model kilka razy już pokazał, że przy selekcji dochodzi czasem do pomyłek. Tak, to o odrzuconych tekstach, które opublikowane w innych pismach dostawały Zajdle. Co zresztą zawsze skutkowało fenomenalnym zwiększeniem popytu na maść od zadniej strony i na popcorn. Więc może warto przemyśleć model selekcji tekstów? Ja wiem, że -dziesiąt lat tradycji, ale może warto?

 

Po pierwsze: wydawnictwa mogą mieć ileś tam osób betujących, ale to nie tak, że kilka osób czyta jeden tekst i ustalają coś, tylko i tak zawsze jest tekst i indywidualna decyzja. Po drugie: serio bawi mnie przekonanie, że skoro ja i Michał sami wybieramy, to trzeba nam kogoś dokoptować, a na bank opowiadania będę lepsze i będą podobać się wszystkim – polecam choćby tu na fantastyka.pl poczytać opinie o numerach i zobaczyć, że na 10 osób jest 10 opinii do każdego tekstu, od określeń typu “grafomania” po “najlepsze w numerze”.

Opowiadania do sztuka. Ocena sztuki jest subiektywna. Nie ma wzorcowo idealnych opowiadań, które spodobają się wszystkim. Jedyną robotą, jaką może wykonać redaktor, jest kierowanie się własnym gustem, ale tez publikowanie tekstów różnorodnych, dobierać zestawy w numerach tak, by trafić do kilku grup. Rozszerzenie składy redakcyjnego skutkowałoby tylko tym, że kilka osób robiłoby to samo, a i efekt był identyczny.

 

PS Z dalszej dyskusji zaczynam wyciągać wniosek, że poszło tu o osobistą urazę względem Michała, który odrzucił komuś tekst, bo mu się nie podobał. I nadzieję, że jak zmienić/dokoptować kogoś, to nowi/inni z pewnością docenią.

Rozszerzenie składy redakcyjnego skutkowałoby tylko tym, że kilka osób robiłoby to samo, a i efekt był identyczny.

– należałoby dodać jeszcze, że największym skutkiem, poza wspomnianym, byłoby odpisywanie na maile autorów, a tym samym poprawienie redakcyjnego wizerunku, który pod tym względem jest mocno nadszarpnięty :p

 

EDIT:

67 dzień oczekiwania na jedno zdanie: “Nie, dziękujemy.”, po przesłaniu tekstu na prośbę _mc_ dotyczącą Radosnego, Nieoficjalnego Konkursu.

Napisałem, żeby wypowiedź nie była bez przykładu ;)

Ależ ta zadra tkwi w mym sercu...

Intryguje mnie ten temat. Na którego meila to szło? Bo, jak dobrze kojarzę, taki ogólny meil pisma to nie jest podłączony pod nas, ale pod sekretariat Prósz, bo mi niekiedy przesyłają lądujące tam wiadomości od autorów zagranicznych.

 

Na FB na ten przykład odpowiadamy regularnie. Ignorując tylko, rzecz jasna, nieustanne prośby o udostępnianie akcji zbiórek kasy itp

Dziękuję za zainteresowanie. Już podaję.

 

michalcetnarowski@fantastyka.pl

 

No i wszystkie dwa przypomnienia też :) Jeszcze się okaże, że maila pomyliłem...

 

Malakh, _mc_, chodzi nie o odrzucenie tekstu, ale o sposób poinformowania o fakcie, czyli poniekąd o tym, co zauważył Blacktom.

Kontekst: Konkurs SF2015. Pierwszy jurorzył DJ, rekomendował do oceny właśnie Michałowi. O odrzuceniu tekstu można się było dowiedzieć w ten sposób, że: dwa teksty pójdą w papier... czyli z informacji o braku informacji dla pozostałych, tj. powiadomienia. I super. Tyle że, gdybym tekst puścił normalną ścieżką, nie w super konkursie dla użytkowników f.pl, to bym dostał uzasadnienie. To ostatecznie dotarło w formie “do mnie bizarro nie trafia” znowu jakieś kilka m-cy później.  Czyli ponad rok mrożenia tekstu, aż się red. łaskawie wypowie. Bo że już widział i ocenił, to wiem. Że negatywnie też wiem, a raczej się domyślam.

Malakh, moja propozycja gremium dobierającego jest właśnie propozycją, ale też pytaniem o argumenty “za”. Twoje po prostu przyjmuję. Myślałem co prawda o innym czynniku, znaczy hamowanie zapędów w przypadkach, w których ktoś zafiksuje się na jakimś projekcie i tu druga opinia się przydaje.

 

"Białka były czerwone, a źrenice większe niż całe oczodoły"

Zrazić można się bardzo łatwo. Wszystko można zrozumieć – braki kadrowe, mało czasu, zbyt wiele zgłoszeń, ale człowieka trafia szlak, gdy dowiaduje się, że kolega z portalu po godzinie od wysłania propozycji do Redakcji wie, że jego tekst został odrzucony, a ty czekasz i czekasz, zamiast przeczytać go jeszcze raz i wysłać dalej w świat.

Taka... Mrożonka.

Edit:

Jaka tam “mrożonka”... Lodówka! ;)

A, w sensie, że brak odpowiedzi od Michała?

 

Powiem wam tak: nie zaglądałem do skrzynki MC, ale pamiętam skrzynkę Maćka: ponad tysiąc meili czekających w kolejce. Bo ludzie ciągle piszą, ciągle.

 

Pamiętam moją skrzynkę, na którą przychodziło powieści: tony, tony tekstów.

 

Serio, tekst to trzeba przeczytać, ale potem się nad nim pracuje. A przeredagować co miesiąc 130k znaków to sporo jak jeszcze trzeba to najpierw wyselekcjonować.

 

Tak że trochę zrozumienia.

Nie chciałam się już wtrącać, ale jedno jednak napiszę. A gdzie indziej teksty nie stają się mrożonkami? Tak to niestety już jest w tej branży. Na info o przyjęciu mojego tekstu do Esensji czekałam 7 miesięcy. I to niestety norma.

Czyli czekać dalej ? Bo Esensj kiedyś odpowie, a _mc_ też?

Na zapchane skrzynki jest prosta metoda, daje się do wiadomości, że przez najbliższe x miesięcy tekstów nie przyjmujemy i cześć. Po co być masochistą, skoro jest się monopolistą:) Chyba, że boicie się, że wtedy to już wszyscy się poobrażają:)

 

A zredagowanie 130k znaków w ciągu miesiąca to dużo? o_0 

Nie wiem, Blacktomie. Ja do NF nie w ogóle nie wysyłam. Po prostu czeka się właściwie wszędzie, gdzie jest jakakolwiek selekcja. Często długo.

Wątpię, abym poniższym komukolwiek coś uświadomił, ale aż korci żeby to napisać.

 

Czekanie po pół roku albo i dłużej to norma wszędzie. Brak odpowiedzi, olewanie autorów to norma wszędzie. Zachowanie niektórych członków tak zwanych “redakcji czasopism literackich” (czyli darmowych netowych zinów) przypomina zachowania ludzi odklejonych od rzeczywistości. Takie jest przynajmniej moje zdanie, wyrobione na jakichś tam doświadczeniach i braku złudzeń.

 

Ale zdaje się, że to nie jest temat wątku, także ten...

Pytam bo doświadczenie z Esensją mam i też wiem, że człowiek wyczekać swoje musi. Różnica polega na tym, że odpowiedź kiedyś przychodzi :) Kontakt z autorem opóźniona, ale jest.  Gdzie indziej – podobni. Czeka człowiek już 9 miesiąc, ale gdy napisze maila z pytaniem: “co tam się podziało z tym moim opkiem, że milczycie jak zaklęci” to chociaż info dostanie, że opowiadanie trafiło i czeka na weryfikację :)

Zrozumienie we mnie jest i to spore, ale kiedy czytam, że nie trzeba rozszerzać składu redakcyjnego o dodatkowych pracowników, chociaż wszystko stoi, to dostrzegam drobną sprzeczność ;)

 

EDIT: Wracając do wątku ;)

Blacktom, w takiej sytuacji najlepiej napisać do mnie z mailem-poganiaczem. Najczęściej działa, choć nie zawsze "od strzału”.

