www.fantastyka.pl
Forum  Strona Główna  
FAQFAQ SzukajSzukaj UżytkownicyUżytkownicy GrupyGrupy RejestracjaRejestracja ProfilProfil Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości ZalogujZaloguj

Szczepan Twardoch
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następny
 
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Strona Główna -> Literatura
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr



Dołączył: 28 Gru 2006
Posty: 507

PostWysłany: Czw Kwi 19, 2007 21:18    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

ST napisał:

Bardzo lubię szczególnie to ostatnie opowiadanie, poszło jakiś czas temu w lewicowym i mainstreamowym FA-Arcie, w ramach wyrywania się z getta.



Lewicowcy wyrywali się z getta, jak rozumiem? n I słusznie. Opowiadanie też słuszne. Abstrahując od wartości literackiej (polecam, polecam!, choć nie wiem czy to fantastyka [mógł być kosowski Albańczyk, Chorwat z Krajiny i po fantastyce]), to parę "nacechowanych" fragmentów rozliczeniowych (III RP) dał bym sobie w podpis, ale za długie. n Zresztą, jest tu jeszcze jedno rozliczenie: telewizor, mały fiat czyli marność klasy średniej (nie tylko); dojmujące nawet bez apokaliptycznego kontekstu. Czytajcie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
ST



Dołączył: 05 Wrz 2006
Posty: 41
Skąd: Pilchowice

PostWysłany: Pią Kwi 20, 2007 12:16    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Dzięki. To najbardziej osobisty, autobiograficzny i samo-rozliczeniowy tekst, jaki kiedykolwiek napisałem.
_________________
www.dziennik.twardoch.pl
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Artemis



Dołączył: 11 Mar 2006
Posty: 1111
Skąd: z Szóstego Kręgu Piekła

PostWysłany: Pią Kwi 20, 2007 16:09    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Co do "Ronda" - właściwie Koleżanka odczytała zamiar autora.

Wiem co autor miał na myśli? Wow. n

No.

"Exodus" przeczytałam.

Ciekawy kawałek, niezły językowo. Trochę (trochę?) w nim złości, trochę agresji, ale takiej prawicowej, jeżeli wiesz, co mam na myśli n. Dużo zmęczenia, jakiegoś zrezygnowania; monolog bohatera jest jak wymiotowanie natłokiem przykrych, cierpkich myśli.

I takie oto perełki:
Nasz konsumpcjonizm (ach, cóż za słowo, fanfary i czerwony dywan, każdy publicysta, który go używał z łamów swojego tekstu wyłaniał się w glorii, odziany w habit świętego Franciszka lub szmaciane ciuszki Dalaj Lamy, a nagłówki i ilustracje padały mu do stóp, całując je w poszukiwaniu stygmatów).

Czy tekst jest osobisty? Nie wiem, czy bym się domyśliła bez odnotowanej dedykacji, ale poraz kolejny zataczasz krąg. Hm, hm - to kreacja czy naprawdę cierpisz na rozpad jaźni (jak np. ja n)? Piszesz, że to kawałek autobiograficzny, więc pewno i tak większość tekstu pozostanie dla mnie niewyjaśniona; niemniej, gratuluję odwagi, ja bym tekstu pisanego specjalnie dla X (tym bardziej, jeżeli X byłaby bardzo bliską mi osobą) nie odważyła się nikomu pokazać, poza X-em, oczywiście. Swoją drogą - uśmiechasz się, czytając nasze komentarze? To musi być trochę zabawne, patrzeć na opinie ludzi, dla których sens i znaczenie opka są niemożliwe do wychwycenia (jeżeli są).
_________________
Muszle ślimaków. Wiry wodne. Tornada. Odciski palców. DNA. Nasza galaktyka.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
ST



Dołączył: 05 Wrz 2006
Posty: 41
Skąd: Pilchowice

PostWysłany: Czw Maj 24, 2007 8:25    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Od dzisiaj (czwartek, 24 maja) "Sternberg" trafia do księgarń.
Polecam się łaskawej uwadze P.T. Czytelników.
_________________
www.dziennik.twardoch.pl
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
nosiwoda



Dołączył: 25 Kwi 2005
Posty: 9272
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Czw Maj 24, 2007 9:09    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Zerknij, jeśli możesz, do tematów poświęconych Czasowi Fantastyki. Bo w sprawie Twoich tam tekstów mam kilka pytań i może byś autorsko poświecił?
_________________
www.fotolog.com/nosiwoda

Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Fauconnier



Dołączył: 17 Cze 2005
Posty: 86
Skąd: a, różnie to bywa

PostWysłany: Sro Cze 06, 2007 17:50    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

SPOILERS:



Zanim przeczytałem „Sternberga”, zajrzałem jeszcze raz do tekstu opublikowanego swego czasu przez ST w „Czasie Fantastyki”, a w którym tłumaczył on co zamierzał osiągnąć przenosząc rewolucję francuską do Austrii, oraz dlaczego zabieg ten nie jest jedynie tworzeniem zwykłej historii alternatywnej. Odświeżywszy pamięć czytałem następnie powieść pod kątem sprawdzenia co mu się udało a co nie.
Muszę powiedzieć, że mam mieszane uczucia. Są w tej książce rzeczy bardzo dobre, oraz rzeczy co najmniej problematyczne. Ale po kolei. ST napisał, że chodziło mu o poznanie noetyczne zjawiska rewolucji w oderwaniu od przygodnych zdarzeń konkretnych. Dlatego nie opisał żadnej prawdziwej rewolucji tylko rewolucję wyimaginowaną. Sam przy tym przyznaje, że Austria to jedynie decorum, dość w sumie umowne i nie należy jej w tej powieści traktować zbyt serio. Problem w tym, że ten zamysł, godny historyka idei, jest bardzo niebezpieczny dla powieściopisarza. Pisarz bowiem ma za zadanie tworzyć fikcję, a więc swego rodzaju fałsz, w taki sposób by czytelnik zawiesił swą niewiarę i dał się w ów fikcyjny świat wciągnąć. Pisarz musi, krótko mówiąc, przekonująco kłamać. Środkiem do tego celu jest maksymalnie szczegółowe i wiarygodne ukazanie świata przedstawionego. Jeśli jednak autor stawia sobie już na wejściu cel przeciwny, a więc traktuje ów świat przedstawiony jako pretekst i dekorację dla przedstawienia abstrakcyjnej idei, to okazuje się to z reguły zabójcze dla powieści, która staje się rychło ideologicznym gniotem, kompletnie niestrawnym dla czytelników. ST należą się duże brawa, gdyż z tej pułapki wyszedł w sumie zwycięsko. „Sternberg” się dobrze broni jako powieść. Akcja jest wartka, bohaterowie bynajmniej nie papierowi i nawet w ogarnięte płomieniem rewolucji Cesarstwo Habsburgów da się w końcu uwierzyć. Mimo wszystko jednak ów zamysł autorski zdołał trochę powieści zaszkodzić. Przede wszystkim, skoro autor już się rozgrzeszył z pretekstowości swego świata, to nie uznał później za wskazane wytłumaczyć nam jak do wybuchu tej rewolucji w Austrii w ogóle doszło. Rewolucja w „Sternbergu” jest czymś zastanym, obiektywnie istniejącym elementem decorum i tyle. Wszelkie rozważania co ją spowodowało są autorowi niepotrzebne. Ona po prostu JEST. Takie postawienie sprawy bardzo jednak utrudnia owo niezbędne czytelnikowi uwierzenie w świat przedstawiony. W powieści historycznej akcja może rozpoczynać się w dowolnym momencie, choćby i od Waterloo, jak w „Pustelni Parmeńskiej”, i nikt nie ma o to pretensji, bo przecież i tak wszyscy wiedzą co było wcześniej. W przypadku rzeczywistości alternatywnej jednak czytelnik takiej wiedzy nie ma i mieć nie może, a autor mu jej nie daje tylko wrzuca go w środek wiru wydarzeń, nie tłumacząc co do nich doprowadziło. Uważam to za duży mankament powieści. Ta historia zwyczajnie nie ma początku. Zaczyna się od środka.
Osobna kwestia to w jakim stopniu taki zabieg rzutuje na realizację głównego celu autora, czyli tego noetycznego poznania fenomenu. Opis rewolucji u ST rozpoczyna się od thermidora, większa część akcji przypada na powieściowy odpowiednik epoki dyrektoriatu, okresu napoleońskiego w ogóle nie ma, czy też występuje w formie szczątkowej, poczym od razu bezboleśnie przechodzimy do restauracji. Nietrudno zauważyć, że ST pominął w swym opisie wszystko to co najciekawsze. Pojawia się zatem nieuchronne pytanie, czy możliwa jest jakakolwiek poważna analiza rewolucji bez opisu wzięcia Bastylii (czy też jakiegoś jej austriackiego odpowiednika), zabójstwa monarchy, obrad Konstytuanty, Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela, Terroru, a wreszcie i bez Napoleona? Jakie noetyczne poznanie możemy uzyskać bez tego wszystkiego?