 

 

Zupełny offtop, ale co to w ogóle jest za kuriozalny zwyczaj, żeby wysłać tekst do pojedynczej redakcji i czekać na odpowiedź, zanim się zrobi z nim cokolwiek innego? Dlaczego nie wysłać wszędzie, gdzie się da, skoro, jak rozumiem, nadrzędnym celem jest publikacja?

na emeryturze

_mc_  – już dwa wysłałem ;p

Faux pas z mojej strony, nie Gary?

;)

Przepraszam, będzie offtop, chociaż długo starałam się powstrzymać. Ale offtop będzie zainspirowany jedną z wypowiedzi – przynajmniej tak postaram się usprawiedliwić sama przed sobą.

Jerzy gdzieś tam wyżej napisał, że debiut w Internecie to tam żaden debiut, m.in. dlatego, że Internet nie ma ograniczeń objętościowych. To fakt – net sam w sobie nie ma, ale magazyny internetowe takie limity stawiają. Jako osoba, która z trudem potrafi napisać coś, co ma poniżej 50-60 tys. znaków trudno mi znaleźć miejsce do publikowania. CF – 15 stron, Histeria – 30k, Szortal – wiadomo. Smoko chyba  ograniczeń niby nie stawia, ale odrzucili mi tekst, przynajmniej oficjalnie, bo był za długi (jakieś 70k) – wiadomo, mają wersję papierową, więc też liczą znaki. Właściwie przychodzi mi do głowy tylko Esensja i Silmaris, przy czym ten drugi odpada dla mnie na najbliższe lata, bo jestem tam w redakcji. Na publikację w Esensji czeka się natomiast nawet rok.

Coś, ktoś, ma jakieś pomysły dla osób piszących rozwlekle?

Tak ocho. Pisz książki :) albo napisz 4 mikropowieści i złóż z nich książkę.

 

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Książkę już napisałam, tylko jeszcze nigdzie nie wysłałam. Chciałabym mieć co napisać w notce dla wydawcy. ;) Chociaż z drugiej strony zdaję sobie sprawę z tego, że właściwie wcześniejszy dorobek opowiadaniowy, o ile nie jest naprawdę imponujący, nie ma specjalnie znaczenia.

Ofkors, że mam tę moc :) Zawsze se mogę rzucić hasłem :)

 

Statystycznie rzecz biorąc: znaczy sądząc po nagłym zagęszczeniu aktywności ERRdakcji w kontakcie  z użytkownikami...

… i po analizie...

Skłaniam się, ku zdaniu...

że, masz...

Tę moc :D:D:D

Prim "Corcoran" Chum

Czekaj, Primie, zagram tę melodię... ;-D

 

Dzikowy – masz sporo racji “sieniedamaniem”. Ale IMO tutaj patrzymy na lata pracy chałupniczej/”metody gospodarczej”, czyli przy zachowaniu teoretycznej komercyjności przedsięwzięcia krojenia kosztów. Efekt jest taki, że rzecz cała prosi się o spory remont, a ochotników do tyrania za darmo nie ma – bo i dlaczego, skoro za pismo trzeba zapłacić?

Wolontariaty mają tę zaletę, że bazują na dobrej woli i zaangażowaniu, nie ma kosztu pracy, inwestycje są niewielkie – ergo, w razie problemów łatwo projekt zatrzymać nic nie ryzykując. 

 

Jednocześnie na wiele bolączek (powiadomienia mailowe dla autorów, atrakcyjność portalu, organizacja społeczności, możliwości wykorzystania synergii portalu i mediów społecznościowych w działaniach promocyjnych) odpowiedź jest jedna: technologia. A ona kosztuje czas pracy, w dodatku wykwalifikowanej osoby. Nie wspominam nawet o kosztach hostingu, organizacji dostępów (bo przecież dane osobowe), licencjach na realizowane dzieła... Sporo z tych zagadnień, z moich prywatnych obserwacji, wykracza poza świat zrozumiały u Wydawcy.

 

Co do treści pisma, promowania, modyfikowania ilości i kształtu artykułów tak, by dawały coś niedostępnego w sieci – patrz Grzywacz u ciebie (u mnie zresztą też), “Z Lamusa”, zagramaniczne opowiadania, coś ekstra w polskich – tu faktycznie mozna gdybać i pytać Redakcji. Tylko, że jakakolwiek zmiana bez promocji (chocby i standy na konwentach, gdzie pojawiają się Redaktory) nie dotrze do potencjalnych nabywców. Znów – środki lub genialne pomysły niskobudżetowe. Czas.

 

Jest takie pojęcie ‘minimum viable product’ → jaka byłaby najmniejsza możliwa zmiana, robiąca największą różnicę, jeżeli chodzi o papierowe NF (bo to jest produkt...)? Bo chyba o braku tego pomysłu mówisz w ‘sieniedamaniu’.

 

Ja się nie znam na papierowych czasopismach, bo to nie moja branża. Ja się znam na słupkach w arkuszach, internetach, produktach-oprogramowaniu, użyszkodnikach, planach, budżetach, zarządzaniu i (wciąż jeszcze trochę) technologii. Widzę sporo analogii między czasopismem i jego czytelnikami w realu a np. portalem/stroną/profilem i jego bazą użytkowników, ale recepty ‘sieciowe’, ze względu na inne czasy reakcji i często różne profile odbiorców, nie zadziałają.

 

Prim prowokacyjnie pyta czy aby bieżąca linia redakcyjna nie jest nieodpowiednia na obecne czasy, bo pozwala utrzymać tylko ‘betonową’ grupę czytelników. Jednocześnie w wypowiedziach Jerzego czuć obawę, że każdy nieostrożny ruch, który może tego ‘betonu’ trochę ukruszyć, może stanowić o być albo nie być pisma. A o wolontariacie, póki to jest przedsięwzięcie komercyjne, trudno rozmawiać – pat, mexican standout, złapał Kozak Tatarzyna... 

 

Jak to ugryźć bez zabezpieczenia tyłka w postaci finansów? Coś ciąć? Robic e-booki z top 10 opowiadań z każdego roku do sprzedania? Puszczać pojedyncze teksty i artykuły (jak to np. robi tor.com w amazon) w sieci (o, tu polskie realia prowizji za mikropłatności mordują pomysł)? Dawać content NF w sieci – ale jak, skoro widac jak na dłoni, że wydawnictwo takiej formy e-czasopisma się obawia, nie inwestuje w jego promocję? Pójśc w całości do sieci, zaryzykowac, że zarobek jest tylko na reklamach – i zderzyć się ze ścianą, bo papier mimo wszystko ma jakąś grupę nabywców? Print on demand dla papieru?

 

JeRzy proszący o polecanie czasopisma to dość słabe rozwiązanie tematu, pachnie z daleka bezsilnością. Burza mózgów, która chyba Prim chciał zapoczątkować, przeradza się w narzekanie. Ale skoro coś jest fe w treści NF, to co nie byłoby fe (pomysły, propozycje)?

 

Recenzje w całości przenieść na portal (bo spełniają rolę informacyjną z relatywnie krótkim czasem życia), a pismo odchudzić o ten papier (jeśli daje to oszczędność w kosztach) lub zapełnić to miejsce czymś innym – czym?

Może felietony tez do sieci, a wtedy na papierze co – więcej beletrystyki, popularnonaukowe treści, może jakaś galeria, może komiks – czy jednak chudsze pismo? 

 

 

I jak tę zmianę wypromować, rozpowszechnić, nie ładując w to kasy?

 

 

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Czytelników papierowej NF jest coraz mniej i tego trendu moim zdaniem nie da się znacząco odwrócić (tak wiem, miało nie być sieniedania) z prostej przyczyny – świat wokół się zmienia, zresztą za naszą sprawą. Sklepy wielkopowierzchniowe wypychają z rynku mniejsze sklepiki, sprzedaż internetowa zastępuje pomału handel stacjonarny, automaty i komputery pozbawiają ludzi pracy w przemyśle, za chwilę auta elektryczne wypchną z rynku spalinowe, a ich autonomiczność pozbawi pracy kierowców itp. itd. To już niemal prawa fizyki – albo się ewoluuje, albo wymiera.

 

Elektronika wypycha papier, bo ma więcej zalet. My mamy jeszcze sentyment, lubimy wziąć do ręki coś dobrze oprawionego, lubimy zapach drukarskiej farby, ale dla młodego pokolenia ekran jest tak samo naturalnym środkiem prezentacji treści. Nie uda się przekonać młodych, aby dźwigali pod pachą duże i nieporęczne pisma, gdy w ich telefonie zmieści się cała biblioteka, a ponadto przez sieć mają praktycznie nieograniczony dostęp do kolejnych treści. Nie przekonamy ich, aby w kioskach z prasą polowali na miesięcznik, gdy oni przyzwyczaili się już do szukania wszystkiego w google.

 

Ktoś wspomniał jeszcze o jednej ważnej sprawie – interakcji. Ona zaczyna się już na poziomie wyboru treści. Współczesny konsument nie chce już mieć wszystkiego podanego na tacy zgodnie z fantazją kucharza. On chce przespacerować się wzdłuż szwedzkiego stołu i samemu skomponować sobie posiłek. To oferują mu media elektroniczne i tego nie może zaoferować pismo papierowe. A to dopiero początek interakcji. Można pogłębić wiedzę na temat, jeśli coś nas zainteresowało, albo wyszukać teksty tego samego autora, jeśli pierwszy przypadł nam do gustu. Nie kiedyś, gdy odwiedzimy księgarnię lub bibliotekę, bo wtedy już często nie będziemy o tym pamiętać, lecz natychmiast. Natychmiast też możemy dać wyraz naszym odczuciom po konsumpcji – skomentować, zrecenzować, polecić innym, czy nawet leniwie kliknąć „lubię to".

 

Można się na zaistniałą rzeczywistość obrazić lub ją zignorować i dogorywać powoli z wykruszającą się garstką stałych odbiorców, albo postarać się o nowych, proponując im własne treści w formie, którą preferują.

"Białka były czerwone, a źrenice większe niż całe oczodoły"

Cholera, będą mi te nieszczęsne SF2015 wypominać do końca jajczego życia. Sorki, Dzikowy :(

 

A na Cetnara, że wziął tylko dwa opowiadania, to jestem prywatnie obrażony, bo było więcej, przewyższających poziomem coponiektóre perełki w NF :)

Aż sobie przypomnę tego knota z trzema wojami szwendającymi się po lesie devil

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

“NF” położyła chyba prosta sprawa – minimalizowanie kosztów i traktowanie czasopisma  przez właściciela po macoszemu. Nie da się wydawać miesięcznika literackiego z ambicjami i długoletnimi tradycjami przy redakcji czteroosobowej czy też pięcioosobowej. Szef działu prozy polskiej – a redakcja prozy polskiej to jedna osoba. Podobnie z prozą zagraniczną.  A gdzie są redaktorzy-recenzenci, którzy czytają teksty nadesłane i przedstawiają opinię? Brak. Szef działu prozy polskiej powinien czytać i oceniać już wyselekcjonowane opowiadania, co wcale nie znaczy, że nie może sam recenzować.  A gdzie się podziały kolegia redakcyjne? Brak. Dział promocji i reklamy – była jedna osoba, i nikogo więcej.

Chałupnictwo jest dobre przy produkcji rajstop i szyciu pokryć do poduszek, ale nie do wydawania miesięcznika literackiego.  

No i teraz skutki tego ograniczania redakcji do nędznych strzępów widać. I to było chyba nieuchronne, bo kilku ludzi nie da rady poprowadzić dużego miesięcznika, choćby pracowali dwadzieścia godzin na dobę.

Proste. 

Pozdrówka.

Narzekanie nie jest niczym złym, pod warunkiem, że się je statystycznie “obrobi”. :)

 

Zostałem źle zrozumiany chyba :), wykruszanie “betonu” IMO ;) jest znacznie szybciejsze, niż wynikałoby to z naturalnej erozji, (patrz: spadek o 25% w ciągu tych kilku lat panowania ostatniej Reerdakcji  z pomysłami,  a już znów nie wspominając o setkach procent z przeszłosci).

To spadek znacznie, uwaga powtórzenie, szybciejszy niż czytelnictwo innych papierowych magazynów.

Wiec, przykro mi to stwierdzić, ale jeśli gdzieś tkwi błąd, to na pewno, nie w czytelnikach. W braku promocji też nie. Na pewno nie IMO :) w Pruszyńskim.

Więc gdzie? 

Prim "Corcoran" Chum

Wiec, przy­kro mi to stwier­dzić, ale jeśli gdzieś tkwi błąd, to na pewno, nie w czy­tel­ni­kach. W braku pro­mo­cji też nie. Na pewno nie IMO :) w Pru­szyń­skim.

Więc gdzie? 

 

Może nie należy szukać, aż tak bardzo głęboko, aby znaleźć odpowiedź. Analizując Twoje podejście nie można się z nim nie zgodzić, jednakże w większości przypadków problemy uzależnione są od zarządzania... Według mnie zbyt słabe podejście do dawnych fanów, którzy dzisiaj mają Helter-Skelter życiowy i “zabawiają się” rozwiązywaniem problemów we własnym świecie. Zachęcenie weteranów mogłoby przynieść pozytywne korzyści. Kolejna sprawa to promocja (poruszana przez ciebie wcześniej), bo jeśli czytelnik wie, że Redakcja pisma nie ma stanu przed zawałowego i posiada fundusze na reklamowanie swojego magazynu to zdecydowanie inaczej podchodzi do tego dzieła. Szacunek również wśród konkurencji – pytanie tylko dla KOGO?

Uważam, że bardzo ucieszyłoby wydawcę, jeśli każdy z czytelników Nowej Fantastyki przysyłałby listy z własnymi poglądami odnośnie stworzenia na nowo grona redakcyjnego... Jeśli nie mają paru złotych na pomoc, niech przynajmniej piszą listy z podziękowaniem.

Koniec życia, ale nie miłość

Tyle że od redakcji wymagałoby to dialogu, nie tez wygłaszanych ex cathedra. Jajku, do Ciebie, sądzę, nikt pretensji nie ma, a z pewnością nie o konkurs, który nie mógł się udać terminowo – nie przy tej liczbie zgłoszeń [wszyscy mają o brak Jajka]. Poza tym zrealizowałeś interesujący eksperyment, którego wyniki przydałoby się przeanalizować: czy, skoro jednym z problemów jest zalew tekstami, redakcja powinna mieć dodatkowe wstępne sito?

"Białka były czerwone, a źrenice większe niż całe oczodoły"

Primie

 

Nie umniejszałbym roli wydawcy i jego podejścia do sieci jako swoistej efemerydy. Rok istnienia NF jako e-book dobitnie pokazał, jak dosłownie nie wygląda promocja czegoś, co miało szansę trafić do nowych czytelników, korzystających głównie z czytników. Kuźwa, nawet linkowanie do strony Prósza, gdzie można było toto zakupić, to była jakaś niewyobrażalnie trudna rzecz. Samobój.