Odpowiedź byłaby oczywista i brzmiałaby „żadne” gdyby ST rzeczywiście chodziło o analizę rewolucji. Tak jednak nie jest. W tej powieści o rewolucji właściwie w ogóle nie ma rewolucjonistów. Występują jedynie w głębokim tle i nie mają najmniejszego znaczenia. Bohaterami książki są wyłącznie kontrrewolucjoniści różnych odcieni. I taki jest też prawdziwy temat i cel tej książki. Noetyczne poznanie, i owszem, ale nie rewolucji, lecz kontrrewolucji. To też jest problematyczne oczywiście. W końcu jak tu analizować kontrrewolucję nie przedstawiwszy uprzednio rewolucji? Ta pierwsza jest wszak konsekwencją tej drugiej. Ale zostawmy na razie tę wątpliwość na boku i przyjrzyjmy się owej analizie kontrrewolucji, takiej jaka ona u ST jest. Autor opisuje mnogość postaw ludzkich rozpiętych między dwoma biegunami, konserwatyzmem pragmatycznym, wręcz machiawelicznym, reprezentowanym w powieści przez Carla Sternberga, idącego na różne kompromisy z rewolucją, celem uratowania ile tylko się da ze startego świata, oraz konserwatyzmem ultra, reprezentowanym przez jego brata Aleksandra, prowadzącego z rewolucją wojnę totalną i absolutnie bezkompromisową, na zasadzie, że trzeba uzyskać 100 % albo nic. ST wyraźnie nie chce faworyzować żadnej postawy, nie staje zatem po stronie żadnego z braci, przyznając pewne racje obu stronom. Wydaje mi się jednak, że bardziej trafia do przekonania postawa Carla i nie tylko dlatego, że w końcu to jego opcja polityczna wygrywa (smutne to zresztą i iluzoryczne zwycięstwo). Carl jest zwyczajnie lepiej skonstruowany jako postać. Błędem ST było chyba przedstawienie Aleksandra jako pieniacza i raptusiewicza. W efekcie miast jawić się jako czysty i nieskalany idealista, „krzyżowiec”, sprawia on chwilami wrażenie nawiedzonego psychopaty. Czytelnikowi łatwiej jest utożsamić się z Carlem niemającym cierpliwości do niewydarzonego brata, niż z histerycznym Aleksandrem. W ten sposób równy dystans do obu centralnych postaci nie został zachowany, mam wrażenie, że wbrew intencjom autora.
Nie zmienia to faktu, że sam odwieczny dylemat konserwatystów, gdzie przebiega granica, do której można iść na ustępstwa, a kiedy trzeba powiedzieć „non possumus”, został w powieści ukazany świetnie, co stanowi jeden z jej największych walorów. Moja główna wątpliwość odnośnie prawdziwości analizy kontrrewolucji nie dotyczy sfery idei lecz praktyki. Kontrrewolucjoniści ST są moim zdaniem, suma sumarum, zbyt skuteczni. U ST trójka arystokratów zawiązuje spisek by obalić republikę i przywrócić monarchię, po czym robi to bez wielkich problemów, tak jakby była to rzecz najbanalniejsza w świecie, a republika wykazuje totalną indolencję w walce z nimi. Trochę to naciągane. Gdyby prawdziwi kontrrewolucjoniści odznaczali się takim geniuszem politycznym, energią, determinacją, dalekowzrocznością itd., itp., to żadna rewolucja w historii nigdy by się nie powiodła. Prawdziwi arystokraci francuscy w 1789 r. to byli upudrowani i uperuczeni libertyni, którzy się naczytali Voltaire’a, a przy pierwszych groźnych pomrukach zrewoltowanego motłochu, wzięli nogi za pas i rozpierzchli się po świecie. „10 000 szlachciców więcej wtedy przy osobie króla – pisała po kongresie wiedeńskim pani de Stael – a nigdy nie zostałby on zdetronizowany”. Ale tych 10 000 nie stało. Za króla biło się w Wandei chłopstwo. Tych kilku szlachciców na krzyż, którzy im przewodzili, wiosny nie czyni. A u ST mamy prężny arystokratyczny ruch oporu, stara szlachta dominuje w armii, która pozostaje wierna cesarzowi, rewolucjoniści poza gwardią nie mają właściwie własnych sił zbrojnych. Znowu pojawia się pytanie jak w takich warunkach w ogóle mogło dojść do tej rewolucji? W rzeczywistości to wszystko jednak wyglądało inaczej i to nie tylko w trakcie rewolucji francuskiej, ale również we wszystkich rewolucjach późniejszych. Zasadniczo zawsze kontrrewolucjoniści byli słabsi i gorzej zorganizowani niż rewolucjoniści i zawsze też przegrywali. Często cechowało ich też nastawienie defetystyczne, przekonanie o nieuchronności klęski. Sam melancholijny Chateaubriand był dobrym tego przykładem – świetny pisarz i marny polityk. A u ST jego odpowiednik to geniusz politycznego machiawelizmu, zdolny niemal samodzielnie, z pomocą tylko grupki przyjaciół, pokonać rewolucję. Aby analiza kontrrewolucji była prawdziwa, wymagałaby jednak by wysiłki kontrrewolucjonistów zakończyły się klęską. W sytuacji gdy oni zwyciężają, i to bez widocznego wysiłku – na kartach powieści pojawia się w pewnym momencie nawet wspaniała wunderwaffe, rozwiązanie zdecydowanie za bardzo już deus ex machina – w analizę wkrada się fałsz. Niestety trochę za dużo u ST optymizmu i myślenia życzeniowego by projekt poznania neotycznego mógł się w pełni powieść.
Podsumowując, książkę uważam za połowiczny sukces i połowiczną porażkę, sukces tam, gdzie ST opisuje konserwatywne idee i porażkę tam gdzie opisuje błyskotliwe i spektakularne (jakkolwiek gorzkie by poza tym nie było) zwycięstwo monarchistów.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
ST



Dołączył: 05 Wrz 2006
Posty: 41
Skąd: Pilchowice

PostWysłany: Sro Cze 06, 2007 22:12    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cześć, ależ to frajda mieć takich Czytelników!
Teraz tylko króciutko, szerzej spróbuję Szanownemu odpowiedzieć, już prywatnie, może jutro.

1) Sama rewolucja jest opisana w "Otchłani", jednym z opowiadań w "Obłedzie rotmistrza....". Trudno mi było opisywać ją na nowo. Tam jest i Bastylia i wszystko inne. Dyktatorem, przejmującym władzę po rewolucji, jak zrobił to Napoleon, albo Stalin, jest oczywiście, Carl - stąd nawiązanie do "Pojedynku" Conrada w rozdziale o Jokaim. Zrobiłem taką syntezę - Napoleona i Restaurację w jedynym, bo to było przecież możliwe.

2) Zwycięstwo spiskowców jest pozorem. Wygrywają tylko władzę, nie pokonują rewolucji, bo tkanka społeczna została przeorana i nawet po ich zwycięstwie - została już taka sama.

Pozdrawiam i dziękuję!
_________________
www.dziennik.twardoch.pl
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Titelitury



Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 3

PostWysłany: Czw Cze 07, 2007 11:03    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Dobra krytyka ( iście fenomenologiczna n ), ale moim zdaniem nie pasuje do tej książki. A dlaczego ? Ano dlatego, że ST pisze beletrystykę, nie książki naukowe o histori ! Gdyby miał "składnie i ładnie" opisywać świat przedstawiony tak, by czytelnik czuł się w nim jak ryba w wodzie, to pewnikiem wyszedłby z tego "Bolesław Chrobry" Gołubiewa. Sześć tomów zajęłoby Panu Twardochowi uchwycenie wszystkich przeman i procesów zachodzących w opisywanym okresie, a być może jeszcze więcej - z tej prostej przyczyny, że rewolucja była o wiele bardziej skomplikowanym wydarzeniem historycznym, aniżeli przeszczepianie katolicyzmu na ziemie pogańskie. I istnieje jeszcze jedno zagrożenie : autor mogłby się w tym wszystkim zwyczajnie pogubić. Nie ma wobec tego nic dziwnego i osobliwego w fakcie, że skoncentrował się na wybranych problemch, które jak przyznaje sam autor krytyki zostały ukazane bardzo dobrze.