 

Kwestia treści, ułożenia pod ‘target’ – ok, osobna sprawa.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

na emeryturze

O, to w rekomendacjach SF2015 można było dostać uzasadnienie od _mc_, czemu jednak ‘nie’? Ja też chcę!!! :P

Nie umniejszałbym roli wydawcy i jego podejścia do sieci jako swoistej efemerydy. Rok istnienia NF jako e-book dobitnie pokazał, jak dosłownie nie wygląda promocja czegoś, co miało szansę trafić do nowych czytelników, korzystających głównie z czytników. Kuźwa, nawet linkowanie do strony Prósza, gdzie można było toto zakupić, to była jakaś niewyobrażalnie trudna rzecz. Samobój.

 

Eeee, mamy kilka opcji takiej sytuacji....

 

Dwie najważniejsze:

– złośliwość Prószyńskiego (i działanie na własną szkodę) ;)

– nieumiejętny lobbing... :D 

Choć oczywiście jestem otwarty na inne opcje :D

 

Tyle że od redakcji wymagałoby to dialogu, nie tez wygłaszanych ex cathedra

Czasami tak chyba trzeba, choć, rzeczywiście nie z Tobą, Dzikowy 

 

Prim "Corcoran" Chum

“Cisza też jest odpowiedzią” :)

Albrt Ejnestein

Myśl na dziś...

 

Gdyby przyjąć za miarodajny obecny trend, to w ciągu najbliższych kilku (nie mylić z kilkunastu) lat NF zniknie z Rynku. To nie moje “czarnowidztwo”, “złowróżbność”, czy “prowokacja”, i co, mnie bardzo śmieszy:   :D “kalanie własnego gniazda” :). To po prostu czysta matematyka statystyczna – nie będę jej po raz kolejny przytaczał. Dość powiedzieć, że w spadek jest wciąż znamienny, mimo, iż o kilku lat rzeczywista sprzedaż NF obraca się wokół, zamiast wyjściowego miliona, i stu tysięcy w latach następnych,  w malejących liczbach poniżej dziesięciu tysięcy, wliczając (chyba niestety) biblioteki, więc w świetle matematyki, utrzymanie spadku kilkudziesięcioprocentowego, przy tak niemożebnie skurczonej puli wyjściowej, nie wróży dobrze.

 

Jak twierdzą szychy, portal jest na garnuszku NF, znaczy Prószyńskiego, i sam nie miałby szansy, by się nie utrzymać.

 

Sumując te dwa gniazda informacji, wychodzi na to, że już niedługo portal zniknie. Przynajmniej w takiej formie. ..

 

 

Prim "Corcoran" Chum

Jedyne co wyniosłem z tego tematu to to, że udałem sie na Facebook, polajkowałem i udostępniłem post z kwietniowym numerem NF. Co sugeruję też pozostałym jeżeli jeszcze tego nie uczynili :-)

* + Wiktor 1.07.2016 "A kiedy przyjdzie nam się spotkać to poznamy się po oczach."

Brawo Ty :D

Prim "Corcoran" Chum

<moderator on> Moritz, usunąłem Twój wpis obrażający innych użytkowników portalu. Prosiłbym o powstrzymywanie się na przyszłość od wyzwisk. <moderator off>

nikogo nie obrażam, piszę jak jest. 

zresztą po twojej ingerencji, zupełnie niepotrzebnej, mogę tylko powiedzieć: szkoda czasu na udzielanie sie na portalu, bo JeRzy właśnie zalegitymizował takich użytkowników, którzy zamiast zachęcać do aktywności, tylko zniechęcają do czegokolwiek. Przepraszam, ale to mój ostatni, wpis, jak też i wejście. 

Brawo ja!

Kultura jednak obowiązuje. Tu nie polityka, żeby się obrażać :-)

* + Wiktor 1.07.2016 "A kiedy przyjdzie nam się spotkać to poznamy się po oczach."

Też nie rozumiem, dlaczego został usunięty wpis Mortiza, dotyczący lajkowania..

Fakt, był dziwny...

Widocznie sobie zasłużył … :) (Czy ja naprawdę to mówię????) ;)

 

Prim "Corcoran" Chum

Jak twierdzą szychy, portal jest na garnuszku NF, znaczy Prószyńskiego, i sam nie miałby szansy, by się nie utrzymać.

Portal, przy zachowaniu ciągłości wydawania pisma, które jednak jest piotrową skałą, miałby szansę sam się utrzymać, przy założeniu modernizacji czyli inwestycji.

 

Za co trzymam kciuki.

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Podbijam :D

 

Bo temat istnienia czasopisma fantastycznego w formie papierowej jest *IMO (zapożyczenie z redakcyjnego dialektu)  ważny... Przynajmniej dla mnie :)

A wiele wskazuje na to, że lada chwila z papieru zniknie.

 

Nie będę się rozwodził zbytnio.

Lepiej wychodzi mi zadawanie pytań,  niż na nie odpowiadanie.

 

Wydaje mi się, że rozumiem nastałą ciszę. To naturalne. Dochodzimy do wniosku, że każdy argument już padł i odsuwamy od siebie niewygodne tematy, szczególnie te, na które, jak nam się wydaje nie mamy wpływu. 

 

A jednak, proszę jedynie o chwilę. Bardzo krótką. Kilka sekund, podczas których wyobraźmy sobie wspólnie pewne dane w formie wykresu. Umieśćmy na nim tych kilka dat takich jak: 1990, 2000, 2010.

Przyporządkujmy im liczby, zupełnie przybliżone i na wszelki wypadek w większości znacznie zaniżone:

1990 = 100 tysięcy,  

2000 = 75 tysięcy

2010 = 50 tysięcy

2015 = 15 tysięcy

 

Jak według Was ma się Czasopismo?

 

Jeśli nie macie jeszcze wyrażonego poglądu, to jak ocenicie fakt, że nakład NF w ciągu ostatnich czterech lat zmniejszył się o kolejną jedną czwartą? Tłumacząc na procenty: 25%

 

Rozumiem, że proces myślowy w tym wypadku wymaga zaangażowania większego niż te, że “tak, czy siak, skoro jest dobrze teraz, wszystko będzie dobrze w przyszłości”, czy rzeczywiście tak myślicie?

 

 

 

 

 

Prim "Corcoran" Chum

No nie, nakład “NF” w roku 2010 zdecydowanie, zdecydowanie nie wynosił 50 000 egzemplarzy. 

Nieistotne, tendencja jest jedna. Spadek.

Patrząc po cennikach od 2008 do 2016 poleciało z 27000 do 15000. Żadna tajemnica, cenniki oficjalnie dostępne.

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Jak na mój gust to ten temat poruszany jest w zupełnie niewłaściwym miejscu. I już tłumaczę dlaczego.

 

Jaki jest koń, każdy widzi. NF ryje nosem w glebę, ale ma wieloletni rozpęd silniczka tradycji.

Redaktorzy pracujący w NF nie mogą tego przyznać z prostego powodu: pracują w NF i są zatrudnieni przez Prószyńskiego. Gdyby pracując dla nich zaczęli mówić, że jest źle, to tego samego dnia mogłoby się okazać że już tam nie pracują. Nawet, że muszą płacić jakieś kary za złamanie klauzuli, krecią robotę i inne rzeczy.

 

Jeśli macie uwagi, zbierzcie je do kupy, zróbcie z tego petycję, zbierzcie przez internet głosy i wyślijcie całe to mamrotanie do osób decyzyjnych w Próchnie. A przede wszystkim dajcie znać, że lubicie NF i chcecie je kupować i zależy wam, by nie zniknęło z rynku. A panom redaktorom dajcie składać czasopismo, przecież wiadomo, że ilość zatrudnionych tam osób zakrawa o pomstę do nieba i czasopismo o wiele lepiej by się trzymało z większą redakcją i większym finansowaniem.