Ja cenię Pana Szczepana za ... konserwatyzm. W czasach, kiedy najlepszym sposobem na zarobienie pieniędzy jest ukazywanie księży jako rozpustnych tyranów, a religii jako siedliska zła i zabobonów, a w szczególności inkwizycji mordującej miliony ( sic ! ) niewinnych ludzi, książki pisane przez tego autora są na wagę złota. W Wandei stalibyśmy po jednej stronie barykady Panie Szczepanie. n I skończyli pewnikiem jako ofiary pierwszego w historii ludobójstwa. n
_________________
Historii nie tworzą masy ludzkie, ani wybitne jednostki. Robią to Eros i Thanatos.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
nosiwoda



Dołączył: 25 Kwi 2005
Posty: 9272
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Czw Cze 07, 2007 20:06    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

ST napisał:
Teraz tylko króciutko, szerzej spróbuję Szanownemu odpowiedzieć, już prywatnie, może jutro.

Oj, nie, nie, nie, prosimy publicznie! W końcu nie tylko Fauconniera ciekawią poruszone kwestie.
_________________
www.fotolog.com/nosiwoda

Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
agrafek



Dołączył: 19 Lip 2005
Posty: 3324

PostWysłany: Czw Cze 07, 2007 22:40    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Też bym prosił. Ja Pana czytam, Panie Twardoch.
_________________
klub czarno-białych avików.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Ziuta



Dołączył: 29 Paź 2005
Posty: 420
Skąd: Wzgórza

PostWysłany: Czw Cze 07, 2007 22:50    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Ja też.
Co do powieści (SPOILER!): wyposażenia armii austriackiej w karabiny odtylcowe w roku 1796/97 to próba robienia pośmiertnego wstydu FJI. n
_________________
Reinstalka Windowsa to lina rozpięta między małpą a nadczłowiekiem.
Kewl, glamur, hate kortr, wog i stajl
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
ST



Dołączył: 05 Wrz 2006
Posty: 41
Skąd: Pilchowice

PostWysłany: Pią Cze 08, 2007 6:58    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Ad. Ziuta. Napoleonowi w sumie również - Pauly proponował mu swój karabin bodajże w 1813 roku, został pochwalony i na tym się skończyło. W ogóle, sprawnie działający karabin odtylcowy (na odrobinę innej zasadzie oparty, niż karabin Pauly'ego) pod koniec XVIII wieku to anachronizm, karabin Pauly'ego (w rzeczywistości późniejszy o dekadę) nadawałby się do seryjnej produkcji, ale pięćdziesiąt-sześćdziesiąt lat później. Na przełomie wieków przemysł nie był w stanie zapewnić, przyjmując jakieś znośne koszty, powtarzalności produkcji potrzebnej do sprawnego działania takiej broni.

Pozwoliłem sobie jednak na tę nieścisłość, bo potrzebowałem symbolu zmieniającego się świata.
_________________
www.dziennik.twardoch.pl
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Ziuta



Dołączył: 29 Paź 2005
Posty: 420
Skąd: Wzgórza

PostWysłany: Pią Cze 08, 2007 9:38    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Racja, Sternberg pod tym względem przerósł swój pierwowzór.
Pamiętam też, jak Fulton pokazywał Cesarzowi (czy też wtedy jeszcze pierwszemu konsulowi) parowiec. Bonaparte odparł, że para ma być pod pokrywą garnka, a nie na okręcie wojennym. Cóż, i wielcy mają chwile zaćmienia.
_________________
Reinstalka Windowsa to lina rozpięta między małpą a nadczłowiekiem.
Kewl, glamur, hate kortr, wog i stajl
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
ST



Dołączył: 05 Wrz 2006
Posty: 41
Skąd: Pilchowice

PostWysłany: Nie Cze 10, 2007 18:27    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

No to skoro sobie koleżeństwo życzy, to odpowiadam tutaj.

Ad Fauconnier, cd.