 

 

 

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Wątpię czy słabo sprzedające się czasopismo, przynoszące realne straty byłoby utrzymywane przez Prószyńskiego. Redaktorzy tego pisma, w żaden sposób nie są zagrożeni zwolnieniem z pracy, jeśli taka będzie wola wydawcy. Patrząc w przyszłość, może się okazać że ktoś nie będzie sobie życzył dalszego dofinansowania upadającej firmy.

Wtedy na całym tym przedsięwzięciu stracimy my, bo to właśnie my powinniśmy wziąć sprawy w swoje ręce i pomagać w miarę możliwości. Jeśli przeszkadzają nam ciągłe reklamy na stronach internetowych promujących treść sci-fi czy fantasy to bądźmy zadowoleni, że mamy jeszcze gdzie wracać.

Według mnie wszystko opiera się o pieniądze i zabezpieczenie w formie stałych dopływów kapitału. Mam nadzieję, że w moim komentarzu nie będzie powtórzeń z poprzednich wpisów.

Koniec życia, ale nie miłość

NF nie przynosi strat bo wtedy zostałoby zamknięte. Nie posiadam wiedzy tajemnej o przychodach pisma a zdrowy rozsądek.

 

http://www.petycje.pl/

 

Kto wie, czy taka oddolna inicjatywa – weźcie i coś z tym zróbcie, zainwestujcie w stronę, bo chcemy to móc kupować dalej – jakoś podziała. Na pewno tak, jeśli podpisów będzie w dziesiątkach tysięcy a nie w dziesiątkach. To akurat bolączka każdej strony internetowej. Na 100% odwiedzin mniej niż 1% to aktywni użytkownicy a nie tylko odbiorcy treści.

 

Może przejście tylko na wersję papierową dla prenumeratorów ma sens? Z półrocznym wyprzedzeniem, zbiegającym się ze szczytem prenumeraty na przełomie roku, kiedy są promocje? Informujemy, informujemy, namawiamy, zachęcamy, grozimy, że innej drogi nie ma (kurczaki, ciągle mówię “my”).

Albo kupujecie prenumeratę albo narka. Brutalnie to brzmi ale może kilka tysięcy stałych prenumeratorów lepiej się opłaci niż kilkanaście tysięcy nakładu z czego X idzie na zwroty a ze sprzedanych trzeba się dzielić z kolporterem? Proste do kalkulacji opłacalności choć w równaniu mamy niewiadomą X=ilu czytelników zdecyduje się na prenumeratę w takiej sytuacji. Nie wiem choć mam wizję, jakby się to miało odbywać :)

 

Co do reklam. Nie łudźmy się, jeśli Wydawca zainwestuje w stronę to wyłącznie po to, żeby zwiększyć z niej przychód reklamowy więc reklam będzie więcej. Na razie NF jest bardzo, bardzo mało agresywna, jeśli chodzi o przekaz reklamowy :)

 

W każdej sytuacji Dj trzyma kciuki.

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Zgadzam się z tobą dj Jajko i mam nadzieję, że kwestia strachu usunięcia czasopisma ze sprzedaży  zostanie zniwelowana do minimum.

 

Wiem, że nie posiadasz informacji, bo takie mają jedynie osoby powołane do kierowania. Pamiętam, jak dziesięć lat temu, głośno było na temat Prószyńskiego oraz jego księgarni – mam na myśli zainteresowanie ze strony “wyższych” sfer inwestowania w firmy pojawiające się na giełdzie. Nie jestem graczem giełdowym, więc mam nadzieję, że się nie pomyliłem.  Nie chcę tutaj opisywać wszystkich wiadomości, które  pojawiały się w mediach ;), wtedy akurat obserwowałem te działania i wyszło na to, że aktywa firmy wykupiła Agora.

 

Według mnie, nie było w tamtych czasach lepiej działającej księgarni w polskich realiach, w skład wchodziła również Nowa Fantastyka, którą akurat w tamtych czasach 2002-2008 przestałem kupować. Do dzisiaj zadaję sobie pytanie, czemu przestałem kupować ale potencjalnych odpowiedzi jest bardzo wiele więc to już temat na inną dyskusję. Zresztą wiele osób zadaje sobie to samo pytanie, jak można przeczytać w komentarzach. Tak czy owak chyba jednak warto wydać te parę złotych na kolejne numery, a tym bardziej  kupić prenumeratę.

Koniec życia, ale nie miłość

Jeśli by jeszcze dołożyć na stronie strefę ‘premium’ dostępną za free dla prenumeratorów z naprawdę fajnym kontentem...

Pomysłów jest sporo :)

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

‘premium’ z np. prawem prenumeratora do uzyskania komentarza (roczna prenumerata = 1 komentarz) do swojego opowiadania od jednego z redaktorów mogłoby skutkować gwałtownym zaprenumerowaniem przez użytkowników tej strony ;)

Płatne redakcje opłaciłyby się bardziej. No i vanity oczywiście :)

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Chciałbym dodać od siebie jeszcze parę słów odnośnie trochę innej sprawy. Wiem, że sporo osób rozmawia w tym wątku założonym przez Prim Chum, wyłącznie o Nowej Fantastyce i bieżących numerach czasopisma. Odchodząc nieco od tematyki "naglącego przywracania do życia", myślę że należy powiedzieć coś o numerach, które są nieco starsze.

 

Krótko i węzłowato, bo coś mi mówi, że ten aspekt sprawy może być istotny, a do tego wielce rozległy pod względem aktualności. Na giełdach internetowych można zauważyć drugą stronę sprzedaży pisma Nowa Fantastyka, o której nikt tutaj nie powiedział. Są tam setki, jeśli nie tysiące czasopism do kupienia z tzw. drugiej ręki. Czy ktokolwiek zbadał ten rynek, pytał ile potencjalnie osób interesuje się historią tego magazynu albo ile wydaje na poszerzanie własnych zbiorów?

Czy Internauci są zainteresowani tematyką zawartą w starszych numerach? Wiele osób twierdzi w dyskusji, że dawniej było lepiej... A gdyby dać im to czego sobie życzą to w jaki sposób wyraziliby swoje zainteresowanie?

 

A może trzeba ogarnąć wszystkie elementy tej łamigłówki, nawet te które są przeoczone albo nie wywołują absolutnie żadnych emocji. Kupowanie starszych zbiorów to niezła zabawa, zwłaszcza jeśli odnajdziemy pożądany kontakt z kontrahentem. Spotkałem się z osobami, które jeździły do Londynu i sprowadzały stamtąd całe "sterty" czasopism o fantastyce w jakości co najmniej bardzo dobrej (czasami z drobnym minusem). Zarządzanie sprzedażą Nowej Fantastyki w miejscach podobnych do giełd internetowych to według mnie zdecydowanie równorzędny problem, podobnie jak zalegające numery czy spadający nakład.

Koniec życia, ale nie miłość

Dorzucę coś od siebie:

Dyskusja w większości przeczytanych postów wydała mi się jałowa. Wszyscy próbują na nowo wymyśleć koło, a wystarczy popatrzeć na czasopisma z innych branż. Pojawiła się opinia, że ciężko znaleźć czasopismo. Ano ciężko, bo NF wypełnia tylko jedną z wielu nisz. Ile jest konkurencyjnych czasopism? No właśnie. Nie sprawicie, że nagle cała Polska zacznie czytać NF, to nie te czasy. Równie dobrze moglibyście wypromować gazetę o tatuażach.