Rzeczywiście, "Sternberg" jest bardziej o kontrrewolucji, niż o rewolucji. Skąd więc kontrrewolucja zwycięska? Nie do końca ma Kolega rację, pisząc, że kontrrewolucjoniści byli zawsze gorzej zorganizowani niż rewolucjoniści - vide wojna domowa w Rosji - ale coś byłoby, oczywiście, na rzeczy, a już na pewno, jeśli chodzi o rew. franc.
Proszę jednak zauważyć, że Carl nie jest klasycznym reakcjonistą - Alexander owszem - Carl jest przywódcą postrrewolucyjnym, odpowiednikiem Bonapartego, dzięki osobistej charyzmie zdobywającego miłość żołnierzy - i w drugiej kolejności, ludu. Stąd "sternbergiści", jako formacja, pojawiający się pod koniec książki. Gdyby Bonaparte uznał, że wystarczy mu stanowisko - nie wiem - Wielkiego Kanclerza Francji - to mógłby ściągnąć tego, czy innego Bourbona do Paryża i uczynić zeń swoją marionetkę - a to właśnie Carl zrobił z cesarzem.
Wunderwaffe to figura militarnej przewagi - najważniejszej legitymacji władzy charyzmatycznych dyktatorów.
Pierwszy przewrót jest zwykłym, republikańskim coup d'État, odpowiednikiem Thermidora, drugi zaś jest przewrotem dyktatorskim, nie faktyczną Restauracją. W istocie, na kartach "Sternberga" do restauracji nie dochodzi - i w istocie, sprawa Carla i Alexandra ponosi klęskę.

Tłumacząc się, nie odpieram Kolegi zarzutów - skoro pojawiły się, i to u tak intelektualnie sprawnego czytelnika, to znaczy, że mój zamysł się jednak nie powiódł - tłumaczę tylko, jakie były moje zamiary i intencje.


Ad. Titelitury.

Obawiam się, że mógłbym Szanownego Kolegę w pewnym sensie zawieść. Mój wątpliwy konserwatyzm to wyłącznie kwestia szkoły myślenia, formacji intelektualnej, jaką odebrałem. Nie wydaje mi się, aby konserwatyzm jako taki - ze względu na przyrodzoną mu bezsilność - był odpowiedzią na polityczne czy kulturowe wyzwania ponowoczesności.
_________________
www.dziennik.twardoch.pl
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Fauconnier



Dołączył: 17 Cze 2005
Posty: 86
Skąd: a, różnie to bywa

PostWysłany: Nie Cze 10, 2007 23:35    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Ad ST

Kiedy Bonaparte został Pierwszym Konsulem część środowiska emigrantów wyobrażała sobie, że rzeczywiście zostanie on jakimś francuskim generałem Monckiem i oczywiście się srogo rozczarowała. Carl natomiast najbardziej przypomina mi właśnie Moncka. On przecież naprawdę chce być wierny Habsburgom, chyba nawet w większym stopniu niż Monck był wierny Stuartom. Dlatego nie bardzo przekonuje mnie jako Napoleon. Ten był przecież za młodu rewolucjonistą, jakobinem. Kiedy emisariusze Ludwika zaczęli go sondować w kwestii realizacji scenariusza „monckowskiego” odpowiedział zabójstwem księcia d’Enghien, co by „aluzju paniali” i dali mu spokój. To był zupełnie ale to zupełnie inny typ mentalności i formacji intelektualnej niż Carl.
Natomiast czy do restauracji dochodzi, czy nie dochodzi? Zależy. Do takiej restauracji jak Karola II w Anglii dojść nie mogło, bo to już jednak nie te czasy były. Ale restauracja w stylu Ludwika XVIII, a więc jakaś forma ograniczonej monarchii konstytucyjnej jest w zasięgu ręki. Pod koniec „Sternberga” cesarz jest marionetką w znacznie większym stopniu niż Ludwik XVIII. Przypomina raczej Ludwika Filipa, albo zgoła współczesną angielską królową Elżbietę, ale nominalnie wciąż ma duże uprawnienia. Jego słabość jest w dużej mierze konsekwencją jego nieznajomości kraju tudzież własnej niezaradności. Nie zmienia to faktu, że po pewnym czasie cesarz mógłby umocnić swoją pozycję, a tytuł regenta nie był wszak dożywotni ani dziedziczny. W końcu cesarz, albo jeszcze lepiej jego następca, mógłby zdymisjonować Sternberga, tak jak Wilhelm II zdymisjonował Bismarcka. A Carl ze swoją jednak konsekwentnie wiernopoddańczą mentalnością z pewnością podporządkowałby się woli cesarskiej, co najwyżej zgrzytając z wściekłością zębami. Dlatego uważam, że do swego rodzaju restauracji w „Sternbergu” mimo wszystko doszło, nawet jeśli nie widać tego na pierwszy rzut oka. Inna rzecz, że na dłuższą metę nic by to oczywiście nie zmieniło. Byłyby dalsze rewolucje, jakaś lipcowa, jakaś lutowa i w końcu Austria stałaby się republiką. Ale to dużo później.
Problem tej restauracji i wprowadzenia figury Moncka sprowadza się natomiast do kwestii, czy taki Monck był wtedy, na początku XIX wieku, możliwy. We Francji nikogo takiego nie było. Ludwika XVIII na tronie posadziły wojska obcych państw. Pan zdecydował, że w „Sternbergu” taki Monck (powiedzmy, że skrzyżowany z Bismarckiem) się jednak pojawi. Pańskie autorskie prawo. Problem w tym, że chcąc uwiarygodnić tego Moncka i jego działalność dodał mu Pan cały ten kontekst bardzo silnej i dobrze zorganizowanej frakcji kontrrewolucyjnej w postthermidoriańskiej Austrii. I to jest ten moment kiedy konstrukcja świata przedstawionego zaczyna mi zgrzytać.
Kojarzy Pan może książkę „Histoire de l’emigration 1789-1814” hrabiego Ghislaina de Diesbacha? Podejrzewam, że może Pan znać autora bo to wiceprzewodniczący francuskiego Stowarzyszenia Przyjaciół Rivarola, natomiast niekoniecznie książkę, bo o ile mi wiadomo nie była tłumaczona na angielski. W każdym razie jest to fundamentalne dzieło o rojalistach, którzy uciekli z Francji przed rewolucją. I autor, mimo całej do nich sympatii, musi przedstawiać ich w zgodzie z faktami, jako ludzi zrozpaczonych, zagubionych, kompletnie nic nierozumiejących z tego co się wokół nich działo. Nadto ci, co coś rozumieli, często w zaskakująco dużym stopniu ulegali syrenim śpiewom ideologów rewolucji. Oni do recepcji nowych idei byli przygotowywani sukcesywnie przez kilkadziesiąt lat wolterianizmu. Wskutek cierpień część tego środowiska przeżyła nawrót wiary religijnej i wierności ideałom rojalistycznym, ale większość akceptowała znaczną część propagandy rewolucyjnej. Diesbach opisuje przypadki arystokratów, którzy jeszcze dając głowę na gilotynie zasadniczo przyznawali jakobinom wiele racji w sferze idei, a wyroki na siebie przyjmowali jako legalne! I tego u Pana bardzo brakuje. Żaden z Pana bohaterów nie bierze na serio pod uwagę myśli, że rewolucjoniści mogą w czymś mieć rację. Carl może to i owo zaakceptować przez pragmatyzm, ale nigdy nie ze szczerego przekonania. W tym sensie żaden z Pana bohaterów nie jest naprawdę KUSZONY. Oni wszyscy są, by tak rzec, impregnowani na rewolucję. A to, po pierwsze, jest fałszywe z psychologicznego i historycznego punktu widzenia. Po drugie, spłyca powieść, z metafizycznego punktu widzenia. Po trzecie, tworzy ten sztuczny kontekst niemal powszechnej aprobaty dla kontrrewolucji, w którym może pojawić się Monck i wszystko naprawić. Uważam, że we Francji nie było na to szans.
Przy tym wszystkim za wcześnie Pan stwierdza, że Pański zamiar się nie powiódł. Uważam, że powiódł się idealnie do momentu, do którego trzymał się Pan zasadniczego schematu wydarzeń rewolucji francuskiej. Tam koncepcja jest spójna i przekonująca, a książkę się czyta naprawdę świetnie. Na niebezpieczne wody wypłynął Pan dopiero wtedy kiedy zdecydował się Pan arbitralnie zmienić zakończenie rewolucji. Wtedy oddalił się Pan od projektu poznania noetycznego, a zbliżył do bardziej klasycznej historii alternatywnej. Dlatego moja ocena finalna jest taka: bardzo, bardzo dobra książka, która pod koniec nieco jednak obniża loty. Ale to i tak więcej niż ośmielałem się spodziewać.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Strona Główna -> Literatura Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następny
Strona 5 z 6

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group