Lecz jeśli zwiększenie nakładu jest jedynym sposobem, by NF przetrwało, to nie ma bata – poziom musi spaść, a treść zahaczać o jak najwięcej grup docelowych. „Co podoba się Miley Cirus w smokach?”, „Dziesięć fantastycznych snów Katy Perry”, „Jaka gwiazda jest z przyszłości – quiz”. To tylko na prędcy wymyślone i mocno przerysowane przykłady artykułów, które podniosłyby sprzedaż. Można poszerzyć treść o kryminały, obyczajówkę itp. Polityka jest w cenie. Nie ma się co oszukiwać, pieniądze leżą w głównym nurcie, a nie w mulistym brzegu i do niego trzeba dążyć. Nie będę rozpisywał się o wszelkich konsekwencjach takiego kierunku rozwoju, bo nie ma sensu – większość ze mną na czele będzie na nie. Wszystko rozbija się o pieniądze i koniec końców grupa wiernych fanów spada na drugi plan.

A co z portalem? Padł pomysł, żeby więcej użytkowników pojawiło się w czasopiśmie. Kiepski pomysł, bo zaprowadzi nas do hermetycznej społeczności wzajemnej adoracji. Portal a czasopismo powinny być oddzielnymi tworami, skupionymi na dwóch różnych płaszczyznach. Chociaż prawdopodobnie na końcu i tak z NF zostanie już tylko portal. Gazety umierają, bo (co również zostało już wspomniane) żyjemy w świecie fast info.

Zmierzam do tego, że chociaż trwanie w konserwatywnych ramach może być chwalebne i szanowane przez grono czytelników, niestety pieniędzy nie przyniesie. Bo jest drugie grono, tysiąc razy liczniejsze, które lokuje swoje pieniądze gdzie indziej. A tych potrzeba na gwałt, jeśli NF nie chce zamienić się w internetowy zin, gdzie ludzie pracują w ramach wolontariatu.

Skąd wziąć pieniądze na promocję? Zapewne u dużego wydawcy, który skupia czasopisma z różnych branż i chciałby poszerzyć ofertę o jeszcze jedno. Oczywiście z góry narzucałby pewien kierunek (głośna ostatnio afera z Ringier Axel Springer), ale tak wygląda rzeczywistość.

A te 10 złotych? Śmieszne pieniądze, naprawdę. Ale i tak rzadko je wydaję z prostej przyczyny – mało interesująca treść. Felietony niezwykle rzadko zapadają mi w pamięci i to raczej nie w pozytywny sposób, chociaż nie zarzucam braku przygotowania autora czy jakości – po prostu mam swój gust. Opowiadania? Znów sprawa gustu, ale osobiście uważam, że na portalu trafiają się dużo lepsze niż te w czasopiśmie. Recenzje? Pierwsza lepsza strona w Internecie. Oczywiście, ktoś może się liczyć z gustem konkretnego autora, ale ile jest takich osób?

Mimo negatywnego wydźwięku mojego postu, jestem dobrej myśli. Społeczeństwo się bogaci, gdzieś wyczytałem, że po raz pierwszy sprzedaż papierowych książek urosła, kiedy cyfrowych spadła. Wychodzi sporo ciekawych nowości, kino nie próżnuje i sięga często i gęsto po fantastykę, a to wszystko wpływa na zainteresowanie tematyką. NF nigdy nie trafi do głównego nurtu, tak jak sprzedaż książek fantastycznych nie przebije romansów. Taka kolej rzeczy.

Czaszka mówi: klak, klak, klak!

Ciekawe opinie. 

 

Tym bardziej, ze moim zdaniem świat zmierza w kierunku "branżowosci" i IMO ;) rozmywanie treści na jak najszersze grupy docelowe, sprawiło to, co mamy teraz. 

Prim "Corcoran" Chum

Branżowość nie wyklucza większej ilości grup docelowaych. Na ten przykład “Fantastyka” mogłaby być poświęcona literaturze fantastycznej oraz kryminałom, romansom itp.  Przeczy to nazwie, tradycji i osiągnięciom, ale czasami trzeba coś poświęcić, żeby choćby przetrwać.

Czaszka mówi: klak, klak, klak!

Wyklucza :) 

Prim "Corcoran" Chum

Najwyraźniej inaczej rozumiemy słowo “branża”.

Czaszka mówi: klak, klak, klak!

@Skull

Moglibyśmy spróbować odpowiedzieć sobie na pytanie, czy czasopisma publikujące kryminały mają większą siłę przetrwania, niż Nowa Fantastyka, serwująca dobre opowiadania fantastyczne? Po co to zmieniać? Lepiej zaciekawiać i udowadniać, że było lepiej, a teraz jest całkiem dobrze.

Koniec życia, ale nie miłość

Było lepiej, a teraz jest całkiem dobrze? To tak jakbyś wszedł do restauracji i od progu kelner mówi do ciebie, że już nie gotują tak dobrze jak kiedyś, ale może polecić frytki.

Co do pytania o sprzedaż czasopism kryminalnych, to zrozumiałem, że ty chcesz się przebranżowić, a mnie chodziło o połączenie. W ten sposób NF pozyskałby czytelników fantastyki i kryminału. Oczywiście piszę o kryminale, jako przykładzie, a nie konkretnym wyborze.

Sądzę, że społeczeństwo idiocieje. Wystarczy pooglądać telewizję, wejść na jeden czy drugi portal o dużym zasięgu. Skupiając się na inteligentnej części społeczeństwa, nie można liczyć na wielki sukces, bo człowiek inteligentny przede wszystkim ma jakiś swój gust. Człowiek, nazwijmy go, rozrywkowy jest bardziej podatny na modę, więc można mu wcisnąć wszystko, jeśli jest to na topie. Krzykliwe, szokujące artykuły, wywiady z “wariatami”, recenzje kontrowersyjnych książek i filmów – to mogłoby podnieść sprzedaż, chociaż nie wiem na jak długo.

A co z nastolatkami? Klasą średnią? Emerytami i rencistami? Może trzeba zadać sobie pytanie, kto najliczniej czyta NF i kogo należałoby przyciągnąć.

Czaszka mówi: klak, klak, klak!

“Co do pytania o sprzedaż czasopism kryminalnych, to zrozumiałem, że ty chcesz się przebranżowić, a mnie chodziło o połączenie.”

 

W takim wypadku, całe grono redakcyjne, musiałoby zostać dwa razy bardziej podzielone albo zatrudnić nowych pracowników. Przekonać wydawcę, aby dopłacał do niepewnego interesu? Tutaj sprawa zupełnie wchodzi na niepewny grunt.

 

“A co z nastolatkami? Klasą średnią? Emerytami i rencistami? Może trzeba zadać sobie pytanie, kto najliczniej czyta NF i kogo należałoby przyciągnąć.”

 

Chyba najlepszy pomysł na pomoc, który został przygotowany obserwując kilka komentarzy wstecz. Fajnie, gdyby ludzie samodzielnie kompletowali stare numery Nowej Fantastyki, a potem oferowali je fanom tego miesięcznika. Nie wiem, czy sprawdzałeś ale tych czasopism jest baaaardzooo duuużooo.

 

EDIT: Prawie wszystkie oferowane są pojedynczo za małe pieniądze.

Koniec życia, ale nie miłość

Brak reakci Redakcji na te skądinąd warte refleksji uwagi może dawać do myślenia. 

Nie śledźi? Nie docenia? Nie.....(nie mam pomysłów).. :) 

Prim "Corcoran" Chum

śledzą, śledzą.

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Ech, DJ, podratowałeś moje Ego :) Czy to znaczy, że jestem rozpoznawalny??? ;D

Prim "Corcoran" Chum

@ Prim Chrum

 

Ja na ten przykład wciąż próbuję się ogarnąc po sugestii artykułu o Milery Cirus i smokach. Czytałbym!

 

Tak na serio zaś: wiem, że się powtarzam, ale ja naprawdę sądzę, że problem leży nie w treści, ale w docieraniu z informacjami o kolejnych numerach do potencjalnie zainteresowanych. Bo pisma, które w 100% zadowoli każdego nie będzie. Nie może byc – ja np. regularnie czytam “Politykę”, “Książki” czy “Newsweek”, ale nigdy od deski do deski. I to się rozumie – odbiorców jest wielu, trzeba dac różnorodne rzeczy.

 

Problem jest taki, że nawet gdyby Miley faktycznie o smokach nam opowiedziała, to info o tym nie wyszło by poza standardowe grono naszych odbiorców. Wiesz, ja w tej chwili kombinuję, jak załatwić opowiadanie Toma Hanksa, bo napisał ciekawe absurdalno-śmieszne SF. Ale boję się, że para znowu pójdzie w gwizdek, bo dowiedzą się o tym tylko fantaści ze standardowej widowni “NF”.

Wiesz, 

Malakh, 

 

Masz rację chyba. Problem, być może, nie leży w treści... ;) 

A w formie... Skoro wiesz już, to dlaczego nic  z tym nie zrobsz? :) 

 

Prim "Corcoran" Chum

Hmmm, chyba powinienem odnotować, że przedstawiciel Redakcji zwraca się bezpośrednio do mnie... Hip, hip, hurra, tak trochę z anglosaska :) 

 

Teraz poważniej:

ja naprawdę sądzę, że problem leży nie w treści, ale w docieraniu z informacjami o kolejnych numerach do potencjalnie zainteresowanych. Bo pisma, które w 100% zadowoli każdego nie będzie.. 

Ustalmy fakty:

 

1. Pisma, które w 100% zadowoli każdego nie będzie 

 

2. Ja tez regularnie w miarę czytam "Politykę"... Co więcej staram się równie regularnie czytać

 

" Forum", "Wprost", "Newsweeka" i wiadomości z portali w tym wp i onet

 

3. Wszystkie te tytuły znam od co najmniej i ponad 10 lat – NIE MAM ocboty z nich rezygnować ;) 

 

4.  W ciągu tych dziesięciu lat nakład NF spadł znacznie więcej, niebotycznie  więcej, niż można wytłumaczyć "wykruszeniem" sie starej gwardii.

 

5. Co znaczy, że nie masz racii, Malakh :D  

 

 

Prim "Corcoran" Chum

A czy ktoś zapytał czy problem w ogóle istnieje?

To, że nakład spada, nie oznacza, że NF grozi zamknięcie. Może osiąga pułap niszy rynkowej, która pozwoli mu przetrwać, a redaktorom utrzymać rodziny. No bo w zasadzie jaki jest sens nakładu większego niż obecny? Może właściciel chce tylko, żeby czasopismo oscylowało w granicach rentowności. Taki Newsweek, Polityka itp, chyba nie przynoszą takiego zysku, jak reklamy w nich zamieszczane. Ot narzędzie w rękach potężnych do wpływania na politykę i biznes, a nie źródło realnego dochodu. Kto jest właścicielem takich gazet? Osoby, które łączą różne gałęzie gospodarki i mogą wpływać jedna na drugą, m.in. właśnie przez czasopisma. W tym ujęciu NF nie ma dla nikogo znaczenia poza czytelnikami. A ich liczba nie ma znaczenia, dopóki ludzie nimi zarządzający mają na chleb.

Chyba, że się mylę i coś pominąłem.

Czaszka mówi: klak, klak, klak!

A czy ktoś zapytał czy problem w ogóle istnieje?

No fakt. :) Ale mam wrażenie, że jednak w temacie, kryje się i to pytanie ;) 

Prim "Corcoran" Chum

Cóż, giganci w ostatnich latach dwóch zaliczyli spadki nieporównanie większe niż nasza (ciągle mówię nasza) NF.

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

@ Skull

 

Właścicielami “Polityki” na ten przykład są... dziennikarze “Polityki”. I to przynosi kasę, niemałą. I płacą niemało;]

O widzisz, nie wiedziałem. Ale chyba są tylko wyjątkiem potwierdzającym regułę. Daruję sobie teorie spiskowe o tym, że mogą dostawać pieniądze od różnych frakcji politycznych po cichu i na lewo, byle pisali w odpowiedni sposób :P

Czaszka mówi: klak, klak, klak!

Właścicielami “Polityki” na ten przykład są... dziennikarze “Polityki”. I to przynosi kasę, niemałą. I płacą niemało;]

Właścicielami wszystkich innych dzienników nie są na TEN przykład dziennikarze. To a propos kasy. Niemałej...

 

Widzisz, Malakh, czasami....  (chyba powinienem powiedzieć: widzicie ;))

 

Czasami po prostu pasja jest ważniejsza od pieniędzy. Z pożytkiem dla obu stron. Wiem jak glupio to dla Ciebie brzmi. Ale to jest prawda, której nie jestes w stanie zrozumieć, sądząc po twoim zdaniu, nie obcym jak sądzę Redakcji :) 

Prim "Corcoran" Chum

Khe, khe :) 

Prim "Corcoran" Chum

Chciałem tutaj zamieścić post wyjaśniający, że zmiany w piśmie nie wpłyną na poprawę jego sprzedaży jeśli jedynymi osobami, które się o nich dowiedzą, będą ludzie, którzy i tak znają i czytają “NF”. Ale uświadomiłem sobie, że wszystko to napisałem już 26 lutego. Uważam, że potencjalnych czytelników jest dużo więcej niż mamy obecnie, ale nie jesteśmy w stanie się do nich przebić. Jestem ogromnie wdzięczny Jackowi Łukawskiemu, który zaktywizował blogerów, aby pojawiało się w Internecie więcej recenzji kolejnych numerów i Krzyśkowi Sokołowskiemu, który recenzuje nas w podcaście. Cieszy mnie ogromnie, że niegdysiejsza ekipa Gildii, z Dagmarą czyli Tiszką, na czele rozkręciła nam tak ładnie aktualności na stronie. Mam nadzieję, że z pomocą takich dobrych przyjaciół uda się nadać “Nowej Fantastyce” pęd.

 

Tymczasem ja czekam na ostatnie dane niezbędne do tego, żeby dokonać kalkulacji i przedstawić prezesowi projekt zmian. W ostatnich miesiącach dużo o tym myślałem i rozmawiałem z wieloma mądrymi, doświadczonymi ludźmi. Część pomysłów została od początku, inne uległy ewolucji – całość już jest w zasadzie obmyślana, musi jeszcze tylko zostać podliczona.

@Nazgul – 

Chciałbym tylko zauważyć,  iż Gazeta Wyborcza pomimo wspomnianej tutaj szerokiej promocji i łatwości jej dostępu (papier jak i wszystkie możliwe e-formaty), na potęgę TRACI czytelników. 

Natomiast, jeśli dobrze pamiętam, bardzo dobrze sprzedaje się Fakt. Ale ten, na ostatniej stronie, zawsze ma gołą babę.

Gazeta Wyborcza traci czytelników wydań papierowych. Szokująca liczba (jak na Polskę) subskrybuje ich wydanie elektroniczne, czytelnicy po prostu zamieniają jedną formę w drugą.

Fakt sprzedaje się dobrze, ale też traci. Takie czasy.

Przyszłością jest internet – albo rozszerzenie liczby stron, większa kwota i lepsze teksty (dłuższe niż pół strony, czy jedna) – pójście w elitarną, papierową stronę.

Rozwiązaniem innym od udostępniania treści przez Paywalla jest też udostępnienie ich dla wszystkich – i zbieranie funduszy na kolejne wydanie poprzez coś w rodzaju Patronite (lub akcja crowdfundingowa) – pytanie, czy czytelnicy NF są taką społecznością. Albo też nie udostępnianie dla wszystkich, tylko dla tych, którzy zapłacą w ramach takiej akcji – dla tych, którzy zapłacą więcej – kilka magazynów, czy papierowa wersja, czy jeszcze kubek czy inna pierdółka – dla tych, którzy mniej – elektroniczne wydanie, czy coś takiego.

Dla odmiany: propsy za ruch w niusach na stronie i fanpejdżu. Aż zaglądam za nowinkami, niektóre klikam, bo po prostu zaczęło się dziać.

"Białka były czerwone, a źrenice większe niż całe oczodoły"

Co zrobiliście z Prim Chum, brutalecheekywink?

Jego/jej (?) tematy wypadły z listy Hyde Parku, są jeszcze na liście “ostatnio kometowane”, a jak się ich nie podbije, to wylecą w kosmos. Tak ma być? No, byłoby szkoda, bo to ciekawy temat.

Beryl ostrzegał a Chrum miała bardzo, bardzo niewielki margines bezpieczeństwa.

Taki epsilonik powiedziałbym.

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Chwileczkę... Czyli, że co? Autor wątku narozrabiał i wyleciał, to wylatuje w kosmos wszystko, co było jego? Opowiadania i założone wątki? Wy tak serio? Serio?

Przecież to bzdurne. Chcecie wywalić w kosmos jeden z nielicznych ważnych dla czasopisma wątków? Czasopisma Nowa Fantastyka, które  jest gospodarzem na portalu i dyskusja o losie tegoż czasopisma powinna być chyba potraktowana z większym szacunkiem. Przedstawiono wiele ciekawych punktów widzenia, czasem bardziej serio, czasem bardziej żartem, ale z ogniem. Redakcja wypowiedziała się szeroko i z zaangażowaniem. To powinno zostać i być do wglądu dla tych nielicznych na portalu, którzy jednak interesują się czasopismem.

Macie chyba jakieś możliwości techniczne, żeby ten temat nie przepadł.

 

Autor wątku narozrabiał n-ty raz, sam go banowałem raz czy dwa.

Zgadza się, przydałaby się funkcjonalność blokowania dostępu czasowo.

 

Na szczęście widać w komentarzach i w profilu.

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Akurat to, że razem z kontem kasowane są opowiadania i publicystyka to dobrze, bo po zbanowaniu autor straciłby możliwość dysponowania własnymi utworami. Zgodzę się natomiast, że ban nie powinien oznaczać automatycznego usuwania tematów w hydeparku. Obawiam się, niestety, że niewiele możemy z tym zrobić.

Akurat to, że razem z kontem kasowane są opowiadania i publicystyka to dobrze, bo po zbanowaniu autor straciłby możliwość dysponowania własnymi utworami.

Hehehehehe! Dobry dowcip. Przecież po śmierci autora nie palimy jego dzieł, bo nie będzie mógł już dysponować swoją twórczościącheekywinkwink

Utwór opublikowany, przeczytany i skomentowany zaczyna żyć własnym życiem i moim zdaniem nie powinien przepadać wraz z autorem. W razie czego, autor, nawet zbanowany, ma wiele możliwości poproszenia moderacji o usunięcie jego dzieł. Jeśli takiej woli nie wyrazi, nie ma potrzeby wyrzucać też jego opowiadań i artykułów. Bo to dopiera jest dotkliwa kara – miał autor opublikowany utwór, miał podziw i adorację fanów, a teraz szast!, prast! i nie ma nic, zostaje mu się tylko szaranagajama.

Ubolewam nad tym, że niewiele możecie zrobić. Wątek niedługo wypadnie poza listę. W profilach użytkowników nikt nie będzie szukał ciekawych tematów.

Rozważcie wprowadzenie jakichś rozwiązań w przyszłości. Może admin będzie mógł zmienić autora lub podpiąć temat do innego, podobnego w tematyce wątku lub nie wiem co.

Utwór opublikowany, przeczytany i skomentowany zaczyna żyć własnym życiem i moim zdaniem nie powinien przepadać wraz z autorem.

A moim zdaniem powinien.

 

EDIT:

Ale mam wrażenie, że tematem tego, jak twierdzisz, bardzo cennego, wątku jest raczej co innego :) Jest też bardzo prosty sposób na to, byś wątek ten uratowała własnym działaniem. Wystarczy, że sama założysz wątek w hyde parku, a w jego treści zwyczajnie podlinkujesz ten, zapraszając do kontynuowania dyskusji.

Tylko czy jest sens w ogóle kontynuować ten temat? To wszystko przypomina raczej dyskusję dla samej dyskusji. Ani nie możemy wiele zrobić ponad rzucanie pomysłów, ani redakcja nie podejmuje jakiś konkretnych działań odnośnie tematu. Co tak jakby znaczy, że to co wypisujemy nie ma większego znaczenia.

Czaszka mówi: klak, klak, klak!

Beryl, można, ale to już nie to samo, nie ta energia, nie ta dynamika. Takie  łatanie jedwabnej bluzki flanelową łatącheeky A jak i mnie zbanujesz?

Macie dziurę w systemie i trzeba ją naprawić.

Skull, owszem. Ale szkoda to, co powiedziano wywalić do kosza. Marnotrawstwo energii i serca dyskutantów.

 

Ps. Zapomniałam, że “nic nie da się zrobić na portalu, bo Brajt”. No tak.

Czy może rozwiązaliście już ten problem? Nie wiem, nie śledzę wieści na bieżąco, tylko jak mnie co zaciekawi.

 

 

 

“ani redakcja nie podejmuje jakiś konkretnych działań odnośnie tematu”

 

Skull, odnoszę wrażenie, że nie czytasz już nawet tego, co piszę, tylko krytykujesz dla samego krytykowania. Niejednokrotnie wyjaśniałem, że pracuję nad propozycją głębokiej reformy pisma, którą chcę przedstawić prezesowi. Reformy dotyczącej samego czasopisma, strony internetowej, relacji między jednym a drugim, dystrybucji, etc. Takich rzeczy nie robi się z dnia na dzień, ani nawet z tygodnia na tydzień. Trzeba do tego zebrać i opracować sporo danych, przedyskutować pomysły z mądrymi ludźmi, którzy wnoszą cenne uwagi, chwalą jedne opcje, krytykują drugie, dorzucają własne pomysły. To, że działań nie widać, nie znaczy, że nie są podejmowane. A jeśli moja propozycja zostanie zaakceptowana przez prezesa, to także przez pierwsze kilka miesięcy nie będzie nic widać, bo pewne rzeczy będą organizowane, dogadywane i załatwiane od zaplecza. Moim celem jest to, żeby niektóre elementy wdrożyć jak najszybciej, ale główną reformę przeprowadzić na 35-lecie pisma, czyli na przełomie października i listopada, a dokończyć z początkiem 2018 roku. Powtórzę: to nie są rzeczy, które dzieją się szybko, bo zależą od zbyt wielu czynników – np. jeśli potrzebuję jakiejś niezbędnej informacji i nie mogę jej uzyskać przez parę tygodni, cały proces siłą rzeczy opóźnia się o ten czas. Nie znaczy to, że robota całkiem stoi w miejscu, bo równolegle myślę nad całą resztą projektu, ale pewnych kwestii nie mogę zamknąć.

Wybacz, zwyczajnie zapomniałem o twoim wpisie. Mogę jedynie uderzyć się w pierś.

Ale to tylko potwierdza, że temat w zasadzie jest zamknięty,bo pracujecie nad zmianami.

Pozdrawiam

Czaszka mówi: klak, klak, klak!

Oho, chciałem bronić Jerzego, ale ten się wybronił wcześniej :)

Mam wielką nadzieję, że Twój pomysł, Jerzyku, przejdzie, bo jest zacny i tyle.

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Amen. :)

Nowa Fantastyka